Lifestyle

Jak zatrzymać nawilżenie we włosach – sprawdź!

Redakcja
Redakcja
14 czerwca 2022
 

W jaki sposób możesz sprawić, aby Twoje włosy były cały czas nawilżone? Na jakie elementy trzeba zwrócić uwagę i jakich kosmetyków powinnaś w tym celu używać?

Przesuszone włosy

Przesuszone włosy to problem wielu kobiet – szczególnie w sezonie letnim. Problem ten objawia się przede wszystkim matową fakturą włosów i ich szorstkością, a do tego są nieprzyjemne w dotyku. Czasem nawet mogą wydawać lekko skrzypiący głos podczas pocierania. Wszystko to sprawia, że zarówno nawilżenie włosów, jak i utrzymanie tego nawilżenia to absolutne priorytety. Stale przesuszone włosy często pojawiają się np. po częstym farbowaniu lub stosowaniu nieodpowiednich specyfików do tego celu. Bardzo niekorzystnie działa też stosowanie takich urządzeń jak prostownica, lokówka czy suszarka ustawiona z mocno gorącym nawiewem. Działanie wysokiej temperatury skutkuje odprowadzeniem wody z włosa, co naturalnie zmniejsza faktyczny poziom nawilżenia. Oczywiście nie znaczy to, że jeśli nie farbujesz włosów i nie korzystasz z prostownicy, nie będziesz miała przesuszonych włosów – ogromny wpływ na taki stan ma bowiem również niewłaściwa pielęgnacja. Trzeba też podkreślić, że przesuszone włosy nie zawsze wiążą się z ich puszeniem. Powodów puszenia się włosów może być bardzo wiele, a tylko w niektórych przypadkach odpowiada za to zbytnie odparowanie wody ze struktury włosa.

Nawilżanie przesuszonych włosów

Odpowiednie nawilżenie włosów pomoże Ci przywrócić im miękkość oraz blask. Przy codziennej pielęgnacji warto stosować kosmetyki zawierające humektanty, czyli składniki nawilżające. Warto przyjrzeć się choćby używanym szamponom, w końcu mycie włosów to jeden z najczęstszych zabiegów, jakim je poddajesz. Dobrej jakości szampon powinien być pozbawiony takich składników jak alkohol czy mocne substancje myjące. Nie bez znaczenia pozostaje technika mycia włosów, najpierw rozpień szampon z wodą, zamiast aplikować go wprost z butelki. Masaż głowy wykonuj w sposób delikatny, nie musisz też myć włosów dwa razy. W kontekście przesuszonych włosów bardzo niewskazane są również tzw. suche szampony. Choć wiele kobiet docenia ich funkcjonalność, nie możemy zapominać, że skutki ich częstego stosowania mogą być bardzo niekorzystne. Podczas działania suchego szamponu skóra rozpoczyna reakcję obronną, w wyniku czego dochodzi do większego wytwarzania łoju. Praktyczne i skuteczne szampony, które nie tylko umyją włosy, ale również zapewnią Ci odpowiednie ich nawilżenie, znajdziesz w ofercie marki Avon. Dodatkowo wszystkie artykuły w asortymencie dostępne są w przystępnych i atrakcyjnych cenach.

Nawilżenie włosów to oczywiście nie tylko szampon, lecz cała moc innych kosmetyków. W ich składzie oprócz wspomnianych wcześniej humektantów na wyróżnienie zasługuję proteiny i emolienty. Odnośnie do utrzymania nawilżenia, największe znaczenie mają wymienione jako ostatnie emolienty. To substancje powlekające, które wygładzają pasma i zapobiegają utracie nawilżenia oraz odparowaniu wody z włosa. Znajdziesz je m.in. w odżywkach czy maseczkach do włosów. Samo nawilżanie to nie wszystko – przy niekorzystnych czynnikach, włosy mogą dość szybko wrócić do pierwotnego stanu. Dlatego zdecydowanie powinnaś zadbać także o to, aby optymalny poziom nawilżenia po prostu utrzymać.

Domowe sposoby na nawilżenie włosów

Ciekawostką jest, że nawilżyć włosy możesz także za pomocą wielu substancji, które prawdopodobnie masz w swoim domu. Nie podejmujemy się oceny, czy jest to lepsze rozwiązanie niż profesjonalne kosmetyki, warto jednak wiedzieć o takim rozwiązaniu. Chodzi tu np. o miód, zarówno lejący, jak i krystaliczny, czy po prostu cukier. Oprócz tego polecany jest np. żel z siemienia lnianego oraz żel aloesowy.

