Lifestyle

Paulina Młynarska o przejawach dręczenia kobiet. „Robicie to, panowie, odruchowo, z automatu i to jest tragiczne”

Redakcja
Redakcja
19 listopada 2021
fot. CC BY-SA 2.0/wikipedia, domena publiczna
 

Paulina Młynarska wytrwale i konsekwentnie punktuje bolączki życia społecznego. Odważnie punktuje nasze błędy. W najnowszych postach na Facebooku dziennikarka postanowiła uświadomić mężczyznom, jakie ich zachowania wobec kobiet są przemocowe. Lista jest długa i bolesna. Również ta komentarzy pod postami Młynarskiej.

Wszystko zaczęło się od felietonu, w którym Młynarska odniosła się do komentarzy, jakie pojawiają się w odpowiedzi na serial Netflixa „Sprzątaczka”, oczywiście głównie tych, które wyrażają mężczyźni. Przypomnijmy, to serial o młodej matce, która ucieka z małym dzieckiem od przemocowego partnera i zatrudnia się właśnie jako sprzątaczka.

„No i teraz są te komcie panów, facetów, chłopaków, pod postami na FB dotyczącymi serialu. Co w nich czytamy? Uderzająco dużo stwierdzeń, że „ta przemoc, od której ona uciekała to jakaś taka… nie tego. No, nie przemoc, gdyż nasza Alex wieje zanim zacznie się prawdziwe bicie. Wieje od wrzasków, rzucania szkłem w ścianę tuż obok niej, od życia w napięciu i permanentnym stresie, który odbiera rozum”

 

„Kiedy chodzicie pod domu jak gradowa chmura, rozsiewając wokół bierną agresję i terroryzując nią domowników, to jest przemoc. Kiedy podkur… podnosicie głos, wyzłośliwiacie się, dopieprzacie o szczegóły, werbalnie rozstawiacie dzieci i swoje partnerki po kątach, to jest przemoc. Kiedy oczekujecie obsługi niczym udzielni książęta, to jest przemoc. Kiedy na kacu, albo niedopici, albo na zejściu po czymś mocniejszym urządzacie werbalne jazdy nie wiadomo o co, to jest przemoc. Kiedy robicie sceny zazdrości, to jest przemoc. Kiedy kontrolujecie to jak partnerka się ubiera, to jest przemoc” – napisała.

To jednak dopiero początek tej bolesnej wyliczanki. Wyjaśnia, że przemocą są:

  • sprawowanie kontroli nad przyjaźniami kobiety
  • wydzieranie się
  • wymuszanie seksu
  • rzucanie przedmiotami i trzaskanie drzwiami
  • podcinanie skrzydeł zamiast w sparcia
  • wyśmiewanie ambicji i marzeń
  • mówienie: walnij się w tłusty łeb, jak ty wyglądasz
  • straszenie, że odbierzecie dzieci

Przyznała, że wielu takich zachowań doświadczyła osobiście. „Zbyt wielu z Was, panowie, żyje w niezauważalnym dla siebie przywileju – na tym polega patriarchat. Wielu z Was nawet nie ma pojęcia, że w ogóle dopuszcza się przemocy! Robicie to odruchowo, z automatu i to jest tragiczne. Przemoc emocjonalna, ekonomiczna i werbalna, to jest przemoc” – napisała.

Post poniósł się po Facebooku, komentarzy jest mnóstwo, głównie przyznających autorce rację. I choć wydawać by się mogło, że naprawdę trudno być przeciw, pojawiły się i takie głosy. To sprawiło, że pojawił się kolejny, w którym Młynarska pisze:

Wiedziałam, że tak będzie. Nie jestem zaskoczona, tylko jakoś zawiedziona, że zawsze, kiedy pisze się lub mówi o przemocy mężczyzn wobec kobiet i dzieci, pojawia się ten pieprzony symetryzm. „Ale kobiety też to robią”, „Przemoc nie ma płci!”. Co drugi komentarz mężczyzn jest odbijaniem piłeczki. Mnóstwo wypowiedzi kobiet zaś, opatrzonych jest asekuranckim „wiem, że kobiety też”. Bo rządzi nami paranoja, że nie wolno urazić męskiej miłości własnej”.

