Lifestyle

„Ty debilko” słyszę i nie reaguję. Dokąd prowadzi życie z furiatem

Redakcja
Redakcja
3 maja 2021
 

Znów chciałam cię usprawiedliwić, żyjemy w takim napięciu. Chora mama z nami, covid, gorzej idzie firma. Przecież masz prawo być zdenerwowany.

Znów chcę wyprzeć, zamieść pod dywan. Przecież jest między nami dobrze, tu nie ma kata i ofiary.

Ale zaraz coś mi każe się zatrzymać. Wywlec „smród”, który chcę gdzieś upchać. Coś mi każe zadać sobie kilka pytań.

Jeśli boisz się, jak zareaguje na coś druga osoba, to już jest przemoc, czy wciąż normalny związek?

Od początku to było jasne. Jesteś taki narwany, bił cię ojciec, nie potrafisz mówić o uczuciach, zapalasz się i gaśniesz.

Ale życie z tobą to coraz bardziej rozpędzona karuzela. Albo wizyta w domu strachu, nigdy nie wiadomo co, gdzie i kiedy wyskoczy.

Jeśli w towarzystwie masz poczucie, że musisz kontrolować, żeby nie powiedział innym czegoś nieprzyjemnego… to jest to wciąż normalny związek?

Lubisz podkreślać, że do wszystkiego doszedłeś pracą. Nienawidzisz nieróbstwa, niesumienności, słabości. Jak się zapalisz, muszę łagodzić atmosferę, bo innych też zaczynasz pouczać i jest mi zwyczajnie głupio.

Tak, wiem, nie powinno mnie to obchodzić. A jednak czuję ten cholerny przymus łagodzenia atmosfery, którą psujesz.

Jeśli on zabrania ci przyprowadzić kogoś do waszego wspólnego mieszkania….  to jest przemoc, czy wciąż normalny związek?

Tak, kiedyś nie chciałeś wpuścić do mieszkania syna mojej przyjaciółki po próbie samobójczej. Uważałeś, że bierze narkotyki i jest niebezpieczny dla otoczenia.

„Może nas zakatrupić w ciągu nocy” oznajmiłeś, gdy pół nocy jeździłam z nim i szukałam miejsca, gdzie ktoś mógłby go przenocować. W końcu wykupiłam mu hotel.

Jeśli on cię wciąż ocenia… to jest  przemoc, czy wciąż normalny związek?

Niby mnie wspierasz w drodze zawodowej, niby rozumiesz, a potem coś klika i masz przed sobą profesora i surowego nauczyciela w jednym: „Nie powinnaś tak”, „Powiedz temu, kretynowi, swojemu szefowi, że…”. „Zwolnij się natychmiast, kiedy wreszcie będziesz pracować na siebie?!”, „Oczywiście! Ty mnie nigdy nie słuchasz”.

Nie zauważyłeś, ale przestałam ci o sobie opowiadać?

Jeśli w złości cię obraża… to jest wciąż normalny związek?

Przyzwyczaiłam się do: „Jak ty, kretynko, jeździsz!” „Gdzie parkujesz?!”, „Kurwa, jak można nie umieć tego zrobić!”. Szybko przepraszałeś, przecież tak nie myślisz.

Ale już doszliśmy w tym dużo dalej. Ty doszedłeś. Wczoraj wyzwałeś mnie od debilek, bo dostałam mandat, innym razem pieklisz się o źle ułożone śmieci. I mam raczej wrażenie, że to pretekst, by po prostu się wyżyć. Ostatnio wymachiwałeś nade mną rękami, robiłeś dziwne miny i pukałeś się ostentacyjne w czoło: „Kretynka, kretynka”. Czekaj, co ja wtedy zrobiłam?

Dziś nie przepraszasz. „Wiesz, że tak nie myślę” powtarzasz.

