Psychologia

Przemoc, której nie chcemy widzieć, bo wciąż dajemy szansę. Ta nadzieja, co?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
21 października 2022
przemoc psychiczna
Fot. iStock / BraunS
 

Przemoc psychiczna nie ma płci. Nie musi mieć. Ale zawsze niszczy osobę, która jej doświadcza. Zaczyna się od drobiazgów, a potem okazuje się, że po uszy tkwimy w gównie. Refleksja przychodzi najczęściej za późno.

Wszyscy teoretycznie wiemy, jak należy postąpić, gdy ktoś nas uderzy. Tyle, że zanim to się stanie mamy setki czerwonych flag. Najpierw małych, ledwo zauważalnych flag, które cichutko powiewają sobie w naszej codzienności. A potem już wielkich płacht czerwonego materiału, które latają nam przed nosem. Nawet jeśli je widzimy, to myślimy: jakoś to będzie, zajmę się tym później, to przecież normalne, ludzie się kłócą.
Kłócą. Tak. Spierają. Nawet czasem coś do siebie burkną raniącego, ale potrafią za to przeprosić.
A przemoc?
Czym jest?

Pierwszym westchnięciem i przewróceniem oczami

Zrobiłaś coś, a on/ ona przewraca oczami. Charakterystycznie wzdycha. „Tego nie potrafisz zrobić? Rety, w ogóle są ludzie, którzy nie ogarniają takiej prościzny?”. Albo: „Chciałbym, żebyś była jak X. Ona jest taka świetna w pracy. A ty co? Siedzisz w domu”.

Jasne, każdy czasem westchnie i przewróci oczami, ale szybko się reflektuje. Gdy sytuacja się powtarza, to jest alarm. Bardzo długi i głośny alarm nawołujący do odwrotu. Najczęściej wtedy nie mamy jeszcze z tą osobą dziecka, mieszkania na kredyt, czy psa.

Zdrowa relacja vs. związek, w którym jest przemoc psychiczna. Porównaj, żeby odnaleźć w tym siebie

Lekceważeniem

Zapominaniem co jest dla ciebie ważne, co lubisz. Wyśmiewanie. „Ach, malujesz? Te twoje bazgrołki”, „Chcesz zostać pisarką? Te twoje fanaberie, zrób lepiej obiad albo coś pożytecznego”. „Te twoje wyjazdy w góry, błagam, bądź poważny!”

Czasem nie potrafimy przytoczyć konkretnych zdań, ale i tak czujemy się oblepieni lekceważeniem, wytracamy energię, nie wzrastamy.

Lekceważenie to też sytuacja, gdy wracasz zmęczona z podróży, a on nawet nie wyjedzie po ciebie na dworzec, bo „mu się nie chce” albo nie wyjdzie na stację, bo „co go to obchodzi, masz nogi”. A że jest już ciemno? I nie chodzi o sytuację, gdy notorycznie każemy komuś po nas przyjeżdżać, bo nam się nie chce zrobić prawa jazdy. Raczej o zlewanie nas, brak zainteresowania. Postawę w stylu; a co mnie to obchodzi.

Wyśmiewanie cię przy znajomych, docinanie i naigrywanie się– przemoc w białych rękawiczkach level master.

Obrażaniem

Ty debilu, debilko, gruba świnio, prosiaku, zobacz jaki masz piwny brzuch, idź na siłkę, bo patrzeć na ciebie nie mogę.
Przed oczami mam scenę z serialu „Bad Sisters” (dostępny na apple tv) . Facet patrzy na żonę i mówi: Zobacz, jak wyglądasz, jesteś cieniem, zgaszę światło i cię nie będzie.
Mam ciary, gdy ją sobie przypominam.