 

 

Paulina Młynarska przytoczyła też dane, które – wydawałoby się, że – wszystkie znamy. Okazuje się jednak, że przypominania nigdy dość.

Centrum Praw Kobiet podaje: Każdego tygodnia w Polsce z powodu przemocy domowej giną 3 Polki. Co 7 dni umierają 3 matki, które zwykle pozostawiają w osamotnieniu osierocone dzieci. Rocznie śmiertelnych ofiar agresji w rodzinie jest około pół tysiąca. Nieco ponad 80 tys. kobiet ma odwagę powiadomić służby o tym, że są maltretowane, wyzywane, bite i upokarzane przez najbliższych członków rodziny. Reszta woli milczeć i godzi się z tym, co je spotyka. Szacuje się, że ofiar przemocy w rodzinie jest około 100 tys. rocznie“.


Lifestyle

Kryzys po czterdziestce? Nie, to raczej zupełnie nowy rozdział

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
19 listopada 2021
Fot. iStock / Sadeugra
 

Kryzys po czterdziestce kojarzy nam się z mężczyzną, który nagle zaczyna flitować z młodszą kobietą, kupuje nowy samochód i ma potrzebę, by poczuć się królem życia. Ale my, kobiety, też go przeżywamy. Co prawda może nie rzucamy się w ramiona młodszego kochanka (przynajmniej nie tak często), ale nasza osobowość się zmienia. Jak? Najpierw patrzymy w przeszłość, robimy bilans, czasem dużo w nas lęku. I coś, co było okej dziesięć lat temu, teraz nas drażni. To mieszanka wybuchowa, bo z jednej strony czujemy, że coś się skończyło, z drugiej jest w nas ogromna determinacja i siła.

Po czym rozpoznać, że wchodzimy w kryzys wieku średniego?

Zaczynamy myśleć o swoim zdrowiu

Niektóre z nas zmusza do tego rzeczywistość. Gorzej się czujemy, gdzieś coś pyka, kłuje. Nagle badamy tarczycę, robimy krzywą cukrową, zapisujemy się na usg brzucha. Już nie odwołujemy ginekologa, czy okulisty, bo praca. Wiemy, że każde zaniedbanie ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Nieprzespana noc równa się cienie pod oczami i gorsze samopoczucie, zła dieta, puchniemy. Za dużo alkoholu– boli nas głowa. Zaczynamy zdrowo się odżywiać, częściej chodzić na spacery.

Nie chudniemy już tak szybko. Odpuszczamy sprawę albo wreszcie decydujemy się na radykalne działania

Chcemy (tak samo jak mężczyźni), żeby nasze ciało wyglądało zdrowo. Przestajemy powtarzać sobie: „Od jutra”. Po prostu poszukujemy sposobów, by wciąż być atrakcyjnymi kobietami. Zaczynamy ćwiczyć jogę, idziemy na siłownię, biegamy, choć kiedyś nienawidziłyśmy tego robić.

Zresztą to nie tylko chodzi o urodę. Nie mamy już złudzeń, my też się starzejemy, boimy się niedołężności i wiemy, że to ostatni dzwonek, żeby jej zapobiec.

Czasem odpuszczamy i myślimy: już za późno, trzeba to olać. Ten moment jest bardzo niebezpieczny. Nie, nie jest za późno!

Porównujemy się z innymi

To nie chodzi o zawiść, czy obsesyjną zazdrość. Bardziej o to, że patrząc na znajomych, przyjaciół widzimy siebie. Porównujemy nasze życia. Marzyłam, w wieku 20 lat, o domu? Dlaczego nie spełniłam tego marzenia tylko jeżdżę do przyjaciółki cieszyć się ogrodem? Marzyłam o własnej firmie? Dlaczego jej nie mam, skoro koleżanka ma i mówi, że to nic trudnego. Dlaczego? Dlaczego? Tak, wracamy do siebie i swoich planów. Czasem dzięki innym.

