Lifestyle

Do celebrytów piorących swoje brudy publicznie! Pomyślcie, co kiedyś będą czuć wasze dzieci!

Redakcja
Redakcja
19 sierpnia 2022
Fot. iStock
 

On jej nie płaci alimentów, komornik wszedł mu na konto. Ona przyszła na pogrzeb partnera, choć nikt jej nie zapraszał. On cierpi, bo ona się wyprowadziła i nie powiedziała, że kogoś ma na boku. On tłumaczy publicznie, że nie zdradził żony z tą osobą, o której wszyscy myślą, tylko z zupełnie inną. Narodowe igrzyska. Tylko otwartych trybun brakuje na Stadionie. Bitwa. Bitwa na skany sądowych pism, komorników, oświadczeń. Serio, oświadczenie do mediów? Na temat swoich prywatnych spraw? Naprawdę! Nie można załatwić najważniejszych spraw między sobą? Umówić się? Jaki przykład dajecie, Wy z pierwszych stron gazet, którzy chcecie mieć wpływ na nasze życie? Przyzwyczajacie nas do znieczulicy.

Emocje, emocje, emocje. To one rządzą światem. To się klika w internecie, jak diabli. Na samych szczytach zestawień klikalności królują prywatne awantury gwiazd. Portale żyją z tych historii bardzo długo. Bo „żre”, wszyscy klikamy… Dziennikarze śledzą Instagramy, analizują zdjęcia z grymasami na twarzach głównych bohaterów, ich decyzje, wymowne wpisy i zdjęcia. Wypytują ich znajomych, czy wiedzą o tragediach domowych coś więcej, a jeśli nikt nie chce udzielić informacji – zawsze „fejkowy” się znajdzie, tzw. przyjaciel domu.

A gwiazdy?  Same żyją w najgorszej ułudzie. Niby nie chcą opowiadać o swoim życiu prywatnym, a jednak gnani jakimś chorym narcyzmem, chęcią zemsty na partnerze, a może fałszywie pojmowaną walką o własną sprawiedliwość, podsycają show w odcinkach.

Większość z nas to czyta. Uderzmy się w piersi, jeśli tego nie robimy. Nawet mimochodem, w tramwaju, na ławce, w kolejce do kasy w supermarkecie, nasze oko chwyta tytuliki: „Wyciekły szokujące szczegóły awantury…”, „Smutna ona wędruje ulicami Warszawy tuż po rozwodzie”. Klik i już nam się wydaje, że jesteśmy w jej świecie. Klik i już nam się wydaje, że nasze życie nie jest takie najgorsze. Bo u nich to dopiero koszmar! Klik i zarabia na tym jakiś portal.

Mamy z tym jeden kłopot

Nie będziemy moralizować i namawiać celebrytów do powściągliwości. Wszak każdy może robić ze swoim życiem, co mu się tylko podoba. Chce wrzucać filmiki do sieci z domowych awantur? Proszę bardzo! Chce prowadzić lajfy na bani w środku w nocy? A niech tam! My mamy z tym jeden kłopot, który nazywa się DZIECI CELEBRYTÓW. Przecież to w ich sprawie toczą się te wojny. To o alimentach,  to o ich ojcach, o których znane matki mówią, że są do bani. To o zdradach ich matek …

Ale czy wy aktorzy, piosenkarze, blogerzy, prezenterzy, myślicie: co będzie kiedyś? Co poczuje syn popularnego kucharza, jak sobie podrośnie, odpali internet i zacznie czytać, jak opluwali się jego rodzice? Czy córka znanej piosenkarki będzie się wstydziła, że urodziła się w skonfliktowanej rodzinie? Albo syn aktora, którego matka odseparowała od ojca, bo nie umiała sobie poradzić z żalem… To Wy będziecie odpowiedzialni za ich lęki, depresje, spaprane poczucie wartości w przyszłości, ich długoletnie terapie – spaprane życie…

Bo w Internecie nic nie ginie, a nawet jak zginie, to inni się postarają, żeby takie informacje „się nie zmarnowały się”.

A zatem szanowni celebryci, zanim zafundujecie swoim dzieciom takie piekło na łamach mediów – pomyślcie, czy naprawdę warto. Czy warto w ten sposób walczyć o „swoją sprawiedliwość”? Przecież od tego są sądy! Wiemy, że jak sprawę nagłaśnia się w mediach, to wydaje się Wam, że łatwiej wtedy manipulować wymiarem sprawiedliwości. Ale czy uważacie, że to warto robić za cenę traum i wstydu Waszych dzieci? Tak trudno się przed tym powstrzymać?

