Lifestyle

Zamartwiając się kochamy kogoś mniej

Karolina Krause
Karolina Krause
1 lutego 2017
Fot. iStock/alexeyrumyantsev
 

Gdy po raz pierwszy słyszymy od kogoś, żebyśmy na siebie uważali, powiemy „dzięki, postaram się”. Za drugim razem, gdy usłyszymy coś takiego, przyjdzie nam pomyśleć, że może rzeczywiście mamy się czego bać, a to sprawia, że rodzi się w nas lęk. Po kilkukrotnym wysłuchaniu tego samego, oklepanego frazesu zaczynamy się jednak zastanawiać, czy danej osobie rzeczywiście chodzi o nasze dobro, czy o swoje własne. Dlaczego zamartwiając się kochamy kogoś mniej?

Zamartwianie się to obrona przed spotkaniem z drugą osobą

Martwić się znaczy tyle, co być martwym. A przynajmniej było tak jeszcze w XV wieku. Nie bez powodu to słowo kojarzy się nam z czymś związanym ze śmiercią. Zamartwianie ma w sobie coś z usychania, z uciekania od tego, co żywe i realne. Martwienie się nigdy bowiem nie odbywa się w teraźniejszości. To zawsze jakieś wyobrażenie na temat przyszłości, oparte o nasze doświadczenia z przeszłości (lub ich interpretację). Gdy martwimy się o kogoś, wydaje nam się, że wyciągamy rękę w kierunku tych, których kochamy. W rzeczywistości jednak uciekamy od rzeczywistej bliskości z drugim człowiekiem. Od związanych z tym emocji, od intymności.

Martwienie się a realna troska

Realna troska, to coś więcej niż tylko zamartwianie. Jest czymś o wiele trudniejszym. Wymaga od nas prawdziwego zainteresowania drugą osobą. Dbania o jej dobro. Kiedy jesteśmy blisko z człowiekiem, który cierpi, jego cierpienie zazwyczaj automatycznie przechodzi także na nas. Sztuką jest wytrwać w takiej obecności, nie odwracać się zarówno od drugiej osoby, jak i jej cierpienia. Nawet wtedy, albo zwłaszcza wtedy, gdy czujemy się wobec niego bezradni. Na tym właśnie buduje się prawdziwą bliskość.

Jednak większość z nas w takim momencie wybiera zazwyczaj zamartwianie – czyli tworzenie wyobrażeń.

Brak wiary w drugą osobę

Bo tak naprawdę wolimy się martwić, niż być blisko: pytać, pomagać, wykazać zainteresowanie, dać komuś przestrzeń. Łatwiej nam powiedzieć „uważaj na siebie”, dać złudzenie obecności.

Pod zamartwianiem może kryć się jeszcze inny komunikat – brak wiary w drugą osobę. Najczęściej słyszymy to od naszych rodziców i partnerów: „ja się o ciebie po prostu martwię”, gdy to, co naprawdę chcą nam powiedzieć, to: „nie wierzę”. „Nie wierzę, że sobie poradzisz”, „nie wierzę, że jesteś w stanie sam się o siebie zatroszczyć”, „nie wierzę, że jesteś wystarczająco dorosły”…

Zamiast tego moglibyśmy zapytać: „jak mogę ci pomóc?” lub „co mogę dla ciebie zrobić?”. Na tym właśnie polega realna troska.

Wyuczony nawyk

Czasami nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, że się martwimy. Robimy to nawykowo, od zawsze, a przez to wydaje nam się to naturalne, życzliwe. W końcu nasze myśli wędrują wokół tej drugiej osoby. Warto by się jednak zastanowić nad tym, czy martwiąc się rzeczywiście komuś pomagamy. Zapytać siebie – po co to robię? Dlaczego odpływam myślami w zmartwienie, zamiast wybrać troskę?


