Lifestyle

„Miałam odwagę powiedzieć publicznie, że nasze ciała nadal domagają się przytulania i aktów intymnych”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
18 października 2021
 

– To, że mogę z Gerdziem dzielić czas, emocje, przeżycia, śniadania i kolacje jest po prostu wspaniałe. Kochanie to nie tylko są pieszczoty i przytulanie, ale przede wszystkim – dawanie siebie drugiej osobie. Jeżeli się kogoś kocha takim, jakim on jest i to uczucie jest głębokie, wtedy z ogromną radością dajemy siebie w postaci bycia gotowym na dobre i na złe. Bo w końcu życie czasami płata nam figle, ono nie składa się z samych przyjemności – mówi Iwona Mazurkiewicz, znana z show TVP „Sanatorium miłości. Z nami bez pruderii rozmawia o seksie, menopauzie i miłości w dojrzałym wieku. 

Iwona i Gerard Makosz (81) to jedyna para, która poznała się dzięki programowi „Sanatorium miłości”, cały czas jest razem i planuje wspólną przyszłość. Niedawno Gerard poprosił Iwonę o rękę. Planują ślub.

 

Jak odważyć się kochać w dojrzałym wieku?

– Myślę, że każdy wiek jest dobry na zakochanie się. Bycie samemu jest dziś chorobą cywilizacyjną.

Pani udało się zakochać tuż po „60”! Zaufała pani na nowo mężczyźnie, mimo że miała pani za sobą wiele bardzo trudnych doświadczeń.

– Przeżyłam rozwód i to było dla mnie pierwsze traumatyczne doświadczenie, bo wtedy uważałam, że wychodzę tylko raz w życiu za mąż i to ma być „na dobre i na złe”. Ale tak się niestety nie stało. Natomiast kolejne trudne życiowe doświadczenie to była śmierć dziecka, a potem drugiego męża, więc jeszcze inaczej od tego momentu zaczęłam postrzegać tęsknotę do drugiego człowieka. Musiałam to przerobić, by móc otworzyć się znowu na ludzi. Przyznam, że wtedy długo towarzyszył mi brak zaufania do losu. Bałam się kolejnej traumy. Tym bardziej, że straciłam też dziecko, a to było najtrudniejsze pożegnanie, które na zawsze pozostawiło ból i smutek w sercu.

Jak po takich traumach udało się pani pozbierać?

– Do dziś jest trauma, bo nie lubię chodzić na cmentarz. Kiedy stamtąd wracam do domu, to wspomnienia otwierają ranę w sercu i wszystko powraca. Ja kiedyś nie potrafiłam rozmawiać z ludźmi, żeby nie zakończyć opowieścią o tym, jak strasznie tęsknię za moimi bliskimi. I zauważyłam, że ludzie nie chcą tego słuchać. Moje przeżycia były bardzo okrutne, wylałam bardzo dużo łez. Ale dziś cieszę się, że nadal jestem pogodna i potrafię się śmiać. Jeszcze inni mówią mi, że czerpią ode mnie energię.

Myślę, że trzeba nauczyć się zaakceptować swój los i z tym jakoś żyć. Bo ja już czasu ani zdarzeń nie cofnę. Moje motto życiowe to: „Żyć tu i teraz, cieszyć się wszystkim, co piękne wokół mnie”. Przecież życie ucieka z dnia na dzień. Tylko że ludzie gorzknieją po takich doświadczeniach!

Jak pani udało się zachować taką pogodę ducha?

– Przed laty prowadziłam sklep kosmetyczny. Pamiętam, że kiedyś do niego weszła kobieta, która straciła mamę i zachowywała się jak osoba w jakieś chorobie psychicznej. Krzyczała: „Gdzie jest moja mamusia?!” Mam dziś ciarki, jak to pani opowiadam. Wtedy wystraszyłam się. Pomyślałam sobie, że po śmierci dziecka i męża muszę sobie sama jakoś poradzić, bo jak tego nie zrobię, to mogę skończyć jak ta szalona kobieta w moim sklepie. Jeśli nadal będę płakać i obarczać swoimi kłopotami inne osoby, to dobrze się to nie skończy.

Ma pani całkowitą słuszność!