Nawilżenie przesuszonych włosów jest tak samo istotne, jak utrzymanie odpowiedniego poziomu nawilżenia. Kroki, jakie musisz podjąć w tym celu, nie są na szczęście specjalnie skomplikowane. Koniecznie sprawdź aktualną ofertę marki Avon, aby znaleźć najlepsze kosmetyki, które pozwolą Ci odzyskać świetną kondycję Twoich włosów!


Lifestyle

W chwilach ataków urojeniowych pomaga, gdy ktoś mówi: Nazywasz się Dorota, mieszkasz z mężem i psem. Jesteś bezpieczna

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
14 czerwca 2022
 

Dorota K. Solarska przez dziesięć lat pracowała w Polsce jako trenerka biznesu i coach – indywidualny oraz grupowy. Miała prominentnych klientów. Dwa fakultety z dyplomem.  W 2014 r. zdiagnozowano u niej chorobę afektywną dwubiegunową. Następnie diagnozę zmieniono na chorobę schizoafektywną oraz zaburzenie osobowości typu borderline. Dziś Dorota wydała e-booka „Artystka przetrwania. Życie z chorobą psychiczną”, Oficyna Związek Otwarty. Rozmawiamy z Dorotą o jej doświadczeniu choroby psychicznej. Pytamy, jak reagować, jak przyjaźnić się i kochać osoby z diagnozą zaburzeń osobowości i zaburzeń psychicznych.

Czy widziałaś wpis na Instagramie Pauliny Młynarskiej, na którą spływa hejt typu: „Wariatka, ma chorobę dwubiegunową po ojcu”.  Paulina napisała: „Nie mam na szczęście tej bardzo poważnej, strasznej dla osoby chorej i jej otoczenia, przypadłości. Jednak czynienie inwektywy z choroby jest rzeczą wyjątkowo okrutną wobec osób nią dotkniętych. Wyjątkowo podłe to”.

– Stoję murem za Pauliną. Nikt nie wybiera sobie choroby psychicznej, co więcej, ona może dotknąć każdego i wydaje mi się, że to jest dla społeczeństwa najbardziej przerażające. „Wariaci” są przecież gdzieś indziej, gdzieś daleko, nie wśród nas. Nie są tacy, jak my.

A jest wręcz przeciwnie; bo badania pokazują, że co czwarty Polak przechodzi przez kryzys psychiczny. Oznacza to, że każdy z nas ma w swoim otoczeniu kogoś, kto cierpi w ten sposób. Pytanie, czy o tym wiemy, czy też chorzy skutecznie nauczyli się ukrywać swój ból? Bo cały czas wiele osób wierzy, że najlepiej jednak nie okazywać słabości, zaciskać zęby i przeć do przodu.

Mitów na temat osób chorych psychicznie jest wiele!

– Co więcej, niestety stygmatyzacja ma się doskonale, a łatka „wariata” czy „psychicznego” przykleja się do nas w zasadzie na zawsze. Pokutuje także przekonanie, że ci, którzy zachorowali albo musieli mieć trudne dzieciństwo, albo chorobę w rodzinie. A to nie zawsze tak wygląda. Szczęśliwi też mogą zachorować. I to również jest trudne do przetrawienia.

Stygmatyzacja wyraźnie też odsłania się w języku, jakim się posługujemy do ośmieszania czy deprecjonowania innych. Po prostu porównujemy ich do osób chorych: „On chyba zwariował!”, „chyba ci odbiło”, „brakuje jej piątej klepki”, „on chyba ma depresję, bo tak się mało odzywa”, i tak dalej. „Miałem zwariowany dzień”, mówimy. Oczywiście nie mamy pojęcia, jak NAPRAWDĘ wygląda zwariowany dzień. Bo gdybyśmy mieli, na pewno nie użylibyśmy tego sformułowania. Pamiętam, jak zupełnie rozłożyła mnie na łopatki akcja społeczna „Nie świruj – idź na wybory”. Płakałam ze złości. Na szczęście organizatorzy się zreflektowali. Ale, nie szukając daleko, moja koleżanka psycholożka, krytykując działania rządu, nazywała polityków „psychiatrykiem”. Było mi przykro.

rys. Dorota K. Solarska

Czy kiedykolwiek pogodziłaś się z myślą, że już nie jesteś zdrowa i że nigdy nie będziesz?

