Macierzyństwo Psychologia

Najdroższa córeczko, będziesz kochać za chwilę. Moja lekcja miłości

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
4 stycznia 2016
Fot. i Stock / Imgorthand
 

Moja najukochańsza, najdroższa córeczko,

Dziś zrobiłam ci zdjęcie i przez ułamek sekundy zobaczyłam w tobie piękną, dorosłą kobietę, którą powoli się stajesz, aż wzruszenie złapało mnie za gardło.

Pomyślałam,że będziesz kochać za chwilę, ty, moja malutka córeczka, zakochasz się po raz pierwszy i zobaczysz, że miłość ma tyle odcieni, ile to wielkie pudełko kredek, które dostałaś kiedyś od dziadka, pamiętasz? Byłaś oszołomiona, wzięłaś do ręki złoty ołówek i powiedziałaś: „Mogę wreszcie narysować prawdziwą tęczę”. To była tęcza z twojej wyobraźni, mieniła się kolorami, a ty jeszcze nie wiedziałaś,  że będziesz rysować tak swoją miłość przez wiele lat, aż znajdziesz takie połączenie kolorów, które będzie jak tynk naszego domu, jak moja bluzka turkusowa, w którą lubiłaś tulić nos, gdy byłaś mała, jak kolory naszych spacerów, gdy w Podkowie była jesień i kładłyśmy się na liściach robiąc orły.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Kolor miłości, której będziesz szukać będzie tym wszystkim. Mną, twoim Tatą, naszym kochaniem, momentami, gdy cię rozczarowaliśmy, gdy nie rozumieliśmy, nie słuchaliśmy uważnie, gdy podejmowaliśmy decyzje, a ty nie mogłaś na nie wpłynąć, gdy cię chroniliśmy, broniliśmy, wracaliśmy, będzie kolorem naszej niedoskonałości.

Chciałabym, by ktoś pokazał ci tę pierwszą miłość jako najpiękniejszą, antytezę samotności. Byś rozumiała dzięki niej, że związek to wartość, o którą trzeba walczyć, a żadna samotność nie jest lepsza niż relacja z drugim człowiekiem. Jeśli ktoś mówi inaczej, to znaczy, że szuka wytłumaczenia dla swojego cierpienia i uwierz mi, tęskni, jak my wszyscy za tym, aby kochać prawdziwie i z wzajemnością.

Właśnie, moja kochana, zawsze z wzajemnością. Żadne bardziej lub mniej. W sumie, nie wiem, co jest gorsze. I nie szukaj słów dla braku uczuć, nie wymyślaj oddzielnych kategorii: „miłość braterska”, „przyjacielska”, „więź”. Miłość to miłość. Nie rozum. Nie rachunek prawdopodobieństwa. To sygnał prosto z serca jak te strzały, które rysowałyśmy w kolorowance o księżniczkach, a ty upierałaś się, aby zakleić je brokatem. Miłość musisz czuć. Rozumieć nie zawsze. Ale zawsze czuć, bo inaczej twoje serce będzie puste i żaden człowiek nie wypełni twojej samotności. Bywałam samotna w swoim życiu będąc w związkach i to jest samotność najgorsza. Bo nieprawdziwa. Jak brzydka wklejka na dziurawej ścianie. Od takich miłości braterskich są przyjaźnie. Nie myl tych pojęć.

Nie mów, proszę, nigdy, że ty możesz za dwoje. Że wypracujesz to uczucie. Że jak będziesz cierpliwa, to ona przyjdzie. Kochaliśmy cię z Tatą tak bardzo, żebyś miała to porównanie do końca życia. Nie jesteś robotnikiem na budowie, ani nie startujesz w żadnym maratonie – miłość ma być ci dana. Dana, rozumiesz? A potem możesz włożyć wysiłek, by na jej bazie powstał dobry związek. Ale miłość/uczucie jest prosta jak cep. Pojawia się lub nie. Jeśli czujesz, że jej nie ma po drugiej stronie, wracaj do domu.

Zdziwisz się może, ale zaraz za miłością pojawia się też strach. Jak brat bliźniak przywołany telepatycznie. To taki lęk, że kogoś stracisz. Niestety, córeczko, jak bardzo kogoś kochasz, to zawsze też się boisz. Bo utrata miłości boli bardzo. A ludzie czasami odchodzą. Wybierają kogoś innego. Chorują. Umierają. Miłość na końcu zawsze wiąże się z rozstaniem, bo ktoś musi odejść pierwszy.

