Psychologia

A czy ty wiesz, że trawa nie będzie bardziej zielona, jeśli schudniesz albo w końcu się zakochasz?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
5 września 2022
Fot. iStock/max-kegfire
 

Ale ty wiesz, że słońce nie zacznie nagle mocniej świecić, jeśli schudniesz? A trawa nie będzie bardziej zielona, jeśli w końcu dostaniesz awans. A jak się zakochasz, to problemy w pracy nie poukładają się same, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki?

Nauczyliśmy się wierzyć, że do cieszenia się życiem potrzebujemy czegoś więcej niż to, co już mamy. Zawsze więc patrzymy w przyszłość… mając nadzieję, że za rogiem czeka już na nas jakaś nagroda w zamian za cierpienia i niesprawiedliwości, których teraz doświadczamy. Czekamy nas coś lepszego. Sielankę. Spokój serca. Wielką miłość, która nie będzie przynosić nigdy łez. Dziecko, które wypełni pustkę po miłości, której same w dzieciństwie nie otrzymałyśmy. Czy to ma jakikolwiek sens? Czy w ten sposób nie marnujemy sobie życia?

Kobieto, stop, zatrzymaj się

A gdybyś się zatrzymała i pomyślała sobie, że być może właśnie teraz jesteś w najbardziej szczęśliwym momencie swojego życia? Teraz – kiedy nie masz faceta, ale jesteś pełną pomysłów i szukającą przygód singielką! Teraz – kiedy pracujesz na stanowisku, które nie do końca odpowiada twoim ambicjom, ale dzięki temu masz dużo czasu wolnego dla siebie. Teraz – kiedy ważysz najwięcej w swoim całym życiu, ale jesteś kochana przez akceptującego partnera. Teraz – kiedy siedzisz sama w domu i się nudzisz, ale masz w sobie spokój serca.

Ta wizja: że teraz jest moment najszczęśliwszego życia, może być smutna. Bo tak bardzo przyzwyczaiłaś się do innej, że kiedyś będziesz superszczęśliwa. Ale z drugiej strony jest ona również uwalniająca i bardzo racjonalna. Jeśli podejdziesz do tej myśli z czułością, możesz zacząć zmieniać swoje myślenie o sobie i o świecie.

Mam dość „tu i teraz”

Zwykle, kiedy ktoś mi mówił, że trzeba się cieszyć chwilą, bo liczy się „tu i teraz”, bo najfajniejsze jest radowanie się drobnymi rzeczami, czułam opór, a nawet złość. Wydawało mi się, że ta porada nie ma mocy zmienienia absolutnie niczego w moim życiu. Czułam, że te słowa to jakiś popularny obecnie wytrych, który ma za zadanie dość nachalnie wciskać ludziom receptę na szczęście. Te słowa były dla mnie jak hamburger z sieciówki, który ma pokrzepić szybko moje ciało i umysł.

Dlatego nie chcę tu pisać, że masz cieszyć się drobiazgami i być „tu i teraz”. Prawdą natomiast jest to, że często żyjemy w iluzji, że gdzieś jest piękniej, że gdzieś będzie nam lepiej, że gdzieś daleko jest nasze szczęśliwe zagubione życie.

Bo mi dobrze w środku

Jakiś czas temu moja przyjaciółka, Katarzyna, zwróciła mi uwagę na wpis na Instagramie Pauliny Młynarskiej, która kilka lat temu wyprowadziła się na Kretę, została nauczycielką jogi i porzuciła karierę w telewizji. Paulina pisała, że wielu ludziom wydaje się, że ona ma teraz jakieś idealne życie na pięknej wyspie z dala od zgiełku i kłopotów codzienności. A jednak ona tak nie uważa:  „To nie ma nic wspólnego z przesiadywaniem na plaży i dyndaniem w hamaku. Chociaż czasem się znajdzie chwila. Jasne, jak ktoś ma górę kasy, to jest inna rozmowa. Ale jak chcesz tu się przenieść i pracować, to nie ma co romantyzować. Mnie tu dobrze, bo mi w środku dobrze, a nie dlatego, że Kreta”.

