Lifestyle Macierzyństwo

Jak sprawić by twoje dziecko osiągnęło sukces? To może być prostsze niż myślisz!

Redakcja
Redakcja
23 listopada 2015
Fot. Materiały prasowe
 

Zdolne dziecko to zasługa genów, treningu, wychowania, czy przypadku? To pytanie zadaje sobie każdy rodzic, a badacze od lat spierają się, czy istnieje gen odpowiedzialny za ponadprzeciętne uzdolnienia. Eksperci z platformy edukacyjnej Squla.pl prezentują skuteczne sposoby, które pozwolą wydobyć naturalnie wrodzone zdolności każdego dziecka tak, by osiągnęło sukces.

Według niektórych badaczy każde dziecko ma w sobie geniusza. Mózg małych dzieci funkcjonuje głównie przy użyciu prawej półkuli mózgowej, czyli tej, która odpowiedzialna jest za myślenie intuicyjne – mówi André Haardt, założyciel platformy edukacyjnej Squla.pl

Dorośli korzystają głównie z półkuli lewej, odpowiedzialnej za logiczne myślenie. Dlatego małe dziecko, szybciej niż dorosły, poprzez powtarzalne czynności jest w stanie opanować do perfekcji język obcy, wykonać skomplikowane obliczenia matematyczne, czy nawet skomponować własny utwór muzyczny. Dzieci posiadają od urodzenia więcej połączeń neuronowych niż dorośli, które nazywane są wrodzonymi umiejętnościami. Pielęgnowanie takich umiejętności i trening z dzieckiem zapobiega ich utraceniu.

Rozwój przez nowe technologie

W dbaniu o rozwój intelektualny dziecka, warto jest zainwestować w nowoczesne pomoce naukowe. Współczesne dzieci od urodzenia otoczone są nowymi technologiami i traktują je jako codzienne narzędzie. Nauka online wydaje im się bardziej atrakcyjna, dlatego należy poszukiwać takich rozwiązań, które gwarantują dziecku naukę w bezpiecznej przestrzeni, a oferowany materiał będzie wartościowy.

Zauważyliśmy zapotrzebowanie na jakościowe platformy edukacyjne w Internecie, dlatego postanowiliśmy stworzyć takie miejsce, w którym realizowany będzie program szkolny, a naturalny pęd dzieci do gier zamieni się na wartościową i edukacyjną rozrywkę – komentuje André Haardt.

Zdobywanie kolejnych poziomów i nagród, możliwość rywalizacji z rówieśnikami w quizach i otrzymywanie informacji zwrotnej o swoich postępach i błędach, to przepis nie tylko na efektywną naukę, ale też osiąganie sukcesów w życiu dorosłym.

Rozmawiaj jak z równym i zadawaj pytania

Dorośli często nie traktują swojego dziecka jako równego partnera do rozmowy. Znane powiedzenie „Dzieci i ryby głosu nie mają” to jedno z niewielu mądrości, które już dawno powinno wyjść z użycia. Częsta rozmowa z dzieckiem i włączanie go do dyskusji dorosłych, odpowiadanie na jego pytania, nawet te banalne, to najlepszy sposób, by rozwinąć w dziecku umiejętność wyrażania własnych opinii. Utrwalanie wiedzy przyswajanej w szkole nie musi kojarzyć się z wielogodzinnym przesiadywaniem nad książkami. Ważne informacje i wiedzę można przemycać nawet w sytuacjach życia codziennego – w zwyczajnej rozmowie, przy wspólnym oglądaniu telewizji lub podczas posiłku. Zadawaj więc swojemu dziecku proste pytania. Najlepiej takie, które zmuszą go do przypomnienia sobie informacji nauczonych w szkole, np. pytanie o rodzaj drzewa podczas spaceru w parku, albo prośba o policzenie reszty w sklepie.

Czytaj ze swoim dzieckiem

Oswajanie dziecka ze słowem pisanym to najlepszy sposób na pobudzenie pracy mózgu i rozwijanie wiedzy o świecie. Ważne jest, żeby książka kojarzyła się dziecku z przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem. Dlatego dobieraj lekturę do jego zainteresowań i staraj się z nim rozmawiać o tym, co przeczytaliście. Gromadź książki w domu – nie tylko na półkach, ale też w miejscach, do których  dziecko ma łatwy dostęp, np. na jego nocnej szafce.

