Psychologia

Mówisz, że ludzie cię niszczą. A tak naprawdę ty też ostro krzywdzisz innych

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
19 listopada 2022
Borderline
Fot. iStock
 

Często myślimy o sobie, że nie potrafimy stawiać innym ludziom granic. Wydaje nam się, że jesteśmy non stop przekraczani, krzywdzeni, nadużywani. Myślimy, że nie potrafimy się obronić i musimy się tego jakoś nauczyć. Ale prawda jest bardziej skomplikowana. Psychologowie twierdzą, że zazwyczaj, jeśli nie potrafimy innym powiedzieć „nie chcę tego”, to sami też mamy tendencję do tego, by przekraczać granice innych ludzi. Tylko że nam bardzo trudno zobaczyć tę drugą stronę medalu. Wolimy myśleć o sobie „dobre, krzywdzone i biedne”, niż przyznać, że czasem też „krzywdzimy i przekraczamy granice innych”.

Ludzie, którzy nauczyli się w dzieciństwie stawiać „zdrowe granice”, dziś intuicyjnie trzymają się tych reguł w stosunku do samych siebie, czyli nie pozwalają się wykorzystywać. I tą samą zasadą kierują się do innych, czyli nie nadużywają swoich dzieci, współpracowników, męża. Ci zaś, których granice były w dzieciństwie naruszane, jako dorośli często nie tylko nie potrafią sami stawiać granic, ale naruszają je innym. Bez świadomości. Bez złych intencji. O co w tym chodzi?

Dla dobra naszej rodziny

Masz poczucie, że nie potrafisz być asertywna w pracy. Ciągle „zwalają ci” na głowę wiele zadań, które wymagają nadgodzin. A kiedy wyjeżdżasz na kilka dni w delegację, musisz jeszcze wydzwaniać do męża, dyktując mu z przejęciem, w co ma dziś ubrać dzieci i sprawdzasz, czy na pewno odgrzał przygotowane przez ciebie obiadki. Pewnie uważasz, że robisz to w trosce o dzieci. W dobrej wierze, bo wiesz, że jak jesteś w domu, to jednak mąż nie umie zapleść córce warkoczy, a pizzę podaje na stół bez podgrzania. Pewnie trudno ci zrezygnować z obrazu idealnej, perfekcyjnej i zaradnej siebie.

A prawda jest taka, że najzwyczajniej w świecie naruszasz granice męża, który odpowiada ci przez telefon ze spokojem: „Poradzę sobie”. Tak właśnie wygląda nieświadomie naruszanie granic innych osób. Bo przecież on jest dorosłym człowiekiem. Wcale nie chce i nie potrzebuje twojego dyrygowania na odległość. Zabierasz mu sprawczość i sprawiasz, że może się poczuć jak ciamajda.

Dlatego, jeśli czujesz, że jesteś osobą, która nie potrafi być asertywna i nie umie dbać o swoje granice, z całą pewnością w ten sam sposób nieświadomie postępujesz wobec innych. Musisz tylko przeprowadzić szczerą rozmowę sama ze sobą, by się do tego przyznać i odkryć, w jakich sytuacjach to robisz.

Cierpię z niesprawidliwości

Masz poczucie niesprawiedliwości, bo innym natychmiast udają się rzeczy, na które ty musiałabyś poświęcić wiele czasu i pracy. Przyjaciółka, która nawet nie studiowała, mieszka dziś w pięknej willi z zamożnym mężem? Czujesz, że to niesprawiedliwe, że ty musisz pracować na dwóch etatach, a ona ma tak wygodnie. Dlatego, gdy cię zaprasza na imprezę, odmawiasz. Masz na to nawet racjonalne wytłumaczenie. Nie chcesz tam iść, bo oni znów będą rozmawiać, że wyjeżdżają na Dominikanę na wakacje, a ciebie na to nie stać. Jednak jej mówisz: „Nie mogę przyjść, bo nie mam ładnej sukienki.. Poza tym nikt mnie nigdy nie słucha na tych spotkaniach. Nie mam kasy nawet, by kupić dobre wino”.

