Lifestyle

„Jestem karlicą, nie wstydzę się tego”. Odważna i bezkompromisowa, inna. Anna Dzieduszycka

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
21 marca 2022
Anna Dzieduszycka. "Sukienka"
Anna Dzieduszycka, fot. kadry z filmu "Sukienka"
 

Optymistycznie nastawieni do życia, życzliwi, a jednocześnie ponadprzeciętni i nie dający się wcisnąć w żadne ramy. Tacy, według horoskopu, są ludzie urodzeni 12 grudnia. Opis ten idealnie pasuje do Anny Dzieduszyckiej, aktorki, o której głośno jest przy okazji nominacji do Oskara krótkometrażowego filmu „Sukienka” w reżyserii Tadeusza Łysiaka. „Sukienka” Oscara nie zdobyła, ale nominacja to gigantyczny sukces.

 

S jak sukienka

Sukienka ma dekolt do ramion, zaprojektował ją Tomasz Ossoliński. To w jego projekcie Anna Dzieduszycka wystąpiła na oscarowej Gali. Na Facebooku Warszawskiej Szkoły Filmowej kilka dni przed galą pojawiły się zdjęcia z przymiarek. Tam sukienka była czarna, na czerwonym dywanie aktorkę zobaczyliśmy jednak z pięknej zieleni. Ale nie o tę dosłowną sukienkę tu przecież chodzi. Tadeusz Łysiak, twórca filmu, wciąż powtarza, że kompletnie się nie spodziewał takiego sukcesu.

„Mam wrażenie, że to sen. Przecież to był film studencki, zrobiony na zaliczenie drugiego roku studiów. I nagle, dwa lata po zrobieniu tego filmu, jesteśmy nominowani do Oscara. Szok”.

K jak karłowatość

Julia (to właśnie ją gra Anna Dzieduszycka) jest osobą niskorosłą. Pracuje w przydrożnym hotelu na prowincji, w którym od czasu do czasu zatrzymują się tylko kierowcy tirów. Julii doskwiera samotność – odczuwa potrzebę kontaktu z innymi ludźmi, a także fizycznej bliskości mężczyzny. W hotelowym barze poznaje Bogdana (w tej roli Szymon Piotr Warszawski), który zaprasza ją na randkę. By zauroczyć mężczyznę, postanawia kupić sukienkę, w której będzie wyglądała seksownie.

O czym jest ten film? Teoretycznie o tym, jak żyje niskorosła kobieta. Jak boli ją świat i jak świat ją rani. Reżyser nas nie oszczędza. Tu nie będzie szczęśliwego końca. Będzie obsesja, będzie szaleństwo, będzie ból.

Z drugiej strony twórcy mówią, że przecież ta historia jest uniwersalna. Bo mówi o pragnieniach, samotności, niespełnieniu.

Dziennikarze pytają: Jest pani jak Julia? Dzieduszycka odpowiada: Nie, to nie jestem ja. Ale zdarza się, że ktoś rzuci: nie pal, bo nie urośniesz. Zdarza się też, że myśli, jak bohaterka, że „chciałaby mieć normalne ręce, a nie skrzydełka”. W takich momentach, kiedy nie może, na przykład, dosięgnąć do bankomatu, czy klamki w publicznej łazience. Gdy nie może samodzielnie zapisać się do lekarza, bo lady są za wysokie i musi obcym ludziom podawać dokumenty i prosić ich o pomoc.

I gdy nie potrafi sama zapalić światła. A wystarczyłoby obniżyć włącznik.

Zdarzyło jej się też kochać bez wzajemności i cierpieć. „Ale nie, nie jestem dziewicą, jak Julia”.

W wywiadach powtarza: „Jestem w filmie ikoną inności, ale w życiu wcale nie czuję się inna. Niektórzy mnie pytają: „Jak sobie radzisz?”. Jak mam sobie radzić? Przecież od zawsze taka jestem, więc sobie doskonale radzę. Podkreślanie inności ją razi, a z drugiej strony bawi. sama o sobie mówi, że jest „karlicą” i nie przeszkadza jej, gdy ktoś ją tak nazywa. „Z drugiej strony, czy mówimy do kogoś grubas?” zastanawia się.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez PISF (@pisf_pl)

W jak wiara

Nie pamięta, ile szpile wbiło jej życie, bo woli trzymać się tego, co dobre. Może zawdzięcza to swojej rodzinie?

