Zdrowie Zioła

Majeranek – na trawienie, katar i nie tylko. Jakie właściwości dla zdrowia ma ta niepozorna przyprawa?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
26 kwietnia 2021
Majeranek - właściwości dla zdrowia, przeciwwskazania
Fot. iStock
 

Majeranek to aromatyczna przyprawa, którą warto dodawać do przygotowywanych dań nie tylko ze względu na smak, ale także usprawnienie procesu trawienia. To niepozorne ziele ma także kilka innych zalet, które sprawiają, że nie powinno zabraknąć go w kuchni. Kiedy warto sięgać po majeranek, i jakie są przeciwwskazania do stosowania tego zioła?

Majeranek (majeran ogrodowy kiełbaśnik, ziele kiełbasiane, lebiodka majeranek) to przyprawa, bez której trudno sobie wyobrazić polską kuchnię. To wieloletnie ziele pochodzi z rejonu Morza Śródziemnego, a jego uprawy można znaleźć w wielu miejscach na świecie. W Polsce bywa często uprawiany na działkach, jako roślina jednoroczna, nieprzekraczająca wysokości 40 cm.

Majeranek charakteryzuje się jasno-zieloną barwą, nieco korzennym, wyrazistym smakiem i silnym zapachem. Ziele majeranku często bywa mylone z oregano, choć różni je kolor kwiatów i czas kwitnienia, oraz zapach liści — majeranek wydziela nieco słodkawy zapach, natomiast oregano bardziej ostry.

Majeranek - właściwości dla zdrowia, przeciwwskazania

Fot. iStock

Majeranek — właściwości dla zdrowia 

Pod różnymi postaciami majeranek (ziele, napar, olejek, maść) może być stosowany celem łagodzenia różnych dolegliwości. Można w nim znaleźć wiele ważnych dla zdrowia substancji. W majeranku znajdują się: witamina A, witaminy z grupy B, witamina C i K, a także minerały: fosfor, potas, wapń, żelazo, magnez. Ponadto nie brakuje w nim  cennych antyutleniaczy, takich jak karwakrol, eugenol, kwas ursolowy. W olejku eterycznym nadającym majerankowi charakterystycznym smak i zapach znajdziemy m.in. terpinen, terpinenol, terpineol oraz borneol.

Majeranek na trawienie

Majeranek jest ziołem zalecanym jako dodatek do potraw ułatwiający trawienie. Ma on właściwości żółciopędne i zwiększające wydzielanie soków trawiennych. Jako przyprawę warto dodawać go do ciężkich zup, potraw z fasoli i kapusty, tłustego mięsa. Stosowanie majeranku polecane jest przy niestrawności i przy nieżycie żołądka. Ponadto badania wykazały, że majeranek ma działanie hamujące powstawanie wrzodów i ochronne dla śluzu w przewodzie pokarmowym W diecie niskosodowej zaleca się go jako naturalny zamiennik soli.

Majeranek na zatoki i katar 

Maść majerankowa stosowana na skórę tuż pod dziurkami od nosa łagodzi i przyspiesza leczenie symptomów kataru, dzięki zdolności do zmniejszania obrzęków, rozrzedzania śluzu zalegającego w nosie i zatokach. Dzieje się tak za sprawą olejku eterycznego, który wykazuje działanie lekko rozgrzewające i wzmacniające ściany naczyń krwionośnych.

Fot. iStock

Wykazuje działanie antybakteryjne

Działanie bakteriobójcze i grzybobójcze majeranku szczególnie sprawdza się w zwalczaniu drobnoustrojów takich jak np.: Moraxella, Aspergillus, Pseudomonas aeruginosa, Salmonella poona, Escherichia coli, Fusarium solani i dermatofity (grzyby wywołujące infekcje skóry i paznokci). Olejek eteryczny wykazuje działanie silniejsze niż suszone ziele.