Czy zauważyłaś, że wtedy twoja przyjaciółka zaczyna się „uwijać” wokół twojego złego samopoczucia, zapewnia cię, że założy jakiś dres i że nic nie musisz przynosić? A potem pyta, czy ci jakoś pomóc? Czy potrzebujesz pożyczki? Ty jednak dalej masz muchy w nosie i… nie przychodzisz. Zastanawiałaś się kiedyś, że wbijasz ją w ten sposób poczucie winy i naruszasz jej granice, stosując mikro agresję?

Pewnie trudno ci przyznać się przed sobą, że zachowujesz się tak, jakbyś kompletnie nie przyjmowała do wiadomości, że jesteś już dorosła i sama powinnaś brać odpowiedzialność za swoje życie. Za to tkwisz w poczuciu niesprawiedliwości, jakbyś „nacierała się” tym swoim bólem. Najgorsze jednak jest to, że wbijając bliskie ci osoby w poczucie winy, jęcząc im i ciągle opowiadając o swoich bolączkach, czerpiesz ukryte korzyści z tego, że cierpisz. Każdy może mieć gorszy dzień. Każdy ma prawo do humorów. Ale jeśli postępujesz w ten sposób notorycznie, to naruszasz granice przyjaciół, w poczuciu swojej krzywdy i bez świadomości, że się tego dopuszczasz.

Już nie wyrabiam

A może jesteś samotną matką, która ledwo wiąże koniec z końcem? Nie tylko brakuje ci pieniędzy, ale też czasu dla samej siebie. W dodatku szef w pracy intuicyjnie wyczuwa, że może cię obarczać obowiązkami, których inni nie wezmą na siebie. On wie, że ty z lęku przed utratą pracy, zgodzisz się zostać po godzinach i jeszcze nie upomnisz się o dodatkowe wynagrodzenie. Kiedy zaś wracasz do domu, coś w tobie pęka. Widzisz, że nastoletni syn nawet nie powkładał naczyń do zmywarki, a młodsza córka rzuciła mokry ręcznik w swoim pokoju na podłogę i udaje, że go nie widzi. Co robisz? Natychmiast wybuchasz! Krzyczysz! Wydzierasz się, nazywając dzieci – leniuchami, niewdzięcznikami, narcyzami, okropnymi bachorami. Trzaskasz drzwiami tak mocno, że pęka w nich szyba i w końcu zamykasz się w łazience. Kiedy dzieci próbują się do ciebie dostać, pukają i proszą, byś otworzyła, milczysz godzinę.

Tak, jesteś naprawdę w trudnej sytuacji. Nie chodzi o to, byś poczuła się jeszcze gorzej. Jednak musisz wiedzieć, że krzyk to forma agresji i wcale nie taka subtelna, zaś robienie karczemnych awantur to naruszanie granic dzieci. Gdybyś asertywnie ominęła ręcznik, pewnie po tygodniu córka włożyłaby go do pralki. Gdybyś porozmawiała z synem, miałabyś szansę na zmianę jego zachowania. Niestety matkom często trudno przyznać przed sobą, że naruszają granice dzieci.

Kilka słów na koniec

Wiemy, że ten tekst może być dla ciebie trudny. Wiemy, że przyjęcie go wymaga szczerości i dowagi. Wiemy, że większość poradników o stawianiu granic – koncentruje się poradach, które mają nam „zrobić dobrze”. A poczucie, że jeśli nie umiemy strawić granic innym ludziom to sami też je przekraczamy – do wygodnych nie należy. Jednak bez skontaktowania się tym psychologicznym mechanizmem w sobie – tak naprawdę nie mamy szansy na pełniejszy rozwój. Możemy utknąć w poczuciu „ja biedna, ja niezrozumiana, ja wiecznie pokrzywdzona”. A to przecież nie jest prawda. To nie jest cała prawda o nas.


Psychologia

Ra Ma Da Sa – mantra uzdrawiająca. Pieśń, która ma moc

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
20 listopada 2022
joga, medytacja
fot. filadendron/iStock
 

Mantra jest domowym lekarstwem na nerwy i stres. Wystarczy zacząć dzień od śpiewania mantry, by dodać sobie energii i wzmocnić swoją wewnętrzną siłę. Czym dokładnie jest ta wciąż tajemnicza mantra i czy naprawdę działa?

Mantra – czym jest?