„Kiedy rodzisz się taki jak ja, wiara w to, że możesz jakoś pokierować swoim życiem, jest, delikatnie mówiąc, mniejsza niż u innych dzieciaków. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz wpisałam w wyszukiwarkę Google „karlica”, to pierwsze, co mi wyskoczyło, to były jakieś chamskie wulgaryzmy. Miałam wtedy 12 lat i chciałam się dowiedzieć, jak żyją tacy jak ja. I nie takiej odpowiedzi oczekiwałam. Pamiętam, że mama mnie wtedy mocno przytuliła i powiedziała: Anka, to ty kierujesz własnym życiem. Wtedy wydawało mi się, że to nieprawda. Nie wiem, jak żyją inni, ale moje życie jest wspaniałe i mam ogromne szczęście do otaczających mnie ludzi. Ciągle doświadczam czegoś inspirującego, wciąż jestem w ruchu. Fascynowały mnie ptaki, więc znalazłam pracę w papugarni. Bardzo lubię ciekawe projekty i pracę z ludźmi; jednym z moich szalonych projektów był Dom Grozy „Fear Zone”, gdzie przez dwa lata „straszyłam”. Później zaczęłam grać w teatrze. Tak jak mówiłam, najważniejsze dla mnie jest podejście do życia i do ludzi. Jak mam marzenia, to po to, żeby je realizować” mówiła Dzieduszycka w wywiadzie dla Polityki.

„Kocham kino i teatr, odkąd pamiętam. Mój wujek Ryszard Nawrocki był aktorem Teatru Polskiego w Warszawie. Podkładał też głos w bajkach – był Trybikiem w „Pięknej i Bestii”, Królikiem w „Kubusiu Puchatku” czy Panoramiksem w „Asteriksie i Obeliksie”. Dlatego uwielbiałam bajki. Z kolei moja ciocia, która ukończyła arabistykę, opowiadała mi dużo arabskich baśni. Mój brat pisał książki fantastyczne i bajki dla dzieci. Uciekałam w wymyślone światy. Dzięki rodzinie miałam dużą wyobraźnię. Świat filmowy zaczęłam zgłębiać, będąc już nastolatką” mówiła w wywiadzie dla portalu kobieta.pl. Tam też opowiedziała o ojczymie, z którym kochała oglądać filmy, a potem długo o nich dyskutować.

Uwielbiała Brada Pitta i innych hollywodzkich aktorów. Wtedy do głowy jej nie przyszło, że kiedyś trafi do Los Angeles, pozna Bena Afflecka, czy inne gwiazdy. Choć, jak mówi, najbardziej w Hollywood fascynują ją samochody. „Od ośmiu lat mam prawo jazdy. Moim planem jest kupienie sobie na emeryturze starego hummera. Mój znajomy zrobi mi ruchome schodki, żeby było mi wygodnie. Będę przyjeżdżała po dzieci moich chrześniaków i mówiła: „Chodźcie. Ciotka was przewiezie!”. To jest moje marzenie” wyznała.

Gdy Tadeusz Łysiak pokazał jej scenariusz sukienki, śmiała się. Scenariusz jej się podobał, ale momentami przedstawiał historię Julii stereotypowo. „Były płytkie teksty albo klepanie po główce, które miało pokazywać inność bohaterki. Dużo rozmawialiśmy, oboje zmienialiśmy się dla tej historii; chcieliśmy pokazać na ekranie naturalne emocje”.  I to obojgu się udało.

Ceremonia wręczenia Oscarów odbędzie się 27 marca.