– Zdałam sobie sprawę, że to jest moje osobiste przeżycie! Dlatego sama muszę się z tym wszystkim uporać. Widzowie programu „Sanatorium miłości” często dziś do mnie piszą, lubią się o coś poradzić. Ja wtedy czuję się potrzebna. Wolę dawać ludziom dobrą energię, niż siedzieć do końca życia i płakać.

Jakim cudem odważyła się pani kolejny raz na miłość?

– Myślę, że u mnie zwyciężyło pragnienie bycia z kimś po prostu. To wzięło górę nad wszystkimi moimi obawami.

Jak pokonać swoje wewnętrzne obawy?

– Ja jestem niepoprawną optymistką, osobą dosyć ufną. Gerard od razu mi się bardzo podobał jako mężczyzna. Lubiłam sposób, w jaki traktuje kobiety – jego dżentelmeństwo, poczucie humoru i to, że lubi tańczyć. Oczywiście potrzebowaliśmy czasu, by sobie zaufać. Gerard wie, że nie zgodziłabym się, by mężczyzna kupił mnie prezentami. Potrzebuję kogoś, komu mogę zaufać. Jeżeli jestem w związku, to oddaję się na maksa i moje oczekiwania też idą w taką stronę.

Wasza miłość z Gerardem jest dla wielu dowodem na to, że można zaufać w dojrzałym wieku. Po prostu warto zaryzykować?

– To, że mogę z Gerdziem dzielić czas, emocje, przeżycia, śniadania i kolacje jest po prostu wspaniałe. Kochanie to nie tylko są pieszczoty i przytulanie, ale przede wszystkim – dawanie siebie drugiej osobie. Jeżeli się kogoś kocha takim, jakim on jest i to uczucie jest głębokie, wtedy z ogromną radością dajemy siebie w postaci bycia gotowym na dobre i na złe. Bo w końcu życie czasami płata nam figle, ono nie składa się z samych przyjemności.

Czy będąc kobietą dojrzałą, łatwiej pani zrozumieć mężczyznę?

– Czasami zadaję sobie pytanie, dlaczego ludzie nie potrafią być dobrzy dla siebie. Skąd się rodzą kłótnie z byle powodu?

A przecież niewiele trzeba, by załagodzić konflikt!

– Kiedyś przeczytałam książkę “Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus”. To jest lektura dla każdego, bo niestety różnimy się i warto rozumieć oczekiwania płci przeciwnej.

Mężczyzna jest istotą, której trzeba wprost powiedzieć: „Proszę, pomóż mi! Czy możesz to dla mnie coś zrobić?” Mężczyzna często nie domyśla się sam. Gerard jest bardzo chętny do pomocy, ale czasami widzę, że nie robi czegoś, co mi wydaje się oczywiste.

Czy to prawda, że się zaręczyliście?

Niby to nic nie zmienia, a jednak jeszcze bardziej czujemy się bliżej ze sobą. Narzeczony, narzeczona – brzmi to dostojniej i poważniej. To jest magia, choć deklarowaliśmy, że papierek nie jest nam do niczego potrzebny. Ale mamy świadomość, że jesteśmy dla siebie.

Wy z Gerardem w wywiadach mówicie, że nawet jak dwa dni jesteście bez siebie, to potwornie tęsknicie.

– Nawet pojawia się taka nuta zazdrości, że nie możemy być razem. My lubimy być razem – wieczorami siedzimy na tarasie, patrzymy w gwiazdy, pijemy lampkę wina. Bardzo mnie irytują hejty, że ja poleciałam na Gerdzia kasę. Tak jakbym dobrej emerytury nie miała. Co za bzdura! Nie przeszkadza nam też różnica wieku. Oboje jesteśmy w super kondycji. Kiedy byliśmy w hotelu, był pierwszy do tego, by zapisać się na tańce. Niejednej młodszej osobie, nawet o dwadzieścia lat, nie chciałoby się tak zaangażować.

Bardzo nas wspiera też córka Gerarda, która jest lekarzem dermatologiem z doktoratem. Podpowiada nam nowinki, jak długo utrzymać się w formie. Mówi mi, że jest spokojniejsza, że u boku jej taty pojawiła się kobieta, na którą on może liczyć. „Tata, poznając ciebie, wygrał milion na loterii”, usłyszałam od Toni.

Dlaczego jeszcze was hejtują?

