Psychologia Samorozwój

Jak być kreatywnym? Kilka podpowiedzi psychologa

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
22 stycznia 2021
Fot. iStock
 

Kreatywność – słowo tak samo modne, jak wyeksploatowane ostatnimi czasy. Ale skąd bierze się kreatywność i jak możemy ją pielęgnować? Z pomocą przychodzi psychologia, dzięki której możemy znaleźć bardzo konkretne wskazówki. Warto zadbać o siebie pracując nad poszerzeniem własnych horyzontów – zdziwicie się, jak dobrze się poczujecie! Ale czym tak naprawdę jest kreatywność?

Czym jest kreatywność?

Czy to cecha osobowości, z którą się urodziłeś? A może jest to umiejętność, którą możesz rozwinąć? Czy zawsze wykazujemy jakąś kreatywność, nawet w codziennych czynnościach?

W dzisiejszych czasach nie wierzymy już, że kreatywność przychodzi do nas jak muza w starożytnej mitologii, spływa nagle i oświeca wybrańca. Zamiast tego psychologia dostarcza nam wskazówek, skąd bierze się kreatywność i jak możemy ją pielęgnować. Bo możemy!

Dr Jade Wu, psycholożka kliniczna z Bostonu, postanowiła przyjrzeć się naszej kreatywności i stworzyła krótką listę kroków, które możesz wykonać, by stać się kreatywnym!

Wskazówka 1: Nie czekaj na inspirację – znajdź ją sam

Badania wykazały, że ciekawość wiąże się z kreatywnością. Wydaje się to logiczne, ponieważ ciekawość jest pewnym paliwem, którego potrzebujemy, aby znaleźć sławetną inspirację.

Niezależnie od tego, czy jesteś pisarzem, naukowcem, tancerzem, architektem czy programistą, nie możesz stać się naprawdę dobry bez swojej ciekawości! Przede wszystkim tej skierowanej na prawdziwych mistrzów i gigantów w swojej branży.

Więc jeśli chcesz zostać pisarzem, czytaj książki.

Jeśli chcesz być artystą, studiuj na sztukę.

Jeśli chcesz wymyślać fajne gadżety lub zostać wynalazcą, obejrzyj już istniejące patenty.

To co dobre, niech zostanie twoją inspiracją, nie martw się, pojawią się też twoje własne pomysły. To co złe i nieudane, niech będzie lekcją na co nie marnować czasu.

A może właśnie odkryjesz, że żaden mistrz nie zrobił czegoś, że czegoś właśnie w jego dziełach brakowało – i tak narodzi się twój pomysł?

Wskazówka 2: Po prostu zacznij

Doskonałość jest wrogiem postępu, prawda? To także wróg kreatywności.

Jeśli czekasz, aż pomysł zostanie w pełni ukształtowany i zaplanowany, a projekt zapięty na ostatni guzik (nawet jeśli ten „guzik” będzie bardzo dobry), zanim zaczniesz go urzeczywistniać, możesz czekać bardzo, bardzo długo. Lub (co gorsza), porzucić pomysł i schować go głęboko do szuflady.

Wytrwałość to mało efektowna strona kreatywności, ale to także jedyny sposób, aby coś zrobić.

Zamiast tego bierz się do pracy!

Pisz dwa beznadziejne zdania dziennie w swoim dzienniku.

Bazgrol nieudane rysunki w swoim szkicowniku.

Zdziwisz się, jak szybko w tych bazgrołach, pojawi się coś zachwycającego, przypadkowego.

Wytrwałość to mało efektowna strona kreatywności, ale to także jedyny sposób, aby coś zrobić. Nie czekaj aż wymyślisz całą powieść – zacznij od dwóch bzdurnych zdań – ale zacznij!

Wskazówka 3: Zrób sobie przerwę

W 1926 r. psycholog społeczny Graham Wallas zaproponował podział kreatywności na kilka etapów,  jednym z nich była inkubacja. Właśnie wtedy pojawiają się nowe, nieświadome skojarzenia między myślami.