Umiejętne pochwały i nagrody

Dziecko wychowywane w poczuciu niekwestionowanego geniuszu, trudniej zniesie porażki w szkole i jeszcze trudniej zmotywuje się do dalszej walki o lepsze stopnie. Zamiast wyrażać ogólne pochwały, w stylu „Jesteś najlepszy!”, chwal konkretne osiągnięcia. Z takiego założenia wychodzą twórcy platformy edukacyjnej Squla.pl, w której za zdobywanie kolejnych poziomów w edukacyjnych quizach i grach, mały gracz otrzymuje punkty, które następnie może wymienić na atrakcyjne nagrody. Dodatkowo, każdy użytkownik znajdzie w Squli ponad 20 000 aktualizowanych na bieżąco quizów, gier i filmów edukacyjnych ze wszystkich przedmiotów szkoły podstawowej, zgodnych z podstawą programową MEN. Dzięki specjalnej aplikacji dla rodziców, dostępnej na komputer, smartfon i tablet, rodzic może na bieżąco śledzić postępy swojego dziecka. Poprzez ciągłe otrzymywanie informacji zwrotnej o postępach i błędach w Squli, naturalnie wrodzone połączenia neuronowe u dziecka nie ulegają zmniejszeniu.

Trudno określić, czy zasługą genialnych umiejętności dziecka jest jego wrodzony talent, czy dobre geny. Jedno jest pewne – zaangażowanie rodziców w rozwój dziecka to jeden z ważniejszych determinantów jego sukcesu. W każdym dziecku drzemie gen geniusza, a najważniejsze jest to, żeby potrafić go rozwinąć.


Artykuł powstał we współpracy ze platformą edukacyjną Squla.pl

 


Lifestyle Macierzyństwo

„Babo, ogarnij się, zróbmy coś, odmłódź się”. Wywiad z Krzysztofem Gojdziem – najpopularniejszym lekarzem medycyny estetycznej w Polsce

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 listopada 2015
Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)
 

Czy botoks jest w porządku, dlaczego ulice pełne są podobnych do siebie „poprawionych” kobiet, czy każda z nas może być piękna i kiedy należy pomyśleć o zabiegach odmładzających – opowiada Krzysztof Gojdź, najpopularniejszy dziś lekarz medycyny estetycznej w Polsce.


Ewa Raczyńska: Widzi Pan kobietę i myśli: „O to, bym w niej zmienił, ulepszył”?

Krzysztof Gojdź: Kiedyś faktycznie tak miałem patrząc na kobietę czy mężczyznę. Zresztą każdy widząc kogoś po raz pierwszy w pierwszych sekundach lub ułamku sekundy ocenia czy ta osoba jest ładna czy nieładna. Czy ma coś w sobie. Ja na początku też obserwowałem ludzi w ten sposób : czy mi się podoba czy nie, co bym w niej upiększył, ulepszył. Ale teraz po latach nauczyłem się, że nie mogę tak robić, bo są różne ikony piękna, różne spojrzenia na piękno i ja swojego pojęcia piękna nie mogę narzucać drugiej osobie. Każde szkolenie dla lekarzy w różnych częściach świata zaczynam od slajdu z pytaniem: „Czym dla ciebie jest piękno?”. Każdy ma swój ideał, który jest zależny od rasy, kultury, miejsca, z którego pochodzi. Dzisiaj z pokora podchodzę do swojego zawodu. Mogę coś zaproponować, ale wiem, że nie mogę narzucać.

Kiedy jest odpowiedni moment, żeby zgłosić się do specjalisty od medycyny estetycznej?

Jeśli mówimy o upiększeniu i odmłodzeniu to dla mnie granica wieku, kiedy kobieta może pójść na konsultację to wiek 30-35 plus.

A jest dolna granica? Odmówił Pan kiedyś pacjentce, bo była zbyt młoda?

