Zdrowie

Nowotwory są podstępne. Nie przegap sygnałów, które wysyła twoje ciało

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
9 września 2016
Fot. iStock / BlackJack3D
 

Nowotwór to słowo, którego nikt nie lubi. Kojarzy się z bólem, trudnym czasem dla chorego i bliskich, a szczególnie z walką, która nie zawsze kończy się zwycięstwem pacjenta. Na nieszczęście wielu osób, diagnozę słyszą zbyt późno, by w pełni móc się przeciwstawić chorobie. Spowodowane jest to w dużej mierze brakiem odpowiedniej profilaktyki i diagnostyki, a także niechęcią do obserwacji swojego ciała i ignorowania sygnałów, które są przez nie wysyłane, często przez długi czas. 

Nasz organizm jest genialnie pomyślaną maszynerią, która działa fenomenalnie. Ale jak każdy „sprzęt” i w organizmie może zadziać się coś, powstać stan zapalny, który zaburza to dotychczas sprawne funkcjonowanie. Dopóki sygnały od naszego ciała nie są zbyt silne, zazwyczaj machamy na nie ręką i czekamy aż samo przejdzie. Ale bywa, że nie tylko samo nie przechodzi, ale i choroba podstępem rozwija się nadal.

Wczesna diagnoza daje większe szanse na zdrowie

Im wcześniej wykryty nowotwór, tym większe szanse ma chory na wyleczenie. Tylko że mało kto sam z siebie wykonuje profilaktycznie różne badania, które mogłyby ukazać nieprawidłowości w organizmie. Duże znaczenie wobec tego ma obserwowanie organizmu i odpowiednie reagowanie, gdy pojawiają się niepokojące sygnały. Czy można je odpowiednio wcześnie wyłapać, bez przesadnego wsłuchiwania się w pracę całego organizmu? Okazuje się, że w wielu przypadkach tak.

Specjaliści z Uniwersytetu Keele określili i opisali w „British Journal of General Practice”, osiem najbardziej charakterystycznych objawów nowotworów. Zespół dr. Marka Shapleya przeprowadził szczegółową analizę 25 badań prowadzonych w Wielkiej Brytanii, USA, Holandii, Belgii, Australii, Danii i Niemczech. Na tej podstawie określono symptomy, które oznaczają co najmniej 5-procentowe ryzyko choroby nowotworowej.

Fot. iStock /mashuk

Fot. iStock /mashuk

 

Dzięki zaobserwowaniu u siebie wytypowanych objawów można przyspieszyć diagnozę i rozpoczęcie leczenia.

Nowotwory – podstępne i niebezpieczne

Nowotwór jest nieprawidłową tkanką powstającą z jednej „nieprawidłowej” komórki organizmu. Rozrasta się ona z powodu niekontrolowanych podziałów komórek, połączonych z jednoczesnym zaburzeniem różnicowania się powstających komórek. Organizm traci kontrolę nad tym procesem, a nowotwory rozwijają się tylko w tkankach, których komórki posiadają zdolność do rozmnażania. Z tego powodu, mogą w trakcie rozwoju choroby, pojawiać się przerzuty, nawet w odleglejszych organach ciała, niszcząc je.

Sygnały ostrzegawcze, których nie wolno lekceważyć:

