Macierzyństwo

„Ona kazała mi ściągać ojca od kochanki do domu. A on namawiał mnie do drwin z matki. Tak rodzice zmarnowali mi życie”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
20 września 2022
Fot. iStock/KatarzynaBialasiewicz
 

Kochani rodzice, urządziliście mi piekło w domu. Niby było posprzątane i nie brakowało w nim pieniędzy. Niby miałam fajnego, przystojnego tatę. Niby miałam dbającą mamę. W sumie – na pierwszy rzut oka – nie było do czego się przyczepić. Była meblościanka. Białe firaneczki, a za nimi nasze małe piekiełko. Dopiero dziś wiem, jak bardzo mieszaliście w moim dziecięcym poczuciu bezpieczeństwa. Jak bardzo pogrywaliście między sobą – dzieciakiem, którym wtedy byłam.


Do taty: „Zawsze czułam, że gardzisz matką. Nazywałeś ją – niby w żartach – wieśniarą, pokazując mi herby rodowe twojego nazwiska. Czułam się ważniejsza od matki. Nosiłam przecież twoje nazwisko. A ty uwielbiałeś ze mną spędzać czas, zabierałeś mnie na różne fascynujące wycieczki. Wtedy matka zostawała w kuchni, by robić nam obiad i wszystko ładnie posprzątać. Dziś wiem, że zajęłam jej miejsce. A miałam wtedy sześć lat”.

Do mamy: „Widziałam twoje łzy, chciałam je ocierać, jakoś ulżyć w cierpieniu, gdy opowiadałaś mi o jego kochankach. Mówiłaś, jak bardzo czujesz się zdradzona, oszukana. Nic więc dziennego, że otulając instynktownie twoją kobiecą krzywdę, nagle zmieniła front i ustawiałam się razem z tobą do walki z ojcem. Tylko czy słusznie? Czy to było wtedy moją rolą? Miałem przecież tylko trzynaście lat!”

Mamo, dlaczego ty mi opowiadałaś o jego kochankach? Co z tego, że zewnętrznie już przypominałam kobietę? Przecież i tak nie potrafiłam ci nic sensownego poradzić, bo nie miałam żadnego doświadczenia życiowego. Ty jednak w swoim nieszczęściu tego wszystkiego nie dostrzegałaś i dlatego prosiłaś mnie, bym pogadała z tatą i bym powiedziała mu, jak bardzo go kochamy i potrzebujemy. Widząc twoje łzy i cierpienie, chciałam dla ciebie to wszystko zrobić. Może nawet nie dla ciebie. Dla siebie też! Byłam wtedy przerażonym dzieciakiem, któremu wydawało się, że świat bez ojca natychmiast się posypie.

Pamiętam, jak pytałaś mnie trzynastoletnią: „Czy chcesz, bym rozstała się z ojcem?”. Nie czułaś wtedy, że nieświadomie przerzucasz ciężar decyzji na mnie? Ja nie umiałam ci nic doradzić, wpadałam tylko w ogromną panikę. Było mi gorąco i bałam się. Właściwie to ja wtedy umierałam ze strachu, widząc twoją bezradność. Biegałam więc do ojca i błagałam w twoim imieniu, by do nas wrócił. Negocjowałam, wspinałam mu się na kolana. Uwodziłam, tuliłam się do niego, zalewając łzami. Teraz wiem, że to, co mi fundowaliście, było wobec mnie nadużyciem.

Tato, ty też masz swoje za uszami. Zrobiłeś sobie ze mnie swoją Małą Księżniczkę. Pewnie, kiedy miałam te sześć czy nawet dziesięć lat – uznałeś, że ponieważ nie kochasz mojej matki, całą swoją miłość „przelejesz” na mnie. Ale to nie była taka czysta miłość ojca do dziecka. Ty mnie po prostu ubóstwiałeś. Widziałeś we mnie wszystko to, czego nie miała matka. Byłam twoim oczkiem w głowie, ślicznotką, super mądrą i inteligentną dziewczynką. Pamiętam też, że razem z tobą śmiałam się z mamy. Może nawet trochę nią gardziłam? Wy oboje nie umieliście ze sobą rozmawiać, więc nieświadomie wykorzystywaliście mnie jako mediatora. Biegałam więc z wywiaszonym językiem przenosząc wieści od jednego do drugiego, byleby tylko nasza rodzina mogła przetrwać.

Przetrwała! Nie wiem, czy dzięki moim wysiłkom. Dziś jesteście nadal razem, pomimo burz i naporów. Wydaje mi się, że poukładaliście sobie wiele spraw i jesteście razem w końcu szczęśliwi, bo nie widzę, byście się nadal kłócili. Razem do kościoła, razem na wakacje, razem do sklepu i na spacer do parku. Jakim cudem się to stało? Jesteście dziś jak dwie papużki nierozłączki! To mógłby być happy end tej historii.

Ale nie jest! Czy wy teraz zastanawiacie się czasem, jaką ja za to wszystko zapłaciłam cenę? Musiałam nagle stać się osobą dorosłą, odpowiedzialną za przyszłość rodziny. Kiedy moje koleżanki bawiły się w dom, ja w tym domu musiałam zarządzać. Ściągać ojca z powrotem od kochanki. Mamie zaś robić śniadania do łóżka, bo nie miałaś siły z niego już wstawać.