Ależ oczywiście. Bardzo dużo młodych dziewcząt przychodzi, bo chcą stać się podobne do swojej idolki. Chcą powiększyć usta, zmienić nos. Miałem kiedyś pacjentkę, 21 lat, która prosiła o wstrzyknięcie kwasu hialuronowego i to nie był jej pierwszy raz, jak się okazało. Dla mnie to już jest dramat.

Co Pan robi w takim przypadku?

Przede wszystkim takiej osobie trzeba wytłumaczyć, że to jeszcze nie jest czas na takie zabiegi, że zmarszczki są naturalne i piękne, i że nie ma co w tym wieku eksperymentować z medycyną estetyczną.

Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

No dobrze, ale ja mam 36 lat. Przychodzę do Pana i co słyszę?

Zawsze najpierw patrzę na cerę, na skórę – jak ona wygląda. Czy przez te 36 lat chroniła się Pani przed słońcem, czy są jakieś przebarwienia, zaczerwienienia, trądzik różowawy, czy występują blizny potrądzikowe i oczywiście, czy pojawiły się zmarszczki.

Kiedy mam pełen obraz, to proponuję przywrócenie skórze blasku, jaki mieliśmy w wieku 20 lat. I wtedy oferuję różnego rodzaju zabiegi. Może to być laseroterapia, peeling, mezoterapia, oczywiście w zależności od rodzaju cery. Więcej szczegółów na temat kiedy? Co? I jak? można dowiedzieć się z mojej niedawno wydanej książki „Zatrzymać czas”.

Wiek 35+ to też wiek, kiedy pojawiają się zmarszczki – kurze łapki, lwia zmarszczka, czy poprzeczna czoła. I tu już można rozpocząć bardzo delikatnie przygodę z botoksem. Ale podkreślam: bardzo delikatnie, by pozostawić mimikę twarzy. Ja nie znoszę zamrażania sobie twarzy botoksem. Najlepiej na taki zabieg zdecydować się dwa razy do roku najlepiej przed okresem, kiedy jest duże nasłonecznienie, czyli przed latem i na przykład zimą przed nartami. Kiedy jest mocne słońce marszczymy się, krzywimy i tym samym pogłębiamy swoje zmarszczki. Wtedy delikatnie zastosowany botoks rozluźni mięsień, by nie kurczył on tak mocno skóry.

Na jakie zabiegi kobiety najczęściej się decydują?

To zależy w jakim wieku przychodzą.

W jakim przychodzą najczęściej?

Najmniej jest młodych dziewczyny, przed 20-tką. Jeśli już przychodzą, to te które mają problem z trądzikiem. I tu zawsze stawiam trzy wykrzykniki: jeśli masz blizny potrądzikowe przyjdź od razu, nie czekaj, bo tylko świeże można całkowicie zniwelować. Oczywiście w tej grupie wiekowej są także dzieci poszkodowane przez los, po oparzeniach, wypadkach.

Dziewczynom między 20. a 30. rokiem życia staram się tłumaczyć, że to nie jest jeszcze czas na eksperymentowanie z medycyną estetyczną i odsyłam je do domu. Chyba, że faktycznie jest zauważalna jakaś asymetria ust, czy są za cienkie, wtedy wówczas można je lekko powiększyć. Natomiast 35 + to grupa kobiet, która licznie do mnie przychodzi, ale 40+ jest tą najliczniejszą.

Dlaczego 40+?

To w tym wieku skóra kobiety dojrzewa. W tym też wieku mamy gorszy metabolizm, zaczynamy się kurczyć, zaczyna nam także ubywać tkanek w twarzoczaszce, jak i również w całym ciele. Zasada jest taka: po jednej łyżeczce rocznie ubywa nam kośćca twarzy czaszki i tkanki tłuszczowej podskórnej, która zanika już po 35. roku życia. Czyli tym samym tracimy objętość twarzy, zmniejsza się napiętość mięśni, a także maleje produkcja kolagenu w skórze. To wszystko ma wpływ na to, że po 40-tym roku życia nasza skóra starzeje się szybciej, z przyspieszeniem. Nam ubywa rok, naszej skórze dwa lata.

