Lifestyle Związek

Popularny bad boy z kotkiem pilnie poszukiwany. Czyli o jakich mężczyznach marzą kobiety

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
4 grudnia 2015
Fot. iStock / annebaek
 

Co nas kręci, co nas podnieca? Nie, nie chodzi mi dziś wyjątkowo o dobrą literaturę, kino czy wyśmienity koncert. Mam na myśli, to, co sprawia, że na widok tego czy innego pana kolana nam miękną, a serce bije mocniej. Tak, wiem, to pytanie jest zbyt ogólne. Ale gdyby tak zebrać choć garść tych wszystkich elementów składających się na męską atrakcyjność?

Wiecie co się okaże? Coś oczywistego: to będzie grupa pełna sprzecznych, czasem nawet zupełnie wykluczających się elementów. Ile pań, tyle odpowiedzi. Jeśli jesteście ciekawe jakie cechy inne panie uznały za atrakcyjne, to mamy tutaj coś dla was. Portal Way Too Social przygotował listę 100 cech i innych czynników stanowiących (kobiecym zdaniem) o atrakcyjności panów.
W pierwszej dziesiątce znalazły się te, naprawdę „podstawowe” takie jak… zdrowo wyglądające, ładne oczy, bogactwo (no, co?) i inteligencja. Prosta sprawa: przecież oczy to zwierciadło duszy, a zasobny portfel to szansa na dostatnie życie dla całej rodziny (z biologicznego punktu widzenia po to w końcu wchodzimy w związki: żeby mieć potomstwo). Inteligencja sprawi, że będzie jeszcze o czym pogadać. Czego chcieć więcej?:) Odrobinę dalej, ale ciągle wysoko na naszej liście znalazły się cechy, które składają się na taki „społeczny”, obraz naszego potencjalnego partnera.

Mężczyzno bądź otwarty! Ale niedostępny…

No więc dobrze by było, żeby był zabawny i otwarty. Ale niech jednocześnie będzie niedostępny! To przecież całkiem logiczne: ma być niedostępny dla nas. Bardzo często nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by gonić… Wygląda na to, że ta zasada dotyczy nie tylko panów, ale i pań. I jeszcze, żeby się uśmiechał z pewnością siebie. Damy radę, prawda?

Ach, ta popularność!

Ale dalej zaczyna być „pod górkę”. Przynajmniej dla panów. Bardzo atrakcyjnym atrybutem męskości okazuje się bowiem bycie sławnym, popularnym, rozpoznawalnym po prostu! Czy to coś zaskakującego? Nie od dziś wiadomo, że podobają nam się te piosenki, które znamy. No i przecież skoro on jest znany to i w jakiś sposób ważny… Przynajmniej taki sukces ma na koncie.
Co jeszcze, drogie panie? No oczywiście, atrakcyjny mężczyzna musi „wyglądać”. Podoba nam się pokaźny wzrost, dobrze dobrane ubranie (pośrednio mówi nam ono co nieco o statusie materialnym pana) w tym buty i koszule, koniecznie odzwierciedlające nietuzinkową osobowość. Dorzućmy do tego głęboki, władczy głos i odpowiedni zapach (dla każdej z nas oczywiście atrakcyjny mężczyzna pachnie inaczej).

Niech bad boy pokocha pieski i kotki…

Co jeszcze? Dla wielu z nas liczy się silna osobowość. Atrakcyjny pan powinien więc czymś albo kimś zarządzać, nad kimś dominować. Czasem ta fascynacja męską siłą charakteru niestety przekracza pewne granice. Wtedy kochamy „bad boyów”, w kontakcie z którymi łatwo można się porządnie sparzyć. Ale przecież ryzyko jest bardzo podniecające. Cóż, każdy lubi inny rodzaj adrenaliny. Zaraz obok pań kochających „niebezpiecznych” pojawiają się więc panie, które pociągają mężczyźni łagodni, deklarujący miłość do zwierząt. Ciągle jeszcze wierzymy w to, że skoro ktoś kocha futrzaki to na pewno jest dobry i opiekuńczy w stosunku do ludzi. A właściwie w stosunku do nas.

Samolub również w cenie, niech szepce na uszko

Zaskakujące, że przyciągają nas również mężczyźni odrobinę samolubni. Podobno pociągająca jest w nich umiejętność zadbania o siebie samego, o swoje samopoczucie. Na pewno zyska jeszcze na atrakcyjności, jeżeli będzie nas umiejętnie zdobywał. Oryginalnie. I poprzez umiejętny kontakt fizyczny. Najlepiej żeby jeszcze szeptał nam słowa zachwytu wprost do uszka.