Majeranek na przeziębienie i kaszel

Ziele majeranku wykazuje działanie antybakteryjne i przeciwzapalne, które wpływa na skrócenie czasu trwania infekcji. Inhalacje z majeranku przy użyciu olejku eterycznego zaleca się pomocniczo w objawach przeziębienia.

Majeranek dla zdrowego serca

Majeranek wykazuje działanie przeciwpłytkowe, dodatkowo zapobiega hamowaniu produkcji tlenku azotu i utleniania lipidów w tkankach serca, więc jest korzystny w profilaktyce chorób układu krążenia i zaburzeń rytmu mięśnia sercowego. W badaniach przeprowadzonych na szczurach stwierdzono, że majeranek wpływa na zmniejszenie stresu oksydacyjnego po zawale serca.

Działanie antyoksydacyjne majeranku

W majeranku obecne są związki fenolowe, które są substancjami biologicznie czynnymi, chroniącymi organizm przed szkodliwymi wolnymi rodnikami. Dzięki temu obecność ziela majeranku w diecie może wpływać na ochronę komórek organizmu przed uszkodzeniami i rozwojem nowotworu. Szczególne znaczenie mogą mieć hesperetyna i hydrochinon, które mogą hamować cykl rozwoju komórek nowotworowych.

Majeranek - właściwości dla zdrowia, przeciwwskazania

Fot. iStock

Majeranek dla zdrowej skóry i oczu 

Ponieważ ziele majeranku zawiera substancje niszczące grzyby wywołujące infekcje skóry, można stosować w ich przypadku do kąpieli napar z majeranku. Można nim także przemywać trudno gojące się rany i owrzodzenia skóry. W medycynie ludowej napar z suszonego majeranku zalecany jest do przemywania oczu w przypadku zapalenia spojówek i świądu w przebiegu alergii.

Przeciwwskazania do stosowania majeranku

Majeranek wykazuje wartościowe działanie dla zdrowia, ale stosowany w nadmiarze może szkodzić na układ nerwowy. Może także uczulać, co częściej się dzieje w przypadku maści majerankowej, której zbyt częste stosowanie może powodować zmiany pigmentacyjne na skórze. Pod wpływem promieni słonecznych może dochodzić do podrażnień skóry.


źródło:  dietetycy.org.pl, www.poradnikzdrowie.pl 


Zdrowie Zioła

Niedoceniane szproty. Chcesz być zdrowy? Jedz je!

Redakcja
Redakcja
26 kwietnia 2021
szproty
Fot. Materiały prasowe
 

Wiele osób regularne spożywanie ryb morskich uzależnia od ich dostępności lub ceny. Tymczasem, okazuje się, że zdrowie na talerzu jest na wyciągnięcie ręki, w dodatku na każdą kieszeń. Bogactwo smaku i walorów odżywczych w postaci cennych kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6 znajdziemy w małych, niepozornych szprotach. Dlaczego warto wprowadzić je do codziennej diety?

Zbilansowana dieta to taka, która zakłada jedzenie ryb co najmniej dwa-trzy razy w tygodniu. Dietetycy są zgodni co do tego, by na stałe włączyć je do jadłospisu – zwłaszcza morskie, które są nieocenionym źródłem m.in. łatwo przyswajalnego białka i kwasów tłuszczowych.

