Lifestyle Związek

Jaki ja jestem głupi! Jej zależało tylko na mojej kasie

Poli Ann
Poli Ann
9 lutego 2020
Fot. iStock
 

„Zakochałem się!” – jego głos był pełen radości. Elka dawno go takim nie słyszała. Uśmiechnęła się. Życzyła mu dobrze. Tyle przecież szukał, wybredny nie był, co najwyżej spragniony miłości jak psiak ze schroniska. Wiedziała, że poznał ją przez Internet. Oby tym razem się udało.

– Dużo piszemy i rozmawiamy. Spotykamy się – świergotał Arek radośnie. – Mówię ci, Asia jest inna i piękna. Sama zobacz.
Ze zdjęcia uśmiechała się bardzo atrakcyjna trzydziestokilkulatka. Naprawdę ładna, smukła, z nogami aż do nieba. Oby tylko była tylko Arka warta. Elka znała go od lat, przyjaźnili się. Był wrażliwy, o gołębim sercu, postury ogromnej, która trochę przeczyła jego usposobieniu. Miał za sobą nieudane małżeństwo i jeden poważny związek. Szukał dalej, bo marzył o domu, w którym ktoś na niego będzie czekał.

– Chyba razem zamieszkamy! – ćwierkał jak skowronek, a Elka tylko milczała. Tak bardzo chciała wierzyć, że mu się uda, ale coś mówiło jej, że to nie wypali. Arek zniknął na kilka tygodni. Pewnie wili gniazdko i nie wychodzili z łóżka. Może ta Asia faktycznie była tą właściwą…?

– Elka, jaki ja jestem głupi! – Arek już nie świergotał radośnie, a raczej syczał wściekły. – Jej zależało tylko na mojej kasie. Wygrałem ostatnio spory projekt. I zaczęło się. Kup to, kup tamto. Dołóż do tego.Najpierw się cieszył. Dumny jak paw, że może kupić swojej kobiecie sukienkę czy kolczyki. Dokładał się do zakupów, gdy był u niej na weekend. Aż w końcu robił te zakupy sam, bo silny, taki mądry, bo wie, co kupić, ją odciąży, bo ona jako samotna matka ciągle się zapożycza. Bo bo bo.
Czerwona lampka mu się zapaliła, gdy pożyczyła na super buty dla synka. Gdy zapytał, kiedy odda, to się obraziła. No jak może. Dziecku żałować i po niej tak jeździć. Przecież on ma tyle kasy, że nie zauważy braku kilku stów. Faktycznie, nie zauważył. Tak samo jak tej czerwonej lampki, która świeciła coraz bardziej. Dał więc jeszcze na pralkę i super bieliznę dla niej. Fakt, warto było. Asia wyglądała obłędnie, a i w łóżku był ogień.Planowali wspólny dom. Piękne wnętrza i najnowsze wyposażenie. Chciał dać jej wszystko, byleby tylko poczuć, że są rodziną. Przez moment tak było. Potem sprzeczki, jej sceny zazdrości o podwładne i te ciągłe pytania, na co on wydaje pieniądze.
Tłumaczył sobie, że na tym właśnie polega związek. Na wsparciu też finansowym, że jest odpowiedzialny za Asię i małego, że się kochają, a ona chce czuć się zaopiekowana. Karmił się tym kilka tygodni. Aż Asia zażyczyła sobie nowy telewizor. Wtedy powiedział, że na to już nie da, bo to zbytek. I się zaczęło. Stek wyzwisk, pretensje, wyrzuty. Kazała mu się wynosić. Czerwona lampka świeciła już z całych sił. Arek miał dość. Coś w nim pękło. Wstał i wyszedł. Telefon szalał, a Asia przechodziła samą siebie w kreatywności. Odpisał raz. „To koniec. Nie pisz do mnie”. I zablokował jej numer, choć serce krzyczało inaczej.

Jest wściekły i rozżalony. Nie o kasę, bo to rzecz nabyta, lecz o naiwność. Swoją. Po raz kolejny dał się nabrać. Przecież miłość jest albo jej nie ma. Nie jest za kasę, nie na wynajem ani na kredyt.

Elka już wie, że nie ma co go pocieszać. On musi przetrawić. Jeszcze długo będzie lizał rany i zapłaci za tę relację znacznie więcej niż stracił zer na koncie, ale Elka nadal będzie trzymać kciuki. Szkoda, by taki facet był sam.


Lifestyle Związek

Wybaczyła. Dała drugą szansę. Ale nie zapomniała. Kochanka zniknęła z ich życia

Poli Ann
Poli Ann
8 lutego 2020
Fot. iStock

Marzena jest bardzo wesoła. Uśmiecha się ciągle. Wulkan energii. Czasem zastanawiam się co ona bierze, że jest taka radosna. Musi chyba mieć dobre cukierki od lekarza. I gdy tak sobie żartuję to nie jestem świadoma, że te cukierki niedawno postawiły ją na nogi. I że faktycznie je brała. Dzięki nim wstała z łóżka i wzięła się z samą sobą i z życiem za bary. 