Dziś, kiedy chodzę na terapię i jestem bardziej już świadomą osobą, czuję wściekłość. Czy fakt, że nie potrafię poukładać sobie życia z żadnym mężczyzną, jest waszą winą? Czy fakt, że nie ufam facetom jest winą zdrad ojca? A może to winą mojej matki, która nie potrafiła sama z mężem załatwiać swoich spraw tylko wciągała w nie swoje kilkuletnie dzieckow roli jakiegoś wybawcy emisariusza?

Czytam dziś portale psychologiczne, a w nich terminy, takie jak „triangulacja” czy „parentyfikacja”. Wystarczy odpalić Wikipedię. Triangulacja polega na tym, kiedy do konfliktu pary wciągana jest trzecia osoba po to, by rozwiązać dany problem. Najczęściej uczestnikami tej sytuacji są rodzice i dziecko, które niby ma pomóc w rozwiązaniu konfliktu. Parentyfikacja zaś to zjawisko psychosocjologiczne polegające na odwróceniu ról w rodzinie, w wyniku czego dziecko pełni rolę opiekuna, partnera i powiernika w stosunku do swych rodziców. Przy czym zadania oraz obciążenia przypadające na dziecko są z reguły nieadekwatne do jego poziomu rozwoju i możliwości emocjonalnych. Kropka.

Tak właśnie wyglądało moje życie z wami. Dziś jesteście jak te papużki nierozłączki, a ja… zapłaciłam za dzieciństwo z wami wysoką cenę.


Macierzyństwo

„Moja przyjaciółko, która znęcałaś się nad swoim mężem. Uważam, że zasługujesz na życie bez miłości”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
20 września 2022
Fot. iStock/KatarzynaBialasiewicz
 

Nikt ci nie powie tego wprost, nikt też nie wie, jak naprawdę traktujesz bliskich. Potrafisz być taka urocza. Ale my wiemy, jak ranisz. Możesz zgrywać porzuconą żonę, opowiadać bajki innym. Ale znasz prawdę. I mam nadzieję, że to przeczytasz– inaczej nie mogę do ciebie napisać, wszędzie mnie zablokowałaś. Tylko dlatego, że powiedziałam ci prawdę.

Prawdę, którą zresztą próbowałam mówić przez lata: przeginasz, to się źle skończy, on tego nie wytrzyma. Mówiłaś: jak nie wytrzyma, to niech spier…. Nie on? To inni.

Tylko tych innych nie ma, jesteś po czterdziestce, wiecznie z pretensjami, wkurzona, uważająca, że reszta ma ci służyć. A magiczni „inni” chcą cię tylko na seks, a na życie wybierają młodsze.

On

Twój chłopak, a potem mąż. Dobry człowiek. Typ, na który takie dziewczyny, pewne siebie, atrakcyjne, nie zwracają uwagi, bo wolą złych chłopców. Zresztą do pewnego stopnia rozumiałam to: też wybierałam beznadziejnych facetów. Adam był inny. Kończył studia i chociaż pracował w knajpie, był tytanem pracy, chociaż wtedy jeszcze bez samochodu, oszczędności. Zakochałaś się w jego miłości do ciebie, lubiłaś tak mówić. Kocham go, bo on tak bardzo kocha mnie. I jeszcze mówiłaś:
Kocham go, bo jest dobry. Bo jest miły, ciepły, wyręcza mnie.
Nie zawsze byłaś wobec niego lojalna, już wtedy potrafiłaś śmiać się z niego z koleżankami, które polowały na bogatych prawników, czy biznesmenów.

A potem zamieniałaś się w słodką dziewczynę. Wtedy już miałaś „skoki w bok”. Tłumaczyłaś, że w seksie nie jest perfekcyjnie, Adam jest zbyt dobry, żebyś mogła go do szaleństwa pragnąć. Kręciłam głową, mówiłam, że życie na dwa fronty jest nie w porządku– mówiłaś: „Nie ma dwóch frontów, tamto to zabawa”.

Pobraliście się, urodziłaś dzieci. Nieustannie na niego narzekałaś. Że jest za nudny, za męczący, że za bardzo zajmuje się dziećmi, za mało tobą. Byłam taka wściekła. Wiem, przemawia przeze mnie zazdrość. Bo gdy dostawałam od życia bęcki, ciebie otaczał opieką męski, czuły troskliwy mąż i ojciec. Który poza swoją rodziną nie widział świata– a wiem, że się podobał, bo pracujemy w tej samej branży.