Tyle dobra w tak małej rybie

W szprotach kryje się całe bogactwo wartości odżywczych. Są to małe (szproty z połowów bałtyckich mają w większości rozmiar od 10 do 13 cm i wagę od 7 do 14 g.), słonowodne, stosunkowo tłuste ryby, zawarte w nich białko jest lekkostrawne. Zawierają cenne dla zdrowia witaminy, wapń oraz selen. W 100 g tej ryby znajduje się dodatkowo ok. 1,4 g kwasów omega-3. Już 30-40 g mięsa tej ryby pozwala zaspokoić ich dzienne zapotrzebowanie u dorosłego człowieka. Kwasy tłuszczowe omega-3 (takie jak EPA i DHA) są niezbędne m.in. do zwalczania wszelkich stanów zapalnych w organizmie. Dodatkowo odgrywają one ważną rolę w walce z chorobami układu krążenia – rozkładają zły cholesterol i zmniejszają ciśnienie krwi, zapewniając tym samym prawidłową pracę serca. Ostatnie badania wykazały także silną korelację pomiędzy kwasami omega-3, a brakiem skłonności do stanów depresyjnych, w wyniku czego mogą zapobiegać zaburzeniom nastroju. W szprotach znajdziemy także dużo witaminy B12, biorącej udział w procesie budowy kości i chroniącą przed osteoporozą, a także witaminę słońca, czyli witaminę D, którą – w naszej strefie klimatycznej – powinniśmy suplementować przez cały rok. Niedobór obu witamin jest bardzo groźny dla zdrowia, ponieważ może skutkować problemami z układem krążenia lub układem nerwowym. Dodatkowo, osoby, które cierpią na niedobór witaminy D, mogą być bardziej podatne na depresję, cukrzycę typu 1, nadciśnienie, a także bóle kości i bóle stawowe. Szproty mają również niewątpliwą przewagę nad innymi rybami – niemal w ogóle nie kumulują rtęci, dzięki czemu mogą być bez obaw spożywane przez dzieci oraz kobiety w ciąży, czy karmiące.

Regularne jedzenie szprotów pomaga również zwiększyć spalanie tłuszczu, poprawia pracę mózgu, kondycję skóry oraz – uniemożliwiając rozwój zwyrodnienia plamki żółtej (AMD) – doskonale wspiera także wzrok.

Surowe i wędzone szproty w codziennej diecie

Szproty są bardzo wdzięcznym i niewymagającym specjalnej obróbki, produktem spożywczym. Nie trzeba wyjątkowych umiejętności kulinarnych, by je przyrządzić. Najprostszym i najsmaczniejszym sposobem na przygotowanie szprot jest usmażenie ich na odrobinie oliwy z dodatkiem czosnku, natki pietruszki oraz skropienie sokiem z cytryny. Popularną i smakowitą przekąską na drugie śniadanie jest także wędzony szprot na kromce świeżego chleba z wiejskim masłem lub przygotowana z niego pasta, z dodatkiem drobno posiekanej cebuli, ugotowanego jaja i łyżki majonezu. Wędzone szproty doskonale sprawdzą się także jako dodatek do obiadowego dania z makaronem.

Wojciech Sawicki specjalista ds. bezpieczeństwa żywności, WNoŻiR, ZUT w Szczecinie poleca także ryby w puszce – „Odpowiednia technologia produkcji konserw rybnych pozwala całkowicie wykorzystać substancje odżywcze ryb oraz pozostawić je w produkcie w jak najmniej zmienionym stanie. Wartość odżywcza szprotów w puszce nie zmniejsza się w trakcie procesu przetwórczego, a także w czasie ich opakowywania. Po procesie sterylizacji w gotowym produkcie pozostają drogocenne kwasy tłuszczowe i około 70 proc. początkowej zawartości witamin.” Co istotne przy produkcji konserw rybnych nie stosuje się konserwantów, ani substancji ulepszających, ponieważ już sam proces sterylizacji przedłuża termin przydatności produktu.

Mięso szprotów jest delikatne, białe i soczyste, o charakterystycznym, wyrazistym smaku. To świetny sposób na urozmaicenie codziennego jadłospisu i wzbogacenie go w niezbędne źródła witamin, minerałów i składników odżywczych. Co ciekawe, połowy szprota (zaraz obok połowów śledzia i dorsza), należą do największych na Morzu Bałtyckim. Podobnie jak śledź, szprot zajmuje niskie ogniwo łańcucha pokarmowego. Dzięki temu poławianie tej ryby może odbywać się ekologicznie, bez ryzyka niszczenia zasobów morskich. Kołobrzeska Grupa Producentów Ryb, inicjator edukacyjnej akcji Naturalnie Bałtyckie, promującej polskie rybołówstwo oraz świadome spożycie ryb bałtyckich, w ramach ochrony ryb i ekosystemu Morza Bałtyckiego ubiega się o certyfikat Zrównoważonego Rybołówstwa MSC na szprota, który będzie potwierdzeniem, iż jego połowy odbywają się w sposób zrównoważony dla środowiska naturalnego.

