Seks

Tęczowy pocałunek – na czym polega ta niezwykle intymna łóżkowa zabawa?

Redakcja
Redakcja
23 listopada 2022
kochanek doskonały
fot. KovacsAlex/iStock
 

Człowiek uczy się całe życie. Dzisiaj na przykład dowiedziałam się o „rainbow kisses” i chyba nie chciałam tego wiedzieć. Czym jest więc „tęczowy pocałunek”? Na początek powiemy tyle, że nie ma nic wspólnego z osobami LGBT+ i w zasadzie nie do końca jest jasne, dlaczego został tak nazwany. 

Czym jest tęczowy pocałunek?

Według definicji rainbow kiss (ang. tęczowy pocałunek) to pocałunek w parach heteroseksualnych – między kobietą, która w tym czasie ma menstruację, a jej partnerem. Do rainbow kiss najczęściej dochodzi, kiedy para stosuje pozycję tzw. 69, czyli uprawia miłość oralną. W momencie, kiedy mężczyzna osiąga orgazm w ustach kobiety, para całuje się, mieszając krew menstruacyjną z nasieniem.

Wendasha Jenkins Hall – edukatorka seksualna z Atlanty i założycielka The Sensible Sexpert twierdzi w „Cosmopolitan”, że tęczowy pocałunek, który zwykle zaczyna się w pozycji 69 prawdopodobnie wyewoluował ze staromodnego seksu podczas mentruacji. Hall pyta: „A słyszeliście określenie przejeżdżanie na czerwonym świetle – w kontekście seksu penetracyjnego lub oralnego wykonywanego podczas menstruacji partnera? Rainbow kiss to po prostu jeden stopień wyżej”. I chociaż tęczowy pocałunek z całą pewnością nie jest i nigdy nie będzie najpopularniejszym aktem seksualnym, Hall twierdzi, że to jedna z ofert seksualnych, z której mogą korzystać osoby, dla których płyny ustrojowe są fetyszami. Danyell Fima, współzałożyciel VelvetCo tłumaczy w „Cosmopolitan”, że po prostu niektórzy ludzie lubią bawić się moczem, śliną, kałem, nasieniem lub krwią.

Czy tęczowe pocałunki są bezpiecznie?

Na to pytanie jest tylko jedna odpowiedź: Nie! Dlatego najlepiej bawić się w nie w związkach, w których partnerzy znają się długo i są dla siebie na wyłączność. „Nasienie i krew miesiączkowa mogą przenosić wiele różnych cząstek zakaźnych, takich jak HIV, kiła i zapalenie wątroby”, mówi dla „Cosmopolitan” Heather Irobunda, lekarz medycyny. Dlatego z nieznajomymi lepiej nie ryzykować. Pamiętajcie, że nie wystarczy wykonać jednorazowo test na choroby przenoszone drogą płciową, jeśli regularnie angażujecie się w akty seksualne, takie jak tęczowe pocałunki. Jeśli macie wielu partnerów – powinniście się badać nawet co trzy miesiące.

Ale jak to wykonać technicznie?

Danyell Fima twierdzi, że sztuczka polega na tym, że… „ty i twój partner powinniście skończyć mniej więcej w tym samym momencie, by żadne z was nie musiało zbyt długo trzymać krwi ani nasienia w ustach”. Wynika z tego, że kluczowa jest umiejętność komunikacji w parze. Dodatkowa porada – możecie zacząć to robić w ciemnej pościeli. Białe prześcieradła zostawcie na inne okazje.

To nie jest przygoda na jedną noc

Obopólna zgoda ma kluczowe znaczenie dla każdego aktu seksualnego, ale ten, który obejmuje wymianę krwi i spermy, wymaga dodatkowego poziomu potwierdzenia. Czasem do tęczowego pocałunku może dojść przez przypadek, jeśli np. kobieta dostanie miesiączki w czasie zbliżenia seksualnego. Seksuolodzy jednak są zdania, że jeśli jeden z partnerów ma ochotę na taki eksperyment – nigdy nie powinien działać z zaskoczenia. Warto porozmawiać i spytać otwarcie partnera, czy w ogóle ma na to ochotę, czy chciałby spróbować. Pamiętajmy, że dla wielu osób nawet sama myśl o tęczowym pocałunku sprawia, że zbiera im się na wymioty. Jeśli jesteś właśnie w tej grupie, a twój partnera zaproponuje ci tęczowy pocałunek, warto byś nie reagował/ ła gwałtownym oburzeniem, naganą, oceną.

