5 powodów, przez które grzeczne dziewczynki nie mogą oprzeć się złym chłopcom

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
12 września 2018
Fot. iStock / jacoblund
 

Wszyscy ją przed nim ostrzegali. I przed pięcioma poprzednimi amantami również. Więc dlaczego A. znów płacze nad kubłem lodów, zawodząc smętnie” „Dlaczego jestem taka głupia, jak on mógł… Nigdy nie poznam dobrego faceta…”?

Jeśli nie możesz odnieść się do tego, co głęboko jest w tobie ukryte, trudno uwierzyć, ze w ogóle istnieje. Czy jesteś magnesem, który przyciąga każdego dupka w okolicy? Możliwe, ale serce tego przyciągania jest ukryte w twojej głowie. Nieświadomie wybierasz ludźmi, którzy źle cię traktują.

Musimy to naprawić – ty musisz. Jeśli oczywiście chcesz rzucić łamiących ci serce Bad Boyów i dać szansę prawdziwej, dobrej miłości.

Choć we wzorcu relacji kobiety i mężczyzny, doszukiwalibyśmy się chętnie śladów relacji ojciec – córka, tym razem sprawa nie jest taka prosta… Według psychoterapeutów, główną przyczyną przyciągania Panów Niewłaściwych jest głęboko zakorzeniona rola „grzecznej dziewczynki” i co często idzie z nią w parze – narcystyczna lub toksyczna matka.

Oto, co przyciąga grzeczną dziewczynkę w pole magnetyczne złych chłopców (i jak narcystyczna lub toksyczna matka napisała te scenę już w dzieciństwie).

5 powodów, dla których grzeczne dziewczynki nie mogą oprzeć się złym chłopcom

1.

Podziwia go. Za to, że żyje, jak chce. Że jest skrajnym przeciwieństwem tego, jak wyglądało jej życie. Też o tym marzy. Jest buntownikiem, którym stałaby się, gdyby wystarczyło jej kiedyś odwagi. Negatywem jej skromności, stania na uboczu i przepraszającego stylu życia. Leci jak ćma do światła, by tak jak ona, w końcu się sparzyć.

Matka nigdy nie pozwoliłaby swojej grzecznej córeczce na podważenie autorytetu, władzy. A każde dążenie do autonomii, tak naturalne w rozwoju człowieka, to sygnał buntu i rewolty.

2.

Jego nieprzewidywalność jest ekscytująca, dopóki nie stanie się bolesna. Na początku jego nieosiągalność to wyzwanie  i dreszczyk emocji. Utrzymuje jej zainteresowanie i przyciąga jak magnes. Jest jej małym nałogiem.

Dobra córeczka od zawsze żyła zgodnie z mottem: „Jeśli mama nie jest szczęśliwa, nikt nie jest szczęśliwy”.  Nic dziwnego, że nauczyła się tego szybko i wie, że nie opłaca się z tym walczyć, z góry jest skazana na porażkę. Czyjeś szczęście musi jej wystarczyć, bo przecież liczy się szczęście drugiej osoby. To normalne, prawda?

3.

Jest przyzwyczajona do braku równowagi. To wszystko, czego kiedykolwiek znała. Nic dziwnego, że stawia cudze potrzeby przed własnymi.

Relacja grzecznej dziewczynki z matką zawsze była niezrównoważona, jednostronna .To oczywiste, że takie jest życie, że relacja musi być ciężarem dla jednej ze stron.

4.     

Zły chłopiec to najgorszy koszmar jej matki. Ale to tylko dodatkowy bonus dla grzecznej dziewczynki. To tylko bonus. Dobra córeczka może wciąż trwać przy matce tak, jak jej tego nauczono – i wciąż być niewinną. Im większy opór matki wobec wybranka, tym większa pewność, że zły chłopiec jest ofiarą, którą ktoś (ona) musi uratować.

Matka doskonale nauczyła ją, że ludzie których kochamy są więźniami naszych intencji – niezdolni do podejmowania dobrych wyborów. Nie wiedzą, co jest dla nich „najlepsze”.

5.

Grzeczna dziewczynka wciąż boi się samej siebie, tego, że nie jest dość dobra, by ktoś mógł ją pokochać. Choć wydaje jej się, że szuka dobrego i czułego partnera, w rzeczywistości ich odrzuca.

W głębi duszy boi się ujawnić prawdziwą siebie. Zakłada, że ​​nikt nie chce tego widzieć. Przyjmuje (na poziomie nieświadomości), że świat chce tylko lśniącej, cukierkowej doskonałości.

Niestety, nauczyła się od swojej trudnej matki, że bycie prawdziwym, posiadanie wad i słabości jest nieakceptowane. Skoro nie była wystarczająco dobra dla matki, nie będzie wystarczająco dobra dla nikogo innego.