Lifestyle

Jak rozstać się, by jednocześnie pomóc tej drugiej osobie? Mamy 8 pomysłów na rzucenie, które mniej boli

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
21 marca 2022
fot. weerapatkiatdumrong/iStock

Wiele osób, zrywając, woli wymigać się od wyznania prawdziwych powodów swojej decyzji. Nic dziwnego, to nigdy nie jest przyjemne, powiedzieć komuś, że już ci nie zależy , że to była pomyłka. Nie jest przyjemnie też patrzeć na to, jak kogoś zraniliśmy i widzieć jego cierpienie i łzy. Łatwiej szybko burknąć coś pod nosem i uciec, by nie kontaktować się z tą trudną sytuacją. Łatwiej spuścić głowę, chwilę pomilczeć i sobie iść. A przecież rozstać się można z wyczuciem, namysłem, empatycznie, delikatnie i tak, by ta druga osoba mogła wysnuć jakieś wnioski dla siebie na przyszłość. A przede wszystkim, by poczuła się ważna, godna miłości, mimo twojej decyzji o rozstaniu.


1. Ustal, czego potrzebuje porzucona osoba

Wszyscy jesteśmy inni. Większość z nas potrzebuje wiedzieć, dlaczego zostajemy porzuceni. Ale są też osoby, które nie chcą się kontaktować z tym w ogóle. I mają do tego prawo! Wolą wypić podczas rozstania kawę, popatrzeć głęboko w oczy, o nic nie pytać, usłyszeć „przepraszam i kilka słów o tym, że są warci wielkiej miłości, ale z kimś innym. To ich prawo i nie należy go im odbierać. Pamiętaj, że to osoba porzucona powinna decydować, jak przebiega ostatnie spotkanie. Dlatego warto kierować się delikatnością i empatią: spytać, czy potrzebuje jakiejś pomocy w przeprowadzce, ale czy czegokolwiek od ciebie w ogóle teraz oczekuje.

2. Nie naśladuj filmów

Większość z nas jednak kiepsko wspomina rozstania bez sensownego wytłumaczenia. Wolelibyśmy usłyszeć nawet: „Już cię nie kocham” albo: „Pomyliłem się, potrzebuję kogoś bardziej zaradnego życiowo”. Cokolwiek, byleby konkretnie. A zwykle słyszymy zdania z jakiś strasznie słabych komediach romantycznych; slogany typu: „Coś się wypaliło, ale możemy się przyjaźnić” albo „Jesteś dla mnie za dobra”. A co to ku..a niby miałoby tak naprawdę znaczyć? Te zdania sugerują, że mówisz cokolwiek, byleby tylko mnie nie zranić i móc już sobie iść. Ale tak naprawdę – kłamiesz. Jaka przyjaźń? Jaka „za dobra”?

3. Nie zrywaj przez SMS

Rozmowa to jest wzięcie odpowiedzialności za osobę, z którą się spotykałeś/ łaś. To się jej po prostu należy. Nie rozumiem, dlaczego dziś tak wiele osób, a zwłaszcza kobiety opowiadają mi, że dostało informację o zerwaniu SMS-em: „To nie ma sensu, musimy się rozstać” i potem milczenie… Oczywiście, tak jest najłatwiej. Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe! Gdybyś była/ był osobą porzucaną, pewnie chciałabyś/ chciałbyś wiedzieć: DLACZEGO. Chciałabyś/ chciałbyś spojrzeć tej osobie głęboko w oczy i wiedzieć, że ona wzięła to na klatę i że kiedyś jej zależało. Warto wybrać się na spotkanie z kwiatami do kawiarni, bo to jednak jest dowód, że nie spotykaliśmy się przez ostatnie miesiące z dupkiem (niezależnie od płci), tylko z człowiekiem, który cię szanuje, który też ma swoje emocje i potrzeby.

4. Prawda boli, ale jest się czego chwycić

Rozumiem, że nie każdy też do końca potrafi wytłumaczyć, dlaczego chce się rozstać. Cóż, to naturalne, że nie mamy wglądu we wszystkie swoje potrzeby i emocje. Po prostu czujemy, że ten związek nie pasuje nam do końca, że nie z tą osobą chcemy związać się na całe życie. Warto jednak, byśmy pomyśleli o tej odtrąconej osobie. Zostawienie jej bez wytłumaczeń może być dla niej okropną męczarnią. Bo ona teraz tygodniami będzie fantazjowała, zastanawiała się i roztrząsała wszystkie sytuacje.