Przepisy teamu Naturalnie Bałtyckie:

Szprotki z plackiem z kiszonej kapusty z domową śmietaną, czerwoną cebulą i dymką – przepis Wita Szychowskiego (Pan Tasak)

szproty

Fot. Materiały prasowe

Składniki

  • 6 sztuk szprota bałtyckiego
  • 60 gr przesiekanej kapusty kiszonej
  • 10 gr marchwi startej na grubych oczkach
  • 10 gr cebuli posiekanej w małą kostkę
  • 1 łyżka czerwonej cebuli posiekanej w kostkę
  • 1 jajko
  • 15 gr mąki uniwersalnej
  • 200 gr śmietanki 30-36%
  • 3-4 łyżki maślanki
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 łyżka pokrojonej dymki

Domowa śmietana:

W słoiku mieszamy śmietankę z maślanką i pozostawiamy na 24h w pokojowej temperaturze. Po tym czasie dodajemy sok z cytryny, dokładnie mieszamy i chowamy do lodówki na kolejne 24h. Po tym czasie śmietana zgęstnieje, a okres jej przydatności to ok. 1,5 tygodnia.

Danie:

  1. W misce mieszamy kiszoną kapustę, marchewkę i cebulę. Wbijamy jajko, dodajemy pół łyżeczki soli i mieszamy. Dodajemy mąkę, starannie mieszamy i odstawiamy na chwilkę. Jeśli ciasto jest za luźne dodajemy odrobinę mąki.
  2. Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy placka z obu stron na złoty kolor. Po smażeniu przekładamy placka na papier w celu odsączenia oleju.
  3. Ponownie wlewamy na patelnie olej i jak będzie bardzo gorący smażymy nasze szprotki z obu stron na złoty kolor, delikatnie solimy. Rozcieramy w misce śmietanę, kładziemy placek a na niego szprotki. Posypujemy dymką i czerwoną cebulą.

Mini tarty z ciasta francuskiego z porem, szpinakiem, szprotkami i pomidorkami – przepis Justyny Ratajczak z TysiaGotuje.pl

szproty

Fot. Materiały prasowe

Składniki

  • 1 płat gotowego ciasta francuskiego
  • 12 świeżych lub wypatroszonych szprotek
  • 1 biała część pora
  • 2 garście świeżego szpinaku
  • 2 papryczki chilli
  • 10 pomidorków koktajlowych
  • 50 g mascarpone
  • 50 g sera pleśniowego
  • 2 jajka
  • 3 łyżki kwaśnej śmietany 12%
  • 1 łyżeczka masła klarowanego
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • pieprz, sól do smaku
  • 1 rozbełtane jajko do posmarowania ciasta
  • cząstki cytryny
  • natka pietruszki
  • sos ziołowy lub sos czosnkowy
  1. Ryby czyścimy – patroszymy, odcinamy głowę i wyjmujemy kręgosłup. Płuczemy pod zimną wodą i osuszamy papierowym ręcznikiem.
  2. Ciasto francuskie dzielimy na 3 – 4 równe części. Boki ciasta zagniatamy do środka, tworząc wyższy rant, dociskamy lekko widelcem (patrz zdjęcie). Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
  3. Na patelni rozgrzewamy masło klarowane i przekładam białą część pora posiekaną w talarki. Chwilę podsmażamy, następnie dodajemy posiekaną papryczkę chili i świeży szpinak. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem, sokiem z cytryny. Odparowujemy nadmiar wody. Kolejno dodajemy mascarpone i mieszając podgrzewamy, aż serek rozpuści się i połączy z warzywami.
  4. Farsz wykładamy cienką warstwą na ciasto francuskie. Na farsz wykładamy szprotki i pomidorki koktajlowe pokrojone na plasterki.
  5. Jajka roztrzepujemy ze śmietaną i tą mieszanką polewamy w środku nasze tarty, na wierzch dodajemy pokruszony ser pleśniowy. Boki ciasta smarujemy rozbełtanym jajkiem. Całość wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni C i pieczemy przez 20 – 25 minut. U mnie funkcja góra – dół. Tarty muszą apetycznie przyrumienić się.
  6. Po upieczeniu przekładamy je na kratkę ruszt. Serwujemy z ulubionymi sosami, udekorowane cząstkami cytryny oraz natką pietruszki.