Ty

Mijały lata. Zaczęłaś go zdradzać, imprezować, nie wracać na noc. Byłamtwoim alibi. Oczekiwałaś tego, a ja nie potrafiłam cię zawieść. Adam myślał, że jestem chodzącym problemem, bo ciągle musiałaś mnie „ratować”. Jechać ze mną na weekend, nocować u mnie, polecieć do Włoch, bo „chcę się zabić”. Nie protestowałam, myślałam, że się otrząśniesz. Potrafiłaś się tłumaczyć. Rodzina cię przerosła, nic nie wiem o opiece nad dziećmi, o tym jaka to odpowiedzialność. Ale nie ładowałaś akumulatorów tylko go zdradzałaś. Cierpiałaś z powodu kolejnych facetów, a Adam był z waszymi dziećmi, odrabiał lekcje, jeździł na zebrania, woził na zajęcia dodatkowe.
Tak, bywałaś idealną matką. Jak miałaś dobry moment. Jak budziły cię wyrzuty sumienia, wracałaś z podróży emocjonalnej zwanej romansem.

Poza tym popijałaś wino, właściwie nieustannie byłaś na rauszu. Długo cię kryłam, sama jestem dzieckiem alkoholika, ale w końcu i właśnie dlatego postanowiłam się odsunąć, porozmawiać z Adamem– odebrałaś to jako największą nielojalność.

Adam w końcu się otworzył: od dawna wiedział, że pijesz, był bezradny, robiłaś w domu afery, wrzeszczałaś na niego, wyzywałaś, krzyczałaś, że jest śmieciem i nikim. On? Facet, który pracował, opiekował się wami, tyle rzeczy robił za ciebie.

Staliśmy się twoimi wrogami, choć tak naprawdę jako jedyni cię kochaliśmy i chcieliśmy pomóc. Kolejne trzy lata piłaś

Rzuciłaś pracę, biegałaś na terapię, a potem znów wracałaś do alkoholu. Ile on zniósł? Butelek, które chowałaś w pralce, szafce i w torebkach, małpek poupychanych po całym mieszkaniu. Awantur, które robiłaś myśląc, że dzieci śpią– niestety się budziły, czego nawet w transie nie zauważałaś.
Miałaś pretensje, że robi się twardszy, nie zgadza się na wszystko, stawia ci granice.

Ja

Tak, to ja go do tego namówiłam, choć ty uważasz, że przyjaźń to zgoda na twoje upadanie. Bo to już nie była wolność, prawda? Ani nie zabawa?

Ale też już nie mogłam patrzeć, jak ranisz dzieci. Obudziłaś we mnie najgorsze wspomnienia z mojego dzieciństwa.

W maju Adam się spakował, wyprowadził do pustego mieszkania rodziców. Razem z nim spakował się twój siedemnastoletni syn. Powiedział ci wprost, że nie może patrzeć, ja pijesz, że się ciebie boi, bo zamieniasz się w potwora. Siedemnastolatek. Obraziłaś się na niego. Nie dostrzegłaś, że to nie brak miłości a wołanie o pomoc.

Tylko Maja, dziesięciolatka została z tobą. Tak, wciąż cię kocha. Wytrzeźwiałaś na tyle, żeby ją wozić do szkoły, na zajęcia, robić jej obiady. Potem były wakacje, więc znów mogłaś pić, bo była u ojca, dziadków albo obozie. Wytrzeźwiałaś, żeby brać więcej zleceń, bo musiałaś zarabiać, choć Adam i tak nie odciął ci dostępu do konta. Ale wieczorami i tak chlałaś, wypisywałaś mi wiadomości, że to spisek, że mamy romans. Jak nie odpowiadałam, bo terapeutka zabroniła mi się wdawać w dyskusje, gdy jesteś pijana– atakował mnie kolejnymi smsami jaka jestem podła i uwiodłam ci męża. W końcu mnie zablokowałaś,  w towarzystwie powiedziałaś, że mamy z Adamem romans i jestem twoim największym rozczarowaniem.

Nawet gdybym chciała mieć ten romans, to on wciąż kocha tylko ciebie. I czeka, aż się ogarniesz, zrozumieć. Wierzy w ciebie. Po tym wszystkim, po tym, jak latami go traktowałaś. Ale też jest w terapii i za chwilę się obudzi z tego obłędu. Naprawdę odejdzie.

Nie, nie do mnie. Ale do jakiejś innej. I już go nie odzyskasz. Dorośnij, spójrz prawdzie w oczy. Miałaś wszystko i na własne życzenie to zniszczyłaś. Naszej wspólnej koleżance mówisz, że zrozumiałaś, że jednak kochasz Adama. Ale chcesz, żeby wrócił do ciebie na twoich warunkach– to już niemożliwe. Mnie nienawidzisz, teraz to o mnie mówisz: „śmieć”

Dobra część mnie mówi– zawalcz o rodzinę, nieważna jestem ja. Masz tak dużo. Wciąż jeszcze masz.
Ta zła ma ochotę ci wykrzyczeć– zasługujesz na brak miłości. Zasługujesz na to, by zostać sama. I na pewno nie zasługujesz na tak cudownego i dobrego człowieka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W



Zobacz także

Można utonąć we własnym łóżku, wiele godzin po wyjściu z wody. Suche i wtórne utonięcia zbierają co roku żniwo

nadzieja

Każdy ma swój „niewysłany list”. Nie ma Cię już niemal rok, a ja nie czuję smutku i tęsknoty…

1000 pierwszych dni życia dziecka – co zrobić aby dobrze wykorzystać ten czas?