Naprawdę wiem to? Raczej myślę, że zniknęły przy tobie moje granice. Że dziesięć lat temu nie przespałabym nocy z kimś, kto mówi do mnie: „Ty debilu”.

I takie mam pytanie.

Czy jeśli wciąż cię tłumaczę, to jestem jednak ofiarą przemocy, czy kobietą w normalnym związku?

 


Lifestyle

Fenomen Kate i Williama. Kiedy miłość spotyka iście królewski obowiązek

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
3 maja 2021
 

Nieważne, co się dzieje aktualnie w rodzinie królewskiej. Jakiego wywiadu udzieli Harry i Megan, które media będą insynuować konflikt między synami księżnej Diany i czego się znowu dowiemy o największym skandaliście dworu, czarnej owcy rodziny, księciu Andrzeju. Są w monarchii ludzie niemal jak stal, od zawsze zachowujący tą samą, pokerową twarz. To, oprócz samej królowej Elżbiety II, książę William i jego żona, Kate.

Warto wiedzieć, że Wielka Brytania to wciąż jedno z najbardziej konserwatywnych państw świata. Prawie 80 proc. obywateli twierdzi, że tradycyjne wartości stanowią jedną z najważniejszych cech państwa. Nie powinna więc nikogo dziwić popularność książęcej pary. Są uosobieniem tego, co w monarchii ceni się najbardziej.

Po pierwsze: tradycja

On marzył o zostaniu pilotem, ona o byciu fotografką. Oboje studiowali historię sztuki na Uniwersytecie w St Andrews w Fife. Kate wbrew pozorom nie była typem grzecznej dziewczynki. Była silna i niezależna. Gdy słyszała: „Ty to masz szczęście, że spotykasz się z księciem”, odpowiadała: „To raczej on ma szczęście”. Uczyła się świetnie, kochała się bawić, była też feministką. Na studiach założyła z koleżankami drinking club. I nie zrobiła tego dlatego, bo uwielbiała pić (choć w piciu też ponoć pokonywała Williama), ale dlatego, że chciała rozbić gentelmen’s club. „Mamy XXI wiek!” mawiała.

Jednak to właśnie ta niezależna kobieta dla miłości zrezygnowała z wolności. Mistrzyni skoków wzwyż, nieustępliwa dziewczyna, która na maturze miała najwyższą ocenę z matematyki wśród wszystkich uczniów, zdecydowała się na rolę żony przyszłego króla.

Ślub księcia Williama i Kate Middelton odbył się 23 kwietnia 2011 i obejrzało go 37 milionów ludzi. I choć mówiło się, że pół roku po ślubie Kate Middleton wpadła w depresję, zawsze wypełniała swoją rolę.

W Londynie przechodziła „królewski obóz treningowy” uczyła się zasad etykiety dworskiej, podstaw bezpieczeństwa, obowiązków, które miały wynikać z działalności charytatywnej. W tym czasie William całe dnie spędzał w bazie wojskowej.

Jakie były późniejsze obowiązki Kate? Zaprzyjaźnienie się z żonami innych żołnierzy pilotów, planowanie kolacji dla dwojga. I, oczywiście, urodzenie królewskiego potomka. Choć ponoć księżna Cambridge poroniła trzy razy, 24 marca 2013, niespełna dwa lata po ślubie urodziła pierwszego syna Georg’a.

Spełniła też królewski obowiązek i z nowo narodzonym dzieckiem stanęła przed szpitalem św. Marii w Londynie. Po to, żeby pokazać go światu. Podobnie postępowała, gdy na świat przychodziło jej drugie i trzecie dziecko, Charlotte i Louis.

Za każdym razem miała makijaż i wyglądała przepięknie. Pamiętajmy, że tej presji nie poddała się Meghan Markle, za co była, oczywiście, krytykowana.