Ja tam wolę najtrudniejszą prawdę od tych wyimaginowanych typu: „A może byłam słaba w łóżku?”, „A może za gruba?”, „A może nie podobała mu się moja rodzina”, „A może byłam zbyt upierdliwa?”, „A może mnie nie kochał?”, „A może on nie jest w ogóle zdolny do miłości?”, „A może hamowałam jego marzenia?”

Zobacz także: „Czterdziestoparoletni kawaler. Hobby: kumple i obiadki u mamusi. Jedno wiem: miłość umiera w milczeniu”

5. Nie kryj swoich emocji

Kiedyś przyjaciółka opowiadała mi o rozstaniu z chłopakiem. Przeprowadzili długą spokojną rozmowę, na koniec której oboje płakali głęboko wtuleni w siebie z poczuciem, że po prostu im nie wyszło. Pomyślałam sobie, że tak to mniej więcej powinno wyglądać. Emocje, łzy, delikatność są dowodem na to, że nie marnowaliście mimo wszystko swojego czasu, że kiedyś coś ważnego i istotnego was  łączyło. Potem łatwiej rozejść się w dwie różne strony. Serio!

6. Chcesz się rozstać? Zastanów się, co powiesz…

Mówiąc prawdę, warto jednak starannie dobierać słowa. Bo jeśli druga strona była mocno zaangażowana, trzeba się liczyć z tym, że zostaną one z nią na długo. Kiedyś przyjaciółka opowiadała mi, że facet podczas rozstania powiedział, że jest fatalną kochanką. Od tego rozstania minęło już dwadzieścia lat i ona te słowa nadal nosi w sercu. W kolejnych związkach próbowała być bardziej otwarta na propozycje mężczyzn w łóżku, które jej w ogóle nie pasowały. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, byśmy zdawali sobie sprawę, że słowa w momencie rozstania są ważne i czasem mogą stać się dla drugiej osoby azymutem na długie miesiące, a czasem i lata. Trzeba je przemyśleć. Zamiast: „Jesteś fatalną kochanką”, on mógł powiedzieć: „Mamy inne temperamenty”. Może nawet byłby bliżej prawdy…

7. Nie obwiniaj, nie oceniaj

„Bo ty zawsze”, „bo ty nigdy”, „to twoja wina”, „masz podły charakter”. Naprawdę to nie jest moment, by szukać winnego, zmiażdżyć drugą stronę swoimi argumentami i wygrać. To jest jednak taka chwila, w której trzeba – na ile jest to możliwe – zachowywać się delikatnie, z empatią i wykazać się zrozumieniem. Może faktycznie partner, z którym się rozstajesz: nie dawał ci wolności, był bardzo zazdrosny, zbyt wymagający lub nieuważny w sypialni. Pamiętaj, by mówić o tym bez oceny i bez złości. Ta druga osoba najprawdopodobniej bardzo cierpi.

8. Chcesz się rozstać? Nie dawaj fałszywej nadziei

Jedna z moich znajomych opowiadała mi, że poszła na rozmowę z partnerem, przekonana, że to już koniec. On jednak zalał się łzami i mówił, że zrobi wszystko, byleby tylko z nim została. Nie potrafiła więc zerwać, choć była przekonana, że już nie chce być z tym człowiekiem. Powiedziała więc, że dobrze mogą spróbować jeszcze raz. I zrobiła to kompletnie wbrew sobie, zalana jego emocjami. Ten związek przetrwał jeszcze dwa miesiące i to była męczarnia obopólna; po prostu agonia. Niepotrzebnie się na nią zdecydowali. Dlatego jeśli już podejmujesz decyzję, staraj się być stanowczy/stanowcza. Trudno, będę łzy. Ale może nie warto się dłużej oszukiwać?


Zobacz także

50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób 5 – Odpal wrotki i zaszalej!

Powoli się uczę, że nie muszę reagować na wszystko, co mnie rani, co mi przeszkadza

Naturalny sposób na piękne paznokcie. Akcja „Bądź piękna każdego dnia”. Dzień #22 [12.05.]