I to jest najczęściej impuls dla kobiety: „O rety wewnątrz czuję się młodo. Jestem wesołą. uśmiechniętą kobietą, a nagle moi znajomi się pytają, czemu jestem taka smutna. Tylko ja nie jestem smutna, mam po prostu opadnięte kąciki ust, linie marionetki, policzki mi zwisają i sprawiam wrażenie smutnej osoby”. To bywa sygnałem: „Tak muszę iść do lekarza medycyny estetycznej”. I właśnie w tym wieku najczęściej kobiety się pojawią. To jest moja największa grupa pacjentek.

Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

A starsze kobiety?

Przychodzą panie także po pięćdziesiątce. W okresie menopauzalnym lub pomenopauzalnym. Jednak czasami jest zbyt późno, bo medycyna estetyczna ma też swoje ograniczenia i zdarza się wtedy, że wysyłam pacjentki na minilifitng, czy operację plastyczną. Żeby nie traciły czasu i pieniędzy na zabiegi medycyny estetycznej, które nie radzą już sobie z tą grawitacją.

Co sprawia, że kobiety decydują się na zabieg odmładniający?

Motywacje są różne. Kobietę w wieku 40+ zaczyna gryźć trochę ząb czasu, zwłaszcza, że mężczyzna w tym wieku, jeśli dba o siebie, wygląda atrakcyjnie. W pewnym momencie kobieta łapie się za głowę i mówi: „Ja się starzeję, za chwilę mój facet będzie się oglądał za młodszymi laskami” i wtedy leci po ratunek. To jedna grupa. Druga to osoby pracujące z coraz to młodszymi ludźmi, którzy chcą im dorównać, być młodszymi nie tylko duchem, ale również i ciałem. Trzecia rzecz, to parcie medialne na to, żeby cały czas być pięknym, wiecznie młodym. I czwarta prozaiczna: pięknym ludziom łatwiej żyć, łatwiej awansować w pracy. Taka jest prawda. Każdy chce być młodszy, piękniejszy.

A co z kobietami po rozstaniach, samotnymi?

Panie po 40-tce, to często są Panie po przejściach, po rozwodach. Myślą: „Przede mną jeszcze druga połowa życia, muszę o siebie zadbać”. Ale są też Panie po 50-tce, gdzie mąż zostawił je dla swojej sekretarki, dzieci już dorosły i wyszły z domu, a ona nagle została sama, choć całe swoje życie poświęciła domowi, mężowi i dzieciom. I co dalej. Albo popada w depresję, albo idzie do takiego lekarza jak ja. Bardzo lubię te spotkania, bo mogę te kobiety w pewien sposób zmotywować. Mówię: „Babo ogarnij się. Zróbmy coś, odmłódź się. Zacznij wychodzić z domu, spotykać się z ludźmi. Poznaj jakiegoś fajnego faceta, bo przed tobą jeszcze kawał ciekawego życia”. Czasami tym kobietom nie potrzeba dużej ingerencji, wystarczy niewiele, żeby one poczuły, że jeszcze chcą żyć. I w końcu wychodzą z tego swojego cienia i starości, tryskają niesamowitą energią.

Przychodzą kobiety z gotowym pomysłem na siebie?

Tak, oczywiście. Przychodzą przekonane o swoim kompleksie, który chciałyby zniwelować, a który znowu ja niekoniecznie widzę, bo często ten kompleks nie przeszkadza w ogóle w wyglądzie. I powiem szczerze, że w połowie przypadków udaje mi się zmienić decyzje tych kobiet. Bo jednak jako facet, jako esteta i trochę też jako artysta w głowie widzę co może faktycznie być mankamentem u kobiety. Niestety w Polsce cały czas panuje przekonanie, że idę do lekarza naszprycować się kwasem lub botoksem. A ja uważam, że czasami wystarczy wykonać kilka zabiegów, usunąć przebarwienia, zaczerwienia i już skóra będzie rozświetlona. I czasami naprawdę tylko to wystarczy, wcale nie trzeba dużej ingerencji, by wyglądać młodziej. Dlatego czasami zmieniam decyzję mojej pacjentki i mówię: Ok., zróbmy najpierw to, co proponuję, a jak nie wystarczy, to będziemy decydować, co dalej”.