  • Trudności w przełykaniu i chrypka mogą świadczyć o zachorowaniu na raka przełyku.
  • Kaszel, szczególnie gdy towarzyszy mu odkasływanie krwi raka płuc.
  • Ciemno zabarwiony krwią mocz rzuca podejrzenie na jeden z nowotworów urologicznych.
  • Krwawienie z odbytu, zwłaszcza w grupie osób po 60. roku życia, może być objawem rozwijającej się choroby jelita grubego. O tej samej chorobie może również świadczyć niedokrwistość z niedoborem żelaza, którą wykrywa się podczas badania krwi.
  • Krwawienia z dróg rodnych, szczególnie u pań po okresie menopauzy mogą oznaczać jeden z nowotworów ginekologicznych.
  • Stwardnienia i guzki, zmiany kształtu piersi bywają symptomem nowotworu piersi.
  • Stwardnienia i guzy wyczuwalne na prostacie, świadczą często o nowotworze tego organu.
Podczas obserwacji niepokojących objawów, należy wziąć pod uwagę również wiek. Młodsze osoby mają mniejsze szanse na zachorowanie na dany typ nowotworu, co nie znaczy, że są zupełnie bezpieczne i mogą odpuścić konsultację lekarską, gdy coś ich niepokoi.
Badania wskazują, że w grupie osób przed ukończeniem 55. roku życia, mocno niepokojące powinny być przede wszystkim zmiany w obrębie piersi i prostaty. Objawy ze strony tych organów „przekroczyły” próg 5-proc. zagrożenia – czyli jeden na 20 przypadków wystąpienia objawów to rzeczywiście rak. Specjaliści komentują, że w przypadku 21-letniej kobiety anemia prawie na pewno nie jest związana z rakiem, natomiast w przypadku 60-letniego mężczyzny należy zwrócić na nią szczególną uwagę.
Niestety, nawet z takimi wskazówkami zadanie jest utrudnione, ponieważ wyodrębniono ponad 200 różnych typów raka, które dają różne objawy.

źródło: www.rp.plonkologia.mp.pl


Zdrowie

500 plus: realistki nie idiotki. Matki nie są leniwe ani głupie

Joanna Ćwiek
Joanna Ćwiek
9 września 2016
500 plus: realistki nie idiotki. Matki nie są leniwe ani głupie
Fot. iStock / AleksandarNakic
 

230 tys. matek rzuci pracę z powodu dopłaty w ramach „500 plus” – krzyczą serwisy internetowe (w tym nasz). I gazety. I telewizja. Rozdali ponad 4 mld zł z pieniędzy podatników i proszę, już nie opłaca się jednej z drugą pracować. Leserstwo, patologia, popijanie taniego wina i oglądanie brazylijskiej telenoweli. Podobno już nawet nie strzygą się same, tylko chodzą do fryzjera.

Słucham tego i szlag mnie trafia. Bo przecież te kobiety nie dlatego zrezygnowały z pracy, bo dostały 500 zł czy więcej. Tylko dlatego, że tak bardzo źle zarabiały. I mając dochody na poziomie 1350 zł na troje dzieci, człowiekowi jest naprawdę wszystko jedno, kto wesprze go jałmużną. I tak na życie nie wystarczy.

Po kolei. Dane za drugi kwartał pokazują, że obecnie pracuje  ponad 7 mln kobiet. 230 tys.  to zaledwie kilka procent.

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że trzy czwarte dałoby się namówić do pozostania w firmie. Za lepszą kasę.

Od lat dane OECD pokazują, że Polacy harują jak woły. Przeciętnie spędzamy w pracy 1918 godzin. Dłużej od nas w Unii Europejskiej pracują tylko Grecy – 2037 godzin. Średnia dla krajów OECD wynosi 1770 godzin rocznie.

Chcecie mi wmówić, że tyle pracują wyłącznie mężczyźni? Albo że średnią zawyżają przedsiębiorcy?

Fakt, nasz rodzimy GUS wylicza, że panowie spędzają tygodniowo  w pracy godzinę więcej niż panie, a właściciele firm pracują w tygodniu o 10 godzin więcej. Ale w grupie pracowników jest też sporo kobiet. Pracowitych, a nie wyciągających ręce po zasiłek. Zasuwających jak mrówki na stanowiskach średniego i niższego szczebla. Za grosze. Za minimalną. Za płacę o 16,3 proc. (Eurostat) niższą niż mężczyźni.

Jeśli przepisy o najniższej krajowej nie pozwalają płacić im mniej, dostają umowę cywilnoprawną zwaną dumnie kontraktem. Po cichu śmieciówką. Ona nie daje im ani ochrony wynagrodzenia, ani urlopu, ani nic.

Kogoś dziwi, że rezygnują z takiej pracy?