Hall w rozmowie z „Cosmopolitan” podkreśla jeszcze, że warto normalizować zachowania osób, które chcą angażować się w swoje fetysze i dziwactwa. Ostrzega, że zawstydzanie i wyśmiewania może prowadzić do osłabiania więzi. „Kiedy zawstydzamy partnera, on zaczyna się wycofywać. Robi rzeczy, które go podniecają – potajemnie i unika badań, które chronią wasze zdrowie. Natomiast jeśli jesteśmy otwarci na nawet dziwne (z naszego punktu widzenia) zachowania partnera, możemy czuć się bezpieczniejsi. Nie musimy się oczywiście na nic zgadzać, jeśli nam to nie pasuje. Ale nie wyśmiewajmy, bo sprawimy, że partner „zejdzie ze swoimi fantazjami i pragnieniami do podziemi”. W seksie zasada jest jedna – jeśli nikogo nie krzywdzimy i nie zmuszamy do konkretnych działań to… wolno nam się bawić. A tęczowe pocałunki? Zawsze warto je najpierw przedyskutować.


Seks

„Maksymalne rabaty” i „niezwykłe okazje” – jak się nie dać nabrać na Black Friday radzi dr Mateusz Grzesiak

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
23 listopada 2022
mateusz grzesiak black friday
 

Już w najbliższy piątek czeka nas kolejny Black Friday czyli zakupowe szaleństwo. Czy naprawdę czekają nas „maksymalne rabaty”, „niezwykłe okazje” i „jedyne takie niskie ceny”? Jak się nie dać zwariować a przede wszystkim jak nie dać się oszukać? O tym m.in. rozmawiamy z dr. Mateuszem Grzesiakiem, psychologiem, wykładowcą i konsultantem.


Czarny piątek – czy to tylko kolejna modna data z USA, którą zaadoptowaliśmy w naszym kraju czy rzeczywiście jedyna szansa, żeby zrobić zakupy najtaniej?

Black Friday w USA ma wieloletnią tradycję i tam faktycznie klienci mają możliwość upolowania upragnionych artykułów w super atrakcyjnych cenach. Dzień ten przypada zawsze w pierwszy piątek po Święcie Dziękczynienia i uważany jest za początek sezonu zakupowego przed Bożym Narodzeniem. To też najbardziej dochodowy dzień dla handlu w całym roku.

Polska oczywiście skorzystała z tej świeckiej, amerykańskiej tradycji i od lat mniej lub bardziej udanie wciela w życie. Podstawowa różnica jest w jakości promocji. W USA rabaty sięgają 80 czy 90 procent, w Polsce 60-70 to już maksimum. Na rynku amerykańskim przecenie poddawany jest cały asortyment, w Polsce są to pojedyncze, najczęściej najmniej chodliwe towary, albo – w przypadku atrakcyjnych produktów – do sprzedaży wystawianych jest kilka egzemplarzy; tylko po to, by wykorzystać ten fakt w reklamie. Słyszmy w radio, że super odkurzacz, o którym zawsze marzyliśmy, w danej sieci jest zrabatowany do 70%. Nie wiemy jednak, że sklep wystawił tylko 5 sztuk z magazynu. Reszta czeka na „normalną” cenę, po Black Friday. Ale jak już przyszliśmy na zakupy, nie chcemy wyjść z pustymi rękami, więc łapiemy się na inną „okazję”, nie zawsze przemyślaną. Dzieje się tak, ponieważ nie chcemy czuć się stratni.

Czym spowodowane są te różnice?

Mniejszą konkurencyjnością na polskim rynku, w porównaniu do rynku amerykańskiego. W  Polsce wiele sklepów traktuje Black Friday nie jako czyszczenie magazynów, jak to się dzieje w USA tylko okazję na ściągnięcie klientów do sklepu. Zdarzały się przypadki, kiedy sklep podnosił ceny przed Black Friday tylko po to, żeby potem reklamować się przecenami rzędu 60-70 a nawet 80%. Gdyby w USA wyszło to na jaw, dany supermarket byłby „zbanowany”.

