Nie wierz w jego słowa. Mowa ciała zdradzi, czy naprawdę cię kocha

Redakcja
Redakcja
24 kwietnia 2018
1 z 1

Nie wierz w jego słowa. Mowa ciała zdradzi, czy naprawdę cię kocha

Fot. iStock/nd3000

Marszczenie brwi

Rzadko oznacza brak zrozumienia, częściej krytykę i pogardę. Kiedy z kimś dyskutujemy, a on marszczy brwi, może to wyzwolić w nas złość. Potem już o awanturę bardzo łatwo. Bardzo podobnie odbierane jest także przewracanie oczami. To irytujące, kiedy mówisz komuś coś ważnego, a on wywraca oczy, wzdycha i patrzy w górę.

Unikanie seksu

Wasze intymne relacje są świetnym barometrem. Jeśli unikacie seksu, nie pielęgnujecie bliskości, bardzo szybko zacznie się między wami psuć.

Rozproszenie uwagi

Niby spędza z tobą czas, niby robicie coś wspólnie, a jednak masz wrażenie, że myślami jest gdzieś indziej. Nie angażuje się w czas spędzany z tobą. Oglądacie razem film, a jednak on bawi się telefonem. Dziwne i przykre jednocześnie, prawda?

Spóźnianie się

Nagła zmiana nawyków zawsze jest niepokojąca. On zawsze był na czas, a teraz się spóźnia? Hmmm. Robił rano kawę z myślą o tobie, choć sam jej nie pił, a teraz przestał to robić? Warto się temu przyjrzeć.

Naśladowanie

Z biegiem czasu przejmujemy niektóre nawyki naszych partnerów i jest to całkiem normalne. Gorzej, jeśli naśladujemy kogoś po to, by do przedrzeźniać. Wyśmiewanie przywar i sarkazm potrafią zniszczyć każdy związek.

Nieadekwatna mimika

Mówi, że jest mu przykro, ale jego oczy się śmieją? A może zapewnia, że jest wykończony, ale wcale tego po nim nie widać? Jest ci przykro z jakiegoś powodu, ale on nie potrafi cię zrozumieć? Jeśli partner nie wykazuje właściwej reakcji emocjonalnej, to czerwona flaga.

Przerywanie sobie

W każdym związku ważny jest szacunek. Nie okazujemy go, gdy przerywamy drugiej osobie. To prostu sposób, żeby zniszczyć relacje i utrudnić sobie komunikację. Jeśli on notorycznie ci przerywa i nie interesuje go, co masz do powiedzenia, powinnaś zastanowić się, czy ten związek ma sens.

Wszystkie te sygnały są niepokojące i mogą prowadzić do rozstania. Dobrze, jeśli w porę je zauważycie i podejmiecie pewne działania. Być może macie do siebie żal o coś, oddaliliście się lub znudziliście się sobą. Jeśli macie szczere chęci, wszystko można naprawić. Grunt to nie bagatelizować problemu.

Źródło: Good House Keeping/Cosmopolitan

PoprzedniNastępny

5 rzeczy, przez które czujesz się zmęczona po przebudzeniu

Redakcja
Redakcja
24 kwietnia 2018
Fot. iStock / Liderina
Fot. iStock / Liderina
 

Wstajesz rano i czujesz się wciąż zmęczona? Gdy nawet po tych 8 godzinach snu budzik nie jest w stanie cię rozruszać. Choć jesteś rannym ptaszkiem, oczy zamykają się nawet po kawie, coś może być nie w porządku. Jednorazowe zdarzenie nie powinno niepokoić, ale gdy taka sytuacja powtarza się każdego dnia, warto przyjrzeć się kilku rzeczom.

5 powodów, przez które czujesz się zmęczona po przebudzeniu

1. Krótki i płytki sen

Jeżeli śpisz zbyt krótko, to nic dziwnego, że rano wstajesz jak za karę. Idealnie byłoby mieć te przynajmniej 7-9 godzin snu dla zdrowia i dla poprawnego funkcjonowania mózgu. Stałego niedosypiania nie da się uzupełnić drzemkami w ciągu dnia. Warto zwrócić uwagę również na jakość snu, wygodę materaca, temperaturę w sypialni. Jeżeli miewasz koszmary lub nie możesz znaleźć sobie miejsca w łóżku, leżysz i liczysz przysłowiowe barany, a syn nie nadchodzi warto popracować nad wyciszeniem i wieczornym relaksem.