Niektórzy potrafią sznurować usta

Wszyscy znamy gwiazdy, które potrafią po ciuchu rozwieźć sie z trzecim mężem, a z ich ust nigdy nie pada jedno zdanie na temat: rozwodu, eksa, podziału majątku, wysokości alimentów. To nie znaczy, że dziennikarze tych pytań nie zadają. Zadają. Oczywiście, to ich prawo. Wydawcy przecież chcą, by przynosili do redakcji informacje, które będą się klikały. Jednak gwiazdy – które mają dobro dzieci na pierwszym miejscu w swoich sercach – potrafią sznurować usta. Choć myślimy, że pewnie gdyby je otworzyli… byłby z tego niezły pasztet. Szacun dla nich za tę ciszę!

I co my, zwykli ludzie, mamy z Wami skłóconymi celebrytami zrobić?  Tak naprawdę powinniśmy zawziąć się i tego wszystkiego o Was nie czytać. Dla dobra waszych dzieci! Wtedy portale przestałyby pisać, bo nie kalkulowałoby się. Powiedzmy sobie szczerze, ciekawość ludzka to siła, której nie da się powstrzymać. Jest jak tornado.

Kiedyś pewna aktorka powiedziała w wywiadzie, że ma bardzo pięknego płowowłosego synka i że okropnie kusi ją, by wrzucić na Instagram jego słodkie zdjęcia. Ale się powstrzymuje. Kiedyś inna aktorka powiedziała, że jako samotna mama, wychowywała kilkanaście lat niepełnosprawną córkę. Było jej ciężko, ale nie opowiadała o tym dziennikarzom. I nikt o tym nie pisał. Wszyscy szanowali jej trudną historię, choć dziecka nigdy nie ukrywała przed światem. Dopiero gdy jej córka skończyła 18 lat, aktorka zdecydowała się opowiedzieć ich wspólną trudną historię. Z uwagą, delikatnością i mądrą perspektywą. Oczywiście bez prania brudów, plucia na męża, łez i rwania włosów z głowy. Ta gwiazda to Lucyna Malec, którą wszyscy kojarzymy z serialu „Na Wspólnej”. Można? Można!

PS. Intencjonalnie zdecydowaliśmy nie podawać imion i nazwisk polskich celebrytów w tym artykule. Pada tylko jedno, ale myślimy, że lubiana aktorka na pewno się na nas nie obrazi.

 


Lifestyle

Nie namawiamy do noszenia różowych okularów. Ale powiemy ci, jak możesz nauczyć się optymizmu

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
19 sierpnia 2022
fot. unsplash
 

Profesor Martin Seligman amerykański psycholog, autor światowego bestselera „Optymizmu można się nauczyć” podkreśla, że nie zachęca nikogo do naiwnego patrzenia na świat przez różowe okulary ani nie nakłania do „hurraoptymizmu”. Nam też nie chodzi, by podać ci przepis według którego będziesz mogła bezmyślne stosować porady, jak z pesymistki nagle stać się wiecznie uśmiechniętym człowiekiem, który zaprzecza, że zło i niesprawiedliwość istnieją na tym świecie. Tu kompletnie nie o to chodzi! Bo smutek, zazdrość, niesprawiedliwość istnieją i każdego nas spotykają nieszczęścia. Tyle że część osób łatwiej się z tych dołków podnosi. Zazwyczaj są to właśnie optymiści. Ludzie, którzy wierzą, że mają wpływ na swoje życie i że mogą je zmieniać, mimo trudności i wiatru, który czasem wieje im w oczy. Jeśli czujesz się czarnowidzem i chciałabyś choć odrobinę to zmienić, mamy dobrą wiadomość. To da się zrobić!

1. Wyjaśniaj inaczej rzeczywistość

Profesor Martin Seligman twierdzi, że źródłem pesymistycznego stylu wyjaśniania przyczyn różnych wydarzeń, które nas spotykają, warto poszukać w dzieciństwie. Jeśli mama mówiła ci: „Nie warto stosować żadnych diet, bo one i tak nie działają”, a ojciec „Dobrą pracę można znaleźć tylko po znajomości”, to dziś możesz mieć tendencję do stosowania tych samoograniczających przekonań. Profesor uważa, że one prowadzą do utraty poczucia sprawstwa, demotywacji, a w konsekwencji do pesymizmu, a nawet depresji.

Dlaczego tak się dzieje? Negatywne sformułowania zawsze niosą ze sobą destrukcyjną generalizację i wpływają na to, jakie działania będziemy podejmować. I czy w ogóle jakiekolwiek podejmiemy. Seligman zaleca więc pesymistom trening optymistycznego stylu wyjaśniania rzeczywistości. Na czym on polega?

Za każdym razem gdy pojawia się w twojej głowie myśl negatywna, staraj się sprawdzić, czy umiesz ją zmienić na pozytywną. A jeśli nie, to choć odrobinę ja rozświetlić. Typu: „Może większość diet nie działa, ale jak nie spróbuję, to się nie przekonam, czy w tym przypadku też tak będzie”.

