Lifestyle

Rozwiązanie konkursu „Eko, to się dziedziczy”

Redakcja
Redakcja
22 grudnia 2015
 

Serdecznie dziękujemy wam za wspólną zabawę. Za to, że zaprosiliście nas do swoich domów,  że nie jest wam wszystko jedno, że naprawdę dbacie i uczycie. Serca nam rosną! Wielkie ukłony dla marki MomMe, która ekologicznie dba nie tylko o matkę naturę, ale i o skórę waszych pociech – fundatora nagród w zabawie. Nie trzymamy was już dłużej w niepewności 🙂 nagrody wędrują do…

Laueratki:

Ania Macharzina

Ela Maksym

PauLina Markowska

Kamila Smółkowska Bernaś

Anna Strój

Nagrody

5 x zestaw nagród, składający się z:

– Aksamitna oliwka pielęgnacyjna 100 ml

oliwka pielegnacyjne_wizerunek

– Łagodny żel do mycia 2 w 1 150 ml  

zel_wizerunek 2

– Puszysty krem łagodzący 75 ml  

puszysty krem_wizerunek

Laureatów prosimy kontakt mailowy w celu odbioru nagród w ciągu 7 dni od daty ogłoszenia wyników (czekamy do 29.12.2015). Prosimy o przesłanie danych do wysyłki nagrody (imię i nazwisko, adres i nr telefonu) na adres e-mail: [email protected]. Otrzymanie danych potwierdzamy w odpowiedzi zwrotnej.

Prosimy o dołączenie w treści wiadomości poniższego oświadczenia:
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim za udział w naszej zabawie :).

Regulamin konkursu dostępny jest tutaj


Lifestyle

Dorośnij, przebacz rodzicom, idź dalej… To jedyna szansa na szczęście

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
22 grudnia 2015
Fot. Flickr / simpleinsomnia / CC BY
 

– Nienawidzę mojej matki, mam do niej żal i pretensje. Normalnie o tym nie myślę, ale perspektywa siedzenia z nią przy jednym stole doprowadza mnie do szaleństwa – rzuca moja przyjaciółka M.

M. chodziła kiedyś na terapię, więc nazywa swoje problemy wprost. „Nie akceptuję swojego ciała, bo matka wciąż mówiła mi, że jestem gruba”, „Boję się głośno odezwać w towarzystwie, bo matka wciąż mnie strofowała i publicznie oceniała: głupoty mówisz”.

Czasem mam wrażenie, że matka jest dla M. pretekstem, żeby nie żyć dobrze i szczęśliwie.

W gabinetach terapeutycznych bardzo często krytykujemy rodziców. Czasem żalimy się: „Matka wciąż się czepia, ojciec do tej pory nigdy mnie nie przytulił, zawsze wolał brata”. Jest w nas złość i żal, a jednocześnie ogromna potrzeba, żeby tym rodzicom imponować.

Świadome kobiety wiedzą, jakie matka lub ojciec popełnili błędy i oskarżają ich o to, że nie potrafią przez nich ułożyć sobie życia. Im się często wydaje, że są od rodziców już odcięte. „Dawno sobie postanowiłam, że nie będę kurą domową jak moja matka” – mówi A., pracoholiczka. Nie widzi, że wybrała skrajność, która też nie jest dobra i ją niszczy, wpływa na relacje z bliskimi. Tak naprawdę w życiu towarzyszą jej te same emocje co mamie – brak spełnienia, tęsknota.

Co roku przed świętami pojawiają się podobne artykuły. Właśnie o przebaczeniu. Powinniśmy rozliczyć się z rodzicami, przebaczyć im błędy i żyć dalej – bez zbędnego bagażu wspomnień, czy ran. Dlaczego to takie ważne? Bo dzięki temu stajemy się wolne i samodzielne. Nie przez odcinanie się od rodziców, a jednocześnie przeżywanie podobnych emocji ( frustracji, żalu, niezadowolenia z życia), tylko przez głęboką samoświadomość.

