Żona, która zarabia więcej, traktuje męża jak śmiecia

Listy do redakcji
Listy do redakcji
4 grudnia 2017
Fot. iStock/gruizza
Fot. iStock/gruizza
 

Wiem, że kobiety musiałby bardzo wiele znieść, żeby móc dzisiaj żyć tak, jak żyją. Całe pokolenia pracowały na to, żeby współczesna kobieta mogła spełniać się zawodowo, odnosić sukcesy i zarabiać sensowne pieniądze. Naprawdę nigdy mi to nie przeszkadzało i zawsze wszystkim paniom kibicowałem. A przede wszystkim mojej żonie, która jest bardzo zdolną i ambitną kobietą. Gdybym jednak wiedział, jak to się dla mnie skończy i jak jej kolejne awanse odbiją się na naszym związku, nie wiem, czy postąpiłbym tak samo. I czy w ogóle związałbym się z taką kobietą. 

Początki naszej wspólnej historii są wyjątkowo romantyczne. Pamiętam dzień, w którym ją poznałem. Jestem fotografem, często robię zdjęcia na różnych, rodzinnych uroczystościach, jak śluby i chrzty. Na jednej z takich imprez zobaczyłem ją – piękną, oryginalnie ubraną, młodą dziewczynę. Zauroczyły mnie jej piegi i pewność siebie. Chętnie robiłem jej tego dnia zdjęcia. Szybko zorientowałem się też, że jest siostrą pana młodego. Łatwo więc później było mi po nazwisku znaleźć ją w sieci. Napisałem, ona odpisała. Pierwsza, druga, dziesiąta randka. Poszło nam szybko. Zamieszkaliśmy razem po kilku miesiącach. Chwilę później zaliczyliśmy wpadkę i 7. miesiącu ciąży wzięliśmy ślub cywilny. Byliśmy w sobie szaleńczo zakochani i wszystko to sprawiało nam ogromną radość.

Jestem starszy od mojej żony o 8 lat. Gdy się związaliśmy, miałem już pewną pozycję w swojej branży. Wszystkie zlecenia dostawałem z polecenia od wcześniejszych klientów. Miałem już swoje stawki, więc mogłem z niektórych eventów rezygnować. Ona była natomiast na początku swojej drogi zawodowej, tuż po studiach prawniczych w trakcie aplikacji.  Jej marzeniem było otwarcie własnej kancelarii, ale wówczas pracowała (trochę jakby w formie stażu) w jednej z renomowanych kancelarii. Pracowała niemal do porodu. Ustaliliśmy, że szybko wróci do pracy, a to ja będę zajmował się dzieckiem. Wiedziałem, że nie może zaprzepaścić lat nauki i szansy, którą miała. Pomagali nam moi rodzice, ona po dwóch miesiącach wróciła na pełny etat do kancelarii. Z dzieckiem siedziałem ja, czasem zostawała babcia, gdy miałem ciekawe zlecenie, ale większość mojej pracy ogarniałem w weekendy – wtedy były ślubu, chrzty, sesje narzeczeńskie i inne takie. Stworzyłem mojej żonie idealne warunki do rozwoju zawodowego i spełniania marzeń.

Co otrzymałem w zamian? Pogardę, wyzwiska, aż w końcu – zdradę.

Dzisiejsze kobiety doskonale wiedzą, czego chcą. Ich partnerzy mają być zaradni, rodzinny i troskliwi. Ich dzieci mają mieć zapewnione wszystko – ona najlepszego wózka, przez anglojęzyczny żłobek, aż po lekcje gry na pianinie w szkole podstawowej. One same natomiast chcą łączyć macierzyństwo i pracę zawodową. Chcą odnosić sukcesy, zajmować wysokie stanowiska i zarabiać kupę kasy. Aby mogły to wszystko osiągać, niezbędny jej towarzysz życia. Najlepiej zapatrzony w nie frajer, który zgodzi się na wszystko, byle tylko ona była szczęśliwa i spełniona. Poza tym… powiedzieć dzisiaj głośno, że kobieta powinna siedzieć w domu, ogarniać dzieci i gotować obiad, to jak wydać na siebie wyrok śmierci. Wiadro pomyj na głowę gwarantowane.