– Wie pani, my byliśmy hejtowani okrutnie tylko dlatego, że miałam odwagę powiedzieć publicznie, że nasze ciała nadal domagają się przytulania i aktów intymnych. Ludzie nie doceniają, czym dla drugiego człowieka jest możliwość bliskości. Dlaczego w pewnym wieku mamy rezygnować z obdarowywania drugiej osoby tymi pięknymi przeżyciami?

To cudowne, co pani powiedziała!

– My z Gerardem uwielbiamy się przytulać. Jak zasypiamy, to często trzymamy się za rękę.

Hejtowano panią nawet za to, że powiedziała pani, że łagodnie przechodziła menopauzę.

– Moje pokolenie nie ma odwagi rozmawiać o intymności. Pamiętam, że moja mama na przykład nie rozmawiała ze mną o wieku dojrzewania. Natomiast o menopauzie czytałam różne książki. Czasem zdarzyło mi się też porozmawiać o tym z koleżankami. Robiłyśmy to dlatego, że chciałyśmy wymienić się swoimi doświadczeniami z pierwsze ręki. Kobiety przechodzą menopauzę z różną intensywnością.

U mnie odbyło się to w sposób łagodny. Owszem czasem było pocenie się i chwilowe niedyspozycje. Faktycznie zhejtowano mnie za te słowa, bo ktoś napisał: „Tej Iwonce to wszystko się udaje. Nawet menopauzę miała przyjemną! Co ona taka zawsze szczęśliwa?!” Ja faktycznie w menopauzie nie musiałam korzystać ani z plastrów hormonalnych, ani konsultacji lekarza. Poza tym nie lubię narzekać, bo mam z natury takie usposobienie. Są osoby, które wszystko widzą w czarnych kolorach. A ja widzę w różowych! Zawsze powtarzam: „W różowych okularach po prostu łatwiej się żyje!”

Czy miłość w wieku dojrzałym jest inna?

– W wieku senioralnym, po takim ogromnym bagażu doświadczeń, potrzebujemy bardziej miłości zbudowanej na bazie przyjaźni niż erotyki. Bo zaczynają nam towarzyszyć lęki związane ze świadomością, że starzejemy się, że możemy częściej chorować.

Chorowała Pani ciężko, miała guza trzustki. A jednak dziś mam przed sobą niezwykle pogodną osobę.

– Ludzie mówią, że czerpią ode mnie energię, więc ja cieszę się, że udało mi się przejść z taką pogodą ducha. Pamiętam, że jak miałam guza trzustki, a był on wielkości pomarańczy 9 x 8 centymetrów. Pojechałam do profesora do Łodzi razem z moim synem. Lekarz wrzucił do komputera wyniki tomografii i spyta nas: „A gdzie jest chora?” Wtedy się odezwałam: „To ja jestem”. On: „Ale proszę nie żartować”. Dopiero po operacji podszedł do mnie i powiedział: ”Pani Iwono, pierwszy raz w swojej długiej lekarskiej praktyce miałem osobę taką jak pani. To się nie zdarza. Ludzie zwykle lamentują”.

A ja na pewno się martwiłam, ale nie robiłam z tego wielkiej historii. Po prostu podeszłam do tego jak do kolejnego wyzwania. Na spokojnie. Dziś wierzę, że to, co nas spotyka, czemuś jednak służy.

 


Lifestyle

Acerola – rekordzistka wśród owoców. Jesień to idealna pora, by sięgnąć po „owoc odporności”

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
18 października 2021
Acerola
Fot. iStock
 

Acerola, zwana również wiśnią z Barbadosu, to niedościgniona rekordzistka pod względem zawartości witaminy C. Stanowi świetne wsparcie organizmu w czasie zwiększonej zachorowalności na przeziębienia i grypę, a jej wartości odżywcze zostały docenione również w kosmetyce. Nie bez przyczyny zalicza się ją do superfoods. Warto wiedzieć, co skrywa w sobie acerola i w jaki sposób można ją wykorzystać dla zdrowia i urody.

Acerola — czym się charakteryzuje ten niepozorny owoc?

Acerola (Malpighia emarginata) to niewielki egzotyczny owoc, należący do rodziny Malpighiaceae. Krzewy aceroli pochodzą z tropikalnych obszarów Ameryki Środkowej i Południowej, gdzie osiągają wysokość ok. 2-3 metrów. Kwitnie on od maja do listopada, po czym wydaje owoce, których potencjał prozdrowotny został doceniony.