Milczeniem i zrywaniem dialogu

Obrażanie się, nieodzywanie, traktowanie jak powietrze to bierna agresja. Jasne, wielu z nas nie ma dobrych wzorców z domu. Rodzice obrażali się na siebie, na nas. Jedna ze znajomych kobiet powiedziała mi, że jej matka potrafiła nie zauważać jej tygodniami. Nie reagowała nawet, gdy córka stała obok i prosiła o rozmowę. Dziewczyna dorosła, walczy, by nie zachowywać się tak wobec dzieci, ale jej mąż dokładnie zachowuje się jak matka. Nie potrafi niczego wyjaśnić. Dzieci albo ona go zirytują? Zaczyna maraton milczenia.

Siniaki na duszy, rany w psychice. Jak rozpoznać przemoc psychiczną?

Ograniczaniem podstawowych praw człowieka

Prawa do kontaktów towarzyskich, do hobby, do dostępu do własnych pieniędzy i wydawaniem ich na co ona / on chce. Nie mówimy tu o rozpuszczaniu kasy, ale o prawie do rozrywki i realizowania różnych potrzeb. Gdy on pyta: „Ile to kosztowało? Po co ci to”, a to jest twoja kasa– to to jest przemoc.
Albo zajmujesz się domem i dziećmi, bo są małe, a on rozlicza cię z ilości zużytego papieru toaletowego– znam taką historię.

Każde ograniczanie naszych praw jest przemocą i nikt nie ma prawa nam tego robić.

Upokarzaniem

Na przykład notorycznym odmawianiem seksu przy braku chęci zrozumienia przyczyny tego stanu rzeczy. Wszyscy w związku mamy lepsze i gorsze dni, ale wielomiesięczne, wieloletnie odmawianie seksu i obwinianie o to drugiej strony jest już przemocą. „Jak ty się ubrałaś? To ma mi się spodobać? Ohyda”. „Spójrz, jak wyglądasz, jesteś żałosna”. Teksty w stylu: „Nie będę o tym gadać, wymuszasz”, „Nie żebrz”.

 

 


Psychologia

Toksyczne matki. Uczą nienawiści do mężczyzn, świata, do siebie. Są naszym piekłem

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
21 października 2022
Fot. iStock/olaser
 

Ona twierdzi, że oddała mi wszystko. A mi od tego „wszystkiego” niedobrze. Co ona mi takiego oddała? Niechęć do mężczyzn, brak zaufania do kobiet, nieustanną złość, irytację, ocenianie innych. Wybielanie siebie, marudzenie, energię ważącą tony – w której brak było lekkości i cieszenia się życiem. Mogłabym wymieniać bez końca. To może spróbuję?

Niechęć do mężczyzn

I z tego co wiem, nie była jedyna. Dlaczego matki chcą nas ostrzec przed „złymi facetami”.
Czy dziesięciolatka jest odpowiednim odbiorcą furii matki? Jej rozżalenia partnerem?
Moja zapomniała, że ojciec to nie tylko jej eks. To również tata, z którym chciałam mieć kontakt. Wybrała za mnie inną drogę: ukrywała, że dzwonił, utrudniała spotkania.
Pamiętam, jak byłam chora. Zadzwonił, syczała do słuchawki: teraz chcesz z nią rozmawiać, a gdzie byleś ostatnie dwa miesiące, zabrała komórkę, którą mi kupił, bo to „fanaberia”.

Za każdym razem wylewała na niego wiadro pomyj. Pewnie miała rację, ale tak doprowadziła do tego, że ojciec w ogóle zniknął.
Odezwał się w moje osiemnaste urodziny. Nie tłumaczę go, ale może mogło to wyglądać inaczej?

Nieustannie słyszałam też: faceci to chcą tylko seksu. Są niepoważni, nieodpowiedzialni, znikają. Czy tak wychowana córka może ufać płci przeciwnej, czy raczej przyciągnie beznadziejne przypadki, żeby móc powiedzieć: a jednak rodzinne przekonania są słuszne?

