Lifestyle Psychologia

Gdyby tak zdjąć ten ciężar z twoich barków…. Ale czy człowiek wolny od emocji rozumie życie?

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
8 września 2020
Fot. iStock / milicad
 

Miłość. Ta do mężczyzny może być skomplikowana, może unosić nad ziemią, a potem rzucić cię na ziemię, nie mówiąc „przepraszam”. Ale może też trwać, mobilizować do lepszego, cieszyć, pozwalać odnaleźć zgubiony sens. Ta do dziecka jest pełna poświęceń, smutku i radości, troski i szczęścia. Czy można przestać kochać dziecko?  Miłość do rodziców jest równie bezwarunkowa, choć bywa trudna, pełna żalu i niewyjaśnionych spięć. Miłość bywa ciężarem. Każda.

Gdyby tak nie czuć, nie kochać, nie cierpieć. Nie mieć nadziei i jej nie tracić. Czy tak można? Pewnie są ludzie, którzy potrafią zamknąć się na emocje, oddzielić je od siebie, odsunąć to, co niewygodne, nieznośne, co boli. Żyć tylko dla siebie. Ale czy takie życie ma sens? Oczywiście, nie jest mniej wartościowe niż inne życia. Czy jednak przynosi nam spełnienie i samoświadomość, w ostatecznym rozliczeniu?

Czy nie jest tak, że bez miłości pewnych rzeczy po prostu nigdy nie zrozumiemy? I nie ułożymy swojej listy priorytetów od nowa,  nie przewartościujemy naszych relacji z innymi, naszych celów, marzeń i dążeń? Czy to nie miłość pozwala nam pojąć, co tak naprawdę jest ważne? Czy to nie troska o drugiego „stawia nas do pionu”, każe przemyśleć pewne sprawy, szukać porozumienia, a nie konfliktów? Zwolnić, zadbać o zdrowie, swoje i bliskich?

Co wie o życiu ten, kto nigdy nie opiekował się w chorobie ukochaną osobą? Kto nie drżał ze strachu, że za chwilę jej słaby oddech spłyci się jeszcze bardziej, by w końcu zniknąć?

Co wie o życiu ten, kto nie pożegnał schorowanej matki, kto nie stanął przed dylematem „oddać” rodzica do instytucji, gdzie zajmą się nim osoby profesjonalnie wykonujące swoją pracę, czy samemu, mimo braku sił i wyczerpania emocjonalnego być z nim dzień w dzień, aż do końca?

Co wie o życiu ten, kto nie spędził ani jednej bezsennej nocy przy łóżku chorego dziecka, kołysząc je do snu i starając się uśmierzyć jego ból? Co wie o lęku ten, kto nie czekał późnym wieczorem na nastoletnią córkę, czy syna, który po raz pierwszy wraca do domu o takiej porze?

Co wie o życiu ten, kto nie biegł przez nie ani razu trzymając za rękę ukochaną osobę? Kto nie zaznał nigdy wyjątkowego uczucia szczęścia i wyjątkowości chwili, kiedy jesteśmy pewni, że znaleźliśmy obok siebie kogoś z kim łączy nas prawdziwa miłość i porozumienie dusz? I że już tak będzie zawsze?

Miłość, każda miłość, to lekcja życia, jakiej nie odbierzemy w żaden inny sposób, które nie poznamy z książek. Nie zamykajmy się na nią, nie bójmy się jej. Jeśli kochasz, żyjesz naprawdę. Jeśli ci zależy, rozumiesz i widzisz więcej. Stajesz się otwarty na potrzeby innych, wrażliwy na ich cierpienie. Chcesz szczęścia nie tylko dla siebie. Gdyby tak zdjąć ten ciężar z twoich barków, pewnie przez moment, nawet dłuższy poczujesz się lepiej. Ale za chwilę zobaczysz, że to życie jest niepełne bez wszystkich trosk miłości.

Kochaj. Rodzica, dziecko, dziewczynę, faceta, psa, kota. Nie zastanawiaj się, nie kalkuluj. Zyskasz więcej, niż możesz stracić.