To oczywiście kłamstwo. Jednak to kłamstwo może zrujnować jej życie. Dopóki nie rozwikła tego, w jaki sposób zadowala toksyczną matkę swoim kosztem, będzie „źle” wybierała w miłości…


źródło: psychcentral.com


Sprawdź, czy twoje dziecko otrzymuje odpowiednią ilość tych ważnych produktów w diecie. O znaczeniu mięsa i ryb w codziennym jadłospisie niemowlęcia

Redakcja
Redakcja
12 września 2018
Fot. iStock / PeopleImages
 

Poznawanie nowych smaków to ważny etap w żywieniu dziecka. Nawyki żywieniowe, które kształtują się właśnie w tym czasie, wpłyną na przyszłe decyzje malucha dotyczące spożywanych przez niego pokarmów. W pewnym momencie w diecie niemowlęcia pojawiają się mięso i ryby bogate w ważne składniki odżywcze. Jak często i w jakich ilościach podawać je maluszkowi?

  • Eksperci zalecają, aby mięso pojawiło się w diecie niemowlęcia na wczesnym etapie jej rozszerzania.
  • Dziecko to nie mały dorosły – potrzebuje dużo mniej mięsa niż rodzice. 1-2 razy w tygodniu posiłki z mięsem powinno się zastąpić rybą.
  • Wybór odpowiedniego rodzaju mięsa dla maluszka może być dla rodziców wyzwaniem.
  • Odpowiednie dla niemowląt i małych dzieci są posiłki tworzone specjalnie z myślą o ich wrażliwych organizmach, ze wskazaniem wieku na opakowaniu. Zawierają właściwą ilość delikatnych rodzajów mięs i ryb, aby odpowiadać na specjalne potrzeby najmłodszych.

Dlaczego mięso to ważny składnik diety?

Zgodnie z zaleceniami ekspertów mięso powinno pojawić się w diecie dziecka na wczesnym etapie jej rozszerzania – np. jako dodatek do przecieru jarzynowego. Drób (czyli np. indyk, gęś, kaczka, kurczak), jagnięcina, królik cielęcina czy wołowina to odpowiednie rodzaje mięsa dla maluszka. Niewskazane dla najmłodszych jest mięso przetworzone – parówki, kiełbaski, konserwy – ponieważ może zawierać sól oraz inne dodatki do żywności i konserwanty, które nie są wskazane w przypadku niemowląt i małych dzieci. Dobrym wyborem jest natomiast mięso ryb – szczególnie tłuste ryby morskie. Maluch nie powinien otrzymywać ryb drapieżnych, m.in.: makreli, miecznika, rekina, ryby maślanej czy okonia morskiego[1], które mogą zawierać większą ilość zanieczyszczeń, takich jak np. rtęć.

Ile mięsa podać niemowlęciu i małemu dziecku?

Na początku, kiedy niemowlę dopiero zapoznaje się ze smakiem nowych pokarmów, powinno spożywać ok. 10 g gotowanego mięsa dziennie (podawanego w połączeniu z różnorodnymi warzywami). Pod koniec 1. roku życia tę ilość można podwoić – 20 g mięsa dziennie dostarczy dziecku odpowiednią ilość ważnych składników odżywczych. 1-2 razy w tygodniu warto podawać dziecku mięso ryb. W posiłkach przeznaczonych specjalnie dla najmłodszych po 6. miesiącu życia znajduje się ok. 10 g ryby, a w posiłkach dla starszych dzieci – 15-20 g.

Jak wybrać mięso odpowiednie dla maluszka?

Najlepsze dla niemowlęcia i małego dziecka jest mięso gotowane lub pieczone. Niestety to dostępne w sklepach czy na targach, odpowiednie dla dorosłych, może dostarczyć maluchowi nie tylko składniki odżywcze, ale także pozostałości szkodliwych substancji w ilościach nieodpowiednich dla niemowląt i małych dzieci. Rodzice nie są w stanie za pomocą zmysłów ocenić, czy dobrze wyglądające mięso cielęce, z królika czy łososia będzie bezpieczne dla ich dziecka.

W pierwszych latach życia wszystkie narządy i układy – takie jak np. układ pokarmowy czy odpornościowy – wciąż się rozwijają. Na tym etapie niemowlę i małe dziecko potrzebują więc specjalnego sposobu żywienia, dopasowanego do ich wyjątkowych potrzeb. Odpowiedzią na te wymagania są produkty przeznaczone specjalnie dla najmłodszych, oznaczone na opakowaniu wskazaniem wieku. Przykładem są posiłki BoboVita, w tym 6 pysznych nowości z delikatną cielęciną, królikiem czy łososiem. Zawierają mięso wolne od antybiotyków, pochodzące wyłącznie od zaufanych dostawców i z hodowli, w których nie stosuje się hormonów. W słoiczkach znajdują się tylko dziko żyjące ryby, poławiane zgodnie z zasadami zrównoważonego rybołówstwa z dużych, otwartych akwenów.