Twój mózg, wykonuje za ciebie niezłą robotę za kulisami. Gdy zamkniesz laptopa i pójdziesz na spacer, może się wydawać, że nie dzieje się nic, ale inkubacja w rzeczywistości przygotowuje się na wielką scenę finałową za chwilę. Kiedy wrócisz, możesz nagle znaleźć to rozwiązanie, którego szukałeś –  jak kreatywnie obejść problem nierozwiązywalny.

Badanie z 2009 roku wykazało, że inkubacja – prosty upływ czasu – zwiększyła kreatywność w zadaniu eksperymentalnym.

Sposobem na doładowanie inkubacji jest dosłowne przespanie się ze swoim pomysłem.

Według badaczy, drzemka obejmująca fazę REM – faza snu, w której pojawiają się sny – jeszcze bardziej poprawiła wyniki uczestników

Jaki z tego morał? Wysil się, umęcz i włóż ciężką pracę nad swoim kreatywnym projektem, , a następnie zrób sobie przerwę lub idź spać. Możesz szczerze powiedzieć szefowi, że drzemka w biurze może mieć kluczowe znaczenie dla Twojej produktywności! 😉

Wskazówka 4: Nie myśl za dużo

Jeśli jesteś muzykiem, artystą lub sportowcem, wiesz, że czasami wpadasz na najlepsze pomysły, kiedy nawet o tym nie myślisz. Oczywiście położyłeś podwaliny dzięki sumiennemu szkoleniu i wielu eksperymentom. Ale kiedy zbudujesz solidne podstawy swoich umiejętności, czasami (ba! bardzo często) musisz zaufać swojemu instynktowi w procesie twórczym.

Gdy już zdobędziesz doświadczenie w danej umiejętności, powiedz mózgowi podejmującemu decyzje, aby zrobił sobie przerwę i pozwól sobie wreszcie uwolnić swoją kreatywność.

„Potwierdzają to badania obrazowania mózgu. To  fascynujące badanie dotyczyło aktywności mózgu doświadczonych muzyków jazzowych podczas improwizacji. Naukowcy odkryli, że obszary czuciowe i ruchowe mózgu świecą jak choinki,  ponieważ tworzenie muzyki wymaga wielu wrażeń i ruchu. Co ciekawe, doszło do dezaktywacji  części przedczołowej mózgu . Ten obszar mózgu związany jest z samokontrolą i podejmowaniem decyzji …”*

Wskazówka 5: Dodaj dwa do dwóch

Co zrobić, jeśli naprawdę utkniesz? A co, jeśli po prostu wpatrujesz się w puste nuty lub migający kursor na pustym dokumencie i kompletnie nie masz pomysłu?

Przestań próbować zaczynać od zera. Zamiast tego spróbuj wziąć dwie rzeczy, które już istnieją i połączyć je razem. Kreatywność często jest owocem  niezwykłej kombinacji kilku pomysłów.

W 1964 r. Autor Arthur Koestler opracował termin „bisocjacja”, aby opisać nowatorskie połączenie dwóch wcześniej niekompatybilnych pomysłów.

Chodziło o połączenie pracy winiarskiej i stemplowanie monet – czary mary, stworzono prasę drukarską, która zmieniła cały świat zachodni.

W dzisiejszych czasach możemy zobaczyć coś w rodzaju bisocjacji w bardzo wielu dziedzinach.

Możesz to w każdej chwili wykorzystać, biorąc dwie pozornie niezwiązane ze sobą rzeczy i łącząc je razem. Nawet jeśli nie wyjdzie dobrze, przynajmniej się zabawisz lub rozruszasz!