Mantra to wibracja dźwiękowa, która koi umysł, absorbując go. To jakże tajemnicze słowo, które powstało z połączenia dwóch słów – „man” czyli umysł i „tra” czyli wznieść, wywodzi się ze starożytnych Indii. Mantra może przyjmować postać dźwięku, słowa lub połączonych ze sobą kilku słów. Wydawany dźwięk „wznosi” umysł ponad ziemski wymiar. Wibracje mogą mieć różne natężenie – od niskich do wysokich. Złe, negatywne, agresywne i niepokojące informacje wytwarzane są jako ciężkie i niskie wibracje. Im więcej niskich wibracji dookoła, tym pojawia się w nas więcej zmartwień i negatywnych emocji. Jesteśmy wyczerpani, przemęczeni i nie czujemy się najlepiej. Im w naszym otoczeniu więcej wysokich wibracji tym więcej szczęścia, spokoju i radości odczuwamy. Dobra energia oczyszcza umysł i pomaga dostrzec rozwiązania problemów, których do tej nie widzieliśmy. To pewnego rodzaju sposób myślenia i pracy ze swoim umysłem, który pomaga wyciszyć się, skoncentrować i usprawnić proces oddychania.

Mantra uzdrawiająca – jak działa?

Mantry czyli pieśni składające się ze specjalnych sylab tworzą określoną wibrację. Kiedy słuchamy lub śpiewamy mantrę, zamieniamy złą energię na dobrą. Wystarczy kilkanaście minut, by zmienić niskie wibracje na wysokie. Najsilniej działają mantry śpiewane przez nas samych, prosto z serca. Regularna praktyka słuchania lub śpiewania mantry ma działanie uzdrawiające, ale także profilaktyczne. Zmienia energię, pomaga pozbyć się negatywnych myśli i emocji oraz poprawia nastrój. Mantrę możemy traktować jako pewnego rodzaju modlitwę i sposób wyciszenia.

Zobacz również: Zmień kierunek myślenia. Ci, którzy opanują tę umiejętność, znajdą radość i zadowolenie z życia

Rodzaje mantr

Rodzajów mantr jest kilkadziesiąt, a ich wybór uzależniony jest głównie od sytuacji. Jedne dodają więcej siły, inne koją lęk, a jeszcze kolejne śpiewane są gdy potrzebujemy więcej obfitości. Są i mantry dedykowane kobietom spodziewającym się dziecka. Niektóre sprawdzą się podczas podróży, a inne w zaciszu domowym.

Mantra uzdrawiająca i oczyszczająca

Składa się z ośmiu prostych sylab, które stymulują przepływ energii w centralnym kanale kręgosłupa i centrach energetycznych.

Ra Ma Da Sa

Sa Say So Hung

To jedna z najsilniejszych i cieszących się największą popularnością mantr. Posiada działanie uzdrawiające na poziomie fizycznym, psychicznym, emocjonalnym i duchowym. Najczęściej śpiewamy ją podczas choroby lub pojawienia się jakichkolwiek problemów zdrowotnych. Pomoże uporać się również ze zmartwieniami, kłótniami i konfliktami.

 

Mantra, która chroni i przyciąga dobro

Rozwiewa obawy, odgania lęki. Otwiera na mądrość, przyciąga dobrostan i obfitość.

Ad Guray Nameh

Jugaad Guray Nameh 

Sat Guray Nameh 

Siri Guru Dayvay Nameh 

Mantra OM

OM ma wiele znaczeń – to wszechmoc, wszechobecność i wszechwiedza. To jeden z bardziej uniwersalnych dźwięków, który odzwierciedla nasze połączenie ze wszechświatem. To pewnego rodzaju świadomość i źródło wszelkiego istnienia. Choć OM składa się z dwóch liter,  to wydawany dźwięk powinien składać się z trzech dźwięków – A,U,M. Mantra OM pomaga połączyć umysł z ciałem. Podczas śpiewania wprawiamy niektóre części ciała np. gardło i klatkę piersiową w rezonans. Wytworzone wibracje pomagają nam osadzić się w przestrzeni. Łączymy się z naturą i wszystkimi żywymi istotami.


