Lifestyle Psychologia

„Bo na babach to nie da się polegać”. Zimna miłość, zimny wychów, matki, córki, mocarzowe, hejterki

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
23 października 2016
Bo na babach to nie da się polegać
Fot. iStock / Martin Dimitrov
 

Hejterki. O nich zażyczyła sobie Renia i będzie miała, jeśli uda mi się trafić w sedno, zamiast – jak to mam w zwyczaju – w dygresję. Bo o co chodzi? Nie o pieniądze, nie o faceta… ale o kobiety chodzi. O kobiety, które z jakiegoś powodu, nie przyjaźnią się z kobietami. Z facetami też nie, bo u facetów dla odmiany, to w zasadzie nie o przyjaźń, ale o uwagę ciągle zabiegają. Jawią się światu zasadniczo jako flirciary. Wystarczy chłopa na drodze im postawić, by jak kameleony nabierały wszech-kolorów. Jeśli ktoś widział taką kobietę w zalotnym akcie, ten wie o czym mówię, choć sama kobieta, zapytana o flirt, otworzy oczy nad wyraz szeroko dając do zrozumienia, że temat jest jej całkowicie obcy… Aua!

Więc dla przykładu jest ONA.

Blond włos, super ząb, super ciało, tryskająca energią, kobieta zdecydowanie zauważalna. Śmieje się perłą wyłowioną z oceanicznych głębin, jej mowa ciała jest tak wyostrzona, że człowiek żyły mógłby sobie na niej pociąć. Kobieta oczywista. Tak by się wydawało. W relacjach ona – on, w pewnym sensie stwarza bowiem pozory oczywistości. I nie ma się tu nawet co sadzić Panowie i Panie bo tak po prawdzie, to nasza miła gwiazda nie powinna wzbudzać żadnych podejrzeń tym swoim wrzaskliwym komunikatem zewnętrznym, w krainie w której zestaw: kobieta i facet to zawsze jest jakiś tam taniec. Niech więc jej będzie, ten flirt bezkarny, należy się jak M2. Poza tym, let’s be real! Wszystkie przecież mniej lub bardziej flirtujemy, bo tak nas natura zaprogramowała, a społeczeństwo szlifu niejako dodało. Bez flirtu żyć się nie da. Sama przedkładam go nad poranną kawę, choć niekoniecznie nad lampkę wina, z tą ostatnią bowiem, flirt jakoś tak całkiem dobrze idzie w parze. No i zrobiła się dygresja. Niech to szlag!

Tymczasem kobieta nasza innych kobiet nie lubi. „Bo na babach to nie da się polegać” – mówi. Ma ich więc w życiu wiele, zaprasza na różne okazje, wabiąc je tym co ma światu do zaoferowania. Rzecz w tym, że na tym kończy dalsze relacje. Nie wchodzi w związki siostrzane, nie zbliża się do kobiet na odległość trzeciego oka i otwartego serca, bo po co? Skoro na babach nie da się polegać? Potem na nich OCZYWIŚCIE polega, polega w nieskończoność i z zaskakującą konsekwencją, ale ślepa jest jak kura do diaska, bo dalej uparcie deklaruje na forum, że na babach polegać się nie da i już. No i co zrobisz? Za warkocz takiej nie pociągniesz, bo dorosła jest przecież. Że niby.

Więc zaglądasz w jej życie. Kiedy dzieckiem w kolebce była. I widzisz, że już wtedy, na kobietach nie polegała. Bo matka była nieobecna albo zajęta albo zakochana, pijana, zapracowana, niezainteresowana, w więzieniu albo jeszcze gdzieś…. w Rajchu na robotach może. Matka, ta najważniejsza w jej życiu kobieta, dla niej nie istniała. Dla niej czasu nie miała. Dla niej nigdy nie otwierała serca. Z różnych powodów. Najczęściej nie z braku miłości, lecz właśnie z powodów czy to błahych czy całkiem dobrze uzasadnionych, niekiedy po prostu z roztrzepania, najczęściej dlatego, że sama chowana na zimno była i tylko zimna miłość znaną jej była. To wszystko jednak wystarczyło, by nasza dziewczyna się nauczyła, a była to jedna z lekcji pierwszych, że na kobietach polegać nie można. Więc nie polega. Nawet jeśli tylko, o ironio losu, na nich polegać może.