Wskazówka 6: Pozwól sobie na tworzenie kiepskich rzeczy

Kreatywność często jest niedoceniania, co nie znaczy, że nie istnieje. Sama kreatywność nie zdziała wiele. Musisz ja wykorzystywać jako podparcie swoich talentów i umiejętności. Zanim będziesz w czymś naprawdę dobry, popełnisz milion błędów i stworzysz morze kiczu.

Nikt nie rodzi się od razu mistrzem.

Nawet jeśli opanujesz podstawowe umiejętności i zaczniesz być naprawdę kreatywny, nadal będziesz mieć na koncie sporo niewypałów.

Thomas Edison podjął ponad tysiąc nieudanych prób wynalezienia żarówki, zanim ostatecznie zmienił historię.

Rzeczy, które wymyślisz, również często będą do niczego. W porządku! Zamiast myśleć o nich, jako o porażkach, poznaj je takimi, jakimi są – kluczową częścią procesu twórczego.

Powodzenia!


na podstawie: *quickanddirtytips.com

Psychologia Samorozwój

Przepis na miłość, czyli historia Emilii, Gilles’a i ich niezwykłej francuskiej knajpki na warszawskiej Saskiej Kępie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
22 stycznia 2021
Fot. le Rendez-Vous
 

Znacie takie miejsca, do których się wraca? Dla atmosfery, dla właścicieli, dla wyjątkowego klimatu? Miejsca niepowtarzalne, gdzie przy lampce dobrego wina, przy smacznym posiłku, koncentrujemy się na tym, co w życiu najważniejsze: na relacjach z innymi? My poznałyśmy je dwa lata temu i od tamtej pory odwiedzamy je regularnie.

Emilia i Gilles Guy, polsko-francuskie małżeństwo, stworzyli na warszawskiej Saskiej Kępie enklawę prostych radości – francuski bar winny, le Rendez-Vous. Jeśli wpadniesz tam choć raz, szybko staniesz się stałym bywalcem. Dlaczego? Sekret tkwi w otwartych, spontanicznych osobowościach właścicieli, w smaku wina i przekąsek, które oferują i w magii Saskiej Kępy oczywiście… Tu każdy jest u siebie, każdy jest mile widzianym przyjacielem. Dziś, jak wiele innych obiektów gastronomicznych, le Rendez-Vous jest w tarapatach, a jego właściciele walczą o utrzymanie miejsca, które stało się drogie sercom tak wielu…

Przepis na miłość, przepis na bar

Obraz może zawierać: 2 osoby, w budynku, tekst „francuski bar winny Le Rendez Vous”

Fot. Le Rendez-Vous

Bez miłości, tej do siebie i do dobrego wina, ani rusz. Szczególnie jeśli planuje się otworzyć francuski bar! Emilia poznała przyszłego męża i wspólnika w biznesie osiemnaście lat temu. Wyjechała do Francji, podszkolić znajomość języka, a kilka miesięcy pózniej była już w związku z mężczyzną, przekonanym, że chce z nią spędzić życie. Czy był to coup de foudre* do końca nie wiemy, ale oświadczyny nastąpiły równie szybko, w Polsce, gdzie para spędzała wakacje. Wzruszona Emilia wspomina dziś, jak Gilles prosił ją o rękę w obecności calej jej polskiej rodziny, a ona tłumaczyła im jego słowa na żywo.

Zafascynowany Polką i Polską Gilles, już wtedy w głowie miał marzenie o swojej własnej małej knajpce, gdzie mógłby sprzedawać francuskie specjały najlepszej jakości. Ale nigdy chleb. Chleb, tak jak we Francji, będzie podawany za darmo, zadecydował Gilles. I takie właśnie szczegóły – razem z wysoką jakością win, sera i wędlin sprzedawanych bez olbrzymiej marży – jak się okaże wiele lat pózniej, zadecydują o sukcesie jego lokalu.

