Psychologia

Nie namawiamy do noszenia różowych okularów. Ale powiemy ci, jak możesz nauczyć się optymizmu

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
19 sierpnia 2022
fot. unsplash
 

Profesor Martin Seligman amerykański psycholog, autor światowego bestselera „Optymizmu można się nauczyć” podkreśla, że nie zachęca nikogo do naiwnego patrzenia na świat przez różowe okulary ani nie nakłania do „hurraoptymizmu”. Nam też nie chodzi, by podać ci przepis według którego będziesz mogła bezmyślne stosować porady, jak z pesymistki nagle stać się wiecznie uśmiechniętym człowiekiem, który zaprzecza, że zło i niesprawiedliwość istnieją na tym świecie. Tu kompletnie nie o to chodzi! Bo smutek, zazdrość, niesprawiedliwość istnieją i każdego nas spotykają nieszczęścia. Tyle że część osób łatwiej się z tych dołków podnosi. Zazwyczaj są to właśnie optymiści. Ludzie, którzy wierzą, że mają wpływ na swoje życie i że mogą je zmieniać, mimo trudności i wiatru, który czasem wieje im w oczy. Jeśli czujesz się czarnowidzem i chciałabyś choć odrobinę to zmienić, mamy dobrą wiadomość. To da się zrobić!

1. Wyjaśniaj inaczej rzeczywistość

Profesor Martin Seligman twierdzi, że źródłem pesymistycznego stylu wyjaśniania przyczyn różnych wydarzeń, które nas spotykają, warto poszukać w dzieciństwie. Jeśli mama mówiła ci: „Nie warto stosować żadnych diet, bo one i tak nie działają”, a ojciec „Dobrą pracę można znaleźć tylko po znajomości”, to dziś możesz mieć tendencję do stosowania tych samoograniczających przekonań. Profesor uważa, że one prowadzą do utraty poczucia sprawstwa, demotywacji, a w konsekwencji do pesymizmu, a nawet depresji.

Dlaczego tak się dzieje? Negatywne sformułowania zawsze niosą ze sobą destrukcyjną generalizację i wpływają na to, jakie działania będziemy podejmować. I czy w ogóle jakiekolwiek podejmiemy. Seligman zaleca więc pesymistom trening optymistycznego stylu wyjaśniania rzeczywistości. Na czym on polega?

Za każdym razem gdy pojawia się w twojej głowie myśl negatywna, staraj się sprawdzić, czy umiesz ją zmienić na pozytywną. A jeśli nie, to choć odrobinę ja rozświetlić. Typu: „Może większość diet nie działa, ale jak nie spróbuję, to się nie przekonam, czy w tym przypadku też tak będzie”.

2. Prowokuj optymizm

Często mówimy: „To ty sprowokowałeś mnie, że tak brzydko ci odpowiedziałam…”, albo „To on sprowokował, że się tak okropnie zachowałam. A gdybyś spróbowała przeformułować swoje myślenie na takie: „To twój uśmiech SPROWOKOWAŁ, że mój dzień stał sobie przyjemniejszy!”, „To zrobiona przez ciebie ciepła herbata z cytryną SPROWOKOWAŁA mnie do działania”. Tylko że do tego trzeba odrobiny uważności.

3. Przeprowadzaj dekatastrofizację

Czy zdarzyło ci wpadać w czarną dziurę rozpaczy po jakimś zdarzeniu? Oblałaś egzamin na studiach, straciłaś pracę albo facet, który ci się podobał, zaczął się spotykać z twoją przyjaciółką? W takich sytuacjach często wydaje się, że to już koniec świata. Profesor Seligman doradza, by mimo wszystko próbować zejść na ziemię i powiedzieć do siebie kilka zdań (najlepiej na głos), które zdekonspirują twoje czarnowidztwo. Przykład: „A może to lepiej, że ten facet wybrał inną? Może tym sposobem zaoszczędzę energię i czas, którą niepotrzebnie ładowałam w tę reflację? Dzięki temu będę mogła skupić się na sobie i w przyszłości na facecie, któremu naprawdę będę się podobać?