Po drugie: neutralność i wyważenie

Media od zawsze w rodzinie królewskiej znajdowały sobie kogoś na ofiarę. Nawet uwielbiana Lady Di miała swój „zły” czas. Nienawidzono księcia Karola i Kamili, po to, żeby po latach ich docenić i uznać, że „prawdziwa miłość wszystko pokona”. Teraz niechęć skupia się wokół Meghan Markle i Harry’ego.

Wyjątkiem jest królowa Elżbieta II, którą Brytyjczycy kochają, i właśnie Kate z Williamem.

Z drugiej strony para książęca nie dawała żadnych powodów, żeby ich znielubić. Dobre małżeństwo z trójką dzieci. Książę William potrafił zdobyć sympatię Brytyjczyków mówiąc, że czasem trudno mu być ojcem, Kate w podcaście „Szczęśliwa mama, szczęśliwe dziecko” podczas rozmowy z prowadzącą Giovanną Fletcher wyznała, że ma często macierzyńskie poczucie winy. Czuje, że powinna być z dziećmi zamiast, na przykład, zajmować się służbowymi obowiązkami.

I choć w 2019 r. plotkowano na temat kryzysu pary i rzekomym romansie księcia z Rose Hanbury, byłą modelką i przyjaciółką Kate żadne z nich nie wypowiedziało się oficjalnie. A Brytyjczyki w końcu uznali, że każdy związek przechodzi kryzys.

Jednym z najważniejszych obowiązków królewskich par jest dyskrecja, nieepatowanie uczuciami. Tak zawsze przedstawiają się nam Kate i William. Podczas oficjalnych spotkań nie trzymają się za ręce, nie całują się, nie widać między nimi chemii, której dopatrywano się za każdym razem u Harrego i Meghan.

Widać jednak między nimi rodzinną więź, spokojną relację, która może być dla innych wzorem. Kto by nie marzył o rodzinie takiej, jak ta przedstawiona w filmie opublikowanym z okazji 10 rocznicy pary? Uśmiechnięci, zadowoleni, z trójką ślicznych, zdrowych dzieci.

Po trzecie: wspieranie kraju

Dziennikarze i krytycy młodszemu bratu Williama i jego żonie zarzucają przede wszystkim myślenie tylko o sobie. William i Kate są doceniani za to, że zajmują się krajem.

Chwilę po opublikowanym wywiadzie z Oprah Winfrey, Kate i William brali udział w obchodach Dnia Świętego Patryka. Nagrali wideo, w którym podkreślali przyjaźń z Irlandią, a  książe przemówienie zaczął w języku irlandzkim.

Następnego dnia odwiedzali stację pogotowia ratunkowego we wschodniej części Londynu, rozmawiali z ratownikami, wspierali ich, pytali, jak radzą sobie z rozłąką z bliskimi i kolejną falą zachorowań.

Z potrzebującymi kontaktują się też przez media społecznościowe.

7 maja z kolei będzie miała premierę książka, która jest zwieńczeniem akcji Hold Still, której pomysłodawczynią była przyszła królowa. Hold Still miało obrazować Brytyjczyków w dobie pandemii. Ludzie nadesłali ponad 31 tysięcy fotografii. Zwieńczeniem akcji jest publikacja 100 zdjęć w formie albumu, o którego oprawę literacką zadbała księżna. Dochód ze sprzedaży przeznaczony jest m.in na wsparcie rozwoju sztuki, ale przede wszystkim na projekty dotyczące zdrowia psychicznego.

Po czwarte: maniery

Meghan wielokrotnie zarzucano, że jej stylizacje łamią królewski protokół. Na urodziny królowej założyła sukienkę bez ramiączek, innym razem zdjęła buty podczas wizyty w Australii. Kate przez dziesięć ostatnich lat zachowywała się bez zarzutu. Nie chodzi tylko o ubiór. Rajstopy w najgorszym upale, obowiązkowe nakrycie głowy, sukienki eleganckie, ale niewyzywające.

