Psychologia Zaburzenia

Trudno przewidzieć, jaki będzie kolejny dzień i co się wydarzy. Jak żyć z osobą z borderline?

Media Room
Media Room
24 kwietnia 2022
zaburzenia osobowości borderline
fot. grinvalds/iStock
 

Przebywanie z osobą z zaburzeniami osobowości typu borderline to emocjonalna huśtawka: trudno przewidzieć, jaki będzie kolejny dzień i co się wydarzy. Terapeutka Magdalena Paszko z Mazowieckiego Centrum Psychoterapii wyjaśnia, że nie jest to zła wola; po prostu takie osoby nie potrafią inaczej.

W języku polskim stosuje się na określenie tego zaburzenia słów: osobowość z pogranicza. Charakteryzuje się ono nieustannymi zmianami stanu emocjonalnego. Podobnie jak w przypadku innych zaburzeń osobowości, nie jest to choroba, a pewien stały wzorzec nieprawidłowego funkcjonowania, który przysparza cierpienia. Często obserwuje się jego współwystępowanie z innymi zaburzeniami lub chorobami psychicznymi, jak depresja, choroba afektywna dwubiegunowa czy dysfunkcje seksualne.

Paniczny lęk przed odrzuceniem

Jak mówi Magdalena Paszko, jedną z charakterystycznych cech osób z zaburzeniem borderline jest wytwarzanie wyidealizowanego obrazu innych ludzi. Gdy po pewnym czasie okazuje się, że nie do końca jest on zgodny z prawdą, tych samych ludzi postrzegają jako tych, którzy odrzucają, kontrolują, zdradzają czy porzucają.

„Dzieje się tak dlatego, że w budowaniu relacji osoby cierpiącej na zaburzenia borderline w pewnym momencie pojawia się lęk przed bliskością, któremu towarzyszy wewnętrzny, bardzo silny poziom napięcia. Bojąc się, że zostaną porzucone, bezwiednie same prowokują rozstanie, złoszczą się, wybuchają, a gdy ta druga osoba zaczyna się wycofywać, starają się na siłę zatrzymać ją przy sobie, bo przecież wcale nie chcą do tego opuszczenia doprowadzić. Często dochodzi do szantażu emocjonalnego, gwałtownych zachowań i braku kontroli tych emocji. Zdarza się, że bliskie relacje osoby z bordeline są niestabilne, nacechowane przemocą, emocjonalnymi huśtawkami. Trudno przewidzieć jaki będzie kolejny dzień i co się wydarzy. Nie mając wzorca utrzymywania granic często te granice przekraczają – nie dlatego, że tak chcą, ale po prostu nie potrafią inaczej” – wyjaśnia Magdalena Paszko z Mazowieckiego Centrum Psychoterapii.

Przy czym osoby z tymi zaburzeniami osobowości mają przekonanie, że  same sobie nie poradzą, dlatego muszą się na kimś oprzeć. Nic dziwnego, że porzucenie traktują jak najgorszą rzecz, która może się przydarzyć. Jednocześnie te osoby są dla siebie bardzo surowe, uważają, że zasługują na karę. To wszystko powoduje bardzo silny poziom wewnętrznego cierpienia.

„Taka osoba porządkuje swoje przekonania wedle kogoś, z kim jest w relacji, co oznacza, że przekracza swoje granice, żeby tę relację utrzymać, a z drugiej strony nie ma na to wewnętrznej zgody – dlatego w sytuacji jakiegoś napięcia często reaguje złością. W tym protestowaniu jest dużo dramatyzmu, chęć mszczenia się na tych, którzy potencjalnie sygnalizują odrzucenie. Kiedyś, podczas interwencji kryzysowej, spotkałam się z sytuacją, w której pan miał zdiagnozowaną osobowość narcystyczną, a pani osobowość borderline. Dochodziło tam do bardzo brutalnych scen przemocy. Kiedy on sygnalizował, że chce odejść, ona brała z kuchni nóż, szła do łazienki, wstawiała nogę do wanny i celowała w tętnicę udową pytając swojego partnera, czy na pewno jest zdecydowany, aby odejść. To jest oczywiście bardzo skrajny przykład, ale do takich sytuacji jednak czasem dochodzi” – opowiada terapeutka.