Wspomniałam ostatnio o mocarzowych. O matkach i babkach i tych wszystkich kobietach w życiu dziewczynki, kobietki i kobiety, które krąg po kręgu kręgosłupy nam składały do kupy zaszczepiając mądrości i życiowe głupoty. Na obraz i podobieństwo swoje. A jak! Bo taka jest właśnie naturalna kolej rzeczy i amen. Jakże wiele, od tych zesłanych nam przez boga kobiet, w naszym życiu zależy. Może nawet całe życie do cholery. Bo matka to istota dla kobiety najważniejsza. Nawet jak wojnę z nią trzeba było prowadzić albo nienawidzić za całe zło. Kochana czy pogardzana, matka i tak kręgosłup ci dziewczyno wyśrubuje jak trza. I potem jesteś, czy tego chcesz czy nie, z takiej gliny z  jakiej mama cię ulepiła.

Hejterkom, matka czasu zdaje się niewiele poświęcała. Miała inne, ważniejsze rzeczy na oku, niż córka, którą najczęściej w swoim własnym matczynym pojęciu zajmowała się, wychowywała i kochała wystarczająco. Bez większych czułości czy emocjonalnych zbliżeń, ale czego tu się czepiać. Dziewczyna była najedzona, ubrana, czysta, szkoły jakieś tam kończyła, zawodu się wyuczyła, no ma życie przecież, więc w czym rzecz? Ano w tym, że to wszystko to bardzo są powierzchowne aspekty życia. Prawdziwe życie tymczasem toczy się w środku, w emocjonalnej dżungli, w której wzrastają emocjonalni ludzie. Tutaj też hoduje się hejterki odmawiając im bliskości, ciepła, wsparcia i uwagi. Rezultat takiego chowu? Ano jak dziewczyna nie dostanie od najważniejszej na świecie istoty bliskości, wsparcia, poczucia więzi, tak uczuć tych potem nie zbuduje z żadną w swoim życiu kobietą. Jak córka nie mogła na matce polegać, tak nie będzie polegała na żadnej napotkanej kobiecie. Na poziomie podświadomym oczywiście, bo przecież nie w pełni świadomym, będzie taka panna sabotowała relacje swoje z innymi pannami, bo skoro ona wie, (a wie!) że na babach polegać nie można to i z łatwością przyjdzie jej wykazanie, że teza ta jest całkiem prawdziwa. I będzie się rozczarowywała nieustająco by dowieść całemu światu, że baby nie dadzą ci wsparcia choćby nie wiem co.  Zadeklaruje też dla odmiany, że ona to tylko z facetami może mieć prawdziwe relacje. I nic dziwnego, skoro w świecie nieobecnej, ignorującej jej matki, ojciec był dla niej tą jedyną przystanią, tym który ją widział, dla którego była. W dorosłym życiu wierzy więc, że to mężczyźni są do polegania i to dla nich tańczy dla nich śpiewa.

