Choroby Zdrowie

Anoreksja – czy to tylko jadłowstręt psychiczny?

Redakcja
Redakcja
29 kwietnia 2021
anoreksja
Fot. iStock
 

Pojęcie anoreksji jest nam już znane od co najmniej dwudziestu lat, kiedy to na wybiegach królowały często do granic możliwości wychudzone dziewczyny, balansujące na granicy życia i śmierci. Początek takiemu, a nie innemu wizerunkowi kobiety dała modelka z lat sześćdziesiątych o jakże wdzięcznym imieniu Twiggy (ang.gałązka). Choć znacznie różniła się od koleżanek po fachu to stała się inspiracją dla projektantów kilka dekad później.

Trochę jednak czasu minęło, zanim uznano, iż ideałem niewiasty jest figura bardziej androgeniczna aniżeli pełna kształtów sylwetka. I niewątpliwie propagowanie takiego wizerunku kobiety idealnej drastycznie wpłynęło na psychikę tysięcy dziewcząt i młodych kobiet. Anorexia nervosa (anoreksja) stała się jedną z najczęściej diagnozowanych chorób u nastolatek, w parze z bulimią zresztą. W pogoni za niedoścignionym ideałem dziewczyny odchudzały się na potęgę wpadając w szpony choroby.

Czym tak w ogóle jest w ogóle anoreksja?

Chorobę definiuje się jako jadłowstręt psychiczny polegający na tym, iż chory odmawia spożywania czegokolwiek panicznie bojąc się przyrostu wagi. Na anoreksję nie zapada się z dnia na dzień. To bardzo złożony mechanizm, bowiem istnieją pewne cechy charakteru, które predysponują dane osoby do zachorowania. Najczęściej będą to osoby niepewne siebie, niekonieczne ciche i nieśmiałe. Mogą to być osobowości ekstrawertyczne, ze zewnątrz uśmiechnięte i gadatliwe, skrywające swoje kompleksy gdzieś głęboko przed światem.

Weźmy jako przykład Martę, która ma trzynaście lat, właśnie dojrzewa, pojawia się jej biust, owłosienie łonowe, poszerzają się biodra. Waga rośnie. Dziewczyna jest w okresie wzrostu i potrzebuje dużo jedzenia. Już miesiączkuje, widzi jak zmienia się jej ciało. Zewsząd czasopisma i telewizja bombardują ją zdjęciami szczuplutkich modelek. W gazetach aż roi się od pomysłów na dietę cud, a niektóre koleżanki w klasie są jeszcze smukłe i nie doświadczają docinek ze strony kolegów à propos biustu czy bioder.

W głowie Marty kiełkuje myśl, że jest za gruba. Dziewczyna więc zaczyna eliminować słodycze. Bliscy, niczego nieświadomi i naprawdę niewinni, jeszcze jej przyklaskują. Marta więc dostaje pozytywny sygnał, że to, co robi jest właściwe. Zaczyna ćwiczyć i tu też spotyka się z pełną aprobatą otoczenia. W końcu traci ze dwa kilo. Czuje się lżejsza, piękniejsza, być może faktycznie lepiej wygląda. Smukła, pewniejsza siebie, pokrzepiona zewsząd sypiącymi się komplementami postanawia więc kontynuować. Rezygnuje z kolacji, ćwiczy więcej. Mama i tata jeszcze nie reagują. Marta w sumie wygląda dobrze, odpowiedzialnie się zachowuje, ma dobre stopnie, ufają jej. Nie kontrolują, czy zjadła śniadanie i kanapki w szkole. Są z niej dumni.

Marta traci kolejne kilogramy. Spirala niejedzenia się nakręca. Dziewczyna zaczyna kombinować, chowa jedzenie po kieszeniach, wyrzuca kanapki w szkole, uczy się chomikować resztki w polikach i narzuca sobie ostry reżim sportowy. Wszystko kręci się wokół kalorii. Wie ile jaki produkt ich ma i jak je spalić. Na jedzących ludzi patrzy z obrzydzeniem, nie rozumie jak posiłki mogą sprawiać przyjemność. Pije tylko wodę, oszukuje głód, myje zęby, żuje gumy. A gdy dowiaduje się, że te też mają cukier, zaczyna ssać kostki lodu. Chudnie szybko, traci włosy, wygląda znacznie gorzej, traci miesiączkę. Gdy szkoła alarmuje jest już za późno. Rodzice z Martą nie są w stanie sobie poradzić. Dziewczyna już dawno osiągnęła swój wagowy cel, mimo to wciąż chce chudnąć i uważa się za tłuściocha. Żadne argumenty do niej nie trafiają. Uparcie dąży do wyimaginowanego przez siebie ideału. Kłamie, oszukuje, ćwiczy po nocach, za kieszonkowe kupuje herbatki przeczyszczające. Jej historia jest historią wielu dziewczyn na świecie, pragnących wyglądać jak modelka. Zupełnie niewinne marzenie przekształca się w koszmar. Tylko terapia i szybka hospitalizacja są w stanie uratować chore dziewczyny, które tak jak uzależnieni np. od alkoholu do końca życia będą sfokusowane na posiłkach.