Jak być atrakcyjnym dla kobiety? To bardzo proste, drodzy panowie. Powinniście być po prostu pewni siebie i skromni jednocześnie, zabawni i niedostępni, współczujący i władczy. Poćwiczcie. Pełna lista atrakcyjnych cech znajduje się tu. Powodzenia 😉


Źródło: Way Too Social


Lifestyle Związek

„Amelie” są wśród nas… Rozejrzyjcie się tylko

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 grudnia 2015
Powiedzcie sami, czy to nie najprawdziwsza Amelia z tej Gabrysi?
Fot. iStock / ferrantraite
 

Pamiętacie film o Amelii, która znalazła przypadkiem, w łazience swego paryskiego mieszkanka, ukryte tam przez małego chłopca (kilkadziesiąt lat wcześniej) pudełko z jego „skarbami”? Postanowiła oddać je właścicielowi, a jeśli się uda go odnaleźć, Amelia będzie uszczęśliwiać innych ludzi. W rezultacie okazuje się jednak, że ona sama bardzo potrzebuje tego, by i ją ktoś uszczęśliwił. Jak to zwykle w takich opowieściach bywa, szczęście dogania w końcu Amelię i łapie ją za rękę.

Dlatego właśnie to jest ulubiony film Gabrysi, która jak żadna inna znajoma mi osoba wierzy w to, że naszym życiem rządzi splot przeróżnych, mniej lub bardziej szczęśliwych zbiegów okoliczności. Jedyne, co trzeba zrobić, to odrobinę tym zbiegom pomóc. I ona im pomaga, tak jak umie najlepiej.

Zaczęło się bardzo niewinnie, od pani Hani, sąsiadki z pierwszego piętra. Gabrysia często mijała ją na klatce schodowej. Starsza pani uśmiechała się nieraz nieśmiało, ale bardzo serdecznie. Miało się przeczucie, że musi być fantastyczną towarzyszką dłuższych i krótszych rozmów, takich przy herbacie z sokiem malinowym. Ponieważ jednak obu damom brakło odwagi by uczynić pierwszy krok i poznać się lepiej, Gabrysia mogła się o tym nigdy nie dowiedzieć. Na szczęście pewnego dnia, gdy stała w oknie, szeroko otwartym z powodu upału (i jak tu nie wierzyć w te zbiegi okoliczności?) na podwórku, na ławeczce między piaskownicą a śmietnikiem pani Hania drżącymi palcami otwierała kopertę, którą przyniósł jej listonosz. – Od syna?- zapytał jeszcze na odchodnym, a starsza pani odparła odruchowo – Nie, on tak rzadko pisze. Nie same słowa, ale ton jakim zostały wypowiedziane trafił prosto w gabrysine serce.

Nie, nie napisała wzorem Amelii listu i nie podrzuciła go do skrzynki pocztowej pani Hani. Zrobiła coś o wiele prostszego, banalnego. Pokonała nieśmiałość. Dwa dni później usiadła na ławeczce tuż obok pani Hani i zaczęła z nią rozmawiać. O sobie, o swoim rodzeństwie, o życiu, o wróblach na dachu… I okazało się, że nawet w kwestii tych wróbli, z nową znajomą rozumie się doskonale. Następnego dnia pani Hania wyniosła na dwór ciastka z konfiturą i opowiedziała o swoim synu. I wnuczce, która już studiuje, ma zielone oczy i czarne włosy. I bardzo lubi jazz.  A kiedy zrobiło się chłodniej, ze swojej ławeczki koło śmietnika, przeniosły się do mieszkania pani Hani. I wiecie co? Oczy pani Hani odzyskały dawny blask, a jej śmiech, rozbrzmiewający teraz często okazał się perlisty i tak zaraźliwie radosny, że sąsiedzi nie mieli sumienia gniewać się, gdy zdarzało się, że w mieszkaniu na pierwszym piętrze bywało za głośno.

Drugi znajomy Gabrysi, Sebastian mówi, że za to, co dla niego zrobiła, będzie jej wdzięczny do końca życia. Gdyby nie ona, pewnie dalej wracałby codziennie wieczorem z pracy na budowie chwiejnym, choć tanecznym krokiem. Po jednym takim powrocie Gabrysia, przez ścianę w swej maleńkiej kuchni  usłyszała kłótnię Sebastiana z ojcem. Nie raz słyszała ich rozmowy – Jesteś młody, zdolny, pracowałeś w tylu znanych miejscach, a skończyłeś na budowie! Staczasz się! – grzmiał ojciec. – Weź się w garść, masz tu adres, wydrukowane referencje zaniesiesz do tej restauracji. Nie można całe życie rozpamiętywać jednej porażki!

