Lifestyle

Nie kocham męża, kocham innego. I nic z tego. W takim kraju żyję

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
19 października 2021
Fot. iStock/olegbreslavtsev
 

To nie będzie opis erotycznych ekscesów z kimś innym niż mąż– na to jestem zbyt dużym tchórzem. Nawet nie ma ekscesów, bo jestem niewolnikiem. Małego miasta, w którym żyję. Kościoła, do którego chodzą moi bliscy. Poglądów, które ma moja rodzina:  mama, brat, siostra. W końcu samej siebie, bo w głowie tłucze mi się myśl: nie możesz być szczęśliwa. Wyszłaś za mąż, to są obowiązki, odpowiedzialność, takie jest życie.

Nie będę też obwiniać męża. Jest, jaki jest. Wychodziłam za mąż za człowieka, który lubił się napić z kumplami, pooglądać mecze, posiedzieć w garażu w samotności, burknąć, jak coś mu nie pasowało. Którego matka całe życie usługiwała mężowi i choć, jak był pijany, latał za nią po miasteczku z siekierą– nigdy nawet nie pomyślała, że może się z nim rozwieść. „Bo co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela”. Wychodziłam za mąż za człowieka, który miał jasne oczekiwania co do małżeństwa. Żona, dom, dzieci, gotowanie, pranie, sprzątanie. Nie oszukiwał mnie. Już gdy byliśmy narzeczonymi, nie lubił wyjeżdżać. Jakby zapuścił korzenie, nie pozwalające mu na jakikolwiek ruch.

Tak, miał zalety. Wciąż je ma. Pracuje, nie bije mnie, kocha dzieci. Wśród moich bliskich uchodzi za ideał. Bo mąż siostry był pijakiem, bo mój ojciec zmarł, jak miałam 25 lat, na raka wątroby. Z powodu picia. Nie, nikogo nie bił. Czasem coś krzyczał,  czas spędzał na kanapie, nigdy w życiu nie obrał nawet ziemniaków i nie pojechał z nami na wakacje. Nie poszedł z nami nawet na lody. Za to mama harowała w trzech miejscach, a popołudniami i wieczorem gotowała obiady i ogarniała nas, dzieci. Mój mąż wychodzi z dziećmi na niedzielny spacer. Czasem się z nimi pobawi. Najczęściej wtedy, gdy są blisko inni.

Nie wychodziłam za mąż z wielkiej miłości, ale z poczucia, że już czas. Miałam 28 lat, w małym mieście to dużo i miałam też za sobą porażkę. Chłopak, w którym byłam zakochana do szaleństwa zostawił mnie i wyjechał do dużego miasta na studia. Bałam się już wielkiej miłości, wybrałam bezpiecznego, tak wtedy myślałam, faceta.

Mąż, dopóki był moim narzeczonym, nie mógł u mnie nocować– wtedy jeszcze mieszkałam u mamy, w domu rodzinnym.
Małżeństwo było więc formą ucieczki od obsesyjnej, zakręconej na punkcie kościoła, zasad i pracy kobiety. Słyszałam: „Życie jest ciężkie”, „Taki już nas los”, „O czym ty marzysz, to nie dla nas”. Właśnie dlatego nie poszłam na studia. Z powodu pieniędzy i myślenia mamy, że to nie dla nas. I ja wiem, że tego nie zrozumieją ludzie z dużych miast, po studiach, z dobrą pracą i perspektywami.

Jakie było moje małżeństwo przed?

Poprawne. Urodziłam dwójkę dzieci, zajmowałam się domem. Miałam tyle zajęć, że nie myślałam o innym życiu. Ale dzieci trochę podrosły. Poszły do przedszkola, szkoły. I właśnie na zebraniu w przedszkolu poznałam Jego. Tego drugiego. Był ciepłym i cudownym ojcem, empatycznym facetem, po rozstaniu. Żona wyjechała pracować do Anglii, tam poznała innego mężczyznę. Zostawiła go z córką.

