Lifestyle

Regulamin konkursu „Jakim kolorem jesteś?”

Redakcja
Redakcja
13 grudnia 2016
Fot. iStock / Merydolla
 

Regulamin konkursu „Jakim kolorem jesteś?”

WEŹ UDZIAŁ W KONKURSIE „Jakim kolorem jesteś?”

§1. Postanowienia ogólne

  1. Organizatorem Konkursu pod nazwą Konkurs „Jakim kolorem jesteś?” zwanego dalej „Konkursem”, jest portal Oh!me, Blum Media
    sp. z o.o z siedzibą w Warszawie, adres: ul. Wiktorii Wiedeńskiej 9a/42, 02-954 Warszawa, zarejestrowany
    w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy, XIII Wydział Gospodarczy Rejestrowy pod numerem 0000573762,
    o kapitale zakładowym w wysokości 10 000 złotych.
  2. Konkurs zostanie przeprowadzony na stronie internetowej www.ohme.pl oraz za pośrednictwem mediów społecznościowych Organizatora w okresie od 14.12.2016 do 27.12.2016 roku. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na stronie internetowej Oh!me do dnia 04.01.2017 roku.
  3. Sponsorem nagród w Konkursie jest Sylveco – zwana dalej Sponsorem.
  4. Regulamin stanowi podstawę organizacji Konkursu i określa prawa i obowiązki jego uczestników.
  5. Regulamin Konkursu jest dostępny na stronie internetowej www.ohme.pl.

 

§2. Uczestnictwo w Konkursie

  1. Uczestnikami Konkursu mogą być pełnoletnie osoby fizyczne, posiadające pełną zdolność do czynności prawnych oraz zamieszkałe na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, spełniające warunki określone w Regulaminie.
  2. Uczestnikami Konkursu nie mogą być pracownicy Organizatora i pracownicy Sponsora nagród, jak również ich małżonkowie, dzieci, rodzice oraz rodzeństwo.
  3. Uczestnik zobowiązuje się do przestrzegania określonych w Regulaminie zasad, jak również potwierdza, iż spełnia wszystkie warunki, które uprawniają go do udziału w Konkursie.
  4. Uczestnik oświadcza, że nadesłane zgłoszenie Konkursowe jest jego autorstwa i nie narusza praw autorskich osób trzecich.
  5. Jednocześnie Uczestnik oświadcza, że ma prawo do dysponowania swoim utworem oraz że nie narusza przy tym praw autorskich i majątkowych osób trzecich.

 

§3. Przebieg i warunki udziału w Konkursie

  1. Aby wziąć udział w Konkursie, należy przesłać odpowiedź na pytanie konkursowe. W komentarzu do artykułu KONKURS wykonaj zadanie konkursowe: „Wybierz kosmetyki odpowiednie dla siebie z oferty vianek.pl i napisz, dlaczego wybierasz właśnie ten kolor?”.
  1. Za moment dokonania zgłoszenia Konkursowego w sposób określony w ust. 1 uważa się moment, w którym zgłoszenie zostanie zapisane na platformie do komentowania Organizatora.
  2. Jedna osoba może przesłać tylko jedną  odpowiedź. W przypadku udzielenia większej liczby odpowiedzi, Organizator weźmie pod uwagę podczas rozstrzygania konkursu pierwszy zapisany komentarz.

 §4. Zasady wyłaniania laureatów Konkursu

  1. Zwycięzcy Konkursu zostaną wyłonieni tylko spośród uczestników, którzy spełniają warunki wymienione w Regulaminie.
  2. 3 laureatów zostanie wyłonionych na podstawie najciekawszej odpowiedzi przez jury, w skład którego wchodzą pracownicy i redaktorzy portalu www.ohme.pl
  3. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 04.01.2017 roku na stronie internetowej www.ohme.pl.