Owoce aceroli są niewielkie, mogą osiągać średnicę od 1 do 4 cm, oraz wagę od 2 do 15 g. Wyglądem mogą kojarzyć się z owocami wiśni. Na początku owoce są zielone, a w miarę dojrzewania nabierają jasnoczerwonego zabarwienia. Ich smak najczęściej jest kwaśny i cierpki, choć zdarzają się również odmiany słodkie. Owoce najczęściej wykorzystywane są do produkcji soków i dżemów, więc właśnie pod tymi postaciami można je u nas kupić.

Acerola

Fot. iStock/Acerola

Co kryje w sobie acerola? 

Acerola bije na głowę natkę pietruszki, aronię, cytrusy i inne owoce uznane za dobre źródło witaminy C. W 100 g świeżej masy owoców znajduje się od 1000 do 4500 mg witaminy C. Niewielka garść owoców aceroli zawiera tyle witaminy C, co pół kilograma czarnej porzeczki. Różnica w zawartości tej witaminy jest aż dziesięciokrotna. Wystarczą 2-3 owoce tego krzewu, by dostarczyć właściwą dzienną ilość witaminy C dla dorosłego człowieka. Ponadto wśród witamin można wyróżnić także witaminę: A i E oraz witaminy z grupy B (B1, B2, B 3, B5). Ponadto acerola jest dobrym źródłem minerałów takich jak: potas, fosfor, wapń, żelazo, magnez, cynk, sód,

Owoce aceroli to skarbnica substancji chroniących zdrowie. Zawierają aż 17 rodzajów karetonoidów (w tym alfa-karoten, beta-karoten, luteina, beta-kryptoksantyna), antocyjany, polifenole (kwercetyna i rutyna.), flawonole, nienasycone kwasy tłuszczowe i aminokwasy (kwas asparaginianowy, alanina, prolina, seryna, GABA). Nic dziwnego, że właściwości aceroli zostały dostrzeżone i wykorzystane do wzmacniania organizmu jesienią i zimą.

Świeże owoce aceroli nie należą do kalorycznych — w 100g zawierają jedynie 32 kcal. Z kolei kaloryczność przetworów (soki, dżemy) zależy od ewentualnego dodatku cukru.

Właściwości zdrowotne aceroli 

Owoce aceroli znane są z działania wzmacniającego odporność oraz przeciwzapalnego. Przyjmowanie ich wspiera organizm w walce ze stanem zapalnym od momentu jego pojawienia się. Dzieje się tak ze względu na obecność polifenoli, witaminy C, kwercetyny i rutyny, zawartych w soku z tych owoców. Ponadto obecność witaminy C jest pomocna w zwalczaniu skutków choroby, obniża ryzyko wystąpienia  miażdżycy, uszczelnia naczynia krwionośne i normuje ciśnienie krwi, zmniejszając tym samym ryzyko wystąpienia udaru mózgu. Warto również wspomnieć, że witamina C niezbędna do prawidłowego gojenia się ran i ochrony komórek przed stresem oksydacyjnym, a tym samym przed przedwczesnym starzeniem się.

Acerola

Fot. iStock/Acerola

Acerola może chronić przed rozwojem cukrzycy 

Owoce aceroli mogą wykazywać działanie przeciwhiperglikemiczne, na co wskazują wstępne badania. W jednym z takich badań wykorzystano u myszy surowy ekstrakt polifenolowy (C-AP) z aceroli. Wyniki badań są obiecujące, ponieważ wskazują na działanie zapobiegawcze ekstraktu na hiperglikemię po posiłku u myszy.

Owoce aceroli mogą obniżać poziom cholesterolu

Z kolei badania przeprowadzone na potomstwie samic szczura cierpiących na cukrzycę wykazały, że podawanie im soku z aceroli wpłynęło na  obniżenie poziomu cholesterolu, triglicerydów, a także i glukozy. Podniosło również poziom HDL („dobrego” cholesterolu).

Chronią komórki przed uszkodzeniem

Owoce aceroli dzięki wysokiej zawartości antyoksydantów (szczególnie kwasów fenolowych) są nieocenioną pomocą w ochronie komórek przed uszkodzeniami. Największą wartość ochrony DNA komórek mają owoce niedojrzałe, z powodu większej ilości witaminy C. W większym stopniu hamują one szkodliwe działanie wolnych rodników.