Pierwszy raz rozmawiałam tak długo z facetem o emocjach. Pierwszy raz ktoś poprawiał mi czapkę, był serdeczny, uważny i czuły.

Zaprzyjaźniliśmy się. Tak, bez seksu. Do głowy mi nie przyszło, że mogłabym zdradzić męża. Choć nasze życie erotyczne pozostawiało wiele do życzenia, właściwie nie, powiem wprost: było straszne. Mąż nigdy nie zrobił mi dobrze ustami, bo to go brzydziło. Mówił, że to „nieczyste”. Ale już czyste było w drugą stronę. Tak, lubił, gdy o niego dbałam. Cały nasz seks to było dbanie o niego. Gasłam, choć w lustrze wciąż widziałam atrakcyjną i młodą dość kobietę.

Ale dla takich kobiet jak ja, małżeństwo to cyrograf. Jeśli już go podpiszesz, jesteś stracona.  U nas nikt się nie rozwodzi, najwyżej ludzie żyją obok siebie. Śpią w oddzielnych łóżkach, nie rozmawiają. Zatruwają sobie po prostu każdy dzień. I nie wiedzą, że można inaczej. To najlepsza opcja, bo wiele bliskich mi kobiet doświadczyło lub doświadcza przemocy, jeśli nie fizycznej, to psychicznej, ekonomicznej. W tym dorastają nasze dzieci.

Patologia, prawda?

Wrócę do tego Drugiego, minęły trzy lata przyjaźni, nasze córki poszły do jednej szkoły. Paradoks, są najbliższymi koleżankami, papużki nierozłączki. Już dawno zrozumiałam, że jestem zakochana w Drugim. Wielogodzinne rozmowy online (mąż nawet nie zauważył, co też wiele mówi o naszej relacji), spacery dwa razy w tygodniu, gdy dziewczyny mają angielski w większym mieście,  oddalonym od naszego 40 km. Covid zabrał nam spotkania, ale nie zabrało kontaktu online.

Przełomem były te wakacje. Poszliśmy do łóżka raz, drugi, trzeci, czwarty. I to było najlepsze doświadczenie w moim życiu. On mi powiedział, że jest zakochany właściwie od początku.

Sytuacja patowa

Pracuję w instytucji kościelnej – to jedyne miejsce, gdzie w moim miasteczku znalazłam pracę. Rozwód nie wchodzi w grę, bo mnie z tej pracy wyrzucą. Ten Drugi ma stanowisko publiczne, romans z mężatką zniszczy mu reputację.

Przeciwko mnie jest cała rodzina. Nie, nie wiedzą, co się dzieje, ale mama potrafi na mnie nakrzyczeć, że nie zrobiłam trzydaniowego obiadu, tylko samo drugie. Że mam za duże oczekiwania. Że chcę się spotkać z koleżanką, gdy mam dzieci. „Macierzyństwo to są obowiązki”. Same obowiązki – tak o tym myśli.

Kilka lat zbierałam na studia. Zdałam na nie w zeszłym roku, obruszenie wszystkich. Po co mi studia, to fanaberia, mam męża, dzieci, pracę, kościół. Nie dam rady. A zajęcia były online, uczyłam się po nocy. Na mszę szłam świtem.

Teraz jest kolejny argument– dojeżdżanie to już fanaberia.

Wpiera mnie tylko mężczyzna, którego kocham. Gdy mąż zabrał mi samochód, bo stwierdził przed moimi zajęciami, że potrzebuje– zawiózł mnie na zajęcia on. On ma wspierającą matkę, która wie o nas. Dopinguje nam. On jest gotowy zaryzykować i zacząć ze mną życie gdzieś indziej.

Co powiem dzieciom?

Że je zabieram z domu, bo się zakochałam? Nie wyobrażam sobie tego. Że je zostawię ojcu? Nigdy bym tego nie zrobiła.
Zaryzykujemy życie tu? Ja bez pracy, budująca od nowa swoją drogę? Skłócona z matką i rodziną, bo oni mi tego nigdy nie wybaczą.