Będziesz też miłością rozczarowana. Bo niestety ona się zmienia, powszednieje, jej kolory stają się płaskie, a nawet czarno-białe. Trzeba wtedy brać w ręce pędzel i malować. Nad miłością trzeba pracować, jak nad wszystkim, na czym nam zależy. Ludziom się nie chce. Dziwią się, że jak to? Przecież miało być na całe życie. Ty kochaj pracowicie. Nie daj sobie wmówić, że nie masz wpływu, a wszystko mija z czasem, uczucie też. Tylko leniwi ludzie tak usprawiedliwiają swoje porażki.

Im będziesz starsza, tym twoja miłość będzie bardziej odpowiedzialna. Bo związki dorosłych są też zobowiązaniem. Teraz myślisz, że to nudne, ale wierz mi, to jest niezwykłe – być wzajemnie zobowiązanym do tego, by o siebie walczyć. Bo w sumie tylko o to chodzi, by się nie poddawać za szybko.

Poznasz także inne synonimy miłości. Potrzeby. Kompromis. Tolerancję. Dobro. Wybór. Tęsknotę. Przebaczenie.

Poznasz jej antonimy. Ból. Samotność. Kłamstwa. Zdradę. Zło. Pustkę. Oby nie. Oby nie.

Będę blisko, gdybyś zabłądziła. Jak będzie ci źle, wracaj do domu. Chciałabym ci tyle powiedzieć, ale tak naprawdę nie ma mądrej lekcji o miłości. Jest nią tylko dobra miłość.

Kocham cię najbardziej. Mama


Macierzyństwo Psychologia

Silna kobieta nie powinna nigdy przepraszać za te 7 rzeczy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 stycznia 2016
Fot. iStock / g-stockstudio
 

Nie jest łatwo być silną. Stereotypowo silna, świadoma siebie i swoich potrzeb kobieta odbierana jest częściej jak jako „coś nienaturalnego” niż godnego podziwu. „Silna” ciągle jeszcze znaczy „męska”. Wiele z nas woli więc wręcz udawać słabe, nierozumne istotki, zdane na męską łaskę i niełaskę. A ja namawiam z całego serca: bądźcie silne! Pokazujcie waszą siłę i przestańcie przepraszać za to, w czym absolutnie nie ma waszej winy. Silna kobieta przeprasza wtedy, kiedy naprawdę popełnia błąd. Ale nigdy nie przeprosi:

1. Za swoje życiowe wybory, niewygodne dla innych, nieakceptowane

Społeczne normy niedopasowane do zmian, które w nas następują, oczekiwania otoczenia, lęk przed urażaniem uczuć innych: tyle nas ogranicza! I jeszcze ta skłonność do oceniania do stygmatyzowania, jeśli tylko wybierzesz inaczej, jeśli idziesz „pod prąd”. Nie chcesz mieć dzieci? Nie chcesz mieć więcej dzieci? Wybierasz życie w konkubinacie a nie sakrament małżeństwa? Stawiasz na rozwój kariery i nie planujesz założenia rodziny? Uwierz w to, bądź przekonana, że to ty wybierasz dla siebie najlepiej. Tylko ty wiesz, co dla ciebie dobre.

2. Za to, że potrafi postawić swoje potrzeby na pierwszym miejscu

Silna kobieta wie, że nie będzie potrafiła być dobra, najlepsza dla najbliższych, jeśli nie zadba najpierw o siebie, o swoje potrzeby, o swój komfort psychiczny. Rozumie, że nie odniesie sukcesu w pracy, nie będzie działać efektywnie, bez poczucia bezpieczeństwa, bez dobrej kondycji, życiowej równowagi i zdrowia. Silna kobieta nie przeprasza za to, że swoje potrzeby stawia na pierwszym miejscu. I przekazuje tę zasadę swojej córce.

3. Za to, że umie mówić o swoich seksualnych potrzebach i oczekiwaniach

Seks jest czymś naturalnym tak samo dla kobiet jak i dla mężczyzn. Przez lata wpędzano nas w poczucie wstydu i winy za to, że chcemy się nim cieszyć, poszukiwać nowych doznań i satysfakcji. Kobiecy orgazm był tematem tabu. Do dziś mamy z tą sferą intymną pewien „problem”. Silna kobieta nie przeprasza ani za to, że chce z seksu czerpać radość, ani za to, że potrafi postawić w seksie granice.

