Lifestyle Psychologia Zdrowie

Przewodnik dla opornych: jak zmienić toksyczne myślenie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 czerwca 2018
Fot. iStock/
Następny

Pesymistyczna, ponura perspektywa może odbić się na twoim życiu na więcej sposobów, niż mogłoby ci się wydawać. Badania konsekwentnie łączą  myślenie negatywne  ze zwiększonym ryzykiem problemów ze zdrowiem psychicznym, problemami ze zdrowiem fizycznym, problemami w związku i problemami finansowymi.

Ale dobrą wiadomością jest to, że każdy może nauczyć się walczyć z negatywnym myśleniem. Gdy ludzie uczą się, jak zmieniać swoje wzorce myślowe, nie tylko czują się lepiej, ale także ich zachowanie się zmienia.

Złe, negatywne myśli (często zwane z języka angielskiego „niebieskimi”), sprawiają, że obwiniamy siebie, wyszukujemy jedynie złych wiadomości, spodziewamy się najgorszego i reagujemy przesadnie negatywnie. Jednak są to również myśli, które są zbyt negatywne, aby mogły być prawdziwe.

Oto jak je rozpoznać

Obwiniasz siebie – stale i o byle co

Chociaż ważne jest, aby wziąć odpowiedzialność za swoje życie, nadmierne obwinianie się nie jest produktywne. W rzeczywistości wiąże się z problemami zdrowia psychicznego, takimi jak depresja . Daj sobie czas, kiedy mówisz sobie, że „wszystko zepsułeś”. Nigdy nie jest do końca tak, że naprawdę wszystko jest twoją winą.

Szukasz złych wiadomości

Jeśli w jednym dniu wydarzy się dziewięć dobrych rzeczy i jedna zła, łatwo jest skupić się na tej jednej właśnie. I utkniesz w miejscu. Ważne jest, aby cofnąć się w dobrym momencie i stworzyć bardziej zrównoważoną, realistyczną perspektywę.

Czarnowidztwo

Nawet jeśli nie masz pojęcia, co stanie się jutro, już przewidujesz zagładę i mrok. Uważaj, bo takie czarnowidztwo może przekształcić się w samospełniające się proroctwo, jeśli nie będziesz ostrożny.

Przesadnie negatywne podejście do życia i tego, co nam się przydarza w codziennym życiu

Mówienie sobie, że całe spotkanie z kimś było katastrofą i pomyłką lub przekonywanie siebie, że wszystko w twojej pracy jest okropne, prowadzi do spirali myśli ciągnących cię w dół. Im bardziej negatywnie myślisz, tym gorzej poczujesz. A im gorzej się czujesz, tym mniej prawdopodobne jest podjęcie pozytywnych działań.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Lifestyle Psychologia Zdrowie

Mąż nie powiedział mi, że kocha mężczyzn, ale nie kobiety. Żałuję, że z „pierwszym razem” czekaliśmy do ślubu

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 czerwca 2018
Fot. iStock/Prochkailo
 

Mam 24 lata i rozwiodłam się po 4 miesiącach małżeństwa z homoseksualnym mężem. I tak, może trudno w to uwierzyć, ale znamy się długo. Bardzo długo. Na tyle długo, że powinnam się zorientować. To doświadczenie zmieniło moje życie do góry nogami, sprawiło, że wszystkie moje marzenia legły w gruzach. Wydaje mi się, że już nigdy nie zaufam, nikomu. Przez jakiś czas miałam problem z moimi przekonaniami i moralnością. Jestem wierząca, mam dość konserwatywne podejścia do życia, ale wydaje mi się, że jestem również otwarta, nie oceniam. Lubię ludzi. Ale nie potrafię w tej chwili odnaleźć sensu w tym, co się stało.

Wszystko przez człowieka, który codziennie sprawiał, że czułam się najważniejsza. Kochałam go, głęboko. Właściwie nadal kocham. Jedyne, czego chciałam, to czuć się bezpiecznie. I tak było. Może kilka razy w okresie naszego narzeczeństwa czułam, że coś może być nie tak, ale zawsze odsuwałam od siebie tę myśl. Kochałam. Ufałam. Chciałam spędzić z nim resztę życia, założyć rodzinę, mieć z nim dzieci.