Bo kompleks wcale nie musi być kompleksem. Na przykład lekko krzywy nos dla mnie stanowi czasami część urodową twarzy, jest jej atutem.

Ale medycyna estetyczna ma nas właśnie kompleksów pozbawiać, a Pan mówi: Cieszmy się z nich?

Zobaczmy jak wyglądaliśmy dziesięć lat temu, jakie mieliśmy fryzury, a jak wyglądamy teraz. Mam nadzieje, że za kolejne 10 lat wejdzie taki trend, dzięki któremu będziemy poszukiwać w naszych twarzach czegoś swoistego, typu oryginalny nos. Ja mam na przykład duży krzywy nos, ale nie chcę go zmieniać, bo jest to moja bardzo charakterystyczna część twarzy, która pasuje również do mojej osobowości . I myślę sobie, że w dobie tych wszystkich klonów, które nas w mediach otaczają z czasem będziemy mieć dosyć tych lalek Barbie i obecnego ideału i zaczniemy poszukiwać czegoś, co będzie nas właśnie wyróżniać z tłumu i będzie czynić nas pięknym

Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

Będziemy dbać o naturalność?

Absolutnie tak. Natura nas tak stworzyła, żeby nasze ciało do nas pasowało, do naszego temperamentu i osobowości.

Ta naturalność też wejdzie do medycyny estetycznej? Powiemy dość botoksowi?

Jest mi bliska naturalna medycyna estetyczna. Botoks i owszem, jeśli jest już konieczny. Ale zwracajmy uwagę na to, by oddać się w ręce bardzo dobrego specjalisty, który będzie wiedział gdzie, kiedy i ile go wstrzyknąć. Ja jednak skłaniam się do naturalnych metod. Mówi się obecnie o wstrzykiwaniu osocza krwi i to polecam. Do Polski niecały rok temu wprowadziłem komórki macierzyste do odmładzania skóry twarzy i wiem, że to będzie wiodący trend w najbliższych latach. Powinniśmy iść w stronę naturalnych metod, korzystać z naszych wewnętrznych dobrodziejstw. Między innymi właśnie z osocza, komórek macierzystych, czy laseroterapii, która naturalnie pobudza procesy obronne organizmu i w ten sposób ujędrnia skórę.

Jaki jest koszt zabiegów?

Weźmy pod uwagę kobietę 40+, której ja zawsze będę proponował zabieg laseroterapii mający pobudzić komórki do wytarzania kolagenu tak, by skóra była jędrniejsza. Koszt takiego zabieg to około 3000 złotych. Jest to dużo. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że taki zabieg robimy raz w roku. I jeśli zobaczymy, ile pieniędzy wydajemy na kremy, maseczki, wizyty u kosmetyczek, to okaże się że jest to podobna, a często i wyższa kwota wydana na coś, co nie przynosi efektu. Ja osobiście apeluje do pań 35+, żeby postawiły sobie skarbonkę lub otworzyły subkonto i odkładały pieniądze na zabieg po czterdziestce.

Przekonuje Pan sceptyków

Cieszę się. Uważam, że temat trzeba najpierw dobrze poznać. Porozmawiać ze specjalistą, wybrać lekarza, który powinien być także dobrym psychologiem. Warto, aby miał artystyczne zacięcie, żeby widział przestrzeń, nie twarz, dostrzegał mankamenty i wiedział, jak pomóc. Idealnie by było, gdyby nie był nastawiony na kasę. Niestety większość lekarzy stawia na zarabianie pieniędzy a jedynie mniejszość wykonuje swój zawód z pasją.

Umiemy się starzeć?

Ta starsza generacja tak. Kobiety 55+ są pogodzone z tym, że się starzeją i wcale nie chcą wyglądać jak dwudziestki. Problem jest z naszym pokoleniem. Bywają kobiety, które czasem wariują. Nawet jak odmłodzimy je o kilka lat, to chcą wyglądać jeszcze i jeszcze młodziej.