O byłej żonie mojego ukochanego mówi się: szmata, dziwka, suka. A jak kiedyś podpytałam o niego mamę– jak o znajomego, to powiedziała, że prawidłowo się zachowuje, że nikogo nie ma, taki już jego krzyż.

Ciężko mi się wyrwać do miłości.

Każdego dnia zapadam się zasypiając obok męża. I nie widzę już szans na szczęśliwe życie.

wysłuchała: Katarzyna Troszczyńska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Lifestyle

Krostki na nogach – o czym mogą świadczyć? Kiedy trzeba pokazać je lekarzowi?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
19 października 2021
Krostki na nogach
Fot. iStock
 

Krostki na nogach to nieestetyczne zmiany, które mogą pojawiać się z różnych przyczyn. Mogą przypominać gęsią skórkę,  białe krostki, zaskórniki, lub czerwone bolesne wykwity. Nie zawsze jest to jedynie defekt kosmetyczny. Czasem, w wyniku uszkodzenia, może dochodzić do stanu zapalnego i pogorszenia kondycji skóry. Z czego mogą wynikać krostki na nogach i kiedy warto udać się do lekarza?

Krostki na nogach zazwyczaj mają błahą przyczynę i znikają zaraz po jej usunięciu. Bywają jednak przypadku, gdy stanowią one poważny problem estetyczny, i w dodatku mogą swędzieć lub boleć. Nietrudno także o zakażenie krost, szczególnie gdy ktoś próbuje pozbyć się ich samodzielnie, np. wyciskając je. Jakie są najczęstsze przyczyny powstawanie tych zmian?

Krostki na nogach a rogowacenie mieszkowe

Jeśli skóra na nogach przybiera wygląd nieprzemijającej gęsiej skórki, może to świadczyć o pewnym zaburzeniu, które może pojawić się na skórze i pozostać na niej długi czas. Rogowacenie mieszkowe, bo o nim mowa, powstaje na skutek nadmiernej keratynizacji naskórka, co  powoduje zatykanie ujść mieszków włosowych. Tam, gdzie dochodzi do rogowacenia mieszkowego, pojawiają się niewielkie, ale widoczne grudki wyglądające jak gęsia skórka. Towarzyszy temu najczęściej sucha skóra, ale krostki nie wywołują innych dolegliwości. Na rogowacenie mieszkowe cierpią zarówno kobiety, jak i mężczyzn, najczęściej pojawiając się w okresie dojrzewania.

Krostki na nogach

Fot. iStock/Krostki na nogach

Efekt po depilacji lub goleniu 

Krostki na nogach mogą być również efektem podrażnienia skóry po goleniu lub depilacji zbędnego owłosienia. Pojawiają się wtedy krostki, które mogą ulegać nadkażeniom i powodować ból w obrębie stanu zapalnego. Innym efektem nieładnego wyglądu nóg, które wyglądają jak upstrzone niewielkimi czerwonymi krostkami. Ten stan zyskał nazwę truskawkowych nóg, ze względu na ich charakterystyczny wygląd  kojarzący się ze skórką truskawki. Rozszerzone i podrażnione pory manifestują się po goleniu małymi czerwonymi lub czarnymi krostkami.  W rozszerzonych porach gromadzi się sebum i zanieczyszczenia, co zwiększa ryzyko pojawienia się stanów zapalnych skóry.

Truskawkowe nogi mogą być również skutkiem uwidocznienia się ciemnego, niedokładnie ściętego przez ostrze maszynkę włosa. Najczęściej pojawiają się one u kobiet, które mają naturalnie gęste lub ciemne włoski. Problem może nasilać narażenie na promieniowanie słoneczne lub różne leki (np. kortykosteroidy, oraz promieniowanie słoneczne).

Krostki na nogach

Fot. iStock/Krostki na nogach

Krostki na nogach mogą być efektem alergii

Krostki na nogach mogą być objawem alergii kontaktowej. Zazwyczaj przyczyną kłopotów jest stosowanie nieodpowiednich kosmetyków. Szczególną tendencję do uczulania wykazują produkty zawierające barwniki oraz substancje zapachowe. Nagłe pojawienie się wyprysków na nogach może być również efektem alergii na chemię gospodarczą, np. proszek do prania, płyn do płukania czy żelu pod prysznic. Wtedy zmiany pojawiają się jednocześnie na skórze w innych miejscach ciała, która miała kontakt z substancją alergizującą. W takim przypadku warto sięgać po produkty dedykowane alergikom i osobom ze skórą bardzo wrażliwą.

