Lifestyle

Jak postępować z innymi kobietami? Święte zasady kobiety z klasą

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
7 czerwca 2016
Fot. iStock / Petar Chernaev
 

– Moim zdaniem to ona za mało pracuje, nie uważasz?

Takie zdanie usłyszałam od koleżanki z firmy, w której pracowałam Kiedyś Tam. Prawie zemdlałam, bo taką opinię wypowiedziała bliska przyjaciółka owej Nie Pracującej Za dużo. Przynajmniej myślałam, że są przyjaciółkami. Znały się jeszcze z czasów przed pracą, ich dzieci się uwielbiały, spotykały się prywatnie, dużo o sobie wiedziały.

Zastanawiałam się: dlaczego jedna kobieta mówi mi o drugiej źle? Dlaczego ją tak surowo ocenia? Dlaczego mówi to mi, a nie tamtej? I przede wszystkim: czy to jest przyjaźń?!!! Rozumiem, gdybym chociaż była bliską przyjaciółką którejś z nich – ale nie byłam.

Czułam jakbym z prędkością światła przeniosła się do podstawówki. Dwie dziewczynki niby przyjaźnią się ze sobą. Niby, bo wystarczy, że jedna nie przyjdzie do szkoły, a już jej najbliższa przyjaciółka już ma sojusz z inną. Brrr. Myślałam, że z podstawówki wyrosłyśmy, jak się okazuje może i tak fizycznie, ale na pewno nie mentalnie.

Od tego czasu spotykam różne kobiety. Z wieloma się przyjaźnię, bardzo sobie cenię te przyjaźnie. Czasem jednak chciałabym napisać dekalog, którego powinna przestrzegać każda kobieta. Ja też przecież, bo wiem, że nieraz sama nie byłam święta. Ale po prostu to jest mega słabe. To kobiece zakłamanie, bierna agresja, bycie dla siebie miłym, a potem obrabianie sobie tyłków, rozmawianie o sobie z kimś trzecim. Po co to?

Znam dużo wspaniałych kobiet. Kobiet, które potrafią się przyjaźnić, a jednocześnie NIGDY nie mówiących o tej drugiej nic złego w towarzystwie. Czy to takie trudne?!

1. Przestań oceniać wygląd drugiej kobiety. Uważasz, że źle wygląda? Powinna zrobić coś z włosami? Inaczej się ubrać? Powiedz jej to– zrobisz chociaż coś dobrego, być może to jej pomoże. Jeśli nie masz odwagi, po prostu milcz i zachowaj dla siebie swoje oceny.

2. Przestań oceniać jej związek. Zajmijmy się wszystkie swoimi związkami. Tak będzie najlepiej. No chyba, że ktoś nas prosi: powiedz mi, co myślisz.

3. Bądź lojalna wobec przyjaciółki– nie obgaduj jej nawet jeśli jesteś na nią wściekła. Nie ciesz się tym, że inni widzą to, co ty ( że się zmieniła, jest trudna, itd itp). Powiedz jej to najwyżej, ale nie uczestnicz w dyskusji na ten temat.

To serio słabe. Troska jest wtedy, gdy jej to powiesz. Wprost. A nie wtedy, gdy analizujecie to w grupie ( w podtekście: jesteśmy lepsze, to z nią coś nie tak).

No chyba, że ona cierpi, nie chce wstać z łóżka i wspólnie z innymi jej przyjaciółkami obmyślacie awaryjny plan ratunkowy. Wtedy to jasne i oczywiste.

4. Jeśli masz w pracy bliską koleżanką, nie analizuj z resztą zespołu, jak wypełnia swoje obowiązki służbowe. To serio kiepsko świadczy o tobie. Po co to robisz? Chcesz poczuć się lepiej? Jeśli nie pasuje ci jak pracuje– powiedz jej to. Dasz jej przynajmniej szansę, żeby się zmieniła.

