Seks

Seks analny. Co musisz wiedzieć, by czerpać z niego przyjemność? [18+]

Redakcja
Redakcja
23 stycznia 2020
Seks analny. Co musisz wiedzieć, by czerpać z niego przyjemność?
Fot. iStock – Seks analny. Co musisz wiedzieć, by czerpać z niego przyjemność?
 

Seks analny to takie słowo, na którego brzmienie wielu osobom płoną policzki. Zupełnie niepotrzebnie, choć można zrozumieć pewne skrępowanie. O seksie analnym mówi się znacznie mniej, niż o seksie oralnym, czy klasycznym stosunku. Co należy wiedzieć? Podpowiadamy, czy seks analny boli, i jak się kochać, by stał się on źródłem prawdziwiej i bezpiecznej przyjemności.

Seks analny – co to jest za „zabawa”?

Można podejrzewać, że każdemu co najmniej raz o uszy obiło się, co to jest seks analny. Bywa, że wiedza ograniczona jest do świadomości, że to rodzaj stosunku płciowego, oparty na wkładaniu członka do odbytu. Oczywiście seks analny nie ogranicza się wyłącznie do tego – można wykorzystać erotyczne zabawki, takie jak wibratory, dilda, palce, język, a czasem inne przedmioty, które nie zawsze są do tego odpowiednie. Ten rodzaj stosunku preferują zarówno osoby homo, jak i heteroseksualne – orientacja nie stanowi tu jakiegoś wyznacznika. Wielu miłośników „analu” uważa, że ten rodzaj przyjemności i orgazm, jaki gwarantuje, z niczym innym nie może się równać. W seksie analnym chodzi o przyjemność, ale żeby było nie tylko miło, ale i bezpiecznie, warto wiedzieć, jak to robić, by nie żałować.

Seks analny – czy boli?

Często pada pytanie, czy seks analny boli? Trudno o jednoznaczną ocenę. Wiele, a może wręcz wszystko, zależy od tego, z kim będziemy uprawiać tego rodzaju miłość i czy jesteśmy do tego przygotowani. Ważne jest wzajemne zaufanie partnerów, pewność, że jeśli któreś z nich odczuje pewien dyskomfort, druga strona to uszanuje i nie będzie naciskała na kontynuację. Zaufanie, więź pomiędzy partnerami bardzo ułatwia sięganie po nowe doznania. Odpowiednia gra wstępna oraz delikatne ruchy przed wprowadzeniem członka do odbytu są równie ważne, by seks nie powodował bólu. Inną kwestią jest przygotowanie odpowiednich akcesoriów, które ułatwią seks analny. Trzeba pamiętać, że odbyt jest zdecydowanie mniej nawilżony w porównaniu do pochwy, więc lubrykant bywa niezbędny, żeby dyskomfort był jak najmniejszy.

Seks analny – jak zacząć, by się nie zniechęcić?

Jeśli jesteście przekonani, że to jest właśnie ten moment, w którym chcecie odkrywać uroki seksu analnego, nic nie stoi temu na przeszkodzie. Emocjonalne nastawienie i odpowiedni nastrój to jedno, zadbajcie też, by przygotować się do tego od strony „technicznej”.

Jak zacząć seks analny, by się nie zniechęcić? Zdecydowanie po wyraźnym zaproszeniu do niego przez partnera, i na początek – delikatnie. Żeby było łatwiej, skorzystajcie z lubrykantu i zacznijcie od delikatnego masowania odbytu np. palcem. Gdy partner poczuje się komfortowo, wzmocnijcie nacisk i w trakcie masażu spróbujcie włożyć palec lub wibrator delikatnie do środka. Po takim treningu będzie łatwiej (i przyjemniej) wprowadzić do środka cały penis (wibrator). Poszukajcie też pozycji, która pozwoli na wygodę i swobodę ruchu. Wiele par chwali sobie seks analny w pozycji „na pieska”, w oparciu na przedramiona, w której partnerka (partner) trzyma pupę wypiętą w górze. A później? A później niech się dzieje tak, jak macie ochotę. Uważajcie jednak na intensywność ruchów. Ścianki odbytu są znacznie delikatniejsze, niż ścianki pochwy, więc przy braku wyczucia ruchów, istnieje ryzyko uszkodzenia.

Seks analny – jak uniknąć „brudnej” wpadki?