Tak więc my, współcześni mężczyźni, staramy się sprostać tym wymaganiom. Wspieramy swoje kobiety, przewijamy, karmimy, zostajemy z dziećmi, gdy one idą do pracy, zapisują się na kolejne podyplomówki, chodzą na bankiety służbowe i odwiedzają siłownię.

A potem robimy wielkie oczy, gdy słyszymy „Wiesz co, jakoś już mnie nie pociągasz, zmieniłeś się, kiedyś nie byłeś taką ciapą”. Jeszcze gorzej jest, gdy podczas dyskusji o tegorocznych wakacjach, usłyszymy „Zrobimy tak, jak mówię. Dopóki to ja zarabiam więcej, to ja będę decydować”.

Wiecie, drogie Panie, jak to boli? Jaki to policzek dla faceta?

Dzięki mojemu poświęceniu, żona szybko osiągnęła dobrą pozycję w swojej branży. Może jeszcze nie była wybitną panią mecenas, która broniła osoby z pierwszych stron gazet, ale już stawki miała bardzo wysokie. Dużo inwestowała także w swój wygląd. Tłumaczyła, że musi prezentować się profesjonalnie. Gdy pytałem, czy konieczne są te kolejne szpilki za 500-700 zł, nowa torebka czy skórzane etui na laptopa, mówiła, że to jej pieniądze i będzie wydawała na to, na co chce. Nasz domowy budżet był wspólny w teorii. Na wspólne konto przelewaliśmy taką samą, określoną sumę, resztę każdy mógł wydawać jak chciał. Z tej puli robiliśmy też sobie prezenty. Mi zostawało niewiele, więc gdy na któreś święta dostała ode mnie książkę, jeszcze przy stole powiedziała, że ona postarała się bardziej, dając mi zegarek.

Wiem, bzdury. Tak się na początku wydaje. Kiedyś w awanturze, gdy wytknąłem jej, że wywyższa się tylko dlatego, że zarabia więcej pieniędzy, odgryzła się, że to mój problem i powinienem stanąć na głowie, bo to wstyd, żeby mąż zarabiał mniej od żony. I te jej teksty: „Zobacz, jak to dobrze, że ja tak szybko wróciłam do pracy, bo z tego twojego pstrykania zdjęć, to byśmy nie wyżyli”. Tak mi chciała na ambicje wejść.

Gdy córka poszła do przedszkola, zacząłem pracować więcej, żeby sprostać jej oczekiwaniom. Łapałem wszystkie zlecenia, szukałem nowych. Rzadko bywałem w domu, więc też nie zorientowałem się w porę, że i ona coraz więcej służbowych spotkań ma wieczorami, a z dzieckiem często siedzi jej matka.

Chociaż widywaliśmy się coraz rzadziej, kłótnie między nami były coraz częstsze i coraz ostrzejsze. Zarzucała mi, że jestem nieudacznikiem, że nic w życiu nie osiągnąłem. Że ona musi tyle harować, żebyśmy żyli na odpowiednim poziomie, że to jej wszystko zawdzięczam. Nawet gdy wyszedł na jaw jej romans ze znajomym, zwaliła wszystko na mnie. Tydzień temu wyrzuciła mnie z domu, bo „nie będzie dłużej marnowała ze mną życia”.

Jeżeli czyta mój list kobieta, która tak jak moja żona, ma wysokie ambicje i zarabia więcej od męża, radzę, by dobrze zastanowiła się nad tym, co wyprawia. Jeżeli masz u boku faceta, który cię wspiera i jest w stanie się poświęcić, szanuj go. Ja nie jestem nieudacznikiem. Nieudacznika zrobiła ze mnie moja żona, której zachciało się kariery.