Kate i William są chodzącą elegancją. Mówią spokojnie i w sposób wyważony. Nie wypowiadają się w sposób radykalny. Nie stają po żadnej ze stron. To jest ważna rola członków rodziny królewskiej. Kate nie może przyznać, że jest feministką, ale też nie może powiedzieć, że nią nie jest, ma opiekunkę do dzieci, więc wspiera w ten sposób inne, pracujące kobiety, ale też podkreśla, jak ważny jest dla niej czas z dziećmi i bycie blisko rodziny, czym okazuje szacunek kobietom tradycjonalistkom.

Nawet ostatnio, podczas pogrzebu księcia Filipa, Kate pokazała swoje maniery. Po wyjściu z kaplicy szła między Harrym i Williamem. Widać było, że rozmawia z nimi serdecznie, zaraz potem odsunęła się, po to, żeby bracia mogli wreszcie porozmawiać sami.

Podobnie ich „ostrożne” komentarze dotyczący relacji z Meghan Markle i Harrym. Okazują dziennikarzom szacunek, ale nie mówią o swoich prawdziwych uczuciach. Dlatego ponoć Kate była tak skonfundowana opowieścią Meghan o ich konflikcie przed ślubem. W rozmowie z OK Magazine, Katie Nicholl, biografka rodziny wyznała: „Nigdy nie słyszy się o jej kłótniach z kimkolwiek ponieważ jest bardzo ostrożna w tym, jak traktuje innych”.

Czy przyszła królowa mogłaby się zachowywać lepiej?


Lifestyle

Czy na pewno powrót dzieci do szkoły to taki świetny pomysł?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
2 maja 2021

Chyba wszyscy rodzice uczniów żyją ogłoszoną przez rząd decyzją o powrocie dzieci do szkoły. I nie będzie odkryciem Ameryki stwierdzenie, że wywołała ona mnóstwo emocji zarówno wśród uczniów, rodziców, jak i nauczycieli. Ja stoję po środku – jestem mamą dziesięciolatki i nauczycielem z kilkunastoletnim stażem.

Uczę dzieci, młodzież i dorosłych. W mojej pracy jestem z wyboru, świadomego podkreślam, bo naprawdę przy tablicy się odnajduję. Ostatnio zaś również przed monitorem komputera. Oczywiście ta jakość lekcji po roku praktyki nie jest może tak wysoka, jak ta w klasie, niemniej jednak ja i moje grono dokładamy wszelkich starań, by uczyć dzieci nie tylko efektownie, ale i efektywnie. Szalenie to trudne przyznam, szczególnie że nauczanie zdalne spadło na nas nagle i wymagało całkowitej zmiany warsztatu pracy, który w stacjonarnej formie był dopracowany przez lata praktyki.

Jestem także rodzicem i wiem, jak stoi się za dzieckiem przy laptopie, i jak łatwo można skomentować działania nauczyciela po drugiej stronie ekranu. Moją przewagą jednak jest fakt, że ja wiem jak zdalne nauczanie wygląda od kuchni. Toteż krytyka kolegów i koleżanek nie przychodzi mi tak łatwo.

Jako mama obserwuję moje dziecko od ponad roku. Przed monitorem spędza długie godziny. I mogę godzinami na to psioczyć. Wybrałam jednak tę drugą opcję, mianowicie – próbuję znaleźć plusy tej trudnej dla każdego sytuacji. Widzę, że moja pociecha stała się bardziej zaradna, samodzielna, że jest obyta z komputerem, świetnie wyszukuje informacje, ściąga aplikacje, a nawet pomaga mi technicznie w prowadzeniu bloga. Początkowo odczuwała dość boleśnie zamknięcie w domu i brak kontaktu z koleżankami. Dziś odnalazła się w nowej rzeczywistości, kontaktuje się z nimi online, a z niektórymi regularnie spotyka.