Anoreksja a mania kontroli

Psychologowie na podstawie wieloletnich obserwacji osób zaburzonych podkreślają, że w anoreksji nie chodzi tylko o niejedzenie i drastyczne chudnięcie. To także rozpaczliwa chęć kontrolowania swojego życia, którego z jakiegoś powodu w innych obszarach osoba chora kontrolować nie może. Jak to rozumieć? Poprzez ograniczenie pożywienia osoba chora zaczyna sterować swoim życiem. Kontroluje wagę, przyjęte kalorie. Doskonale zna swoje wymiary i wpada w panikę, gdy te się zwiększają. Wówczas ma poczucie porażki. Odnosi wrażenie, że życie wymyka się jej z rąk, stąd też maniakalne wręcz pilnuje swojego ciała. Niejedzeniem kara siebie za brak silnej woli. Odrzuca otoczenie, jej życie towarzyskie zamiera. Nie pozwala nikomu się do siebie zbliżyć. Zaciekle broni swojej osobistej strefy.

Historia Beaty świetnie to ukazuje. Beata nigdy nie była za gruba. Szczuplutka, wesoła, radosna. Wychowywana przez nadopiekuńczą babcię, która zawsze wszystko chciała o wnuczce wiedzieć. Dziewczyna zatem w jedzeniu znalazła przestrzeń, dzięki czemu mogła w końcu decydować o sobie. To ona pomogła jej „odzyskać” kontrolę nad swoim życiem. Wszystko chcąca wiedzieć opiekunka w ten rejony nie miała dostępu. Beata miała już 20 lat, studiowała, jadała często poza domem. A że nigdy z tym nie było problemu to babcia skupiała swoją uwagę na innych aspektach życia wnuczki. Ta zaś nie wiedząc jak reagować „uciekła” w niejedzenie chcąc samej stanowić o sobie.

Czy anoreksję mogą wywołać także inne czynniki?

Tutaj też należy udzielić twierdzącej odpowiedzi. Faktycznie psychologie zauważyli, że na anoreksje zapadają także osoby, które z odchudzaniem nie mają nic wspólnego. One, nie jedząc odreagowują traumatyczne przeżycia takie jak rozwód rodziców, śmierć lub choroba bliskiej osoby, czyjś wypadek czy odejście. Zdarza się, że anorektyk swoim zachowaniem tak naprawdę woła niemo o uwagę, której w żaden inny sposób nie był stanie na siebie ściągnąć. Dopiero gdy popada w skrajne wycieńczenie zostaje zauważony przez bliskich. Tutaj niewątpliwie terapii potrzebuje zatem nie tylko sam chory, ale i jego bliscy. Podkreślić także należy, że anoreksja to tak naprawdę choroba, na którą cierpi cała rodzina.

Czy anoreksja jest chorobą, która dotyka tylko dziewczyny?

Nie. Zdecydowanie częściej są to kobiety, ale chłopcy i mężczyźni też na nią zapadają, szczególnie ci, którzy mają delikatniejszą psychikę lub też są zmuszeni (na przykład przez względy zawodowe) pilnować wagi. Anoreksja często dotyka zatem skoczków narciarskich muszących utrzymać niską wagę. Warto podkreślić, że tak jak dziewczyny się alienują, chorzy mężczyźni tego nie robią i często nie pokazują po sobie tego, co ich trapi. Choroba rozgrywa się głównie w ich głowie.

Status społeczny a choroba

Z badań wynika, iż anorektyczki lub anorektycy częściej dorastają w rodzinach średnio, lub dobrze sytuowanych, a zatem tam, gdzie pieniądz nie jest problemem, a jedzenie nie jest czymś upragnionym. Co więcej, na anoreksję zapadają osoby wysoce wrażliwe. Panicznie boją się krytyki, która dotyka ich do żywego i z która nie potrafią sobie poradzić. Chorzy na jadłowstręt są osobami bardzo inteligentnymi. One dobrze kombinują, by nie jeść.

Czy każde odchudzanie kończy się jadłowstrętem?