Nie wystarczy wyjechać więc w piękne miejsce, by los się odmienił. To jest romantyzowanie i Paulina ma rację. Ja też wiem coś o tym. Kiedyś pojechałam sama spędzić trochę czasu we włoskim Trieście, a potem w czeskiej Pradze. Choć wiele osób mi tych podróży zazdrościło, top tak naprawdę było mi tam trudno. Serio! Dlatego, że pojechałam tam ze swoimi myślami. Własnych demonów się nie pozbędziesz. Nie zostawiasz ich w Polsce, przeprowadzając się do innego piękniejszego i bardziej nasłonecznionego miejsca. Będzie ci dobrze samej nawet na zimnej Antarktydzie. Pod warunkiem, że zadbasz o swoje myśli, uczucia, emocje. O samą siebie!

Dlatego na koniec mam taki apel: zastanów się nad tym, co by było, jeśli TEN NIEDOSKONAŁY MOMENT twojego życia jest tym najszczęśliwszym? Co teraz z tą myślą zrobisz… zależy już tylko od ciebie.

Zobacz także: Żyj swoim dobrym życiem. 31 prawd, które ci w tym pomogą


Psychologia

Laserowa korekcja astygmatyzmu

Redakcja
Redakcja
5 września 2022
 

Astygmatyzm dotyczy około 40 % osób posiadających wadę wzroku w postaci krótkowzroczności lub dalekowzroczności. Objawia się w postaci zaburzenia prawidłowego widzenia, bólów głowy, czy pieczenia oczu. Jest on dość powszechny i łatwy do skorygowania przy pomocy odpowiednio dobranych soczewek, ale też laserowej korekcji wzroku. Dowiedz się, na czym polega astygmatyzm oraz jak przebiega zabieg jego laserowej korekcji.

Co to jest astygmatyzm?

Astygmatyzm to wada wzroku, która w znacznej większości przypadków dotyczy rogówki, stanowiącej przednią ściankę gałki ocznej. Polega na powstawaniu na siatkówce obrazu niepunktowanego, będącego wynikiem załamywania się światła w różnych kierunkach. Dzieje się tak z powodu nieregularnego kształtu rogówki. U osób bez astygmatyzmu ma ona kształt piłki, natomiast u osób z astygmatyzmem przypomina jajko.

Rogówka okrągła w każdym przekroju jest taka sama, co oznacza również, że ma taką samą moc. Rogówka astygmatyczna, której jeden z przekrojów jest bardziej wypukły, a drugi bardziej płaski, czyli słabszy lub mocniejszy, powoduje zakłócenia odbieranego przez oko obrazu. Wadę tę można jednak łatwo skorygować, na przykład poprzez przeprowadzenie laserowej korekcji wzroku.

Jakie są objawy astygmatyzmu?

Rozmazanie obrazu, jego krzywienie, pogorszenie ostrości i czułości na kontrast, czy problemy z rozróżnieniem drobnych elementów oraz niektórych kształtów, to objawy, jakie mogą świadczyć o astygmatyzmie. W zależnosciod stopnia zaawansowania wady sygnaly te mogą być mniej lub bardziej odczuwalne i dotyczyć patrzenia na bliską, bądź daleką odległość.

Ponadto często towarzyszą im natarczywe bóle głowy (zwłaszcza w okolicy czoła), bolesność oczu, ich pieczenie, swędzenie, czy pieczenia, a także pogorszenie widzenia po zmroku. Objawy te mogą w znacznym stopniu utrudniać codzienne funkcjonowanie, dlatego doświadczając ich, warto rozważyć przeprowadzenie zabiegu, jakim jest laserowa korekcja wzroku.

W jaki sposób koryguje się astygmatyzm?

Korekcja astygmatyzmu jest możliwa poprzez dobór odpowiednich soczewek kontaktowych lub okularowych — w tym przypadku stosuje się szkła cylindryczne, które muszą być dobrane przez specjalistę. Aby spełniały swoje zadanie, konieczne jest, aby stanowiły odwzorowanie różnic, jakie dotyczą rogówki. Inna metoda to laserowa korekcja wzroku.