Matka zatruwała mi młodość, pierwsze doświadczenia seksualne i miłosne. Nie mogłam niczego o sobie opowiedzieć, bo od razu ostro komentowała. „Jak się będziesz puszczać, nie będą cię szanować”. „Jak wyjedziesz z nim na wakacje, od razu cię zostawi”. „Nie szanujesz się”.

W końcu poznałam R. , przyszłego męża. Też był podejrzany. Do tej pory nie przekonała się do niego do końca. Mam wrażenie, że czasem mi zazdrości, że tak mi się udało. Potrafi powiedzieć do niego czasem: „Ja nie wiem co ty w niej widzisz. Czy ona nadaje się na żonę i matkę?”.

Toksyczna matka może być winna problemów w twoim związku

Nieufność wobec kobiet

Wszystkie kobiety tylko zazdroszczą, życzą nam źle. Chcą nam zabrać to, co dobre. Rywalizują. Moja mama miała kilka koleżanek, wszystkie po kolei znikały z jej życia. Potem słyszałam; ta ją obgadała, ta jej zazdrości pracy, ta nóg. Moich przyjaciółek też nie lubiła. W każdej wynajdywała wady nawet jak były miłe. Ta jej nieustanna podejrzliwość burzyła mój spokój. Przy każdej mojej kłótni z którąś z nich słyszałam: „Mówiłam ci, kobieta kobiecie zawsze wbije nóż w plecy”.
Była w tym swoim przekonywaniu mnie tak skuteczna, że jej uwierzyłam. Patrzyłam na inne dziewczyny i widziałam w nich zazdrośnice. Dopiero w pierwszej pracy poznałam koleżankę, która pokazała mi inny świat. Świat siostrzeństwa, bezpieczeństwa. Sama miała świetną relację z mamą– wtedy zobaczyłam, jak może wyglądać relacja matka– córka. Wspólne zakupy, śmiech, szanowanie swojej wolności, akceptacja.

Koleżanka pokazała mi też, że kobiety nie muszą rywalizować, a nawet jeśli czegoś sobie zazdrościmy możemy to przegadywać. Rozmawiać. Mówić wprost. Nie trzeba zrywać kontaktu, obrażać się.

Zaciętość i brak przebaczenia

Odpowiedzialność mojej matki za relację z drugim człowiekiem? Nie istniała. To inni mieli się starać, naginać, dostosować. Akceptować ją, rozumieć. Ona? Była na specjalnych prawach. Ukryta narcyzka. A nie była święta, widziałam to, jak dorastałam. Nie tylko w relacji ze mną, gdy musiałam przepraszać za jej wybuchy złości, niefajne odzywanie się do mnie, bo „sprowokowałam”.
Nagadała swojej siostrze, mojej ukochanej ciotce na święta, bo się upiła? Wina ciotki, oczywiście. Bo jej nie szanuje. Przez trzy lata nie rozmawiały, w końcu to ciotka się złamała.

Spotykała się z miłym facetem? W czymś ją zawiódł, od tej pory nie moglam mu odpowiadać: „dzień dobry”, obraziła się, gdy raz poszłam z nim na obiad. A on chciał tylko wytłumaczyć, że jestem mu bliska i to matka go zostawiła.

Pesymizm i niechęć do życia

Na palcach jednej ręki mogę policzyć dni, gdy wydawała się szczęśliwa. Poza tym wesoła bywała tylko na rauszu, następnego dnia przepłacała to bólem głowy. Pretekst do kolejnego narzekania. Poza tym świat był wrogi, życie bez sensu. Inni mają lepiej, ona, my najgorzej. Dorastałam i nie chciałam grać w te grę. Że jesteśmy gorzej sytuowane niż ciotka, czy inna koleżanka. Nawet sąsiadka. Albo że mamy mniej szczęścia. Te okresy marudzenia przeplatały się z poczuciem wyższości, o którym już napisałam wcześniej.