4. Za to, że sama planuje swoje życie

Silna kobieta sama podejmuje decyzje dotyczące swojego życia, liczy się z ich konsekwencjami, bierze za nie odpowiedzialność. Nie prosi mężczyzny o pozwolenie. W partnerskim związku kobieta i mężczyzna wspierają się wzajemnie w swoich dążeniach do rozwoju osobistego i zawodowego.

5. Za to, że mówi to, co myśli, i że czasem myśli „inaczej”

Słowa to moc. Silna kobieta efektywnie komunikuje innym to, co ma do powiedzenia, nie dusi w sobie, nie boi się wyrażać opinii, nawet (a może szczególnie) za cenę tego „co ludzie powiedzą”. Nie powinna nigdy przepraszać za to, że ma swoje zdanie nawet jeśli jest ono niepopularne czy kontrowersyjne. Jej myśli, jej refleksje i jej podejście do życia to jej indywidualna sprawa. Wie, że ma prawo myśleć inaczej.

6. Za to, że czasem mówi „nie”

Silna kobieta nie boi się odmawiać. Wie, że nie musi przepraszać, za to , że ktoś czuje się jej odmową rozczarowany. Rozumie, że nie jest odpowiedzialna za negatywne emocje innych i nie daje się wplątać w manipulatorską grę w wyrzuty i poczucie winy.

7. Za to, że ma oczekiwania

Silna kobieta ma swoją listę osiągnięć i celów. Nie boi się sięgać po więcej, zaprowadzać zmian w swoim życiu, oddychać pełną piersią i czerpać tego życia garściami. Marzy, oczekuje i wymaga nie tylko od siebie ale i od innych. Rozumie, że uszczęśliwanie innych to nie wszystko.

W naszych, kobiecych ustach, słowo „przepraszam” wybrzmiewa zdecydowanie zbyt często. Skończmy z poczuciem winy i usprawiedliwianiem się za nasze życiowe wybory, poglądy, za dążenie do realizacji marzeń. Przestańmy się bać, że nie zostaniemy zaakceptowane. Szczęściem jest życie w zgodzie ze sobą.


Macierzyństwo Psychologia

Zatracić się w związku z biorcą, znaczy tyle samo co stracić. Stracić siebie

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
4 stycznia 2016
Fot. iStock / Mlenny

Najczęściej wiemy, w jakiej jesteśmy roli. Intuicja podpowiada nam, że nie jest po równo. Ty pragniesz bardziej, ty dajesz więcej, kochasz mocniej. Jeśli w ogóle można mówić o miłości, gdy jest jej tak niewiele. Pocieszasz się, że jest. Zadzwonił przecież. Pamiętał, że Monika to twoja przyjaciółka. Zapytał, co u mamy. Wraca. Śmieszne, że nie mówisz o nim „przyjdzie”. On nie przychodzi, on wraca. Bo nigdy nie wiesz, czy będzie kolejny raz. Taka miłość niepewna, jednostronne chcenie, związek uknuty na twoim pragnieniu. A jedna trwasz zamiast odejść. Nie masz odwagi. Albo miłość rozrywa ci płuca.

Hanka:

– Byłam tak zakochana, że nie widziałam niczego złego w tym, że nigdy nie zapytał jak się czuję, nie nakarmił, nie przepuścił w drzwiach. Biegłam do sklepu i z ciężkimi siatami wracałam do jego mieszkania ugotować dla niego obiad. Lubił jak kroiłam cebulę w małe, równe kostki. Kiedyś odłożył widelec i powiedział, że nie da się tego jeść. Cebula była nie taka. Przemoc? Nigdy tak o tym nie myślałam. Mówił to z uśmiechem i charakterystycznym dla niego wdziękiem. Przemoc nie jest urocza, on był.

Szliśmy gdzieś razem, a on wyśmiewał mój strój. Nie miałam kasy i kupowałam niedrogie marki, bo nie było mnie stać na nic innego. Byłam samotną matką i wynajmowaliśmy mieszkanie po rozstaniu z mężem. Był tak piękny, że zapierało mi dech w piersiach. Czyściłam mu płaszcz przed wyjściem i nie czułam w tym nic niestosownego. W tym związku on błyszczał, a ja cieszyłam, że jestem tego częścią.