– Mogę powiedzieć, że są dni, kiedy jestem z tym pogodzona, przyzwyczajona wręcz. Ale są też takie, kiedy z nienawiścią patrzę na zestaw trzech leków, które muszę brać codziennie. Czasem myślę sobie „nie jest tak źle, już trzy tygodnie bez objawów”. Jednak są też tygodnie, kiedy urojenia pojawiają się trzy, czterokrotnie i wydaje mi się, że już nie dam rady i że całe to życie trzeba jakoś „ostatecznie rozwiązać”.

Kiedy wspominam siebie sprzed ośmiu lat, wydaję się sobie taka beztroska. Wtedy nie przyszłoby mi do głowy, że zachoruję. Psycholożka, coach, trenerka biznesu, do tego dwa tytuły magistra, dodatkowa edukacja, prominentni klienci… Ja miałabym zachorować psychicznie? Wolne żarty! A jednak. Było to największe zaskoczenie mojego życia.

Dlaczego niektóre choroby psychiczne pojawiają się nagle i w dodatku tak późno – dopiero po trzydziestce, przed czterdziestką?

– Choroby psychiczne mogą się pojawić w zasadzie w każdym wieku. Jednak statystycznie częściej wcześniej niż później. To kwestia indywidualna. Myślenie: „Uff, mam czterdzieści lat, więc już nic złego mi się nie stanie”, jest błędem. W klinikach psychiatrycznych spotykam wielu młodych i starszych ludzi, pogrążonych w wielkim cierpieniu. Czuję żal, a jednocześnie bardzo egoistyczną ulgę, że choroba oszczędziła mi tych kilkunastu lat i pojawiła się tak późno. Miałam szczęście, że pierwsze „uderzenie” pojawiło się u mnie już po trzydziestce.

rys. Dorota K. Solarska

Czy osoba z borderline, ze schizofrenią albo chorobą dwubiegunową, ma szanse na miłość?

– Każdy ma szansę na miłość! A tacy połamani ludzie – jak my – chyba nawet potrzebują takiej szansy jeszcze bardziej.

Pytam w kontekście nowych partnerów. Czy powinniśmy ich informować o swojej chorobie psychicznej?

– Moim zdaniem powinniśmy informować. Ja zwykle szybko to robię, nawiązując nowe znajomości przyjacielskie, czy w ramach moich działań wolontariackich. Przy okazji staram się przede wszystkim edukować i instruować. Wręcz spisać instrukcję obsługi. Na przykład: słuchaj, mogę mieć dni, kiedy będę się wydawać na haju. Umówmy się, że wtedy zabierasz mi karty do bankomatu. Mogę mieć dni, kiedy będę tracić kontakt z rzeczywistością. Bądź wtedy przy mnie i mów do mnie. Mogę mieć dni, kiedy nie będę już chciała żyć, ale pamiętaj, że to minie i że to nie oznacza, że cię nie kocham. Schowaj wtedy wszystkie ostre przedmioty i leki. I tak dalej. Brzmi to ciężko, ale jest wykonalne.

A jakie zasady ustaliłaś ze swoim mężem?

– U mnie w związku najważniejszą zasadą jest tzw. reality check (konfrontacja z rzeczywistością – tłum. red.). Oznacza, że ufam bardziej ocenie rzeczywistości mojego męża niż własnej. Wiem bowiem, że moja rzeczywistość często się wykrzywia. Jego – zwykle nie. W mojej książce jest cały rozdział napisany przez mojego męża. Wynika z niego, że partnerzy osób chorych mają życie jeszcze cięższe niż sami chorzy. Muszą bowiem ciągle funkcjonować w stanie podwyższonej gotowości. Teraz, po feedbacku od czytelników, Paweł mówi, że starał się pokazać najcięższą stronę życia we troje: ja, ty i choroba. Natomiast dla niego miłość oznacza: „kocham cię z całym twoim bagażem, nawet gdy nagle golisz się na łyso, wracasz do domu z kolczykiem w nosie, czy nie wychodzisz cały dzień z łóżka”. To tak, jakby karta „miłość” biła kartę „trudności”.

Moim zdaniem z kolei sama miłość do bycia razem nie wystarcza. Można kogoś kochać, a jednocześnie nie dać rady żyć z nim/nią i jego/jej chorobą. I odejść.

