Dieta Zdrowie

Rambutan – co warto o nim wiedzieć i jak jeść ten włochaty owoc?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
31 grudnia 2021
Rambutan
For. iStock
 

Rambutan (jagodzian rambutan) to owoc, który można określić mianem włochatego liczi. Są to jednak dwa różne owoce, choć zdaniem wielu o zbliżonym smaku. Szczególnie doceniany jest on w krajach azjatyckich, skąd pochodzi, ale jego popularność na Zachodzie rośnie. Warto wiedzieć, czym jest rambutan, jak odróżnić go od liczi i jakie właściwości dla zdrowia skrywa pod skórką z miękkimi włoskami.

Rambutan — włochaty owoc

Rambutan to określenie owocu drzewa o tej samej nazwie, które uprawiane jest głównie przede wszystkim w państwach Dalekiego Wschodu oraz w części Azji. Jest łatwy do odróżnienia od innych owoców ze względu na swoje charakterystyczne, miękkie i gęste włoski, które pokrywają jego skórkę. Owoce rambutanu osiągają średnicę ok. 3-5 centymetrów, najczęściej przybierają czerwony kolor, a rzadziej ciemnoróżowy albo żółty. Pod skórką znajduje się jadalny, soczysty, biały miąższ otaczający nasiono. Owoce rambutanu pojawiają się na drzewie najczęściej dwa razy do roku, w okolicy czerwca oraz grudnia.

Rambutan

Fot. iStock/Rambutan

Jak smakuje rambutan?

To, jak smakuje rambutan, ciekawi, szczególnie w porównaniu do smaku liczi. Można spotkać się z opinią, że smak rambutanu i liczi jest podobny, ze względu na słodki i jednocześnie nieco kwaskowaty charakter. Można także spotkać się z opiniami, że smak rambutanu jest bliższy smakowi winogron lub śliwki. Jadalny miąższ jest aromatyczny i bardzo soczysty. Także nasiona rambutanu nadają się do jedzenia, choć najpierw należy poddać je obróbce termicznej. Natomiast należy uważać na włochatą skórkę, która jest niejadalna, a nawet może zaszkodzić po spożyciu, ze względu na obecność w niej saponin wykazujących właściwości piorące.

Rambutan a liczi

Mimo sporego podobieństwa w wyglądzie i smaku trudno pomylić rambutan i liczi. Liczi otoczone jest twardawą skorupką, z kolei rambutan ma cieńszą skórkę. Dodatkowa różnica polega na tym, że liczi posiada niewielkie kolce na skórce, natomiast rambutan dość długie, miękkie włoski, miękkie. Mniej istotna różnica polega na tym, że nasiono liczi jest ciemniejsze, niż nasiono rambutanu.

Właściwości owoców rambutanu

Rambutan to bardzo soczysty owoc, który głównie składa się z wody, dlatego dobrze nawadnia organizm. Ponadto dostarcza wiele wartościowych składników mineralnych i witamin. W miąższu rambutanu kryje się błonnik, witamina B12 i witamina C. Już 100 g rambutanu pokrywa ponad 60% dziennego zapotrzebowania na witaminę C, będącej silnym antyutleniaczem. Dzięki temu owoc ten wzmacnia odporność i stanowi wartościowy element profilaktyki nowotworowej. Witamina C ponadto wzmacnia także naczynia krwionośne, oraz potrzebna jest do produkcji kolagenu w skórze, dzięki czemu hamuje procesy starzenia się skóry.

Rambutan

Fot. iStock/Rambutan

Rambutan dostarcza również miedź, mangan, magnez i potas, które poprawiają pracę mózgu i wspierają funkcjonowanie układu nerwowego. Ponadto: miedź  zwiększa odporność i hamuje rozwój bakterii; mangan wzmacnia kości; magnez jest konieczny do przemian zachodzących w komórkach organizmu; a potas odpowiada za prawidłową pracę mięśni. Owoce rambutanu dostarczają również żelazo, konieczne dla zdrowej krwi, oraz wapń stanowi podstawę mocnych kości i zębów. W 100 g miąższu rambutan dostarcza ok. 70 kcal.