Uwierają nas rzeczy niewygodne

Nieważne, czy chodzi o pracę, czy związek. Czujemy, że nie chcemy żyć bez sensu. Praca jako źródło finansów schodzi na dalszy plan, bo zastanawiamy się często, czy akurat ta praca przynosi nam satysfakcję. Ma sens? Jest spełnieniem naszych marzeń? A może już nie działa i marzymy o innej drodze?
Podobnie ze związkiem, robimy podsumowania i jeśli coś zgrzyta, czujemy w trzewiach, że coś nie tak, analizujemy, myślimy o zmianach.
Nie zawsze mamy odwagę na te zmiany, ale jeśli czujemy, że nie żyjemy, jak chcemy, możemy wpadać w złe nastroje, czuć się smutne.

Popadamy w stany depresyjne

Choć eksperci wskazują, że ludzie w wieku średnim rzadziej chorują na depresję, to jednak jej epizody dotykają nas, kiedy na nowo poszukujemy swojej tożsamości, kiedy pojawia się poczucie pozornej straty tego, co było – młodości, szaleństwa. To może zmienić chemię naszego mózgu, jeśli do tego dołożymy niefortunne zdarzenia, istnieje prawdopodobieństwo, że pojawić się mogą objawy depresji.

Myślimy o śmierci i przemijaniu

Coraz częściej zdarza nam się zastanawiać nad starością. Czasem to wynika z tego, że widzimy, jak starzeją się nasi rodzice, czasem dlatego, że choruje i umiera ktoś wśród znajomych. Zresztą my sami jesteśmy dowodem na to, że wszystko przemija, a jakbyśmy z tym nie walczyli, wchodzimy w etap, w którym każdego roku jesteśmy bliżej do końca niż dalej.

Niektórzy ludzie zaczynają nas męczyć

Szczególnie ci, którzy naruszają nasze granice, stosują wobec nas jakąkolwiek przemoc. Nawet jeśli nie umiemy się jeszcze przeciwstawić, nasze ciało mówi nam, gdzie i z kim nie chcemy być.

Ten moment kryzysu może być dla nas trudny. To tak jakby męczyła nas stara skóra, chcemy ją zrzucić i pójść dalej.
I to w sumie od nas zależy, co zrobimy. Udamy, że nie widzimy, że coś nas uwiera, czy zaczniemy powoli coś zmieniać. Tak, czterdziestka to genialny czas na zmiany. Nawet jeśli nie gwałtowne, spektakularne, to jakieś. Dobrze jest wykorzystać moment, bo jeśli dobrniemy do pięćdziesiątki niezadowolone z życia, smutne to kolejny kryzys, dużo trudniejszy, mamy jak w banku.


Lifestyle

Zapiekanka z tuńczykiem i dynią

Redakcja
Redakcja
19 listopada 2021

Tuńczyk i dynia to niecodzienne, ale przepyszne połączenie. Warto zaskoczyć domowników i przygotować niebanalną, jesienną zapiekankę pełną zdrowia.

Składniki:

  • 300 g tuńczyka
  • 400 g dyni
  • sól i pieprz
  • 1 łyżeczka oliwy
  • 125 g mozzarelli
  • 200 g makaronu penne
  •  świeża natka pietruszki

Sos:

  •  120 ml śmietanki Łaciatej 18%
  • 200 g sera żółtego Gouda Mlekpol
  • sól i pieprz
  • szczypta gałki muszkatołowej

Przygotowanie:

  1. Nagrzewamy piekarnik do 190°C.
  2. Makaron gotujemy al dente w lekko osolonej wodzie.
  3. Dynię kroimy w kostkę i pieczemy 10 minut.
  4. Przygotowujemy sos: łączymy śmietankę ze startym żółtym serem.
  5. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową.
  6. Aby uzyskać gładką konsystencję, można podgrzać sos na małym ogniu.
  7. W naczyniu żaroodpornym układamy makaron, kawałki dyni i tuńczyka. Całość zalewamy przygotowanym sosem.
  8. Następnie posypujemy wierzch startą mozzarellą.
  9. Pieczemy około 20 minut.
  10. Przed podaniem posypujemy danie świeżą natką pietruszki

WYPRÓBUJ INNE PRZEPISY Z DYNIĄ:


Zobacz także

Nawyki i zachowania, które robią z ciebie złą przyjaciółkę

„Choroba nic mi nie dała, tylko odebrała. Zabrała mi bardzo dużo, zabrała mi ten najważniejszy pierwszy rok mojego życia z dzieckiem”

Poznaj 10 ciekawostek o hotelach designerskich w Polsce