Ową porażką, jak niedługo potem wyznał Gabrysi Sebastian, okazało się źle ulokowane uczucie i całkiem spora suma pieniędzy…  W każdym razie, gdyby następnego dnia Gabrysia  nie posklejała referencji Sebastiana (wyrzucił je przez okno drąc uprzednio ostentacyjnie ), nie przepisała ich i nie zaniosła pod zapisany na podartym skrawku papieru ołówkiem adres, los Sebastiana mógłby się potoczyć naprawdę zupełnie inaczej. – To najlepszy kucharz jakiego znam  – powiedziała drżącym głosem menadżerowi restauracji, a ten postanowił jej zaufać. Dalej wszystko potoczyło się szybko: zdumiony chłopak odebrał telefon i został zaproszony na rozmowę, potem na próbny miesiąc pracy. Dziś jest sous-chefem.  A o „pomocy” Gabrysi dowiedział się od pani Hani.  Kiedy może, wpada do sąsiadki na pierwsze piętro, pogadać  i podrzucić coś dobrego do jedzenia obu paniom.

No i jest jeszcze Małgosia, która kocha Kamila. I Kamil, który za Małgosią świata nie widzi. Gdyby nie Gabrysia, ci jej znajomi z pracy (osiedlowa biblioteka) nie byliby parą. Wziąwszy sobie do serca radę z ukochanego filmu („Weź dwoje stałych bywalców… wmów, że za sobą szaleją, i niech się podgotują”) Gabrysia zeswatała dwie udręczone dusze, które dotąd zdecydowanie źle lokowały swe uczucia.

Powiedzcie sami, czy to nie najprawdziwsza Amelia z tej Gabrysi?

Tu właściwie mogłaby się kończyć historia, którą dziś opowiadam. Ale wiecie przecież, że dobro wysłane raz w świat nie rozmywa się w nicości. Efektem śniegowej kuli wywoła mniejszą lub większą falę pozytywnych zdarzeń. I w końcu wróci do tego, kto je zapoczątkował.

Rok temu Gabrysia zachorowała. Choroba postępowała szybko, po miesiącu stan Gabrysi był poważny, a rokowania nie dawały dużej nadziei na to, że Gabrysia szybko wyzdrowieje. Wieść o chorobie rozeszła się szybko wśród jej znajomych. Każdy chciał „jakoś” pomóc. Jedni zbierali pieniądze na leczenie, inni zajęli się jej dwoma kotami. Pani Hania modliła się codziennie o jej zdrowie, Sebastian przemycał do szpitala swoje popisowe dania poupychane w pudełkach po lodach. A Małgosia i Kamil po prostu byli, trzymali ją za rękę, gdy leczenie okazywało się ponad siły, a gdy energia wracała, przynosili Monopoly i rozbawiali Gabrysię do łez. Po pięciu wyczerpujących miesiącach walki o zdrowie nastąpił cud: remisja choroby. Dziś jeszcze nie wiadomo, czy tylko chwilowo, czy też na stałe smutny cień zniknął z życia Gabi i jej przyjaciół. Jedno jest pewne. Do chorej Gabrysi wróciło tyle samo ( a może nawet więcej) ciepła, myśli, dobrej energii niż ona sama zdążyła dać innym. Z takim przekonaniem wróciła Gabrysia do domu, do swoich dwóch kotów, do sąsiadów o których mówi ” moi bliscy”. I do rozmów z mamą, która, lata temu wyjechała za granicę by zarobić pieniądze na „lepsze życie” dla córki. Tylko nigdy nie wróciła.

*Historia „Gabrysi” zawiera sobie elementy historii trzech wspaniałych kobiet. Każda z nich była Amelią. Dwie odeszły gdzieś dalej, wyżej. Już jako dobre duchy wspierają tych, których kochały. Do ostatniej dobro zdążyło wrócić. Jest najszczęśliwszą mamą i żoną.


Lifestyle Związek

Niech pachnie już wam Świętami. Domowe, sprawdzone przepisy na pierniki

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
4 grudnia 2015
Mat. prasowe

Zapach piernika unosi się w kuchni już w listopadzie. Mieszają się w równych proporcjach szczypty ścieranego cynamonu i kardamonu, gniecionych goździków z wanilią. Jest anyż i imbir potrzebne, by piernik był prawdziwy i słodki. Pachnie rozgrzewany miód o bursztynowej barwie. W misce kręcony jest lukier. Najlepszy z cytrynowym wsparciem, bo nada piernikom dostojnego lśniącego wyglądu.