Wiele osób obawia się, że zaczynając seks analny, partner natknie się na nieprzyjemną niespodziankę w postaci kału. No cóż, obawy mogą wydawać się uzasadnione – wszak członek, czy erotyczne zabawki, wkładane są do odbytu. Jednak odbytnica fizjologicznie jest pusta, więc zwykłe skorzystanie przed stosunkiem z toalety zazwyczaj załatwia sprawę. Czasem obawa przez zabrudzeniem kałem pościeli czy partnera jest tak silna, że dla komfortu psychicznego lepiej wykonać lewatywę przed planowanym stosunkiem. Zwieracz odbytu jest naturalnie silnie zaciśnięty, więc dodatkowy stres utrudni rozluźnienie i włożenie do środka czegokolwiek.

Seks analny to także ryzyko. O tym musicie pamiętać, by później nie żałować! 

Zachwalając intensywną przyjemność i urozmaicenie dla życia erotycznego, nie można zapominać o tym, że „anal” niesie pewne ryzyko. By było więc uczciwie, trzeba wspomnieć o potencjalnych zagrożeniach dla zdrowia:

Kolejność jest istotna. Seks analny to specyficzny rodzaj stosunku, bo członek, czy różne gadżety, wprowadzane są do odbytu. Tam bytują drobnoustroje, które bywają chorobotwórcze. Jeśli decydujecie się na włączenie do gry seksu analnego, przestrzegajcie kolejności. Najpierw seks pochwowy, czy oralny, a później analny. To ważne, by uniknąć przeniesienia bakterii kałowych do ust czy pochwy, narażając się na infekcję. Jeśli stawiacie jednak na spontaniczne decyzje, miejcie pod ręką prezerwatywy, by po seksie analnym bez obaw kochać się w inny sposób.

Jest ryzyko? Nie ma zabawy! Seks analny obarczony potencjalnym ryzykiem przenoszenia różnych groźnych bakterii i wirusów. Pamiętajcie o prezerwatywie, gdy uprawiacie seks z nieznajomą osobą lub wieloma partnerami. Jeśli w trakcie stosunku dojdzie do przerwania ciągłości skóry, bez zabezpieczenia istnieje ryzyko zakażenia m.in.: opryszczką, chlamydią, czy wirusem HIV. Na takie”atrakcje” szczególnie narażona jest strona bierna.

Perforacja jelita grubego. Seks analny to ryzyko perforacji, czyli przebicia ścianki jelita. Jest to  zazwyczaj komplikacja po stosunku gwałtownym, przy wykorzystywaniu różnych przedmiotów, zazwyczaj nieprzeznaczonych do seksu. Niekiedy wyobraźnia może ponieść za mocno, a jednak korzystanie np. ze szklanej butelki bywa bardzo ryzykowane. Niepokoić w takiej sytuacji powinno silne krwawienie z odbytu i ból. W takim przypadku należy złościć się po pomoc lekarską – przebitym jelitem powinien zająć się chirurg.

Co prawda powyższe argumenty za tym, by uważać w trakcie seksu analnego mogą zniechęcać, ale nie powinny stać się sztandarowym argumentem za tym, by wcale tego nie próbować. Seks analny jest stworzony, by czerpać z niego przyjemność. Wystarczy tylko chcieć tego rodzaju aktywności i robić to mądrze. Odpowiednie przygotowanie zagwarantuje intensywne doznania, przy minimalnym ryzyku komplikacji.


Źródło: medicalnewstoday.com

Seks

Seksizm uderza w godność kobiet. Jest wiele sytuacji, w których mamy z nim do czynienia

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
23 stycznia 2020
Seksizm uderza w godność kobiet. Jest wiele sytuacji, w których mamy z nim do czynienia
Fot. iStock – Seksizm uderza w godność kobiet. Jest wiele sytuacji, w których mamy z nim do czynienia
 

Seksizm – cudownie by było, gdyby ten termin funkcjonował jedynie w słowniku. Tak jednak nie jest. Seksistowskie uwagi spotykamy na ulicy, w pracy, a nawet w rodzinie. Postawa uderzająca w kobiecą godność, zasługuje jedynie na krytykę. Niestety, na szybkie zapomnienie o tym, czym jest choćby seksizm w pracy, nie można liczyć. Niemiłe, pogardliwe wręcz komentarze i zachowania związane z płcią, nadal są powszechne.