Zimna miłość, zimny wychów, matki, córki, mocarzowe, hejterki. Tak oto zamiast tworzyć siostrzane relacje z kobietami, budujemy mury i zamiast przyjaźni współzawodniczymy, w duszy nie znosząc bab, na których – jesteśmy przekonane – polegać się nie da. Świat tymczasem wcale nie jest, aż tak skomplikowany. Już na pierwszy rzut oka widać, że najlepiej w nim współgrają takie samo z takim samym. Przeciwieństwa może i dodają pikanterii życiu, czyniąc je barwnym i ciekawym, ale jak przyjdzie co do czego, to żaden facet kobiety tak nie zrozumie jak inna kobieta. Żaden mężczyzna nie da takiego wsparcia, nie wykreuje takiego porozumienia i nie stworzy takiej wspólnoty jaką stworzyć potrafią kobiety. Bo na kobietach można polegać. Trzeba tylko dać sobie szansę i trzeba też dać im szansę. Trzeba pozwolić sobie na bliskość, na otwarcie serca, na dopuszczenie kobiecej energii. Wtedy okaże się bardzo szybko, że naprawdę nie ma to jak dobra kobieta, bo to z nią można konie kraść.


Lifestyle Psychologia

„Związek z cieniem”. Najbardziej boimy się drugiego, żywego człowieka

Anika Zadylak
Anika Zadylak
23 października 2016
Związek z cieniem
Fot. iStock / nuvolanevicata
 

Nasze prababcie i pewnie babcie również kiwałyby głową z niedowierzaniem słuchając tych historii. Bo jak to tak? Żeby zakochać się, być z kim przez pudełko zwane komputerem? Nazywają to „związek z cieniem”, choć po drugiej stronie ekranu siedzi człowiek, który też potrzebuje uczuć. W zasadzie ich bycie razem niewiele różni się, od tego tak zwanego normalnego. Poznają się w internecie, na forach internetowych lub bardziej zwyczajni – przez wspólnych znajomych. Zaczynają ze sobą rozmawiać, odkrywać, wymieniać poglądami. Spędzają ze sobą w sieci coraz więcej czasu, a  gdy nabiorą więcej odwagi, udają się na pierwsza oficjalną randkę, czyli rozmowę na Skype’ie. Po jakimś czasie odczuwają coraz silniejszą więź, coraz bardziej sobie ufają i zakochują się. Określają się mianem pary, wyznają sobie uczucia, mówią znajomym, że kogoś mają. Niby wszystko zwyczajnie. A jednak wiele z takich par, choć czują się ze sobą szczęśliwe, nigdy się ze sobą nie spotka. I nie chodzi tylko o często dzielące ich setki kilometrów. Dzieli ich raczej, strach przed realnym odrzuceniem. A odległość jest dla nich fundamentem idealnego związku.

– W sieci jest łatwiej. Poznajesz kogoś z innego miasta, najczęściej bardzo odległego. Dlaczego tak? Wtedy mam większe zabezpieczenie, że facet nie będzie mnie osaczał, łaził za mną, zaczepiał moich znajomych.  Pilnował na każdym kroku. – Ewelina ma 19 lat, ze swoim wymarzonym chłopakiem, poznanym na forum muzycznym, jest 11 miesięcy. – To ja sama zdecyduję, a właściwie wspólnie to zrobimy, kiedy i czy w ogóle chcemy się spotkać choć raz.  Nie, że do siebie jeździć,  a już w ogóle mieszkać. Dlaczego właśnie tak? Bo życie do tego zmierza, do uproszczeń i ułatwień, nawet w sferze uczuć.

Ludzi, którzy myślą podobnie jest więcej, głównie młodszych ale coraz częściej zdarzają się także ci, w starszym wieku. – Wszystko jest tak cholernie skomplikowane. Mówię o tych pędzących donikąd czasach, o tym, że ludzie się zawodzą na każdym kroku, bo nie wyrabiają. Ale gdzieś tam głęboko, potrzebują jednak drugiego człowieka. Takiego, jak oni sami. Strach i życie w chronicznym braku czasu podsuwa takie rozwiązania. Wszystko postępuje, uczucia i pojęcie bycia razem, też uległo ewolucji.