 Acerola działa przeciwbakteryjnie

Poddano obadaniom działanie przeciwdrobnoustrojowe ekstraktów fenolowych z owoców aceroli. Dzięki obecności flawonoidów wybrane  ekstrakty z frakcji flawonoidów wykazywały działanie przeciwko gronkowcowi złocistemu (Staphylococcus aureus).

Acerola

Fot. iStock/Acerola

Chroni wątrobę

Badania przeprowadzone z udziałem myszy wskazują, że sok z aceroli może zapobiegać uszkodzeniom wątroby wywołanym przez etanol. Wpływ na to działanie ma obecność witaminy C, fenoli, antocyjanów, flawonoli i wysokiej aktywności dysmutazy ponadtlenkowej (kluczowy enzym bariery antyoksydacyjnej organizmu).

Acerola poprawia kondycję skóry

Ekstrakt z aceroli chroni skórę przed negatywnymi skutkami promieniowania UV. Ponadto wykazuje działanie rozjaśniające, nawilżające, regenerujące i ujędrniające skórę. Jest to m.in. efekt obecności antyoksydantów, w tym witaminy C, która stymuluje produkcję kolagenu. Acerola to skuteczna broń przed przedwczesnym starzeniem się.

Acerola — gdzie można ją kupić?

Świeże owoce aceroli są nieosiągalne w Polsce, ponieważ miąższ aceroli jest dość delikatny i źle znosi dłuższy transport oraz przechowywanie. Z tego powodu acerola dostępna jest pod postacią gotowych produktów — soków, dżemów. Można ją kupić także w formie proszku, tabletek oraz płynnego ekstraktu. Istnieje wiele suplementów diety zawierających wyciąg z owoców aceroli.


źródło:  dietetycy.org.pl

Lifestyle

Masaż kobido – efekt liftingu twarzy bez użycia skalpela. Co warto o nim wiedzieć?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
18 października 2021
Masaż kobido
Fot. iStock

Masaż kobido to wyjątkowo intensywny masaż twarzy, który zyskał  w ostatnim czasie na popularności wśród kobiet. Nazywany przez zwolenników liftingiem bez skalpela, masaż kobido intensywnie wpływa na stan skóry i mięśni twarzy. Na czym polega jego działanie i kto może skorzystać z jego zalet?

Czym jest masaż kobido?

Masaż Kobido to głęboki masaż wywodzący się z tradycji Dalekiego Wschodu. Dzieli się na etapy, które należy przeprowadzić w ustalonej kolejności: masaż rozluźniający, relaks, drenaż limfatyczny, lifting oraz akupresura. Masaż ma na celu pobudzenie różnych obszarów na twarzy. Ruchy wykonywane przez osobę wykonującej masaż powinny być zarówno powolne, aby masaż relaksował masowaną osobę, oraz intensywne, szybkie jak i zdecydowane, aby pobudzić skórę do odbudowy, by uzyskać efektu liftingu. Na początku poszczególne ruchy mogą być odczuwane jako powodujące dyskomfort, ze względu na intensywność. Należy jednak pamiętać, że masaż Kobido jest bezpieczny, a jego dodatkową zaletą jest to, że jest on bezinwazyjny, ale skuteczny. Masaż z wykorzystaniem technik liftingujących można wykonać także na szyi lub dekolcie.

Masaż kobido

Fot. iStock/Masaż kobido

Już pierwsza sesja masażu Kobido przynosi wyczuwalne efekty, ale by utrzymywały się one dłużej i były bardziej widoczne, warto powtarzać zabiegi. Dla pełni efektu zaleca się 12 sesji masażu, po 2 sesje w tygodniu. Po tym warto raz na jakiś czas poddać się kolejnym masażom dla podtrzymania osiągniętego efektu.

Komu polecany jest ten rodzaj masażu?

Masaż Kobido jest naturalnym i nieinwazyjnym rozwiązaniem dla pań, które chcą zachować młody wygląd bez ingerencji chirurga lub inwazyjnych zabiegów kosmetycznych. Jednymi ze wskazań jest ujędrnienie skóry wiotkiej, dojrzałej. Masaż Kobido można także wykorzystać do relaksacji po ciężkim dniu, oraz dla rozluźnienia spiętych mięśni karku i głowy.

Jak przebiega masaż Kobido?

