Zwykłe, codzienne sytuacje, które albo was do siebie zbliżą, albo doprowadzą do rozstania

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
20 października 2017
Fot. iStock/South_agency
Fot. iStock/South_agency
 

Nie bez powodu mówi się, że „znamy siebie na tyle, na ile nas sprawdzono”. Ta zasada dotyczy jednak nie tylko osobistych doświadczeń i ich wpływu na kształtowanie naszego charakteru czy osobowości, ale także sytuacji, których doświadczamy jako para. Poznajemy siebie nawzajem w różnych, trudnych momentach życia, takich jak pojawienie się dziecka, choroba czy śmierć w rodzinie.

O ile nikt nie zaprzeczy, że sytuacje ciężkie i dramatyczne uczą nas czegoś o sobie i najbliższych nam osobach, często zapominamy jak ważne są inne, nieco bardziej przyziemne doświadczenia. Większość par w czasie trwania związku będzie musiało zmierzyć się z kilkom sytuacjami, które na pozór wydają się być banalnie proste. W praktyce jednak albo zbliżą partnerów do siebie albo doprowadzą do rozstania.

Agnieszka i Wiktor

Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia i od tamtej pory są nierozłączni. Pierwszy kryzys dopadł ich jednak po kilku miesiącach. – Od dziecka jestem słabego zdrowia i niewiele potrzeba, żebym się pochorowała. Na ogół nie jest to nic poważnego. Jakieś przeziębienie, angina, zapalenie ucha, problemy z żołądkiem – opowiada. Niby nic, a jednak powoduje w ich związku nerwową atmosferę, ponieważ Wiktorowi brakuje empatii. – Jest kiepskim opiekunem. Nie chodzi mi o to, żeby się nade mną użalał, ale byłoby miło, gdyby coś ugotował albo chociaż zapytał, czy czegoś potrzebuję, gdy jestem chora – opowiada i dodaje, że momentami zastanawia się, co by było, gdyby faktycznie zachorowała na coś poważnego. Czy byłaby z tym sama?

Kamila i Janek

– Byłam kiedyś z facetem, który wydawał mi się być chodzącym ideałem. Bardzo dobrze się rozumieliśmy, mieliśmy podobne poglądy i priorytety. Wszystko zmienił jeden wyjazd na wakacje. Wiem, to brzmi śmiesznie, ale właśnie po urlopie w Tunezji się rozstaliśmy. Teraz żałuję, że nie zafundowaliśmy sobie wycieczki dużo wcześniej, może nie straciłabym przy nim roku – opowiada Kamila. Nagle, tysiące kilometrów od domu okazało się, że kompletnie nie potrafią się dogadać. Już na etapie pakowania pojawiały się pierwsze zgrzyty. Na miejscu ona wolała wylegiwać się na leżaku z drinkiem w ręku, on natomiast chciał wędrować i zwiedzać. Koniec końców praktycznie cały urlop spędzili oddzielnie, widując się w porze posiłków. – Wtedy dotarło do mnie, że już wcześniej spędzaliśmy wolny czas oddzielnie. Doszłam do wniosków, że skoro nie potrafimy pójść na kompromis w tak błahej sprawie, różnice między nami mogą pogłębiać się z biegiem czasu i stopniowo dotyczyć także innych kwestii – mówi.

Iza i Krzysiek

Izka jest pogodną, pewną siebie kobietą. Uwielbia ludzi, a ludzie uwielbiają ją. – Jestem duszą towarzystwa, kocham być wśród innych ludzi. Nie chodzi o to, że na imprezach błyszczę i skupiam na sobie całą uwagę. Po prostu dobrze czuję się wśród ludzi, lubię poznawać nowe osoby i jestem bardzo kontaktowa. Krzysiek natomiast stroni od towarzystwa. Gdziekolwiek pójdziemy, zawsze muszę się za niego wstydzić, bo siedzi gdzieś z boku jak gbur – opowiada i dodaje, że już powoli zaczyna się do tego przyzwyczajać. Chociaż wciąż czuje się nieswojo, gdy czasem ktoś mówi, że oni w ogóle do siebie nie pasują.