Tego rodzaju zachowania to wynik cierpienia związanego z wyniesionym z dzieciństwa wzorcem odrzucenia, zaniedbania emocjonalnego. Jak Agata Szulc i Piotr Gałecki wskazują w podręczniku „Psychiatria”, osobowość konstruuje się od momentu narodzin do osiągnięcia dorosłości na fundamencie wrodzonych cech i predyspozycji. Stąd tak istotne są pierwsze więzi, jakie nawiązujemy po urodzeniu. Jeśli w tym czasie zostaniemy pozbawieni poczucia bezpieczeństwa, przynależności, ale jednocześnie autonomii, możemy w dorosłym życiu płacić za to wysoką cenę.

Osoba pozbawiona poczucia bezpieczeństwa w dzieciństwie buduje nowe relacje na zasadzie prób i błędów. Czasem się udaje, ale często towarzyszy temu przekonanie, że zdarzył się cud, boska opatrzność, albo po prostu życie tak zadecydowało.

W razie porażki osoba w nieprawidłowo ukształtowaną osobowością z pogranicza łączy to z wewnętrznym przekonaniem: „Jestem do niczego”.

Autodestrukcja sposobem na lęk

Osoby z zaburzeniami typu bordeline są impulsywne, często manifestują też zachowania szkodliwe dla siebie: nadmierne wydawanie pieniędzy, ryzykowny seks, nadużywanie substancji psychoaktywnych czy alkoholu, napady obżarstwa, powtarzające się groźby samobójcze. Niektóre osoby rozładowują napięcie poprzez samookaleczanie czy zachowania autodestrukcyjne, np. długie wstrzymywanie oddechu. Czasami reakcją na stres są przebijające objawy paranoiczne albo poważne objawy dysocjacyjne.

Magdalena Paszko zaznacza, że w ostatnim czasie zwraca się uwagę na współwystępowanie w zaburzeniu osobowości typu borderline oraz zaburzeniach osobowości narcystycznej tzw. wysokiej wrażliwości. Oznacza to nadwrażliwość na bodźce emocjonalnie, chwiejność, reaktywność, intensywność odczuwania emocji. U osób takich występują silne uwarunkowania biologiczne.

ZOBACZ: „Im było łatwiej, tym było gorzej”. U męża stwierdzono borderline, zostałam wdową w wieku 33 lat

Inna hipoteza zakłada, że temperament psychologiczny i niestabilność emocjonalna może być rozumiana jako continuum osobowości z pogranicza po zaburzenia afektywne dwubiegunowe.

„Niedobory serotoniny i nadmiar noradrenaliny, które są odpowiedzialne za przekazywanie impulsów w naszym układzie nerwowym, doprowadzają do tego, że mamy przewagę procesów aktywacji nad procesami hamowania. W praktyce oznacza to wewnętrzną gotowość do ataku. Bardzo często dodatkowo występuje nadwrażliwość na krytykę, która jest odbierana jako atak, co prowadzi do nadreakcji” – wyjaśnia specjalistka.

Z tego punktu widzenia największe ryzyko autoagresji występuje u osób, które mają nieprawidłowości w zakresie przewodnictwa serotoninergicznego, co oznacza, że dzieje się to nie tylko na poziomie procesów poznawczych, ale głębiej, na poziomie procesów zachodzących w mózgu.

zaburzenia osobowości borderline

fot. iStock/ Urilux

Rola złości

Wybuchy gniewu to kluczowy mechanizm radzenia sobie przez osoby z zaburzeniem borderline. Reakcje bardzo gwałtownie, zupełnie nieadekwatne do sytuacji, która ją spowodowała, równie nieprzewidywalne co przerażające, szczególnie dla osób, które są adresatami tej złości.

„Zdarza mi się słyszeć w gabinecie na przykład takie opowieści: >>Jedziemy samochodem kłócimy się. Moja partnerka mówi: Zatrzymaj się, ja wysiadam, a kiedy tego nie robię ona otwiera drzwi w trakcie jazdy i próbuje wysiąść<<, albo: >>Jest kłótnia i ona wychodzi z domu. Nie bierze telefonu więc nie ma z nią kontaktu, nie wiadomo gdzie jest. Odchodzę od zmysłów, zastanawiając się gdzie poszła, czy czegoś sobie nie zrobiła, a ona wraca po paru godzinach i jak gdyby nigdy nic oznajmia, że była w kinie, żeby odreagować i że już jej przeszło<<„- opowiada terapeutka.