Po ślubie zamieszkali jednak we Francji, w Bordeaux, tam też urodziła się ich córka. Jednak Emilia, mimo że radziła sobie zawodowo całkiem dobrze, nie czuła się komfortowo we Francji. Zapadła decyzja o powrocie do Polski i o otwarciu wspólnego biznesu. Sprzedali dom, z pomocą przyjaciół spakowali do samochodu cały swój dobytek i trochę na oślep ruszyli do Polski, wierząc w swoją szczęśliwą gwiazdę. Nie pomylili się.

Wszystko na jedną kartę

Intuicja podpowiedziała mi, że tak właśnie trzeba zrobić – mówi Emilia – Dopiero wtedy wszystko zaczęło się układać. Rok wcześniej, zbadaliśmy rynek. Gilles obszedł wszystkie bary, sklepy i restauracje w Warszawie, żeby wiedzieć jaką ma konkurencję. Pamiętam jak raz siedzieliśmy w prawie pustej restauracji, sącząc wino za 50zł od kieliszka. Wtedy zrozumieliśmy, że te luksusowe wnętrza do nas nie pasują. Że musimy zdecydować się na coś typowego dla francuskiego bistro.

I takie jest właśnie Le Rendez-Vous: proste, przytulne, z duszą. Wszystkie dekoracje zostały przywiezione z Francji i pochodzą ze sprzedaży domowych. Wszystkie mają swoją historię. To nadaje miejscu specjalny klimat.

Obraz może zawierać: jedzenie

Fot. Le Rendez-Vous

No i mamy świetne produkty – dodaje Emilia. – Wina, które sprowadzamy od naszego przyjaciela, sery wytwarzane rzemieślniczo, a nie przemysłowe, jakie możesz kupić w wielkich francuskich sieciach. Sprzedajemy je bez olbrzymiej marży.

Na Saską Kępę trafili trochę przypadkiem. To też był taki mały cud – wspomina Emilia – Pamiętam, kiedy pierwszy raz przyjechaliśmy zobaczyć dom, weszliśmy do ogrodu i wzięliśmy się za ręce. Od razu wiedzieliśmy, że to jest to!

Sukces lokalu przyszedł dość szybko. Nie mogło być inaczej. Znacie drugie takie miejsce, gdzie właściciel restauracji wita was tubalnym „Cześć, jak się masz?! Jesteś u nas pierwszy raz?”, a żegna równie wylewnie, nie skąpiąc całusów? W Le Rendez-Vous wszyscy natychmiast poczuli się jak w domu, traktując ten bar jako miejsce idealne do spotkań w gronie rodziny i przyjaciół. Jak mówi Emilia, w tej knajpce zaczynają się historie…

Wierzymy, że dobro wraca

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, roślina, na zewnątrz i przyroda

Fot. Le Rendez-Vous

Dziś jest inaczej, trudniej. O ile marcowy lockdown nie dał im się tak bardzo we znaki, to ten październikowy, o wiele dłuższy, zaczyna być prawdziwą walką o przetrwanie. Kiedy w marcu zamknięto restaurację z powodu pandemii, Emilia i Gilles nie załamywali rąk. Zaczęli sprzedawać swoje produkty na wynos. Oczywiście były to i mule, i wyborne francuskie sery, wędlina oraz pasztet, które podbiły serca bywalców le Rendez-Vous.

Potem przyszła odwilż covidowa i Le Rendez-Vous znów otworzył swój przytulny ogródek. Obroty lokalu wzrosły, a jej właściciele uwierzyli, że trudny okres jest już za nimi. Miejsce znów tętniło życiem.

Gdy zamknięto restaurację po raz drugi, jasne stało się, że optymistyczny scenariusz tym razem się nie sprawdzi. Na pomoc od rządu nie mają co liczyć, nie łapią się na żadną tarczę kryzysową. Emilia zbiera zamówienia w Internecie, Gilles pięknie pakuje przekąski na wynos. Ale to wszystko za mało, by ze spokojem patrzeć w przyszłość… Sytuacja stała się dramatyczna.