Nasiona rambutanu

Podgotowane lub podprażone nasiona rambutanu stanowią źródło zdrowych tłuszczów (kwasu arachidowego i kwasu oleinowego). Nasiona można zasadzić w doniczce i wyhodować z nich roślinę, która będzie rosła w odpowiednich warunkach, czyli przy zapewnieniu wysokiej temperatury (27-30ºC) i wilgotności, oraz dużej ilości słońca.

Jak jeść rambutan?

Aby zjeść miąższ rambutanu, trzeba go wydobyć spod skórki. Czubek ostrego nożyka wbij nieco w skórkę, natnij ją dookoła i oddziel od miąższu. Samo oddzielenie skórki od miąższu nie przysparza problemów, za to już oddzielenie miąższu od pestki może być bardziej kłopotliwe.

Rambutan

Fot. iStock/Rambutan

Jak jeść rambutan? Miąższ najlepiej jeść na surowo, dodając do deserów, sałatek owocowych (szczególnie w połączeniu z ananasem i melonem), smoothies, koktajli i przetworów. Wybierając owoce warto zwrócić uwagę na kolor — powinien być intensywny, oraz włoski — jeśli będę powiędłe lub suche, oznacza to, że rambutan jest nieco za długo przechowywany. Aby rambutan zachował świeżość przez dłuższy czas, należy przechowywać go w lodówce. Oprócz świeżych owoców, które niełatwo jeszcze dostać w sklepach, częściej dostępne są również owoce w syropie.


źródło: zdrowie.tvn.pl, www.ekologia.pl 

Dieta Zdrowie

Jak dbać o suche włosy?

Redakcja
Redakcja
31 grudnia 2021
 

Suche, puszące czy łamiące się włosy potrafią być przykrym utrapieniem. Jednak właściwa pielęgnacja i odżywienie może pomóc w ich ujarzmieniu. Jak dbać o suche włosy, jakie kosmetyki stosować? Czy warto korzystać z domowych zabiegów na włosy? Przekonaj się, jakie działania mogą pomóc w zapewnieniu sobie pięknej naturalnej fryzury bez przesuszonych włosów.

Regularna delikatna pielęgnacja to podstawa

Przyczyny suchych włosów mogą być zróżnicowane, jednak u podstaw przeciwdziałania takiemu stanowi leży delikatna, regularna i odpowiednio dobrana pielęgnacja. Składają się na nią co do zasady:

  • oczyszczanie,
  • nawilżanie i odżywianie,
  • zabezpieczanie przed niekorzystnymi czynnikami i przeciwdziałanie ich skutkom.

Aby zadbać odpowiednio o suche włosy, naturalna wydaje się odżywka humektantowa, czyli nawilżająca. Jednak musi być ona użyta we właściwy sposób, z zachowaniem równowagi z odżywkami proteinowymi i emolientami.

Metoda OMO i równowaga PEH

Dużo osób decyduje się na stosowanie tak zwanej metody OMO przy suchych włosach. Dzieli ona proces mycia włosów na trzy etapy:

  1. Odżywka – wiążąca wilgoć wewnątrz włosów, zabezpieczenie, odżywienie.
  2. Mycie – szamponem przede wszystkim skóry głowy.
  3. Odżywka – odżywienie, wygładzenie włosów.

Ważne jest, aby zachować odpowiednią równowagę w doborze kosmetyków, aby nie stosować odżywek humektanowych w nadmiarze, zapominając na przykład o emolientach czy odżywianiu proteinowym. To właśnie wspomniana równowaga PEH.

Nawilżenie i odżywienie skóry głowy

O kondycji włosów w dużej mierze decyduje kondycja skóry, dlatego ważne jest zadbanie również o nią. Nawilżenie odżywką humektanową działa przede wszystkim na strukturę włosa, natomiast działania na skórze mogą wspomóc w poprawie stanu nowo wyrastających włosów. Można stosować masaże, delikatne peelingi, a także inne odpowiednio dobrane kosmetyki.