Źródło: erient.info


Lifestyle

Rodzice nie dali ci w dzieciństwie wsparcia? Wyrzuć to ze swojej głowy. Jak pozbyć się fałszywych przekonań o sobie?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 lutego 2017
Fot. iStock/Nadezhda1906
 

Rodzice, wychowując dzieci mają przed sobą szczególnie ciężkie zadanie do wykonania, jeżeli sami nie otrzymali odpowiednich wzorców i nie są pewni, jak to właściwie zrobić. Ich życie pełne jest presji i napięć, często dość nieudolnie starają się więc łączyć obowiązki zawodowe, wywiązywanie się ze zobowiązań finansowych, rozwiązywanie problemów zdrowotnych i problemów rodzinnych, z opieką nad swoimi dziećmi. W całym tym stresie, przy braku doświadczenia i mądrych wskazówek, toczy się wewnętrzna walka o to, by dać synowi czy córce bezwarunkową miłość. Walka nie zawsze wygrana.Rozczarowani tym, jak potoczyło się ich własne życie rodzice, pragną dla swoich dzieci zupełnie innej przyszłości, stawiają poprzeczki nie do osiągnięcia, wytwarzają atmosferę presji i nastawienia na sukces za wszelką cenę. A jeśli dzieci nie „współpracują” tak, jak założyli rodzice, albo ich umiejętności, czy możliwości im to uniemożliwiają, padają słowa krzywdzące:

„Nigdy do niczego nie dojdziesz.”

„Jesteś taka, jak twoja matka / ojciec / babcia – leniwa, niezdolna”.

„Robisz się gruba.”

„Jesteś za chuda, nie mogę na ciebie patrzeć.”

„Nie jesteś zbyt mądry.”

„Żałuję, że cię urodziłam „.

Pewnie wielu z was potrafiłoby zapełnić tę listę innymi, zasłyszanymi przez siebie zdaniami. I pewnie większość rodziców, którzy je teraz czytają, wie, że nie kocha swojego dziecka „mniej”, nawet jeśli tak właśnie do niego mówi. Jednak świadomość, że słowa ranią, musi prowadzić do jakiejś, głębszej refleksji.

Dzieci, które słyszą tak krzywdzący przekaz z ust najważniejszych dla siebie osób, wyrastają na dorosłych, których wewnętrzny głos ciągle przekonuje, że nie są „wystarczająco” dobrzy, godni miłości, że nie są w stanie osiągnąć założonych celów, zrealizować marzeń. Niechętnie próbują w życiu nowych przedsięwzięć, są mniej skłonni do ryzyka i sięgania po to, co im się należy. Ich brak pewności siebie w kluczowych sytuacjach powoduje permanentny stres i nieprzemyślane, nielogiczne decyzje. To nie zawsze jest wina twoich rodziców, ale z całą pewnością głosy, które słyszałeś w dzieciństwie przyczyniają się do tego, jaki masz dziś, jako osoba dorosła, obraz samego siebie w swojej głowie.

Jeśli ten obraz jest tak negatywny, że wywołuje skrajnie negatywne emocje, jeśli wewnętrzne głosy powtarzają okrutne przekonania na twój temat, nieustannie ciągnąc cię w dół, należy z pełną świadomością rozpocząć pracę nad tym, by je zmienić.

Jak pozbyć się fałszywych przekonań o sobie, nabtych w dzieciństwie?

Zacznij od dokładnej analizy tego, jak się postrzegasz, co mówisz o sobie samym, o swoim życiu i tym, jak sobie z nim radzisz. Czy cokolwiek, co przychodzi ci do głowy przypomina zdania wypowiadane w przeszłości przez twoich rodziców? Takie, które sprawiały ci ból i zostawiały z poczuciem niesprawiedliwości, bycia niekochanym, nieakceptowanym? Choć to nie zastąpi ci terapii, masz do podjęcia cztery, dość oczywiste kroki, na dobry początek.

1. Zapisz na kartce to, co o sobie myślisz/ mówisz do siebie w myślach

Możesz nawet być w szoku, że jesteś w stanie powiedzieć do siebie i o sobie takie rzeczy, których nie powiedziałbyś najgorszemu wrogowi. Potrafisz być dla siebie okrutny, prawda? Na papierze wszystkie przekonania, które w sobie nosisz, stają się czymś realnym, przerażającym. To właśnie ten moment pomoże ci „obudzić się” i zobaczyć, jak bardzo surowy dla siebie jesteś.