Krostki na nogach a zaburzenia hormonalne 

Krostki na nogach mogą pojawiać się w wyniku zaburzeń hormonalnych. W takim wypadku pojawiają się na pośladkach i udach poważniejsze odmiany trądziku, co należy jednak do rzadkości. Krostki na nogach mogą pokrywać się ropnymi torbielami, skóra bywa zaczerwieniona, mogą (w efekcie ciężkiego przebiegu) pojawiać się także blizny. Zazwyczaj trądzik w tak nietypowych miejscach jak nogi, a dokładnie uda, jest efektem rozniesienia się stanu zapalnego z pachwin niżej. Nigdy nie wolno wyciskać ropnych krost, aby ograniczyć ryzyko zakażenia skóry innych partii ciała.

Krostki na nogach

Fot. iStock/Krostki na nogach

Krosty na nogach — leczenie

Krosty na nogach mogą mieć różne przyczyny i przebieg, wywołując (lub nie) dyskomfort i ból. Jeśli problem przybiera na sile, a przy tym pojawiają się inne niepokojące objawy, zmiany warto skonsultować z lekarzem dermatologiem. Dopiero określenie ich przyczyny pozwala na dobranie odpowiedniego leczenia. Jeśli przyczyną jest golenie nóg maszynką lub depilacja, warto rozważyć inną metodę usuwania zbędnego owłosienia. Gdy przyczyną stają się zmiany hormonalne, najważniejsze staje się wyrównanie poziomu stężenia hormonów. W przypadku reakcji alergicznej należy unikać alergenu, a gdy trzeba, to sięgnąć po środki antyhistaminowe, które koją reakcją alergiczną.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o konieczności zachowania szczególnej higieny, by nie doprowadzać do zaognienia istniejących już zmian.

FB/ohmepl

 


Lifestyle

Dzieciństwo trwa tak długo, jak długo dzieci wierzą w magię

Redakcja
Redakcja
19 października 2021

Dzieci to mali geniusze. Pomóżmy im wierzyć w magię

Mózg dziecka może mieć nawet 100 miliardów neuronów, to tyle co u osoby dorosłej. A waży 4 razy mniej. Badania potwierdzają, że 98% przedszkolaków ma zdolności twórczego myślenia na poziomie geniusza. Wspierajmy je w utrzymaniu tego stanu – pomoże nam w tym Magic Mixies od TMToys.

Wciąż zapominamy, jak ważną rolę pełni u naszych dzieci wyobraźnia i myślenie abstrakcyjne. Stawiamy na rozwijanie konkretnych umiejętności. Wtóruje nam w tym system szkolnictwa, który młodego twórcę zmienia w ułożonego ucznia. Tak skutecznie, że po ukończeniu szkoły jedynie 2% młodych ludzi ma jeszcze zdolności twórczego myślenia. Tymczasem, warto dzieciom czytać baśnie, rozwijać ich wyobraźnię i bawić się w magię. Nowe technologie i pomysłowość projektantów zabawek pozwalają wprowadzić dzieci w świat iluzji. Taka właśnie jest Magic Mixies, nowa zabawka od TMToys. Potwierdza, że magia istnieje. Choćby przez chwilę. W doznaniach młodego człowieka.

Przedstawiamy bajkową sesję zdjęciową z udziałem młodych czarodziejów i czarodziejek. Magiczny, interaktywny kociołek, pozwala dzieciom na czarowanie, dodawanie tajemnych składników i wyczarowanie magicznej istoty. Dzieci będą wlewały do niego eliksiry, świetlisty pył, definiowały kolor istoty, muszą też odpowiednio mieszać wywar i machać różdżką. Aż nagle zawartość kociołka zabulgocze, zaświeci, pojawi się tajemnicza mgła i na dnie kociołka zobaczymy magiczną istotę. Pluszowy Magic Mixies wydaje dźwięki, reaguje na głaskanie i dotyk różdżki. Kryształ na jego czole świeci i zmienia kolory. Magia w czystej postaci!