Lifestyle Psychologia

Kochana Córeczko, mam nadzieję, że kiedy ten trudny czas Twojego dojrzewania będzie za nami, nasze światy na nowo zaczną się przenikać

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
19 września 2020
Fot. iStock/elenaleonova
 

Czasami Cię nie poznaję. Jakoś trudno mi się patrzy na tę dwoją drobną buzię, wykrzywioną w grymasie złości. Albo na tę obojętność do granic i brak emocji. Trudno słucha mi się Twojego podniesionego głosu, kiedy wyrzucasz z siebie wszystko, co Cię denerwuje, drażni, smuci i wszystko to, co sprawia, że się boisz. Trudno mi powstrzymać łzy, gdy ranisz, choć wiem, że to tylko etap przejściowy, to całe dojrzewanie.

Kochana Córeczko, wiem, że Ci ciężko. Wiem, że sama nie radzisz sobie z natłokiem odczuć, z tempem zmian, które nadeszły za szybko. Stałaś się nastolatką, gdy wciąż jeszcze pragnęłaś być dzieckiem.

Zaglądam do Twojego pokoju i widzę jak leżysz na łóżku, ze słuchawkami w uszach. Staram się nie truć, że mogłabyś wstać, że trzeba wziąć się za lekcje, że warto odnieść te wszystkie talerze i kubki do kuchni. Czasem płaczesz, czasem śmiejesz się jak szalona. Czasem zamykasz się w sobie, czasem pokazujesz mi swój świat. Cieszę się, kiedy mnie do niego wpuszczasz, choć nie zawsze go rozumiem. Słucham Cię uważnie, trzymam się tej więzi, która wciąż jeszcze nas łączy. Działam intuicyjnie, często nieporadnie.

To taki dziwny czas, ten moment, w którym przestajesz być dzieckiem. Jesteś bardzo krytyczna, wypominasz mi błędy, których się nie ustrzegłam jako matka i jako partnerka Twojego taty. Wiem, że stale przekraczasz granice, że wciąż „pozwalasz sobie na więcej”. Jednak ciągle jeszcze mam wrażenie, że to kontroluję, że choć balansujesz na cienkiej linii, twoje zachowanie mieści się jeszcze w granicach zachowań nastolatków, o których czytam w tych wszystkich mądrych artykułach.

Czasem mówisz dużo, szybko, niewiele myśląc o tym, czy twoje słowa kogoś zranią. Staram się nie odbierać tego osobiście, choć czasem mi nie wychodzi. Płaczę. Z bezradności, ze zmęczenia. Z braku wsparcia. Dzwonię do przyjaciółek, pytam o rady. Mówią, że najtrudniej jest teraz. Że siódma i ósma klasa podstawówki to czas, w którym rogi matek i córek się rozchodzą na dłuższy moment. Ale że porozumienie kiedyś wróci. I będzie silniejsze niż kiedykolwiek.

Wiem, że wciąż czujesz się tu bezpieczna. Że masz tu przystań, dom, który choć nie jest idealny, chce Cię dokładnie taką, jaka jesteś. I mamę, która Cię kocha, wspiera i akceptuje. Zawsze tak będzie.

Przepraszam Cię za to, co robię zle. I za to, że czasem tracę cierpliwość. Ta sytuacja, tak jak dla Ciebie, jest dla mnie nowa. Uczę się zatem na nowo Ciebie i tego, jak z Tobą rozmawiać.

Mam nadzieję, że kiedy ten trudny etap będzie za nami, odnajdziemy w sobie partnerki do rozmowy, wspólnych wyjść, zakupów, wyjazdów… Że nasze światy, choć już na zawsze oddzielne, gdzieś tam na nowo zaczną się przenikać. Kocham Cię. Mama


Lifestyle Psychologia

7 lęków matki w nowym roku szkolnym. Boję się, że nikt nie wie, w którym kierunku zmierzamy

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
1 września 2020
Fot. iStock/djedzura

W tym roku jest inaczej niż zwykle. Boję się. Oprócz tego, że boję się normalnie, jak zawsze, o to jak sobie poradzisz, jak ci będzie w tej pierwszej klasie, w twoim nowym życiu, wśród nowych znajomych, to do moich matczynych obaw dołączyły nowe lęki. Boję się, bo uważam, że ktoś naraża twoje zdrowie, świadomie.