Seksizm – przykłady zachowań, które uderzają w kobiety

Seksizm ma różne oblicza, ale ich wspólny mianownik jest tak samo bolesny – krzywdzące traktowanie, które wynika ze stereotypów. Z góry można założyć, że każda z nas spotkała się lub spotka z nim niejeden raz. Na nasze nieszczęście tę postawę widzimy czasem w telewizji czy w internecie, więc czasem może się wydawać, że to jest już w sumie normalne. Można odnieść wrażenie, że rzucenie w stronę kobiety wulgarnym określeniem, nie jest dla niej ujmą, tylko wyróżnieniem. Przykładem jest choćby powiedzenie zadbanej dziewczynie, że jest „dobrą suką”. To nie powinno się zdarzać, a jednak bywa w w różnych kręgach społecznych akceptowalne.

Seksizm to także lekceważąca uwaga, taka jak „miejsce kobiety jest w kuchni”, czy  pogardliwe określenie „baba za kierownicą”. Nie da się ukryć, że przedstawiciele seksistowskich zachowań widzą kobietę jako jednostkę niższą w społecznej hierarchii. Nadal słyszymy kpiące uwagi, jesteśmy w wielu przypadkach traktowane i nagradzane gorzej, niż na to zasługujemy. Bywamy oceniane ze względu na płeć, wygląd, a nie za posiadane kompetencje.

Seksizm w pracy

Seksizm to zachowania, które nie odnoszą się wyłącznie do wyglądu. Odmowa zatrudnienia mimo kwalifikacji, niższe wynagrodzenia, poniżające uwagi, to kolejna odsłona niesprawiedliwego traktowania. Seksizm w pracy odczuwamy na własnej skórze, gdy ktoś traktuje nas z góry, zakładając, że nie potrafimy czegoś dokonać, bo jesteśmy kobietami. Dlatego zdarza się, że jesteśmy mniej poważane, gorzej nagradzane za tę samą pracę, którą wykonują mężczyźni, rzadziej awansujemy. Na naszą niekorzyść przemawia także fakt, że pracodawcy obawiają się możliwości zajścia  w ciążę, konieczności łączenia pracy i wychowywania dzieci. To także jest seksizm w pracy, który nie powinien się przydarzać.

Te różnice odczuwamy szczególnie boleśnie, bo kształcimy się tak samo, jak mężczyźni, a jednak przegrywamy z nimi w przedbiegach. A jeśli kobieta pełni funkcje przypisane mężczyznom, co się zdarza coraz częściej, to bywa traktowana z rezerwą. Kobieta hydraulik, mechanik czy kierowca nie cieszą się takim zaufaniem jak mężczyźni wykonujący tę samą pracę. Seksizm w pracy uwiera nie mniej, niż ten spotykany na ulicach. Oczywiście nie w każdym przypadku tak jest, ale na tym polu mamy jeszcze dużo do nadrobienia, by mężczyźni i kobiety były traktowane w ten sam, sprawiedliwy sposób. To działa także w drugą stronę. Mężczyzna pracujący w przedszkolu, czy jako pielęgniarz, budzi jeszcze dziwienie i prowokuje różne uwagi, wykonując zawód kojarzony dotychczas z kobietami.

Seksizm wobec mężczyzn – czy naprawdę istnieje?

Może brzmieć niczym mit, lub legenda, bo przecież to zazwyczaj mężczyźni pozwalają sobie na niemiłe komentarze i zachowania wobec kobiet. Trudno jest więc kojarzyć seksizm z orężem skierowanym przeciwko mężczyznom. Tymczasem i takie sytuacje się przydarzają.

Za przykład seksizmu wobec mężczyzn można uznać np. wyroki sądowe, które chętniej stają po stronie kobiety, jako rodzica w sporze dotyczącym dzieci. Podnoszą się głosy, że kobiety bywają nieco łagodniej traktowane przez wymiar sprawiedliwości, co traktowane jest jako seksizm wobec mężczyzn. Badacze tłumaczą to faktem, że kobiety są rzadziej sądzone, niż mężczyźni, a więc łatwiej kojarzone są ze stroną ofiary, nie sprawcy. Zdecydowanie łatwiej jest starać się wczuć sytuację oskarżonych kobiet, próbować zrozumieć, co się stało, że popełniła ona przestępstwo. Mężczyźni rzadziej spotykają na sali sądowej na tyle empatyczne podejście do swojej osoby.