Jak się zatem nie dać oszukać?

Tu pojęcie oszustwa można traktować w dwóch kategoriach. Po pierwsze – żeby nie dać się oszukać sprzedawcom należy wcześniej, kilka tygodni przed Czarnym Piątkiem zrobić porządny research, zarówno jeśli chodzi o ceny w danym sklepie jak i między innymi sieciami handlowymi. Czasem różnice są naprawdę duże. Warto też pamiętać, że nawet jeśli kupujemy towar w promocji wciąż mamy prawo do negocjowania ceny, zwłaszcza jeśli robimy większe zakupy. Jeśli sklep nie jest elastyczny cenowo – zawsze można negocjować dodatkową darmową usługę, jak transport czy montaż. Po drugie, nie dać się oszukać… samemu sobie. Nie jesteśmy powściągliwi w zakupach, jak np. Skandynawowie. Poza tym bardziej zwracamy uwagę na cenę niż na jakość, w związku z czym kupujemy częściej, gdyż produkty gorszej jakości szybciej się niszczą, psują, zużywają. Dlatego najpierw należy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy dany produkt jest nam naprawdę potrzebny, czy nie kupujemy go tylko dlatego że nam się podoba, podczas gdy w domu mamy już kilka takich samych, albo ma dobrą cenę. Zalecam także porównanie opinii użytkowników co do jakości danego produktu. No i warto określić sobie maksymalny budżet jaki chcemy poświęcić na zakupy.

Co mówią naukowcy na temat naszych nawyków zakupowych?

Aż 70% decyzji zakupowych to tzw. owczy pęd, czyli kupujemy to, co kupią inni. 85 % decyzji zakupowych jest zupełnie nieświadoma. Nie wiadomo więc dlaczego kupujemy, czym się kierujemy, czy to kolor czy określona cena. Wpływa też na nas chociażby licznik, typu: dziś ostatni dzień super promocji, zostało tylko x godzin do końca. Daje to efekt pilności, który wywołuje w nas decyzję zakupową tu i teraz. Ważna jest też płeć, choć nie tak oczywista. Z jednej strony 80% zakupów domowych robią kobiety, choć z drugiej strony branża motoryzacyjna wyliczyła, że w ich przypadku ponad 70% kobiet decyduje o zakupie danego samochodu. A przecież to branża tradycyjnie kojarzona bardziej z mężczyznami.

Zapewne każdy mężczyzna czytający teraz te słowa jest pewien, że jest w pozostałych 30%?

Oczywiście, bo z drugiej strony każdy z nas uważa, że on się nie da oszukać. To jest tzw. Iluzja ponadprzeciętności, kiedy każdemu się wydaje, że jest przygotowany, świadomy. Tymczasem tak funkcjonuje nasz mózg.

W takim razie – w Black Friday należy siedzieć w domu, nie chodzić po sklepach, wyłączyć Internet, żeby nas nie kusiły zakupy online?

Wręcz przeciwnie – skorzystać z szansy do zrobienia potrzebnych zakupów po lepszych cenach. Zachęcam by włączyć myślenie analityczne, być świadomym, zrobić listę zakupową, porównać ceny, a przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ja naprawdę tego potrzebuję. Warto pamiętać też o jeszcze jednym – obecnie sieci handlowe kuszą nas zakupami z powodu szalejącej inflacji: wydaj dziś, bo za chwilę te pieniądze nie będą nic warte. Cóż, w przypadku, kiedy inflacja sięga 18% trudno zbić ten argument, ale jeśli mamy nadmiar pieniędzy warto zainwestować w siebie, w swoją wiedzę, edukację, ciało, w zdrowie. Niekoniecznie w kolejny, jeszcze większy telewizor.

