Magia

Zrobiłam tylko jedną magiczną rzecz, która odmieniła moje życie. Odegnała fatum i poznałam fantastycznego faceta

Listy do redakcji
Listy do redakcji
27 września 2022
fot. Unsplash
 

Moje pierwsze małżeństwo było nieudane. Typowo nieudane. Kłótnie o odpowiedzialność i o to, kto zajmie się synem. Moje wiecznie nieprzespane noce po narodzinach dziecka, narastające zmęczenie i jego niefrasobliwość. Za ostatnie pieniądze potrafił kupić sobie bez konsultacji ze mną kolejne fajne buty. A kiedy pytałam, skąd mam wziąć kasę na pieluchy, rozkładał tylko ręce. Wiedział, że popłaczę się, ale od kogoś jednak pożyczę. Nie chcę wchodzić w szczegóły. Pragnę za to opowiedzieć o czymś zupełnie innym – o tym, jak odczarowałam swoją „złą kartę od życia”. W jaki sposób sprawiłam, że zły los się ode mnie odwrócił. Bo dziś jestem bardzo szczęśliwą kobietą, mam drugiego fantastycznego męża, trzech synów, dom za miastem. A przede wszystkim czuje się otoczona miłością, spokojem i życzliwością. Dziś jest wspaniale, a przed laty zrobiłam tylko jedną rzecz, by odczarować swoje fatum. Magiczną rzecz!

O tym, jak zostałam z niczym

Pamiętam, że kiedy się rozwiodłam, zostałam z niczym. Miałam na ręku tylko małe dziecko, a w kieszeni ze dwieście pożyczonych złotych na jedzenie. Byłam absolutnie przerażona. Wydawało mi się, że świat się zawalił, a ja po prostu sama nie dam rady. Bo niby, jak? Byłam tuż po studiach, z dzieckiem, bez pracy i bez mieszkania. Na szczęście wtedy na pomoc przyszli mi przyjaciele. Zamieszkałam u koleżanki za free.

I może to było jakieś zrządzenie losu, ponieważ Kaśka jest bardzo uduchowioną osobą, wierzy w znaki od losu. Cała jest magiczna i mistyczna. Inna niż wszyscy. Ona mi mówiła, że muszę na wszystkich dokumentach zmienić nazwisko, wrócić do swojego panieńskiego, coś nadpisać numerologicznie, ponieważ ten zlepek dwóch nazwisk (dziedzictwo po mężu) bardzo źle wróży mi na przyszłość. Postanowiłam jej posłuchać, ale dlatego, że chciałam mieć porządek w życiu i papierach. Nie bardzo wierzyłam w tę całą numerologię.

Blisko Kaśki moje życie pomału zaczęło się układać. Załatwiłam żłobek dla synka. Kolega wciągnął mnie do fajnego zespołu w malutkiej agencji marketingowej. Zaczęłam zarabiać przyzwoite pieniądze i jakoś stawać na nogi. Pierwsze wrażenie było niesamowite, bo choć miałam mnóstwo obowiązków, rozwód z Markiem sprawił, że poczułam się lekka. Nie było kłótni, nie było napiętej atmosfery. Wszystko szło do przodu. Zostało tylko marzenie o spełnionej wielkiej miłości…

O tym, jak poznałam moc ognia

Wtedy do gry znów weszła Kaśka, która zaczęła mi opowiadać o tradycjach naszych słowiańskich przodków, bo studiowała kulturoznawstwo. Mówiła mi rzeczy, których absolutnie na początku nie rozumiałam. Opowiadała np. że ogień posiadała własną osobowość, że jest istotą, której należy się szacunek. W pierwszym odruchu pomyślałam: „Wariactwo! Szaleństwo jakieś!”

Ale Kaśka tłumaczyła mi dalej, że nasze prababki, zanim poszły spać, szeptały mu zaklęcia. Podobno kiedyś ognia nie można było pożyczyć byle komu. Nie wolno było na niego oddawać moczu ani pluć w palenisko, bo płomień mógł zemścić się, paląc np. całe gospodarstwo. Na wsiach do tej pory mówi się, że ci, co plują do ognia w piekle będą bez przerwy lizać gorące kamienie. Od Kaśki dowiedziałam się też, że ogień od wieków był traktowany jak święty, niemal jak żywa istota, z którą można było rozmawiać i prosić o przychylność. Pomału słowa przyjaciółki zaczęły we mnie jakby rezonować.

