Zdrowie

Jak wyglądają potencjalne drogi zakażenia HPV?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
12 sierpnia 2022
fot. Sjale/iStock
 

Lato to czas beztroski, kiedy ludzie z reguły mniej niż zwykle przejmują się problemami czy chorobami. Jednocześnie jest to jednak pora roku, w której znacznie wzrasta ryzyko infekcji wirusem HPV – zwłaszcza wśród niektórych grup wiekowych. Warto mieć świadomość tego, że nasz urlop nie oznacza wcale, że patogeny również są w tym czasie na wakacjach. Jakie grupy osób w okresie wakacyjnym są szczególnie narażone na infekcję wirusem HPV? Jak wyglądają potencjalne drogi zakażenia? Jak najskuteczniej chronić się przed tym zagrożeniem? O tym, jak i o innych kwestiach związanych z wirusem HPV (inaczej: brodawczaka ludzkiego), odpowiedzialnym za ponad 95% przypadków raka szyjki macicy, ale i inne nowotwory HPV-zależne, mówi dr Maciej Mazurec, ginekolog-położnik, założyciel, dyrektor i lekarz wrocławskiego Centrum Zdrowia Kobiety Corfamed. 

Na kogo czyha HPV?

Wirus brodawczaka ludzkiego nie jest w żaden sposób związany z porami roku. Ma natomiast bezpośredni związek z zachowaniami intymnymi ludzi. Jeśli zatem podczas wakacji różnią się one od zachowań poza okresem urlopowym, jesteśmy w tym zakresie aktywniejsi (chodzi o aktywność w postaci zwiększonej liczby partnerów seksualnych), ryzyko transmisji wirusa wzrasta.

Zachowania seksualne ludzi zależne są od grupy wiekowej, a mówiąc szerzej, od etapu w życiu. Młodzież od 15-16 roku życia, lecz również studencka i wczesnopostudencka, a więc ludzie poszukujący swojego miejsca w życiu, swoich stałych partnerek i partnerów, generują z
reguły większe ryzyko transmisji wirusa niż ludzie na etapie ustabilizowanego życia – mówi dr Maciej Mazurec. Ci wyjeżdżają na wakacje już zwykle ze stałymi partnerami i całymi rodzinami, co sprawia, że ich sytuacja jest diametralnie różna od sytuacji osób młodszych. Te,
ze względu na rodzaj zachowań seksualnych, można zaliczyć do grupy podwyższonego ryzyka, jeśli chodzi o infekcję wirusem HPV – tłumaczy ginekolog.

Na zarażenie wirusem brodawczaka ludzkiego najbardziej narażone są więc grupy w sposób naturalny najbardziej otwarte na przygody seksualne, a więc młodzież młodsza i starsza. Mowa zatem o osobach, które podczas wakacji najczęściej zdobywają swoje pierwsze
doświadczenia intymne.

Prezerwatywa nie chroni w 100%!

Przed omówieniem metod zabezpieczania się, warto najpierw poznać drogi, jakimi do transmisji wirusa może dochodzić. Zwłaszcza, że tradycyjny dopochwowy stosunek intymny – choć najbardziej oczywisty – jest, niestety, tylko jedną z wielu możliwych dróg. Tak naprawdę wszelkie zachowania intymne wiążą się z ryzykiem infekcji wirusem HPV – tłumaczy ginekolog wrocławskiego Corfamedu. Rozumiemy przez to wszystkie formy kontaktów seksualnych, począwszy od oralno-oralnych, poprzez oralno-genitalne, oralno-analne na genitalno-analnych skończywszy. Wszelkie formy zachowań intymnych, w których udział biorą nabłonki partnerów, dopuszczane w związkach, są więc potencjalną drogą wniknięcia wirusa HPV do organizmu. Co za tym idzie, prezerwatywa nie gwarantuje więc w tym wypadku całkowitej ochrony.