Pierwszy krok – przyjrzenia się sobie 

Jeden z terapeutów opowiadał mi kiedyś, jak jego pacjentka żaliła się, że nie znów nie dostała awansu – dostała go koleżanka, która pracuje w firmie od niedawna. „Nie potrafią nic osiągnąć, stoję w miejscu” – mówiła terapeucie. On spytał: „Ale co panią powstrzymuje, by porozmawiać o tym z szefem?”. Spojrzała zdziwiona, że jemu w ogóle takie rozwiązanie przyszło do głowy. Wspólnie przyglądali się sytuacji. I nagle ją olśniło: „Tak mam. Boję się. To dlatego, że matka nigdy we mnie nie wierzyła. Gdy postanowiłam zdawać na prawo powiedziała: „Dziecko, po co ci to. Przecież nie dasz rady” . Więc to przez nią teraz taka jestem”.

TO jest jednak dopiero pierwszy krok. Bo jak na razie to tylko oskarżenie „To przez nią taka jestem!”  Trzydziestoparoletnia kobieta, która ma męża, dziecko, przyjaciół, opowiada o tym, że boi się szefa. Nie jest dla niego partnerem tylko zastraszoną podwładną bojącą się powiedzieć słowo. „Mój tata był despotą. Z szefem czuję się jak z ojcem. Nawet łamie mi się głos, jak z nim rozmawiam” – tłumaczy. Oczywiście terapeuta rozumie te emocje, ból zranionego dziecka. Z drugiej strony wie, co się kryje za takim mówieniem. Ktoś dorosły stawia się w roli ofiary. To nie on jest odpowiedzialny za swój brak sukcesu, problemy, tylko oni – rodzice. Powoływanie się na nich, daje mu prawo do ciągłego usprawiedliwiania się: „Nie potrafię, nie umiem, nie znam się”. To dlatego boję się bliskości, zmian, kocham za mocno,  za mało, nie radzę sobie w pracy, wszyscy mnie wykorzystują. Co to tak naprawdę jest? Obrona przed dorosłością. Kotwica, która pozwala stać w miejscu. Bo tak jest bezpiecznie. A zmiana nawyków wymaga pracy.

Drugi krok – weź za siebie odpowiedzialność

Musimy stanąć przed lustrem i uczciwie sobie powiedzieć: „Jestem za siebie odpowiedzialna”. To ja wybrałam nieodpowiedzialnego partnera, to ja nie dostaję awansu, to ja zawalam terminy, co na przykład, sprawia, że nikt nie traktuje mnie poważnie. Tylko w ten sposób zobaczymy swój wkład w nieudane rzeczy w naszym życiu. I musimy się zmieniać, jeśli chcemy coś osiągnąć innego.

Wróćmy do mojej M. Mama w dzieciństwie bardzo ją ograniczała. Nie pozwala spotykać się z chłopakami, wybrała jej studia. Tylko co się dzieje teraz? M. wciąż matkę oszukuje, że w jej związku jest dobrze, chociaż właśnie dowiedziała się, że mąż ma kochankę, że nie leci samolotem na wakacje tylko pociągiem, bo mama się boi latania. Oszukuje ją jak nastolatka. Żeby nie denerwować jej, nie słyszeć pretensji. Wciąż jest dziewczynką.Zawsze warto zadać sobie pytanie: czy chce się czuć jak osoba, która nie ma na nic wpływu, a inni wchodzą jej na głowę? Czy chcę się wciąż nad sobą użalać, a co za tym idzie nie być dla nikogo partnerem?”

Trzeci krok – poznaj swoich rodziców

Kiedyś przeczytałam, że nic tak nie pomaga, jak próba zrozumienia rodziców. Koleżanka przyznała, że przebaczyła mamie po tym, jak po jej śmierci przeczytała pisane przez nią pamiętniki. Okazało się, że mama całe życie walczyła z chłodem i niedostępnością emocjonalną swojej mamy. Tamta też nie przytulała, nie dbała o nią, była chłodna. To mojej koleżance przyniosło ulgę. Zobaczyła w matce małą dziewczynkę. Zrozumiała z czego wynikało jej zachowanie.