Wierzymy w ludzi, wierzymy, że dobro wraca – mówi Emilia. Dzięki znajomym Gilles znalazł pracę, która pozwoli im w jakimś stopniu opłacić ZUS i zaległe faktury, spłacić długi. Le Rendez-Vous istnieje wciąż, dzięki zamówieniom wszystkich życzliwych temu miejscu i jego właścicielom. Ale każdy kolejny dzień przynosi nowe pytania i rodzi niepewność.

Mimo przeciwności, Emilia i Gilles nie poddają się. Wierzą, że dzięki ciężkiej pracy i wsparciu życzliwych osób pokonają trudności. A na wiosnę, znów położą na stolikach w barowym ogrodzie obrusiki w biało-czerwoną kratę. I może, jak dawniej zabrzmi tam francuska muzyka, na żywo?…


Jeśli mieszkacie na Saskiej Kępie, jeśli macie taką możliwość, koniecznie zajrzyjcie na Nobla 3, by poznać przesympatycznych właścicieli le Rendez-Vous. No i, skuście się na pyszną, francuską kolację 😉

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Le Rendez Vous (@le_rendez_vous_gilles)

* fr. miłość od pierwszego wejrzenia


Psychologia Samorozwój

Dieta norweska – obietnica szybkiego schudnięcia. Jakie zalety i wady ma tzw. dieta jajeczna?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
22 stycznia 2021
Dieta norweska - zasady, zalety i wady, efekty
Fot. iStock

Dieta norweska to plan na zrzucenie 10 kg w 14 dni. Brzmi bardzo kusząco, ale wystarczy pochylić się nad założeniami tej diety, by zauważyć, że tak restrykcyjny jadłospis może się niekorzystanie odbić na zdrowiu. Czym dokładnie jest dieta norweska, jak wygląda jadłospis i jakie efekty można dzięki niej uzyskać?

Dieta norweska — o co w niej chodzi?

Dieta norweska, zwana również dietą jajeczną lub dietą grejpfrutową, to sposób na utratę nawet 10 kg w jedyne dwa tygodnie. Jest ona znana od wielu lat, i mimo że wśród lekarzy i dietetyków cieszy się raczej złą sławą, nadal znajdują się osoby chętne jej wypróbowania. Co więcej, jest to dieta bardzo monotonna i wytrzymanie w jej postanowieniach całe 14 dni to niemały wyczyn. Podstawę jadłospisu stanowią jajka oraz grejpfruty. Twórcy diety w ciągu dnia zapalnowali jedynie 3 posiłki, kończąc je na obiedzie. Kolacji nie ma, więc z tego powodu wytrzymać do kolejnego posiłku, czyli do rana może być bardzo kłopotliwe. Podział posiłków prezentuje się następująco:

  • śniadanie — godz. 8.00,
  • drugie śniadanie — godz. 12
  • obiad — godz. 16.00
  • kolacja — brak.
Dieta norweska - zasady, zalety i wady, efekty

Fot. iStock/Dieta norweska

Dieta norweska — jadłospis

Jadłospis nie jest specjalnie urozmaicony, w dodatku odgórnie ustalono, czego i ile należy zjeść. Dieta jest na tyle restrykcyjna, że dopiero po upływie 12 miesięcy od jej zakończenia można wdrożyć ją ponownie w życie. Jeżeli ktoś zje coś spoza listy i złamie zasadę, dieta zostaje przerwana i nie można jej kontynuować. Podjadanie na niej jest absolutnie zakazane.