Czy zatem w kontekście wirusa HPV może być ona lekceważona? Absolutnie nie! Jeśli chodzi o infekcje szyjki macicy czy pochwy, to jeśli używa się prezerwatyw dobrych producentów, a para nie będzie miała pecha w postaci uszkodzenia mechanicznego czy zsunięcia się
prezerwatywy w trakcie współżycia, może okazać się ona skutecznym środkiem ochronnym. Warto również w tym kontekście mieć świadomość istnienia tzw. femidomów, a więc prezerwatyw dla kobiet. Ich działanie polega na odwróceniu funkcji prezerwatywy – w tym
wypadku nie zakłada jej mężczyzna, lecz kobieta. Protekcyjnie prezerwatywa kobieca jest skuteczniejsza od tradycyjnej prezerwatywy męskiej. Istota jej prawidłowego założenia polega bowiem na tym, że powinna ona wystawać poza wejście do pochwy na ok. dwa
centymetry. Obszar ochrony jest więc szerszy, o powierzchni większej niż w przypadku prezerwatywy męskiej.

Niemniej jednak infekcja wirusem HPV nie dotyczy wyłącznie szyjki macicy czy pochwy, lecz również sromu, okolicy analnej, jamy ustnej czy gardła. W tych okolicach prezerwatywa nie ma już absolutnie żadnego znaczenia protekcyjnego.

Czy można zabezpieczyć się przed HPV w innych okolicach?

Jeśli prezerwatywa nie daje gwarancji pełnej ochrony przed HPV, to czy istnieją jakieś inne metody zabezpieczania się przed tym zagrożeniem? Mówiąc wprost: niestety nie. Bo jeśli wirus może przedostać się choćby drogą oralno-oralną, w trakcie namiętnych, głębokich pocałunków, to jedyną formą prewencji byłoby po prostu nie podejmowanie tego typu aktywności z osobami nieznanymi. Trudno mówić w tym wypadku o innej formie ochrony. Co do okolic intymnych, to wszędzie tam, gdzie może dostać się nasienie, gdzie dochodzi do
kontaktu genitalno-genitalnego, genitalno-analnego i genitalno-oralnego, a więc tam, gdzie jest kontakt skóra do skóry czy skóra do błony śluzowej – istnieje potencjalne ryzyko infekcji.

Trzeba więc zdawać sobie sprawę, że na poziomie fizycznym nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć się do tego stopnia, aby chronić te obszary. Oznaczałoby to bowiem konieczność wyeliminowania kontaktu intymnego… o który przecież w kontaktach intymnych właśnie chodzi – tłumaczy lekarz.

Nie powinno się zapominać również o innej, pozapłciowej, możliwej drodze zakażenia. Kontakt skóra do skóry wcale nie musi być przecież kontaktem intymnym. Warto mieć tego świadomość, jednak nie na poziomie panicznego strachu. Osoba zainfekowana może przenosić wirusa HPV nawet na dłoniach czy ubraniach, i choć są to absolutnie niedominujące drogi infekcji, to – niestety – zarażenie się w ten sposób również jest możliwe.

Pełnej ochrony przed infekcją wirusem nie daje ani normalna, codzienna higiena ciała, ani nawet środki stosowane do dezynfekcji w postaci preparatów opartych o alkohol etylowy czy inne. Tak więc nawet stosując ultra-przesadną higienę, nie jest się w stanie w pełni zabezpieczyć przed infekcją. Warto jednak pamiętać, aby nie podchodzić do pozapłciowej transmisji wirusa w sposób przesadnie paniczny. Zarażenie się poprzez korzystanie ze wspólnych ręczników czy toalet choć potencjalnie jest możliwe, to statystycznie absolutnie nie jest ono tak istotne, jak to wynikające z zachowań seksualnych – uspokaja dr Maciej Mazurec.

Czy można zabezpieczyć się przed HPV w 100%?

Jak wiadomo, w prewencji wszystkich chorób najskuteczniejsza jest prewencja pierwotna, a więc niedopuszczenie do możliwości rozwinięcia się choroby. Jednocześnie związki monogamiczne, w których obydwoje partnerów nie miało wcześniej innych kontaktów seksualnych, są niezwykle rzadkie. A tylko one byłyby względną gwarancją na niezainfekowanie się wirusem HPV. Względną, bo nie zapominajmy przy tym, że istnieje również nieintymna droga transmisji wirusa.