„Pieprz*na córunia mamuni” – usłyszała od męża. Gdy toksyczna relacja z matką niszczy związek

Strachu

Lepsza jest bezpieczna praca niż ryzykowanie, trzeba mieć etat, koniecznie dobre studia. Porządny zawód. Taki banał– kochałam malować, powiedziała, że dostanie zawału serca, jak będę zdawać na artystyczne studia, że to marnowanie czasu. Moja koleżanka miała wspierającą matkę, dostała się na Akademię Sztuk Pięknych. Dziś jest świetnie zarabiającą projektantką. Ja tkwię w pracy, której nienawidzę. Dopiero zapisałam się od tego roku na nowe studia, teraz już związane z moją pasją. „Marnujesz czas”, „A co z dziećmi?”, „Kto to wymyśla, studia po trzydziestce”.

Dlaczego matki wciągają córki w grę w pesymizm? Dlaczego pokazują, że świat jest zagrażający? Najchętniej odcięłabym moją od wnuków, bo widzę, jak sączy w nich jad, niepewność, nieufność. A potem mówi; mam tylko was, jestem taka samotna.

Dlaczego mam to dźwigać? Z przerażeniem myślę o jej starości. O tym, że już teraz jestem za nią odpowiedzialna. Odstraszyła wszystkich. Zostałam jej ja.

Często śnię o jej śmierci. Budzę się z wyrzutami sumienia, ale gdy słyszę głosy kobiet, które tęsknią za matkami, jestem pewna, że za moją tęsknić nie będę. Nie bardziej niż przez ostatnie dwadzieścia lat, gdy tęskniłam za dobrą, wspierającą i rozumiejącą mnie matką. Matką, która da mi siłę, zarazi radością życia, będzie mnie umiała pocieszyć. Z którą będę mogła porozmawiać nie o tym, jak świat jest beznadziejny. Ale o podróżach, inspirujących ludziach, sztuce. A nawet jeśli nie o tym, to po prostu obejrzę z nią film i nie będę tylko słyszeć, jak jakaś zrobiła sobie usta, zestarzała się, jest źle ubrana.

Jestem tak bardzo nią zmęczona.

wysłuchała: Katarzyna Troszczyńska


Psychologia

Beautyllagen: prawdziwe piękno zaczyna się od środka

Redakcja
Redakcja
20 października 2022
fot. jeffbergen/iStock

Czy lepiej być zdrowym, ale mniej urodziwym? Czy vice versa? A dlaczego nie i zdrowym, i pięknym? To nie będzie dylemat, jeśli prześledzimy unikatowy skład suplementu diety, będącego jednocześnie nutrikosmetykiem – Beautyllagen – firmy Pharmaverum. Słowem: prawdziwe piękno zaczyna się od środka.

Tajemnica skuteczności działania suplementów diety i nutrikosmetyków tkwi w optymalnie dla zdrowia i urody dobranych, zbalansowanych, składnikach. To właśnie Beautyllagen dostarcza organizmowi elementy o kluczowym znaczeniu dla satysfakcjonującego stylu życia.

Jest takie powiedzenie: jak cię widzą, tak cię piszą. A widzą: włosy, skórę i paznokcie. Oczywiście na pierwszy rzut oka, bo przy głębszym poznaniu możemy odkryć jeszcze sferę ducha i intelektu. Ale i te nieoczywiste wartości mają przecież pośredni związek z dobrym samopoczuciem. Bowiem, jako się rzekło: piękno zaczyna się od środka!

Czym więc wyróżnia się Beautyllagen? Synergią naukowo dobranych komponentów: mikroelementów, białek, kwasów i witamin: kolagenu rybiego NatiCol, najczystszej na świecie siarki organicznej OptiMSM, biotyny, kwasu hialuronowego i witaminy C.