Sałatka ze szprotkami w stylu azjatyckim przepis Alicji Jurkowskiej z Warszawski Smak

szproty

Fot. Materiały prasowe

Składniki

  • szprotki (ilość według uznania)
  • bułka tarta, mąka, 2 jajka
  • sól i pieprz
  • olej
  • pół główki małej czerwonej kapusty
  • pół czerwonej cebuli
  • por
  • 1 duża marchewka
  • 1 ogórek zielony
  • pół grejpfruta
  • limonka
  • sos sojowy
  • łyżka miodu
  • orzeszki ziemne niesolone
  • kolendra
  1. Do miski wrzucamy posiekane w podłużne słupki: kapustę, marchewkę, ogórka, pora i czerwoną cebulkę.
  2. Szprotki oczyszczamy, solimy, maczamy w mące potem w jajku i na końcu w bułce tartej, a następnie smażymy na głębokim oleju aż się zarumienią, wyciągamy na ręcznik papierowy.
  3. Na talerze wykładamy porcje naszej sałatki, układamy na niej szprotki, dokładamy kawałki grejpfruta.
  4. Sos: sos sojowy+sok z limonki+ łyżeczka płynnego miodu i polewamy sałatkę. Całość posypujemy rozmiażdżonymi orzeszkami i kolendrą

Zdrowie Zioła

„Dlaczego nasze eks chcą nas zniszczyć? Moje cztery lata walki o dziecko”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
25 kwietnia 2021
Family relations concept image - mother meets her little son

„W Polsce mężczyzna nie ma szans w walce o opiekę. Chyba, że jest bogatym prawnikiem. Walczyłem z nią, sędzią, psycholożką. Wygrałem. Odchorowuję do dzisiaj”

– System jest przeciwko nam, facetom – twierdzi ojciec ponad pięcioletniej Julki. – Biegła psycholog patrzyła na mnie bez emocji i mówiła, że mam słabą więź z córką. Na tyle słabą, że wystarczą nam kontakty raz na dwa tygodnie, w mieszkaniu mojej byłej.

Jak często widujesz teraz córkę?

Mam sądownie ustalone kontakty, których eks już się trzyma. Co dwa tygodnie, przez cztery doby Julka jest ze mną. Mam też prawo do tygodnia ferii oraz tygodnia w lipcu i w sierpniu.

To nie jest  za mało?

Cieszę się z tego, co mi się udało. Ważne, że mamy kontakt. Codziennie czytam córce przez telefon na dobranoc, rozmawiamy. Już nie wierzyłem, że to się uda. Ale adwokat powtarzał: „Niech się pan nie poddaje”.

Walka Adama

Rozdział 1 Rozstanie

To żona zażądała, żebym się wyprowadził. Nie chcę analizować rozstania, każdy ma swoje racje, nie będę obiektywny. Dziś uważam, że mnie nie kochała, była ze mną dla pieniędzy i dlatego, że chciała zajść w ciążę. Koleżankom w wiadomości pisała: „Gdzie ja w wieku 36 lat znajdę faceta, który chce dziecko”.

Ale do tego jeszcze wrócę.

Tamtego dnia kłóciliśmy się, ona rzuciła: „Wypier…”. To był kolejny raz, regularnie dostawała szałów. Byłem zmęczony, pierwszy raz powiedziałem: „Okej”. Spakowałem torbę i wyszedłem.