Dla dziecka mama jest albo dobra, albo zła. Widzi się tylko czyny: mama krzyczy, zabrania, nie pozwala. Gdy dorastamy, rozumiemy, że na przykład nie bawiła się z nami, nie poświęcała czasu, bo dbała o dom i jeszcze pracowała po to, żebyśmy mieli z czego żyć. Jeśli rozumiemy motywację, jest nam łatwiej. Podobnie jest z alkoholizmem.  Jeśli zobaczymy w ojcu czy mamie ofiarę nałogu – łatwiej przebaczymy. Oczywiście, ta rana wciąż w nas jest. Ale już tak nie szarpie, nie boli. Bo mama albo tata nie byli źli. Byli pogubieni, bezradni, pełni wątpliwości. Tak jak my czasem bywamy. Warto poznać historię rodziny. Jak rodzice sami byli traktowani, jakie mieli doświadczenia, co ich bolało. Oczywiście nie wprost w stylu: „A kto cię zranił?”, tylko pytając:  „Opowiedz mi jaka była babcia, co najbardziej pamiętasz ze swojego dzieciństwa, co lubiłaś, a czego ci zabraniano”. Czasem źródłem wiedzy o rodzicach są ciotki, wujkowie.

Czwarty krok – łatwiej jeśli sama jesteś rodzicem

Kobieta w ciąży obiecuje sobie: „Będę inna, dobra, czuła, zawsze stabilna”. A życie weryfikuje te marzenia. Nagle nie potrafimy się opanować i krzyczymy.  Manipulujemy dzieckiem podświadomie, np. „Przytul się do mamusi? Nie chcesz, przykro mi”. Albo jesteśmy źli, zmęczeni – więc włączamy bajkę, uciekamy. I wtedy zapala się światełko: „Boże, tak samo robiła moja matka”. Wpadamy w drugą skrajność i popełniamy błędy tyle, że inne.

Widzimy nagle, jak ciężko jest być rodzicem, jak bardzo nasze doświadczenia z dzieciństwa, temperament, czy sytuacja życiowa wpływa na to. To pomaga przebaczyć. Siłę daje też to, że mamy wpływ na to co się dzieje teraz. Możemy nad sobą pracować. Stawać się lepszym rodzicem. Im jesteśmy lepsi, tym więcej ciepła i zrozumienia mamy dla innych. Terapeuta z którym robiłam kiedyś wywiad powiedział: rodzice nas kochali, nawet jak mówili:  „Ty nie idź na te studia, nie dasz rady” Przecież w tym zdaniu zawiera się cały lęk matki o to czy jej córka będzie szczęśliwa. Nawet jeśli matka podcinała skrzydła, to jej motywacją prawie na pewno była miłość i troska. Tyle, że niestety bardzo niefortunnie wyrażona.

Możemy też zmieniać swoje postrzeganie jakiegoś doświadczenia. Zamiast mówić: „Ona mnie zmuszała do grania na fortepianie całymi dniami” powiedzieć: „Dzięki niej jestem zdyscyplinowana”. Podstawą przebaczenia jest przyjęcie od rodziców tego, co dobre i odrzucenie zbędnego balastu.

Gdy przejdziemy ten cały proces: od uświadomienia sobie, czego rodzice nam nie dali, jak to na nas wpływa, przez próbę zrozumienia ich, po akceptację, że przeszłości nie da się zmienić – dorastamy.