Karolina i Hubert

On zawsze marzył o wysokim stanowisku, dlatego też bardzo angażował się w pracę. Zawsze zostawał po godzinach, chodził na dodatkowe szkolenia i spotkania służbowe, a Karolinę po prostu to irytowało. – Nigdy nie miał dla mnie czasu. Miałam wrażenie, że bardziej zależało mu na pracy, niż na założeniu ze mną rodziny. Oczywiście nie ukrywam, że często wszczynałam z tego powodu awantury, ale żeby zaraz mnie rzucać? – pyta Karolina. Choć od tamtego czasu minęły już 3 lata i każde z nich związało się już z kimś innym, ona wciąż nie potrafi zrozumieć, dlaczego to było dla niego tak ważne.

Daria i Łukasz

– W naszym związku pierwszy poważny kryzys pojawił się, gdy odziedziczyłam mieszkanie po dziadkach i postanowiliśmy zrobić w nim generalny remont. Kłóciliśmy się niemalże o wszystko. Jemu nie podobały się rozwiązania, które ja proponowałam, kręcił nosem nawet na widok puszki z farbą do łazienki, którą wybrałam. Wiele można było o nas powiedzieć, ale na pewno nie to, że jesteśmy zgranym duetem – wspomina. Podczas gdy Łukasz do późnych godzin nocnych sam układał panele, ona wytykała każdą nierówność i nawoływała do wynajęcia ekipy. Nikt nie wie, jakim cudem ten remont w ogóle dobiegł końca.

Pewnie niektóre z tych sytuacji przeżyłaś na własnej skórze. Być może kilka razy pomyślałaś sobie: „Serio? Z powodu takich pierdół niektórzy się rozstają?”. Niestety tak. Te pierdoły weryfikują nasz związek i mogą albo nas do siebie zbliżyć i upewnić w przekonaniu, że do siebie pasujemy albo być jasnym sygnałem, że poważniejszych prób możemy nie przetrwać jako para.


 

Na podstawie: Psychology Today


Sok z ananasa na kaszel? Zdziwicie się, ten sposób jest naprawdę skuteczny

Redakcja
Redakcja
20 października 2017
Fot. iStock/mapodile
Fot. iStock/mapodile
 

Jesień nie oszczędza naszych dróg oddechowych i co chwila przyplątuje się jakieś przeziębienie. Trudno się uchronić przed katarem i kaszlem, gdy chorobotwórcze drobnoustroje rozwijają się na potęgę. Układ odpornościowy nie zawsze działa idealnie, więc gdy coś zaczyna się dziać, dobrze jest go wesprzeć w walce o zdrowie, sięgając po naturalne antybiotyki.

Naturalne rozwiązania sprawdzają się także przy kaszlu i wcale nie musi być to tradycyjny specyfik z cebuli i cukru. Tym razem furorę, nie bez przyczyny, robi ananas, którego sok jest naprawdę pomocny w walce z kaszlem.

Ananas i niesamowita bromelaina

Ananas jest skarbnicą cennych dla zdrowia substancji — zawiera cukry, błonnik, potas, magnez, wapń, fosfor, żelazo, cynk, miedź, mangan, witaminy: A, B1, B2, B6, PP, C, kwas foliowy oraz bromelainę. Owa bromelaina ma szerokie zastosowanie lecznicze, podnosi odporność, zapobiega stanom zapalnym, działa antybakteryjnie i zapobiega przeziębieniom.

W 2010 roku indyjscy naukowcy przeprowadzili badania dotyczące skuteczności syropu z ananasa pod kątem leczenia gruźlicy. Okazało się, że mieszanka soku ananasowego z surowym miodem, solą i pieprzem bardzo dobrze rozpuszcza śluz i łagodzi uporczywy kaszel. Pacjenci wracali do zdrowia do 5 razy szybciej pijąc syrop z ananasa, niż pacjenci stosujący syrop z apteki. Badania wskazują, że bromelaina zmniejsza także gęstość śluzu, dzięki czemu w przyszłości może okazać się skutecznym lekiem na astmę oraz przewlekłe zapalenie oskrzeli. Warto więc także przy zwykłym kaszlu sięgać po świeży ananas (w ananasie z puszki bromelainy jest zbyt mało, by jej działanie miało wymiar terapeutyczny) i albo jeść go na surowo, albo wypijać jako koktajl. Najwięcej bromelainy znajduje się w twardej części ananasa, znajdująca się w środku (jego trzon). Im ananas bardziej dojrzały, tym środek jest bardziej miękki.

iStock

iStock

Przepis na domowy syrop z ananasa:

Składniki:

  • 1 szklanka świeżo wyciśniętego soku ananasowego,
  • ¼ szklanki świeżego soku z cytryny,
  • 1 kawałek imbiru (około 3 cm),
  • 1 łyżka miodu,
  • szczypta soli,
  • ½ łyżeczki pieprzu cayenne.