Odżywiaj cebulki włosów także „od środka”!

Warto zdawać sobie sprawę, że suche, łamiące się czy wypadające włosy mogą być spowodowane brakami istotnych witamin i mikroelementów w diecie. Dlatego ważne jest właściwe odżywianie, często uzupełnione suplementacją. Wpływ na stan skóry, włosów i paznokci mogą mieć:

  • witaminy z grupy B, w tym biotyna, ryboflawina, foliany i kwas pantotenowy,
  • krzem, cynk, miedź i siarka,
  • witamina A, E, H, D.

Warto zadbać o zdrową dietę, a także odpowiednie nawodnienie organizmu.

Ogranicz farbowanie i stylizację do minimum

Dbanie o suche włosy powinno wiązać się także z ich delikatnym traktowaniem. Wiele rodzajów farb do włosów może je przesuszać, podobnie jak kosmetyki do stylizacji czy trwałej ondulacji. Jeżeli starasz się poprawić kondycję swoich włosów, zrezygnuj z przeciążania włosów, postaw przynajmniej na jakiś czas na bardziej naturalne fryzury. Jeżeli niektóre zabiegi uważasz za konieczne, pamiętaj o nawilżaniu i zabezpieczaniu włosów, na przykład dzięki właściwemu użyciu odżywek humektanowych, proteinowych oraz emolientów.

Pielęgnacja suchych włosów – co jeszcze trzeba wiedzieć?

Chcesz wiedzieć więcej o dbaniu o suche włosy? Sprawdź fachowe porady, inspiracje i inne rzetelne informacje na portalu https://dbam-o-siebie.pl/. Znajdziesz tam wszystko, co warto wiedzieć o zdrowym stylu życia i dbaniu o siebie. Poznaj tajniki urody i poczuj moc kompleksowej pielęgnacji.


Dieta Zdrowie

Miłość w sylwestra? Cztery singielki, cztery szczęśliwe zakończenia

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
30 grudnia 2021
Fot. iStock/AzmanL

Myślicie, że to tylko w komediach romantycznych? Nic bardziej mylnego. To życie. Samo życie. Cztery bohaterki, czterech bohaterów. One: zdeklarowane singielki albo po trudnym związku, wkurzone, zmęczone, dwie z nich w ogóle nie chciały wyjść z domu 31 grudnia. Jedna znalazła miłość  za progiem swojego mieszkania.

Agata

Tydzień przed Wigilią rzucił mnie narzeczony, mieliśmy się pobrać w kolejne wakacje. Święta przeleżałam w łóżku, podobne plany miałam na sylwestra. Jednak popołudniu wpadła do mnie koleżanka, która też rozstała się z facetem. Przyniosła butelkę wiśniówki i rzuciła: „Chociaż się upijmy”. Szybko zorientowałyśmy się, że jedna butelka nam nie wystarczy. Już trochę wcięte poszłyśmy do pobliskiego supermarketu, gdzie ludzie robili ostatnie zakupy. Zachowywałyśmy się strasznie, głośno komentowałyśmy, że po co się bawić, jak widziałyśmy pary, zaczepiałyśmy je: „I tak się rozstaniecie, po co ta szopka, miłość nie istnieje”. Do koszyka wrzuciłyśmy kilka butelek kolorowej wódki i szampana.

„Nie przesadzacie?” – spytał facet, który stał przed nami do kasy. On chyba chciał zażartować, ale ja się wściekłam. Zaczęłam krzyczeć na niego, że to kompletne chamstwo tak kogoś zaczepiać. „Bo wy nie jesteście chamskie” mruknął i zaczął pakować swoje rzeczy do plecaka. Nawet nie patrząc na mnie, odwrócił się i zaczął wychodzić. Pobiegłam za nim „Jestem chamska, bo mam złamane serce! Też byś się tak zachowywał!”. „No akurat nie, bo też się z kimś rozstałem, nie jesteś jedyna” rzucił.