Teraz musimy więc znaleźć dorosły sposób na zaspokojenie potrzeb niezaspokojonych kiedyś. Jeśli brakowało nam poczucia bezpieczeństwa- budujmy sami swoje poczucie stabilizacji. Unikajmy niestabilnych ludzi, szukajmy spokoju. Dziewczynka się użala i wiąże wciąż z nieodpowiednimi partnerami. Z terapii ucieka. Dorosła kobieta bierze życie w swoje ręce, zostawia mężczyznę, który ją rani. Zrywa z pseudo przyjaciółmi, na których nie może polegać. Albo chociaż próbuje to zrobić i na przykład idzie na terapię. Albo warsztaty. A jak mieszka w małym mieście – czyta książki psychologiczne, albo poradniki napisane przez ludzi, którym się udało pokonać stare nawyki. I wie, że to od niej zależy, z kim jest blisko,

Nie będzie bać się szefa, a nawet jeśli on uruchomi dawny mechanizm, zapanuje nad tym. „Spokojnie, to tylko praca. A szef nie jest moim ojcem. Nie muszę czekać na jego pochwały. Są miłe, ale czy idą za tym czyny, np. awans czy podwyżka?”. Gdy kobieta „dorasta”, nie daje sobie tak łatwo mydlić oczu. Jej relacje stają się partnerskie, ona sama asertywna. A to działa na innych. Tak naprawdę nikt nie szanuje małych dziewczynek w ciele dorosłych kobiet.

Rodzicom więc wybaczamy przede wszystkim po to, żeby łatwiej i lepiej nam się żyło.


Lifestyle

Zapamiętaj do czego masz prawo, bo za chwilę ktoś może zechcieć ci je odebrać

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 grudnia 2015
Fot. iStock / egorr

Chyba nigdy nie rozmawiało się o polityce tyle, co dzisiaj. Każda impreza, spotkanie ze znajomymi trąca polityczną dyskusją.

Usłyszałam gdzieś ostatnio, że naszej nowej władzy chodzi tylko o jedno – właśnie o tę władzę. Boję się ludzi, którzy nie potrafią się uśmiechać, a mam wrażenie, że tylko takich obserwuję ostatnio w roli przedstawicieli naszego państwa. Nagle słowo demokracja nabrało głębszego znaczenia, obrona praw przez obywatela również. Wydawałoby się, że żyjemy w czasach, kiedy nie powinniśmy martwić się o to, że zostanie nam ograniczone prawo wyboru, że nagle obudzimy się w kraju przesiąkniętym niechęcią, teoriami spiskowymi, strachem, gdzie obywateli dzieli się na tych lepszego i gorszego sortu. W kraju, gdzie każda możliwość wyboru niezgodna z sumieniem rządzących stanie się za chwilę niemożliwa.

Patrzę w przyszłość próbując zrozumieć działania obecnej władzy. Taką mamy, zostali wybrani, dziś już nieważne jaką liczbą głosów, jaką część społeczeństwa reprezentują. I tak w nosie mają tych, którzy na nich nie głosowali, jak i tych, którzy do wyborów nie poszli w ogóle. Politycy snują wizję swojego wspólnego sumienia, które zdecydowanie mówi „nie” finansowaniu in vitro z budżetu państwa, które uważa, że młodzieży nie powinno się edukować seksualnie, i próbuje ograniczyć dostęp do środków antykoncepcyjnych.

W kwietniu mijającego roku wprowadzono w Polsce zgodnie ze stanowiskiem Komisji Europejskiej sprzedaż bez recepty tak zwanych „tabletek po”. Oczywiście decyzja ta wywołała masę krytyki. Że oto zabijane są dzieci, którym nikt nie daje prawa wyboru do życia, że spowoduje to zdecydowane zmniejszenie wskaźnika dzietności w naszym kraju, że kobiety, które zdecydują się skorzystać z tej możliwości antykoncepcji są morderczyniami, dzieciobójcami – epitety myślę, że już każdy umie dopisać sobie sam. Jak zawsze zabrakło edukacji. Tabletki „po”, które zapobiegają ciąży do 24 godzin po stosunku, a które można jeszcze kupić bez recepty nie są środkami wczesnoporonnymi, one opóźniają do 5 dni owulację tym samym zapobiegając ciąży. Nie przerywają ciąży, jeśli kobieta już w nią zaszła. Poza tym (litości!) nikt nikomu ich do gardła nie wpycha. To jest możliwość wyboru. Każdej kobiety, czy pary.