Biorąc zatem pod uwagę realia naszego życia, trzeba skupić się na skutecznej metodzie profilaktyki pierwotnej. Tą, w przypadku wirusa HPV, są szczepienia. Choć nie chronią one przed wszystkimi typami wirusa, to w przypadku typów, z którymi wiąże się najwyższe ryzyko
nowotworów HPV-zależnych, ich skuteczność sięga 90%. Jeśli zaś chodzi o rodzaje wirusa odpowiedzialne za powstawanie brodawek płciowych (infekcja nimi w ciągu roku dotyczy liczby nie mniejszej niż 300 milionów ludzi na świecie), to w tym przypadku zbliżają się one
do stuprocentowej skuteczności. Ostatnim argumentem, rozstrzygającym za koniecznością szczepień powinien być fakt, że ich bezpieczeństwo i skuteczność na świecie udowodniono już dawno temu, o czym świadczą raporty Światowej Organizacji Zdrowia monitorującej szczepienia w skali ogólnoświatowej czy dziesiątki milionów osób zaszczepionych na świecie.

Jednocześnie trzeba wziąć też pod uwagę fakt, że optymalnym czasem na szczepienie jest 9-14 rok życia. W takim wieku żadne dziecko nie może jeszcze podjąć samodzielnej decyzji o tym, że chce być zaszczepione. Dlatego wiedza i zrozumienie przez rodziców faktu, że szczepienie przeciwko – najlepiej – dziewięciu typom wirusa, w tym siedmiu wysokoonkogennym i dwóm niskoonkogennym odpowiedzialnym za powstawanie brodawek płciowych, jest jedną z najlepszych inwestycji w zdrowie dziecka. Zarówno krótkoterminowe (wiążące się w tym przypadku z uciążliwymi i nieestetycznymi brodawkami płciowymi), jak i rozpatrywane w perspektywie długofalowej – związane ze znaczącym zmniejszeniem ryzyka wystąpienia nowotworów HPV-zależnych – tłumaczy dr Maciej Mazurec.

Równocześnie trzeba pamiętać o tym, że nie istnieje stuprocentowo skuteczna forma ochrony przed HPV. Nie byłaby nią nawet sytuacja, w której człowiek od zawsze tworzyłby monogamiczny związek z drugą, równie wierną osobą. Jeśli jednak medycyna daje możliwość tak skutecznej walki z tym zagrożeniem, po prostu warto z tego skorzystać.


Zdrowie

Lucyna Malec: Kiedy przestaniemy się szarpać, życie zyska harmonię

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
12 sierpnia 2022
 

„Wydaje mi się, że większość ludzi, kiedy się zastanowi, to z perspektywy czasu przyznaje, że rozpacz trwa naprawdę krótko. Potem przychodzi jakiś spokój. Oczywiście nagle znowu może odwiedzić nas rozpacz, ale takie uczucia trwają  tylko chwilkę”, mówi nam  Lucyna Malec, aktorka Teatru Kwadrat i serialowa Danusia z „Na Wspólnej”, z którą rozmawiamy o rzeczach ważnych. O szukaniu sensu z niepełnosprawną córką Zofią. O medycynie alternatywnej, przyrodzie oraz jodze, które pomagają  aktorce dbać nie tylko o ciało, ale też radzić sobie na co dzień z często niełatwą rzeczywistością. Lucyna Malec, ambasadorka Joga Festiwal w Wierchomli, opowiada o swoim spojrzeniu na zdrowe i lepsze życie.

Pani Lucyno, dlaczego zainteresowała się pani niekonwencjonalnymi metodami dbania o zdrowie: jogą, medycyną chińską itp.?

– Ciągnęło mnie do tego już dobrych parę lat temu, kiedy szukałam ratunku dla mojej córki. Zosia ma dziecięce porażenie mózgowe. Jej mózg uległ niedotlenieniu dobę po porodzie. Jak wiemy, medycyna konwencjonalna nie znalazła na to lekarstwa i właśnie stąd wzięły się moje poszukiwania. Nie tylko dla córki, ale też dla siebie, żebym potrafiła ciężar posiadania dziecka niepełnosprawnego unieść fizycznie i psychicznie. Bo czasami wystarczy zmienić perspektywę, a to jest i łatwe i bardzo trudne zarazem.