Wiele związków w takiej sytuacji nie wytrzymuje próby czasu. Co ty robisz, by pomóc  miłości?

– Przede wszystkim powinniśmy dążyć do maksymalnej niezależności, żeby odciążyć naszych najbliższych. Wielu z nich samych prędzej czy później popada w kryzys – depresję czy wypalenie. Ja mam w swoim zespole wsparcia psychiatrę, terapeutkę traumy i asystenta psychiatrycznego. Cały czas uczę się też nowych strategii, które pomagają mi przetrwać najtrudniejsze momenty bez np. wzywania męża z biura na ratunek. Wiem, jakie rezerwowe leki wziąć w konkretnej sytuacji. Jestem wyczulona na pierwsze niepokojące sygnały.

Życie w związku z osobą chorą jest wymagające, nie ukrywajmy tego. Oczywiście, wiele zależy od przebiegu choroby. Mnóstwo osób żyjących z diagnozą ma dłuższe okresy remisji, czyli braku objawów; może to być nawet kilkanaście lat. U mnie wynoszą one maksymalnie kilka tygodni. Tak zwany ciężki przypadek.

Jak już wspomniałam, dla mnie najważniejszą zasadą w naszym związku jest właśnie reality check , ale także zakładanie dobrych intencji drugiej strony oraz przegadywanie wspólnie wszelkich niepokojących zjawisk, wydarzeń i emocji. Mam szczęście, bo jestem z wykształcenia psycholożką i gestaltystką, więc mam niezbędną do tego nomenklaturę i pewnego rodzaju przygotowanie. Mój mąż jest natomiast bardzo wrażliwym i empatycznym partnerem. Rzadko, choć zdarza się, potrzebujemy pomocy osoby trzeciej (np. terapeuty par) w rozwikłaniu trudności w relacji.

rys. Dorota K. Solarska

Czy powinniśmy informować pracodawcę, że chorujemy?

– To zależy od rodzaju i przebiegu choroby czy zaburzenia. Ja na przykład nie jestem w stanie podjąć żadnej „zwyczajnej” pracy, bo symptomy pojawiają się zbyt często. Mogę tworzyć w domu, malować, pisać wtedy, kiedy czuję się dostatecznie dobrze.

Uważam jednak, że jeśli mamy na przykład chorobę dwubiegunową o lżejszym przebiegu, to może nie jest to dla pracodawcy kluczowa informacja. Czasem będziemy wulkanem energii, czasem będziemy pracować wolniej czy z większym oporem. Wydaje mi się również, że w dużej mierze decyzja zależy od relacji, jaką mamy z pracodawcą oraz znajomości siebie samej, jak dalece można na mnie polegać. Ja wiem o sobie tyle, że ze mną bywa różnie i zupełnie nie jest to moja wina.

 

Ostatnio do moich aktywności udało mi się włączyć wolontariat. Na drugim spotkaniu powiedziałam, że mogą być takie dni, kiedy nie będę miała siły wyjść z domu. Usłyszałam: „Dobrze, że nam mówisz, będziemy organizować backup”. Moi przyjaciele z grupy teatralnej także wiedzą, że czasem przychodzę na spotkania, a czasem piszę, że nie dam rady, bo źle ze mną. Dziękują mi i rozumieją. Kolega powiedział mi ostatnio, że jestem bardziej przewidywalna niż wielu jego zdrowych znajomych, gdyż zawsze może liczyć na jasność sytuacji w moim przypadku. Szczęście w nieszczęściu.

W książce opowiadasz o ogromnym lęku społecznym przed wychodzeniem z domu, bo atak paniki, bo psychoza… Czy to można próbować jakoś pokonywać?

– Warto jak najlepiej poznać siebie i granice swoich możliwości. Nie przełamywać się na siłę, tylko zbierać dobre doświadczenia. Bywa różnie. Czasem czułam się słabiej, ale mimo wszystko wyszłam z domu i dobrze mi to zrobiło. Moim zdaniem warto starać się nie myśleć: „Muszę wyjść”. Lepiej: „Co jest w tym momencie najlepszym rozwiązaniem, czego będę mniej żałować: wyjścia czy niewyjścia?” Zdarza się, że jedynym sposobem na przetrwanie jest zakopanie się pod kołdrą i „zniknięcie”. To czasem najlepszy wybór.