źródło: Naturalnie o Zdrowiu

Psychologia

Jeśli nie chcesz, by ktoś wysysał z ciebie energię, nie podawaj mu słomki

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
19 listopada 2022
fot. Unsplash

Czasem żyjemy w złudnym poczuciu krzywdy. Realnie cierpimy, bo nie potrafimy w odpowiednim momencie zawalczyć o swoje. Wydaje nam się, że większość rzeczy, które nam się przydarzają to jednak nasza wina. Nie umiemy się wkurzyć na drugą osobę. Wydaje nam się, że jak to zrobimy, rozpęta się jakaś okropna awantura, a my lubimy tzw. święty spokój. Lubimy, kiedy inni nas lubią. Nie potrafimy pogodzić się z myślą, że ktoś nas krzywdzi ot tak sobie, a może nawet z premedytacją i dla własnej przyjemności. Zawsze taką osobę przed sobą tłumaczymy i próbujemy jakoś zrozumieć. Czy już widzisz, jak bardzo taka postawa może ci szkodzić?

Odcięcie od trudnych emocji

Mamy poczucie, że wszystko, co robimy, jest podyktowane naszymi dobrymi intencjami. Wydaje nam się, że jesteśmy wrażliwi, dobrzy i empatyczni. Wyciągasz do innych ręce z różnymi swoimi dobrymi chęciami, a oni odpowiadają często: agresją, niezrozumieniem, złośliwością, brakiem zrumienia. Wtedy pytasz:

„Jakim cudem ci ludzie, nie potrafią odpowiedzieć dobrem na dobro?”, „Dlaczego chociaż ją lubię, to ona mnie zawsze tak surowo odtrąca?”, „Czemu on nie widzi, że tak bardzo się staram?” Ale prawda jest taka, że to nie jest pełen obraz nas samych!

Zastanów się, czy potrafisz przyznać się przed sobą, że czasem czujesz: złość, nienawiść, gniew, napięcie, irytację, rozjuszenie itp. Jeśli nie – to znaczy, że raczej nie kontaktujesz się z tą trudniejszą częścią swojej natury. Zachowujesz się tak, jakbyś bała się przyjąć, że jesteś tylko człowiekiem. Z krwi i kości. Przecież wszyscy czujemy coś, co społecznie uznawane jest za mało eleganckie, niegrzeczne, karygodne. Taka jest natura człowieka. Ważne byśmy umieli przyznać się przed sobą, że bywamy mściwi i empatyczni. Czasem współczujemy, a czasem jesteśmy obojętni. Kochamy i jednocześnie nie lubimy drugiej osoby.

Sabotowanie siebie

Czy wiesz, że bycie empatycznym, wyrozumiałym, wybaczającym bez przerwy, notorycznie i bez szacunku dla siebie, może prowadzić do sabotowania siebie? Już tłumaczymy! Na pewno znasz osobę, która uważa, że jest wybaczająca wszystkim wszystko. Jeśli ktoś takiej kobiecie robi krzywdę, ona natychmiast próbuje zrozumieć intencje swojego… no cóż, jednak jakby nie było „oprawcy”. Na przykład – jeśli szef zwolni ją bez prawnie uzasadnionej przyczyny, ona, zamiast zezłościć się, zaczyna go usprawiedliwiać: „Musiał tak zrobić, bo jest inflacja”, „Musiał zatrudnić na moje miejsce swoją córkę, bo przecież to jest rodzinna firma”, „Nie umiał tego zrobić z klasą, bo z nim szefowie przez lata postępowali dokładnie tak samo”.

Takie głębokie empatyzowanie jest jak trucizna! Trucizna, którą sama sobie zatruwasz życie. Widząc tylko dobro w innych ludziach, używasz tego do usprawiedliwiania ich krzywd w stosunku do ciebie. Mówiąc jeszcze bardziej wprost: nie stawiając granic, nie złoszcząc się, a w zamian za to odcinając od swoich prawdziwych emocji – krzywdzisz siebie.

Bez przymilania

Jeśli czujesz, że właśnie postępujesz w taki sposób, zadaj sobie pytanie: czy nie żyłoby ci się lżej, gdybyś przyznała przed sobą, że nie jesteś chodzącym pełnym empatii ideałem i że czasem czujesz do kogoś po prostu gniew. Gniew, z którym nie zamierzasz nic specjalnego robić. Nie będziesz się przymilać do tej osoby, by twoje „trudne uczucie” wobec niej zniknęło. Po prostu pozwolisz sprawom toczyć się dalej swoim własnym biegiem… Bez naprawiania. Bez przebaczania i usprawiedliwiania kogoś na siłę.