Jak to możliwe, że nic nie zauważyłam? Mieliśmy miłość bez seksu. Przyjazń, przywiązanie, ciepło, opiekuńczość, troskę. Nie znałam innej relacji, wydawało mi się, że tak właśnie powinno wyglądać wspólne życie przed ślubem. Byliśmy blisko, ale nie na tyle (myślę tu o sferze intymnej), żebym mogła się zorientować, że z jego strony jest to uczucie czysto platoniczne. Kiedy mnie obejmował, czułam miłość, zastanawiałam się, czy mnie pragnie, ale zaraz myślałam, że to oczywiste, skoro chętnie mnie całuje, skoro planuje ze mną swoją przyszłość, skoro mówi o dzieciach. Raz, na ekranie jego laptopa zobaczyłam witrynę gejowskiego portalu. Byłam zszokowana, ale wytłumaczył mi, że jakaś reklama otworzyła tę witrynę przez przypadek. Uwierzyłam. Dlaczego miałabym nie uwierzyć mężczyźnie, który zadeklarował, że chce spędzić ze mną swoje całe życie?

Ślub był piękny, romantyczny, wymarzony. Otaczali nas najbliżsi i nie wyczuwałam wtedy jeszcze, że ten związek zakończy się katastrofą. Z ufnością wchodziłam z ukochanym w kolejny etap naszej relacji.

Z „pierwszym razem” czekaliśmy do samej poślubnej nocy. To była wspólna decyzja, dla mnie to bardzo ważna. Cieszyłam się, że on myśli tak, jak ja. Cieszyłam się, że czujemy podobnie, że mnie szanuje. Że mamy coś wyjątkowego. Ale prawda wyglądała inaczej. On mnie po prostu nie chciał, nie pragnął.

 

Tamta pierwsza noc była pospieszna, nieczuła, obca. Byle szybciej, byle jak najmniej dotykania się. Tak, jakby brzydził się moim ciałem. Nigdy nie zapomnę tego doświadczenia. Leżałam po tym w ciemności tak bardzo sama. I myślałam o tym, że seks jest okropny. Smutny.

Zawsze potem, za każdym razem, gdy szliśmy do łóżka czułam, że mnie nie chce, a każde zbliżenie między nami było „drętwe”, wymuszone, sztuczne. Po miesiącu od ślubu zaczęliśmy się kłócić. O głupstwa – o nieodstawioną na miejsce solniczkę, o krzywo położoną kapę na łóżku… Łóżko. To, co dzieliło nas najbardziej.

Z czasem, po każdej kłótni zaczął wychodzić z domu na noc. Tydzień później powiedział mi, że chce się rozwieść, bo się nie dogadujemy. Nie dałam za wygraną. Spytałam wprost, czy chodzi o seks. Załamał się. Zaczął płakać, powiedział, że ma z „tym” problem, że zapisze się do psychiatry. Że „coś” mu przeszkadza i nie umie tego określić, że nienawidzi się za to.

Przystałam w milczeniu na wizytę u seksuologa, ale nie podejrzewałam wtedy jeszcze, że mój mąż jest homoseksualistą. „To” wyszło podczas trzeciej, czy czwartej wizyty. Terapeuta zapytał wprost: „Nigdy nie myśłał pan o tym, że być może pociągają pana fizycznie mężczyzni?”. Zadrżałam. Spojrzałam na niego. I zobaczyłam, że on wie. Że zawsze wiedział. Siedział przede mną człowiek, który otwarcie mówił o tym, że jest gejem i że miał nadzieje, że związek z kobietą go z tego „wyleczy”.

W milczeniu wróciliśmy do domu, w milczeniu spakowałam walizki. W milczeniu otworzyłam i zamknęłam za sobą drzwi. Od tamtej pory jest między nami właśnie milczenie.

Brak doświadczenia w sferze seksu nie pozwolił mi domyślić się przed ślubem. Żałuję, że czekaliśmy z intymnością tak długo. Czuję się oszukana, okłamana. Okradziona z zaufania. Nie rozumiem jak można kogoś skrzywdzić świadomie, potraktować jak „przykrywkę” dla swojej prawdziwej orienrtacji. Nie rozumiem, jak można zawiązać tak komuś życie, z premendytacją. Wierzę, że kiedyś mu wybaczę. Teraz, dziś, jest jeszcze na to za wcześnie.