5. Nie opowiadaj innym jak bardzo pomogłaś koleżance X. Wypłaciłaś jej pieniądze z karty kredytowej, jechałaś o trzeciej w nocy pomóc jej w wyprowadzce, załatwiłaś jej pracę. Wspaniale. Ciesz się, że jesteś dobrym człowiekiem, ale nie chwal się tym przed innymi.

6. Nie analizuj życia innych osób. Nawet jeśli nie są ci bliskie, gadanie o nich to tylko ucieczka. Jasne, większość z nas ma pewne „ciągoty” do skupiania się na innych. Jeśli zauważasz u siebie tę tendencję pomyśl, że:

– tak naprawdę to nie chcesz skupić się na sobie. O innych lepiej się rozmawia, łatwiej, prościej. A jeśli przestaniesz…. co zobaczysz w swoim życiu? W sobie?

7.  Czasem lepiej milczeć niż coś powiedzieć ( Boższ, muszę to zapamiętać).

8. Chociaż próbuj myśleć dobrze o innych kobietach. Bardzo łatwo myśleć o kimś ze złością. A ta to, a tamta coś. Czujemy się lepiej… no chociaż przez chwilę. Jesteśmy lepsze. Tak, tak, lepsze.

Ale czy na pewno

9. Nie zabieraj drugiej kobiecie faceta, nie czaruj faceta, który podoba się jej. To bardzo kuszące, szczególnie, gdy masz kompleksy, chcesz coś tamtej udowodnić. Ale po co? Po tym zawsze jest niesmak. Jeśli my nie będziemy wobec siebie lojalne– to kto ma być?

To serio męczące obracać się wśród kobiet, które non stop obrabiają sobie tyłek. Pracować w firmach, w których to się dzieje. Słuchać tego na spotkaniach towarzyskich– kto, gdzie, z kim i dlaczego. Wydaje ci się: tak zbudowany jest świat.

Ale potem nagle znajdujesz się w grupie innych kobiet i widzisz, że można inaczej. Można po prostu zajmować się sobą, a innym osobom szczerze mówić co się czuje.

Ej, słuchaj– chcesz coś powiedzieć– mów wprost. To nie jest trudne. Można to zrobić bez agresji, życzliwie. Gdybyśmy wszystkie to robiły, świat byłby lepszy. I my byłybyśmy lepsze. 🙂

I szczęśliwsze.


Lifestyle

Eksperymentalny dzień dobra. Dla siebie. Kto z nami?

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
9 czerwca 2016
Fot. iStock / NinaMalyna
 

Koniec, koniec. Dziś wagary od bycia miłą, grzeczną i kochaną. Wrr. Wczoraj pół dnia chodziłam z telefonem w kieszeni, czekając aż z wycieczki zadzwoni mój syn (o ja, nadopiekuńcza), robiłam zakupy na jego ulubiony obiad, upiekłam ciasto. Wisiałam na telefonie wspierając kilka moich przyjaciółek, sprzątałam, gotowałam obiad, pracowałam. Stresowałam się. Pracą, koleżankami, no i dzieckiem, które na moją wiadomość odpisało tylko: „Aha”. Ahaaaaaaa?!!!! Phi, to po co ja to ciasto piekłam?! Służąca mam na imię?

Jedna z moich koleżanek (matka trójki dzieci) zerwała się o czwartej. Gotowała, prała, sprzątała. Potem spędziła cały dzień pracy w korpo ze straszną szefową, której nic się nie podoba. Szefowa wampir, a zaraz potem dzieci piranie. Lekcje, zabawy, gry, rozwiązywanie sporów, a wieczorem… wieczorem trzeba było pomóc mężowi przy ważnym projekcie.

– Co zrobiłaś dla siebie? – spytałam

– Dla siebie? – zdziwiła się.

Auć. Tak, dla siebie, dla siebie. Wiadomo, najbardziej to my potrafimy być dobre dla innych. Pomóc, nie urazić, zaopiekować się. Niektóre z nas dużo krzyczą (koniec, koniec z tym, na zawsze), a potem wracają do ulubionej roli. „Dzień dobry, jestem paź podnóżek. Sprzątam, gotuję, prasuję, robię dobrze i tu, i tam”.