Seksizm językowy

Istnieje jeszcze inna odsłona seksizmu, którą w pierwszej myśli trudno jest z nim połączyć. Chodzi o seksizm językowy, przejawiający się przede wszystkim w brzmieniu stanowisk zajmowanych przez kobiety. Nadal wiele nazw określających stanowiska sugeruje dyskryminację płci. Stąd coraz chętniej stosujemy określenia takie jak psycholożka, a nie np. pani psycholog, ginekolożka, a nie pani ginekolog, a nawet chirurżka, a nie pani chirurg. Słyszymy także głosy, że seksizm językowy to nawet stosowanie „męskich” określeń pełnionych przez kobiety funkcji takich jak wójt czy burmistrz. Trudno jednak sobie wyobrazić feminizację nazw akurat tych funkcji, które wcześniej były sprawowane wyłącznie przez mężczyzn.

źródło: www.sciencedirect.com , www.huffingtonpost.fr 


Seks

Syndrom sztokholmski – gdy ofiara nie chce uwolnić się od kata

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
23 stycznia 2020
Syndrom sztokholmski - co to jest?
Fot. iStock – Syndrom sztokholmski - co to jest?

Syndrom sztokholmski – co to jest? Zapewne widzieliście choć jeden film, w którym ofiara zakochuje się w oprawcy, odtrącając propozycję przyjęcia pomocy. Syndrom sztokholmski jest bardzo specyficznym związkiem pomiędzy katem i ofiarą. Zachowanie osób dotkniętych syndromem może szokować, bo wydaje się nielogiczne. Z czego wynika taka postawa?

Syndrom sztokholmski – co to jest?

Co to jest syndrom sztokholmski w związku, w pracy i co może go wywołać? Mianem syndromu sztokholmskiego określamy stan psychiczny, który spowodowany jest reakcją na silny stres wynikający z sytuacji zagrożenia. Chodzi tu zazwyczaj o często traumatyczne wydarzenia – trwanie w związku przemocowym między partnerami, poddawanie się ciągłemu mobbingowi w pracy, czy w najbardziej ekstremalnym przypadku – porwaniem i przetrzymywaniem ofiary w brew woli. Sformułowanie to zostało użyte po raz pierwszy w roku 1973, odnośnie do wydarzeń ze Sztokholmu. Tam, mężczyźni chcący obrabować bank, wzięli czterech zakładników. Po sześciu dniach przetrzymywania, gdy policji udało się ich odbić, ale ofiary wcale nie chciały współpracować z przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości, broniąc do samego końca porywaczy.

Syndrom sztokholmski – mechanizm powstawania

Sytuacje wyzwalające syndrom sztokholmski mogą być różne, ale cechuje je wspólny mianownik – ofiara wbrew logice broni kata. Należy jednak zaznaczyć, że nie każda osoba, która znajdzie się w takiej sytuacji, ulegnie syndromowi.

Aby ofiarę dotknął syndrom sztokholmski, muszą zaistnieć cztery warunki:

  • poczucie zagrożenia – ofiara jest przeświadczona o tym, że ze strony oprawcy (kata) czeka ją jedynie złe traktowanie,
  • istnieją momenty, w których kat pokazuje swoją „bardziej ludzką” twarz w stosunku do ofiary
  • ofiara jest przekonana, że ucieczka jest niemożliwa, a nawet jeśli jest taka możliwość, to nie da sobie rady z jej realizacją,
  • ofiara jest izolowana, pozbawiona sama sobie, bez kontaktu z ludźmi innymi niż oprawca, więc czuje się od niego zależna, bezsilna i ubezwłasnowolniona.

Jak powstaje syndrom sztokholmski u ofiary?

W sytuacji silnie traumatycznej, w której grozi śmierć lub cierpienie ze strony oprawcy, ofiara chcąc przetrwać podporządkowuje się jego woli. Kat znęcając się na różne sposoby, pokazuje, że jest panem jej życia i śmierci i każdy oddech zależy od jego woli. Ponieważ „więzień” nie może uciec, z każdym dniem lepiej poznaje oprawcę i wytwarza się między nimi więź. Każdy objaw ludzkich odruchów u kata powoduje, że ofiara patrzy na niego z wdzięcznością, odczuwa pozytywne emocje. To może być zgoda na pójście do toalety, kąpiel, przyniesienie ulubionego pożywienia czy książki. Ofiara przestaje zauważać, że dzieje się jej krzywda, a ci, którzy starają się uwolnić ofiarę, postrzegani są jako intruzi, którzy próbują rozerwać zaistniałą relacją. Zdarzały się przypadki, gdy po uwolnieniu, ofiara dotknięta syndromem sztokholmskim broniła swojego kata przed oskarżeniami, próbując zmazać z niego nawet oczywiste winy.