4. Wypisz na kartce, co daje ci radość

Niektórzy ludzie są tak zabiegani, że na pytanie: „Co ci sprawia przyjemność?”, odpowiadają: „Nie wiem”. Ale naprawdę warto się dowiedzieć! Wypisz wszystko, co przychodzi ci do głowy na kartce. Nie podpowiadamy, co to może być, bo tylko ty wiesz najlepiej, co na ciebie działa. Kartkę trzymaj w widocznym miejscu. Jak wpadniesz w zły nastrój i zaczniesz sobie projektować w głowie czarne scenariusze, sięgnij po tę listę i zrób z niej cokolwiek. Nie oczekuj jednak, że zły nastrój natychmiast minie. Przyjemną rzecz potraktuj jak trening ku optymizmowi. Przynajmniej zyskasz poczucie, że próbowałaś się ratować i zrobiłaś cokolwiek dla siebie, kiedy byłaś w tzw. czarnej d***e.

5. Analizuj słuszność twierdzenia

Czy kiedykolwiek zdarzało ci się fantazjować, dlaczego ktoś wobec ciebie postąpił podle? Może myślałaś: „Nie zadzwonił, bo już mu na mnie nie zależy” albo „Nie chce się ze mną spotkać, bo ma inną fajniejszą przyjaciółkę ode mnie”. Profesor Seligman twierdzi, że takie „rozkminianie” często nie ma sensu. Lepiej spytać, sprawdzić niż bombardować swój mózg potencjalnymi negatywnymi możliwościami zaistnienia takiej sytuacji. Jakże często okazuje się, że po prostu on nie zadzwonił, bo zwyczajnie nie miał czasu albo był czymś innym zajęty.

6. Zarażaj słowem

A co by się stało, gdybyś TERAZ wysłała/wysłał: SMS-a do najbliższej osoby z kilkoma prostymi zdaniami: „Kochanie, czy wiesz jak ja za tobą tęsknię?” , „Kocham cię”, „Nie mogę doczekać się kiedy spotkamy się wieczorem, „Jesteś dla mnie ważna/ważny”. Idziemy o zakład, że dostaniesz równie przyjemną zwrotkę. To się nazywa „wzajemne zarażenie optymizmem”. Warto spróbować!

7. Programuj szczęście

Nasza głowa lubi szukać wymówek. Czy zdarzyło ci się nie iść na trening, chociaż dobrze wiesz, że gdybyś się przemogła lub uparła, to potem czułabyś się znacznie lepiej? A jednak „przygniotła” cię codzienność, bo trzeba było odpowiedzieć na maile, ugotować obiad, odrobić z dzieckiem lekcje! Stop! Pomyśl, co możesz zrobić, by w przyszłości zapobiec takiej sytuacji i zadbać o siebie. Co zrobić, by poukładać harmonogram rodziny, byś nie opuszczała treningów? Może ustal z mężem, że w środy od godziny 18.00-20.00 wszystko jest na jego głowie? Może przestaw swoje treningi na rano, bo po południu zawsze w waszym domu coś nieprzewidzianego się wydarza.

Kombinuj! Dbaj o to, co poprawia ci humor i sprawia, że stajesz się choć CIUT OPTYMISTKĄ.


Psychologia

10-dniowy plan samoopieki. Wystarczy prosta strategia, by o siebie prawdziwie zadbać

Redakcja
Redakcja
20 sierpnia 2022
plan samoopieki
fot. Apostolos Vamvouras/Unsplash
 

Na co dzień w pierwszym odruchu myślimy o najbliższych nam osobach, często skupiamy się na obowiązkach i pracy, zapominając, jak ważna jest troska o nas samych. I mimo że wydaje się to nieco egoistyczne, należy się sobą zaopiekować, zamiast spychać na margines spraw mniej ważnych. Nikt nie odpowie na nasze potrzeby lepiej, od nas samych. 

Samoopieka to nic innego niż wsłuchiwanie się we własne ciało, jak i psychikę. To zadanie nie jest trudne i nie musi zabierać lwiej części naszego czasu. Niekiedy wystarczy poświęcić kwadrans, by poczuć się lepiej. W tym może pomóc plan, który można modyfikować, zgodnie z własnymi potrzebami.