 


Lifestyle Psychologia Zdrowie

10 rzeczy, o których musisz porozmawiać z drugą kobietą! Czyli „Między nami samicami”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
6 czerwca 2018
Fot. iStock / Petar Chernaev

Babska solidarność, siła – tyle się o tym gada, pisze, a gdyby tak szczerze wziąć się z prawdą za bary, okazuje się, że wciąż za mało. Bo najczęściej motywacja do pielęgnowania babskich kręgów rodzi się, jako opór, opór dla kobiecej krzywdy.  Drogie Panie, bądźmy na siebie otwarte i dla siebie dostępne zawsze, nie tylko, gdy dzieje się źle… bo nikt nie da wam tyle, co druga kobieta, szczególnie, jeśli potraficie słuchać uważnie i mówić szczerze…

… i czytać.

Jest kilka tematów, na które kobiety po prostu muszą porozmawiać. Nawet, gdy już się nam wydaje, że osiągnęłyśmy swoją pełną, wewnętrzną dojrzałość, czasem warto spotkać się i usłyszeć: „Halo, ale jak to? Przecież u mnie to wygląda zupełnie inaczej”. I dopiero wtedy, zaczynamy widzieć pełny obraz. Nasz własny, kobiecy. Tak podobny, a jednak pełen kontrastów i odmiennych wyborów czy poglądów. To chyba jedyny sposób na wzrastanie w swojej kobiecości, w budowaniu kobiecych kręgów i babskiej, nieprzecenionej siły. Ta siła jest kobietą, której nie da się, ot tak, zamknąć  definicji.

10 rzeczy, o których musisz porozmawiać z drugą kobietą! 

Bo czy można łatwiej nauczyć się tolerancji wobec świata, jeśli „ona” tak mi bliska i podobna, jest równocześnie tak odmienna?

Bez niego jestem nikim…

Jeden z najważniejszych tematów świata, który dogania nas częściej, niż byśmy tego chciały. Większość z nas, naszych matek, babek, sióstr – w mniejszym bądź większym stopniu została wychowana w świecie budowanym przez mężczyzn i dla mężczyzn. Nawet żyjąc w nowoczesnych związkach, niby partnerskim świecie co i rusz natykamy się na definiowanie kobiety przez pryzmat mężczyzny. To on świadczy o jej wartości. A dokładnie to, czy On jest świadczy o tym, ile ONA jest warta,

Nie kiwajcie głowami, to temat tak trudny, że nie sposób okrzyknąć jednoznacznie „nigdy więcej”. Bo ileż razy dla NIEGO, wasz świat drżał w posadach, ileż razy pocieszałyście porzuconą przyjaciółkę, nie rozumiejąc kompletnie „jak można taką dziewczynę rzucić”?

A przecież nie sposób zaprzeczyć, że to własnie inni ludzie, ich reakcja na nas, jest zwierciadłem tego kim jesteśmy?

Koniecznie przedyskutujcie w damskim gronie problem wartościowania kobiety w ten sposób. Jestem pewna, że każda z was dowie się o sobie czegoś nowego.

Kim jest miła dziewczynka?

Temat numer dwa, którego nie powinno zabraknąć na debacie kobiet. Stereotyp miłej i ładnej dziewczynki, której nie wypada tego i owego – tyle razy chciałyśmy go wdeptać w ziemię, a jednak raz po raz, potykałyśmy się o niego na ulicy. Naprawdę musimy być „jakieś”?

I tu nie chodzi tylko dobre stopnie i sukienkę w kwiaty. Bo tej miłej dziewczynce nie wypada iść na basen z nieogolonymi pachami, ani odejść od męża, który pije, ani nawet oczekiwać uczciwej zapłaty za swoją pracę. Przecież ta miła dziewczynka, wie kiedy ugryźć się język, nieprawdaż?