Przemyślała wszystko. Obiektywnie. Wie, gdzie mogła popełnić błąd. Pamięta jak oszalała na punkcie dziecka. Synek miał kolki, więc spała z nim, mówiła tylko o nim, patrzyła tylko na niego. Mąż poszedł w odstawkę. Spał sam, czas spędzał albo z żoną i małym albo zamknięty w pokoju, bo synek śpi i trzeba być cicho. Marzena wszystko podporządkowała dziecku. Nie chciała obejrzeć filmu czy wyskoczyć do znajomych. Seks przestał dla niej istnieć. Nie pytała Adama o pracę. Zniknął z jej pola widzenia całkowicie. Stała się matką, przestała być żoną kompletnie tego nie wiedząc. Adam to rozumiał, tłumaczył sobie, że kobiety tak mają, że Marzena jest tak synkiem pochłonięta tylko chwilowo. Wydawało się, że wszystko gra. Marzena choć zmęczona czuła się wspaniale w nowej roli. Adam był taki cierpliwy. Nie wiedziała, że czuje się odsunięty.

Gdy dostał propozycję pracy zagranicą za świetne pieniądze, uznali, że pojedzie. Marzena dzięki temu nie będzie musiała pracować. Układ idealny. Dla Marzeny, bo będzie sama z dzieckiem i się poświęci mu bez reszty. Dla Adama, bo oderwie się od rutyny i poczuje pewniej zarabiając duże pieniądze. Poleciał.

Do kraju przylatuje raz na miesiąc. Marzena z dzieckiem też do niego lata. Jest spokojnie i dobrze. Rozłąka chyba dobrze im robi. Finansowo stają na nogi.

Dogadują się. Marzena zaczyna za nim tęsknić. Nawet nie myśli, że coś może być nie tak. I jak zwykle dowiaduje się jako ostatnia.

Na Facebooku, gdy jakaś kobieta składa mu życzenia nie pozostawiając wątpliwości, że łączy ich coś więcej niż przyjaźń. Potem okazuje się, że i niektórzy znajomi też są już wtajemniczeni. Adam po prostu nie chciał Marzeny martwić. Jakże wspaniałomyślnie. Nie zmartwił jej. To mu się udało. Marzena się po prostu wściekła się. Wsiadła w pierwszy samolot, by wygarnąć mu jak się czuje. Jeszcze nie wiedziała czy leci ratować ten związek czy może go zakończyć.

Adam zaskoczony jej determinacją obiecał, że zakończy romans. Dzwonił codziennie. Przylatywał częściej. Marzena też dbała o codzienne kontakty. Wysłała SMS-y i zdjęcia niekoniecznie grzeczne, które on komentował pikatnie. Odzyskała spokój. Adam dbał o nią nawet, gdy była chora na ospę. Przyleciał, ale żeby się nie zarazić, spał u mamy, a Marzenie przynosił jedzenie, wpadał na moment i machał do okna wysyłając buziaczki. Była szczęśliwa.

Gdy przypadkiem zostawił telefon, nawet nie zamierzała go sprawdzać. Coś ją jednak podkusiło. Zajrzała. Mnóstwo wiadomości od niej i do niej. Uff. Dużo jej zdjęć. Uff. Ale w osobnym folderze już nie jej. Wcale nie jakiejś piękności. Zwykłej dziewczyny. Nie zawsze ubranej po samą szyję. Marzenie zrobiło się gorąco.

Przeszukała telefon. I znalazła. Wszystko. Romansu nie zakończył. Ją przedstawił jako eks i matkę jego dziecka. Z tamtą spędzał te weekendy, kiedy nie przylatywał do Polski i gdy Marzena zjawić się u niego nie mogła. I teraz też wcale nie spał u matki. Prowadził podwójne życie. Mimo gorączki Marzena wzięła taksówkę, pojechała do domu teściowej i zrobiła mu karczemną awanturę. Do kochanki też nie omieszkała zadzwonić. Na głośnomówiący. Przeklinając co drugie słowo wyrzuciła z siebie wszystko. Żal, złość, rozpacz. Klasę i dumę schowała do kieszeni. Nie pamięta, jak wróciła do domu. Wie, że strasznie wymiotowała, tak jakby fizycznie też chciała się oczyścić.

Kolejne tygodnie jak w amoku. Xanax jak cukierek. Praca i ogarnięcie dziecka. Wieczorem wycie w poduszkę. Gdyby nie mama i przyjaciółki Marzena nie wie, jakby przetrwała.

Adam wrócił. Rzucił tamtą pracę. Pracuje blisko. Stara się odbudować zaufanie. Ma z synem dobry kontakt. Kochanka zniknęła z ich życia. Marzena mu wybaczyła. Dała drugą szansę. Ale nie zapomniała. Dziś już uśmiecha się bez xanax’u. Zaczyna wierzyć w siebie. Wie, że nie jest gorsza.

„Gdy zapytałam, czemu mi o sobie opowiada, po chwili zastanowienia mówi: „Każdy zasługuje na drugą szansę. Adam ją dostał. Wie też, że wybaczyłam, ale nie zapomniałam. Próbuję, by potem nie mieć wyrzutów sumienia. Wiem, że sama też o związek muszę dbać. Zobaczymy, czy starczy nam tej miłości czy być może jedziemy już tylko na rezerwie…”.