10-dniowy plan samoopieki

Dzień 1. Wypracuj rutynę snu

Wbrew pozorom rzecz tak prosta do osiągnięcia jak sen wcale nie przychodzi nam zbyt łatwo. Natłok obowiązków, informacji, a także problemów sprawia, że trudno jest po prostu zamknąć oczy i zasnąć głębokim, relaksującym snem. A dobry wypoczynek w nocy sprawia, że łatwiej przetwarzamy i radzimy sobie z trudnymi sytuacjami, utrzymujemy emocje w ryzach, jesteśmy bardziej produktywni i wyszukujemy bardziej twórcze rozwiązania.

Dziś odłóż telefon i laptop, zrelaksuj się i wcześniej połóż spać.

Dzień 2. Pij więcej wody

W tym dniu zapomnij o istnieniu napojów energetycznych, kawy, słodkich napojów gazowanych, a przeproś się z butelką wody. Woda jest niezbędnym składnikiem ciała, bez którego także mózg nie jest w stanie dobrze funkcjonować. Poczujesz się lepiej, wzrosną twoje możliwości intelektualne.

Dziś noś przy sobie butelkę wody i popijaj ją małymi łykami.

Dzień 3. Ćwicz

Kolejnym krokiem niech będzie wypracowanie nawyku ćwiczenia. Wybierz dla siebie taki rodzaj ruchu, który jak najbardziej tobie odpowiada i da ci wiele radości. Nie chodzi o to, by coś było przykrą koniecznością, ale by faktycznie dawało radość i satysfakcję. Ruch pozwala zachować zdrowie i zgrabną sylwetkę oraz wyzwala dobry humor

Dziś zacznij od 10 minut ćwiczeń. To dobry początek na zmiany.

Dzień 4. Spędź więcej czasu z przyjacielem

Spędzamy dużo czasu w przestrzeni wirtualnej, co sprawia, że mamy mniej okazji na rzeczywiste spotkania z bliskimi osobami. A trzeba pamiętać, że to nie internet, ale prawdziwi ludzie trzymają nasze dłonie, gdy jesteśmy smutni, wspierają nas, gdy problemy sypią się na nasze głowy. Nie czekaj do następnego kryzysu, aby wyciągnąć rękę do przyjaciela.

Dziś zaproś go na kawę i cieszcie się wspólnym czasem.

Dzień 5. Przeczytaj książkę

A przynajmniej zacznij czytać. Aktywny umysł lepiej sobie radzi z różnymi wyzwaniami życia codziennego i stresem, którego nam nie brakuje. Wybierz książkę optymistyczną, by pozbyć się ciężkich myśli i łaskawiej spojrzeć na swoje życie.

Dziś wybierz książkę, którą zawsze chciałaś przeczytać, zaparz herbatę, wyłącz telewizor i oddaj się przyjemności.

Dzień 6. Oddaj się hobby

Każdy z nas ma zainteresowania, które siedzą głęboko w jego sercu. Jeżeli ty kochasz szydełkować, sięgnij po szydełko. Jeśli lubisz jazdę konną, zorientuj się gdzie w twojej okolicy możesz realizować swoją pasję.

Dziś jest dobry dzień na zrobienie czegoś dla samej przyjemności.

Dzień 7. Zrób zdjęcie

Jeżeli nie masz w zwyczaju robić zdjęć sobie, czy też swoim bliskim zdjęć w mniej ważnych chwilach zmień to.

Dziś zrób zdjęcie osoby lub rzeczy, które sprawiają, że się uśmiechasz.

Dzień 8. Znajdź spokój

Spokój daje nam naturalną energię do funkcjonowania przez cały dzień. Oderwanie myśli od problemów, oczyszczający ciało oddech, koncentracji na tym, co ważne i optymistycznie, pozwala zmienić spojrzenie na wiele różnych spraw.

Dziś znajdź pięć minut na to, by to umysł błądził w przestrzeniach, które na co dzień są omijane.