Syndrom sztokholmski w związku

Syndrom sztokholmski w związku to sytuacja, która może zaistnieć w przemocowych relacjach. Choć brzmi to zatrważająco, osoba krzywdzona zamiast jak najszybciej uciekać, trwa w relacji w uporze. Często dotyczy to związków opartych na przemocy oraz uzależnieniach, budowanych na braku pewności siebie jednej strony. Odejście utrudnia  silny strach przez zemstą w razie odejścia, czy karanie przez oprawcę samego pomysłu rozstania. W dodatku ofiary cierpią z powodu niskiego poczucia własnej wartości, opierając cały swój świat na obecności kata. On sam chętnie izoluje drugą stronę od otoczenia, przejmując nad nią absolutną kontrolę.

Syndrom sztokholmski w związku to życie na huśtawce

Zazwyczaj po czasie obelg, manipulacji, przemocy, czy zastraszania, następuje chwila oddechu. Oprawca kwiatami, prezentami, czy wspólnymi wyjściami udowadnia ofierze, że on przecież stara się być lepszym człowiekiem. Zdarza się często, że toksyczne zachowania tłumaczone są przez kata traumatycznym dzieciństwem, trudnym okresem dorastania, chorobami, złymi doświadczeniami. Tłumaczeniem staje się wszystko, co może wzbudzić współczucie i chęć pomocy ze strony ofiary i trwania u jego boku. Ofiara staje na rzęsach, by nie denerwować partnera, próbując uniknąć z jego strony agresji i innych, destrukcyjnych zachowań. Niestety, bezskutecznie. Cykl przemocowy trwa – znów narasta konflikt, nadchodzi okres agresji, a po niej, dla uspokojenia, faza miesiąca miodowego. Syndrom sztokholmski w związku powoduje, że cykl nieustannie się powtarza. Ofiara osamotniona, nie widząca innej perspektywy, łapie się przejawów empatii partnera jako nadziei na spokojną wspólną przyszłość. To błędne koło, które nie przynosi niczego dobrego.

Syndrom sztokholmski w pracy

Syndrom sztokholmski w pracy także się przydarza. To, że praca może być bardzo stresogenna nie jest nowością. Zazwyczaj jednak rezygnujemy ze stanowiska, bo większość z nas zna granice własnej wytrzymałości. A jednak bywa, że chcąc za wszelką cenę utrzymać pracę, ofiara godzi się na wszystko.

Syndrom sztokholmski w pracy może wynikać zarówno z konieczności utrzymania pracy w obawie przez bezrobociem, koniecznością spłaty kredytu, lub gdy ktoś zarabia na tyle duże pieniądze, że chce utrzymać wysoki standardu życia. W strachu pracownik dostosowuje się do szefa, tłumacząc jego zachowanie koniecznością zaprowadzenia dyscypliny. Z upływem czasu sam zaczyna uważać, że tak ma być, bo tylko najsilniejsi przetrwają na bezwzględnym rynku pracy.

Syndrom sztokholmski – leczenie

Syndrom sztokholmski i jego leczenie to trudny temat. Zazwyczaj ofiara sama nie podejmuje działań, by odzyskać swoje dawne życie, a problem i możliwe rozwiązania wskazują jej bliscy. Mając na myśli syndrom sztokholmski z związku lub w pracy, leczenie najbardziej skuteczne będzie dzięki fachowej pomocy psychologa lub psychiatry. Nieocenione jest także wsparcie bliskich, którzy każdego dnia wesprą ofiarę w postanowieniu dokonania zmian w życiu. Nie jest to proces szybki i łatwy, ale przy odpowiednim wsparciu i wysiłku, powrót do równowagi jest jak najbardziej możliwy.


Na postawie: bbc.com, goodtherapy.org, healthline.com

Zobacz także

Jak długo powinien trwać dobry seks? Ile to jest – zbyt krótko albo za długo?

13 powodów, dla których facet może unikać seksu

„Tak, wiem, dla ciebie będzie inny. Każda tak myśli”. Pięć faz życia z egoistą. Słowo do wszystkich kobiet