Lifestyle

Doda, Tyszkiewicz, Trojanowska, Fijał… gwiazdy wspominają najlepsze wigilijne prezenty swojego dzieciństwa

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
14 grudnia 2021
 

Gwiazdy na święta wspominają najpiękniejsze prezenty, które dostały w dzieciństwie. Królują oczywiście lalki w zależności od epoki. Raz są słodkimi bobaskami, raz mają nogi do nieba jak Barbie. Która z polskich gwiazd dostała najdroższy prezent? A kto bał się rózgi? Przeczytajcie koniecznie.

Lalka z kryształowym sercem

Doda Rabczewska, wokalistka, pamięta prezent, w którym się absolutnie zakochała i ma go do dzisiaj. Jest to taka duża lalka, która na mostku ma przycisk w kształcie kryształowego serca. Kompletny odlot! Jak się go przyciskało, lalce zaczynały się świecić pierścionek. Pamiętam, że długo o tym prezencie marzyłam, ale ponieważ nie pochodziłam z zamożnej rodziny, wydawało mi się, że nigdy jej nie dostanę. Szybko też zaczęłam robić prezenty samodzielnie. Długo oszczędzałam swoje kieszonkowe, by potem w perfumerii wybierać dla rodziców zapachy. Zawsze marzyłam, by zarabiać tyle pieniędzy, by móc rodzicom podziękować za ogrom miłości, którą mnie obdarowali” – wspomina Dorota Rabczewska.

Samochód i kokarda

Beata Tyszkiewicz, aktorka twierdzi, że najpiękniejszym prezentem i jednocześnie najdroższym, który dostała od rodziny, był samochód przewiązany kokardą. „Był już zarejestrowany, nic przy nim nie musiałam robić. Idealny prezent”, śmieje się gwiazda w „Pytaniu na śniadanie”. Zdradziła też, że jej córka, której ojcem chrzestnym jest Daniel Olbrychski, dostała kiedyś od niego swojego pierwszego konia. Karolina Wajda „wyrosła” na świetną amazonkę.

Kapelusz dla dziewczynki

Ada Fijał, aktorka już w dzieciństwie kochała modę, jak wszystkie kobiety w jej rodzinie. Jako mała dziewczynka napisałam list do Św. Mikołaja, w którym poprosiła o piękny, duży kapelusz. „Moja babcia bardzo ceniła przedwojenną elegancję i klasę. Opowiadała mi dużo ciekawych historii o modzie, pokazując stare filmy. Mówiła też o tym, że każda prawdziwa dama powinna mieć kapelusz. Byłam przeszczęśliwa i pamiętam, że jak go już dostałam, to długo się z nim nie rozstawiałam, a nawet raz w nim spałam”-  opowiadała Ada we „Fleszu”.

Ada Fijał

Bobaski, Barbie i jeden Ken

Maja Sablewska, prezenterka,  wspomina w „Party”, że jako mała dziewczynka pilnowała młodszą siostrę Natalię, żeby nie zbijała bombek na choince i nie zjadała pierniczków, które upiekła babcia. „Miałam wtedy absolutnego fioła na punkcie opieki nad dziećmi. Już w wieku 10 lat opiekowałam się wszystkimi berbeciami z naszego podwórka. Dlatego też uwielbiałam pod choinką znajdować prezenty w formie lalek bobasów, którym zamykały się powieki i które można było karmić za pomocą butelki. Pamiętam też, że któregoś roku zamarzyłam o Barbie, ale ku mojemu zdziwieniu pod choinką leżał zapakowany Ken. Muszę przyznać, że byłam zawiedziona. Dziś przypuszczam, że ten zakup musiał poczynić mój tata w sieci sklepów Baltona. Pewnie w 1885 roku szybko zniknęły z półek Barbie i zostali tylko jej męscy odpowiednicy,” opowiada.

Gipsowa lala

Izabela Trojanowska, aktorka i wokalistka, opowiada, że kiedy była małą dziewczynką, dostała lalkę, której dała jej na imię Ewa. Lalka byłą wyjątkowa – miała mrugające oczy i była wykonana z gipsu. „To było wielkie wydarzenie, bo przyjechała do mnie z Niemiec. Wszystkie koleżanki na podwórku zazdrościły mi jej. Nie rozstawałam się z Ewą, wszędzie ją ze sobą targałam”, opowiada w „Pytaniu na śniadanie”. Czy Ewa miała domek? „Pamiętam, że tata sam mi kiedyś zrobił domek dla lalek, był niebieski i drewniany, a mama uszyła do niego firanki. Wszystko, co zrobi się własnoręcznie, ma specjalną wartość”, wyznała aktorka.

