Lifestyle Psychologia

Nie mieć już mamy… Tęsknota, której nie da się ukoić. Bo nie ma jej, gdy wybierasz suknię ślubną. Bo są dzieci, które nigdy nie powiedzą do niej babciu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
26 lutego 2016
Fot. Flickr / eva101 / CC BY
 

Mówiła: „Na co masz ochotę, laleczko?”. Ciepłe wspomnienie. Na kanapie wtulona w bezpieczne ciało, ten zapach, który koi wszystkie smutki. Wszystko przy niej wydawało się łatwiejsze. A ona miała być na zawsze.

„Córeczko tak bardzo boli, laleczko, tak boli” – to ostatnie co do niej powiedziała, kiedy na noszach wyciągano ją z karetki. Później słyszała tylko trzask elektrowstrząsów i słowa: „Proszę nie zamykać oczu, proszę z nami zostać!”.

Rozpacz

Krzyczała. Choć tego dzisiaj nie pamięta. Krzyczała tak głośno, że w szpitalnych oknach zebrały się tłumy gapiów. Później ktoś jej powiedział: „Nigdy takiego krzyku nie słyszałam, to było przerażające”. Płakała cztery dni w mamy łóżku. Nie zdążyła schować pościeli. Mokra poduszka, kołdra. Kiedy ona wstawała na chwilę, płakał jej brat.

Westchnienie

Dziś jej syn, choć nigdy nie poznał babci, budzi się czasami w nocy i płacze. Mówi: „Mamo, tak tęsknię za babcią”.

Pustka

„Nie wiem, co czułam”.  Dostała zastrzyk uspokajający. I drugi. Tabletki. Trzeba było załatwić wszystkie formalności. Gdy ktoś spytał w co ubrać mamę, wiedziała: spódnica w kwiaty, błękitny żakiet, i bluzka – ta kremowa na grubych ramiączkach. Chciała sama jej zrobić makijaż. Nie pozwolili. „Jesteś jak maszyna, choć to wszystko jest takie ciężkie, tak bardzo trudne…”

Westchnienie

Mamy rzeczy była w stanie uporządkować rok po śmierci. Do dziś w tamtym mieszkaniu nie można znaleźć jej bluzki, sukienki. „Wszystko spaliłam. Nie mogłam rozdać. Nie wyobrażam sobie nawet teraz spotkać na ulicy kogoś, kto byłby ubrany w jej ciuchy”.

Żal

Nie chciała nikogo obwiniać o tę śmierć. „Po mamy pierwszym zawale był we mnie strach, bałam się, że coś może się jej stać. Jakbym czuła”. Błąd lekarzy podobno, którzy za szybko wypisali ją do domu. „Nie mogłam rozmawiać z moim bratem, z jego żoną, która była wtedy w ciąży, czekali na swoje pierwsze dziecko. Długo we mnie tkwiło przekonanie: życie za życie – jedno się rodzi, drugie musi odejść. Ich syna też długo nie mogłam zaakceptować”. Nie umie tego wytłumaczyć. Może zawsze szuka się winnych? Może sensu takiej śmierci. Przecież jej mama niedawno skończyła 50 lat. Czekała na wnuki, kochała dzieci.

Westchnienie

Zawsze uśmiechnięta. Nawet w domu, gdy nie wychodziła, robiła makijaż i miała ułożone włosy. „Jak leżała w trumnie rozcierałam jej cienie na powiekach, bo sama by się nigdy tak nie wymalowała”.

Odpowiedzialność

Miała 25 lat. Ktoś by powiedział: „Po co matka w tym wieku?”, mogłaby mieć już swoją rodzinę, dziecko. Ale to była wyjątkowa więź. Mama ją zawsze uczyła, że najważniejsza jest rozmowa i zaufanie. I że każdy problem da się rozwiązać. I zostawiła ją samą. A ona nagle zdała sobie sprawę, ile rzeczy mama robiła, jak wiele z siebie dawała. „Na co dzień tego nie widzisz, tych rachunków, dokumentów, gdzie kupuje płyn do okien… i o ten ostatni przepis na szarlotkę zapomniałaś zapytać”. Każda z tych rzeczy wbija się w serce. To jak posypywanie rany solą. Wydaje ci się, że już łapiesz równowagę i nagle stoisz w sklepie i nie wiesz, który ser był najlepszy do jej sałatki.