Fot. Materiały prasowe


[1] Szajewska H., Horvath A., Poradnik żywienia niemowląt. Krok po kroku od narodzin do pierwszych urodzin, Medycyna Praktyczna, Kraków 2016.

Artykuł powstał we współpracy z Nutricia


Sześć rzeczy, które, według terapeutów, powoli mogą zabić każde małżeństwo

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 września 2018
Fot. iStock/monkeybusinessimages

Zapomnij o zdradzie, kłamstwach, problemach z pieniędzmi. Są inne, mniej rzucające się w oczy zachowania, której jednak działają tak samo destrukcyjnie na związek, jak te problemy, które uznajemy za wielkie i znaczące.

Terapeuci podają sześć zachowań, które mogą w ciszy zabić każde małżeństwo.

Nie macie przyjaciół

Wspólne spędzanie czasu w związku jest niezwykle ważne, ale nie pozwólcie, by ucierpiały na tym wasze przyjaźnie. To nierealne, żeby partner spełnił wszystkie twoje oczekiwania, także te towarzyskie. Ważne, by dać sobie nawzajem przestrzeń do spotkań z przyjaciółmi, na które niekoniecznie musicie iść razem.

Dzięki znajomym możecie zdobywać inne doświadczenia, zobaczyć pewne rzeczy w innej perspektywie, otrzymać wsparcie – to wszystko może poprawić wasze relacje w związku.

Nie doceniacie potrzeby dotyku

Nie musicie codziennie uprawiać seksu, ale powinniście pamiętać, że w relacjach ważne jest coś w rodzaju seksualnego lub erotycznego potwierdzenia. To może być muśnięcie ramienia, przytulenie się w najmniej spodziewanym momencie, pogłaskanie karku, poprawienie włosów.

W długotrwałym związku musimy sobie przypominać, że pożądamy siebie nawzajem, że jesteśmy też dla siebie kochankami.

Niektórzy przyjaciele mają zły wpływ na wasz związek

Chociaż ważne jest, aby utrzymywać bliskie przyjaźnie, otaczanie się niewłaściwymi przyjaciółmi może negatywnie wpłynąć na wasz związek. Przyjrzyjcie się – każde osobno, waszym znajomościom. Czy przyjaciele narzekają lub przy tobie wyładowują swoje frustracje związane z partnerem? Czy flirtują z innymi „na boku” lub zdradzają swojego partnera? Takie relacje mogą nieświadomie wpłynąć na twój związek, lepiej otaczać się tymi, którzy są szczęśliwi i nie szukają dziury w całym.

Nie pomagacie sobie nawzajem w obowiązkach domowych

Badanie przeprowadzone w 2015 r. wykazało, że pary, które nie rozdzielały obowiązków domowych, osiągały mniejszą satysfakcję ze związku, miały mniej seksu, niż te, które dzieliły się obowiązkami. Warto od początku ustalić pewne zasady, bo to co najpierw przeszkadza, później może stać się czynnikiem wywołującym każdą kłótnię.

Nie rozmawiacie o waszym związku

Chodzi o przemyślaną, angażującą komunikację – nie tylko „Jak ci minął dzień, kochanie?” lub „Jakie mamy plany na weekend?”. Rozmowy intencjonalne na temat waszego związku oznaczają zadawanie głębszych, bardziej otwartych pytań: „Co dzisiaj wspólnie zrobiliśmy?”, „Co dzisiaj ja zrobiłam, żeby nasz związek był lepszy”, „Co mogę zrobić dla ciebie, dla nas?”, „W jakim momencie dnia poczułaś się najbardziej kochana?”. Taka rozmowa na początku może wydać się wam nieco dziwna, ale naprawdę z czasem zobaczcie, jak pogłębia ona waszą relację i sprawia, że związek jest coraz lepszy.

Macie syndrom „współlokatora”

Ten syndrom jest cichym, ale powszechnym zabójcą związków. Mieszkacie razem, żyjecie równolegle, a łączą was wspólna przestrzeń, konta bankowe i dzieci. To prowadzi do rutyny i nudy w związku. Dlatego warto co jakiś czas aplikować sobie zastrzyki z nowości – wspólny wyjazd, wyjście do kina, weekend tylko we dwoje. To musi być coś na co oboje macie ochotę, przez co czujecie podekscytowanie. Może zaczniecie razem biegać? Zapiszecie się na kurs tańca? Wszystkie chwyty dozwolone.


Zobacz także

Halo Mars? Tu Wenus. Chcę pogadać.”(…) jestem fiutem…. wybacz!”

Jak się robi efekty dźwiękowe w filmach? Za kulisami „THE SECRET WORLD OF FOLEY”

10 niewiarygodnych cech osób urodzonych w kwietniu