Kolagen jest białkiem będącym jednym z głównych składników tkanki łącznej, a więc budulcem skóry, kości, zębów, ścięgien, chrząstek, naczyń krwionośnych, rogówki oka. To dla zdrowia. A dla urody? Kolagen rybi NatiCol wspomaga gładkość, jędrność i elastyczność skóry, poprawia kondycję włosów i paznokci, spowalnia proces tworzenia się zmarszczek i cellulitu. Siarka organiczna, czyli OptiMSM, jest składnikiem niezbędnym do syntezy aminokwasów i enzymów. Dla urody: poprawia stan włosów, skóry i paznokci, redukuje drobne zmarszczki, poprawia teksturę i elastyczność skóry.

Dla zdrowia: korzystnie wpływa na stawy, ścięgna i chrząstki, wspiera pracę mięśni, redukuje stres oksydacyjny, wspiera procesy regeneracyjne.

Biotyna, czyli witamina H

Dla urody: poprawia kondycję i zdrowie skóry, włosów i paznokci.

Dla zdrowia: jest koenzymem mającym udział w przemianie aminokwasów i cukrów, uczestniczy w metabolizmie tłuszczów i białek, jest nośnikiem dwutlenku węgla w wielu procesach przemiany materii. Biotyna przyczynia się do prawidłowego metabolizmu energetycznego, wspomaga prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego.

Kwas hialuronowy (hialuronian sodu)

Dla urody: dzięki właściwościom wiązania wody wykazuje silne działanie nawilżające, a więc zapobiega wysuszaniu się skóry, wiotczeniu, pojawianiu się zmarszczek. Mało tego: wspomaga proces gojenia się ran i owrzodzenia skóry.

Dla zdrowia: tu również odpowiada za właściwy poziom nawilżenia skóry czyli jego zdolność do wiązania i wchłaniania wody, stabilizuje sprężystość chrząstki stawowej, a tym samym odgrywa istotną rolę w prawidłowym ruchu stawu. Kwas hialuronowy odpowiada także za odpowiednią strukturę i funkcję ciałka szklistego oka, zapewniając lepkość i sprężystość; współtworzy film łzowy.

Witamina C. Powszechnie znana… ze słyszenia, ale czy też z wielu właściwości?

Dla urody: ma silne właściwości antyoksydacyjne, zwalcza wolne rodniki, przeciwdziała starzeniu się skóry, umożliwia prawidłowe tworzenie się w niej kolagenu.

Dla zdrowia. Tu lista „możliwości” witaminy C jest znacznie dłuższa. Po pierwsze – wspiera układ odpornościowy i nerwowy. Ponadto: jest skutecznym przeciwutleniaczem, zapewnia prawidłowe funkcjonowanie naczyń krwionośnych, kości, skóry, zębów, dziąseł, hamuje utlenianie złego cholesterolu LDL, zwiększa przyswajalność żelaza, spowalnia procesy starzenia się, poprawia pracę układu krążenia, utrzymuje prawidłowy metabolizm energetyczny, chroni komórki przed stresem oksydacyjnym, zmniejsza uczucie zmęczenia, zwiększa wchłanianie żelaza. Witamina C bardzo dobrze wpływa na naszą psychikę.

Beautyllagen. Suplement diety i nutrikosmetyk w jednym. Produkt bezglutenowy. Opakowanie zawiera 30 saszetek. Zawartość saszetki należy rozpuścić w minimum 200 ml letniej wody lub w innym płynie, dobrze wymieszać i wypić bezpośrednio po przygotowaniu. Smak lekko pomarańczowy. Zalecana dzienna porcja do spożycia: 1 saszetka.

Zadbaj o swoje piękno od środka!

 


Zobacz także

Porzuć przeszłość i zacznij żyć szczęśliwie. Jak to zrobić? Wystarczy wykonać siedem kroków

„Nie masz pojęcia, jaki to stres, kiedy burzysz czyjeś nadzieje czwórką na świadectwie”

Wybierz rysunek, który zaintrygował cię najbardziej i dowiedz się, co o tobie mówi ten wybór