Dzień 9. Bądź nieperfekcyjna

Nie zawsze musisz być idealna i starać się robić wszystko jak najlepiej. Przypomnij sobie, że jesteś wyjątkowa i zasługujesz na dobro  nie tylko wtedy, kiedy dajesz z siebie maksimum.

Dziś zrób coś wyjątkowego tylko dla siebie.

Dzień 10. Bądź wdzięczna

Doceń z wdzięcznością całe dobro, które spotyka cię, nawet gdy dotyczy pozornie małych rzeczy. Zmień sposób myślenia i swój pogląd na wiele spraw.

Dziś pomyśl, co jest dla ciebie tak naprawdę nieistotne, a co daje ci prawdziwą radość i siłę.

źródło: www.powerofpositivity.com


Psychologia

Do celebrytów piorących swoje brudy publicznie! Pomyślcie, co kiedyś będą czuć wasze dzieci!

Redakcja
Redakcja
19 sierpnia 2022
Fot. iStock

On jej nie płaci alimentów, komornik wszedł mu na konto. Ona przyszła na pogrzeb partnera, choć nikt jej nie zapraszał. On cierpi, bo ona się wyprowadziła i nie powiedziała, że kogoś ma na boku. On tłumaczy publicznie, że nie zdradził żony z tą osobą, o której wszyscy myślą, tylko z zupełnie inną. Narodowe igrzyska. Tylko otwartych trybun brakuje na Stadionie. Bitwa. Bitwa na skany sądowych pism, komorników, oświadczeń. Serio, oświadczenie do mediów? Na temat swoich prywatnych spraw? Naprawdę! Nie można załatwić najważniejszych spraw między sobą? Umówić się? Jaki przykład dajecie, Wy z pierwszych stron gazet, którzy chcecie mieć wpływ na nasze życie? Przyzwyczajacie nas do znieczulicy.

Emocje, emocje, emocje. To one rządzą światem. To się klika w internecie, jak diabli. Na samych szczytach zestawień klikalności królują prywatne awantury gwiazd. Portale żyją z tych historii bardzo długo. Bo „żre”, wszyscy klikamy… Dziennikarze śledzą Instagramy, analizują zdjęcia z grymasami na twarzach głównych bohaterów, ich decyzje, wymowne wpisy i zdjęcia. Wypytują ich znajomych, czy wiedzą o tragediach domowych coś więcej, a jeśli nikt nie chce udzielić informacji – zawsze „fejkowy” się znajdzie, tzw. przyjaciel domu.

A gwiazdy?  Same żyją w najgorszej ułudzie. Niby nie chcą opowiadać o swoim życiu prywatnym, a jednak gnani jakimś chorym narcyzmem, chęcią zemsty na partnerze, a może fałszywie pojmowaną walką o własną sprawiedliwość, podsycają show w odcinkach.

Większość z nas to czyta. Uderzmy się w piersi, jeśli tego nie robimy. Nawet mimochodem, w tramwaju, na ławce, w kolejce do kasy w supermarkecie, nasze oko chwyta tytuliki: „Wyciekły szokujące szczegóły awantury…”, „Smutna ona wędruje ulicami Warszawy tuż po rozwodzie”. Klik i już nam się wydaje, że jesteśmy w jej świecie. Klik i już nam się wydaje, że nasze życie nie jest takie najgorsze. Bo u nich to dopiero koszmar! Klik i zarabia na tym jakiś portal.

Mamy z tym jeden kłopot

Nie będziemy moralizować i namawiać celebrytów do powściągliwości. Wszak każdy może robić ze swoim życiem, co mu się tylko podoba. Chce wrzucać filmiki do sieci z domowych awantur? Proszę bardzo! Chce prowadzić lajfy na bani w środku w nocy? A niech tam! My mamy z tym jeden kłopot, który nazywa się DZIECI CELEBRYTÓW. Przecież to w ich sprawie toczą się te wojny. To o alimentach,  to o ich ojcach, o których znane matki mówią, że są do bani. To o zdradach ich matek …