Wyjaśnia, że takie zachowania to aktywizacja schematów z dzieciństwa, które odnoszą się do unieważniania przemocy, do braku granic. Bywa, że nawet jako dorosła osoba ktoś może być nadal wewnętrznie zezłoszczony i wystraszony postępowaniem np. przemocowego albo nadużywającego alkoholu rodzica. Wciąż czuje na tyle silny lęk, że nie jest w stanie postawić temu rodzicowi granic i pozwala, aby ten w dalszym ciągu je przekraczał.

„To rodzaj przemocy, który takie dorosłe dziecko nadal wewnętrznie odczuwa i oddaje w relacji, w której aktualnie jest” – tłumaczy psycholożka.

Dodaje, że złość mogą też powodować jakieś mało istotne utrudnienia – u ich podłoża znajduje się cały arsenał lęku, rozczarowania i obaw dotyczących porzucenia.

„Często od takich pacjentów słyszę: >>Nie wiem, jak i gdzie stawiać granice,  na coś się godzę, a później sobie uświadamiam, że w ogóle nie chciałem, żeby to się wydarzyło<<. A ponieważ nie było zgody tej osoby, to w reakcji jest złość. Radzę wtedy, aby nauczyli się wsłuchiwać w swoje ciało, bo ono najczęściej daje znać, kiedy te granice są przekraczane i wyłapanie tej reakcji pomoże w nauce mówienia >>nie<<„- mówi Magdalena Paszko.

Złość osoby z zaburzeniem z pogranicza może być i często jest, wołaniem o pomoc. Efekt jest jednak taki, że odpycha w ten sposób najbliższe osoby.

Psycholożka wskazuje na aspekt cierpienia człowieka, który z jednej strony ma ogromną potrzebę bliskości, a z drugiej, z uwagi na mechanizmy idealizacji i dewaluacji oraz lęk przed zranieniem, staje się niemożliwa do zaspokojenia.

Czy można pomóc osobie z borderline?

Pomoc jest możliwa, choć bez interwencji i pomocy psychoterapeuty trudno na to liczyć.

„Staramy się pomóc pacjentowi lepiej funkcjonować w świecie, który pod wpływem terapii będzie doświadczany jako mniej zagadkowy, mniej krzywdzący, pozwalający czerpać większą przyjemność z życia. Proces ten jednak wymaga uświadomienia sobie przede wszystkim jak nieproduktywne są zachowania, z którymi człowiek trafił do gabinetu, czyli: złość, huśtawka emocjonalna, impulsywność i wiele innych” – wymienia psycholog.

Pracę z pacjentem z zaburzeniem osobowości typu bordeline warto rozpocząć od ustalenia, jakie ma ona podstawy: unikająco- zależną (cechuje się dużym niepokojem wewnętrznym, niską samooceną, nadwrażliwością na krytykę), narcystyczną (przejawia się chwiejnością nastroju, dużą dynamiką w relacjach, impulsywnością, drażliwością, przytłaczającą potrzebą opieki i uczuć), antyspołeczną (wiąże się z lekceważeniem zasad, wyolbrzymianiem poczucia własnej wartości, ekstremalnym sposobem okazywania zazdrości i złości, lekkomyślności w działaniu) czy paranoidalną (cechuje ją brak zaufania do innych ludzi, ich zamiarów i intencji, nadmierna wrażliwość na niepowodzenia i odrzucenie, tendencja do długotrwałego przeżywania).

„Takie rozróżnienie jest pomocne w terapii, ponieważ pozwala dostosować metody pracy do danej osobowości i problemów, z jakimi się ona boryka. Nie mamy sztampowego zestawu metod, które stosujemy wobec takiego czy innego zaburzenia, dlatego każdy proces terapeutyczny poprzedzony jest wywiadem, poszukiwaniem niuansów, aby dobrać jak najefektywniejszą metodę pracy” – wyjaśnia psycholog.

Najważniejszą częścią terapii jest relacja między terapeutą a pacjentem – taka, która stworzy podstawę do zaufania, bliskości emocjonalnej, nauczy odczuwania bezpieczeństwa. Jeżeli w gabinecie przestrzegane są zasady i pacjent zaczyna funkcjonować w tych ramach, to po pewnym czasie uczy się zaufania i odczuwania bezpieczeństwa.