Jestem przeciwniczką rzucania się na głęboką wodę, gdy nie umiemy pływać. Wywoła to tylko jeszcze większy lęk i odwiedzie nas od kolejnych prób w przyszłości. Zdarza mi się nie chcieć pójść na własny wernisaż. Szukam wtedy rozwiązań, jak uprzyjemnić sobie takie wyjście. Zwykle obstawiam się znajomymi, żeby nie musieć prowadzić small talków z obcymi. Kiedy zaczynam czuć się niewygodnie, zmykam do domu po angielsku – w sposób niezauważalny. Po powrocie stosuję głęboki relaks i odcięcie od bodźców.

Jak przyjaźnić się z osobą z zaburzeniami osobowości?

– Tak jak z każdą inną osobą, mam ochotę odpowiedzieć. Nie jesteśmy przecież w gabinecie osobliwości. Najważniejsze jest poznanie tej osoby, ustalenie z nią „instrukcji obsługi”, umówienie się właśnie na reality check, wzajemne zaufanie i znajomość własnych ograniczeń oraz granic. Wierzę także, że edukowanie się, samodzielne lub wspólne z zakresu takiej choroby, jest kluczowe. Tak, by wiedzieć, kiedy mówi do mnie przyjaciółka… a kiedy już jej choroba.

Znam taką sytuację, że ktoś nagle zaczyna chorować. Znajomi w pracy orientują się, że to halucynacje, że manipulacje spowodowane urojeniami. Często takie osoby są w szoku i kompletnie nie wiedzą co robić? Informować rodzinę? Jak możemy pomóc w takich sytuacjach?

– Leciałam kiedyś samolotem, gdy jeszcze byłam zdrowa. Okazało się, że na pokładzie znalazła się dziewczyna w ostrej psychozie i jej mdlejący tata, wyczerpany pilnowaniem jej od kilku dni. Usiadłam przy niej i zaczęłam jej słuchać – snuła urojenia. Na miejsce przylotu wezwano już karetkę. Po tym incydencie kolega psychiatra powiedział mi: „Nic nie mogłaś zrobić. Trzeba było podać ogromną dawkę leków antypsychotycznych, natychmiast”.

Wracając do twojego pytania, uważam, że trzeba od razu poinformować rodzinę i ustalić dalszą procedurę. Być może taka osoba choruje już od jakiegoś czasu, tylko symptomy pozostawały przez jakiś okres uśpione i rodzina wie, co w takiej sytuacji robić. Jeśli nikt nie wie, co robić, wezwijmy karetkę. Pamiętajmy jednak, że jeśli ta osoba nie stanowi zagrożenia dla siebie i innych, musi wyrazić zgodę na hospitalizację. Mnie w momentach ataków urojeniowych pomaga, gdy ktoś do mnie mówi proste rzeczy: „Nazywasz się Dorota Solarska, masz 41 lat, jesteś teraz w Bernie, gdzie mieszkasz z mężem i psem. Jesteś bezpieczna. Czy masz przy sobie leki? Weź tyle tego, tyle tamtego. Jeśli jesteś w domu, połóż się i spróbuj po tych lekach zasnąć lub zadzwoń do swojego asystenta psychiatrycznego”. Po kilku latach chorowania mam procedurę na każdą okazję…

Dziś już łatwiej mówić o depresji czy nawet o chorobie afektywnej dwubiegunowej, ale to przecież nie wszystko.

– W społecznym postrzeganiu pojawia się pewna hierarchia zaburzeń i chorób psychicznych. Najbardziej „oswojona” jest depresja. Coraz więcej w tej sprawie publikacji, czy też „coming outów” osób publicznych. Choroba dwubiegunowa też staje się „modna”, coraz więcej się o niej pisze, wiele dobrego w zakresie edukacji robi pod tym względem Joanna Bąk. Najgorzej ma się schizofrenia. Wciąż jest za mało społecznej wiedzy, że tacy chorzy mogą żyć latami bez objawów. Schizofrenik kojarzy się z niebezpiecznym dziwakiem. A prawda jest taka, że statystycznie osoby chore są mniej niebezpieczne niż zdrowe. Jeśli już komuś zagrażają, to najczęściej sobie. Natomiast o chorobie schizoafektywnej nie pisze się już w ogóle. Czuję się więc po pierwsze nieco osamotniona, a po drugie – cieszę się, że tak wiele stron poświęcam jej w mojej książce.

Wszystkie rysunki zamieszczone w tekście wykonała Dorota K. Solarska.