Ale czy wy aktorzy, piosenkarze, blogerzy, prezenterzy, myślicie: co będzie kiedyś? Co poczuje syn popularnego kucharza, jak sobie podrośnie, odpali internet i zacznie czytać, jak opluwali się jego rodzice? Czy córka znanej piosenkarki będzie się wstydziła, że urodziła się w skonfliktowanej rodzinie? Albo syn aktora, którego matka odseparowała od ojca, bo nie umiała sobie poradzić z żalem… To Wy będziecie odpowiedzialni za ich lęki, depresje, spaprane poczucie wartości w przyszłości, ich długoletnie terapie – spaprane życie…

Bo w Internecie nic nie ginie, a nawet jak zginie, to inni się postarają, żeby takie informacje „się nie zmarnowały się”.

A zatem szanowni celebryci, zanim zafundujecie swoim dzieciom takie piekło na łamach mediów – pomyślcie, czy naprawdę warto. Czy warto w ten sposób walczyć o „swoją sprawiedliwość”? Przecież od tego są sądy! Wiemy, że jak sprawę nagłaśnia się w mediach, to wydaje się Wam, że łatwiej wtedy manipulować wymiarem sprawiedliwości. Ale czy uważacie, że to warto robić za cenę traum i wstydu Waszych dzieci? Tak trudno się przed tym powstrzymać?

Niektórzy potrafią sznurować usta

Wszyscy znamy gwiazdy, które potrafią po ciuchu rozwieźć sie z trzecim mężem, a z ich ust nigdy nie pada jedno zdanie na temat: rozwodu, eksa, podziału majątku, wysokości alimentów. To nie znaczy, że dziennikarze tych pytań nie zadają. Zadają. Oczywiście, to ich prawo. Wydawcy przecież chcą, by przynosili do redakcji informacje, które będą się klikały. Jednak gwiazdy – które mają dobro dzieci na pierwszym miejscu w swoich sercach – potrafią sznurować usta. Choć myślimy, że pewnie gdyby je otworzyli… byłby z tego niezły pasztet. Szacun dla nich za tę ciszę!

I co my, zwykli ludzie, mamy z Wami skłóconymi celebrytami zrobić?  Tak naprawdę powinniśmy zawziąć się i tego wszystkiego o Was nie czytać. Dla dobra waszych dzieci! Wtedy portale przestałyby pisać, bo nie kalkulowałoby się. Powiedzmy sobie szczerze, ciekawość ludzka to siła, której nie da się powstrzymać. Jest jak tornado.

Kiedyś pewna aktorka powiedziała w wywiadzie, że ma bardzo pięknego płowowłosego synka i że okropnie kusi ją, by wrzucić na Instagram jego słodkie zdjęcia. Ale się powstrzymuje. Kiedyś inna aktorka powiedziała, że jako samotna mama, wychowywała kilkanaście lat niepełnosprawną córkę. Było jej ciężko, ale nie opowiadała o tym dziennikarzom. I nikt o tym nie pisał. Wszyscy szanowali jej trudną historię, choć dziecka nigdy nie ukrywała przed światem. Dopiero gdy jej córka skończyła 18 lat, aktorka zdecydowała się opowiedzieć ich wspólną trudną historię. Z uwagą, delikatnością i mądrą perspektywą. Oczywiście bez prania brudów, plucia na męża, łez i rwania włosów z głowy. Ta gwiazda to Lucyna Malec, którą wszyscy kojarzymy z serialu „Na Wspólnej”. Można? Można!

PS. Intencjonalnie zdecydowaliśmy nie podawać imion i nazwisk polskich celebrytów w tym artykule. Pada tylko jedno, ale myślimy, że lubiana aktorka na pewno się na nas nie obrazi.

 


Zobacz także

Droga przyjaciółko, rozwodzę się i potrzebuję twojej pomocy. Powiem ci, co masz robić

Przeżyj jeden dzień, tak jakbyś nie miał wolnej woli. Czyli dlaczego wiewiórki nie zasługują na więzienie?

O czym mówią twoje łzy? Rozmowa z ukraińską terapeutką Olgą Zerkal