– A nie napisze pani, że to fanaberia dzisiejszej młodzieży i efekt ganiania, za pokemonami po mieście? – Jacek ma 17 lat, jest w drugiej klasie liceum. – Miałem dziewczynę od siebie z miasta, jakoś się nie poukładało. Ciągle chciała się spotykać, trzymać za rączkę, a ja lubię mieć przestrzeń. Niekoniecznie, że z kuplami gdzieś, tylko czas dla siebie. Nawet na trochę samotności. Zresztą, to był mój pierwszy związek, a miałem wrażenie, że Lidka od razu chciała deklaracji. Potem też ktoś jeszcze był i, choć serio było fajnie, rozdzielił nas brak czasu. Dużo zajęć plus te pozalekcyjne, czas dla rodziny, dla nauki, dla innych znajomych. Zacząłem się bliżej przyglądać nie tylko „normalnym” związkom moich przyjaciół, ale też moim rodzicom. Miałem wrażenie, że ta ciągła szarpanina, kłótnie, sceny zazdrości, zdrady, że to przez to ciągłe przebywanie ze sobą. Że to ich dzieli, a nie spaja. Odkąd jestem z Pauliną, która mieszka za granicą i poznaliśmy się przez neta, czuję się serio szczęśliwy. To trwa już grubo ponad rok. Ona też miała podobne spostrzeżenia i poglądy, szukała kogoś takiego. Bo my nie chcemy być sami,  że single i te inne bzdety, potrzebujemy kochać i czuć, że jesteśmy kochani. A, że na odległość… Możesz tego nie rozumieć, ale tak czujemy się bezpieczniej. Nigdy nie powiedzieliśmy sobie, że tak będzie zawsze. Nie chcę o tym myśleć, skoro jest dobrze tak, jak jest. I to nam obojgu. Czas pokaże, czy zdecydujemy się na odwiedziny, może nawet częstsze widywanie.

– A ja dokończę myśl kolegi o tym, dlaczego tak czujemy się bezpieczniej. – Dawid to 25 latek, pracuje w pizzerii, przysłuchuje naszej rozmowie od dłuższego czasu. – Bo choć zaufanie jest najwyższą formą bliskości z drugim człowiekiem, to jednak ta fizyczność też jest ważna. Bardzo ważna i nie chodzi mi tylko o seks. Dotyk, zapach skóry, to, że możesz się w kogoś wtulić i schować w nim cały. Zasypiać z kimś trzymając go za rękę. Do tego można się bardzo przyzwyczaić i stać się od tego zależnym. Bardzie niż nam się wydaje. I dlatego potem podwójnie cierpimy. Bo skręca nas z tęsknoty za delikatnością jej skóry, za spojrzeniem. Z Asią, moją dziewczyną, nigdy nie widzieliśmy się na żywo, choć jesteśmy ze sobą już rok. I na razie nie chcemy tego zmieniać, bo jeśli nam nie wyjdzie, będę cierpiał mniej. Bo nie znam uczuć, o których wspomniałem. Nigdy nawet nie stałem obok niej. Więc i bolało będzie mniej. Chore? Niekoniecznie, bo my jesteśmy takim właśnie pokoleniem. Zawiedzionym, oszukanym, nowoczesnym do cienkiej granicy pomiędzy człowiekiem a robotem. Takim skomputeryzowanym, otwartym na nowości, na postęp. Mniej boimy się zmian w cywilizacji, zachodzących procesów niż drugiego, żywego człowieka. Nie potrafimy ufać, bo nikt nas tego nie nauczył. Jeśli nie nasi rodzice, to rodzice naszych przyjaciół się rozwodzą rozstają. W domu kłamią, że wszystko jest ok nakładając maski, bo niby tak chcą nas chronić. A przecież my to wszystko widzimy. I jak każdemu, nam jednak też źle samym. I wtedy znajdujemy kogoś takiego, kogo kochamy, kto darzy nas tym samym ciepłem, ale na odległość. Tę bezpieczną, a bezpieczeństwa nam najbardziej w życiu brakuje. Komfortu psychicznego i poczucia bezpieczeństwa. W tym świecie to towar deficytowy.