– Skąd go wytrzasnęłaś?- pytały koleżanki. Pęczniałam z dumy. Mój facet. Moja miłość. Pytasz, jaka wtedy byłam? Wstydziłam się tego, jak wyglądam, co ubieram i czego nie wiem. Był moim mezaliansem, który traktowałam jak dar. Mówiłam sobie „jeszcze chwilę bądź, zostań ze mną dzień dłużej”. Nigdy nie miałam wątpliwości, że odejdzie. Myślę, że gdybym była taka jak dziś – odeszłabym sama i skrobałby w moje drzwi. Nigdy jednak nie miałam odwagi odsunąć się ani na milimetr. Za bardzo się bałam.

Zosia:

Zwariowałam dla niego. Straciłam głowę kompletnie. Zostawiłam fajnego faceta, z którym byłam szczęśliwa. Wiem, wiem, nie mogłam być szczęśliwa skoro odeszłam, ale naprawdę było mi dobrze. Kończyliśmy remontować mieszkanie, myślałam o dziecku. Tomek był dla mnie wspaniały, gotował, dbał, zmieniał opony w aucie, robił mi niespodzianki. Jesteś moim cudem – mówił i tulił do siebie. Jedno spotkanie, milion SMS-ów i zniszczyłam wszystko. Chciał nawet poczekać, aż mi minie, ale ja byłam jak po narkotykach.

Tamten był piękny, pachniał cynamonem, czytał te same książki i imponował mi wiedzą. Wybrał mnie, tak tak, czułam się wybranką. A wiesz że w takiej sytuacji nie wolno zawieść? Byłam pod telefonem 24 na dobę, zbieranie go jak zapił traktowałam jako wyróżnienie. Zmywałam rzygi z podłogi jakby pachniały lawendą. Rano biegiem po leki na kac i boczek na jajecznicę. Płaciłam jego rachunki i za nasze wyjazdy. Paryż, Londyn, Barcelona. Wynajmowałam apartament mimo iż nie było mnie stać. Przestałam sobie cokolwiek kupować, fryzjera zamieniłam na tańszego, krem pod oczy z Biedronki.

Dziś jak patrzę na zdjęcia z tamtego czasu, przecieram oczy. Chuda ściśnięta twarz i ten sam płaszcz przez dwa lata. Dlaczego przestałam siebie szanować? Myślę, że trwałabym przy nim, gdyby sam nie odszedł. Śmieszne, bo ona nic dla niego nie robi, a on nagle okazuje się, że potrafi uruchomić zmywarkę, zrobić jajko na miękko, przelew. Rok mi zajęło, by dojść do siebie, ale wierz mi, oddałam wszystko, co przypominało mi tamten czas. Kochałam go bardziej niż siebie.

Stracić głowę w miłości to piękne. Ale tak samo piękne ją odzyskać. Bycie dawcą może być przyjemne, pod warunkiem, że jest w tym równowaga.

Dajesz – otrzymujesz.

Kochasz – jesteś kochany.

Piękno słowo „zatracić się” w przypadku bycia z biorcą znaczy tyle samo co „stracić”. Stracić siebie. Niemal wszyscy dawcy mówią o tym samym: „znikam”, „nie istnieję”, „nie ma mnie”. Jak może więc być interesujące bycie z „niebytem”, kimś kto sam siebie nie widzi? Jak więc ma go dostrzec drugi człowiek, szczególnie gdy jest bardzo egocentryczny? Najczęściej wiemy w jakiej jesteśmy roli. Jak sami tego nie dostrzegamy, to dostrzegają to inni. Mówią „żal mi ciebie”, „to egoista jakich mało”, „zasługujesz na więcej”. A ty trzymasz się swego zachwytu, bo tylko ono staje się źródłem dobrych uczuć do siebie. I boisz się odejść. Bo lepiej mieć cokolwiek niż nic.

I tu się mylisz. „Cokolwiek” jest bardzo blisko „nic”. „Nic” jest przypisane tylko takiemu związkowi. „Wiele” albo „wszystko” czeka, jak zamkniesz te drzwi. A za nimi jest ktoś bardzo piękny, kto zniknął na jakiś czas, bo o nim zapomniałaś. Ty.


Zobacz także

Dobre czy złe? Optymistyczne czy pesymistyczne? Czy mamy wpływ na swoje życie?

Trzy bardzo ważne pytania w związku. Jak często je słyszysz?

Wigilijna rybka dla niemowlęcia?