O co te moje lęki? Przecież jeszcze nikt u nas nie zachorował, nie mamy też znajomych, którzy byliby chorzy. Nie ma co nakręcać spirali paniki, a jednak… niepokój nie odpuszcza. Dziś na krótkiej uroczystości z okazji rozpoczęciu roku patrzyłam na te wszystkie buzie w maseczkach i myślałam sobie, że:

Nikt nie wie, jak dobrze zorganizować na nowo szkolne życie

Wiem, że dyrektor szkoły robi, co może, choć wytyczne, które dostał są niejasne i niekompletne. Że z czytelni wydzielono izolatkę, że wyrywkowo będzie uczniom mierzona temperatura. Że przerwy będą rotacyjne, a odległości między uczniami mierzone długością ławki. Ale przecież dziś przed wejściem do sal, wszyscy tłoczyli się jak zawsze? Do klasy weszliście parami, trzymając się za ręce, bo tak było wam raźniej, normalniej.

Stracisz coś istotnego

Smutna ta twoja świetlica, pusta. Brak zabawek, gier. Ze względów bezpieczeństwa nic nie możesz przynieść z domu. Więc jeśli będzie ci smutno, źle, nie przytulisz się do ulubionego misia, ani nawet do twojej pani. Kontakty z rówieśnikami nie będą takie, jak dawniej i to w jakiś sposób odbije się na twoim samopoczuciu.

Istnieje ryzyko, że zachorujesz

To chyba niemożliwe, żeby wirus nie pojawił się teraz w twojej szkole. Może zachoruje któryś z kolegów, a może pani sprzątająca lub nauczyciel. Zdejmiesz na trochę maseczkę, bo będzie ci duszno, gorąco, niewygodnie. Masz niecałe 7 lat i jeszcze do końca nie rozumiesz powagi sytuacji. A ja będę panikować z każdym kaszlnięciem, katarem, podwyższoną temperaturą.

Istnieje ryzyko, że zachoruje ktoś z naszych najbliższych

Dlatego pewnie znów ograniczymy kontakt z twoimi dziadkami. W obawie o ich zdrowie, będziemy spotykać się na ekranie komputera. Będziesz im opowiadał o pierwszych lekcjach w szkole, o klasówkach i nowych kolegach. I znów stracisz kilka tygodni, a może miesięcy z czegoś, czego wycenić nie można… Ale bezpieczeństwo twoich dziadków jest teraz najważniejsze.

Nie wiem, czy sobie poradzę

Bo jeśli szkoła zostanie ponownie zamknięta, nasze życie znów przewróci się do góry nogami. Zdalne lekcje – twoje i twojej siostry ograniczą się w większości przypadków do „zadania” wam materiału do przerobienia, a ja będę musiała jakoś to „ogarnąć”, pamiętając o swojej pracy i zakupach na następny dzień.

Nie mam wyboru

W nowym regulaminie szkoły napisano, że mam wziąć na siebie odpowiedzialność za twój udział w zajęciach stacjonarnych, ale nikt nie daje mi alternatywy. Zajęć online po prostu nie miałby teraz kto poprowadzić, a jeśli nie pozwoliłabym na twó powrót do szkoły, musiałabym zapłacić grzywnę.

Nikt nie wie, w którym kierunku zmierzamy

Ile potrwa jeszcze ta sytuacja? Co, jeśli gwałtownie wzrośnie liczba zakażeń? Co, jeśli rozchorują się nauczyciele, wychowawcy? Jak to wszystko wpłynie na twój rozwój, na umiejętności społeczne? Na poziom wiedzy, którą masz zdobyć w tym roku? Co z twoją siostrą, która za półtora roku kończy szkołę podstawową?

Niepokój towarzyszy nam już od kilku miesięcy. Sytuacja, w której znajdujemy się teraz jest niekomfortowa, smutna, ciężka. Postaram się pomóc ci przejść przez ten dziwny czas tak, byś pierwsze szkolne lata wspominał jak najlepiej.