Zaczęliśmy rozmawiać, było zimno, więc w końcu spytał się, czy wpadniemy do knajpy, gdzie będzie tej nocy, nie musimy mieć zaproszenia, bo to knajpa jego kumpla. „Pewnie” odpowiedziałyśmy, miałyśmy się tylko ogarnąć i przebrać. W domu wpadłam w panikę, po co mamy iść, to absurd, to jakiś obcy koleś i na dodatek pewnie sfrustrowany, bo po rozstaniu.  Zaczęłam widzieć rzeczy, hmm, trzeźwo. To koleżanka niemal siłą mnie zaciągnęła na tę imprezę, chciała się zabawić. No i zabawiłyśmy się obie. Ja wyszłam za mąż za chłopaka z supermarketu rok później, ona za jego kumpla… dwa lata później.

Karolina

Od zawsze nienawidziłam Sylwestra, nie dlatego, że przeżyłam kiedyś coś nieprzyjemnego ostatniego dnia roku. Po prostu zabawa na życzenie wydawała mi się absurdalna. W 2015 roku byłam już dość długo sama, ale nie płakałam z tego powodu. Zajmowałam się karierą, w końcu, po latach odkładania, wzięłam kredyt i kupiłam mieszkanie. To miał być pierwszy Sylwester w nowym miejscu. Na początku chciałam nawet zrobić kameralną kolację dla przyjaciół, ale większość z nich planowała jechać w góry. Mnie też to proponowano, ale nie mogłam. Miesiąc wcześniej adoptowałam kotkę. Była jeszcze dzika i zalękniona. 31 grudnia rano sprzątałam na tarasie, zorientowałam się później, że zostawiłam otwarte drzwi. Przestraszyłam się, że zwierzak uciekł, szczególnie, że wołałam ją i nie reagowała– przewaliłam całe mieszkanie, kota nie było. Zdenerwowałam się, bo wokół wystrzeliwano petardy. Ubrałam się więc wyszłam jej szukać. Cały czas wołałam: „Tośka, Tośka, Tośka…”.

Sylwestrowa impreza

Fot. Materiały prasowe

 

„Zginęło pani dziecko?” zaczepił mnie na osiedlu mężczyzna.. „Nie, kot” zaśmiałam się. On też się zaśmiał, powiedział, że ma trochę czasu i mi pomoże, ale jego zdaniem kot cały czas jest w domu.

Też należał do teamu kociarzy i miał podobne zdarzenie ze swoim kocurem. Szukał go, jak wariat, a tymczasem futrzak siedział za szafą. „Dobra, chodźmy do mnie” mruknęłam. Po drodze okazało się, że facet mieszka w tej samej klatce i na tym samym piętrze. Też się niedawno wprowadził. I cóż, miał rację. Tośka siedziała ukryta za jednym z kartonów– nie mam pojęcia, jak mogłam jej wcześniej nie zauważyć. Dziś się czasem śmiejemy z moim facetem (tak, wciąż ma mieszkanie na tym samym piętrze – teraz je wynajmuje), że to przeznaczenie. Choć dzień później, jak opowiadałam tę sytuację przyjaciółce, krzyczała: „Jesteś nienormalna, przecież to mógł być morderca, który pod byle pretekstem chciał do ciebie wtargnąć”.

Dobrze, że nie byłam jednak ostrożna.

Ewa

Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, koleżanka wyciągała mnie na domówkę. Miałam jechać z chłopakiem, który mi się podobał i z którym czasem się spotykałam, ale on w ostatniej chwili odwołał. Byłam wściekła, podejrzewałam, że mnie wystawił, bo ma kogoś innego. Kiedy się denerwuję, nie lubię pić, postanowiłam pojechać na sylwestra własnym autem. Tamtego dnia byłam zmęczona, wcześniej spędziłam dzień u chorej babci, sprzątałam jej mieszkanie, robiłam obiad, potem jeszcze musiałam pracować. Byłam zdekoncentrowana i pewnie dlatego na światłach nie zauważyłam auta po prawej, które miało pierwszeństwo.