Przypomniałam sobie, jak całkiem niedawno moja babcia na wsi rzucała w palenisko garść kłosów żyta, by obłaskawić los, by całej rodzinie żyło się pomyślnie. Kiedy to robiła, szeptała jakieś modlitwy. A może to były jakieś zaklęcia?

O tym, jak przeprowadziłam rytuał

Od Kaśki dowiedziałam się też, że według starych wierzeń, ogień żywi się tym, co materialne, a potem zmienia materię w energię, która ma moc sprawczą. Kaśka miała w swoim domu wtedy takie palenisko, na które mówi się „koza”. To właśnie w tym miejscu obie zaczęłyśmy rozmawiać z ogniem i otaczać go wielkim szacunkiem.

Pamiętam ten moment przełomowy jakby to było dzisiaj. Nazbierałam kilka garści drobnych szczap drewna i postanowiłam oddać ogniowi swoje marzenia o wielkiej miłości. Nikt mi nie mówił, że tak można. Po prostu uznałam, że chcę (że potrzebuję) to zrobić. Wrzucałam w płomienie kolejne patyki, mówiąc szeptem w kilku słowach – jakiego faceta pragnę. Postanowiłam być zachłanna i wcale się tym nie przejmować. W naszej kulturze chrześcijańskiej jesteśmy uczeni od małego, że Boga nie wolno wzywać nadaremno. Jakoś podskórnie mamy zakorzenione w sobie przekonanie, że prosić Istotę Wyższa można tylko w chwilach tragicznych lub granicznych. Boimy się Mu zawracać głowę.

Z ogniem jest jednak inaczej – czułam, że przed nim mogę sobie pozwolić na prośby z serca i wyznanie wszystkich kobiecych krzywd i marzeń. Mówiłam więc, że chcę, by mój mężczyzna był przystojny, wysoki, silny, mądry, szczodry, delikatny, otwarty, by potrafił kochać mojego syna, by się mnie nie czepiał, by miał rozsądek i by dbał o wszystkich. Naprawdę miałam pod ręką ogromną garść patyków i szczap drewna do spalenia. Wrzucałam je po kolei do ognia, licząc, że pożarta przez płomienie materia zamieni się w wibrującą energię, która pozwoli mi rozpoznać takiego człowieka na swojej drodze.

O tym, jak poznałam fajnego męża

I stało się. Bardzo szybko. Macieja poznałam podczas firmowej gwiazdki. Spodobał mi się od razu. A na pierwszej randce, byłam nim tak oszołomiona, że myślałam sobie tylko: „Nie możesz napić się drugiego kieliszka wina, bo nagle przestaniesz panować nad mimiką twarzy i on się zorientuje, jak bardzo ci się podoba”.

Zakochaliśmy się błyskawicznie w sobie po uszy. I co ciekawe, tym razem nie miałam ochoty tego faceta zmieniać. Nic mnie w nim nie denerwowało i w zasadzie tak jest do dziś. W przypadku pierwszego męża miałam miliony „ale”. Teraz tak nie było. Nie mam pojęcia, czy ceremoniał ognia miał tu jakieś znaczenie. Ale chcę wierzyć, że miał. Nie myślę o tym, jak o wizycie w sklepie, że zamówiłam sobie „faceta idealnego”. Maciej ideałem nie jest. Ale jest wspaniały. Kocham go już kilkanaście lat. Niezmiennie. Każdego dnia mocniej.


Magia

Wyjeżdżasz na city break? Tych kosmetyków nie może zabraknąć w Twoim bagażu!

Redakcja
Redakcja
27 września 2022
 

Jeśli szykujesz się na jesienny weekend w jednym z kultowych europejskich miast lub odwiedzasz znajomych w innym zakątku Polski, z pewnością wiele uwagi poświęcasz swoim stylizacjom. Nie zapomnij jednak również o odpowiedniej pielęgnacji. Jakie kosmetyki ze sobą zabrać?

Kosmetyczka na city break – jak się spakować na krótki wyjazd?