Odmawia Pan wtedy?

Absolutnie tak. Tłumaczę, że to nie pasuje do wieku. Co da odmłodzenie twarzy, jeśli skóra rąk i szyi odkrywają prawdę? Samą medycyną estetyczną nie załatwimy wszystkiego. Nie wystarczy iść na skróty i zrobić sobie zabieg. Cały nasz styl życia powinien wpływać na to, jak wygląda nasza skóra, jak my wyglądamy.

Jest jeszcze jedna istotna kwestia. Nawet jak ktoś jest ładny zewnętrznie, a brzydki wewnętrznie – nieszczęśliwy, niepogodzony ze swoimi wiekiem, to obojętnie, co nie zrobi w gabinecie lekarskim, to w jego oczach nie będzie blasku. O tym również piszę w mojej książce. Polecam przed podjęciem decyzji o kolejnych zabiegach medycyny estetycznej, uporać się także ze swoim nastawieniem do upływającego czasu. Jeśli ktoś kocha siebie, uśmiecha się, to widać urodę w jego oczach. Na każdej swojej konsultacji staram się mówić, o tym pięknie wewnętrznym i o uśmiechu. Bo jeśli ktoś się upiększa, odmładza, a nie kocha siebie, to nigdy swojego piękna nie wydobędzie.

 

Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

dr n. med. Krzysztof Gojdź to jedyny w Polsce certyfikowany lekarz American Academy of Aesthetic Medicine. Dyplom obronił z pierwszą lokatą. Pracuje jako wykładowca szkolący lekarzy z całego świata w zakresie laseroterapii, medycyny estetycznej i regeneracyjnej. W Polsce jest właścicielem Holistic Clinic, z której usług korzysta wiele polskich gwiazd.

Attachment-1


Lifestyle Macierzyństwo

„Brońcie dzieci i siebie, interweniujcie. Przemoc to nie tylko bicie”. Apel ofiary przemocy do innych kobiet

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
22 listopada 2015
W Polsce każdego dnia 2 tysiące kobiet staje się ofiarą przemocy domowej. Tymczasem rząd chce się wycofać z konwencji antyprzemocowej
Fot. iStock / knape

Mam 37 lat, siedmioletniego syna, nigdy nie będę miała drugiego dziecka. Gdy byłam w drugiej ciąży, mąż pobił mnie tak, że trafiłam do szpitala. Z krwotokiem. To był 10 tydzień ciąży.

Wcześniej walił moją głową o metalowy blat w kuchni, kopał mnie przez kilkanaście minut, zakrwawioną ciągnął przez przedpokój.  Syn to widział. „Nie bij mamyyyy” krzyczał. „Won, bo tobie też wpi**dolę…” odpowiedział on. Nie krzyczał, nie gorączkował się. Syczał. Potem przepraszał, obiecał leczenie. „Mamo, wróćmy do taty” prosił syn. Nie wiedział o ciąży. O przemocy zapominał – to psychologiczny mechanizm wyparcia. Kochasz rodzica, więc twoja pamięć redukuje to, co złe. Szczególnie jeśli jesteś tak mały. Dziecko często też staje po stronie oprawcy – to instynkt samoobronny. „Nie możemy go tylko denerwować, on dlatego się złości” mówił mój syn.

Wtedy jeszcze nic nie wiedziałam o tym. Nie leczyłam się jeszcze. „Jestem winna” myślałam.

Zanim stwierdzisz, że jestem potworem, który nie potrafił obronić  dziecka, posłuchaj. Przemoc nigdy nie zaczyna się nagle. Jest jak złodziej – skrada się po cichu. Na początku jest tylko  troską, zazdrością, gwałtowną miłością.  Jeśli nie jesteś pewna siebie – zakochujesz się w mężczyznach „silnych”, „mocnych”,  Początki są romantyczne. Myślisz nawet: Nikt nigdy tak się mną nie opiekował. Idylla może trwać miesiącami.