Jestem przykładem na to, że związki, w których kobieta zarabia więcej, zawsze się rozpadają.


Nie zapomnijmy o tym, co najważniejsze w te Święta. Cudowny filmik

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 grudnia 2017
Fot. Screen /
Fot. Screen /You Tube
 

Przyszedł grudzień, posypało troszkę śniegiem i jakoś tak naturalnie trochę cieplej się nam robi wokół serca, stajemy się bardziej życzliwi dla siebie nawzajem. I choć Święta budzą niepokój, czy ze wszystkim zdążymy, czy wszystko będzie tak, jak zaplanowaliśmy, to nie możemy zapominać, o co tak naprawdę w tym wyjątkowym czasie chodzi.

Cudownie, że są takie krótkie filmy, które przypominają nam: hej, zatrzymaj się, rozejrzyj, zobacz, kto ciebie potrzebuje… I ze wzruszeniem wprowadzają nas powoli w magiczną atmosferę Świąt.

Obejrzyjcie koniecznie!

 

 

 


10 rodzicielskich błędów, przez które w przyszłości twoje dzieci mogą się od ciebie odwrócić

Redakcja
Redakcja
4 grudnia 2017
Fot. iStock/nd3000
Fot. iStock/nd3000
 

Często powtarzamy, że małe dzieci to mały kłopot, duże dzieci – zdecydowanie większy. Okazuje się, że jest wiele prawdy w tym powiedzeniu, bo kolki i zmiana pieluch w porównaniu do kłopotów z nastolatkami to pestka. Poza tym czasem zapominamy o tym, że wszystko to, co włożymy w ich wychowanie, wróci do nas z całą mocą w przyszłości.  

Rodzice mają tendencje do planowania przyszłości swoich pociech, snucia wizji ich pięknej i spokojnej przyszłości. Jednak życie układa się po swojemu i z upływem czasu zarówno dzieci, jak i rodzice popełniają błędy, które mocno odbijają się na wzajemnej relacji.

Pragnienia i potrzeby dorastających dzieci i ich rodziców z czasem się rozchodzą i czasem trudno znaleźć drogę do porozumienia. Dzieciom wybaczamy różne rzeczy, ale gdy błędy popełniają rodzice, może prowadzić to do katastrofy.

10 rodzicielskich błędów, przez które w przyszłości twoje dzieci mogą się od ciebie odwrócić

1. Uważanie własnego zdania za jedyne i słuszne

Upierasz się przy tym, że zawsze masz rację. Nie chcesz pamiętać, że wszyscy — w tym twoje dzieci — mają różne historie, inne plany i marzenia. Naciskasz na uznanie twojego zdania i zastosowania twoich rad, tak jakby oni nie mieli prawa do wyrażania swoich.

2. Brak zaangażowania

Jesteś obok dzieci, ale nie angażujesz się szczególnie w ich życie. Czas ucieka i umykają ci ważne sprawy. Nie zauważasz, że życie dało im lekcje, o których nie miałaś pojęcia. A im więcej czasu mija, tym bardziej oni przestają być dziećmi, za które je uważałaś. Nie możesz zakładać, że nadal wiesz, co myślą i czują, bo z obojętności nie rodzi się bliskość i prawda.

3. Zatrzymanie się w czasie ich dzieciństwa

Czas mija i wymusza nieuniknione zmiany. Być może twoje słodkie dziś dzieci za kilka lat będą zarządzały budżetem własnej firmy. Nie traktuj ich tak, jakby czas zatrzymał się w dzieciństwie, daj im szansę, by mogły pokazać ci, kim są teraz. Każdy czas przyniesie wam coś wyjątkowego, nie musisz trzymać się wspomnień.