Wybierasz się na krótki, weekendowy wypad? Spakuj się mądrze, czyli tak, żeby nie zabierać ze sobą zbyt wielu rzeczy, ale jednocześnie tak, żeby absolutnie niczego Ci nie zabrakło. Dotyczy to w takim samym stopniu stylizacji, jak i pielęgnacji twarzy i włosów. Strzałem w dziesiątkę na krótki wypad będą kosmetyki wielofunkcyjne, na przykład olejek, którym możesz umyć skórę twarzy oraz ciała (np. olejowy Cleanser od Dermocity).

Najlepiej będzie zabrać ze sobą ulubione produkty w wersji mini. Wiele marek decyduje się na wypuszczenie specjalnej linii swoich flagowych kosmetyków w wersji o pomniejszonej pojemności – idealnej do podróży samolotem. Przykładem mogą być, chociażby mini kosmetyki Dermomedica czy miniaturki znanych specyfików, które z pewnością znajdziesz w swojej ulubionej drogerii.

Czego nie brać? Produktów, których nie będziesz miała czasu użyć, na przykład masek do twarzy czy stóp, kul kąpieli, zestawów do manicure. Niekoniecznie dobrym pomysłem będzie też wybór intensywnie działających kosmetyków, które na wyjeździe miałabyś użyć po raz pierwszy. Peelingi kwasowe powinny poczekać na Twój powrót z wyjazdu.

Kosmetyki, które są must have’em na wyjeździe

Bez czego nie sposób się obejść podczas wyjazdu typu city break? Zawsze podstawą jest dobry produkt do demakijażu twarzy. Może to być żel czy pianka.. Pamiętajmy o oczyszczaniu dwuetapowym, który dokładnie usunie zanieczyszczenia z całego dnia oraz wodoodporne kremy z filtrem. Warto zaopatrzeć się w wersje travel size, aby zaoszczędzić więcej miejsca w kosmetyczce

Kolejnym must have’em jest krem do twarzy – idealnie, jeśli będzie chronił przed niesprzyjającymi warunkami, takimi jak promieniowanie ultrafioletowe czy ewentualnie smog. Jeśli chcesz na wyjeździe ładnie wyglądać, nie poświęcając zbyt wiele uwagi robieniu makijażu, postaw na podstawowy krem z filtrem, a na niego nałóż krem typu BB, który łączy funkcję pielęgnacyjną z upiększającą, korygującą.

Zabierz ze sobą ulubiony krem pod oczy i pielęgnacyjny sztyft do ust, który zabezpieczy je przed wysychaniem w podróży (na przykład pod wpływem klimatyzacji). Przyda się też z pewnością krem do rąk – może Ci też posłużyć jako balsam na suche stopy, kolana czy łokcie.

Wskazówka ekspertów? W Twojej kosmetyczce koniecznie muszą się znaleźć również te dermokosmetyki, które stosujesz na co dzień w terapii skóry, na przykład antytrądzikowe kosmetyki z kwasem azelainowym. Nie warto przerywać tego typu specjalistycznej pielęgnacji!

Pomyśl też o włosach. Nawet jeśli umyjesz je tuż przed krótkim wyjazdem i nie spodziewasz się, żeby zdążyły stracić świeży wygląd, warto zabrać ze sobą suchy szampon w niewielkiej butelce. Dzięki niemu ekspresowo poprawisz wygląd fryzury!

Jak widzisz, idealnie spakowana na krótki wyjazd kosmetyczka to tylko kwestia sprytu i umiejętności podejmowania trafionych decyzji. Dzięki naszym wskazówkom na pewno niczego Ci nie zabraknie!