Co ma pani na myśli?
– Dam przykład. Dzisiaj pozwoliłam sobie zażartować, kiedy moja siostra wystraszyła się pająka w łazience. Powiedziałam więc jej: „Zobacz, zmień na chwilę perspektywę. Pomyśl sobie, że dla niego jesteś jak jakiś dinozaur, który wszedł tu do łazienki. On na pewno bardziej się ciebie przestraszył niż ty jego”. Dlatego uważam, że czasem wystarczy inaczej na coś spojrzeć i wszystko się zmienia. Jest lepiej.
Czasem myślę, że właśnie warto by zmienić perspektywę patrzenia na osoby niepełnosprawne. Ja byłam wychowywana przez mamę i jej siostrę, która miała porażenie mózgowe. Łączą mnie z ciocią wspaniałe wspomnienia, pełne radości i ciepła… Miałyśmy wiele dobrych wspólnych chwil.
– To jest rzeczywiście kwestia zmiany perspektywy. Pani była wtedy dzieckiem, pełnym akceptacji wobec niepełnosprawności bliskiej osoby. Jednak każda matka, która ma nawet zdrowe dziecko, wie, ile kosztuje ją troski i niepokoju wychowywanie. Jeżeli człowiek jest wrażliwy, to już do końca życia będzie o tym swoim dziecku myślał i chciał dla niego samych dobrych rzeczy. Jednak ja staram się nie martwić na zapas.
Dziś, kiedy jestem na wakacjach, tak blisko natury, zdałam sobie sprawę z tego, że nawet jak mnie nie będzie, to słońce wstanie, słońce zajdzie, przyjdzie noc, wstanie znowu nowy dzień. Jeżeli chodzi o ziemię i planety, które są dookoła niej, niewiele się zmieni, jak nas zabraknie. Kiedyś odejdziemy, ale na szczęście ja nie myślę o tym non-stop. To jest właśnie cudowne w tym życiu: „Bądź tu i teraz!”, „Carpe diem”, czyli „Chwytaj dzień”. Właściwie przeszłość ani przyszłość nie istnieją.
Pani obawia się o przyszłość córki?  Czy dlatego właśnie próbuje zmienić perspektywę myślenia o tym, co będzie z Zosią, gdy pani zabraknie?
– Wiem, że to brzmi głupkowato, ale jeżeli mówimy o jakiejś prawdzie w naszym życiu, to uważam, że w naszym życiu liczy się tylko ta chwila, która jest TERAZ. Przecież nie wiemy, co nas spotka jutro. Nawet jeżeli będziemy siedzieli, wymyślali, planowali dokładnie, to te plany mogą runąć w jednej sekundzie. Takie myślenie ugruntowało się u mnie ostatnio, trochę pod wpływem tego, co wydarzyło na świecie, a mam na myśli Covid i wojnę w Ukrainie. Te wydarzenia pokazały, że przychodzi jeden dzień i nagle wszystko się zmienia. Nie mamy na to żadnego wpływu. Dlatego już tak bardzo nie planuję, co będzie z Zosią, co będzie z moim życiem prywatnym.
Czasami patrzę sobie na stare zdjęcia i widzę, że ludzie byli na nich tacy uśmiechnięci. A przecież dwa lata później rozpoczęła się druga wojna światowa i oni zginęli. Nie mamy więc na wiele spraw kompletnie wpływu. To jest smutne, bo kiedy jesteśmy młodzi, wydaje się nam, że możemy zaplanować wszystko ze szczegółami: że najpierw będziemy się pilnie uczyć, a potem zaczniemy się piąć po szczeblach kariery, bo zdobędziemy wspaniałą pracę, kupimy mieszkanie, samochód. To jest bardzo trudne, ale staram się dziś jednocześnie dawać sobie nadzieję na przyszłość, ale do planów za bardzo jednak nie przywiązywać się.
Najprościej powiedzieć ludziom, którym trudno to zrozumieć, żeby pozwolili temu swojemu życiu płynąć, bo rzeka naszego losu i tak nas porwie, nie zawrócimy jej biegu. Niezależnie od tego, jak bardzo byśmy się starali. Im mocniej będziemy płynęli pod prąd, tym będzie nam trudniej. Kiedy człowiek nie musi się szarpać, tylko znajduje w sobie zgodę, to życie płynie spokojnie i wszystko układa się zupełnie inaczej. Bardziej harmonijnie.
Czy pokora to jest cecha, którą pani musiała sobie wypracować?
– Nie wiem, czy „pokora”, może bardziej… „zgoda”. Pokora zakłada pochylenie głowy, a w zgodzie zachowuje się swoją godność i wyprostowaną sylwetkę. Wielu ludzi jest krytycznych wobec siebie i to jest – myślę – najokrutniejsze, co może się nam przytrafić. Na dobrą sprawę: jak my sami o sobie źle myślimy, to nikt o nas tak źle już nie pomyśli.
 
