Psychologia

To nie twoje święto, nie twój świat, a my nie wybraliśmy tej miłości. Nie jesteś ich tatą, ale proszę bądź ich przyjacielem

Listy do redakcji
Listy do redakcji
23 czerwca 2020
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

Nie jesteś tatą moich dzieci. W ogóle nie jesteś niczyim tatą i chyba nawet byś tego nie chciał. Przynajmniej na razie. To nie twoje święto, nie twój świat, a my nie wybraliśmy tej miłości. Ja – rozwódka z dwójką dzieci i ty – wolny ptak bez zobowiązań, bez pojęcia o tym jak wygląda rodzinne życie. Czy to się może udać? Ciągle nie wiem.

Za chwilę zamieszkamy razem. Znam cię. Rozmazany dżem na kanapie, mokry ręcznik zostawiony w łazience, wieczne kłótnie rodzeństwa… Będzie ci trudno się w tym odnaleźć. Coś, co jest moją codziennością, dla ciebie będzie absolutną nowością. Nie byłeś z nami od początku, nie znasz tego wszystkiego, nie wiesz jak reagować. Lubisz i szanujesz moje dzieci, z wzajemnością. Ale życie pod jednym, wspólnym dachem to inna rzeczywistość. Kosmos. Dla kogoś, kto jest przyzwyczajony do ciszy i spokoju, do życia wygodnego i w swoim tempie przeprowadzka do domu, w którym mieszkają dzieci to szok.

Nie, nie chcę, żeby moje dzieci mówiły do Ciebie „tato”. To się nie wydarzy. One maja tatę i ty w tę rolę po prostu nie wejdziesz. Nie ma takiej potrzeby. Ale chciałabym, żebyś był dla nich dobrym przyjacielem i rozsądnym opiekunem, kiedy cię o to poproszę. Żeby mogły się od ciebie czegoś nauczyć. I żebyś ty zrozumiał kilka rzeczy.

Widzę, jak uczysz się cierpliwości. Czasem bawi mnie twoje bezradne spojrzenie, kiedy w domu wybucha afera o klocki, wylany sok, o to, że ktoś wziął czyjąś tubkę z pastą do zębów, a ktoś inny usiadł na chwilę na nieswoim łóżku. Próbujesz zrozumieć, przypomnieć sobie jak to było, kiedy byłeś mały. Sam mi tłumaczysz, że przecież nic się nie stało. Wiem, że się starasz. Nie oczekuję od ciebie, że wejdziesz do tej rodziny i nagle wszystko zacznie do siebie pasować, a ty fantastycznie się w tym odnajdziesz.

Dajmy sobie czas. Dzieci cię znają i lubią, ale kiedy zamieszkasz z nami, wasze relacje się zmienią. Będziemy musieli wszyscy zbudować je na nowo. Zobaczycie się w sytuacjach codziennych, pojawią się napięcia, stres, zdenerwowanie.Dzieci są głośne, wymagają uwagi, chorują. Sprawiają, że zmieniamy plany, dopasowujemy się do nich. To wpłynie także na nasz związek, wiesz?

Nie proszę cię, żebyś je pokochał, zachwycił się nimi, żeby natychmiast stały się dla ciebie tak samo ważne jak dla mnie. Pragnę tylko, żeby wszystko działo się naturalnie, w swoim tempie. Żebyś rozumiał, że to dzieci…Tylko i aż.

Nie proszę, żebyś pomagał mi podejmować decyzje dotyczące ich wychowania, przynajmniej nie od razu. Ale będę potrzebowała porozmawiać, poradzić się ciebie. Dowiedzieć się jaki jest twój punkt widzenia. Nawet jeśli nie masz doświadczenia w byciu rodzicem, czasem to twoje „nierodzicielskie” spojrzenie bardzo mi pomaga, cenię je, wiesz? Ściągasz mnie na ziemię i sprawiasz, że dużo częściej niż kiedyś jestem rodzicem fajnym, a nie tylko bardzo opiekuńczym…

Proszę bądź ich przyjacielem i pomóż mi być dobrą matką. Wspieraj mnie w moich wysiłkach, a kiedy trzeba powiedz, jak to wszystko wygląda z boku. Potrzebuję tego. I proszę cię jeszcze, żebyś się nie bał tego, że czasem masz po prostu dość. Ja mam dość bardzo często. Nie czekaj, rozmawiaj ze mną o tym.

A przede wszystkim, bądź z nami, bądź ważną częścią nas, stwórzmy razem ten patchwork.

Czy to się może udać? Ciągle nie wiem. Ale wiem, że chcę spróbować. Kocham Cię. Kocham moje dzieci. Wierzę, że razem poskładamy jakoś tę układankę. Że z czasem wszyscy będziemy szczęśliwi.


Psychologia

Jak sobie radzić z napięciowym jedzeniem?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
23 czerwca 2020
Fot. iStock

Stres, niepewność, ale i nowoczesny styl życia sprzyjają napięciowemu jedzeniu. O tym, jak sobie z nim radzić na co dzień opowiada psychodietetyk, Beata Kowalska, specjalista portalu Avigon.pl do videokonsultacji on-line.