Po ogłoszeniu decyzji o powrocie do szkół ani mnie, ani mojej latorośli wcale nie ogarnęła euforia. Na taką decyzję czekałam po feriach zimowych. Tak, wtedy było zasadne, by nowy semestr zacząć już  stacjonarnie. Ale teraz? Serio chodzi o to, by wypchnąć te dzieci z domu, by w końcu mieć spokój? Musimy zdać sobie sprawę, że pandemia zmieniła świat już na zawsze. Nie wrócimy do tamtej rzeczywistości. Musimy nauczyć się żyć w nowej, czy tego chcemy, czy nie. I wcale nie znaczy to, że będzie gorzej. Będzie inaczej i od nas zależy jak.

Zatem jako belfer i rodzic analizuję ten pomysł i odważę się stwierdzić, że to naprawdę nie jest przemyślana decyzja. I zanim wylejesz na mnie swój hejt i nagromadzoną przez rok złość, po prostu przeczytaj na spokojnie to, co mam Ci do powiedzenia, mając na uwadze, podkreślam, dobro także Twojego dziecka.

Czy wiesz, że od tygodnia każda moja lekcja zaczyna się dyskusją, jaką prowokują moi uczniowie z klas piątych, szóstych, siódmych i ósmych? I być może Cię zaskoczę, ale zdecydowana większość dzieciaków wcale nie skacze pod sufit. Ci zaś, którzy wyrażają chęć powrotu, tęsknią po prostu za rówieśnikami. Dzieci czują potrzebę podzielenia się swoimi spostrzeżeniami, obawami i myślami, które są naprawdę zaskakująco dojrzałe jak na tak młody wiek. Ja wysłuchuję wszystkich, nie oceniam, nie neguję, nie chwalę. Po prostu słucham i wyciągam „średnią”.

Zauważmy, że te dzieciaki od października uczą się zdalnie. Kilka tygodni trwało przyzwyczajenie się do nowych warunków nauki. To był cały proces. Teraz natomiast w ciągu kilku dni muszą być zwarci i gotowi, by przestawić się na tradycyjny model. Nagle opuszczą swoją strefę komfortu. Wielu z nich boi się, że zostaną zasypani testami lub też będą na potęgę uzupełniać notatki. Ja osobiście nie zamierzam szaleć z klasówkami i sądzę, że każdy empatyczny pedagog powinien tak postąpić. Przecież nie nadgonimy teraz kilku miesięcy w kilka dni. A notatki są istotne, z polskiego na przykład – tu oddaję honor, ale na pewno znajdą się przedmioty, gdzie można to sobie darować. Ja sobie daruję.

Zastanawiam się też, czy tam ktoś na górze zastanowił się, co się stanie, gdy w szkole nagle ktoś zachoruje. Odpowiedź jest prosta – znów w tył zwrot i na nowo na zdalne. Takie huśtawki, w lewo i prawo, nie służą naszym dzieciom. Jeśli któreś dziecko będzie „pozytywne”, wówczas cała klasa ląduje na kwarantannie czyli siedzi zamknięta czterech ścianach razem bez możliwości wyjścia na zewnątrz przez kilkanaście dni. Szkoda, szczególnie że właśnie aura za oknem zachęca w końcu do wyjścia z domu, w niektórych miastach zaczyna się „Rowerowy Maj”, a ruch przecież po długiej zimie szczególnie teraz jest naszym pociechom szalenie potrzebny.

Hybrydowy system nauczania jest potężnym wyzwaniem organizacyjnym. W klasach młodszych się sprawdził, bo maluchy prowadzi jeden nauczyciel. A jak to ma wyglądać że starszymi uczniami? Z tego, co wiem to wytycznych póki co brak. Nauczyciel uczący kilka klas lub nawet kilkanaście w kilku szkołach też się nie rozdwoi i nie będzie mógł być w dwóch miejscach jednocześnie, poza tym nie oszukujemy się, nie każda szkoła ma internet, który śmiga. Już widzę jak się wszystko zawiesza, a ja mogę tylko czekać z założonymi rękami… W domu rozwiążę ten problem sama, w szkole, niekoniecznie, a nie znoszę sytuacji, w których nie mogę wypełnić swoich zobowiązań z przyczyn ode mnie niezależnych.