Westchnienie

„Raz tylko mamie powiedziałam coś przykrego. Siedziałyśmy w osobnych pokojach i płakałyśmy. Kiedy słucham koleżanek, które narzekają na swoje matki… nie rozumiem. Moja była najlepsza na świecie, nie ma takiej drugiej…”

Załamanie

Pół roku depresji. Psychotropy. Brat woził ją do psychiatry, bo nie była w stanie sama jeździć samochodem. Wszyscy powtarzali: „Dasz radę, bądź silna, kto jak nie ty”. A ona nie wiedziała, jak żyć bez mamy. Zupełnie. „Dzisiaj myślę, że gdybym była młodsza, nie uniosłabym tego w ogóle”. Nie ma obok ciebie najważniejszej osoby. Nie ma tej, która bratu pokroi kanapki w kosteczkę, a tobie powie rano: „Laleczko ubierz się cieplej, bo zimno dzisiaj strasznie”.

Westchnienie

Nie chodzi na cmentarz z nią rozmawiać, czy popłakać. „To dla mnie zimna płyta. Idę – zaniosę kwiaty, posprzątam, ale to nie jest miejsce, gdzie się z mamą spotykam”.

Czas

To nie jest tak, że czas leczy rany. Mija 11 lat. Nie uporała się z tą stratą, ze śmiercią. Im dłużej, tym bardziej jej brakuje. „Jak mój syn miał trzy dni gorączkę, a ja nie wiedziałam, co robić, dzwoniłam do cioci. Gdy musiałam iść do pracy, szukałam niani”. Z tym sobie nie radzisz, z codziennymi rzeczami, z sosem, który jej zawsze wychodził, a tobie nigdy nie chce się udać. Jedyne, co możesz zrobić, to przyjąć, że jej nie ma. Ale to marna ulga. Gdzieś w powietrzu wiszą niewypowiedziane słowa, które powinny paść. To podziękowanie za to, jaka była. Za to ciasto, które ci ugotowała, gdy miałaś gorszy dzień. Za sukienkę, którą kupiła w tajemnicy przed tatą. Za to, że zwyczajnie była. Bo dzisiaj to jest najważniejsze. Żeby była.

Westchnienie

Przychodzi w snach. Ostatnio ich psa z dzieciństwa wypuściła z domu. „Żeby udało mi się wychować  moje dzieci tak, jak ona nas wychowała”.

„Tak bardzo chciałabym się do niej choć czasami przytulić. Wypłakać. Wyżalić. Ta tęsknota nie mija. Możesz nauczyć się z nią żyć, akceptować. Ale ona zawsze będzie.” To, co zostaje, to właśnie tęsknota, której nie da się ukoić. Bo nie ma jej, gdy wybierasz suknię ślubną. Bo są dzieci, które nigdy nie powiedzą do niej babciu.  Bo nie upiecze tortu na urodziny wnuka, nie weźmie wnuczki na spacer. Nie ma jej w tych ważnych chwilach i tych mniej ważnych. A ty pamiętasz, bo przecież nie można zapomnieć.