Dorota K. Solarska – autorka książek, artykułów, sztuk teatralnych i bloga; malarka, graficzka, której prace wystawiane są w Szwajcarii i w Polsce. Z wykształcenia psycholożka i dziennikarka, ukończyła także Szkołę Counsellingu Gestalt z dyplomem counselora oraz podyplomowe studia ExpressiveArts w European Graduate School w Szwajcarii. Przez dziesięć lat pracowała w Polsce jako trenerka biznesu i coach – indywidualny oraz grupowy. W 2014 zdiagnozowano u niej chorobę afektywną dwubiegunową, następnie diagnozę zmieniono na chorobę schizoafektywną oraz zaburzenie osobowości typu borderline. Mieszka, tworzy i choruje w Szwajcarii.


Lifestyle

Cera trądzikowa – charakterystyka i pielęgnacja skóry ze zmianami trądzikowymi

Redakcja
Redakcja
14 czerwca 2022

Trądzik traktuje się jako przypadłość wieku nastoletniego. Komu z nas nie wyskakiwały krępujące krosty akurat na dzień przed imprezą? Chociaż u większości osób trądzik kończy się wraz z wejściem w dorosłe życie, niektórym towarzyszy jeszcze przez lata. Czym charakteryzuje się cera trądzikowa i jak odpowiednio ją pielęgnować, żeby pozbyć się problemów skórnych?

Jak rozpoznać cerę trądzikową?

Cera trądzikowa występuje u osób ze skórą tłustą lub mieszaną. Cechą charakterystyczną tego typu cery są zaskórniki otwarte i zamknięte, grudki, czyli niewielkie czerwone wykwity, krosty, nacieki zapalne i torbiele. Przy cerze trądzikowej pory są rozszerzone i widoczne, a skóra zaczerwieniona. Ponieważ gruczoły łojowe produkują nadmiar sebum, skóra osoby z cerą trądzikową stale się błyszczy. Co ciekawe, choć przy tym rodzaju cery występuje nadprodukcja łoju, skóra może być odwodniona. Dlatego tak istotne jest, by w pielęgnacji cery trądzikowej nie tylko zadbać o wyciszenie stanów zapalnych i zapobiec powstawaniu nowych zmian skórnych, ale też głęboko nawodnić skórę (stosując np. kwas glikolowy).

Przy cerze trądzikowej na twarzy mogą pojawić się blizny, a także przebarwienia potrądzikowe. Z tego też powodu w pielęgnacji stosuje się kwasy zmniejszające przebarwienia i wyrównujące koloryt.

Czym jest trądzik?

Trądzik wydaje się tylko problemem estetycznym, a tak naprawdę zalicza się go do chorób przewlekłych. Dla wielu osób trądzik, szczególnie ten trudno poddający się leczeniu, to prawdziwa zmora. Choroba związana jest z mieszkami włosowymi i gruczołami łojowymi znajdującymi się w skórze. Trądzik występuje w różnych postaciach i może pojawić się również na skutek zmian hormonalnych (zachwiana gospodarka hormonalna). Do najczęstszych odmian tego schorzenia należy trądzik pospolity (zwyczajny), za który odpowiedzialne są androgeny, czyli tzw. męskie hormony (występujące również u kobiet). Przybiera on formę zaskórników i w tym przypadku nie obserwuje się zmian zapalnych gruczołów łojowych i mieszków włosowych. Jest to łagodna forma trądziku, a pomóc w jego leczeniu może właściwa pielęgnacja cery trądzikowej.

Kolejną odmianą tego skórnego schorzenia jest trądzik różowaty, którego przyczyny nie do końca jeszcze poznano. Przypuszcza się, że powodem tej bardzo trudnej do leczenia przewlekłej choroby mogą być np. zmiany hormonalne czy też nadwrażliwość układu nerwowego na bodźce zewnętrzne (naczynia krwionośne w okolicach twarzy przestają prawidłowo działać). W trądziku różowatym występuje stały rumień, grudki, krostki, a gruczoły łojowe są przerośnięte.

Inne odmiany trądziku

Wśród odmian tego schorzenia wyróżnia się jeszcze:

  • trądzik ropowiczy – ciężki w przebiegu i leczeniu; charakterystyczne dla niego są czerwone i ropne zmiany, które mogą pozostawiać blizny;
  • trądzik skupiony – zmiany występują w konkretnych miejscach; ropne krosty są duże, mogą się zlewać i prowadzić do powstawania blizn;
  • trądzik bliznowaty – zmiany skórne zamieniają się w bliznowce;
  • trądzik niemowlęcy – odmiana trądziku pospolitego występująca u noworodków;
  • trądzik zawodowy – występujący na skutek pracy w niekorzystnych warunkach.