Masaż Kobido składa się z kilku etapów: masaż głęboki, relaks, drenaż limfatyczny, lifting oraz akupresura. Pierwszy etap, masaż tkanek głębokich, powinien złagodzić nadmierne napięcie mięśni twarzy, co przekłada się na spłycenie niewielkich zmarszczek mimicznych. Zazwyczaj ten etap wykonywany jest bez użycia olejku lub innych specyfików.

Następnie stosuje się relaksacja, która pozwala poprawić krążenie krwi w skórze, co wpływa na lepsze odżywienie i dotlenienie tkanek. Dzięki temu skóra twarzy zyskuje lepszy koloryt. Skóra, przez zwiększony przepływ krwi, ujędrnia się i napina. Kolejno stosowany jest drenaż limfatyczny, dzięki szybkim ruchom ręką uprawiany jest przepływ limfy, co zmniejsza opuchliznę i cienie pod oczami. Osoba wykonująca masaż przechodzi dalej do masażu liftingującego, który jest najbardziej intensywną częścią masażu Kobido. W tej części skóra jest dość intensywnie podbierana, pociągana, ugniatana czy podszczypywana, co może powodować nieco nieprzyjemne odczucia, choć to zależy od wrażliwości danej osoby. Ta najbardziej intensywna część masażu Kobido ma  poprawić owal twarzy, zadziałać jak zabiegi medycyny estetycznej. Na sam koniec stosuje się technikę akupresury, aby mocniej stymulować pracę poszczególnych mięśni, łagodzić ból, oraz pobudzać do pracy narządy wewnętrzne.

Masaż kobido

Fot. iStock

Masaż kobido — za co warto go docenić?

Masaż Kobido jest chwalony za zauważalny wpływa na kondycję skóry. Po jego regularnym stosowaniu można zauważyć wiele pozytywnych zmian:

  • zmniejsza napięcie mięśni, wpływa na ich rozluźnienie. Dochodzi do pobudzenia pracy nerwów, skóry i mięśni;
  • skóra staje się lepiej dotleniona i odżywiona, co wpływa na jej zdrowszy i świeższy wygląd;
  • ze skóry uwalniane są toksyny, co wpływa na jej szybsze oczyszczenie;
  • następuje pobudzenie produkcji kolagenu i elastyny, dzięki którym skóra unosi się i zachowuje młodzieńczy wygląd. Poprawie ulega kontur twarzy, policzki się podnoszą. Dochodzi ido spłycenia zmarszczek oraz bruzd nosowo-wargowych. Właśnie dzięki temu mówi się w przypadku masażu Kobido o bezinwazyjnym liftingu;
  • dochodzi do zmniejszenia opuchlizny oraz spłycenia worków pod oczami;
  • dochodzi do redukcji stresu — osoba masowana może się w pełni zrelaksować, co przekłada się na lepsze samopoczucie;
  • następuje złagodzenie konsekwencji bruksizmu i zmniejsza sztywność mięśni twarzy;
  • rozluźnienie mięśni karku i szyjnych podczas masażu Kobido pozwala pozbyć się  dokuczliwych napięciowych bólów głowy.
Masaż kobido

Fot. iStock/Masaż kobido

Przeciwwskazania dla wykonania masażu Kobido

Bez wątpienia masaż Kobido ma wiele zalet dla kondycji skóry, wyglądu twarzy i ogólnego samopoczucia. Jednak nie każdy może sobie pozwolić na taki rodzaj masażu. Istnieją przeciwwskazania takie jak:

  • podwyższona temperatura ciała;
  • stany zapalne skóry;
  • otwarte rany i otarcia;
  • nieleczone nadciśnienie tętnicze.

Ważne jest również, by zachować odpowiedni ostęp między innymi zabiegami kosmetycznymi, a wykonaniem masażu Kobido. M.in.: po zabiegu wstrzyknięcia botoksu trzeba odczekać 2 tygodnie, a nawet pół roku należy odczekać zabiegu założenia nici liftingujących.


źródło:  www.medonet.pl 

Zobacz także

Zamknęła oczy, zsunęła biodra i czekała na pieszczotę jakiej nie otrzymywała nigdy wcześniej, od nikogo [18+]. Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Plemniki w prezerwatywie to zamknięte duszyczki? No ludzie! Długo jeszcze będziemy tego słuchać?

Po roku już nie było naszego związku. Argument w pozwie? „Oddała się cała firmie. Nie miała czasu dla rodziny. Zmieniła się”