2. Dokonaj obiektywnej analizy

Czy naprawdę nie jesteś wart miłości, nic ci nie wychodzi w życiu i nie jesteś w stanie do niczego dojść sam, bez niczyjej pomocy? Przypomnij sobie, że nikt nie jest doskonały, każdy ma mocne i słabe strony.

3. „Zredaguj” swoje przekonania na nowo, wzbogacając je o dobre, dorosłe doświadczenia

Nie myśl „nic mi w życiu nie wyszło”. Przypomnij sobie każdy moment, w którym mogłeś poczuć się z siebie dumny. Każdy najmniejszy sukces, może być w twoim wypadku kamieniem milowym w tym procesie zmiany myślenia o sobie.

4. Miej zawsze w głowie, pod ręką pod ręką piosenkę, wiersz, modlitwę, mantrę lub inne przesłanie, które pomaga ci być pozytywną osobą

Posiadanie takiej życiowej „instrukcji” pozwoli ci się koncentrować na tym co realne, ważne i pozytywne.

Negatywne słowa, to ciągle tylko… słowa. Nie mogą determinować całego twojego życia, nie mogą „zaprogramować” cię na stałe i hamować przed rozwojem osobistym, przezwyciężaniem negatywnego wizerunku, który w sobie nosisz. Zmiany nie przyjdą łatwo, ale nie są niemożliwe. Zapłatą za twoją ciężką pracą będzie wolność, nowe możliwości, w tym – ta najważniejsza. Możliwość uzyskania życiowej harmonii.


Na podstawie: psychologytoday.com


Lifestyle

12 oznak, że twój partner jest też twoim najlepszym przyjacielem

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
1 lutego 2017
12 oznak, że twój partner jest też twoim najlepszym przyjacielem
Fot. iStock / Cecilie_Arcurs

Nasz życiowy partner to jedna z najbliższych nam osób na świecie, nasza rodzina, nasz sprzymierzeniec, powiernik i doradca. Ale czy zawsze musi oznaczać także najlepszego przyjaciela? Po czym poznać, że z mężczyzną, obok którego codziennie budzimy się i zasypiamy, łączy nas coś znacznie więcej niż burza hormonów, wspólne wspomnienia, kredyt hipoteczny i obrączka na palcu? Oto 12 oznak tego, że twój partner jest twoim najlepszym przyjacielem.

Wolisz wieczór na kanapie z nim niż babski wypad

I choćbyście mieli oglądać stary film w telewizji zajadając przy tym chipsy albo każdy z nosem w swojej książce współdzielić jeden koc i tylko co jakiś czas zerkać na siebie nawzajem znad kart powieści, to i tak jest to o niebo lepszy pomysł niż impreza na mieście i szaleństwa sobotniej nocy. No bo z nim, to z nim – najlepiej.

Dzielicie te same pasje

Czy to bieganie, czy miłość do kina, czy też wspólne zgłębianie tajemnic literatury fantastycznej – wasze zainteresowania są podobne i dzięki temu możecie razem dzielić się radością z ich realizowania. Nie ma wymówek, wyrzutów i zarzutów o zbytnie poświęcanie się hobby – nikt przecież nie rozumie pasjonata tak, jak drugi pasjonat.

Lista wspólnych tematów? Nieskończona!

Rozmowy do późnych godzin nocnych (lub wczesnych porannych) to niemal wasza tradycja. Lista tematów wydaje się być nieskończona, dyskusje zawsze żywe i interesujące, a wspólne rozmowy nadal są okazją do tego, by coś w partnerze odkryć, coś docenić i czymś się (na nowo) zachwycić.

Macie swoje sekretne gesty

Na powitanie, pożegnanie, przy kłótni, czy w trakcie składania obietnicy – macie swoje, i tylko swoje, gesty, które choć czasem niepozorne, dla was znaczą wiele, a dla osób z boku są wyraźnym znakiem łączącej was intymności, bliskości i przyjaźni.