Lifestyle Psychologia

Po co nam weekend, czyli dziś i jutro nie pracujemy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 lutego 2016
iStock/nickfree
 

Nadszedł weekend, czyli dwa wolne, beztroskie dni. Żadnego wstawania o nieludzkich godzinach (chyba, że masz małe dzieci:)), zero pośpiechu żeby zdążyć do szkoły, do pracy, na ważne spotkanie. Robisz plany, obiecujesz sobie: spacer, kawę z przyjaciółmi, warcaby z córką. No i oczywiście czas spędzony z twoją drugą połową. Będziecie umacniać rozluźnione nieco przez liczne obowiązki więzi, rozmawiać o tym jak minął tydzień i że wypadałoby coś zrobić z tym, że zaczynacie się od siebie oddalać. Z nadzieją mówisz mu/jej o tym, jak to będzie wspaniale, patrzysz i widzisz niepewność. Wiesz już –  tym razem też nic z tego. On czy ona musi „popracować’. Tylko odrobinkę (będzie siedzieć przez dwa dni z laptopem na kolanach), no a tak w ogóle to przecież będzie tuż obok (ciałem, nie duchem) i pomoże ci w opiece nad dzieckiem („nie teraz, za chwilę, teraz robię COŚ WAŻNEGO). Czy cię to dziwi? Skąd. Przecież tak jest co tydzień.

Kochani BARDZO zapracowani Mężowie! Drogie szalenie przejęte swoimi obowiązkami Żony! Po co wam weekend? Jeśli naprawdę nie pamiętacie, to ja chętnie przypomnę, bo najwyraźniej zatraciliście poczucie tego, co jest w życiu najważniejsze. Ten tekst dedykujemy wszystkim partnerom i partnerkom, którzy wolne dni traktują jako miłą możliwość zaszycia się w domowym zaciszu i dokończenia biurowych raporcików. Pora na zmiany!

Twoja połówka cię potrzebuje

Po pierwsze, musisz zadbać o partnera. To on jest najważniejszym napędem dla twojej zawodowej kariery. Związek z właściwą osobą, stabilne, szczęśliwie życie uczuciowe umożliwia ci odnoszenie sukcesów w pracy i motywuje bardziej niż system nagród finansowych (udowodnione naukowo). Nawet chwilowe kłopoty w związku (a co dopiero rozwód!) wpłyną negatywnie na to jak wykonujesz swoje zawodowe obowiązki.

Kto inny codziennie wieczorem wysłuchuje cierpliwie z jakimi „baranami” musisz pracować? Chcesz być „dobry” w pracy, dbaj o żonę, to moja rada. Weekend to jedyny czas, kiedy możecie być naprawdę dla siebie.

Pracę można zawsze stracić, zmienić, zamienić na lepszą

I ona cię nie kocha, nie zaopiekuje się tobą w chorobie. Ona wręcz nie znosi, kiedy chorujesz… Wiesz, jak bywa: jednego dnia na samym szczycie, następnego na bruku. Tu nikt nie kieruje się emocjami ani sentymentami, niewielu da ci prawdziwe wsparcie, nierzadko trudno nawet o szczere, uczciwe relacje z innymi. To nie jest twoje życie. Twoje życie toczy się tam, gdzie są ci, którym na tobie zależy.

Twój mózg potrzebuje odpoczynku

Efekty, wyniki. Chcesz ciągle osiągać więcej i lepiej. Tego od ciebie wymagają. Ale nie dajesz sobie szansy na odpoczynek, na „reset”, na dostarczenie twojemu umysłowi jakiś innych, rozwijających i relaksujących treści. Długo tak nie pociągniesz. Słyszałeś o higienie pracy? Nie, nie chodzi tylko o mycie rąk.

Kto żyje tylko pracą staje się zgorzkniały i nudny

A co z odrobiną radości? Rozrywki? Idź na rower, na koncert, do kina, do teatru. Kanapa przed telewizorem to jakaś smutna ostateczność. Zrób w końcu coś inaczej, pokaż, że nie zapomniałeś o radości z małych rzeczy tylko dlatego, że dla twojego szefa liczą się wielkie cyfry i spektakularne wyniki.

Przyjaciele są ważni

To także dzięki nim twoje życie jest szczęśliwe. Zaproś ich gdzieś, wyjdźcie razem i starajcie się nie rozmawiać (jedynie) o pracy. Wirtualny kontakt to nie wszystko. Weekend jest wspaniałą okazją by zobaczyć się „na żywo”, pośmiać się wspólnie, pokomentować rzeczywistość, ponadrabiać informacyjne zaległości. P.S Twoja żona naprawdę ucieszy się z propozycji wyjścia „do ludzi”.