Magia

„Dasz radę, będę za tobą tęsknić” – to jest dobry sposób, ale na przekazywanie dziecku swoich lęków

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
27 września 2022
fot. Sinenkiy/iStock

Jak minimalizować swój lęk, gdy dziecko idzie do szkoły lub przedszkola? Absolutnie podstawowy warunek to zaufanie wobec kadry. Zostawienie malucha w przedszkolu zwykle jest bardzo trudnym przeżyciem nie tylko dla dziecka, ale także dla rodzica. I to jest zrozumiałe, przecież on oddajesz pod opiekę swój największy skarb, który do tej pory był pod okiem najczulszego z opiekunów. Dlatego powinnaś być przekonana do miejsca, w którym zostawiasz swoją pociechę. Bez tego ani rusz, bo dzieci są wrażliwe i potrafią wyczuwać wszelkie wahania i niepokoje. Druga ważna sprawa to adaptacja. Jeśli dziecko ma 3-5 lat i po raz pierwszy idzie do przedszkola, to pamiętaj, że adaptacja w takim wieku powinna przebiegać stopniowo”, mówi psycholog Paulina Mierzejewska.

Jednym z najkorzystniejszych modeli jest tzw. model berliński, który zaleca, by przedszkolak oswoił się z nowym miejscem, poznał salę zabaw i nauczycieli, ale początkowo w asyście rodzica. Ten jednak po pewnym czasie zaczyna wychodzić z placówki. Najpierw na krótko – nawet na 20 minut, potem już na dłużej – na dwie, trzy godziny.

Rodzice wracają do szkoły! Zadbaj o swój dobrostan i weź udział w akcji z nagrodami

Jakie błędy popełniają rodzice podczas rozstawania się dzieckiem?

Na przykład oddają opiekunkom dzieci na rękach. Wtedy taki przedszkolak czuje się jakby odrywany od rodzica. Lepiej przyklęknąć, by maluch sam poszedł do sali zabaw. Często rodzice starają się wyjść znienacka. Wtedy ich syn czy córka są zdezorientowani, bo nie wiedzą, kiedy i czy ukochana osoba wróci.

Czasem też słyszę takie przemówienia: „Dasz radę, przetrwasz. Ja też będę miała okropny dzień w pracy i będę za tobą tęsknić, ale oboje jakoś damy radę”. To jest dobry sposób na przekazywanie… własnych lęków. Bo co jeśli syn lub córka w ogóle nie pomyślał wcześniej o tym, że będzie mu ciężko? Teraz już wie, że sytuacja jest trudna i być może nawet martwi się o rodzica, który w tej pracy okropnie się męczy.

Co jeszcze? Czasem widzę jak ojcowie i matki niepotrzebnie wydłużają pożegnanie abo wychodzą z przedszkola i obserwują, co dzieje się z ich dzieckiem gdzieś zza winkla albo przez ogrodzenie placu zabaw.

Jak najlepiej „rozgrywać” rozstanie?

Stworzyć sobie krótki rytuał: przykucnąć i powiedzieć: „Idę na zakupy (lub… idę do pracy) i wrócę po ciebie po obiadku (lub … po drzemce, po podwieczorku)”. Pamiętajmy, że trzylatki nie mają jeszcze poczucia czasu. Nie znają się na zegarze. Nie można powiedzieć im: „Wrócę o godz. 15.00″. To musi być rodzaj rozmowy obrazkowej. Natomiast w przypadku sześciolatka, który idzie zerówki albo siedmiolatka, który będzie chodził na świetlicę, warto przeprowadzić rozmowę, w której poinformujemy go, o której godzinie będziemy go odbierać. Możemy np. wytłumaczyć, jakie cyferki pojawią się wtedy na zegarku elektronicznym.

Zawsze warto jednak wziąć pod uwagę, że mimo stopniowej adaptacji dziecko może się rozpłakać przy rozstaniu. Ale jeśli po zamknięciu drzwi okazuje się, że szybko zaczyna się uśmiechać i bawić, to znaczy, że ten płacz był tylko zwykłym (prawidłowym) przeżyciem.

A potem rodzic musi zacisnąć zęby i iść do pracy…

Niekoniecznie. W modelu berlińskim z założenia rodzice mają kontakt z kadrą i zawsze mogą zadzwonić do przedszkola. A jeśli dziecko wykazuje niepokój, to mama i tata dostają wiadomość, by postarali się wcześniej odebrać dziecko. Wiem też, że dziś w wielu przedszkolach opiekunki po godzinie czy dwóch wysyłają zdjęcie bawiącego się malucha, by rodzice mieli poczucie, że wszystko jest w porządku.

Mówimy tu o modelu idealnym. Ale czy nie jest tak, że większość przedszkoli w Polsce po prostu pierwszego dnia przyjmuje dzieci i wszyscy idą na żywioł?

