Związek

Trzy intuicyjne znaki, że warto ratować nieudany związek

Redakcja
Redakcja
13 października 2022
nieudany związek
fot. proud_natalia/iStock
 

Uratowanie nieudanego związku może być trudne, a często nie jest warte tego wysiłku. Wymaga pracy obu stron, zaangażowania, a co najważniejsze dobrego powodu. Abyście mogli dalej być razem, musi być coś jeszcze poza miłością – ona nie wystarczy. Nie trzeba się siłować z życiem i związkiem tylko dlatego, że jest miłość (albo tylko tak się nam wydaje). Wzloty i upadki są normalne, byle te upadki nie były za niskie, pamiętaj. Skąd zatem mamy wiedzieć, że warto ratować nieudany związek?

Nieudany związek szkodzi

Bycie w nieudanym związku nie oznacza, że którekolwiek z was jest złą osobą czy zachowuje się toksycznie. Oznacza natomiast, że istnieje jakaś przeszkoda, która uniemożliwia wam czuć się dobrze w tym związku. Im dłużej to trwa, tym bardziej odbija się na was obojgu. Kłótnie wyczerpują, konflikty sprawiają, że czujecie się niezrozumiani, a nierozwiązane problemy sprawiają, że zaczynacie kwestionować samych siebie i własne wartości. Zaczynacie się zamykać, tracicie nadzieję na happy end. Unikacie rozmów ze strachu przed kłótniami.

Czy jest jakaś nadzieja na uratowanie związku w tym momencie i czy warto? Cóż, to zależy.

Gniew jest jednym z najbardziej fascynujących uczuć, ponieważ często jest maską. Kiedy czujemy się przytłoczeni, zdezorientowani, smutni lub zestresowani, przychodzi irytacja i frustracja. U podstaw kłótni, które do niczego nie prowadzą leży głębszy problem. Gniew często jest wynikiem braku właściwego związku emocjonalnego. Eksperci z Instytutu Gottmana wyjaśniają, że chociaż gniew jest podstawową emocją, może być również emocją drugorzędną. Oznacza to, że często jest to emocja ochronna, która ukrywa za sobą bardziej bolesne emocje. Jeśli uda ci się wydobyć je na powierzchnię, możesz mieć szansę na uratowanie związku.

Często w nieudanym związku  zaczynasz myśleć o tym, jak wyglądałoby życie bez siebie nawzajem lub z kimś innym. Możesz nawet ulec pokusie, aby od razu pójść za tym wyobrażeniem. Jeśli jednak oboje jesteście pewni, że chcecie być tylko ze sobą bez względu na trudne czasy, możecie mieć to, czego potrzeba, aby uratować ten związek.

Bycie z Marcinem to opcja na przeczekanie. Port w którym dziś jej dobrze, ale jakoś tak…nudno

Uratowanie związku wymaga odporności, której nie można osiągnąć, jeśli nawet jedno z was jest mentalnie niegotowe na tę pracę. Przy pełnym zaangażowaniu łatwiej będzie zaufać sobie nawzajem.

Czy warto ratować nieudany związek?

Oboje jesteście otwarci na rozwój

Łatwo jest obwiniać się nawzajem. O wiele łatwiej jest dostrzec wady w partnerze i zrzucić na niego pełną odpowiedzialność. Ale to nie zadziała. Oboje musicie być gotowi rozwijać się indywidualnie, jednocześnie utrzymując otwarte kanały komunikacji. Pozwala to nauczyć się cierpliwości, rozpoznawania swoich potrzeb, kontrolowania emocji i podążania za swoimi hobby i ambicjami bez wzajemnej urazy. Czasami oznacza to również zrobienie sobie przerwy od siebie, aby później do siebie wrócić.

Dobry związek to dwoje szczęśliwych ludzi.

fot. Cottonbro/Pexels

Czy podzielasz tę samą wizję przyszłości?

Praca nad wspólnym celem pozwoli wam zachować równowagę i skupić się na szerszym kontekście. Zadajcie sobie pytanie, czy tak samo widzicie przyszłość. To ważne, ponieważ nawet jeśli nie wydaje się to jeszcze problemem, to na pewno kiedyś się nim stanie. Upewnijcie się, że zgadzacie w kwestiach takich jak to, gdzie chcecie mieszkać, jakie życie prowadzić, czy chcecie mieć dzieci, chodzić do kościoła, mieć wspólne konto itp. Są rzeczy, w których nie da się iść na kompromis. Im bardziej jesteście zgodni, tym bardziej warto ratować związek, ponieważ znalezienie podobnie myślących ludzi jest rzadkością.