2. Niewłaściwa dieta

Dieta również ma wpływ na jakość twojego snu. To, że jeszcze zdrowo nie zawsze oznacza, z dostarczasz organizmowi odpowiednią ilość składników odżywczych. Okazuje się, że niedobory witaminy A, C, B12, a także wapnia, magnezu i cynku, mogą powodować problemy ze snem.

3. Długotrwały stres

Stres jest jedną najczęstszych przyczyn zmęczenia, odpływu sił i braku chęci do działania. Wpływ stresu na organizm jest problemem, który wymaga zdecydowanej reakcji. Sprawdź w jaki sposób spędzasz swój wolny czas, przyjrzyj się swojej pracy, sprawdź, czy masz jakąś możliwość przeorganizowania pewnych rzeczy, abyś mogła wypoczywać. Często niewielki krok przynosi dużą różnicę.

4. Brak ćwiczeń

Brak aktywności fizycznej negatywnie wpływa i na ciało, i na mózg. W dodatku, gdy połączymy to ze stresem, mogą się pojawić problemy z brakiem energii rano. Trzeba pamiętać, że nawet umiarkowana gimnastyka uwalnia endorfiny i neutralizuje kortyzol, który jest hormonem stresu. Korelacja pomiędzy wysiłkiem fizycznym a potencjałem umysłowym została już dawno udowodniona.

5. Odwodnienie

Już 2% spadku ilości wody w organizmie negatywnie wpływa na działanie mózgu. Woda pomaga jest konieczna do produkcji neurotransmiterów w mózgu i hormonów, co przekłada się na procesy myślenia i pamięci. Picie przez cały dzień małymi porcjami wody poprawia możliwości ciała i umysłu.
źródło: www.powerofpositivity.com


Leżałam, patrzyłam w ścianę, nie czułam nic. Przeżyłam załamanie nerwowe, choć wydawało mi się, że jestem silna

Listy do redakcji
Listy do redakcji
23 kwietnia 2018
Fot. iStock/kupicoo
Fot. iStock/kupicoo

Myślałam, że jestem silna. W każdym, najtrudniejszym momencie życia miałam uśmiech na twarzy, nadzieję w sercu. Mówiłam innym „dasz radę”, a oni pytali, skąd biorę tę siłę, jak to się dzieje, że niezależnie od tego, co się wydarzy, wierzę, że jeszcze wszystko się ułoży. Układało się, lepiej czy gorzej. Załamanie przyszło w najmniej spodziewanym momencie, właściwie dokładnie w momencie, kiedy naprawdę zaczęłam wychodzić na prostą. I nagle poddałam się, na ostatniej proste, na półmetku, widząc już cel. Zrezygnowałam.

Co to znaczy poradzić sobie z życiem? To znaczy, codziennie iść do przodu, mimo wszystko. Mimo wszystko codziennie wstać, zaparzyć sobie kawę, wyszykować dzieci do szkoły, albo nakarmić kota i wyjść do pracy, nawet tej za najniższą krajową. Ciągle, nie tylko mieć wiarę, że jeszcze trochę wysiłku i będzie lepiej.

I ja sobie radziłam, do pewnego momentu. Jako nastolatka przeżyłam śmierć brata, potem ojca, który nie pogodził się nigdy ze śmiercią dziecka i popełnił samobójstwo. To ja znalazłam tatę. Miałam wtedy 16 lat. Ten obraz zostanie ze mną na zawsze. Potem przyszły ciężkie momenty, kiedy zostałyśmy z mamą same i to ja musiałam przejąć za nią opiekę nad domem i moją młodszą siostrą. Mama pogrążyła się w żałobie, nie obchodziły jej rachunki, zakupy, wywiadówki. To ja pożyczałam pieniądze od rodziny, ja pocieszałam, pielęgnowała w chorobie. Z nastolatki stałam się nagle mentalnie trzydziestolatką, w kilka miesięcy wydoroślałam.

Nigdy nie zawiodłam.  Skończyłam szkołę, poszłam do pracy, zaocznie studiowałam. Po latach depresji mama stanęła na nogi, wróciła do zawodu. Było się z czego cieszyć. Ja byłam zakochana, z optymizmem patrzyłam w przyszłość, awansowałam i odliczałam dni do obrony pracy magisterskiej. Wtedy, w wypadku zginął mój chłopak. Wracał nad ranem z pracy, zasnął prowadząc. Miał 25 lat i całe życie przed sobą. Pamiętam jak odbieram telefon od jego rodziców i kątem oka zerkam na wyświetlacz zegarka. 5:49.