2. Prowokuj optymizm

Często mówimy: „To ty sprowokowałeś mnie, że tak brzydko ci odpowiedziałam…”, albo „To on sprowokował, że się tak okropnie zachowałam. A gdybyś spróbowała przeformułować swoje myślenie na takie: „To twój uśmiech SPROWOKOWAŁ, że mój dzień stał sobie przyjemniejszy!”, „To zrobiona przez ciebie ciepła herbata z cytryną SPROWOKOWAŁA mnie do działania”. Tylko że do tego trzeba odrobiny uważności.

3. Przeprowadzaj dekatastrofizację

Czy zdarzyło ci wpadać w czarną dziurę rozpaczy po jakimś zdarzeniu? Oblałaś egzamin na studiach, straciłaś pracę albo facet, który ci się podobał, zaczął się spotykać z twoją przyjaciółką? W takich sytuacjach często wydaje się, że to już koniec świata. Profesor Seligman doradza, by mimo wszystko próbować zejść na ziemię i powiedzieć do siebie kilka zdań (najlepiej na głos), które zdekonspirują twoje czarnowidztwo. Przykład: „A może to lepiej, że ten facet wybrał inną? Może tym sposobem zaoszczędzę energię i czas, którą niepotrzebnie ładowałam w tę reflację? Dzięki temu będę mogła skupić się na sobie i w przyszłości na facecie, któremu naprawdę będę się podobać?

4. Wypisz na kartce, co daje ci radość

Niektórzy ludzie są tak zabiegani, że na pytanie: „Co ci sprawia przyjemność?”, odpowiadają: „Nie wiem”. Ale naprawdę warto się dowiedzieć! Wypisz wszystko, co przychodzi ci do głowy na kartce. Nie podpowiadamy, co to może być, bo tylko ty wiesz najlepiej, co na ciebie działa. Kartkę trzymaj w widocznym miejscu. Jak wpadniesz w zły nastrój i zaczniesz sobie projektować w głowie czarne scenariusze, sięgnij po tę listę i zrób z niej cokolwiek. Nie oczekuj jednak, że zły nastrój natychmiast minie. Przyjemną rzecz potraktuj jak trening ku optymizmowi. Przynajmniej zyskasz poczucie, że próbowałaś się ratować i zrobiłaś cokolwiek dla siebie, kiedy byłaś w tzw. czarnej d***e.

5. Analizuj słuszność twierdzenia

Czy kiedykolwiek zdarzało ci się fantazjować, dlaczego ktoś wobec ciebie postąpił podle? Może myślałaś: „Nie zadzwonił, bo już mu na mnie nie zależy” albo „Nie chce się ze mną spotkać, bo ma inną fajniejszą przyjaciółkę ode mnie”. Profesor Seligman twierdzi, że takie „rozkminianie” często nie ma sensu. Lepiej spytać, sprawdzić niż bombardować swój mózg potencjalnymi negatywnymi możliwościami zaistnienia takiej sytuacji. Jakże często okazuje się, że po prostu on nie zadzwonił, bo zwyczajnie nie miał czasu albo był czymś innym zajęty.

6. Zarażaj słowem

A co by się stało, gdybyś TERAZ wysłała/wysłał: SMS-a do najbliższej osoby z kilkoma prostymi zdaniami: „Kochanie, czy wiesz jak ja za tobą tęsknię?” , „Kocham cię”, „Nie mogę doczekać się kiedy spotkamy się wieczorem, „Jesteś dla mnie ważna/ważny”. Idziemy o zakład, że dostaniesz równie przyjemną zwrotkę. To się nazywa „wzajemne zarażenie optymizmem”. Warto spróbować!

7. Programuj szczęście

Nasza głowa lubi szukać wymówek. Czy zdarzyło ci się nie iść na trening, chociaż dobrze wiesz, że gdybyś się przemogła lub uparła, to potem czułabyś się znacznie lepiej? A jednak „przygniotła” cię codzienność, bo trzeba było odpowiedzieć na maile, ugotować obiad, odrobić z dzieckiem lekcje! Stop! Pomyśl, co możesz zrobić, by w przyszłości zapobiec takiej sytuacji i zadbać o siebie. Co zrobić, by poukładać harmonogram rodziny, byś nie opuszczała treningów? Może ustal z mężem, że w środy od godziny 18.00-20.00 wszystko jest na jego głowie? Może przestaw swoje treningi na rano, bo po południu zawsze w waszym domu coś nieprzewidzianego się wydarza.

Kombinuj! Dbaj o to, co poprawia ci humor i sprawia, że stajesz się choć CIUT OPTYMISTKĄ.