Jak to zmienić?
Dobre pytanie! Wydaje mi się, że ja też do dzisiaj jestem największym swoim wrogiem, bo też ciągle chcę coś w sobie zmieniać i jestem wobec siebie krytyczna. Z jednej strony musimy tak robić, żeby rozwijać się, ale powinniśmy też sobie wybaczać i dawać przyzwolenie na popełnianie błędów: „No, dobrze, już zrobiłam coś źle, popełniłam tę gafę, pójdę dalej, nie będę się dłużej biczować i karać za nią”. Trzeba iść po prostu dalej, najlepiej z uśmiechem. Choć czasami jednak przez łzy.
Wydaje mi się, że większość ludzi, jak zastanowi się, to z perspektywy czasu przyznaje, że rozpacz trwa naprawdę krótko. Potem przychodzi jakiś spokój. Oczywiście nagle znowu może odwiedzić nas rozpacz, ale takie uczucia trwają  tylko chwilkę. Gdybyśmy „przebywali” bardzo długo w wielkim smutku, to nasz organizm by umarł. Powiedziałby: “Tak się nie da żyć! Jeżeli nie dasz mi jakiegoś oddechu, dłużej razem nie pociągniemy”. Z tego potem biorą się choroby. Ileż jest opowieści ludzi, którzy byli bardzo chorzy, a kiedy zmienili swoje myślenie i podejście do życia, to odzyskali zdrowie?
Jak pani w sobie wzmacnia wewnętrzną siłę?
– Receptą jest dbanie o siebie, niepoddawanie się przeciwnościom losu. Zawsze staram się w ciągu dnia dać sobie chwilę i wtedy wybieram jogę, wedo lub basen. Uwielbiam ruch, który nie tylko dba o mięśnie, ale też o przepływ energii. Wierzę, że ruch to życie. Dlatego człowiek powinien starać się utrzymywać siebie w dobrej kondycji psychofizycznej. W jodze każdy może znaleźć coś dla siebie. Ja na przykład nie jestem osobą specjalnie rozciągniętą, dlatego doceniam to, że asany zawsze pomagają mojemu ciału być bardziej sprężystym i to w krótkim czasie. Cudowne jest też to, że joga działa nie tylko na ciało, ale i na umysł – odstresowuje, rozluźnia, uspokaja.
Jednak dla mnie absolutnie poczucie szczęścia daje dopiero kontakt z naturą, więc najcudowniej jest uprawiać jogę wśród przyrody. Tęsknię za wiatrem, słońcem, domem otoczonym pięknymi roślinami wśród gór i morzem. Takie miejsce znalazłam na Krecie i jeżdżę tam z córką i znajomymi co roku. Czego trzeba więcej do odpoczynku? Mnie nie jest potrzebny hotel z basenem, tylko absolutna prostota, bycie jak najbliżej natury i kąpiele w morzu.
 Czy coś dziś panią smuci szczególnie?
– Często mówię, że nie rozumiem, dlaczego na świecie są wojny. Przecież jesteśmy jakąś malutką kuleczką w układzie innych planet, które są o wiele większe od nas. A my jako ci malutcy zawieszeni gdzieś w przestrzeni, zamiast cieszyć się, że jesteśmy na tej pięknej ziemi, to walczymy. Po co to wszystko? Kto zagarnie więcej ziemi i co z nią potem zrobi? Gdzieś ją wywiezie poza tę ziemię? Tego kompletnie nie rozumiem.
Jeżeli dziś jakiś szaleniec chce zawładnąć światem, to co on potem zrobi, jak już nim zawładnie? Spuści bombę jedną, drugą, trzecią? Co oni mają jakieś apartamenty, gdzieś na księżycu? Gdzieś polecą? Nie rozumiem tego, jak można mieć taką świadomość, że jesteśmy na tej cudownej ziemi i jeszcze próbować ją unicestwić! To jest po prostu idiotyczne.
Mam prostą odpowiedź, że u podstaw czystego zła leży brak miłości. Niech pani spojrzy na Putina, jakie miał straszne dzieciństwo.
– Pewnie tak, ale też jest inne powiedzenie: „Nie skupiaj się na tym, co ktoś zrobił z twoim życiem, tylko zastanów się, co ty teraz możesz z nim zrobić”. Bo moim zdaniem ludzie, którzy tkwią w takim: „A bo ja byłem niekochany”, albo „Bo mówili mi w koło, że nie umiem”, nie chcą zmienić w sobie nic. No dobrze, może kiedyś rodzice coś takiego ci powiedzieli, ale zajrzyj do swojego wnętrza i zobacz, co tam jest dziś! Ludzie często nie znają prawdy o sobie, nawet nie domyślają się, jacy są wspaniali. Dlatego myślę, że najważniejsze jest budowanie świadomego poczucia wartości. Jeżeli człowiek ma stabilne poczucie wartości, to nawet jak ktoś mu powie: “Ale jesteś głupi”, on może wzruszyć ramionami, bo wie, że głupi nie jest, prawda? Jeżeli mamy w sobie przekonanie, że jesteśmy coś warci, to źli ludzie nie będą nas w stanie urazić, dotknąć, przestraszyć.
Co jeszcze… Ja staram się żyć chwilą, tu i teraz, nie zamartwiać się przyszłością. Warto po prostu cieszyć się z tego życia, bo mamy tylko jedno. A może tylko jedno pamiętamy? Ale to, które trwa obecnie, jest przecież najważniejsze!