Nowy Minister Zdrowia rozważa jednak możliwość wycofania ze sprzedaży tabletek bez recepty. Otrzymał petycję z 200 tysiącami podpisów, które w tonie dzieciobójstwa właśnie zwracają uwagę na mordercze działania na razie tego środka antykoncepcyjnego. Co z resztą, czas pokaże. Może prezerwatywy znikną z półek przy kasach w sklepach, bo będą siać ogólne zgorszenie i niszczyć możliwość powołań milinów istnień ludzkich.

Ale w zamian przecież dostaniemy 500 złotych na dziecko. Więc po co nam antykoncepcja, edukacja seksualna. Będziemy rodzić na potęgę, nie pracować, bo i po co, skoro kasę da nam rząd.

Ta wizja godzi we mnie. We mnie jako kobietę. Siedź w domu, rodź dzieci, nie pracuj, nie korzystaj z antykoncepcji, a dzieci – zwłaszcza dziewczynki wychowuj w duchu zaściankowości, gdzie kobietę sprowadza się do roli sprzątaczki, praczki, kucharki i obiektu prokreacyjnego. I pamiętaj, jak będziesz chciała się wyłamać z tej jedynej i słusznej wizji, to zostaniesz obrzucona odpowiednimi epitetami. Jesteś kobietą – nie masz prawa decydować o swoim ciele, o zdrowiu.

Przesadzam? Pewnie tak. Ale dwa miesiące temu nikt nie przypuszczał, że można dorobić sobie klucze do siedziby NATO, więc dlaczego ja nie mogę zakładać, że za rok zostanie ograniczona w skuteczny sposób sprzedaż wszystkich środków antykoncepcyjnych? Że nastolatki będą zachodzić w ciążę jeszcze częściej niż dotychczas, bo o seksie będą dowiadywać się z porno filmów, albo w szkole będą słuchać o kwiatkach i robaczkach, i nadgryzionych jabłkach.

Ta wizja dzisiaj mnie samej wydaje się absurdalna, choćby z tego względu, że wiemy, w jakim miejscu jesteśmy. Mamy świadomość swoich praw, jak i obowiązków. Nie wierzę (może naiwnie), że kilkudziesięciu smutnych polityków jest w stanie przewrócić codzienność do góry nogami.

Natknęłam się na kontrpetycję do tej, która do Ministra Zdrowia już dotarła, przygotowaną przez Koalicję Mam Prawo Do Antykoncepcji Awaryjnej, w której można przeczytać:

(..) Zgodnie z Powszechną Deklaracją Praw Seksualnych przyjęta i zarekomendowaną przez Światową Organizację Zdrowia WHO każdy człowiek ma prawo do podejmowania wolnych i odpowiedzialnych decyzji dotyczących posiadania potomstwa. Prawo to obejmuje możliwość decydowania o posiadaniu lub nieposiadaniu potomstwa, jego liczbie, różnicy wieku między potomstwem, a także prawo do pełnego dostępu do środków regulacji płodności. Czytaj więcej

Pod petycją w ciągu 10 dni podpisało się ponad sześć tysięcy osób, a liczba fanów tej inicjatywy na Facebooku stale rośnie. I to wcale nie świadczy o tym, że wśród naszych obywateli jest tylu żądnych śmierci nienarodzonych dzieci. Im więcej głosów pod petycją, tym większa świadomość społeczeństwa swoich praw,  możliwości wyboru i decydowania według własnego, a nie ogólnie przyjętego sumienia. Demokracja dla mnie na tym polega – na dawaniu przez władzę przestrzeni do moich wyborów. A jeśli już ktoś będzie miał potrzebę je ocenić – niech zrobi to zgodnie z własnym sumieniem nie próbując jednak wpływać na moje życie i narzucać mi swoich poglądów.


Zobacz także

Zatracić się w sobie

Rozwiązanie konkursu „Jakim kolorem jesteś?”

Znaki zodiaku, które najczęściej się rozwodzą

Znaki zodiaku, które najczęściej się rozwodzą