Lifestyle

Jennifer Loppez i Ben Affleck po skromnym ślubie szykują się do hucznego wesela

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
18 sierpnia 2022

Jennifer Lopez i Ben Affleck pobrali się ponad miesiąc temu. Teraz szykują się do hucznego wesela, na które zakochani wydadzą kilka milionów dolarów. Na tę uroczystość czekali prawie 20 lat! Kiedy rozpocznie się wesele J.Lo i Bena Afflecka?

Historia pięknej miłości 

Jennifer Lopez i Ben Affleck poznali się pod koniec 2001 roku na planie filmu „Gigli”. Od tego czasu stali się nierozłączni, zaręczyli się i planowali ślub. Uroczystość odwołali w ostatniej chwili, co tłumaczyli zbyt dużym zainteresowaniem mediów.

„Z powodu nadmiernego zainteresowania mediów zdecydowaliśmy się przełożyć nasz ślub” – poinformował rzecznik artystki.

Ślub nigdy się nie odbył, a para rozstała się w 2004 roku. Nikt nie spodziewał się, że Lopez i Affleck zaczną się ponownie spotykać. Blisko 20 lat po rozstaniu świat obiegła informacja, że Jennifer i Ben znowu są razem. Fani od razu zaczęli wyczekiwać pierścionka zaręczynowego, którego w końcu dopatrzyli się na palcu Jennifer.

Powiedzieli „tak”

Miesiąc temu media obiegła informacja o ślubie Jennifer Loppez i Bena Afflecka. Ceremonia zaślubin odbyła się 16 lipca w kaplicy Little White Wedding w Las Vegas. Miała charakter prywatny i nie uczestniczyły w niej media. Z deklaracji Jennifer i rejestru małżeństw hrabstwa Clark wynika, że gwiazda przyjęła nazwisko męża – teraz nazywa się Jennifer Lynn Affleck.

„Zrobiliśmy to”- powiedziała Lopez. „Miłość jest piękna. Miłość jest miła. I okazuje się, że miłość jest cierpliwa. Dwadzieścia lat cierpliwa.”

„Ostatniej nocy przylecieliśmy do Vegas, staliśmy w kolejce po licencję z czterema innymi parami, wszyscy odbywali tę samą podróż do ślubnej stolicy świata. Za nami dwóch mężczyzn trzymało się za ręce i obejmowało się nawzajem. Przed nami młoda para, która odbyła trzygodzinną podróż z Victorville w drugie urodziny swojej córki – wszyscy chcieliśmy tego samego – aby świat uznał nas za partnerów i zadeklarował światu naszą miłość poprzez starożytny i prawie uniwersalny symbol małżeństwa.”

Jak mówi pracownik kaplicy Little White Wedding, Lopez podczas ceremonii zaślubin miała na sobie „ładną, elegancką, beżową, koronkową sukienkę z trenem. Welon był piękny. Wszystko było bardzo eleganckie i piękne. Była oszałamiająca. Miała piękny biały bukiet, a on miał butonierkę.”

Loppez i Affleck szykują się do hucznego wesela

Po skromnym ślubie para szykuje huczne wesele. Według doniesień odbędzie się ono na terenie posiadłości Bena Afflecka w Riceboro w stanie Georgia. Będzie to „intymna uroczystość”, która ponoć ma trwać aż trzy dni. Wesele odbędzie się w sobotę, jednak w piątek poprzedzi je uroczysta kolacja. W niedzielę zakochani pożegnają gości grillem i piknikiem w ogrodzie.

Ben chce, by Jennifer była w centrum uwagi i by wszyscy goście skupiali się głównie na niej. Lopez ma mieć na sobie przepiękną sukienkę Ralpha Laurena wyprodukowaną we Włoszech.

Podobno na liście gości znajdą się Matt Damon, Jimmy Kimmel, Drea de Matteo i młodszy brat Afflecka, Casey.

Jak donosi Page Six, nowożeńcy zatrudnili luksusowego organizatora imprez, Colina Cowie, który pomoże zorganizować im wystawną imprezę. Siedziba firmy Cowie znajduje się w Nowym Jorku i Los Angeles, a on wydaje przyjęcia dla takich osób jak Oprah Winfrey, Kim Kardashian, Jerry Seinfeld, Michael Jordan i Nicole Kidman.

Miesiąc miodowy

Ben Affleck, który 15 sierpnia skończył 50 lat, podobno „oszalał” podczas paryskiego miesiąca miodowego z Jennifer, na który wybrali się tuż po ceremonii zaślubin w Las Vegas. Zakochanym towarzyszyły dzieci Jennifer i potomstwo Bena. Małżonkowie spacerowali uliczkami Paryża i delektowali nowym etapem swojego życia.


Zobacz także

portret jadowitej baby

Portret Jadowitej Baby

Kobiety kontra mężczyźni. Dlaczego fizycznie różnimy się tak bardzo?

Najsilniejsze kobiety to te, które się boją