 §5. Nagrody w Konkursie i sposób ich przekazania

  1. Sponsorem nagród w Konkursie jest Sylveco.
  2. Laureatami Konkursu zostaną 3 osoby, które wybierze jury na podstawie najciekawszej odpowiedzi.
     3 x zestaw kosmetyków VIANEK, składający się z:
    – Odżywczy żel pod prysznic,
    – Odżywczy olejek do ciała,
    – Odżywczo-wygładzający peeling do ciała
  3. Nie istnieje możliwość zamiany nagród rzeczowych na ich równowartość w gotówce lub zamiany na inną nagrodę.
  4. Jeżeli laureat Konkursu nie spełnił któregokolwiek z warunków określonych w Regulaminie, Organizator zastrzega sobie prawo do wyboru innego laureata Konkursu.
  5. Udział w Konkursie i przesłanie pracy Konkursowej jest jednoznaczne z prawem do wykorzystania jej przez Organizatora w celach promocyjnych.
  6. Przesyłając pracę Konkursową, Uczestnik powinien wyrazić zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.). Podanie przez Uczestnika danych osobowych jest dobrowolne, choć konieczne do wzięcia udziału w Konkursie. Uczestnik ma prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich poprawiania.
  7. Nagrody zostaną przesłane zwycięzcom przez Sponsora za pośrednictwem poczty elektronicznej lub przesyłką poleconą lub kurierską w ciągu 14 dni od daty przesłania Organizatorowi danych kontaktowych przez Laureatów Konkursu.

 §6. Odpowiedzialność Organizatora

  1. Organizator Konkursu ponosi pełną odpowiedzialność za treść regulaminu i przebieg Konkursu. Organizator i sponsor nagrody nie ponosi odpowiedzialności za prawidłowość, terminowość doręczenia pism i nagród przez Pocztę Polską lub kuriera. Organizator i sponsor nagrody nie ponosi odpowiedzialności za nieprawidłowości związane z opóźnieniem lub niedoręczeniem nagrody spowodowanym podaniem przez Uczestnika błędnego adresu lub innych danych. Organizator i sponsor nagrody nie ponosi odpowiedzialności za zmianę miejsca zamieszkania Uczestnika lub zmianę innych danych uniemożliwiającą dostarczenie nagrody albo powiadomienie o wygranej. W takim przypadku Uczestnik traci prawo do nagrody.
  2. Wszelkie reklamacje Uczestników dotyczące przebiegu Konkursu mogą być składane przez Uczestników w terminie 30 dni od daty zakończenia Konkursu. Reklamacja powinna być przesłana na adres Organizatora, w formie pisemnej pod rygorem nieuwzględnienia jej oraz zawierać imię i nazwisko Uczestnika zgłaszającego reklamację, jego adres korespondencyjny oraz dokładny opis okoliczności stanowiących podstawę reklamacji.
  3. Organizator zastrzega sobie prawo do pozostawienia bez rozpatrzenia reklamacji zgłoszonych po terminie, o którym mowa powyżej, jak również reklamacji niespełniających innych wymogów wskazanych w ust. 2.
  4. Złożone reklamacje, spełniające wymogi, o których mowa w ust. 2, rozpatrywane będą w terminie 14 dni od daty otrzymania reklamacji. Zainteresowani Uczestnicy zostaną powiadomieni o sposobie rozpatrzenia reklamacji listem poleconym wysłanym w terminie 14 dni od rozpatrzenia reklamacji.

 §7. Postanowienia końcowe

  1. W razie szczególnych, niezawinionych przez Organizatora okoliczności uniemożliwiających przeprowadzenie Konkursu na dotychczasowych zasadach Organizator zastrzega sobie prawo do zmian w Regulaminie z równoczesnym poinformowaniem o tym uczestników za pośrednictwem strony www.ohme.pl.
  2. Serwis Facebook nie ponosi żadnej odpowiedzialności za treść regulaminu, przebieg Konkursu ani działania Organizatora, w tym za wyłanianie zwycięzców i przekazywanie nagród.
  3. Konkurs w żaden sposób nie jest sponsorowany, popierany ani przeprowadzany przez serwis Facebook ani z nim związany.
  4. Organizator oświadcza, że Konkurs nie jest grą losową, zakładem wzajemnym lub grą na automatach w rozumieniu Ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych (Dz. U. z dnia 30 listopada 2009 r.).