Takich placówek na szczęście jest już bardzo niewiele. Dziś kadra ma już świadomość, że pierwszy dzień w przedszkolu czy nawet w zerówce i w szkole jest trudny. Jeśli jednak placówka nie prowadzi działań adaptacyjnych, musimy zrobić to na własną rękę. Najpierw opowiadajmy dziecku o przedszkolu, czytajmy mu książeczki na ten temat, zabierajmy na spacer wokoło przedszkola. W pierwszych dniach starajmy się odbierać dziecko z placówki wcześniej i sami stopniowo wydłużajmy jego pobyt.

Jeśli pierwszego dnia dziecko bez przygotowania zostanie w przedszkolu na dziewięć godzin, to będzie dla niego doświadczenie obciążające. Poziom kortyzolu (wraz z odczuwaniem niepokoju) wzrośnie w jego organizmie. Potem w domu taki maluch może: złościć się, być agresywny lub zachowywać się inaczej niż do tej pory. W ekstremalnych przypadkach zaczyna się nawet moczyć w nocy i odmawia chodzenia do przedszkola. Wtedy adaptacja przebiega dłużej i staje się bardziej skomplikowanym procesem.

Co zrobić, jeśli nasz  dziecko po trzech tygodniach nadal rano płacze?

Adaptacja musi trwać, warto się do tego emocjonalnie przygotować. Ale czasem faktycznie okazuje się, że trzylatek nie jest jeszcze gotowy, bo np. nigdy nie miały doświadczenia rozstawania się z mamą. Dlatego, zanim dziecko zacznie przygodę z przedszkolem, warto zostawiać je (choć na kilka godzin) z opiekunką, babcią, dziadkiem, by miało świadomość, że kiedy najbliższy jego opiekun wychodzi z domu, to po kilku godzinach jednak wraca. By miało poczucie, że takie doświadczenie jest bezpieczne.

Jeśli  jednak nasz podopieczny po trzech tygodniach nadal płacze i niechętnie chodzi do przedszkola czy szkoły, to ja bym jednak sprawdziła, w jakim stanie psychicznym są jego rodzice, bo często okazuje się, że to oni tak naprawdę nie są gotowi na rozstawanie i czują się w tym obszarze bardzo niepewni.

Zawsze trzeba umówić się rozmowę z nauczycielami i razem szukać rozwiązań. Panie opiekunki znają też różne sprytne sposoby sprzyjające adaptacji. Warto próbować wchodzić do przedszkola w inny sposób. Nauczyciel może np. coś ukryć wcześniej w sali i dziecko po wejściu ma za zadanie szukać tego przedmiotu. Można też zmienić godzinę przychodzenia do placówki – na przykład na późniejszą, kiedy już wszystkie dzieci są obecne. Pamiętajmy jednak, że trudno znaleźć ogólną regułę, bo maluchy są różne i mają inne potrzeby.

Jeśli jestem taką zlęknioną mamą, to na co powinnam zwracać uwagę w sobie?

Rodzic musi być spokojny i przekonany co do miejsca. Jeżeli nie masz zaufania do kadry – to bez tego ani rusz. Musisz też poświęcić separacji więcej czasu. Dlatego obudź się rano wcześniej, by już w domu nie tworzyła się napięta atmosfera pośpiechu. Kiedy żegnasz się z dzieckiem, rób to bez obaw i łez, bo ono wyczuwa twój niepokój i wahanie. Po południu możesz bawić się w przedszkole, a przed sanem czytać z dzieckiem książeczki na ten temat.

Którym dzieciom będzie łatwiej adaptować się w szkole?

Tym, które mają zerówkę w oddziale przedszkolnym i tym, które, choć idą do nowego miejsca, już wcześniej uczęszczały do przedszkola. Dlatego jeszcze przed 1 września warto szukać znajomych twarzy. Zastanówmy się, czy w klasie nie ma przypadkiem koleżanki twojej córki z podwórka? A może jest kolega, którego syn poznał w parku? Jeśli się lubią, to zawsze będzie wspierające.