Oczywiście, że nie. Tu kumuluje się kilka czynników tj. osobowość, otoczenie, upragniony cel, przeżycia danej osoby. Warto jednak podkreślać, że granica między intensywnym odchudzaniem a początkami anoreksji jest bardzo płynna. Tu liczy się reakcja najbliższych, rozmowy, wyjaśnienie, być może i pomoc dietetyka i  psychologa, dzięki czemu osoba sfokusowana na zgubieniu wagi może swój cel osiągnąć w zdrowy sposób lub też zmienić go na inny, bezpieczniejszy wariant. A satysfakcję ze zgubionych kilogramów można przekierować na inne, o wiele mniej niebezpieczne działania. Warto też podkreślić, że takiej osobie należy uzmysłowić, iż upragniona waga szczęścia nie gwarantuje. Ono jest osiągalne niekoniecznie poprzez odmawianie sobie przyjemności, jaką jest jedzenie.


Choroby Zdrowie

Związek doskonały? 10 rzeczy, które sprawiają, że jesteście świetnie dobraną parą

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
29 kwietnia 2021
Związek doskonały
Fot. iStock
 

Mówi się, że związek doskonały nie istnieje, bo przecież, jak to w życiu bywa, gdzieś po drodze zawsze pojawią się na nim jakieś ryski. Ale nawet w takim przypadku może się okazać, że mimo pewnych wad jesteście świetnie dobraną parą, czego można wam pozazdrościć. Co może świadczyć o tym, że zdecydowanie pasujecie do siebie?

Stanowienie świetnie dobranej pary to chyba marzenie każdego, kto tworzy związek. Idealne dopasowanie do siebie dwóch osób nie jest sytuacją, która przytrafia się nagminnie, a szkoda. Choć to nie przesądza o sukcesie, takim jest parom łatwiej podtrzymać uczucie i wprowadzić relację na poziom, który satysfakcjonuje obie strony. Jeśli zastanawiasz się, czy możesz o sobie i swojej drugiej połówce powiedzieć, że dobraliście się jak w korcu maku, sprawdź, ile z poniższych cech dotyczy twojego związku.

10 rzeczy, które sprawiają, że jesteście świetnie dobraną parą

Jesteście sobą

Proste, prawda? A jednak w wielu związkach partnerzy przybierają maski, ukrywają prawdziwe pragnienia, mówią co innego, niż myślą. Partnerzy, którzy do siebie pasują, są po prostu sobą, nie muszą udawać niczego, ponieważ akceptują siebie nawzajem.

Macie realne oczekiwania

Gdy opadną już różowe okulary i przychodzi zwykła codzienność, czasem  jest trudno się porozumieć, spotkać w pół drogi z oczekiwaniami. Każdy związek przechodzi trudne chwile, jednak nie każdy wychodzi z nich obronną ręką. Dobrze dobrane pary mają wobec siebie realne oczekiwania, biorą pod uwagę ryzyko popełniania błędów, jak i wybaczania sobie nawzajem.

Tolerujecie drobne „niedoskonałości”

On znów rzucił skarpetki obok kosza, a ona zostawia na wierzchu kosmetyki? Nie ma sprawy, są ważniejsze problemy. Nikt nie jest idealny i urok czasem tkwi w takich szczegółach. Dobrze dobrane pary nie mają problemu, by tolerować pewne niedoskonałości, nie próbując zmieniać na siłę partnera, aby stał się perfekcyjny. Angelita Lim powiedziała: Widziałam, że jesteś doskonały, a więc cię pokochałam, a potem zobaczyłam, że nie jesteś doskonały, i pokochałam cię jeszcze bardziej.

Ufacie sobie

Bez zaufania nie da się zbudować trwałego i szczęśliwego związku. Zaufanie pozwala otworzyć się na partnera, powierzyć mu najskrytsze myśli, poczuć się bezpiecznie. Osoby, które pasują do siebie, wiedzą, że w tej kwestii zawsze mogą polegać na sobie.

Potraficie rozmawiać szczerze

Nawet gdy taka rozmowa boli wiecie, że tylko szczera rozmowa pomoże zrozumieć pojawiający się problem i doprowadzić do jego rozwiązania. Szczerość w związku dopasowanych do siebie osób wzmacnia relację. Tu nie ma miejsca dla kłamstw i kombinowania.

Potraficie wybaczać

Umiejętność puszczania w niepamięć mniejszych przewinień, a także gotowość do wybaczania poważniejszych win jest jednym z wyznaczników idealnego związku. Nie oznacza to jednak, że musicie godzić się na wszystko.