Pielęgnacja cery trądzikowej

Co stosować na trądzik? Jak prawidłowo pielęgnować cerę trądzikową, żeby ograniczyć pojawianie się wyprysków i krost? Przede wszystkim ważna jest systematyczność, czyli stosowanie wybranych produktów do cery trądzikowej nie od czasu do czasu, ale tak, jak zaleca to producent. Drugi krok w walce z wykwitami skórnymi, świeceniem się skóry i nieestetycznymi krostami to odpowiednie oczyszczanie i stosowanie się do kilku zaleceń. Pielęgnacja cery trądzikowej polega na:

  • myciu twarzy dwa razy dziennie i po każdym spoceniu się żelem lub pianką do cery trądzikowej;
  • nieużywaniu ziarnistych peelingów, które rozsiewają bakterie i powodują powstawanie kolejnych krost;
  • niewyciskaniu zaskórników i wyprysków;
  • stosowaniu produktów pielęgnacyjnych niezatykających porów;
  • stosowaniu peelingów zawierających kwasy złuszczające – również korzystanie z profesjonalnych zabiegów kosmetycznych z użyciem tych kwasów;
  • dogłębnym nawilżaniu skóry;
  • nawadnianiu się i stosowaniu diety, która sprzyja zdrowiu Twojej cery (niektóre produkty mogą nasilać zmiany trądzikowe – wiesz najlepiej, co nie służy Twojej skórze);
  • stosowaniu odpowiednich, niezatykających kosmetyków z filtrami UV;
  • używaniu kosmetyków kolorowych przeznaczonych do cery trądzikowej.

Żeby usunąć wypryski na twarzy i powstrzymać powstawanie kolejnych zmian skórnych, oczyszczaj i tonizuj skórę twarzy każdego wieczora. Raz lub dwa razy w tygodniu nakładaj na twarz peeling enzymatyczny. Jeśli nie możesz poradzić sobie z problemem trądzikowym za pomocą kosmetyków dostępnych w drogeriach lub aptece, korzystaj z profesjonalnych zabiegów z kwasami. Nawilżaj skórę niezapychającymi kremami i unikaj tych o tłustej formule na bazie olejów. Sięgaj po serum redukujące przebarwienia lub normalizujące. Żeby zapobiec błyszczeniu się, nakładaj na twarz kremy matujące, najlepiej z filtrem UV, bo pod wpływem słońca zmiany trądzikowe się nasilają.

Jak pozbyć się trądziku? Co najlepiej na niego działa?

Pomocne w pielęgnacji cery trądzikowej okazują się kwasy, takie jak np. migdałowy, pirogronowy, azelainowy, salicylowy oraz glikolowy. Każdy z nich działa na konkretny problem cery z zaskórnikami i wypryskami.

Kwas migdałowy

Kwas migdałowy, należący do grupy alfa-hydroksykwasów (AHA, czyli kwasów owocowych), wykazuje silne właściwości antybakteryjne. Jednocześnie jest delikatny dla skóry i pomocny w łagodzeniu trądziku, wygładzaniu skóry twarzy, usuwaniu przebarwień i pierwszych oznak starzenia się.

Kwas pozyskiwany z gorzkich migdałów działa skutecznie w pielęgnacji cery trądzikowej, a dodatkowo może być bezpiecznie stosowany u tych osób, których skóra jest wrażliwa. Cząsteczki kwasu migdałowego należą do największych spośród wszystkich kwasów AHA. Dlatego też kwas ten powoli wnika w skórę, a przez to jest mniej drażniący. Substancja przyspiesza odnowę komórek – stosuje się ją więc jako produkt złuszczający.

Kwas migdałowy reguluje produkcję sebum, odtyka pory i zmniejsza zapalenia. Stosując go, możesz więc zredukować wypryski na twarzy.

Kwas pirogronowy

Ten rodzaj kwasu AHA wykazuje działanie keratolityczne (rozpuszcza zrogowaciałą warstwę naskórka), przeciwbakteryjne i ograniczające wydzielanie sebum. Oprócz tego kwas pirogronowy działa antyoksydacyjnie i zmniejsza przebarwienia, a dodatkowo zapewnia skórze głębokie nawilżenie, co pobudza wytwarzanie kolagenu.