4. Obarczanie ich swoimi problemami

To, że ty żyjesz sprawami swoich dzieci nie oznacza, że twoje dzieci, ile lat by nie miały, powinny i chcą żyć twoimi problemami. Każdy dorosły człowowiek swoje problemy powinien rozwiązywać sam, a nie zrzucać je na dzieci z nadzieją, że wesprą rodzica w potrzebie.

5. Nie pozwalanie im na prowadzenie własnego życia

Choć sama myśl o tym, że dziecko niebawem stanie się samodzielne, a twoja rola w jego życiu ograniczona sprawia ci ból, musisz się z tym pogodzić. Tak już jest — dorośli ludzie mają prawo do własnego stylu życia, religii, wyboru partnerów, podejmowania własnych decyzji i wyborów. W innym przypadku może czekać cię rozczarowanie i bunt ze strony dorastającego dziecka.

6. Nie zwracanie uwagi na stawiane przez nich granice

Twoje dziecko, twoja własność? Takie podejście zwiastuje kłopoty, bo nierespektowanie granic stawianych przez dzieci oznacza naruszenie ich odrębności. Wsadzanie nosa w ich sprawy, które mają miejsce za zamkniętymi drzwiami lub jeszcze gorzej — wyjawianie bliskim ich sekretów, jest niewybaczalne.

7. Niesłuchanie dziecka

Czasem z automatu rzucasz szybką odpowiedź, potakujesz, bo zwyczajnie trudno jest się skupić na rozmowie lub masz w danej inne zmartwienia. Bywa, że wtrącasz swoje zdanie, nie czekając, aż skończy wypowiedź, bo tak jest szybciej. W rezultacie za jakiś czas będziesz wiedziała o dziecku tyle co nic, bo ono przestanie do ciebie mówić.

8. Stawanie po którejś ze stron

Taka postawa szkodzi i w dzieciństwie i gdy dzieci dorastają. Faworyzowanie jednej ze stron, podtrzymywanie jej racji, zawsze krzywdzi drugą osobę. Trudno jest być zawsze obiektywnym, więc należy pozwolić im pracować między sobą, bez względu na to, co uważasz za słuszne. Jeśli nie potrafisz być neutralna, odmów mediacji, chyba że wolisz być postrzegana jako ta niesprawiedliwa i stronnicza.

9. Wchodzenie z butami w ich prywatne sprawy

Dopóki dzieci są małe, przybiegają do rodziców z każdą sprawą, bo oni dają im poczucie bezpieczeństwa i wspierają w podejmowaniu decyzji. Z upływem powinnaś przestać oczekiwać, że dziecko równie chętnie będzie się z tobą konsultowało, zdradzało swoje sekrety. Naciskanie na to, wchodzenie z butami w życie poskutkuje zniecierpliwieniem młodego człowieka i niepotrzebnymi spięciami. Każdy ma prawo do własnego życia i tajemnic.

10. Stawianie się w centrum ich uwagi

To, że kiedy dzieci są małe i teraz jesteś ich całym światem nie oznacza, że musi tak być z kilka lat. Nie możesz oczekiwać, że dorastające dzieci nadal będą zwracały się do ciebie z każdą drobnostką i w zamian liczyć na atencję. Miej świadomość, że możesz przestać pełnić rolę tej najważniejszej osoby, szczególnie gdy pojawi się ich własna rodzina. Próba uporczywego podkreślania, że jesteś tutaj i ty oczekujesz uwagi, może skutkować czymś zupełnie innym.

źródło: www.psychologytoday.com


Zobacz także

"Miotasz między obcymi łóżkami". Tak smakuje seks w żałobie

„Miotasz między obcymi łóżkami”. Tak smakuje seks w żałobie

Fot. Flickr / CC BY

Jak Sławek w internecie miłości szukał, a znalazł ją w „Żabce”

Fot. iStock

Jeszcze będziesz kochać Fi