Czujecie magnetyzm

Myśl o sytuacji partnerze sprawia, że zalewają was ciepłe uczucia. Zdecydowanie pociągacie się fizycznie, co ma ogromne znaczenia dla dobrego seksu. I choć nie seks w związku jest najważniejszy, niedopasowanie w tej materii może mocno skomplikować nawet najlepszą relację.

Jesteście pokrewnymi duszami

Czasem może się wręcz wydawać, że myślicie i czujecie do samo, spotykacie się w pół słowa. To sprawia, że patrzycie na siebie tak, jakbyście znali się od zawsze, a złączenie się waszych dróg było jedynie kwestią czasu.

Macie własną przestrzeń 

Choć doskonale czujecie się we własnym towarzystwie i niechętnie się rozstajecie, każdy z was ma własną przestrzeń na rozwój. Doskonale dobrane pary pozwalają sobie na odpoczynek od siebie, zajęcie się własnym hobby, czy poświęcenie czasu przyjaciołom. To ważne, ponieważ pozwala się nieco zdystansować, poświęcić czas sobie samemu. Mimo że jesteście razem, to stanowicie odrębne jednostki. Przy okazji dajecie sobie szansę na zatęsknienie za sobą.

Śmiejecie się z podobnych rzeczy

Zapewne poczucie humoru nie jest najważniejszym wyznacznikiem dopasowania pary, ale prawda jest taka, że jeśli umiecie się śmiać z podobnych rzeczy, życie upływa weselej. To pomaga również wyjść obronną ręką z różnych sytuacji — gdy przychodzi uśmiech, atmosfera oczyszcza się szybciej.

Jeśli jednak twój związek wygląda inaczej, niż w powyższych wytycznych, nic nie szkodzi. Relacja nie musi być idealna, by dawała poczucie bezpieczeństwa i szczęście. Wszystko w waszych rękach.

FB/ohmepl

 


Choroby Zdrowie

Super Mati ciągle walczy! Dziewczynka jest po 13. chemioterapii…

Redakcja
Redakcja
29 kwietnia 2021
Matylda Wodzicka

Matylda Wodzicka nie skończyła jeszcze pięciu lat, a przeżyła już więcej niż niejeden dorosły. Wszystko zaczęło się w 2017 roku, kiedy lekarze zdiagnozowali u dziewczynki nowotwór złośliwy oka. Matylda ponad 40 razy była usypiana i przeszła 13 cykli chemioterapii. Niestety walka wciąż trwa. Właśnie teraz rozpoczął się prawdziwy wyścig z czasem. Zawalczmy o życie dziewczynki, Matylda jak nigdy potrzebuje naszej pomocy! 

„Błysk” w oku objawił prawdę

Dziewczynka miała 15 miesięcy, kiedy opiekunki w żłobku zauważyły w jej oku charakterystyczny „błysk”. Matczyne przeczucie mówiło mi, że to bardzo zła informacja. Nie pomyliłam się. Kilka godzin później usłyszeliśmy na ostrym dyżurze w Centrum Zdrowia Dziecka straszliwą diagnozę – nowotwór złośliwy oka, siatkówczak. Szok, niedowierzanie, bezradność, zaprzeczanie… – wspomina Marta Wodzicka, mama Matyldy.

Matylda i mama zostały w szpitalu rozpoczynając walkę o życie dziewczynki. Następnego dnia usłyszały diagnozę – guz jest ogromny, kat E, zajmuje prawie całe oczko. Walka z podstępną chorobą nie była łatwa, jednak rodzice nigdy nie tracili nadziej i wszystkimi siłami walczyli o zdrowie swojego ukochanego dziecka. Po tygodniu od diagnozy pojawił się cień nadziei – guz jest tylko w oku i istnieje szansa na jego uratowanie.

Podjęliśmy leczenie najbardziej skuteczną i znaną metodą, czyli podanie dotętnicze chemii celowanej. Zaplanowano 3 zabiegi, z których tylko 2 okazały się skuteczne. Podczas trzeciego zabiegu, w związku z nietypową budową anatomiczną oczka i skurczem tętnicy, chemia nie dotarła właściwie do oka. To oznaczało dla 1,5 rocznej dziewczynki przejście na chemię systemową, której otrzymała 2 cykle. Ostatecznie zdecydowano jeszcze o 4 zabiegu chemii dotętniczej oraz 3 zabiegach podania zastrzyków z melfalanu do ciała szklistego. To miało ostatecznie zakończyć proces leczenia. – mówi mama dziewczynki.