Zadbaj o swoje zdrowie

Brak odpoczynku sprawia, że twój poziom stresu jest wysoki cały czas. Wiesz przecież jak to działa na twoje serce i inne ważne organy. Chces zbyć zdrowy, nie pracuj w weekendy. Wykorzystaj ten czas na odpoczynek od służbowych obowiązków.

Dystans daje nową perspektywę

Oderwij się od problemu, który nie daje ci spokoju, a znajdziesz właściwe rozwiązanie. W piaskownicy, na rowerze, podczas spaceru, objawi ci się samo, właśnie dlatego, że zrobiłeś sobie przerwę od myślenia o nim.

Twoje dzieci cię potrzebują

Choć to ostatni punkt tekstu, jest jednym z najważniejszych. Narzekasz na swoje kontakty z córką? Wyłącz komputer, porozmawiaj z nią. Denerwujesz się, że trzyletni syn biegnie z każdym problemem do mamy, a nie do ciebie? Przypomnij sobie ile razy go do niej odesłałeś, mówiąc: „ Idz do mamusi, tatuś jest zajęty”. W tygodniu każdy jest zajęty swoimi obowiązkami. Weekend to czas by dać dzieciom siebie, wysłuchać ich uważnie, zachwycić się i zmartwić jednocześnie tym, jak szybko rosną.

Warto zacząć od nowa, zmienić coś dla siebie i dla najbliższych. Nie obiecujcie dzieciom, że pójdziecie z nimi na rower. Żonom, że obejrzycie ten film, co czeka nagrany już drugi miesiąc. Po prostu przewartościujcie swoje życie, a potrzeba bycia dla innych, uważnej obecności stanie się czymś naturalnym. To tylko dwa dni w tygodniu. Wykorzystajcie je dobrze.


Lifestyle Psychologia

Uwaga komplement! Czerwienimy się i uciekamy jak najszybciej, żeby nikt nie zobaczył, że jesteśmy w czymś dobre

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
26 lutego 2016
Fot. iStock / yuryRumovsky

– Świetnie dzisiaj wyglądasz!

– No co ty, daj spokój, pół nocy nie spałam.

Znacie? A to?

– O rety, schudłaś? Wyglądasz bosko!

– Taak? Myślisz, że schudłam? No może trochę.

A przecież schudłaś, to twoja ciężka praca i z pewnością jakieś wyrzeczenia.

My kobiety to jednak jesteśmy dziwne. Prawda? Nie ma co ukrywać, że gdzieś w środku łechcą nas komplementy. – Pięknie ci w tej sukience. I choć ty wiesz, że wyglądasz naprawdę wystrzałowo, mówisz: – Oj tam, nie przesadzaj, kiecka jak każda inna.

Durne my. I jak walczyć o swoje, budować pewność siebie, mieć poczucie własnej wartości, skoro nie potrafimy sobie poradzić z komplementem na swój temat?

Są takie trzy stałe zachowania

  1. „Nie, no co ty, daj spokój” – zaprzeczamy. Jakby za powiedzenie o sobie czegoś dobrego miał nas strzelić jakiś niewidzialny piorun. „Nie wiedziałem, że tak świetnie tańczysz”, a my co: „No przestań, w ogóle nie umiem tańczyć”. Co takiego jest w naszej głowie, że nie potrafimy przyznać racji, bo przecież wiemy, że ten komplement to prawda. Jeszcze jak nam komplement prawi mężczyzna, to spuszczamy wzrok i wydaje się nam, że zaprzeczając jesteśmy bardziej atrakcyjne. Litości. Myślimy: „Jak cudownie, że dostrzegł, że mam nową sukienkę/nową fryzurę/bluzkę”, ale przecież nie może nas to w widoczny dla niego sposób ucieszyć? A dlaczego nie? Czemu nie powiedzieć: „Prawda? Też tak myślę. Dzięki”. On nie zniknie, nie schowa się pod stół i nie pomyśli: „Ale ma o sobie wysokie mniemanie, zadziera nosa”, przecież sam stwierdził, że świetnie wyglądasz.