 


Lifestyle

Widziałam jak ją gnało, jak ciągnęło w stronę mroku, bólu i złudnego, naćpanego szczęścia. Moja córka, narkomanka

Anika Zadylak
Anika Zadylak
13 grudnia 2016
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic
 

– Jechałam po nią za każdym razem, gdy ktoś zadzwonił. Zabierałam z różnych miejsc, z klatek schodowych, parków, melin i dworców. Z pełnymi majtkami i smrodem ciągnącym się za nami, aż ludzie  się odwracali z obrzydzeniem. Zawoziłam do domu, myłam z fekaliów, przebierałam i usiłowałam karmić. Potem nocami słuchałam, jak krzyczy, sprzątałam wymiociny, szukałam i zawoziłam do ośrodków odwykowych. Zawsze ten sam schemat – albo od razu mówiła, że nie chce tam zostać, bo nie widzi problemu, albo uciekała po kilku dniach. I znowu nie spałam, znowu myślałam o tym, kiedy zadzwonią ten ostatni raz. I będę mogła ją pochować, i przestać się bać. I wysłuchiwać, że jestem jej matką, że coś powinnam z tym zrobić, jakoś pomóc. A ja przecież nic innego nie robię, odkąd Iza  skończyła 15 lat i pierwszy raz, coś wzięła. A potem przez kolejne lata płynęła, a raczej tonęła, wciągając mnie w to bagno ze sobą. Bo choć nigdy nie tknęłam żadnego narkotyku, czuję się jak wrak człowieka. Jestem matką narkomanki, kobietą, która myślała, że zwykła matczyna miłość wystarczy. Nie wystarczyła.

Pani Milena wygląda jak zmęczona kobieta po 60-tce, choć w rzeczywistości ma niewiele ponad 40 lat. Opowiada, że gdy żył jej mąż, było lżej. – Iza nie jest naszą jedyną córką, jedynym dzieckiem. Jeszcze syna mamy, mieszka w Londynie, ma dziecko i dobrą żonę. Nie raz usiłował swojej uzależnionej siostrze pomóc, nawet raz tam ją zabrali. Załatwili jej pracę i szkołę, otoczyli ciepłem i opieką. Choć sami lekko nie mieli, bo małe dziecko w domu to wiadomo, jak jest. Chwilę był spokój, zachłysnęła się tym, przyrzekała na wszystkie świętości, że już nie weźmie. Nawet sama taką grupę wsparcia znalazła, chętnie tam uczęszczała. Odetchnęliśmy z mężem, uwierzyliśmy, że wszystko się jakoś ułoży. I wtedy stał się dramat, u męża zdiagnozowano nowotwór płuc, niestety zbyt późno, żeby liczyć na większą pomoc. W tym samym czasie syn zaczął alarmować, że z Izą coś jest nie tak. Że niby chodzi do pracy, ale zostawiła szkołę, że znika, że ma jakiegoś chłopaka podobno z tej grupy wsparcia. I tak było, zaprzyjaźnili się i oboje zaczęli się wciągać w znajomy syf. Ja to tak nazywam, to kłucie się po żyłach, to gotowanie śmierdzących specyfików, które dają złudne poczucie wolności. Odloty, jak oni to nazywają.  I przepadła bez wieści, na ponad pół roku. Nawet nie miałam jak jej poinformować o śmierci ojca. Powiem to głośno, choć pewnie mnie za to zlinczują, ale myślę sobie, że nasza córka się do tej jego śmierci bardzo przyłożyła. Mąż znikał w oczach, nie przejmował się swoją chorobą i leczeniem, tylko o nią ciągle pytał. I w oknie wypatrywał. I tak zresztą odszedł, w fotelu wypatrując czy Izunia wraca.