Przygotowanie:

Starannie wymieszaj składniki i pij 1/4 filiżanki soku 2-3 razy dziennie.

Alergicy powinni uważać, ponieważ syrop zawiera w składzie alergeny.

źródło: www.lifehack.org, surojadek.com


„Nic nie jest czarno – białe, a gdy jest zbyt łatwo, to jednocześnie jest zbyt nudno”. Akcja „Mama, znaczy piękna”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
19 października 2017
Fot. iStock
Fot. iStock
 

Przez wiele lat moje oczy były ślepe. Całkowicie, choć nie dosłownie. Nie miałam wady wzroku – posiadałam za to pewien brak. A przynajmniej jako brak była ta kwestia postrzegana. Otóż, nie chciałam mieć dzieci. Instynkt macierzyński był dla mnie mitem większym niż ten o Erosie i Psyche, tudzież o wężu zjadającym własny ogon. O tym ostatnim i wielu innych z resztą wolałam czytać i uczyć się, miast dążyć do tego, do czego ponoć dąży każda kobieta.

W pewnym momencie dostrzegłam, że wiem już tak dużo, że wpakowałam w siebie tyle cudzych dzieł, iż… warto by było stworzyć własne. Skończyłam studia, pisałam opowiadania, pracę magisterską i… zaszłam w ciążę. Nie było to planowane, nie miało schematu powieści i nie było oparte na konspekcie. Ot, stało się – wiadomo jak.

Jestem więc, wraz z partnerem i „dziełem” (tak nazywam swoje nienarodzone jeszcze dziecko) i spoglądam przed siebie. Moje oczy nieco się otworzyły, a ślepota powoli przechodziła przez mgłę, by dotrzeć do czystego, pięknego i pełnego szczęścia obrazu.

Przez chwilę byłam nawet pewna, że zaraz go ujrzę, jednak zawsze w ostatniej chwili z równowagi wytrącał i wytrąca mnie lęk. Gdybym miała go opisać najprościej, musiałabym użyć słów takich, jak: zazdrość, złość, strach, poczucie niesprawiedliwości, oraz ból, w którym jednak jest szczypta piękna. Ale jest i rezygnacja.

Dlaczego? Oto pojawi się na świecie „to trzecie”. Bez żadnych starań ze swojej strony wejdzie do mojej dwuosobowej rodziny i tu zostanie. Moje zdanie nie ma tu znaczenia, choć oczywiście moje zdanie brzmi: zapraszam. Dziwne? Nie. Raczej paradoksalne. Z jednej strony oczekuję, ale z drugiej obawiam się, że nie będę już tą jedyną. Zwłaszcza, że moje ciało się zmieni. Szybko, nagle, w sposób, którego nie znam.

Ja, zawsze zadbana, wysportowana, z płaskim brzuchem, będę musiała zaakceptować to, że jest coś ważniejszego niż płaszczyzna tegoż brzucha, że jest coś głębszego. Jest to dla mnie wyzwanie prawie filozoficzne – coś w rodzaju walki, ale nie dobra ze złem, tylko jednego dobra z drugim. Walki podszytej obawą i strachem o to, kim stanę się dla mojego partnera.

Czy nadal będę dla Niego kobietą i kochanką, czy już tylko „mamą” dziecka. Widziałam bowiem wiele par, w których, po urodzeniu maleństwa, mąż zaczął mówić o żonie per „mama” – a ja tego najzwyczajniej w świecie nie chcę. Chcę być nadal sobą, nie być tylko pewną funkcją życiową. Bo ja to ja i to chcę zachować – wraz ze swoją sylwetką, urodą, siłą, entuzjazmem, a także, co tu ukrywać, ze swoimi dotychczasowymi doznaniami seksualnymi.