Jest jeszcze jeden sposób, który zwykle pomaga oswoić temat – wspólne wybranie się na zakupy: tornistra, przyborów, piórnika. Warto wszystko wcześniej poprzymierzać, rozpakować, popodpisywać i porozmawiać z synem czy córką, by starało się być pomocne i uważne w szkole. Powiedzieć, że jak innemu dziecku czegoś zabraknie podczas lekcji, to by pożyczyło ołówek czy klej. Rozrysujmy też wcześniej plan lekcji, podpiszmy zeszyty i wszystko to róbmy w pogodnej atmosferze, tak by dziecko czuło raczej ekscytację niż strach i by fajna przygoda nie zmieniła się w jakieś w stresujące przeżycie.

Nie nakręcajmy też sytuacji w takim kierunku, że jak we wrześniu szkoła się nie spodoba, to oznacza jakąś tragedię. Przecież nic nie jest ostateczne.

Koniecznie też nauczmy swojego malucha (lub napiszmy mu na kartce) numer naszego telefonu komórkowego – będzie wtedy czuł się bezpieczniej. A jeśli nadal mamy przeczucie, że dziecku trudno będzie pierwszego dnia w szkole, zapakujmy mu do plecaka ulubionego misia albo jakiś „magicznie” wspierający przedmiot (kamień, szklaną kulkę), który będzie mu przypominał, że niedługo wróci do domu. Nie wypytujmy też naszego ucznia, jak było w szkole, strzelając w niego pytaniami jak z karabinu. Pytajmy, rozmawiajmy, ale na spokojnie.

Paulina Mierzejewska

Ukończyła psychologię na Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. Swoje doświadczenie w pracy z dziećmi zdobywała jako psycholog w poradniach i przedszkolach. Jest  trenerem i szkoleniowcem umiejętności szybkiego uczenia się zarówno dla dzieci jak i kadry pedagogicznej. Ukończyła kurs TUS dla dzieci z autyzmem w ujęciu poznawczo-behawioralnym. Jest psychoterapeutą dorosłych w nurcie integracyjnym, pracuje głównie z młodymi matkami, dziećmi i młodzieżą. Od 5 lat mama i trochę dłużej żona.


Zadanie konkursowe.

W komentarzu pod postem na Facebooku, (odnośnik do niego poniżej), podziel się z nami swoimi doświadczeniami w temacie, który ma istotny wpływ na dobrostan rodzica – samodzielności swojego dziecka. Jak Wy wspieraliście swoje pociechy, by nauczyć je samodzielności? Zmotywować do działania, żeby czuły się sprawcze, ważne i odpowiedzialne. Piszcie do nas i wygrywajcie wspaniałe nagrody od Partnerów akcji! Nagrodzone zostaną najbardziej zaangażowane osoby, z najciekawszymi pomysłami.

Nagrody.

5 zaproszeń na 5 bezpłatnych lekcji angielskiego NOVAKID

Decydując się na naukę języka angielskiego dla dziecka, warto wybrać zajęcia w formie online, które pomogą mu uczyć się spokojnie w domu i dokładnie wtedy, kiedy ma na to energię i czas. Tego typu zajęcia oferuje platforma Novakid, która właśnie obchodzi 5-lecie swojej działalności. W tym czasie zrealizowała już ponad 7,5 miliona lekcji dla ponad 500 tys. uczniów w prawie 50 krajach.  Zajęcia, przeznaczone dla dzieci w wieku 4-12 lat, prowadzone są w formule indywidualnej przez certyfikowanych nauczycieli języka angielskiego, w tym również przez native speakerów.
W tym roku platforma wprowadziła do swojej oferty Świat Gier Novakid – pierwszy na rynku kompleksowy ekosystem narzędzi do nauki języka angielskiego w ramach świata gier edukacyjnych online. Poziom poszczególnych lekcji jest dopasowany do indywidualnych umiejętności i potrzeb dziecka – przed rozpoczęciem kursu odbywają się zajęcia próbne, podczas których nauczyciel dokonuje oceny i planuje dalszy program nauczania.

Więcej na Facebooku i Instagramie.