Był środek nocy, jak zadzwonili z odległego dla mnie Poznania, i wymienili jej imię i nazwisko. Byłam w szoku, nawet zastanawiałam się czy to nie pomyłka, bo byliśmy przekonani, że baluje nadal w Anglii. Na miejscu okazało się, że miała zapaść, za dużo wzięła, znaleźli ją obok ciała jakiegoś chłopaka. Tego samego, z którym poszła ćpać, gdy była u brata w Londynie.  Dopiero potem mi opowiedziała, że już od trzech miesięcy tu byli, u jego matki, ale ich wyrzuciła. I, że wstydziła się dzwonić do domu, bo ojciec chory, o tym wiedziała, nie chciała pogarszać sytuacji. A potem jak zwykle zapytała, czy mam jakieś pieniądze, bo niedługo stąd wyjdzie, a jest bez grosza. Patrzyłam na nią i łzy mi leciały, nie  zapytała jak się tata miewa. Pokręciłam tylko głową i wyszłam, nie byłam w stanie z nią rozmawiać. Pierwszy raz taką złość, niechęć do własnego dziecka poczułam. Taką ogromną niesprawiedliwość, że tyle zrobiłam, że walczyłam nawet, gdy ona nie chciała się o siebie starać, kochałam choć wszyscy się od niej odwrócili.

I dziś dostaję w zamian ignorancję i pytanie, czy dam jej na narkotyki. Bo przecież nie na chleb czy czyste, nowe spodnie wołała. Wróciłam na jej salę po chwili, powiedziałam wprost, że ojciec już dawno umarł i że mnie za chwilę też do grobu wpędzi. Wpadła w histerię, że jestem niesprawiedliwa, bo ona jest chora, potrzebuje wsparcia, miłości. „Ty nie masz pojęcia, co to jest miłość!  Może gdybyś miała swoje dzieci, coś by do ciebie dotarło. A tak, potrafisz miłować tylko brunatny płyn w brudnej strzykawce”. Wykrzyczałam to i wtedy ją pierwszy raz zostawiłam samą, bez pomocy, bez wsparcia. I mało nie umarłam ze strachu po drodze do domu. A wyrzuty sumienia nie pozwoliły mi patrzeć na siebie w lustrze. Bo matką jestem przecież, a ona, moja córka, ma tylko mnie.

Sama przyjechała, długo wtedy rozmawiałyśmy, znowu obiecała i przepraszała. Na terapiĘ poszła, pomagała mi w domu. Nosiło ją, widziałam to, kilka razy nawet zaczynała mi opowiadać o tym, co się z nią działo tam u brata, po tym jak zniknęła. Ale zawsze przestawała w którymś momencie, jakby obrazy z jej głowy zbyt straszne były do przełożenia na słowa. Na cmentarz do mojego męża chodziła często, ale zawsze sama. Potem zamykała się w swoim pokoju i milczała patrząc w ścianę. Może i mojej winy w tym wszystkim było dużo, bo nie przytulałam jej wtedy zbyt często, taka wypalona się czułam. Sąsiadki mówiły mi, że dobra jestem matka, że pod dach ją znowu przyjęłam, że przecież to nie jej wina, że nałóg to straszne piekło. A mnie wtedy najbardziej bolało, bo to tak, jakby tylko Iza cierpiała, jakby tylko ona chorowała. A co z nami? Rodzicami dzieci uzależnionych, czy ktoś wie, co my przeżywamy? Gdy mamy związane ręce, bo nasze dorosłe już dzieci toną na naszych oczach, a my nic nie możemy robić. Albo robimy właśnie, ponad własne siły, zapominając o swoim zdrowiu i życiu, a w zamian nie dostajemy nic. Nawet cienia nadziei, że pokryją się składane przez lata obietnice. I boisz się odebrać kolejny telefon, bo nie wiesz czy to znowu z kolejnej śmierdzącej piwnicy czy już może z prosektorium na rozpoznanie zwłok. Kiedyś mi sąsiad powiedział, że po co jeżdżę, jak dzwonią, przecież dorosła jest, takie sobie życie wybrała, to niech się w nim paprze. Spytałam, czy mówiłby tak, gdyby to się tyczyło jego syna? Burknął tylko, że on ma normalne dziecko. Ja też, tylko pogrążone w uzależnieniu.