Produkty dozwolone:

  • jajka na twardo — w pierwszym dniu diety trzeba zjeść aż 9 jajek na twardo (3 na śniadanie). W kolejnych dniach zjada się od 2 do 4 jaj dziennie;
  • grejpfruty;
  • mięso (przygotowane bez tłuszczu), np.  pierś z kurczaka, wołowina, jagnięcina, chude ryby;
  • surówki (najlepiej z pomidora, selera naciowego, warzyw liściastych);
  • gotowane warzywa;
  • zupę jarzynową;
  • razowe i pełnoziarniste pieczywo;
  • jogurt naturalny;
  • przyprawy (pieprz, liść laurowy, tymianek, ziele angielskie);
  • napoje: woda, czarna kawa cukru, herbaty owocowe i ziołowe bez cukru — dziennie należy wypijać minimum 2 litry wody.
Dieta norweska - zasady, zalety i wady, efekty

Fot. iStock

Produkty zabronione na diecie norweskiej:

  • ziemniaki;
  • makarony, kasze;
  • produkty mączne;
  • rośliny strączkowe;
  • owoce (poza grejpfrutem);
  • śmietana;
  • sól;
  • olej.

Nie należy przyrządzać potraw z dodatkiem tłuszczu, więc nie ma możliwości smażenia ich. Można za to je piec, dusić, grillować, gotować lub przygotowywać na parze.

Dieta norweska — efekty, zalety

Dieta norweska, jak każdy inny restrykcyjny plan na odchudzanie, może przynieść widoczny rezultat, bo ubytek na wadze aż 10 kg w ciągu 14 dni. To dużo i może kusić, ale trzeba wiedzieć, że to nie tkanki tłuszczowej ubywa, a w pierwszej kolejności wody i masy mięśniowej. Tak ubogoenergetyczna dieta będzie prowadzić do spowolnienia metabolizmu. Każda dieta, która obiecuje utratę większej ilości kilogramów w ciągu krótkiego czasu, skazana jest w większości przypadków na wystąpienie efektu jojo. Wystarczy wspomnieć, że zdrowa dieta zakłada optymalne tempo chudnięcia na ok. 0,5-1 kg tygodniowo.

Dieta norweska - zasady, zalety i wady, efekty

Fot. iStock/Dieta norweska

Dieta norweska — wady 

Dieta norweska jest dietą niezbilansowaną, na której przebywanie dłuższy czas może powodować niedobór witamin i składników mineralnych. Na skutek stosowania diety norweskiej może dochodzić do omdleń, odczuwania zmęczenia lub drażliwości. Przy dłuższym stosowaniu tej diety mogą pojawić się problemy z kondycją skóry, włosów i paznokci. Zaburzone proporcje makroskładników mogą prowadzić do zaburzeń równowagi kwasowo-zasadowej organizmu. Poza tym duża ilość jaj w jadłospisie diety norweskiej może szkodzić zdrowiu przez podniesienie poziomu cholesterolu we krwi. Wystarczy wspomnieć, że Instytut Żywności i Żywienia, zaleca osobom zdrowym spożywanie nie więcej niż 7 jaj tygodniowo, natomiast dieta norweska w ciągu dnia zaleca ich od 2 do 9, co zależy od dnia diety.

Dieta norweska jest dietą niedoborową i nie powinna być stosowana przez osoby aktywne fizycznie, które potrzebują energii do wykonywania pracy lub ćwiczeń. Nie mogą jej stosować kobiety ciężarne i karmiące piersią, dzieci, dorastająca młodzież, seniorzy, oraz osoby cierpiące na choroby przewlekłe. Jeśli ktoś chciałby skorzystać z tej diety, najpierw powinien skonsultować wybór z lekarzem. Dieta norweska jest bardzo obciążająca dla organizmu i najlepiej rozważyć inne, zdrowsze sposoby na redukcję masy ciała.


źródło:  zdrowie.wprost.pl , dietetycy.org.pl 

Zobacz także

Czym jest szczęśliwe dzieciństwo dla współczesnych rodziców?

Dawać i brać - znaczy tyle samo. Kompulsywny dawca i biorca ekstremalny, znasz ich?

Dawać i brać – znaczy tyle samo. Kompulsywny dawca i biorca ekstremalny, znasz ich?

Kobieta pewna siebie, to taka niezła sztuka