„Ważne jest, aby terapeuta stał się lustrem, w którym przegląda się pacjent. Jeżeli w procesie terapeutycznym pojawiają się skrajne emocje, to naszym zadaniem jest pokazać temu człowiekowi: to jest właśnie ta emocja, która utrudnia ci życie, i to ty z nią do mnie przyszedłeś, a nie odwrotnie. Nauka funkcjonowania w tych emocjach i pokazanie mu, że to nie jest zagrożenie, ale doświadczenie, z którego warto czerpać, pozwoli mu zrozumieć zasady relacji międzyludzkich” – uważa psycholog.

Nauka stawiania granic to dłuższy proces, bo wymaga zrozumienia, że one nie są czymś złym, lecz wręcz przeciwnie: są potrzebne, bo budują poczucie bezpieczeństwa nie tylko w relacjach z innymi, ale też poczucie bezpieczeństwa osobistego.

Kryteria rozpoznawania osobowości z pogranicza (borderline)

Zaburzenie osobowości typu borderline definiowana jest jako wzorzec zachowań zdominowany niestabilnością w relacjach interpersonalnych, w ocenie własnej osoby i w zakresie emocjonalnym oraz z wyraźnie zaznaczoną wybuchowością. Zgodnie z klasyfikacją DSM-5 ustalenie takiego rozpoznania jest zasadne, gdy obecnych jest co najmniej pięć z poniższych cech:

  • podejmowanie rozpaczliwych wysiłków w celu zapobieżenia porzuceniu realnemu lub wyimaginowanemu;
  • niestałe, ale intensywne związki interpersonalne (krańcowe idealizowanie lub dewaluowanie);
  • zaburzenia tożsamości – utrwalony i wyraźnie zaburzony, zniekształcony lub niestabilny obraz własnej osoby lub poczucia własnej wartości;
  • impulsywność w co najmniej dwóch obszarach stanowiących potencjalne zagrożenie dla samego siebie (życie seksualne, wydawanie pieniędzy, używanie substancji psychoaktywnych, ryzykowne prowadzenie samochodu, napadowe objadanie się);
  • nawracające zachowania samobójcze, próby lub groźby samobójcze, dokonywanie samookaleczeń;
  • niestabilność emocjonalna wywołana nadmierną reaktywnością nastroju;
  • przewlekłe uczucie pustki;
  • nieadekwatny do sytuacji silny gniew lub brak kontroli nad wybuchami gniewu;
  • przemijające, związane ze stresem myśli o charakterze paranoidalnym lub zaznaczone objawy dysocjacyjne.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Psychologia Zaburzenia

Marcin Hakiel: Najtrudniejszy moment? Prosiła o wolność, więcej przestrzeni. Pewnego dnia okazało się, że ta wolność ma imię

Redakcja
Redakcja
24 kwietnia 2022
Marcin Hakiel i Aleksandra Kwaśniewska, fot. TVN Style, "Miasto Kobiet"
 

– Dzisiaj czuję się już trochę lepiej, chociaż nie będę ukrywać, że sytuacja była dla mnie trudna. I wydaje mi się, że pomimo tego, że jestem mężczyzną, to nie wstydzę się tego, co przeżyłem, co przeżywam i co będę przeżywał. Tego rozstania. Po 17 latach związku nie wyobrażam sobie, że można wyłączyć guzik i przestać myśleć o tej drugiej osobie — powiedział Marcin Hakiel w rozmowie z Aleksandrą Kwaśniewską w „Mieście Kobiet” w TVN Style. 

Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel byli parą 17 lat. Poznali się na parkiecie „Tańca z gwiazdami”. Trzy lata później byli już małżeństwem. Przez wszystkie te lata uchodzili za parę niemal idealną, byli wręcz dowodem na to, że udane związki w show-biznesie są możliwe. Trudno było szukać informacji o kryzysach, czy skandalach z ich udziałem. We wspólnych wywiadach utrzymywali, że rozwiązują wszystko rozmową, „nie wyrzucają do kosza” i  zawsze mogą na siebie liczyć.

Niestety, w marcu para poinformowała w mediach społecznościowych o rozwodzie.

Dwa miesiące później, w „Mieście Kobiet” w TVN Style Marcin Hakiel opowiedział o swoich uczuciach, o tym, jak sobie radził, czy też raczej nie radził z tą sytuację. W niezwykle szczerej rozmowie zasugerował też, że w ich życiu pojawiła się trzecia osoba. Po emisji programu pojawiło się mnóstwo komentarzy, a internauci zasypali pytaniami media społecznościowe Katarzyny Cichopek. Ta jednak konsekwentnie milczy. Jedynym jej komentarzem jest wyłączenie możliwości komentowania jej postów.