Dziś znowu nie wiem, gdzie jest moja córka. Była przez jakiś czas i zniknęła nagle. Widziałam, jak ją gnało, jak ciągnęło w stronę mroku, bólu i złudnego, naćpanego szczęścia. Zabrała kilka swoich rzeczy i kilka nieswoich. Przywykłam do tego, już nawet nie mam jej za złe. Jakbym zobojętniała, jakby mi serce odrętwiało. Tylko nocami, gdy budzi mnie koszmar, gdzie widzę ją siną w brudnej melinie, zesztywniałą z martwym sercem, wstaję i siadam w tym samym fotelu. W tym, w którym przez okno wypatrywał jej kiedyś mój mąż. Może uda mi się doczekać powrotu naszej Izy.


Wysłuchała: Anika Zadylak

 


Lifestyle

Mężczyźni i ich „starannie” serwowane komplementy. Przegląd najczęstszych gaf i wpadek (absolutnie nie do powtarzania!)

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
13 grudnia 2016
Mężczyźni i ich "starannie" serwowane komplementy. Przegląd najczęstszych gaf i wpadek absolutnie nie do powtarzania!
Fot. iStock / lisegagne

Każda kobieta wie najlepiej, co sprawia jej przyjemność, a co nie. Kiedy uwielbiłyśmy sobie gacie z przemysłowej bawełny na delikatnej gumce, a pod choinką znajdujemy kilogramy koronki, to niby się cieszymy, w myślach szukając już odpowiednio głębokiej półki na „ulubione” seksy relikty. Niby uchylamy kącik ust w kierunku dziękczynnego uśmiechu zaraz po otworzeniu paczuszki, ale w głowie przewracamy oczy na lewą stronę i myślimy już o nierównych potyczkach z wygrzebaniem rzeczonej koronki spomiędzy pośladków w środkach miejskiej komunikacji. Zimą.

Na przykład kiedy zdecydowanie wolimy tulipany, a w zamian za to na pięćdziesiątkę dostajemy bukiet tylu właśnie róż to również staramy się zrobić dobrą minę do złej gry. Przemilczamy fakt, że w naszym niezwykle subiektywnym odczuciu brakuje na nich tylko wstążki z napisem „ostatnie pożegnanie”, a pięćdziesiąt takich właśnie kwiatów kojarzy nam się z odchodzeniem na drugą stronę chmurki. Jesteśmy tak bardzo różne, że niebywale trudno nadgonić wszystkie kobiece trendy.

Co innego, kiedy do głosu dochodzą mężczyźni i ich starannie serwowane komplementy, które zamiast uskrzydlać, raczej wyrywają pierze z odhodowanych już skrzydeł. Głoszonymi hasłami dają nam po solidnym razie w każdy policzek. Czego zatem nie mówić, co mówić delikatniej i jak zachować twarz na komplemenciarskim podwórku? Oto przegląd najczęstszych męskich gaf i niedociągnięć, które kopią leżącego, a właściwie leżące. Panie leżące.

Dla mnie i tak jesteś piękna

Padło zaraz po tym, jak odkryłaś już nawet nie „pomarańczową skórkę” na udzie, ale raczej jakąś sflaczałą resztę po wielkim nadmuchanym balonie, który leżał długo za starym kredensem. I kiedy się tak sobie przyglądałaś, kiedy się tak macałaś i załamywałaś ręce nad rozmiarem zniszczeń, do domu wparował on i rzucił kojące „Mnie i tak się podobasz”. W pierwszej chwili w uszach zabrzmiało coś na kształt: „potwór, nie potwór, byle miał otwór” zamiast peanów na cześć wyglądu, w drugiej doszło do szybkiej kalkulacji co z tym gościem nie tak, skoro to tu o, to mu się podoba?!

Drodzy Panowie, tutaj nie da się delikatniej i mniej dosadnie wyrazić zachwytu nad oczywistym pięknem partnerki. Kobiety często słyszą coś innego, niż to, co faktycznie powiedzieliście, a  z tym trzeba się po prostu nauczyć żyć. Panie, które doszukują się złych intencji we wspomnianej męskiej ekspresji, mogę jedynie wysłać do dobrego specjalisty od głowy. Brać te komplementy baby i się nie zastanawiać. Dziękować naturze, że połączyła ancymona lubiącego podwiędłe uda właśnie z wami! Idealna matematyka. Równowaga.