To co dla was dziś, gdy czytacie ten tekst, wydaje się oczywistością, dla innej kobiety być może jest kompletnie oderwane od rzeczywistości. Nie musicie się różnić wykształceniem czy grubością portfela, wystarczy, że życie zmusiło was do akceptacji innych światów. A może któraś z was nawet nie wie, że gdzieś z sąsiedzkim płotem, jest jeszcze jakiś inny świat? Bo czy to nie naturalne, że wydaje się nam, że przeżywamy wszystko podobnie?

Kończyłyśmy te same szkoły, miałyśmy rodziców, kolegów, nauczycieli. Wreszcie związki, dorosłe życia, dzieci i problemy – czy może się zatem okazać, że nasze wybory, wcale nie były relatywnie „konieczne”, „najlepsze”…”jedyne słuszne”?

Miłe dziewczynki nie są ważne, są uczynne. Bez względu na cenę. Miłe dziewczynki, które wtłoczono nam w głowy, znają jedną drogę przez życie… poświęcenie.

Poświęcenie

O tym można by rozmawiać miesiącami. Bo czy to, co dla mnie jest poświęceniem, jest tym samym dla niej, dla niego, dla ciebie? A jednak warto zapytać inną kobietę, czy macierzyństwo to poświęcenie. Czy kariera to poświęcenie. A może u niej poświęceniem jest coś kompletnie innego i zaskakującego?

Mamy brzydką skłonność do umniejszania sobie bez końca, do zarzucani własnych potrzeb i poświęceń. Szczególnie takich, które po chwili przygniatają nas, jak wielotonowe głazy. Ale bywa i tak, że coś co świat widzi, jako poświęcenie, wcale nim nie jest, bo my same tak go nie odczuwamy… lub nie rozumiemy jeszcze, że za jakiś czas zobaczymy coś innego.

Nauczono nas poświęcać się bez reszty – bo taka wizja romantycznej kobiety to piękny obrazek. Dla miłości, macierzyństwa, domu. Dla rodziny, matki, ojca, męża. Jest to dla nas tak oczywiste, że nawet tego nie dostrzegamy, do czasu, aż spadnie na nas zbyt wielki ciężar. I nie mówię tu o ciężarze do dźwigania, ale takim, spod którego już trudno się o własnych siłach wygramolić.

Jeśli chcecie dostrzec więcej, koniecznie porozmawiajacie o tym z inną kobietą!

O pozostałych tematach przeczytacie w fenomenalnej, babskiej książce „Między nami samicami”

To rozmowa rzeka, trzech znamienitych kobiet: dr Aleksandry Piotrowskiej (psychologa),  Ireny A. Stanisławskiej (kulturoznawczyni i dziennikarki) i Doroty Sumińskiej (lekarza weterynarii, specjalistki w dziedzinie życia zgody międzygatunkowej). Każda z nich reprezentuje ciut inny świat, zupełnie inne doświadczenia i  inny punkt widzenia, choć ich wspólnym mianownikiem niewątpliwie jest kobiecość.

Dlaczego warto przeczytać tę książkę? To bardzo proste. Gdybyśmy raz do roku rozmawiały ze sobą tak szczerze, świat nabrałby innych kolorów… Uwaga, książka to potworny zjadacz czasu, nie sposób się oderwać od lektury. 😉

Po przeczytaniu będziecie miały ochotę zorganizować jak najszybciej babski sabat i koniecznie przegadać osobiście kilka kwestii. Są pytania, które trzeba zadać! Bo czy kobieta może być naprawdę samowystarczalna, a mężczyznę „da się zmienić”? Tu nie ma jednej odpowiedzi, jest ich tak wiele, że wszystkich nie znajdziecie nawet w tej książce, ale jedno jest pewne – „Między nami samicami” to doskonały sposób, by zacząć odpowiedzi łapać. A co z nimi potem możecie zrobić? Och, to już zależy tylko od was – możliwości są absolutnie nieograniczone.

Przeczytajcie koniecznie fragment książki tutaj.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Zielona Sowa.

 


Zobacz także

Konkurs „Pomóż dziecku odkryć fascynujący świat i zachęć je do nauki”

To, co zobaczysz pierwsze na tym obrazku, symbolizuje twoje wewnętrzne „ja”

Co dzieje się z twoim ciałem, po 20 minutach, ośmiu godzinach, po dwóch dniach rzucenia palenia? Przestań robić milowe kroki, zacznij od małych