Super Mati – tak pieszczotliwie nazywają córeczkę rodzice, po tygodniu od podania chemii straciła swoje piękne, kręcone, blond włoski. Dziewczyna traciła nawadze, nie chciała jeść, a uśmiech na jej twarzy pojawiał się już bardzo rzadko. Rodzice nie mogli patrzeć na cierpienie córeczki, nie mogli pogodzić się z niesprawiedliwością.

Po kilku miesiącach nieustannej walki dziewczynka i jej rodzina przechodzą w tryb kontroli. Najpierw co cztery tygodnie badanie dna oka – oczywiście w znieczuleniu ogólnym. Kontrole stawały się coraz rzadsze i wszystko wskazywało, że koszmar się kończy.

Udało się – wygraliśmy!

Włoski zaczęły odrastać, a dziewczynka znów cieszyła się życiem. „Wróciło również widzenie w oczku w prawie 30%. Przez pierwsze miesiące badań kontrolnych niepokój podczas każdego badania dna oka był ogromny. Z każdym kolejnym miesiącem zaczynał się trochę zmniejszać…. W końcu po prawie 3 latach zaczęliśmy wierzyć, że ten koszmar jest już za nami.”- opowiada mama dziewczynki.

Wznowa – nie, to nie może być prawda!

Wizyta w Centrum Zdrowia Dziecka 15 grudnia 2020 roku miała być kolejną rutynową kontrolą. Po raz pierwszy Matylda i jej mama przyjeżdżają na badanie tego samego dnia, w którym ma się odbyć. Cieszą się, że nie muszą spędzać nocy w szpitalu. Zaraz wrócą do domu i będą mogły przygotowywać święta. Niestety, życie po raz kolejny zadecydowało inaczej.

Słowa, które pani Marta usłyszała od lekarzy zwaliły z nóg. Wznowa. Po takim czasie, jak to możliwe? To nie może być prawdą!  Niestety, prawda jest okrutna, Mati jest pierwszym w Polsce dzieckiem z tym nowotworem, u którego wznowa nastąpiła po tak długim czasie.” – mówi mama Matyldy.

Leczenie rozpoczyna się jeszcze przed świętami, które miały wyglądać zupełnie inaczej. Dziewczynka dzielnie znosi wkucia, usypianie, rezonanse. Niestety po drugiej chemii, w trakcie kolejnego badania dna oka, lekarz nie miał dla rodziców dobrych informacji. Guz rośnie, chemia nie działa. Powód nieznany.

Kosztowne leczenie jedyną szansą

Jedyną szansą dla Mati jest kosztowne leczenie w USA. Choć kwota jest niewyobrażanie wysoka, to czego nie robi się dla ukochanego dziecka. Rodzice, z jednej strony ogromnie zdeterminowani, a z drugiej bezsilni, uruchamiają zbiórkę pieniędzy. Poruszają niebo i ziemię, by uratować córeczkę! Zegar tyka nieubłaganie, czas płynie zdecydowanie za szybko. Pomimo ogromnego wsparcia nie udało się uzbierać całej kwoty. Zbiórka nadal trwa, a rodzice walczą o każdą złotówkę, która przybliży ich do wyleczenia dziewczynki.

Moje piękne dziecko jest dla mnie wszystkim, co mam, całym światem i pragnę je mieć przy sobie. Kocha z wzajemnością zwierzęta, ma swoje ukochane przyjaciółki, ulubione bajki i stroje. Czasem bywa nieznośna, ale które dziecko takie nie jest? Ma tylko pięć lat, a jest sto razy bardziej twarda i dzielna, niż większość z nas. Przeszła już dużo. Za dużo jak na swój wiek. Jako matka, chciałabym zabrać jej chorobę i sama z nią walczyć. Modlę się i marzę tylko o tym, aby była zdrowa, żeby uratować jej oczko, i żeby za kilka lat mogła sama męczyć się ze swoimi niesfornymi włosami.” – mówi mama dziewczynki

Jeżeli rodzice nie zbiorą całej wymaganej sumy – ponad 1,1 mln zł, będą musieli się poddać i przerwać leczenie córeczki.  Nie dopuśćmy do tego! Brakuje już tak niewiele! Każdy grosz jest na wagę złota. Pomóżmy Matyldzie wygrać walkę z chorobą. A pomagać Mati można na wiele sposobów:

Licytacje charytatywne ➡️

https://www.facebook.com/groups/134641201865770/



Zobacz także

Paluszki krabowe

Paluszki surimi: świetny smak, poczucie mniejszego wypełnienia w żołądku i… zdrowie!

Skutki braku higieny mogą być kłopotliwe. Jak prawidłowo zadbać o higienę intymną

Przybij pierwszą piątkę. Akcja „Polka na diecie”, dzień #2