Zapach pomarańczy

Odeta Moro, dziennikarka, nie pamięta specjalnych prezentów pod choinką. „Jestem typowym dzieckiem PRL-u, dla którego zapach pomarańczy był już czymś nadzwyczajnym. Mogę powiedzieć, że im więcej pomarańczy dostałam na święta, tym byłam szczęśliwsza. Na Wigilię moja rodzina dostawała paczki z NRD, w których znajdowały się marcepanowe batony i rodzynki. Ponieważ wtedy słodycze były na kartki, każde coś słodkiego wydawało się dzieciom na wagę złota. Jednak mi ten marcepan wyjątkowo nie przypadł do gustu. Podobnie rodzynki, które do dziś nazywam „żabinki”, bo wydawało mi się, że mają wyjątkowo dziwną konsystencję”, opowiada w Party.

Odeta Moro

Kredki kontra rózga

Marta Wierzbicka,  aktorka, bała się, że pod choinkę dostanie rózgę. „Nie wiem dlaczego. Przecież byłam grzecznym dzieckiem. Choć muszę przyznać, że byłam też okrutnym niejadkiem, który żywił się podczas Wigilii głównie pierogami i ciastami. Być może dlatego lepienie pierogów stało się naszą domową tradycją”, opowiada. A jakie prezenty najbardziej zostały jej w pamięci? „Może zabrzmi to paradoksalnie, ale o klasycznych lalkach szybko zapominałam. Najlepsze prezenty kupował mi chyba tata, a były to farby, suche pastele, albo książeczki z instrukcjami, jak rysować różne zwierzęta. Takie drobiazgi, kształtowały moją wyobraźnię i zostawały ze mną na dłużej”, wspomina Marta.

Zobacz także: Najpiękniejsze świąteczne chwile to te spędzone z najbliższymi. Prezenty dla całej rodziny



Lifestyle

„Spaliłam sukienkę ślubną, obrączkę wywaliłam do rzeki. Niech los nas chroni przed beznadziejnym życiem!”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
13 grudnia 2021
Fot. istock/Mixmike

– Bardzo mi przykro, że się rozwiodłaś – mruknęła moja toksyczna matka.
– A mnie przeciwnie, w ogóle nie jest mi przykro– zaśmiałam się.
Zaśmiał się też mój brat, dwa lata po rozwodzie.
– Zmarnowaliście sobie życie i jeszcze was to bawi.

Tak, dość nas to bawiło. Ta nasza matka kursująca całe życie z punktu A do punktu B z przystankiem w punkcie C. Kuchnia, duży pokój, kuchnia, duży pokój. Przerwa na ogarnięcie łazienki. Przy jękach ojca, że herbata za słodka, obiad za mało słony i czas na wiadomości. Nie. Nikt o zdrowych zmysłach takiego życia nie chce.

A byłam blisko, byłam blisko zwariowania u boku faceta…

…który uważał, że wszystko mu się należy. Skąd ja go wytrzasnęłam? Zupełnie jakbym wymyśliła go na obraz i podobieństwo własnego ojca, którego nawet dobrze nie znam. Tak, nie wiem, co jest jego pasją poza piwem. I bardzo przykro mi to pisać, bo wiem, że na swój sposób mnie kocha. Mówi do mnie „córcia” i nigdy na mnie nie krzyczał.
Ale to jednak za mało, żeby został ojcem roku. A nawet ojcem po prostu.

Matka za to wiecznie wkurzona, wylewająca na mnie żółć własnego życia. Nie tylko na mnie, na mojego brata też, choć dla niego łaskawsze, bo to nie jego goniła od najmłodszych lat ze szmatą, brudnymi naczyniami, nie jemu kazała sprzątać w każdą sobotę.

I w tym punkcie mama zamiast mnie przytulić i powiedzieć, że dam radę, przecież jestem silna mówi mi, że nie dbałam dostatecznie o małżeństwo.
I nie wybaczyłam mężowi.
Nie wiem, co miałabym mu wybaczyć najpierw. Pomyślmy.

To, że gdy byłam na początku w ciąży zagrożonej, zostawił mnie i pojechał z kumplami na dwa tygodnie na wakacje?
Czy może to, że mówił mi w ciąży, że się spasłam (przytyłam 10 kg).
A może to, że ani razu nie wstał do dziecka?
To, że nie potrafił mi dać wsparcia przy kolejnych poronieniach?
Czy może to, że gdy w końcu urodziłam młodszego syna, trafiliśmy do szpitala, a on nie mógł mi nawet przywieźć karimaty? Bo jemu się nie chce ruszyć i przecież mogę się przespać jedną noc na gołej podłodze.
Naprawdę mam mu więcej do wybaczenia niż tylko to, że notorycznie się obijał i uważał że moim obowiązkiem jest wszystko, a jego obowiązek nazywa się nic.