Jako nauczyciel przygotowuję ósmoklasistów do pierwszego i najważniejszego egzaminu w ich życiu. Wiem, jak oni na niego czekają. Podkreślają, że chcą go mieć za sobą. Pytanie co
się stanie, gdy któryś z uczniów zachoruje i pośle całą klasę na kwarantannę, co spowoduje przesunięcie terminu egzaminu? Lub gdy egzamin się nie odbędzie, bo zabraknie członków
komisji, których rozłoży koronawirus…To dla uczniów będzie olbrzymią katastrofą. Uwierz mi, czternastolatek niekoniecznie poradzi sobie z tym psychicznie.

W połowie maja jak wielu innych pedagogów przyjmę drugą dawkę szczepionki. Pierwsza zwaliła mnie z nóg na trzy dni, ale że byłam na „onlajnie” to z paracetamolem pod ręką i
nakryta po sam nos kocem lekcje przeprowadziłam. W maju, jeśli nastąpi powtórka z rozrywki, będę musiała (a nie chciała) iść na zwolnienie dezorganizując poważnie plan pracy
szkoły. I obawiam się, że nie będę jedyna. I całą hybrydę, układaną misternie przez kilka osób, gęś kopnie.

Jako nauczyciel żywo zainteresowany tym, co dzieje się w polskiej oświacie wiem, że mnóstwo dzieci cierpi na depresję. Tylko, czy taki nagły powrót do szkoły od razu je z depresji wyleczy? Nie! Depresja to choroba, dziecko potrzebuje wsparcia fachowego, zauważenia i przede wszystkim oswajania go z nową sytuacją krok po kroku. A nie z nagłymi zmianami, bo nagle przepisy uległy zmianie. To, że dzieciak wejdzie w mury szkolne nie znaczy, że choroba minie. Obawiam się, że przebieg choroby się zaostrzy szczególnie, gdy będzie trzeba usiąść w ławce i na nowo tradycyjnie się uczyć. A przecież tym dzieciom trzeba pomóc! Czy to wszystko, że chcę być na zdalnym do końca czerwca? Nie!

Idealnym rozwiązaniem byłoby wrócić do szkoły po wystawieniu ocen i wtedy, choć zawalona będę papierkową robotą, sprawozdaniami, raportami chętnie spotkam się z moją klasą na warsztatach, na spacerze do lasu, zabiorę moich wychowanków na lody, by pogadać, pośmiać się i nie myśleć już o nauce. Skupię się na relacjach i integracji, nie myśląc o tym, czy egzamin się odbędzie, czy jeszcze komuś poprawiać ocenę.

To byłoby znacznie zdrowszym i mniej stresującym odnalezieniem się w tej chorej, niestabilnej sytuacji. Przez miesiąc dzieciaki zaległości już nie nadgonią, a przecież chodzi o
ich komfort psychiczny, beztroski uśmiech i poczucie bezpieczeństwa na tyle, na ile można w murach szkoły tym dzieciom je dać!

PS. W apelu tym nie podejmuję kwestii nauczania dzieci klas 1-3, im i ich rodzicom zafundowano jeszcze większy rollercoaster. Az szkoda gadać… Tę kwestię można było
rozwiązać inaczej, zaszczepić nauczycieli od razu i w miarę możliwości stworzyć bezpieczne warunki do nauki w szkole.


Zobacz także

Poczuj energię jogi - oto 8 korzyści, dla których warto ją ćwiczyć

Nie taka joga straszna, jak ją malują… Nie od razu musisz stać na głowie

Podsumowanie akcji „Chcesz uporządkować swoje życie? Uporządkuj przestrzeń wokół siebie”

Dżem, ketchup i pasztet z cukinii. Kobiety pokochały te przepisy