W pierwszych przepisach, tych oryginalnych, notowanych w toruńskich piekarniach 300 lat temu był jeszcze alkohol. Dziś bez niego pierniki są wystarczająco szlachetne. Mogą wisieć na choince, stać na stole do chrupania albo zapełnić pudełka z prezentami. Domowe pierniki, w kształcie serc, choinki,  renifera czy Mikołaja. Idealne do zrobienia przy wsparciu dzieci. 

Lukier – robi się z cukru pudru i wody lub soku z cytryny. Ten do dekoracji tradycyjnych pierniczków, powinien mieć konsystencję gęstej śmietany i lekko spływać z łyżki. Ważne jest dobre utarcie lukru – powinien być lśniący i płynny.  Na ciastka można go nakładać  za pomocą tytki zrobionej z papieru do pieczenia i podklejonej taśmą, tak by lukier nie wypływał. Do dekoracji przydaje się też mała łyżeczka lub pędzelek, którymi delikatnie smaruje się upieczone pierniczki. Lukier można barwić barwnikami spożywczymi. Najlepiej dodawać te w proszku, żeby nie rozrzedzać masy. Jeśli pierniczki mają wisieć na choince, przed pieczeniem trzeba zrobić w nich dziurkę. Wiercenie w upieczonych grozi połamaniem.

Kolorowe posypki  – nimi najlepiej dekorować pierniczki oblane lukrem lub białą albo ciemną rozpuszczoną czekoladą. Bez problemu przykleją się do takiej masy.

Pisaki  do dekoracji – ułatwiają rysowanie wzorów na pierniczkach. Najczęściej dostępne w czterech podstawowych kolorach.

Pierniki tradycyjne

Mat. prasowe

Mat. prasowe

  • pół kg mąki
  • 1/2 szklanki miodu
  • szklanka cukru pudru albo cukru brązowego
  • 120 g masła
  • 1 jajko
  • 2 łyżeczki sody
  • 4 łyżeczki przyprawy do pierników

Miód przełożyć do garnka, dodać masło, rozpuścić. Wsypać cukier . Mieszać podgrzewając do całkowitego rozpuszczenia. Przestudzić. Mąkę wysypać na stolnicę, wbić jajko, dodać sodę i przyprawy do pierników. Połączyć z masą miodową. Dobrze wymieszać i zagnieść. Podzielić na części i rozwałkować kolejno każdą z nich. Z ciasta wycinać dowolne cienkie wzory. Układać na blaszce lekko przesmarowanej masłem i piec 7-8 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Przed pieczeniem pierniki, które nie będą dekorowane można posmarować rozbełtanym jajkiem. Po przestudzeniu,  schować do metalowej lub kartonowej puszki i przykryć.

Pierniki Katarzynki

  • 400 g mąki pszennej
  • jajko
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 150 g miodu
  • 100 g ciemnego cukru muskavado
  • łyżeczka kakao
  • łyżeczka sody
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1,5  łyżki śmietany 12%

Miód przełożyć do garnka. Rozpuścić. Przestudzić. Zimny miód przelać do miski, wymieszać z cukrem, dodać jajko, przyprawę do piernika  i śmietanę. Ponownie wymieszać, tak by składniki się połączyły. W drugiej misce wymieszać przesianą mąkę, sodę, kakao i proszek do pieczenia. Potem mąkę z przyprawami wsypać do masy miodowej. Wyrobić gładkie ciasto. Rozwałkować je na desce podsypanej mąką. Z rozwałkowanego ciasta wycinać foremką pierniczki. Wszystkie ułożyć na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 185 stopni i piec przez 12-15 minut. Do lekkiego zarumienienia. Po ostygnięciu pierniczki przechowywać w puszce lub pudełku. Po kilku dniach stwardnieją, by po około 3 tygodniach znowu nabrać miękkości.

Pierniczki miękkie lebkuchen  (niemieckie pierniczki)

  • 360 g mąki
  • 300 g miodu
  • 125 g cukru trzcinowego
  • 1 jajko
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • łyżeczka mielonych goździków
  • łyżeczka gałki muszkatołowej
  • pół łyżeczki kardamonu
  • pół łyżeczki sody
  • skórka otarta z cytryny
  • pół szklanki kandyzowanej skórki pomarańczowej

Lukier :

  • 125 g cukru pudru
  • łyżka soku z cytryny – gdy lukier będzie za gęsty, dodać więcej