Na czym polega laserowa korekcja wzroku?

Soczewki kontaktowe, czy szkła cylindryczne to skuteczna metoda leczenia astygmatyzmu, ale nie jest ona rozwiązaniem trwałym. Dzięki specjalistycznej wiedzy oraz zastosowaniu zaawansowanych technologicznie narzędzi, można pozbyć się go w bezpieczny, szybki i bezbolesny sposób, poprzez laserową korekcję wzroku. Zabieg ten polega na wymodelowaniu rogówki, tak aby osiągnęła odpowiedni kształt. Trwa on kilka minut i jest przeprowadzany przy znieczuleniu miejscowym.

Dostępność nowoczesnych urządzeń, a także wiedza, doświadczenie oraz umiejętności specjalisty pozwalają na skuteczne skorygowanie astygmatyzmu i towarzyszących mu dolegliwości. Zabieg laserowej korekcji wzroku jest szybki, bezbolesny i mało inwazyjny, dlatego decyduje się na niego coraz więcej osób.


Psychologia

Nauczyliśmy się wierzyć, że to, co nieracjonalne, jest niedobre. A co, jeśli intuicja pcha cię ku niepewnym brzegom?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
5 września 2022
intuicja
fot. Mahdi Chaghari/Unsplash

Nauczyliśmy się wierzyć, że to, co niepewne i nieracjonalne jest niedobre. A może to nie do końca prawda? Oczywiście nie wolno podejmować decyzji, skacząc do basenu bez sprawdzenia, czy jest w nim woda. Ale co zrobić, jeśli nie potrafisz podjąć decyzji? Jeśli wszyscy twoi znajomi dzielą się i każdy doradza ci coś kompletnie innego?

Byłam w takiej sytuacji. Musiałam podjęć decyzję, w której szkole chcę studiować. Najpierw dokładnie porównałam ceny i ilość godzin oferowanych w programie. W trzech szkołach przeszłam przez rozmowy kwalifikacyjne, w dwóch długo rozmawiałam z opiekunami roku. Sprawdziłam od jak dawna szkoły są na rynku. Potem długo oglądałam ich strony internetowe, czytałam opinie uczestników kursów na Facebooku. Im dłużej to robiłam, tym bardziej nie wiedziałam, jaką decyzję podjąć.

Dlatego zaczęłam dzwonić do znajomych, którzy podobne szkoły skończyli. Niestety nie mogłam znaleźć nikogo, kto się w nich uczył. Ale dobre dusze szeptały mi na ucho swoje porady. Gdy już mi się wydało, z jestem bliska podjęciu ostatecznej decyzji, jedna ze znajomych powiedziała: „Słuchaj, ta szkoła w Warszawie wygląda jak model biznesowy, na którym właściciel chce tylko zarobić”. Inna, którą równie cenię, była kompletnie odmiennego zdania. Mówiła: „Słuchaj Iwona, dojazdy do Krakowa przez kilka lat będą dla ciebie bardzo męczące. Szukaj tylko nauki w swoim mieście, ponieważ nie dasz rady ciągle jeździć po 300 kilometrów”. Obie miały swoje racje, ale i tak nie byłam nawet na milimetr bliżej decyzji.

Czy intuicja podpowie?

Dlatego postanowiłam kompletnie zmienić swoją taktykę i zrobić coś, czego nie robiłam od dawna. Podjąć decyzję bardziej intuicyjnie, bardziej od serca. Spytałam siebie, do której szkoły mnie bardziej ciągnie? Którą wybrałabym, gdybym nie liczyła pieniędzy? Patrzyłam na stronę internetową i oglądałam zdjęcia wykładowców. Czytałam ich krótkie biogramy, ale nie to było dla mnie najważniejsze. Zastanawiałam się, którą z tych osób chciałabym się spotkać. Czy do którejś z niewytłumaczalnych powodów mnie ciągnie?