Peeling chemiczny z kwasem pirogronowym dogłębnie oczyszcza skórę, zmniejszając wypryski, wygładzając blizny i inne drobne niedoskonałości. Kwas pirogronowy stosuje się więc przy cerze trądzikowej, przy trudnym do leczenia trądziku zapalnym i przy umiarkowanych problemach skórnych. Wybierz dla siebie kosmetyk oczyszczający, który pomoże Ci złagodzić zmiany trądzikowe i zmniejszyć przebarwienia.

Kwas azelainowy

Kwas azelainowy obecny w jęczmieniu, pszenicy i życie należy do grupy kwasów dikarboksylowych (kwas AA). Substancja działa przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie, antyoksydacyjnie, keratolitycznie oraz rozjaśniająco, stosuje się ją więc w produktach do pielęgnacji skóry trądzikowej. Dzięki właściwościom przeciwbakteryjnym kwas ten hamuje namnażanie bakterii odpowiedzialnych za powstawanie zmian trądzikowych. Działanie przeciwzapalne kwasu azelainowego okazuje się pomocne w trądziku różowatym i wspiera jego leczenie. Preparaty z kwasem AA poleca się też osobom borykającym się z zaskórnikami, ponieważ substancja reguluje wydzielanie sebum i przeciwdziała blokowaniu ujść gruczołów łojowych.

W większości przypadków kwas azelainowy jest dobrze tolerowany przez skórę. Nie wykazuje działania fototoksycznego, dlatego też można stosować go przez cały rok.

Kwas salicylowy

Zalicza się go do grupy kwasów beta-hydroksylowych i – jako jedyny kwas BHA – stosuje się w kosmetyce. Substancja ta występuje naturalnie w wielu roślinach (np. w liściach brzozy, malin czy w korze topoli), ale jako związek chemiczny wyodrębniono go z kory wierzby.

Kwas salicylowy ma działanie złuszczające. Usuwa też nadmiar sebum i reguluje jego produkcję, przez co działa skutecznie na zatkane pory. Wykazuje delikatne właściwości przeciwzapalne i przeciwbakteryjne. Z tego też względu kwas salicylowy znajduje się w składzie kosmetyków do pielęgnacji cery trądzikowej i tłustej.

Kwas glikolowy

Podobnie jak kwas migdałowy, należy do grupy kwasów AHA. Pozyskuje się go naturalnie z trzciny cukrowej, ale wytwarza też syntetycznie w laboratoriach. Cząsteczki kwasu glikolowego są bardzo małe, dlatego też przenikają przez naskórek i dostają się do głębszych warstw skóry. Kwas glikolowy wykazuje silne działanie złuszczające, ale i nawilżające. Pomaga usuwać martwe komórki i wspomaga tworzenie się nowych. Oprócz tego substancja ta zmniejsza stany zapalne, działa przeciwbakteryjnie i chroni przed promieniowaniem UVB.

Kwas glikolowy ogranicza powstawanie wyprysków na twarzy i krost trądzikowych. Rozjaśnia cerę, zmniejszając przebarwienia, wygładza drobne zmarszczki i poprawia elastyczność skóry.

Choć kwas ten uznaje się za bezpieczny, u osób z wrażliwą cerą może powodować podrażnienia (szczególnie w stężeniu wyższym niż 10%).

 

Źródła:

https://www.healthline.com/health/mandelic-acid#uses

https://www.healthline.com/health/beauty-skin-care/glycolic-acid-vs-salicylic-acid#about-glycolic-acid

https://www.nature.com/articles/s41598-020-69530-w

https://repozytorium.ka.edu.pl/bitstream/handle/11315/816/Cira_Jurzak_Drag_Substancje_w_preparatach_do_pielegnacji_cery_tradzikowej_2013.pdf?sequence=1&isAllowed=y

https://www.healthline.com/health/beauty-skin-care/acne-prone-skin#skin-care-routine

http://aestheticcosmetology.com/wp-content/uploads/2019/02/ke2016.5-5.pdf


Zobacz także

Urlop w egzotycznych krajach? Jak najbardziej!

„Nikt mnie nigdy nie wypychał do show biznesu, nie byłam niczyją marionetką, ani narzędziem w rękach niespełnionego taty”

Regulamin konkursu „Podróż po wspomnienia – sentymentalny konkurs marki MAXCOM i OHME”