Zdrowie

„A co ty taka tajemnicza?” Cechy introwertyka, które błędnie kojarzone są z nieśmiałością

Redakcja
Redakcja
12 sierpnia 2022
cechy introwertyka
fot. Olga Sagal/iStock

Często słyszysz: „A co ty taka tajemnicza?” i dziwisz się, skąd komuś mogło przyjść takie skojarzenie do głowy. A ty nie jesteś tajemnicza, trzymasz się na obrzeżach tłumu, bo nie lubisz być w centrum uwagi, nie lubisz wszystkim wokół mówić o sobie i tyle. Co to za tajemniczość. To też nie jest nieśmiałość. Następnym razem, gdy usłyszysz: „Weź coś zrób z tą twoją nieśmiałością”, odpowiedz: „Jaką nieśmiałością? Jestem po prostu introwertykiem”. I po kłopocie. Jakie są cechy introwertyka?

Jakie cechy introwertyka mylimy z nieśmiałością?

Chronisz swoją prywatność

Co w dobie społecznościowych portali i świadomości tego, że wszyscy wiedzą o wszystkich wszystko jest bardzo trudne. Ty jednak nie obnosisz się z swoim prywatnym życiem. Gdyby ludzie, którzy cię znają tak chwilę dłużej się zastanowili, to okazałoby się, że niewiele o tobie widzą.

Wolisz pisać niż mówić

Zdecydowanie. Szybciej napiszesz e-maila, bo pisanie daje ci przestrzeń i czas na poukładanie myśli, na dokładne wyrażenie siebie i swoich uczuć.