Wczoraj postanowiłam z przyjaciółką. Czwartek 9 czerwca  to dzień dobra. Nie, nie dla dzieci, partnerów, naszych koleżanek, szefowych, rodziców, ciotek, babć.  Dzień dobra dla nas. Kto dołącza? Wystarczy przestrzegać kilku zasad.

Po pierwsze…. rano się nie zrywaj ( no, dziś już wstałaś, więc zacznij dzień dobra od 10. i kontynuuj do 9 rano następnego dnia). Poleż chwilę w łóżku, zastanów się czego byś dziś chciała, jakie masz plany.

Po drugie… myśl o tym, jaki to będzie dzień obrazami. Jeśli chcesz iść na randkę, wyobraź sobie jak będzie fajnie, co zjesz, gdzie pójdziecie, co zrobicie potem. Wyobrażaj sobie ten dzień, nawet pracę w miły sposób. To cię nastroi pozytywnie. Nasze życie to w dużej mierze nasze myśli.

Po trzecie… zapisz swoje plany. I niech 30 proc. tych planów zajmą przyjemności. Ustal co zrobisz dla siebie. Pójdziesz na fitness zamiast znów jechać na drugi koniec miasta do przyjaciółki czy stać przy garach. Albo właśnie pojedziesz do przyjaciółki, do której miałaś już jechać milion razy. Zrezygnuj z mniej ważnych rzeczy, a przyjemności „wykonaj” koniecznie. To twój dzień.

Po czwarte… bądź choć przez 20 minut sama. Idź na spacer, zamknij się w pokoju, poleż w łóżku. Moja przyjaciółka ( matka trójki) uważa, że myślenie o sobie to strata czasu. Aaaaaaaa, nie mogę tego słuchać. Myślenie o sobie to zastanawianie się czego się chce, co przeszkadza, co można zmienić, jak można spełnić swoje marzenia. To jest bardziej niż potrzebne!

Po piąte… jeśli jesteś na kogoś zła, masz żal, nie ukrywaj tego. Odważ się, powiedz co myślisz. Zobaczysz jaka to ulga.

Po szóste… przełam rutynę. Zrób coś nowego. Zastanów się, czego ci brakuje. Oczywiście, dziś nie skoczysz na spadochronie, ale możesz zadzwonić i zapisać się na skoki w weekend. Marzyłaś o języku? Poszukaj kursów wakacyjnych. Zrób coś, co cały czas odkładasz, a co chodzi ci po głowie. A dziś? Może pojedź inną trasą do pracy, wróć inną, wyjdź wieczorem, pojedź na spacer za miasto.

Po siódme… przełam rutynę w myśleniu i zachowaniu. Jeśli całe życie się kontrolujesz, dziś się nie kontroluj. Idź na lody, kup sobie czekoladę, zrób coś innego „dziecięcego”. Jeśli raczej ulegasz impulsom, dziś bądź kobietą zen. Zobacz, że kontrola nie jest taka trudna i daje mnóstwo satysfakcji. Po co to? Żebyś zrozumiała, że tylko ty masz wpływ na swoje zachowania.

Po ósme… cały dzień myśl: czy to mi sprawia przyjemność, czy ja tego chcę? Jeśli czegoś nie czujesz, po prostu tego nie rób. No jakoś wszyscy przeżyją ten jeden dzień z tobą dobrą przede wszystkim dla siebie.

Napiszcie wieczorem jak wam poszło:)


Lifestyle

„Rusz tyłek, miła”. Przestań planować, bać się, czekać. Działaj

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
2 czerwca 2016
Fot. Pixabay / jiill111 / CC0 Public Domain

Panna X i pani Y. Siedzę w weekend na tarasie u jednej z nich, popijają drinki (hipotetycznie), może być też: wcinają ciasteczka, piją gorącą czekoladę.