Dwa dni później zacząłem do niej dzwonić w sprawie ustalenia kontaktów z Julką. Córka miała ponad rok i to ja głównie się nią opiekowałem. Żona dużo pracowała, nie miała też cierpliwości. Teraz myślę, że miała przedłużającą się depresję poporodową. Nie mogłem się dodzwonić. Zablokowała mnie. Spróbowałam przez messenger i inne media społecznościowe– tam też byłem zablokowany. Ponieważ robiła to już wcześniej, w złości, odczekałem parę dni i napisałem maila– nie odpisała. Próbowałem więc przez teściową i wspólnych znajomych. Pisałem, że Ewa odcięła mnie od Julki, nie mam z nią kontaktu. „Przekażcie Ewie, że muszę się z nią zobaczyć” prosiłem. Przesyłali mi wiadomość, którą im wysłała: „Nie wtrącajcie się w to”.

Zacząłem więc przychodzić pod dom, zmieniła zamki, nie otwierała mi. Zostawiałem kartki. Po żadnej z nich nie skontaktowała się ze mną. Po dwóch miesiącach wpadłem w depresję. Dziś bym poszedł od razu do adwokata, wtedy nie wiedziałem nic o rozwodach. Myślałem, że Ewa ma jakiś swój szał, w końcu to minie, wrócimy do siebie. Odpuściłem, wziąłem na przeczekanie. To był błąd.

Rozdział 2 Próby

Pół roku od wyprowadzki napisałem maila. „Nie rozumiem twojej postawy. Julka dorasta bez ojca, nie odzywasz się. Składam papiery o rozwód i ustalenie kontaktów”.

Następnego dnia miałem urodziny, zadzwoniła.

– Hej, wszystkiego najlepszego– zaczęła jakby nigdy nic. – Oczywiście, że możesz zobaczyć Julkę. Spacer jutro?

Następnego dnia podjechałem do parku, było ciepło, początek wiosny. Córka uśmiechnęła się na mój widok, wyciągnęła do mnie rączki. Myślałem, że mnie nie pozna.

– Chciałabym, żebyśmy spróbowali jeszcze raz. Przepraszam – powiedziała Ewa. Kochałem ją, zależało mi na rodzinie.

Wróciliśmy do siebie, ale to nie był dobry czas. Ewa poprosiła, żebyśmy na razie ukrywali przez znajomymi i rodziną, że znów razem jesteśmy. „Wyszła z tego straszna zadyma, nie chcę już angażować innych w nasze życie”. Na początku się na to zgodziłem, ale na dłuższą metę to było nie do zniesienia. Musiałem wychodzić z domu, kiedy przyjeżdżała jej matka, czy przyjaciółki. Nie widywaliśmy się ze znajomymi. Z jednej strony nie dziwiłem się, Ewa postawiła rodziców na nogi, opowiedziała, że robię okropne rzeczy. Jestem nieczuły, nie nadaję się na ojca. Przekazywała im moje słowa rzucone w kłótniach, wyrwane z kontekstu. Dostawała też od nich wsparcie finansowe. Z drugiej zacząłem zastanawiać się, czy ze mną nie jest dla finansowego wsparcia. Wtedy dobrze zarabiałem, już w trakcie małżeństwa spłaciłem jej długi w ZUS-ie, korzystała też z mojego konta.

Poprosiłem ją, żebyśmy odkręcili tę sytuację, spotkali się choćby z jej rodzicami. Lubiłem ich, chciałem mieć dobre relacje. Przede wszystkim jednak zależało mi na prawdzie. Oboje ponosimy odpowiedzialność za nasz kryzys.

– Nie będę robić cyrków!  – zdenerwowała się.

Miałem już dość, nie widziałem w tym momencie dalszego sensu związku. Powiedziałem, że dla mnie to jest koniec. Zależy mi tylko na córce. Sytuacja potoczyła się dokładnie tak, jak wcześniej. Ewa kazała mi wypierdalać. I też zablokowała mnie na mediach społecznościowych. Nie miałem z nią kontaktu.