 


Seks

Kate Winslet: to niedoskonałości świadczą o naszej niepowtarzalności, o tym, kim naprawdę jesteśmy

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
23 listopada 2022

Jestem tego warta. Wypowiedzenie tych słów to przyjemne uczucie. Te słowa są magiczne. Pewnie myślicie sobie: Łatwo jej powiedzieć. Spędziła godziny, będąc malowaną i czesaną, żeby tak wyglądać. Oczywiście, że czuje, że jest tego warta. Bo piękno jest jak supermoc, prawda? Ale w pewnym momencie makijaż trzeba zmyć. Najtrudniejsze dla nas wszystkich jest poczucie, że jesteś tego warta bez niego. Bądźmy szczerzy – nie wyglądam tak przez cały czas, mówi Kate Winslet.

Jesteś tego warta

„Kiedy jesteśmy młodsi, często myślimy, że wartość ma związek tylko z naszą twarzą, sylwetką, zainteresowaniem czy popularnością, albo liczbą lajków, jakie dostajemy w porównaniu ze znajomymi. Ale to nie ma związku z żadną z tych rzeczy. Istota Jestem tego warta to prawo do bycia sobą. Bronienia swojej prawdy: swoim ciałem, skórą, twarzą, które z biegiem lat będą się zmieniać. To fakt”.

Kate staje naga

Mówiąc te słowa, Kate zmywa perfekcyjnie wykonany makijaż, w którym wygląda po prostu bosko. W tej krótkiej reklamie aktorka nie tylko zachęca do pokochania i akceptacji samej siebie. Zdanie po zdaniu staje przed widzami coraz bardziej „naga” – z całym bagażem swoich zmarszczek i niedoskonałości skóry. W czasie wygłaszanego monologu gwiazda daje nam do zrozumienia, że prawdziwe piękno niewiele ma wspólnego z wiekiem kobiety. Aktorka, kilka słów kieruje też do młodszych fanów, którzy kochają przeglądać się i porównywać z innymi osobami w social mediach.

Jestem Tego warta jest o twoim prawie do tego, by być sobą (…) Tak, wiem, to wymaga odwagi i odsłonięcia najgłębszych pokładów swojej wrażliwości, ale warte jest podjęcia ryzyka”, przekonuje Winslet. „Każda kobieta potrafi znaleźć w swoim ciele obszar, którego nie lubi. Jednak to właśnie blizny, niedoskonałości stanowią o naszej wyjątkowości i niepowtarzalności, o tym, kim naprawdę jesteśmy.

„Może gdybyśmy idąc przez życie wyzbyły się pokusy oceniania i porównywania z innymi, a zamiast tego spojrzały na siebie łaskawszym okiem i wzajemnie się wspierały, akceptacja przyszłaby z mniejszym trudem”, mówi. „Bo bycie autentycznie sobą – tylko to się liczy!”, dodaje.

Kate chce nam powiedzieć, że najważniejszą rzeczą wcale nie jest to, jak wyglądasz. Dbaj o swoje nastawienie do siebie i bądź wobec siebie łagodna i czuła. Nie dąż do niemożliwych ideałów. Nie pozwól, aby media społecznościowe wciągnęły cię w wir kłamstwa. Idealne, błogie, szczęśliwe życie nie jest tak powszechne, jak chcielibyśmy wierzyć, przeglądając social media.  Kate zachęca do tego by, by wzajemnie się celebrować swoją indywidualność i pozwolić sobie patrzeć na siebie i inne kobiety z czułością, wdzięcznością i zgodą na to, że jesteśmy od siebie tak różne.

Kate Winslet dołączyła do grona ambasadorek marki L’Oreal Paris w połowie 2021 roku. I mówiąc szczerze – to był chyba najlepszy „interes” kosmetycznej marki. Bo, kiedy Kate występuje w reklamie, to słucha się jej tak, jakby właśnie mówiła do nas, ciebie, do mnie. Jakby rozpalała w kobiecych sercach rewolucję w imię ruchu bodypositive. Wydaje się, że każde słowo jest głęboko przemyślane. W tej samej kampanii L’Oreal Paris widzimy też innych ambasadorów m.in. Violę Davis, Andie MacDowell, Nikolaja Coster-Waldau, Camilę Cabello, Helen Mirren.


Zobacz także

Zdarzyło ci się płakać w trakcie seksu? Nie jesteś jedyna

Twój idealny kształt wibratora

Twój idealny kształt wibratora – poradnik Tulipan.pl [18+]

Seks w ciąży – (prawie) dla każdego!