Ekscytacja esencją dzieciństwa

– Dzieciństwo trwa tak długo, jak długo dzieci wierzą w magię. I tą zasadą kierowaliśmy się wprowadzając na rynek Magic Mixies. Te niepozorne na pierwszy rzut oka pluszaki kryją w sobie ogromną moc, którą maluch może wykorzystać najlepiej, jak to możliwe. Przy okazji nauczy się odpowiedzialności za innych oraz będzie miał wiele okazji, by dać upust swojej wyobraźni, a o to przecież chodzi w zabawie. – podkreśla Michał Klimek, menadżer produktu w dziale zarządzania produktem TM Toys.

Takiej zabawki jeszcze nie było. Bezpieczne czarowanie wywołuje na twarzach dzieci uśmiech, który nie znika. W ich oczach zobaczymy ekscytację, która jest esencją dzieciństwa. To świetny pomysł na organizację niezapomnianych urodzin. Warto tu zadbać o odpowiednią oprawę. Jak na zdjęciach z wykorzystaniem balonów przygotowanych przez Studio Dekoracji Balonowych.

– Jestem pewna, że Magic Mixies będzie hitem gwiazdki, a w listach do św. Mikołaja pisanych przez dziewczynki i chłopców znajdzie się na pierwszym miejscu. Czarować można wielokrotnie, umieszczając w odwracającym się podwójnym dnie różne przedmioty. Życzę wszystkim przeżycia tych magicznych chwil i satysfakcji, że obdarowaliśmy dzieci tak wyjątkowym prezentem. – mówi Magdalena Kordaszewska, ekspert rynku zabawek, założycielka serwisu Zabawkowicz.pl, terapeutka terapii sensorycznej i organizatorska konkursu Zabawka Roku, Nagroda Rodziców.

Jak to działa

Czarowanie zaczynamy od napełnienia butelki z eliksirem wodą. Wlewamy ją do kociołka. A ten odpowiada wydając tajemnicze dźwięki. Teraz czas na różdżkę. Gdy usłyszymy stukanie uderzmy różdżką o brzeg kociołka. Nagle pojawi się zielone światło. To czas na dodanie składników. Młody czarodziej ma pod ręką pył dźwiękowy, czarodziejską gwiazdkę, piórko, musujący kwiat i piękny kryształ. Po dodaniu każdego z nich kociołek zastuka i zmieni płyn na zielony. Wtedy powtarzamy uderzanie różdżką. Teraz czas na zaklęcie – jakie imię będzie miała nasza istota? Kociołek zaczyna bulgotać i pojawia się mgła. Z oddali słychać nasze Magic Mixie! I oto jest! Zaczarowany stworek, którego wyczarowaliśmy. Nasz nowy przyjaciel reaguje za zaklęcia, które rzucamy. Lubi być dotykany i głaskany. Im lepiej się nim zaopiekujemy, tym będzie szczęśliwszy. Usłyszymy to! W jego towarzystwie młody mag może czarować w dalej. I wydobywać z kociołka kolejne skarby. Bo zabawa z Magic Mixies się nie kończy!


Zdjęcia przygotowane przez Zabawkowicz.pl dla TMToys przy współpracy ze Studiem Dekoracji Balonowych – www.studiodb.pl
®TMToys

Oficjalna strona Magic Mixies: https://tmtoys.pl/magic-mixies


Zobacz także

To jedna z najbardziej cenionych ryb, a my mamy na nią świetne przepisy!

No mieli przecież być razem. Miał się rozwieść i należeć do niej. Obiecywał, że ją kocha, że jest jedyna, najlepsza

Trener personalny – moda, czy już konieczność? Rozmowa z Gosią Gałkowską, trenerką personalną gwiazd