1 urządzenie wielofunkcyjne Epson EcoTank L3151

Prawdziwe cudo, kompaktowy design, z mnóstwem funkcjonalności i możliwości. Dołączony do urządzenia zapas tuszów pozwala na wydruk do 8 100 stron w trybie czarno-białym i 6 500 kolorowych (wystarcza na 3 lata standardowego drukowania). Dobry skaner pozwalający na szybką digitalizację i kopiowanie dokumentów, zdjęć i grafik, a zintegrowany pojemnik umieszczony z przodu pozwala na podgląd aktualnego stanu atramentu. To nie wszystkie atuty tego urządzenia. Dodatkowo urządzenie wyposażone jest w: aplikacje mobilne: Epson Smart Panel do zarządzania i druku zdalnego oraz Epson Creative Print – zestaw szablonów i narzędzi pozwalających w domu przygotowywać pięknie wyglądające dokumenty, ozdoby. Choć nie jest to drukarka fotograficzna radzi sobie świetnie także z amatorskim drukiem zdjęć.

Dajemy szóstkę za zwiększoną długowieczność, ekologiczność oraz oszczędności na rachunkach za prąd, a System EcoTank (zastąpiono wymienne kartridże zasobnikiem na samodzielnie dolewany) pozwala na bardzo niski koszt druku.

www.epson.pl

Więcej na FacebookuInstagramie

1 zaproszenie do najbardziej uśmiechniętej kliniki stomatologicznej – Medicover Stomatologia: voucher o wartości 1000 zł na usługi pedodontyczne: rtg, konsultacja specjalistyczna, higienizacja.

 

Medicover Stomatologia to innowator zmieniający i kształtujący rynek stomatologiczny w Polsce. Obecnie Medicover posiada 89 nowoczesnych centrów, które oferują kompleksowy zakres usług dentystycznych. Opiekę nad pacjentami zapewnia profesjonalny zespół specjalistów – stomatologów, higienistek, asystentów stomatologicznych i recepcjonistów.

Nasze podejście do stomatologii zamknęliśmy w koncepcie Rytuału Uśmiechu. Chcemy sprawić aby pacjenci włączyli wizyty w naszych centrach i dbanie o zęby w szereg swoich codziennych rytuałów, związanych ze zdrowym stylem życia.

Lista lokalizacji medicover stomatologia: Placówki

 

Więcej na FacebookuInstagramie

1 voucher na zakup biurka firmy FORTE

Biurko to dziś niezwykle ważny element wyposażenia domu i mieszkania. Warto zadbać, żeby był to mebel wygodny, funkcjonalny i jednocześnie pasujący do charakteru wnętrza. W ofercie FORTE znajdziesz biurka dedykowane do pracy zdalnej, biurka dla dzieci i młodzieży oraz biurka gamingowe. Dostępne są różne modele, w wielu rozmiarach i kolorach, dzięki czemu łatwo dopasujesz je do swoich potrzeb.

Więcej na FacebookuInstagramie

Upominek od Mars Polska

Szczoteczka soniczna dla rodzica oraz zapas bezcukrowych gum do żucia rekomendowanych przez Polskie Towarzystwo Stomatologiczne w profilaktyce zdrowych i czystych zębów.

Mars Polska od lat aktywnie angażuje się w działania mające na celu podnoszenie świadomości na temat prawidłowej higieny jamy ustnej. Poprzez markę Orbit® promuje profilaktykę zdrowia zębów jako współorganizator, realizowanego z sukcesem już od 10 lat, ogólnopolskiego programu edukacyjnego „Dziel się Uśmiechem”. Dzięki współpracy z ekspertami marka wypracowała i aktywnie popularyzuje 4 kroki dla zdrowych i czystych zębów, które w prosty sposób tłumaczą, jak minimalizować ryzyko wystąpienia próchnicy. Jednym z nich jest właśnie żucie bezcukrowej gumy po jedzeniu i piciu, kiedy nie mamy możliwości umycia zębów.

Więcej na stronie programu: https://www.mojorbit.pl/program-dziel-sie-usmiechem

Regulamin akcji – TUTAJ.


Zobacz także

4 znaki zodiaku, którym najtrudniej pokochać samych siebie

Spod jakiego znaku zodiaku jest twój partner? Czy wiesz, co ten znak mówi o twojej osobowości?

4 sekretne sposoby, w jakie twój znak zodiaku wpływa na twoje życie seksualne