U źródła

Idealną sytuacją byłoby jedzenie powodowane wyłącznie głodem fizjologicznym. Głód fizjologiczny regulowany jest przez układ głodu i sytości. To nieodłączne mechanizmy ludzkiego organizmu, które mówią kiedy, ile i czego zjeść. To takie pierwotne instynkty, które odpowiadały za nasze przeżycie. Jednakże wraz z rozwojem, zwiększeniem tempa życia i wysoką chemizacją środowiska i żywności, wiele naturalnych dobrze działających mechanizmów zostało zakłóconych. W pędzie dnia codziennego coraz mniej potrafimy słuchać naszego organizmu, działamy niejako z automatu, z przekonań, umysł rządzi naszymi decyzjami. Odczuwanie potrzeb organizmu i ich umiejętne zaspokajanie zostało zastąpione zupełnie nowym, modnym postrzeganiem roli jedzenia w życiu człowieka. Jemy z wielu innych powodów dodatkowo, poza zaspokojeniem potrzeby czysto fizjologicznej.

Czym jest napięciowe jedzenie?

Napięcie wytwarza się w ludzkim organizmie na skutek braku możliwości adaptacyjnych/ przystosowawczych organizmu do wymagań zewnętrznych. Tempo życia w obecnym świecie daleko odbiega od naturalnej dynamiki życia przyrody, której nieodzowną częścią jest człowiek. Fizjologia ludzka działa idealnie pracując w zgodzie z biorytmem. Każde odstępstwo od naturalnego biegu rzeczy nie może zostać bez konsekwencji, w tym przypadku dla zdrowia ludzkiego. Napięcie wytworzone w organizmie na skutek „nienadążania” za światem, wymogami, oczekiwaniami etc., tworzy dysonans energetyczny w naszym ciele, co odczuwalne jest jako wyjątkowy dyskomfort. Wyobraźmy sobie taką analogię, że do auta z plastikową karoserią został zamontowany wysokiej klasy i wysokiej mocy silnik. Nietrudno sobie wyobrazić, że te dwa elementy składowe nie mają szans na równą i przyjemną eksploatację podczas jazdy. Człowiek mimo wielu mechanizmów regulacyjnych i adaptacyjnych posiada określoną tolerancję na bodźce. I, mimo że próbuje na co dzień minimalizować wewnętrzne napięcie, chociażby jedzeniem, to i tak nie rozwiązuje to problemu. Jedzenie jako forma energii spełnia jakby zastępcze dołożenie mocy do organizmu, który nie działa tak szybko, jak stresor/bodziec. I choć pomaga na chwilę, przynosi niekorzystne w czasie reperkusje.

Jak sobie radzić z napięciowym jedzeniem?

Po pierwsze zrozumieć skąd bierze się napięcie w ciele. Po drugie odpowiedzialnie kierować własnym życiem i sprawami w zgodzie w możliwościami organizmu, a nie jak stanowią wymogi zewnętrzne. W przeciwnym razie sami nieświadomie przyczyniamy się do stopniowej autodestrukcji. Nietrudno znaleźć człowieka, który potwierdzi, iż wiele chorób nabył ze stresu. Z perspektywy czasu dochodzimy do refleksji, że wielu rzeczy nie potrzebowaliśmy, ale goniliśmy za nimi. Namawiam do ufania swojemu organizmowi, tam jest moc informacji czego dany człowiek w życiu potrzebuje. Fenomenem jest ludzki organizm, który ma swoje tolerancje na określone pokarmy, sytuacje, relacje, pogodę, klimat, miejsce bytowania, bodźce z zewnątrz etc. To nasze naturalne granice tego, co jest dla nas dobre, a co nie. Jednakże odpowiedzialność za respektowanie naszych naturalnych granic leży po stronie człowieka, który wprawdzie obdarzony wolną wolą, w przewadze pozostaje niestety zewnątrz-sterowny.

5 praktycznych wskazówek jak minimalizować napięciowe jedzenie:

  1. Określ czynności na dany dzień możliwe do wykonania, tak żebyś miał równowagę między pracą a odpoczynkiem. Polecam system 8/8/8 tj. 8 godzin praca zawodowa, 8 godzin sen, 8 godzin pasja, rodzina, inne.
  2. Zadbaj o relaksację organizmu w celu stabilizacji układu nerwowego, który w sytuacji wewnętrznego napięcia pracuje na pełnych obrotach. Człowiek też pracuje jak każda inna machina, mamy napęd i hamulec. Ważnym, aby układy pracowały w równowadze; dobra praktyczna wskazówka NIC NIE RÓB:
  • każdego dnia przez 1 godzinę
  • każdego tygodnia przez jeden dzień
  • każdego miesiąca przez 1 weekend
  • każdego roku przez 1 tydzień

To takie minimum dla zachowania równowagi układu nerwowego.

  1. Dobieraj pracę, relacje, pasje, miejsca, jedzenie, odzież zgodne z Tobą, bez kierowania się powinnościami z zewnątrz.
  2. Rób tylko jedną rzecz na raz, z uważnością.
  3. Pytaj siebie, czy teraz jestem głodny, czy zdenerwowany, zanim coś włożysz do ust. Takie zatrzymanie się daje szansę przynajmniej dostrzec problem, a potem już tylko pozostaje praca nad zmianą nawyku.

Więcej informacji: www.avigon.pl


Zobacz także

8 oczywistych sygnałów, że masz do czynienia z hipokrytą. On jest ponad wszystko, dla niego to tylko słowa…

6 drobnych rzeczy, których introwertycy nienawidzą. Nie róbcie nam tego

Mindfulness w 8 krokach. Trening uważności – by lepiej i pełniej cieszyć się życiem