Kiedy intelekt i racjonalność nie wystarczają, to czasem warto zastanowić się, co na ten temat mówi ciało. Postanowiłam go teraz posłuchać. Kiedy więc zbliżałam się do podjęcia decyzji „szkoła w Warszawie”, przyglądałam się, jak na nią reaguje moje ciało i nagle poczułam, z mam ściśnięty żołądek. Natomiast, kiedy byłam bliżej wyboru krakowskiej szkoły, to pomimo konieczności przemierzania po 300 kilometrów w jedną stronę – czułam w sobie spokój. A więc decyzja zapadła – postanowiłam już dłużej tego nie rozważać, ponieważ czułam, że jak tak dalej pójdzie, to zwariuję. Ostatecznie wybór padł na Kraków i nieracjonalne długie podróże i spanie poza domem.

Dlaczego ciało wie lepiej?

fot. Jared Rice/Unsplash

Na pewno dam wam znać, czy ten proces podejmowania decyzji ma sens. Czy moje ciało i intuicja mnie nie zawiodły? Ufam, że tak, mimo wszystko, nie będzie. Mam jeszcze taką refleksję, że wiele osób pomija intuicję jako przewodniczkę w życiu, bo nauczyliśmy się wierzyć, że tylko to, co racjonale jest dobre. Zachwycamy się tylko bezpiecznymi decyzjami. Ale to nie zawsze działa! Intuicja to zbiór doświadczeń, który odkładał się przez dziesiątki lat poza naszą świadomością, np. w ciele. A ciało cię nie oszuka. Ono pamięta traumy. Ono pamięta dziwne zdarzenia, które odcisnęły się na twojej biografii. Ono cię strzeże. Skurczem w żołądku. Dreszczami. Bólem w piersi. Bulgotaniem w kiszkach. Wrażeniem, że uginają ci się nogi. Skróconym niespokojnym oddechem. Naprawdę mamy w sobie ewolucyjnie ukryte siły, które pomagają nam wybrać się w nieznane i niepewne przestrzenie.

Masz prawo się nie tłumaczyć

Kiedy już decyzja została podjęta, powtarzałam sobie, że nie mam obowiązku się z niej nikomu tłumaczyć. Byli tacy, którzy powiedzieli mi, że jestem za stara na naukę. Byli też tacy, którzy powiedzieli, że nie wierzą, że tak późno można próbować zmienić swoje życie. I tacy, którzy mówili, że droga, którą wybrałam, jest bardzo trudna i że pewnie mi się nie uda. Trudno! Więcej było dobrych głosów.

W tym mojej prawie 80-letniej mamy, która zadzwoniła i powiedziała: „Iwonko, zapomniałam ci powiedzieć, że jestem z ciebie dumna. Że ci się jeszcze chce!” Jakież dobre to były dla mnie słowa.

Właśnie pakuję walizkę, ponieważ jadę tam na kilka dni. Nie jest tak, że kompletnie nie czuję obaw. Nie mam 100% pewności, że dobrze zrobiłam. Powoli dociera do mnie, że jednak będę spała cztery noce poza domem. Ale mam nadzieję, że rodzina sobie beze mnie poradzi. Zastanawiam się też, czy intuicja aby nie chciała wyrwać mnie z domu. Od ponad trzech lat pracuję przy komputerze, postawionym w salonie na stole, przy którym wszyscy jemy posiłki. Kraków może być fajną odmianą.

Na koniec mam dwie prośby. Po pierwsze, zastanów się i odpowiedz na takie pytania:

Kiedy ostatni raz byłaś na imprezie, na której nikogo nie znałaś? Kiedy ostatni raz poszłaś po podwyżkę do szefa? Kiedy na rankę w ciemno? Kiedy rzuciłaś się na głębokie fale?

Nie lubimy tego. To zawsze jest jakiś dyskomfort. Nauczyliśmy się unikać go i zwlekać. A przecież część spraw nie ułoży się bez ryzyka.

Prośba druga: trzymajcie za mnie kciuki.


Zobacz także

narcyz

Jak narcyz unika odpowiedzialności? Zdziwisz się, jakie to proste

Kiedy dajesz innym zbyt wiele siebie. Skąd wiedzieć, kiedy pora zadbać przede wszystkim o siebie

Dlaczego mężczyzna boi się stałego związku. Nie zawsze chodzi o brak dojrzałości