Kobietki nie są idiotkami. Są realistkami. I choć przez lata udawały, że nie widzą, jak są robione w balona, to nie znaczy, że o tym NIE WIEDZIAŁY. Tylko nie mogły nic z tym zrobić. Stały pod ścianą, bo trzeba dziecku kupić jedzenie, kapcie do szkoły i buty na zimę.

500 plus dało im teraz to zaplecze i siłę, żeby mogły pokazać rolującym je pracodawcom środkowy palec.

Nam nieodparte wrażenie, że najgłośniej w sprawie porzucania pracy przez kobiety krzyczą przedsiębiorcy. Wcale im się nie dziwię. Mam w domu 12 okien. Gdybym miała kogoś, kto niemal za darmo by mi to ogarnął, to korzystałabym z tego chętnie. I narzekałabym, gdyby z tej roboty zrezygnował.

Prowadzenie biznesu wymaga planowania. Zdaję sobie sprawę z tego, że firma ma podpisane kontrakty i odejście połowy załogi oznacza, że będzie problem z jego wykonaniem. Cóż, współczujemy. Ale jak się ma firmę, to trzeba ponieść ryzyko biznesowe. Właśnie za tę odpowiedzialność przedsiębiorcy zarabiają cztery – pięć razy więcej niż ich pracownicy.

Tak wiem, wiem…koszty pracy zjadają zyski. Są tak drastycznie wysokie, że niemal się na biznesie nie zarabia. Ba, praktycznie cały czas się dokłada. Znam takich przedsiębiorców, którzy od dziesięciu lat tłumaczą, jak dokładają do biznesu. Wiecie co? Chciałabym mieć taką studnię bez dna, z której mogłabym ciągle dosypywać do nierentownego biznesu.

Na marginesie…ze statystyk Międzynarodowej Organizacji Pracy wynika, że godzina pracy w Polsce kosztuje 8.3 dolara. Dla porównania w Szwajcarii 58 dolarów. Wyższe koszty pracy pracy są także na Węgrzech, w Estonii, Czechach i na Słowacji. Hmmm, ciekawe skąd  ten płacz, że tak w Polsce drogo… I dlaczego tak chętnie przenosi się biznes do Polski?

Biznes musi się opłacać. Jak się nie opłaca, to się go zamyka. Koniec kropka.

Z punktu widzenia biznesu 500 plus pojawiło się w najgorszym z możliwych momentów. Gospodarka po kilku latach kryzysu ruszyła, bezrobocie spada na łeb na szyję, potrzeba coraz więcej ludzi do pracy bo zamówień przybywa. I pojawił się strach, że nie będzie komu tego wykonać. „Nie ma chętnych do pracy” – płaczą przedsiębiorcy. „Gospodarka na tym straci” – grzmią ekonomiści. Wszyscy tylko zapominają dodać, że nie ma chętnych pracowników za te pieniądze, które oferują. Czy ktoś może mi rozsądnie wytłumaczyć, dlaczego w czasach, gdy firmie przybywa zleceń a zyski firm rosną, tak trudno podnieść pensję z najniższej krajowej do chociażby 2 tys. na rękę. Tak, by się opłacało przyjść do pracy?  500 zł podwyżki jest tak zabójcze dla firm?

Może problem w tym, że Polska potrafi konkurować wyłącznie tanią siłą roboczą. Dać łopatę, wycisnąć pracownika jak cytrynę, rzucić ochłapy na koniec miesiąca. Ale tak się dalej nie da, bo ludzi jest coraz mniej. By firma była konkurencyjna, trzeba zainwestować w nowe technologie, lepszą organizację, atmosferę w firmie, by się chciało wypruwać flaki dla rozwoju, a nie tylko odliczać godziny do końca szychty.

Mam propozycje: zatrudnijcie na wyższych stanowiskach te absolwentki uniwersytetów, tych niepotrzebnych nikomu humanistycznych kierunków, które dziś z lubością stawiacie przy taśmie produkcyjnej. Myśleć i kalkulować to one potrafią. Zobaczycie, czy się da inaczej.