Masz kilku bliskich przyjaciół

Dwóch, a może trzech. A może tylko jednego. Ale to taki przyjaciel, za którym wskoczysz do najgłębszej studni, a on za tobą będzie stał jak mur. Którego jesteś pewna i wiesz, że zawsze możesz na nim polegać.

Nie flirtujesz

Co bywa ci zarzucane, bo zawsze wokół siebie masz jakiś adoratorów. Ale to nie jest wynikiem twojej otwartości, czy też walki z nieśmiałością. Hej, jesteś introwertykiem, umiesz słuchać, a to wielu ludzi przyciąga do ciebie jak magnes.

kolor szminki

fot.
Allef Vinicius/Unsplash

Nie ufasz

Zdobyć twoje zaufanie to jak zdobycie wysokiego szczytu. Nie ufasz nie dlatego, że boisz się ludzi, ale dlatego, że jesteś ostrożna w bliskich relacjach. Nie zwierzasz się pierwszej lepszej napotkanej osobie.

Uwielbiasz analizować

To jedna z silniejszych cech introwertyka. Co bywa twoim przekleństwem, bo nie potrafisz od razu zareagować na jakąś sytuację, tylko musisz ją przemyśleć, przetrawić w sobie. Zawsze doszukujesz się jakiegoś głębszego sensu.

Zamykasz się w sobie

Kiedy czujesz, że ktoś chce cię skrzywdzić, wykorzystać cię – odsuwasz się i zamykasz. Nie tracisz energii na kontakty z taką osobą, wolisz się wycofać z tej relacji niż zostać zranioną.

Jesteś świetnym słuchaczem

Uważnie słuchasz ludzi, z którymi rozmawiasz, którzy mają coś do powiedzenia. Dla ciebie słuchanie to okazywanie szacunku drugiej osobie. Tak samo działa to w drugą stronę, jeśli ktoś chce zdobyć twoje zaufanie, zależy mu na tobie, to musi cię przede wszystkim umieć wysłuchać.

Nie lubisz tłumów

I to nie dlatego, że się boisz ludzi. Po prostu zdecydowanie wolisz spotkać się po prostu z drugim człowiekiem niż całą chmarą ludzi. Cenisz kontakt jeden na jeden. Kiedy przebywasz w tłumie, chcesz szybko wrócić do domu i naładować baterie.

Lubisz bawić się w grupie ludzi

Bo to nie jest tak, że zamykasz się na ludzi, jak ci mówią – z powodu nieśmiałości. To  nieprawda. Lubisz wyjść w większym gronie na imprezę, koncert, ale raz na jakiś czas, nie żeby było to normą. Zawsze po takim wyjściu musisz zebrać energię na kolejne.

Nie lubisz lekkich rozmów

Wydaje się, że nie jesteś towarzyska, bo nie udzielasz się w rozmowach o tym, kto, gdzie z kim i dlaczego. I co jest najmodniejsze w tym sezonie i jaka dieta najlepsza. Wolisz usiąść z boku niż słuchać tego, co w ogóle cię nie interesuje. Ale jeśli znajdziesz towarzysza rozmowy o czymś ważnym, czymś co ciebie głęboko dotyka, to przesiedzisz z nim cały wieczór dyskutując, spierając się i wymieniając opinie.

Nie lubisz rozmawiać przez telefon

Tej cechy introwertyka nie przebije chyba nic. 🙂 Ty o rachunek martwić się nie musisz. Twój telefon rzadko dzwoni, dlatego, że nie lubisz rozmawiać w ten sposób. Owszem, wymienisz się jakimiś istotnymi informacjami, ale nie bywasz wylewna w codziennych rozmowach. Telefon służy do komunikacji, a nie do zwierzania się.


Zobacz także

Ból głowy? Objawy, które powinny cię zaniepokoić

Ból głowy? Objawy, które powinny cię zaniepokoić

Objawy raka jajnika - wczesne, późne, przerzuty

Objawy raka jajnika – co powinno stanowić sygnał alarmowy?

Naturalne diuretyki na obrzęki

Nie tylko arbuz, ogórek i pokrzywa. Naturalne diuretyki, które pomogą usunąć nadmiar wody z organizmu