Oczywiście, że cierpiałam, żyć jednak trzeba było dalej. Moja mama narobiła długów, bo okazało się, że nabrała wcześniej jakiś kredytów, o których nic mi nie powiedziała. Chciałam ją ochronić, spłacić, pracowałam po godzinach i cieszyłam się, że nie muszę jeszcze wracać do pustego mieszkania.

Ale poradziłam sobie z tym, otrząsnęłam się. Choć dźwięk telefonu wcześnie rano do tej pory wywołuje u mnie przerażający, zimny dreszcz. Po trzech latach znów otworzyłam się na miłość, a długi mamy zostały spłacone. Zaczęłam planować przyszłość z mężczyzną, który pokochał we mnie ten mój optymizm i nie przestraszył się mojej historii. Przeniosłam się do innej firmy, na lepsze stanowisko. Poczułam się szczęśliwa. Chyba pierwszy raz tak naprawdę, głęboko w środku.

I nagle – awaria. To zdarzyło się nagle, bez uprzedzenia. Obudziłam się pewnego dnia i poczułam… wielkie nic. Pustka, obojętność. Może trochę strach, że tak nic nie czuję. Nie miałam siły wstać, leżałam i patrzyłam w ścianę. Dosłownie. To był moment, w którym w moim życiu panował absolutny spokój, harmonia. A ja właśnie rozpadłam się na tysiąc kawałków i nie miałam na to żadnego wytłumaczenia. Zadzwoniłam do pracy, wzięłam dwa dni wolnego. Położyłam się i zasnęłam, tak po prostu. Obudziłam się z atakiem kompletnej paniki. Niepokój, lęk, rozpacz – wszystkie te emocje spadły na mnie jak uderzenie i dosłownie wbiły w ziemię.

Następny dzień był jeszcze gorszy. Pamiętam, że chciałam się zabić. Siedziałam na podłodze, łzy płynęły mi po policzkach, zastanawiałam się, czy jeszcze nad sobą panuję, czy sama dla siebie jestem niebezpieczna.  Poza tym, czułam się bardzo źle fizycznie, bolała mnie głowa, plecy, kręgosłup. Czułam się, jakbym miała gorączkę.

Kolejne dni zapamiętałam jako chaos, ogromny bałagan w mojej głowie. Nie mogłam pracować, trzeźwo myśleć, rozmawiać. Nie była w stanie podjąć żadnej decyzji. Bałam się tego, co się ze mną działo i nie potrafiłam się do tego przyznać, nikomu tego opowiedzieć. Bo niby jak? Ja, ta najsilniejsza, opiekunka, która przetrwała dosłownie wszystko? A jednak, traciłam kontrolę nad życiem, nad sobą. I nie potrafiłam już temu zaradzić.

Do lekarza trafiłam dzięki narzeczonemu. Zobaczył to wszystko mimo mojej maski. Wziął mnie za rękę, posadził obok siebie w samochodzie i zawiózł do przychodni. Tam skierowano mnie do psychiatry, a on pomógł mi odzyskać siebie. Diagnoza kompletnie mnie zaskoczyła. Zaskoczyła też moją rodzinę, przyjaciół. Zdawali się mówić: „wszyscy, tylko nie ty”. Powrót do zdrowia okazał się kilkumiesięczną walką – moją, mojego lekarza i mojego narzeczonego. Udało się, choć to doświadczenie zmieniło mnie na zawsze. Dowiedziałam się, że nic nie jest pewne, jeśli chodzi o to, ile możemy znieść.

Czego nauczyło mnie moje załamanie? Tego, że jestem krucha, że potrzebuję okazywać słabość. Że nie zawsze wszystko jest dobrze i nie trzeba wtedy udawać, że jest inaczej.


Zobacz także

Fot. iStock/Poike

Inni osiągają sukcesy, a ty wciąż boisz się zmienić swoje życie? To prostsze niż myślisz

Fot. Pixabay / palichka /

Bądź odważnym rodzicem. Dzieci potrzebują samodzielności

Fot. iStock / gilaxia

Uwierz w siebie! Odbuduj swoje poczucie wartości w 6 krokach