Nie zgadzam się także z tym, że 500 plus odsunie kobiety z rynku pracy i wrzuci je w czarną dziurę. Nie podoba mi się także ubolewanie, jak to za dziesięć lat zostaną z niczym.

Po pierwsze, jeśli jest to lekarka, informatyczka czy księgowa, to na pewno kilka lat poza rynkiem może być okresem zbyt długim, by dało się nadrobić zaległości. Tyle, że  one raczej nie rezygnują z pracy dla pięciu stów.

Ale czy naprawdę pani pracująca w pieczarkarni, pakująca cukierki w sreberka czy perfumy w kartoniki posiada taką tajemną wiedzę, że straci ona na aktualności? I za 10 lat nie znajdzie pracy? Pewnie, że nie znajdzie, bo będzie już „za stara”. Ale gdyby przez te dziesięć lat zasuwała przy pieczarkach, to też by ją wywalili, bo „za stara.” Albo kręgosłup by jej wysiadł.

Znam też nauczycielkę, która po 20 latach przerwy zawodowej związanej z wychowaniem dzieci wróciła na rynek. Udziela korepetycji z fizyki. Cóż, zasady dynamiki Newtona, prawo Archimedesa czy Ohma jakoś się nie zestarzały.

Dlatego uważam, że obecna rezygnacja z pracy kobiet może paradoksalnie poprawić ich sytuację na rynku. W czasach, gdy brakuje pracowników postawieni pod ścianą przedsiębiorcy są zmuszeni sięgać po tzw. niewykorzystane zasoby pracy. To właśnie kobiety, niepełnosprawni, osoby po pięćdziesiątym roku życia czy byli więźniowie.  I w końcu przedsiębiorcy będą zmuszeni zaproponować kobietom takie warunki pracy, by im się opłacało wrócić. Niezależnie od tego, czy będzie 500 plus czy nie.

Słowem, czasem warto pokazać komuś faka.

P.S.1: Autorka prze kilka lat prowadziła swoją firmę.

P.S.2: Autorce nie przysługuje 500 plus.


Zdrowie

Mąż, to dla kobiety dodatkowe 7 godzin pracy! W domu on odpoczywa, ona przejmuje większość obowiązków

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 września 2016
Fot. iStock/SolStock

Jeśli jesteś zamężna i czujesz, że praca w domu zajmuje ci więcej czasu niż wtedy, kiedy byłaś singielką, to … nic dziwnego. Naukowcy właśnie potwierdzili: mąż to dla kobiety dodatkowe 7 godzin pracy w domu więcej.

Ostatnie badania dowodzą, że w kwestii podziału obowiązków domowych, od lat 60-tych ubiegłego wieku zmieniło się wcale nie tak dużo. To panie przejmują na siebie większość prac związanych z utrzymaniem czystości, organizacją domowego ogniska i życia rodzinnego.

Nowe badania z Uniwersytetu w Michigan pokazują wyraźnie, że posiadanie męża to dla pań aż siedem godzin dodatkowej pracy w domu tygodniowo (łącznie praca w domu zajmuje nam 24 godziny tygodniowo, naszym mężom – 12). Za to w przypadku panów jest oczywiście odwrotnie. Stan „żonaty” gwarantuje im oszczędność kilku godzin w tygodniu, które do tej pory musieli poświęcić na samotne wywiązywanie się z domowych obowiązków.

Schemat jest od lat taki sam. Podczas gdy ona, wpadając w sidła wielozadaniowości, stara się „zrobić wszystko” i w pracy i w domu, on koncentruje się głównie na pracy poza domem. W domu odpoczywa.

Cóż, drogie panie, może najwyższa pora zaoszczędzić trochę czasu i odzyskać nasze cenne 7 godzin? 😉


Źródło: Huffington Post


Zobacz także

13 przyczyn bólu pleców w dolnym odcinku, które mogą cię zaskoczyć

Za co kochamy lody? Są pyszne i orzeźwiające a także dietetyczne, o ile to lody jogurtowe

Dla mnie najgorsza nie jest śmierć, tylko to, co długo przed nią. Trudna ta miłość, przyjmując ją, obierasz komuś szansę na zwyczajne życie