Mąkę przesiać i przesypać do miski. Wymieszać ją z sodą i przyprawami. Miód rozpuścić, przestudzić, ale tak by ciągle był ciepły. Jajko utrzeć z cukrem na puszystą masę, powoli wlewać ciepły miód. Dobrze wymieszać. Dodać mąkę z przyprawami oraz skórkę z cytryny i kandyzowaną z pomarańczy. Potem zagnieść ciasto, tak by było lśniące. Wstawić do lodówki na 2 godziny, potem wyjąć i lepić kulki wielkości orzecha włoskiego. Każdą wykładać na formę wyłożoną papierem do pieczenia. Wszystkie delikatnie spłaszczyć – można łyżką lub widelcem namoczonymi w wodzie. Piekarnik nagrzać do 170 stopni. Wstawić blaszkę z piernikami.  Piec około 12 minut. Pozostawić do ostygnięcia. Wystudzić na kratce, a zimne maczać w przezroczystym lukrze – czyli cukrze pudrze utartym z sokiem z cytryny.

Choinka z piernika

Mat. prasowe

Mat. prasowe

  • pół kg mąki
  • 1/2 szklanki miodu
  • szklanka cukru pudru albo cukru brązowego
  • 120 g masła
  • 1 jajko
  • 2 łyżeczki sody
  • 4 łyżeczki przyprawy do pierników
  • 2 łyżeczki kakao

Miód przełożyć do garnka, podgrzać, dodać masło, a potem wsypać cukier i kakao. Następnie mieszać aż wszystkie składniki się rozpuszczą. Przestudzić. Mąkę wysypać na stolnicę, wbić jajko, dodać sodę i przyprawę korzenną. Połączyć z masą miodową. Dobrze wymieszać i zagnieść. Gotowe ciasto podzielić na części i rozwałkować kolejno każdą z nich. Z ciasta wycinać gwiazdki różnej wielkości – tak by można było później kolejno układać je na sobie, budując choinkę.  Układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i piec 7-8 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Po wyjęciu pozostawić do całkowitego ostygnięcia. Dopiero zimne pierniki układać w kształt choinki – od największego na dole do najmniejszego na górze. Każdą z gwiazdek sklejać lukrem:

  • 2 białka
  • 2 szklanki cukru pudru

Białka ubić na pianę, do niej wsypywać delikatnie przesiany cukier puder i nadal ubijać. Trzeba to robić stopniowo, najlepiej dodawać cukier łyżeczką. Gdy cały cukier połączy się z białkiem przestać ubijać i można zacząć wykorzystywać lukier do dekoracji choinek. Choinki można także obsypać kolorową posypką.

Ciekawostki

Pieczenie to szansa, by na kuchennym stole urządzić kolorowy plac zabaw. Posypki w kształcie kulek, złote, czerwone na pewno zainteresują maluchy, przylepiać je można nawet niedbale, ważne, by frajda była i rodzinna przyjemność. Nie trzeba talentu, pierniki zawsze się udadzą. Wystarczy pilnować czasu pieczenia, lubią się przypalać. Gotowe są miękkie, ale dość szybko tę puszystość tracą. Potem potrzebują kilku tygodni, by znowu jeść je bez obaw, że połamiemy zęby. Dlatego nie ma co się zastanawiać, piec trzeba jak najszybciej, a potem pierniki odłożyć na półkę i czekać cierpliwie do świąt.

Tuż przed nimi można pobawić się dekoracjami. Lukier zdąży zastygnąć, pierniczki można owinąć foliowym arkuszem, przewiązać wstążeczką i podarować bliskim. Do wyboru oprócz kształtów – rozmaite rodzaje. Tradycyjne albo owiane legendą Katarzynki, które piekła w czasie choroby ojca malutka córka piekarza. Dziewczynka nie mogła znaleźć foremek, więc wycinała ciastka kubkiem. W piecu wszystkie kółka– niespodziewanie dla debiutantki  – połączyły się  i utworzyły ten charakterystyczny dla Katarzynek kształt. Wypiek spodobał się i szybko zyskał popularność.  Z pierniczków można też  zrobić choinkę, która będzie stylową dekoracją bożonarodzeniowego stołu. Ciekawie wyglądają też wizytówki z piernika, które układa się przy talerzach. Wystarczy na gotowych ciastkach lukrem lub pisakiem do dekoracji napisać imię spodziewanego gościa.


 

Sylwia Majcher
źródło: Supermamy.limango.pl


Zobacz także

Plotka wiecznie żywa? Nie, jeśli wypowiesz to jedno zdanie

Wprowadź do relacji z mamą cotygodniowy 5’o’clock. Zobacz, ile na tym zyskasz

W seksie źle być księżniczką zdobywaną, czekającą na pierwszy dotyk, na słowo