Zapytany o najtrudniejszy moment, Marcin Hakiel powiedział:

Najtrudniejszy moment w tej całej sytuacji był taki, że moja była partnerka od jakiegoś już czasu prosiła o więcej wolności, przestrzeni. Ja jej to dałem, a pewnego dnia okazało się, że ta wolność ma imię.

Marcin Hakiel przyznał, że nie był przygotowany na rozstanie. Powiedział Aleksandrze Kwaśniewskiej, że zawsze kochał Katarzynę i zawsze się dogadywali. – Mam poczucie, że do końca chciałem to naprawić, do tego momentu, gdy już nie było czego naprawiać. Trudno powiedzieć, czy to był dzień, czy okres, po prostu zrozumiałem, że ten okręt, z którym spędziłem te 17 lat, płynął już pod inną banderą — dodał.

Aleksandra Kwaśniewska zapytała, czy tancerz myślał o tym, że przegapił jakiś moment.

„Może to źle zabrzmi, ale nie mam do siebie żalu, uważam, że byłem fair. Jakaś część mnie myśli, że mogłem coś tam zobaczyć wcześniej, co się działo, ale z drugiej strony, jak na spokojnie o tym pomyślę, to czemu w ogóle miałem szukać. Jak się kogoś kocha, to się kocha bezwarunkowo” – przyznaje.

Powiedział też, że był moment, że wyszedł z inicjatywą podjęcia terapii małżeńskiej, ale się nie udało. Było już za późno, „nie było na to przestrzeni”.

– Musiałem się pogodzić z utratą żony (…) Nawet kiedy już wiedziałem, poznałem prawdę, nie wiem, czy całą, ale jakąś część tej prawdy, która się działa przez ostatni czas w naszym związku, to i tak jakaś część mnie była związana z moją byłą partnerką – przyznał.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Marcin Hakiel (@marcinhakiel)


Psychologia Zaburzenia

Pigułka antykoncepcyjna dla faceta: to realne?

Media Room
Media Room
24 kwietnia 2022
pigułka antykoncepcyjna dla mężczyzn
fot. Vasil Dimitrov/iStock

Przed nieplanowaną ciążą chronią się głównie kobiety – przede wszystkim dlatego, że to dla nich istnieją skuteczne metody. To się może zmienić dzięki badaniom nad przeznaczonymi dla mężczyzn tabletkami hormonalnymi, bez hormonów, a także nad innymi, kierowanymi do panów metodami. Pigułka antykoncepcyjna dla mężczyzn coraz bliżej.

Jak wskazują badania, ciężar antykoncepcji spoczywa głównie na barkach kobiet. Oprócz skutków ubocznych stosowanych często metod, kobiety muszą radzić sobie także z obciążeniem psychicznym związanym z zapobieganiem ciąży. Nie ma jednak sensu potępiać panów, mówiąc, że są nie odpowiedzialni, czy leniwi. Po prostu wybór skutecznych, męskich metod antykoncepcyjnych jest wyjątkowo skromy i obejmuje prezerwatywy albo zwykle nieodwracalną wazektomię, co do której istnieją w Polsce wątpliwości, czy jest zgodna z prawem. Zajmujący się płodnością specjaliści nie ustają jednak w wysiłkach, aby pulę opcji dla mężczyzn poszerzyć.

Tabletka bez hormonów

Zespół z University of Minnesota przedstawił właśnie obiecujące wyniki przeprowadzonych na myszach testów tabletki antykoncepcyjnej dla mężczyzn.

„Naukowcy od dekad starają się opracować doustną, męską antykoncepcję, ale na rynku nadal nie ma zatwierdzonych tabletek” – zwraca uwagę dr Abdullah Al Noman.

Jego zespół celuje w receptor kwasu alfa reninowego (RAR-α). Bierze on udział w formowaniu się plemników. Po przebadaniu 100 substancji naukowcy znaleźli tę, która specyficznie blokuje ten receptor. Podawanie samcom myszy tej substancji (YCT529) powodowało, że szanse na ciążę u mysiej partnerki spadały o 99 proc., bez widocznych skutków ubocznych. Po 4-6 tygodniach od zaprzestania aplikacji leku, myszki mogły normalnie się rozmnażać.