– Ach, muszę schudnąć – wzdycha jedna.

– Oj tak – wzdycha druga. – Trzeba schudnąć. Pach, ciasteczko ląduje w ślicznych (dobra, dość ładnych) usteczkach.

– Trzeba, trzeba.

Chwilę później wpada panna Z. Od marca minus piętnaście kg. Codzienne bieganie, Chodakowska i tak dalej. No i racjonalna dieta.

– Nie, dziękuję za ciasteczko (wino, drinka, gorącą czekoladę, zimną czekoladę, mrożoną czekoladę)

– No co ty, nie zjesz, już nie przesadzaj – mówi X – Chcesz zniknąć? Zero dumy z przyjaciółki. Żadnego „wow” i „niesamowite”.

– My od jutra – panna X. i pani Y. pocieszają siebie i kolejne milion kalorii wpychają sobie do dzióbków.

Znacie to? Latami tak można. Ze wszystkim. Dieta to najbanalniejszy przykład. Chodzi generalnie o odraczanie, odpuszczanie sobie, postanowienia, które nigdy nie zostaną zrealizowane.

Och, jak ta Inna, dobrze wygląda, jakiego ma boskiego męża, boskie dzieci, boski dom, boskie wszystko. I te nogi takie umięśnione i twarz śliczna, i cudowne przyjaciółki. Też tak chcęęęęęęęęęę– wyrywa się dziewczynka w tobie. Mała gówniara, która głównie tupie nogą, żąda, marzy, wyobraża sobie, że kiedy ona w końcu: zmieni tę pracę, otworzy firmę, wyjdzie za mąż, poleci na Sri Lankę… wtedy wszystko się zmieni.

A jak do tego dojdzie? Hmm, może zdarzy się cud? W końcu przecież fajni mężowie i bilety na Sri lankę lądują czasem w naszych domach bez zapowiedzi, spadają na kanapę na której leżymy i planujemy swoje boskie życie. Te boskie życie w przyszłości, bo teraz ono takie nijakie. Wygląd? No cóż…. Praca? Hmm….Pasje? Dopiero uczą się raczkować. Cele? Pewnie, że są, ale schowały się w kącie.

Aaaaaaa, ratunku, dość, basta, koniec!!!! Życie nie dzieje się w magicznym: „później”. Życie się dzieje „tu i teraz”. I jeśli my czegoś nie zrobimy, żeby to „tu i teraz” przybliżało nas do boskiego celu to nul, koniec. Nikt tego nie zrobi.

Dlaczego właściwie o tym piszę? Hmm, bo sama jestem mistrzynią planowania.

Rolki– plan od roku. Nie, te za drogie, teraz są inne priorytety, dobra, od następnego miesiąca, dobra, najpierw jednak kurs nauki na rolkach, za drogie, to za miesiąc. Fajnie, minął rok i na rolkach umiem przejechać wciąż tylko kilka metrów.

Znam też mnóstwo takich osób. Panny X i panie Y krążą wokół. „Odkładaczki”, „planowaczki”. Dlatego tak cudownie być blisko pań Z. Jest myśl, jest cel, jest dążenie.

To są te pisarki, które jednak napisały książki i poświęciły ileś lat na pracę nad warsztatem.

Te lekarki co pokończyły trudne studia i wciąż się szkolą

Dziewczyny z pasją, które zawsze osiągają to, co chcą. Uczmy się od nich, bo i inspiracja i piękna, fajna energia.

Często boimy się zacząć, a to takie proste. Scarlett O’Hara i jej filozofia może się sprawdza w kłopotach, gdy nie mamy na coś wpływu. Ale nie w planowaniu. Gdybyśmy wszystkie myślały jak ona (czyt. jutro, jutro) nie byłoby:

– spektakularnych karier

– spektakularnych osiągnięć sportowych i wszystkich innych

– spektakularnych schudnięć też by nie było:)

Ani niczego co wymaga działania, a nie siedzenia na kanapie.