Łapie się w myślach na tym, że ja również mam coraz więcej takich internetowych pokładów zaufania. Nie, nie partnerów, ale ludzi, którzy wiedzą o mnie wiele. Może nawet zbyt wiele.  Chociaż ja o nich też.  I zastanawiam nad dwoma rzeczami. Dokąd zmierza ten świat, skoro świadomie wybieramy związek rodem z przyszłości, gdzie wszyscy poruszają się na latających spodkach internetu. I czy uczucie, o którym opowiadali moi bohaterowie, to jeszcze miłość. I czy w ogóle, można to tak nazwać.


Lifestyle Psychologia

Unikaj toksycznych ludzi jak ognia! Mamy na to kilka sprawdzonych sposobów

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
23 października 2016
Unikaj toksycznych ludzi
fot. iStock/South_agency

Od narcyzów przez manipulatorów, plotkarzy aż po nałogowych kłamców – każdy z nas choć raz zderza z toksycznymi osobami. Są wszędzie i zawsze znajdą sposób, by przebojem wejść w nasze życie. To straszne, z jakim spokojem i łatwością potrafią tworzyć dramaty i chaos, dzięki któremu bardzo łatwo nami manipulować. Co gorsza, bardzo często przebywanie w toksycznym środowisku sprawia, że my także zaczynamy tacy być. Zniżamy się do ich poziomu, choć często robimy to bardzo nieświadomie. Jak wystrzegać się toksycznych osobników? Są na to mądre sposoby, które z czasem staną się twoim nawykiem.

Ignoruj poszukujących uwagi

Najczęstszym przykładem toksycznych osób są te, które za wszelką cenę chcą być w centrum uwagi. W twoje urodziny nagle okaże się, że zmarła im ciotka, której nie widzieli od wieków, a całe przyjęcie będzie skoncentrowane na pocieszaniu, bo przecież to bardzo przykre. W czasie twojej wymarzonej randki zadzwoni, że się rozwodzi, zgubiła kota, psa albo kanarka. Samo wydarzenie nie ma większego znaczenia, najważniejsze, żeby byli w centrum uwagi. W dobrym towarzystwie, nigdy cała uwaga nie koncentruje się tylko na jednej osobie. Możecie rozmawiać, śmiać się i dyskutować na różne tematy, a każdy ma swoją szansę na wypowiedzenie się. Jednak przede wszystkim – w twoje urodziny najważniejsza będziesz ty, nie toksyczna przyjaciółka, która potrzebuje blasku fleszy.

Nie ufaj plotkarom

I nigdy nie dziel się z nimi swoimi sekretami. Nawet jeżeli będzie nim cena twojej nowej torebki, może się okazać, że to idealny temat do plotkowania! Bo przecież cię stać, a to już może bulwersować! Dzielenie się sprawami, które chcemy zachować w tajemnicy jest normalne. W końcu każdy potrzebuje dozy prywatności, ale i wyrzucenia z siebie trudnych spraw. Jednak kiedy spotykasz kogoś, kto bardzo chce z tobą plotkować, możesz mylnie odebrać jego intencje. Podświadomie myślimy, że jest to spowodowane zaufaniem, jakim darzy cię dana osoba. Prawda jest jednak bardziej brutalna – plotkuje z każdym, a dowiadując się czegoś od ciebie, dowie się o tym kolejnych kilkanaście osób. Choć nie będzie to dokładnie to samo, co ty powiedziałaś, a jak w głuchym telefonie – twoje słowa i tysiące innych, które zmienią sens całej wypowiedzi.

Spędzaj czas z lojalnymi przyjaciółmi

To zupełny kontrast do tych, którzy tylko czyhają na twoją chwilę słabości. Dzięki silnej grupie wsparcia, którą tworzą lojalni i szczerzy ludzie wokół nas, możemy poczuć się o wiele pewniej. Bo przecież nikt nie każe nam się przyjaźnić ze wszystkim, a wręcz przeciwnie – każdy dobrze wie, że zaufanych przyjaciół można policzyć na palcach jednej ręki. Większe grono bliskich przyjaciół sprawia, że zaniedbujemy siebie nawzajem, a w konsekwencji dopuszczamy do naszego grona kogoś toksycznego. Z czasem możecie więc skończyć jako rozbita grupa przyjaciół, która pozwoliła manipulować się przez kogoś niewartego zachodu.