Innym kobietom mówię:  uważajcie, gdy coś zaczyna się zbyt spektakularnie, gdy ktoś traci dla was głowę, interesuje się wami nadmiernie, chce pochłonąć, wynosi na piedestał. Dopytuje o każdego znajomego, koleżankę. „Ale kto to?” „Jak długo go znasz”. Jest zazdrosny, do bólu czuły, duszący czasem. Jednocześnie bywa bardzo radykalny i ostry w mówieniu o innych. Tobie jednak wydaje się, że jesteś wyjątkowa – on dał ci tę pewność. Wybawiciel najdroższy.

On (nie umiem nawet wypowiedzieć jego imienia)  kiedyś – na moich oczach – pobił na imprezie chłopaka. Bo – jego zdaniem – odezwał się do mnie po chamsku.

Mieliśmy 25 lat. Wierzyłam, że spotkałam miłość życia.

Manipulacja – przemocy akt pierwszy

Czułość przerywana jest momentami, dniami fochów i milczenia. To dzieje się nagle, nie spodziewasz się – więc zaczynasz przepraszać. Dlaczego ukochany nie odbiera telefonu, zostawia cię na imprezie, w środku miasta. Źle się spojrzałaś? Źle coś powiedziałaś? Co mu się stało?

On pierwszy raz obraził się na koncercie we Wrocławiu. Bo poszłam sama do baru, bo z kimś rozmawiałam. „Co się stało?” „Nic”, „Ale co się stało? Nic. Idę do domu”. Wziął kurtkę z szatni, oddał numerek, choć mój płaszcz wciąż wisiał na wieszaku. Wybiegłam na dwór. Temperatura minus piętnaście. „Błagam, o co ci chodzi”. „O nic, wracaj na imprezę”. Wróciłam. Pieniądze na powrót do domu pożyczałam od znajomych.  Obraził się na dwa tygodnie: „Gdyby ci zależało, pojechałabyś za mną bez płaszcza” powiedział potem.

Innym kobietom mówię: jeśli żyjesz z kimś, kto zostawia cię bez ostrzeżenia, wychodzi, nie odzywa się, nie tłumaczy to, to już jest przemoc. Potem jest tylko gorzej. Jeśli będziesz zachowywała się „nie tak” porzuci cię bez słowa. Zawsze.

To się zdarzyło tylko raz, nie wiem co we mnie wstąpiło – przemoc akt drugi

To najczęściej jest któraś już awantura. Często on jest po piwie, drinku, to dlatego puszczają mu hamulce. Popycha cię, albo uderza w twarz. Jesteś w szoku, ale następnego dnia albo zaraz on mówi: „Przepraszam… to stres, to nerwy, emocje, miłość. Przecież tak cię kocham”.

Ja z nim pokłóciłam się na działce u znajomych. Piliśmy oboje. Poszło o politykę. Uderzył mnie w twarz, wylał na mnie wódkę. Ktoś łagodził, ktoś go odciągnął. To była impreza– rano zapomniałam to upokorzenie. Tylko, że te sytuacje się powtarzały. Nie, nie bicie. Awantury. „Jesteś debilką, idiotkę, kretynką, porażką”. Potem zapominasz te miliony epitetów. Chcesz zapomnieć.

Odeszłam tylko raz.  Na miesiąc. Pisał maile, dzwonił, rozmawiał z rodzicami, przyjaciółmi. „On cię tak kocha” mówili. Jest mi dziś przykro, że nikt nie powiedział, że mam prawo się bać, że uczucie nie wystarczy, że jeśli kochasz, to nie ranisz. Że nie powinnam wracać. Jeśli bliskie wam kobiety są w takich związkach – mówcie im to non stop, że muszą odejść!  Ofiary przemocy tak łatwo zapominają, że ich świat nie jest normalny. Nie da się tego zrozumieć, gdy jesteś po tamtej stronie. Nie rozumiem sama siebie. Wtedy wybaczyłam. I podpisałam na siebie wyrok.

Rok później wzięliśmy ślub. On przystojny, ambitny, dobrze ustawiony. „Ale facet, ideał” mówiły koleżanki.