Fot. iStock / CoffeeAndMilk

 

Doszło do stłuczki, z hondy wyskoczył facet, machał rękami. Przyznam, że gdy go zobaczyłam, zamarłam. Straciłam język w gębie, zaczęło walić mi serce. Wyglądał, jak facet z mojego snu. Ideał. On później przyznał, że poczuł to samo.

Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam, zaczęłam go przepraszać, błagać, żeby nie wzywał policji, bo samochód jest na mojego tatę, który strasznie się wścieknie. Tłumaczyłam się, jak nastolatka. On nagle odpuścił, był bardzo miły, uspokajał mnie. Spisaliśmy umowę, wymieniliśmy się kontaktami. Kompletnie skołowana pojechałam na imprezę, bawiłam się średnio. O północy dostałam SMS: „Mam nadzieję, że już jest pani spokojna, w końcu wszystko zdarzyło się w zeszłym roku”. To był on, mężczyzna z hondy. Zaczęliśmy do siebie pisać, on był gdzieś ze znajomymi, ja gdzieś ze znajomymi. Każde z nas gdzieś się zamknęło, straciliśmy zainteresowanie resztą. Potem, nad ranem, jeszcze gadaliśmy przez telefon. A następnego dnia? Następnego dnia poszliśmy na randkę. Cała sytuacja miała miejsce 10 lat temu. I choć może nie jesteśmy idealnym związkiem, wciąż się kochamy. Mamy dwoje dzieci, właśnie budujemy dom.

Monika

300 kilometrów. Tyle musiałam przejechać, żeby dotrzeć na imprezę sylwestrową do mojej współlokatorki ze studiów. Byłam na święta w rodzinnym mieście, wstałam o piątej, żeby zdążyć na pociąg. Wsiadłyśmy do złego, w przeciwnym kierunku. Na szczęście udało się przesiąść. Jechałyśmy we dwie. Obie po serii idiotycznych związków. Z myślą: pijemy, bawimy się, zero chłopów. Do dziś nie mogę się nadziwić, że się na to zdecydowałam. Oprócz tego, że godzina zabójcza, podróż była tą z serii wysokiego ryzyka. Jechałyśmy do miasta, z którego pochodzili faceci – bohaterowie moich ostatnich trzech kompletnie idiotycznych związków. Mało? To ten sam krąg znajomych, co moja współlokatorka. Nie czarujmy się, pchałam się więc w paszczę lwa.

Fot. iStock/PeopleImages

 

No i oczywiście poznałam kolejnego z tego kręgu… Był jakiś taki wyniosły, przyszedł z misiem i twierdził, że wziął go po to, żeby mieć z kim pić, siedział na podłodze pod ścianą w pokoju, gdzie były tańce. Potem dowiedziałam się, że to ten M., o którym gadały koleżanki, jaki to playboy i bóg-wie-co. Przysiadłam się – idiotka – i zagadałam. Coś musiało pyknąć (choć kompletnie tego nie pamiętam), bo potem przez całą noc łaził za mną, żeby załapać się na seks. Odganiałam go, mówiąc: „Daj spokój, nic z tego nie będzie, nie jestem taka”. A on mędził: „Ale na chwilkę chociaż”. Ładna mi chwilka, bo jesteśmy już razem 18 lat i mamy nastoletnią córkę.

Zatem nici z postanowienia, że zero chłopa, a tymbardziej stamtąd.

spisała: Katarzyna Troszczyńska


Zobacz także

Problemy poniżej pasa? Nie jesteś sama. Najczęstsze dolegliwości układu moczowego [Pytania i odpowiedzi]

właściwości herbaty

Różne herbaty mają różne właściwości. Oto siedem najzdrowszych

Lubisz zasypiać w ramionach swojego partnera? Uważaj, to ryzykowne dla zdrowia, ratunkiem może być… pocałunek