 

  1. „To nie było nic takiego” – umniejszamy nasze osiągnięcia. Bo przecież schudnięcie 15. kilogramów to naprawdę pestka. A awans w pracy się przytrafił tak po prostu, jakby przypadkiem. Zrobienie tortu? No każdy by zrobił, bo przepis banalny. O nie. Jak wariatki dążymy do jakiegoś celu. Obojętnie, czy jest świetnie wykonany makijaż, misternie ułożona fryzura, wyjątkowa potrawa – ważne, że to coś w co włożyłyśmy masę pracy i swojego czasu, by osiągnąć wyjątkowy efekt. I co? I gdy ktoś nas za to chwali, docenia, czujemy napięcie w karku, radość w sercu i mówimy: „Daj spokój, nic wielkiego, każdy to potrafi”. Jakby przez gardło nie chciało nam przejść: „Tak wiem, to kawał mojej ciężkiej pracy”. Nie czułybyście się lepiej tak odpowiadając? Bo ja na pewno tak 😉

 

  1. „Może i dobrze wyglądam, ale wiesz – uda mam takie grube…” – umniejszamy wartość nas samych. Ktoś powie: „Jeny te twoje dzieci takie grzeczne, dobrze wychowane”, a my co? Zamiast przyznać, że dobra z nas matka i dumna z siebie i swoich dzieci rzucamy: „A tam, oni tak tylko teraz, byś widziała, jak w domu się tłuką”. Jesteśmy mistrzyniami w odsłanianiu swoich słabszych stron, gdy ktoś chwali te mocne: „Ale masz głos, pięknie śpiewasz”, a my od razu między oczy: „A może i śpiewam ładnie, ale tańczę jak pokraka”. Porażka. No jak tak można. Bądźmy dumne z tego, co świetnie potrafimy robić, z naszych talentów. „Wow super rysujesz”, a my „Ale fatalnie piszę, mam dysortografię”. Myślę, że w tym umniejszaniu nas samych jesteśmy w stanie dojść do absurdów, bo na przykład świetnie gotujemy, ale na komplement jesteśmy w stanie odpowiedzieć: „Ale nie umiem utrzymać porządku w ciuchach, wiesz, to masakra”. Trochę śmieszno i trochę straszno, prawda?

Poza tym mamy intuicję. I przecież doskonale wiemy, kiedy komplement jest nieszczery, na ten faktycznie nie warto reagować. Bo i po  co. Szkoda energii.

Ale na te, które łechcą nasze ego, które są dla nas miłe? Wpadamy do pracy i wiemy, że naprawdę dobrze dziś wyglądamy, ktoś rzuca w naszą stronę: „Świetnie dziś wyglądasz”, czemu nie odpowiedzieć: „Prawda? I tak się czuję”.

Nie musimy za komplementy dziękować. Bo i za co? Przecież, to że ktoś nam mówi komplement, jest wynikiem naszej pracy, naszego zaangażowania lub tylko naszego talentu. Myślmy o sobie dobrze, a nie tylko źle i tylko o tym, co powinniśmy poprawić. I mówmy sobie samym komplementy: „Kochanie jesteś boska”. Bo jesteś i miło, gdy inni to dostrzegają.


Zobacz także

„Proszę pani, co ja mam zrobić, żeby on był ze mną szczęśliwy?”. W związku zadbaj również o siebie

Jak ugotować idealne jajko na twardo?

Jak ugotować idealne jajko na twardo? Koniecznie wykonaj te cztery kroki

Tyjesz, bo masz w domu… kurz! To nie żart – są na to naukowe dowody