Manipulatorów unikaj szerokim łukiem

To rodzaj człowieka, który chcąc nie chcąc, zniszczy twoje życie. Będą kierować tobą w taki sposób, by wszystko poszło po ich myśli. Twoje uczucia są przecież niczym przy ich egocentrycznych zapędach. Zrobią co trzeba, żebyś poukładała swój dzień, a nawet całe życie pod ich dyktando. Jak wiadomo, nieszczęścia chodzą parami, tak jest i w tym przypadku. Bo manipulatorzy bardzo często dobierają się w grupy, potrafią działać razem. Może zupełnie nieświadomie, ale swój do swego ciągnie. Jak ich rozpoznać? Musisz zadać sobie kilka pytań: Czy często czujesz się zła, gdy jesteś w ich pobliżu? Czy często zastanawiasz się, dlaczego padły z jej ust właśnie takie słowa? Czy czujesz się rozbita, gdy ona jest zła, smutna, wściekła, zirytowana? Jeżeli na którekolwiek pytanie odpowiedziałaś twierdząco, uciekaj.

Pozwalaj kłamcom zapętlić się w ich opowieściach

Mówiąc kolokwialnie, pozwól im zawiązać sobie pętle z kłamstw na szyi. Toksyczni ludzie bardzo często nie okłamują tylko innych, ale i siebie. Jak wiadomo, tysiąc razy powtarzane kłamstwo w końcu stanie się prawdą, a oni wykorzystują to z przerażającą siłą. Mogą przekonać siebie samych, że utracona praca to tylko urlop, a wydane na grę w kasynie pieniądze zostały ukradzione. Skoro potrafią przekonać samych siebie, co dopiero z przekonywaniem innych ludzi. Rozpoznawanie prawdziwych wydarzeń jest w miarę proste, ale powiedzenie która spośród setek historii miała miejsce naprawdę może być  wyczynem. Z upływem czasu każdy kłamca będzie się gubił w swoich opowieściach, zwłaszcza, gdy długo ich nie powtarzał.

Nie mieszaj się w 'dramaty’

'Królowe dramatów’ to te, które łączą kłamstwo, bycie w centrum uwagi i manipulację w jednym. Można by powiedzieć, że są przy okazji królowymi toksycznych ludzi. Dobra rada jest jedna – nigdy, przenigdy, nie daj się wmieszać w ich dramaty. Podczas gdy zwykle wolimy kłócić się we własnym gronie i szybko rozwiązywać problemy, 'drama queen’ będzie wolała ogłosić całemu światu z kim jest w konflikcie, a następnie nastawić przeciwko niemu jak najwięcej osób. To takie trochę rozwieszanie swojego brudnego prania na widok publiczny. Brzmi świetnie, prawda? Jeżeli ledwie znasz ludzi, których dotyczy konflikt lub nie masz pojęcia, o co w nim chodzi, po prostu się nie mieszaj. Powiedz, że ciebie to nie dotyczy (zgodnie z prawdą) i życz im powodzenia. Przekonywanie, że trzeba to szybko skończyć na nic się nie przyda. Wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej ich nakręci.


źródło: LifeHack.org


Zobacz także

10 rzeczy, które zrozumieją tylko ci, którzy tłumią emocje

Kiedy bliska osoba zmienia się w kogoś obcego. O czym musisz pamiętać, jeśli kochasz kogoś z demencją

I co z tego, że jest starsza, jeśli ich miłość wygrała. Wstyd mi za to, że kobiety mogą być tak okrutne i bezwzględne wobec innych kobiet