Tyle że tym razem poszukałem adwokata. Napisaliśmy pozew o rozwód i zabezpieczenie kontaktów z dzieckiem. Walczyłem o spotkania raz na dwa tygodnie.

– To najwięcej, o co możemy zawalczyć na teraz – uznał adwokat. – Sądy i tak są zawsze po stronie matki, dziecko jeszcze jest małe. A argumentem przeciwko panu będzie brak kontaktu przez pół roku.

Przed sprawą spotkaliśmy się jeszcze na mediacje ze swoimi prawnikami. Usłyszałem, że córka mnie nie pamięta (z domu wyprowadziłem się w marcu, sprawa była wyznaczona na czerwiec, w ciągu tego czasu żona ani razu nie pozwoliła mi się spotkać z Julką), że to będzie dla niej stres. Jestem alkoholikiem, mam depresję. Po namowach adwokatów uznała, że zmieni zdanie, jak będę jej płacił 2, 5 tysiąca alimentów.

To był dla mnie trudny czas, straciłem pracę. Nie miałem mieszkania. Zostawiłem jej wszystko, nie mogłem płacić takiej sumy, poza tym nie chciałem też kupować sobie dziecka.

– W takim razie idziemy na noże– rzuciła wychodząc ze spotkania.

Rozdział trzeci Rozwód

Sąd ustalił zabezpieczenie alimentów 1400 złotych, miałem zapłacić też za cały czas, od pierwszej wyprowadzki. Sąd nie uznał tego, że byliśmy jeszcze razem przez pół roku i normalnie dzieliliśmy się kosztami. Julkę mogłem spotykać raz na dwa tygodnie, przez kilka godzin, w domu. Dostałem też zgodę na odbieranie jej z przedszkola w czwartki i spędzanie z nią czasu od 14.00 do 16.00. Tyle, że była nie respektowała ustaleń sądu. W czwartki zabierała córkę z przedszkola o 13.00, raz się spotkaliśmy, zaczęła wrzeszczeć, że nie wezmę jej dziecka. Nie miałem szans, zrezygnowałem. Nie chciałem kłótni przed przedszkolem, żal mi było Julki.

Innych ustaleń eks się trzymała. Gdy przychodziłem, była w domu. Mogłem zajmować się Julką. Ale atmosfera najczęściej była nie do zniesienia, robiła mi awantury, krzyczała do córeczki, że „świnia ze mnie nie ojciec”. Ona jeszcze była za mała, żeby rozumieć, ale denerwowała się. Parę razy wychodziłem, żeby eks przestała krzyczeć.

W tym czasie wysyłałem do dyrekcji przedszkola monity. Pytałem, jak rozwija się Julka, jakie robi postępy. Dyrektorka, na prośbę żony, nie odpowiedziała na żaden mój mail.

Wystąpiłem o rozszerzenie kontaktów, dostałem zgodę na zabieranie Julki poza miejsce jej zamieszkania. To rozsierdziło Ewę. Potrafiła zamontować córce GPS w zegarku, z podsłuchem.

Gdy zgłosiłem sprawę na policję, zaczęła robić uniki. Przychodziłem na spotkanie z dzieckiem, nikogo nie było w domu. Dzwoniłem. Słyszałem: Julka jest chora, Julka jest u babci, Julka coś tam.

Znów zgłosiłem sprawę na policję. Interweniowała policjantka, też matka. Eks otworzyła jej drzwi i pokazała zaświadczenie, że córka jest chora. Pamiętam, że pierwszy raz poczułem wsparcie, policjantka pouczyła Ewę, że nie może zabraniać mi kontaktów. Później odprowadziła mnie do samochodu, powiedziała coś serdecznego.