W takiej sytuacji rozumienie i przebaczenie (natychmiast!) to właśnie jest podawanie drugiej osobie słomki do wysysania twoich zasobów. By znów mogła spróbować zwalić na ciebie w pracy zadania nie do wykonania, by pisała do ciebie SMS-y w środku nocy, że musisz coś poprawić, by wykorzystywała cię w domu do zajmowania się rzeczami, których nikt nie lubi robić itp. W sumie nawet trudno dziwić się, skąd taka osoba ma wiedzieć, że jesteś na nią zła, skoro zawsze witasz ją uśmiechem.

Do miliona razy sztuka?

Z czasem, gdy stajesz się bardziej świadoma, udaje już ci się postawić granicę i powiedzieć komuś, że notorycznie „cię przekraczał”. Z czasem uczysz się wytrzymywać myśl, że nie każdy musi cię lubić i to jest jego prawo. Ale bywa… że mija czas (miesiące, lata) i jakaś niewytłumaczalna siła, ciągnie cię znowu do osoby, która traktowała cię w przeszłości nie najlepiej. Tłumaczysz to sobie, że chodzi o przebaczenie. Jednak jeśli ty się nie zmieniłaś, to nie masz teraz szansy zmienić tej relacji na zdrowszą.

Pewnie masz wiele koleżanek, które próbowały wrócić do mężczyzn, którzy był o nie kiedyś bezpodstawnie bardzo zazdrośni z nadają, że teraz będą umieć temu przeciwdziałać. Ale niestety po latach ta sama sytuacja powtórzyła się. Podobnie bywa z przyjaźnią. Raz zerwana z powodu jakiegoś poważnego naruszenia może po latach kusić, by ją wznowić. Znów pragniesz poczuć to, co dawało ci kiedyś tyle przyjemności i zapominasz o tym, co było złego. Dlatego kiedy przychodzi ci do głowy myśl, by zbliżyć się do osoby, wobec której od jakieś czasu „trzymasz” bezpieczny dla siebie dystans, zastanów się, czy naprawdę tego chcesz i czy jesteś na to gotowa. Czy dokonałaś w sobie wystarczających zmian, by teraz umieć stawiać jej zdrowe granice? Weź też pod uwagę, że niestety niektórzy ludzie ranią, bo chcą. Bo sprawia im to przyjemność. Bo inaczej naprawdę nie potrafią. Być może więc „odcięcie się” było i nadal jest dla ciebie jedyną i bezpieczną decyzją?

A dlaczego tak robię?

Odpowiedzi jest wiele. Może tak zostałaś nauczona w dzieciństwie? Może twoi rodzice opowiadali ci bajki, że ludzie są tylko dobrzy? Albo za wszelką cenę mama szukała razem z tobą wytłumaczeń na niegodziwe zachowanie ojca i nigdy nie brała cię w obronę, kiedy nauczyciele przekraczali twoje zdrowe granice? A może oboje rodzice robili coś, co nie powinno się wydarzać, sprawując, że twoje granice rozmywały się i przestawałaś czuć, kiedy ktoś robi ci na złość, krzywdzi cię, ośmiesza? Może jako mało dziewczynka sama szukałaś dla tych ludzi usprawiedliwień? A ponieważ byłaś inteligentnym i sprytnym dzieckiem, zazwyczaj udawało ci się wykoncypować w swojej głowie szereg pozornie sensownych wytłumaczeń. Może to był twój jedyny sposób na przeżycie w tamtym momencie? Może gdybyś nie motywowała przed sobą sensownie działań swoich rodziców, nie potrafiłabyś wtedy przetrwać? Tylko ty znasz odpowiedź, dlaczego dziś stałaś się osobą tak głęboko empatyczną i notorycznie wybaczającą?

***

Dlatego kiedy kolejny raz będziesz zastawiać się, dlaczego ludzie postępują wobec ciebie nie fair i dlaczego nie potrafisz na to adekwatnie reagować, powiedz sobie stop i daj czas na przemyślenie. Bo sprawa jest bardziej skomplikowana niż wydawało ci się na początku. Nie podawaj innym słomki, by wysysali z ciebie energię. Nie sabotuj samej siebie.


Zobacz także

Wytrenuj swój mózg do… miłości!

Co to znaczy, że utknęłaś emocjonalnie

Kiedy powiem sobie „dość”. Jak w kilku słowach powiedzieć innym, by dali ci spokój