To rezultaty badań na zwierzętach – te na ludziach są planowane na drugi lub trzeci kwartał tego roku. Na wypadek, gdyby wyniki tych testów okazały się jednak niezadowalające, analizują już inne, podobne substancje. Podkreślają przy tym, że ich podejście nie oddziałuje na męskie hormony, co zwykle wiązało się ze skutkami ubocznymi, np. spadkiem libido.

„Chcieliśmy opracować niehormonalną metodę męskiej antykoncepcji, aby uniknąć tych niepożądanych skutków” – podkreśla dr Al Noman.

Skuteczny plemnik musi pływać

Inne niehormonalne podejście opracowali specjaliści z University of North Carolina. Cząsteczka o oznaczeniu EP055 dokleja się do białek na powierzchni plemników i powoduje dramatyczne zmniejszenie ich zdolności ruchu.

„Mówiąc prosto, cząsteczka ta wyłącza umiejętność pływania plemników, co znacząco ogranicza ich potencjał do zapładniania” – wyjaśnia kierujący pracami prof. Michael O’Rand.

I dodaje, że czyni to EP055 idealnym kandydatem na niehormonalny, męski środek antykoncepcyjny.

W badaniu na makakach dożylne podanie EP055 powodowało, że plemniki stawały się nieaktywne, a u zwierząt naukowcy nie wykryli żadnych skutków ubocznych.

„Po 18 dniach od infuzji, wszystkie makaki powróciły do pełnej płodności, co wskazuje, że efekty podawania EP055 są całkowicie odwracalne” – podkreśla współautorka badania dr Mary Zelinski.

Badacze założyli już firmę, która ma wprowadzić wynalazek na rynek i pracują nad doustną formą leku. Konieczne są jednak badania sprawdzające na ludziach bezpieczeństwo i skuteczność tej metody.

Antykoncepcyjne zioło

Jak się też okazuje, podobny efekt do EP055 można uzyskać z pomocą tryptonidu – naturalnej substancji produkowanej przez chińskie zioło z rodzaju Tripterygium Wilfordii Hook F. Podawana doustnie jedna dawka tego związku dziennie powodowała w plemnikach niemal całkowity zanik ruchu, co prowadziło praktycznie do 100 proc. niepłodności po 3-4 tygodniach terapii u myszy i 5-6 tygodniach – u makaków.

Płodność wracała w czasie 4-6 tygodni od zakończenia terapii. Badacze nie zanotowali żadnych wyraźnych skutków niepożądanych w czasie krótkiego, ani długotrwałego podawania substancji.

Warto jednak zanotować, że z przeglądu systematycznego badań nad tą rośliną podawaną w różnych wskazaniach, a zamieszczonego na łamach Frontiers in Pharmacology w 2019 roku, wynika, iż wykazuje ona stosunkowo wysoką toksyczność, zwłaszcza wtedy, gdy nie jest podawana z innymi lekami.

Badania biochemiczne wskazują zaś, że tryptonid zaburza ostatni etap produkcji plemników, powodując w nich utratę zdolności ruchu. Można go ekstrahować z samego zioła, jak i wytwarzać jego syntetyczną wersję.

Bezpieczne hormony

Jest też szansa na bezpieczną, męską pigułkę hormonalną. Zaawansowane prace nad takim środkiem prowadzą naukowcy z Los Angeles Biomed Research Institute. Terapia ma opierać się na przyjmowanym doustnie zmodyfikowanym testosteronie. 11-beta-metylo-19-nortestosteronu-17-beta-dodecylowęglan (CDB-4754) wykazuje jednocześnie działanie męskich hormonów, jak i żeńskiego progesteronu. Wywołuje dzięki temu specyficzny skutek.

„Nasze wyniki wskazują, że pigułka ta, która wykazuje dwie hormonalne aktywności jednocześnie, obniża produkcję plemników, a podtrzymuje libido” – informuje prof. Christina Wang, współautorka pomysłu.