Na szczęście mam brata, wspaniałego faceta…

Jemu z kolei nie wyszło z żoną. Okej, mój brat ma wady, ale był wierny partnerce. Gdy więc znalazł jej korespondencję z innym, zostawił ją.

Jemu jakoś mama nie mówiła, że ma walczyć o żonę.
Ja słyszałam o walce wciąż. Jakby można było walczyć o nic.

Ale było mi zbyt głupio, by odejść. Nie chciałam marnować życia dzieciom.
Mąż brudną robotę odwalił za mnie.
Nie jest to zbyt miłe w dniu Wigilii dowiedzieć się, że on pisze sobie z inną.
Ale dużo mniej miłe jest usłyszeć od własnej matki: udawaj, że tego nie widzisz.
Udawaj, że tego nie widzisz. Czyli co? Zawiązać sobie oczy, patrzeć w stronę choinki?
Co to znaczy nie widzieć, że mąż odfruwa w Boże Narodzenie i większość tego czasu spędza w łazience, choć dzieci co chwila wołają: „Tato, tato, chodź tato”.

Po jego wyprowadzce (dobrze, wywaliłam go, ale to było moje mieszkanie) wspierały mnie przyjaciółki i brat. To oni powtarzali: „Super się stało, teraz czas żyć”. Tak długo powtarzali mi te słowa, że w końcu zapadły mi w pamięć.
Bo prawda jest taka, że kochałam drania. Może nie jak na początku, ale coś się tliło w mym sercu.

Najpierw spaliłam ślubną sukienkę…

Zrobiliśmy to w ogródku koleżanki. I choć odtańczyłam pożegnalny taniec wciąż mi było mało.
Oddałam do stopienia obrączkę i pierścionek zaręczynowy.
Potem uznałam, że już czas, żeby eks zabrał rzeczy.
Ale on nie odbierał i nie odpisywał na wiadomości. Wrzucałam więc wszystko do kartonów, jak leci. Niczego sobie nie zostawiłam– nawet czajnika, kubków i laptopa, którego od niego dostałam.
Ale wiecie, on i tak miał pretensje, że zostawiłam sobie telewizor.

Wyniosłam więc biedny telewizor (był drogi, wiem!)…

…na śmietnik. Tak, podłe, okrutne, widziałam, jak zabiera go sąsiadka spod ósemki. Miałam chociaż poczucie, że zrobiłam dobry uczynek, bo sąsiadka spod ósemki nie ma za dużo pieniędzy.
Eks uznał po tym, że jestem wariatką i należy mnie leczyć.
Bo ten telewizor i mu kubków i szkła nie zapakowałam w papier. Pewnie, przecież powinnam siedzieć i zawijać w sreberka.
Siedzieć i zawijać.

Ale tak. Należy nas leczyć. Tych, którzy w końcu mówią:
Basta, dość braku szacunku.
Dość kłamstw
Egoizmu, narcyzmu, wiecznego „ja”.
Dość życia pod czyjeś dyktando.
Dość bycia miłym dla ludzi, którzy na to nie zasługują. Po prostu dość.
Dlaczego innych to tak dziwi, gdy ofiara w końcu się buntuje.

Ostatnio eks mojego brata napisała do niego: „Żałuję, chciałabym się spotkać”.
Odpisał wprost: „A ja nie”.
Chwilę później zalała go falą inwektyw. Ominę przekleństwa. Usłyszał, że jest egoistą, oszukał ją, bo udawał, że jest dobry.
Nie no pewnie, niech inni ludzie nas ranią, a my bądźmy aniołami. I czekajmy na ich powroty.

Albo udawajmy jak ta moja mama, co z punktu A do B.
Albo mój tata, który już chyba przestał wierzyć, że może czekać go coś dobrego poza kanapą.

Czy jest coś złego w tym, że my z bratem nie chcemy tak żyć?

Wysłuchała: Katarzyna Troszczyńska

PS. Dziękuję M. za tę historię


Zobacz także

Sprytne rady i przedświąteczne szaleństwo. 🎅Bierzemy TK Maxx na celownik

Sprytne rady i przedświąteczne szaleństwo. 🎅Bierzemy TK Maxx na celownik

Kobieta pewna siebie, to taka niezła sztuka

Podsumowanie akcji „Raz, dwa, trzy… piękne włosy”