Czy wybaczacie sobie nawzajem

Nie ma sensu ratować związku, jeśli jednoznacznie i stanowczo nie odrzucicie wszelkich wzajemnych uraz. Kiedy nadejdzie czas, aby odłożyć swoje problemy na bok, przepracować je i uratować związek, jeśli naprawdę wybaczycie sobie nawzajem. Tylko wtedy się uda. Jeśli myślisz, że przebaczenie w końcu samo nadejdzie, jesteś w błędzie. Będziecie tylko kręcić się w kółko. Przebaczenie niekoniecznie oznacza zapomnienie, ale oznacza uwolnienie wszystkich negatywnych uczuć i zrobienie przestrzeni na drugą szansę.

Ważne

W każdym związku zawsze patrz na to, jak się czujesz i zadaj sobie pytanie: czy ta osoba sprawia, że kochasz siebie bardziej? Czy chcesz się z nimi zestarzeć?

Mówisz „kocham”, a od niego nie słyszysz nawet „ja też”. Jednostronny romans doprowadza do szaleństwa


Związek

Paulina Młynarska napisała testament. „Za bardzo kocham życie, żeby „w razie W” zostawić bliskie osoby z bałaganem”

Redakcja
Redakcja
13 października 2022
fot. CC BY-SA 2.0/wikipedia, domena publiczna

Trzeba doceniać siebie. Dziś odebrałam bardzo ważny dla mojej przyszłości dokument. I złożyłam u notariuszki poprawiony o zmiany testament. Za bardzo kocham życie, żeby „w razie W” zostawić bliskie osoby z bałaganem – pisze na Facebooku Paulina Młynarska.

Post, jak każdy Pauliny, wywołał lawinę komentarzy. Wspierających, gratulujących, pełnych podziwu i zrozumienia. To ważne słowa Młynarskiej, oby trafiły do jak największej liczby ludzi. Warto uświadomić sobie, jak ważne jest to, żeby pomyśleć trochę naprzód – nie tylko o sobie, ale też o bliskich. W tym przypadku o tym, co zostawimy po sobie, kiedy przyjdzie czas odejść. I nie chodzi tu o dobra materialne i wielkie spadki, a raczej o to, żeby zwyczajnie nie zostawić „bałaganu” w papierach i sprawach.

Któż z nas nie zna choć jednej takiej historii, kiedy nagle rodzina zostaje z całą górą problemów po śmierci np. ojca. Niedopilnowane płatności, brak możliwości ustalenia, gdzie są oszczędności, jakie lokaty, czy są jakieś pożyczki do spłacenia itp. Słusznie w komentarzu pod postem Pauliny Młynarskiej zauważa psychoonkolog:

Nawet ciężka choroba często nie mobilizuje ludzi do uporządkowania swoich spraw.
A potem najbliżsi, oprócz żałoby mają do rozwikłania niezły bałagan. Czasem nawet rodziny rozpadają się, ponieważ nie potrafią się porozumieć.

To bardzo dojrzałe, by porządkować swoje sprawy tak, by nie były one dla naszych bliskich problemem, gdy my odejdziemy.

– Czuję obezwładniającą wdzięczność za to, że mogę w tym świecie pełnym smutku i rozpaczy przeżywać takie chwile. Napracowałam się, ale też mam szczęście. Przede wszystkim szczęście – pisze Paulina Młynarska.

Zobacz też:

Napisałam więc testament. Bez pośpiechu, powoli, akapitami, analizując jak daleko wchodzić w szczegóły, czy rozkładać moją „masę spadkową” na setki puzzli, czy może skupić się na najważniejszych elementach. Obdarowałam w nim wszystkich i wszystko co dla mnie ważne. Przypomniałam sobie o światowej tradycji donatorów społecznych i przekazałam także część moich pieniędzy na organizacje
pozarządowe, w których działam. Aby kiedyś, kiedy mnie już nie będzie, Kobiety Siostry stały się również, albo bardziej barwne i twórcze jak te, które towarzyszą mnie.

Napisałam testament. Dla siebie i dla moich Sióstr Kobiet


Zobacz także

„Albo zwymiotuję, albo mu odgryzę…” Co chodzi kobiecie po głowie w trakcie seksu oralnego?

Byle czego nie weźmiesz, znasz swoją wartość. List do męża, którego utrzymuję od kilku lat

Jaka jest wasza miłość? Namiętność, intymność czy zobowiązanie – składniki miłości można zmierzyć