W pełni akceptujecie swoje wariactwa

To, że on śpi zawsze w skarpetkach (nawet gdy temperatura przypomina żar tropików) i nigdy nie korzysta z windy. To, że ty na żółty ser kładziesz dżem truskawkowy i płaczesz na reklamie proszku do prania. Wasze małe wariactwa i lekkie odchyły do normy w pełni akceptujecie – nawet, jeśli nie do końca są one dla was zrozumiałe…

Jednym spojrzeniem potraficie przekazać więcej niż słowami

Wystarczy jedno spojrzenie, by twój partner odczytał z niego złożony komunikat i odpowiednio zareagował. Jedno podniesienie brwi lub drgnięcie kącika usta mówi mu więcej, niż tysiąc twoich słów – nic dziwnego, zna cię na wylot, wie, co siedzi w twoim umyśle i duszy. To trochę tak, jakby współdzielił je razem z tobą.

Macie żarty zrozumiałe tylko dla was dwojga

Jedno słowo, jedno zdanie, dla innych zupełnie bez znaczenia lub brzmiące dziwnie, dla was jest powodem szerokiego uśmiechu i ironicznej miny. Macie żarty najeżone podtekstami do wspólnie przeżytych chwil i zawstydzających wspomnień, które – spójrzmy prawdzie w oczy – śmieszą tylko i wyłącznie was. Ale póki śmieszą, to znaczy, że jest dobrze. I niech tak będzie dalej.

Rada? Tylko od niego!

Jeśli masz kogoś prosić o opinię i pomoc, to tylko jego. Potrafi słuchać w skupieniu i ostudzić twoje emocje, które zaburzają obraz sytuacji. Wiesz, że doradzi ci najlepiej, ufasz mu bezgranicznie i możesz na nim polegać. W końcu nikt nie zna cię lepiej i nikt lepiej ci nie życzy.

Pokonaliście razem niejeden problem

Zaliczyliście niejeden dołek, kryzys i trudny czas. Wasz związek nie jest wolny od rys i zadrapań, a nawet pęknięć – a mimo to wciąż stoicie za sobą murem, jesteście razem, silniejsi po każdej przeżytej burzy i gotowi, by stawić czoło kolejnym problemom, gdy tylko pojawią się na horyzoncie.

Jest twoim pierwszym kontaktem

To dla ciebie naturalne i oczywiste, jego numer znasz na pamięć i bez wahania wybierasz w chwili potrzeby. Gdy napotykasz problem, to do niego dzwonisz, by się poradzić lub poprosić o pomoc, a gdy osiągasz sukces, to on dowiaduje się pierwszy i pierwszy ma okazję do złożenia ci gratulacji.

Jak nikt inny potrafi postawić cię do pionu

Kiedy trzeba – skrytykuje, ochrzani, pokaże błędy i postawi do pionu. Potrafi zmotywować jak nikt inny, wypędzić drzemiącego w tobie lenia lub marudę – pesymistę i zmusić na spojrzenie na świat od zupełnie innej strony. Dba o to, byś po upadku otrzepała się i podniosła dumnie trzymając głowę w górze.

Bez wahania zabrałabyś go w podróż życia

Gdyby ktoś dał ci możliwość odbycia podróży twojego życia, takiej, o której od zawsze marzyłaś, bez wahania właśnie dla niego kupiłabyś drugi bilet. Nie wyobrażasz sobie spełnienia marzeń bez jego udziału, wakacyjnych przygód bez jego towarzystwa. W końcu to twój mężczyzna, twoja bratnia dusza, twój najlepszy przyjaciel.

Zapisz


Zobacz także

Przetrwaj odrzucenie. Dobre rzeczy przychodzą do tych, którzy cierpliwie czekają

Praca. Motywacja. Pasja. Róbmy to, co kochamy, bo życie mamy jedno

Prawdy, które docierają do nas dopiero po rozwodzie. Szkoda…