Jak to zrobić? Póki co, nie wiem, stąd zapewne lęki i obawy, które wtrącają się w równie silną radość i podekscytowanie faktem, że żyje we mnie nowy, całkowicie indywidualny i niepowtarzalny człowiek, moje największe dzieło, które będę tworzyć do końca swojego życia. Cóż… Pozbywając się totalnej ślepoty, nie natrafiłam na jasność. Weszłam za to we mgłę – dziwną, złożoną, zmienną, ale, mimo wszystko, piękną. Bo nic nie jest czarno – białe, a gdy jest zbyt łatwo, to jednocześnie jest zbyt nudno.

 Kinga

Akcja „Mama, znaczy piękna”

Napisz, jakie piękno w sobie odkryłaś, co jest dla ciebie inspirujące i dodaje ci skrzydeł, a co je podcina? Piszcie o swoich kompleksach, z którymi walczycie, o akceptacji, o tym, za co swojemu ciału jesteście dziś wdzięczne. Uwolnijmy swoją kobiecość i intymność. Bo każda mama jest kobietą, każda jest piękna – jeśli tylko pozwolimy temu pięknu rozkwitnąć. Właśnie dlatego chciałyśmy was zachęcić, do odszukania swojej kobiecości, piękna, seksapilu… tego samego, który cały czas jest w was – tylko czasami skryty głęboko pod warstwą spraw do załatwienia, uśpiony – często kompleksami. Najciekawsze z listów opublikujemy na łamach portalu, a najlepsze z nich nagrodzimy. Nagrody są bardzo kuszące, ufundowane przez Klinikę Kobiet Medifem. Wszystko po  to, byście znów mogły czuć się pewnie, kobieco, bez żadnego „ale”…

Zadanie konkursowe:

Napisz do nas o tym, co ty myślisz i czujesz. Pracę konkursową na temat: Świat kobiecości, seksualności i macierzyństwa moimi oczami. Prześlij na adres: kontakt@ohme.pl w tytule wpisując „Bella mama”.

Wysłanie tekstu jest równoważne ze zgodą na jego publikację oraz kontakt ze strony kliniki w celu odbioru nagrody. Tekst powinien być podpisany imieniem i nazwiskiem. Publikacja pojawi się pod wybranym przez autora pseudonimem bądź inicjałami. Prosimy o dołączenie informacji, jak chcecie zostać podpisani lub wyraźną informację, że chcecie by tekst pojawił się pod waszym imieniem i nazwiskiem.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me oraz przez Sponsora akcji – Klinikę Kobiet Medifem (na stronie www sponsora www.medifem.pl oraz za pośrednictwem mediów społecznościowych).
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora i Sponsora konkursu swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Nagrody:

5 x voucher na zabieg HIFU i laseroterapia stref intymnych w Klinice Kobiet Medifem, o wartości 3.500 zł*

03FDA6F8-F77F-4207-A273-3F3BB774E031

1 x voucher na zabieg 0!shot w Klinice Kobiet Medifem, zabieg poprawiający doznania seksualne*

Dla wszystkich uczestniczek  zabawy specjalna oferta:

Konsultacja lekarska z cytologią w cenie 120 zł (regularna cena 250 zł) oraz 10% zniżki na zabieg  HIFU i laseroterapia stref intymnych – do zrealizowania w Klinice Kobiet Medifem.

*Na podstawie art. 30 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 26 lipca 1991 roku o podatku dochodowym od osób fizycznych (tekst jedn. Dz. U. z 2012 r., poz. 361 z późn. zm.) wydanie nagród, o których mowa w ust.1 powyżej, podlega opodatkowaniu zryczałtowanym podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Obowiązek podatkowy ciąży na Laureacie, wygrywającym nagrodę. W celu dopełnienia formalności, należy skontaktować się z organizatorem. Warunkiem wydania nagrody jest uregulowanie zaliczki na podatek dochodowy.

Akcja trwa od 28.09.2017 do 19.10.2017 roku.

Regulamin zabawy jest dostępny tutaj.

 


Zobacz także

Fot. iStock / Redrockschool

„Spakuj się i jedź do męża. Twoje miejsce jest przy nim”. A ja się pytam: „Co wy wiecie o związkach na odległość?!?”

Fot. iStock / BeyzaSultanDURNA

„Przepraszam, mam romans. Czy może mi Pani pomóc?”. Z dziennika niewiernej

Fot. iStock / openeyed11

9 sposobów na odbudowanie obustronnie nadszarpniętego zaufania w związku