Kolejny raz. To samo, znów wezwałem policję. Ewa obiecywała zmianę, w końcu znów robiła to samo. Nie jestem w stanie opisać swojej bezradności. Nigdy wcześniej ani później tak się nie czułem. Osiem wizyt, osiem protokołów zeznań. A ona mi pisała: „I tak będę robić, co chcę”. Złożyłem więc kolejną prośbę o rozszerzenie kontaktów, kolejna sądowa jatka, z wywlekaniem brudów. Ewa składała fałszywe zeznania. Dostawałem anonimowe telefony, że mam odpuścić, ktoś przeciął mi opony. Kiedyś w sądzie mijając mnie, syknęła: „Uważaj na siebie, nie jesteś bezpieczny”.

Tamtą sprawę przegrałem. Pomógł dopiero Sąd Apelacyjny. Sprawa wróciła do Sądu Rejonowego z adnotacją do kolejnego rozpatrzenia. Wtedy sędzina nagle się zmieniła. Zaczęła patrzeć na mnie łaskawym okiem. Słuchać, co mam do powiedzenia…

Rozdział 4 Nadzieja

Rodzinny ośrodek diagnostyczno– konsultacyjny. W końcu. Sam wystąpiłem o te badanie, również o mediacje. Na mediacje Ewa się nie zgodziła. Ośrodek to był cyrk. Julka wtulona w moją nogę, eks z biegłymi w pokoju z otwartymi drzwiami. Słyszałem każde jej zdanie.

Oczywiście byłem najgorszym ojcem, mężem, człowiekiem niestabilnym psychicznie. Wyszła po godzinie. Potem wezwano mnie. Nie potrafię nawet opowiedzieć, co się tam działo. Jedna z psycholożek przerywała mi, oskarżała, wciąż powoływała się na słowa żony, zbijała mnie z tropu. „Tak? Naprawdę pan uważa, że uwierzę?”, „Coś tu się pan myli”.  Czułem się, jak podczas rozmowy z wrogiem. Byłem zdenerwowany, spięty, liczyłem na próbę zrozumienia nas obojga, ale nie na tak otwarte stanięcie po stronie matki. Łagodniejsza była druga biegła, ale ta pierwsza zdominowała spotkanie

Na szczęście nagrałem tę rozmowę, zgłosiłem sprawę do sądu. Tak poradził mi adwokat, który po przesłuchaniu tego, co się działo na spotkaniu z psycholożkami, złapał się za głowę. Sąd tego już nie mógł ignorować. Nastąpił przełom w sprawie. Sędzina wezwała matkę Julki i oznajmiła, że widzi jej winę i przychyla się do mojego wniosku o oddanie mi częściowej opieki. – Zgodzi się pani na mediację? – spytała. Wieczorem eks przysłała mi wiadomość. „Chcesz spróbować jeszcze raz?”. Nie odpisałem. Kilka tygodni, podczas długich mediacji, zgodziła się, częściowo, na moje warunki. Mogłem wreszcie regularnie spotykać się z córką. Przez te mediacje też byłem chory. Usłyszałem, że jestem najgorszym człowiekiem świata. Kiedy mediatorzy próbowali wrócić do ustaleń, zostawić emocje, zaczynała płakać, krzyczeć, kilka razy wychodziła.

Jakie teraz macie kontakty?

Z eks? Tylko formalne, kiedy odbieram dziecko, skąd. Kilka tygodni temu spotkaliśmy się w Biurze Paszportowym. W lipcu chcę wyjechać z córką. Ma prawie sześć lat. Czasem na nią patrzę i myślę: „Uff, nie odpuściłem”. Tak niewiele brakowało, żebym jej nie znał.

Innym facetom powiem: „Walczcie do końca”. Zresztą nie chcę generalizować, wiem, że mężczyźni potrafią być też podli. Nie rozumiem tego. Walczymy ze sobą.

A gdzie dobro dziecka?


Zobacz także

Otyłość problem zasługujący na poważne traktowanie

Zwykła woda z cytryną pomoże ci uporać się z tymi dolegliwościami

Prosty sposób na natychmiastową poprawę zdrowia i samopoczucia