Innym kobietom mówię: Jeśli cię uderzył, nie przebaczaj, nie usprawiedliwiaj. Nazwij fakty. I uciekaj. To ostatnia szansa. Potem wpadniesz już w zaklęty krąg: raj – piekło, raj – piekło. To jest karuzela z której uwalnia cię już tylko dramat. Policja w twoim domu, krzywda dziecka, szpital i lekarz, który patrzy przenikliwie. „Wpadła pani na framugę? Słyszy pani co mówi? Słyszy?”

To wszystko twoja wina – przemoc akt trzeci

Uczysz się żyć w rytmie zagrożenia. Włącza się milion mechanizmów obronnych. Przecież, gdy jest dobry jest wam dobrze, przecież on ma stresującą pracę, przecież matka go biła, ojciec, nauczycielka była zła. Kiedyś otworzysz oczy, będziesz w szoku, że sobie to robiłaś, ale to stanie się kiedyś. Teraz nazywasz to miłością, trudną relacją. Ty go prowokujesz, on zresztą o tym mówi. Jest najbliższą ci osobą – przecież wie co mówi. Jesteś taaaaka beznadziejna. A on taki silny, taki mądry.

Innym kobietom mówię: nic nie jest twoją winą. Może tylko to, że słuchasz tego i wciąż z nim jesteś. Że na to pozwalasz.

Nawet nie próbuj odejść, jesteś nikim – przemoc akt czwarty

Miesiącami, latami w tym tkwisz. Uczysz się być cicho – nie dyskutuj za dużo, wszystko może go zezłościć. Musi być porządek, on nie lubi jak łyżka źle odłożona, nie lubi kurzu, jak za długo rozmawiasz z kolegami nie lubi, jak jesteś za bardzo niezależna, jak…. długa to lista. Ale ty umiesz odczytywać te zagrożenia. Wiesz co wywoła atak, prawda? Boisz się jego kroków na schodach, albo boisz się dźwięku otwieranego wina, bo wiesz, że potem zawsze jest awantura. Czasem boisz się jego zmęczenia, bo wtedy jest bardziej rozdrażniony, czasem radości, bo jest zapowiedzią spadku nastroju.

On mówi: „nigdy nie odejdziesz ode mnie”, „gdzie ty sobie beze mnie poradzisz?”, „znajdę cię, zabiję cię”.

Wierzysz. Czasem tylko myślisz – jak ja się znalazłam w tym punkcie życia, że boję się własnych myśli, bo przecież on też może je znać.  I już nie ma żadnej miłości. Jest głównie strach, choć czasem wciąż chcesz wierzysz, że to tylko zły sen i oboje się z niego obudzicie.

Nie obudzicie się. Chroń siebie, chroń  dzieci, jeśli zgadzasz się, żeby ktoś je krzywdził – sama jesteś oprawcą.

Proś innych o pomoc. Tak, ja też się wstydziłam. Ale w momencie, kiedy powiesz o tym komuś po raz pierwszy – tama puszcza.

Nie wstydź się, nie bój. Wystarczy jeden krok – potem będzie lepiej, obiecuję.

Na kartce napisz sobie tylko jedno zdanie – nikt nie ma prawa mnie krzywdzić.

Obudź się sama. Kiedyś byłaś niezależną, silną, mocną dziewczyną. Kiedyś miałaś marzenia. Wciąż możesz je mieć. Ale musisz spróbować.

Napisz do mnie – jeśli potrzebujesz pomocy.

Ewa

P.S Ewa rok temu uciekła od męża. Po tym, jak pierwszy raz pobił też jej siedmioletniego syna, po tym jak złamał jej nos. Chodzi na terapię dla ofiar przemocy domowej.

Nie czekaj.


Zobacz także

Serce dziecka pęknięte na pół. Gdy rodzice rozstają się i walczą między sobą

Serce dziecka pęknięte na pół. Gdy rodzice rozstają się i walczą między sobą

Miłość jest cholernie trudna. Żyj tak, żebyś nie musiała życia żałować – to wystarczy.

Walentynki. Skąd się wzięło to święto?

Koncertowo spartolić życie potrafimy tylko my sami. A przecież nie o to w tym wszystkim chodzi