Nie lubię wieszaków. Wole takie kluseczki

Kyrie eleison. Kobiety nawet jak wiedzą, że ta ostatnia kiecka w sieciówce, w rozmiarze 36, nie zmieści nawet 1/3 ich kolana to jakoś dziwnie opierają się faktom wierząc, że nie jest tak źle i próbują na zawody przecisnąć tyłek bez rozprucia suwaka.  Panowie to dobrze, że nie lubicie tylko liofilizowanych patyków z cyckami, ale pamiętajcie, że kobieca natura wypolerowała to bardzo delikatne lusterko, na które trzeba wyjątkowo mocno uważać. No tak już mamy i nic się nie da poradzić. Wyrobiłyśmy sobie w głowach przekomiczne odpowiedzi na równie przekomiczne pytania, ale niestety raczej nigdy nie zostawiamy dla was instrukcji obsługi. To jest chyba ta wspomniana wojna płci. Nie ma lekko. Radę mogę mieć tylko jedną – hołubcie, wielbcie i wynoście na ołtarze, ale nigdy wprost z delikatnością kombajnu w snopkach żyta nie wypalcie „O mamo, jak ja kocham takie słoniny!”. Po tym to już tylko GAME OVER.

Nie jest aż tak źle

Serio, to nigdy nie działa. Kiedy kobieta poszła do fryzjera podciąć końcówki, a wróciła z glacą na Sinéad O’Connor, wasze „nie jest tak źle” może zadziałać mniej więcej podobnie do spirytusu lanego prze nasze babcie na odparzony tyłek. Jest bowiem magiczny poziom wspomnianego hasła, do którego można dobić nie przekraczając groteski, ale dobrze radząc zdradzę, że tematy włosów, wagi i kompromitujących poalkoholowych wyznań nie należą do tej strefy. Tam jest źle, a może być jeszcze gorzej.

Ja cię taką akceptuję

Pod żadnym pozorem nie rzucajcie tym komplementem, po burzliwej kłótni partnerki z matką, która właśnie wykrzyczała jej egoizm, niedojrzałość, albo nieumiejętność opieki nad domowymi kwiatami. Hasło „ja cie taką akceptuję”, w połączeniu z zarzutami innych, mniej życzliwych ludzi z otoczenia kobiety, może tworzyć mieszankę wybuchową. W ogóle po kłótniach kobiet z matkami najlepiej milczeć. Tydzień. Bezpieczniej i atmosfera jakby czystsza.

Dobre to, ale zjem później

No to albo dobre i jestem głodny – jem, albo nie jem bo coś jest nie tak. Kobiet mają nosa do męskiego spożywania i wiedzą doskonale, że jak „zje później”, to albo za słone, albo za mało mięsne, albo w ogóle zbyt eko. Jak się mówi, że dobre to się je. I tu dobra rada – nigdy się nie przyznawajcie, że jedliście już w pracy, kiedy małżonka w domu właśnie wypatroszyła kaczkę i nafaszerowała ją jabłkami. Nie ma opcji przyznać się, że nie jesteśmy głodni. Jemy do pęknięcia, trudno. Jedna tabletka na wzdęcia załatwi sprawę szybciej niż nietknięty drób.

A haseł takich miliony. Niestety batalia damsko-męska nie znajdzie końca nigdy. Tak jesteśmy skonstruowani. Ale zamiast podlewać oliwy do ognia nauczcie się sprawiać sobie faktyczną radość, nie robiąc niczego na siłę. Ten zapis jest jak zawsze z dużym przymrużeniem oka. Ważne, żeby się umieć wzajemnie szanować, ale z drugiej strony nie dąsać się o byle co (Drogie Panie, tu o was mowa). Życia nam nie starczy na takie pierdoły. Owocnych sprzeczek, ale jeszcze obfitszych scen na zgodę.


Zobacz także

O szczepieniach

Dzieckiem być – dla każdego oznacza coś innego…

3, 2, 1 START. Świąteczne porządki czas zacząć. Tylko od czego?