Jak tłumaczą naukowcy, substancja działa w taki sposób, że naśladuje testosteron w całym organizmie, ale w jądrach nie osiąga wystarczająco dużego stężenia, aby pobudzać wytwarzanie plemników. We wstępnych badaniach z udziałem 40 mężczyzn, poziom testosteronu spadł u ochotników do poziomu typowego dla niedoborów, ale nie zgłaszali oni żadnych poważnych skutków ubocznych. U sześciu uczestników badania pojawiały się takie symptomy jak zmęczenie, trądzik lub ból głowy. Pięciu mężczyzn zgłosiło niewielki spadek libido, dwóch – łagodne zaburzenia erekcji. Aktywność seksualna nie uległa jednak zmianom. Żaden z uczestników testów nie zaprzestał przyjmowania leku z powodu skutków ubocznych. Badacze liczą, że bezpieczna i skuteczna męska antykoncepcja hormonalna powinna być dostępna w ciągu dekady. Konieczne są bowiem dalsze badania, m.in. z udziałem znacznie większej liczby uczestników.

Magnetyczna antykoncepcja

Oprócz środków farmaceutycznych testowane są też inne metody. Niektóre wydają się być dosyć nietypowe. Na przykład, w ubiegłym roku chiński zespół zaprezentował metodę długotrwałej antykoncepcji opartej na wykorzystaniu magnesów. Badacze wykorzystują biodegradowalne, magnetyczne nanocząstki, które po wstrzyknięciu do krwiobiegu, z pomocą pola magnetycznego są kierowane do jąder. Potem przez 15 minut oddziałuje się na nie zmiennym polem magnetycznym, co prowadzi do podniesienia w jądrach temperatury i czasowego wyłączenia płodności. Poddane tej procedurze myszy nie mogły płodzić potomstwa przez 7 dni od zabiegu, po czym przez 30-60 dni wracały do pełnej sprawności. Zdaniem badaczy cząstki są nietoksyczne i z czasem organizm je wydala. Czy jednak taka metoda przypadnie do gustu wielu mężczyznom? Naukowcy donoszą czasowym zmniejszeniu się jąder, co zapewne wielu panów może odstraszać.

Żel w nasieniowodach

Z drugiej strony patrząc, niemała grupa mężczyzn decyduje się wazektomię, która najczęściej skutkuje trwałą niepłodnością. Ta główna wada tej metody może jednak zostać pokonana. Obecnie badanych jest kilka podobnych do siebie sposobów, które miałyby to umożliwić. Najstarsze, wymyślone w Indiach podejście nosi nazwę RISUG (ang. reversible inhibition of sperm under guidance – odwracalne, kierowane blokowanie plemników).

Pomysł powstał już w latach 70-tych, lecz dopiero teraz przechodzi zaawansowane badania kliniczne. W metodzie tej do nasieniowodów wstrzykuje się specjalny polimer, który osadza się na ściankach i uszkadza przepływające plemniki. Ma działać przez wiele lat, lecz według twórców procedura jest w pełni odwracalna. Wciąż jednak czekać należy na zakończenie badań.

Podobnie działa opracowany w USA Vasalgel. W tym przypadku wstrzykiwany do nasieniowodów żel nie niszczy plemników, ale je blokuje w nasieniowodzie. Wykazano już skuteczność tej metody m.in. na naczelnych, ale testy wskazały na problemy z przywracaniem płodności.

Niedawno chiński zespół z Uniwersytetu w Nanchang opisał jeszcze inny sposób działania na plemniki w nasieniowodach. Umieszcza się tam, za pomocą zastrzyków, cztery sąsiadujące z sobą warstwy różnych substancji. Taka zapora jednocześnie blokuje i unieszkodliwia plemniki, a czas ochrony przed ciążą wynoszący od 2 do 20 tygodni reguluje się z pomocą proporcji składników żelu. Co więcej, można go w dowolnym momencie szybko rozpuścić z pomocą krótkiego ogrzewania promieniami podczerwonymi i przywrócić tym samym płodność.

Pomysłów jest zatem dużo, a dzięki badaniom zdobywana jest z każdym rokiem nowa wiedza. Jest więc szansa, że dzięki tym wysiłkom w niedalekiej przyszłości część odpowiedzialności za antykoncepcję spadnie na tzw. brzydszą płeć.


Marek Matacz dla zdrowie.pap.pl

Źródła:

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Zobacz także

zwiazki na odleglosc

Związki na odległość. 10 kroków do szczęścia

10 rzeczy, o których możesz zapomnieć, jeśli naprawdę siebie kochasz

Granice osobiste

Granice osobiste. Z czym mamy największy problem i dlaczego?