Lifestyle

8 sygnałów świadczących o braku bliskości w związku

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
31 sierpnia 2016
Fot. Unsplash / Chris Sardegna / CC0 Public Domain
 

Kiedy zaczynasz się z kimś umawiać, bardzo łatwo przychodzi stwierdzenie, że to ten jedyny, na całe życie. No i oczywiście, że idealnie do siebie pasujecie! Lubicie tę samą muzykę, oglądacie te same seriale, a w dzieciństwie oboje kochaliście Myszkę Miki. Czy mogłoby być lepiej? Mogłoby. Oznaką bliskości w związku wcale nie są wspólne zainteresowania, większe znaczenie ma to, jak partnerzy lubią być traktowani. Bo przecież można mieć zupełnie inne zainteresowania, a jednak ciągle być idealnym związkiem. Jakie zatem sygnały braku jedności możemy dostrzec?

Nie wiecie, jak się ze sobą kłócić

Kłótnie to chleb powszedni związków. Nawet tych idealnych. Spotkałam się nawet ze stwierdzeniem, że brak kłótni to znak, że coś jest nie tak. Po długim okresie spokoju faktycznie wystarczy mała iskierka, żeby rozpocząć wojnę. Kłótnie w dobrze dobranych związkach zazwyczaj kończą się szybko lub/i bezboleśnie. Dwoje ludzi potrafi się ze sobą dogadać i rozwiązać konflikt bez wyzywania i wrzeszczenia. To po prostu ostrzejsza wymiana zdań, która w końcu doprowadzi do ugody. Bez braku bliskości kłótnie przypominają raczej burzę albo tsunami. Jasne, po każdym wyładowaniu atmosferycznym przychodzi słońce, ale umówmy się – z czasem takie wydarzenia przestają mieć sens.

Nigdy nie stanie po twojej stronie

Wiecie, w związkach najpiękniejszy moment to ten, kiedy ci nie idzie, a partner i tak jest twoim największym fanem. W najnowszym hicie z Meryl Streep „Boska Florence” jest tego najlepszy przykład. Tytułowa Florance niekoniecznie potrafi śpiewać, ale jej mąż wspiera ją i dopinguję, bo wie, że daje jej to szczęście. Czy można chcieć czegoś więcej? A ukochany powinien być przecież partnerem zbrodni, najlepszym przyjacielem i motywatorem. Niestety, niektórzy nie mają tego szczęścia. Kiedy widzisz, że w twoim związku wcale to tak nie działa – uciekaj. To brak szacunku do twojej pracy, ale przede wszystkim dla ciebie samej.

Oboje jesteście bardzo nerwowi

Zobrazujmy to sobie. Dwa huragany zmierzają ku sobie. Kiedy się zetkną – bach! Następuje apokalipsa. Przecież nikt nie chce, żeby tak wyglądał jego związek. Osoby z bardzo stresującym trybem życia lub po prostu te, które z natury są nerwusami, potrzebują kogoś delikatnego i spokojnego. Kogoś, kto po ciężkim dniu zrobi masaż głowy i wysłucha. Przy okazji delikatnym głosem mówiąc, że przecież najważniejsze, że macie siebie. To naprawdę działa, a amerykańscy naukowcy mają na to dowody!

Bałaganiara i perfekcjonista

Przeciwności może i się przyciągają, ale w wypadku porządku, trudno o zrozumienie. Przyznajmy same, bałaganiary zawsze pozostaną bałaganiarami. Jasne, porządku można się nauczyć. Niby próg odporności na bałagan też da się powiększyć. Nie da się jednak ukryć, że zawsze będzie coś, co nie będzie grało. W pewnym momencie może wystarczyć skarpetka zostawiona w złej szufladzie, albo niewyprasowana koszulka. Niby to nic, ale narastająca frustracja w pewnym momencie wybucha niczym wulkan. A krajobraz po erupcji wulkanicznej nie jest za ciekawy.

Nie macie tego samego poczucia humoru

Świat jest okrutny, a czasy ciężkie. Pewnie mówiono tak w każdym wieku, ale czy nie jest to ciągle aktualne? Dlatego też warto mieć kogoś, kto będzie się z nami śmiał z tych samych rzeczy. A przy okazji nie obrazi się, kiedy rzucimy mu ironiczną uwagą. Taki partner to naprawdę ogromna wartość, z której nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Jedyne zagrożenie wynikające z tego samego poczucia humoru? W pewnym momencie, będąc w towarzystwie, możecie zacząć się śmiać z małego szczegółu. I może będzie to wyglądać dziwnie, ale przynajmniej zawsze będziesz miała przy sobie osobistego poprawiacza humoru!

Inaczej podchodzicie do tematu pieniędzy

Na początku nie ma to znaczenia. Wydajecie na randki, kwiatki, wspólne weekendy. I wszystko jest dobrze. Do momentu, w którym zaczniecie prowadzić swój związek na poważnie. Pieniądze to drażliwy temat w każdej ważnej dla nas relacji. Szczególnie, kiedy jedno z was zarabia mniej. Co w takim przypadku jest ważne? Zachowanie zdrowego rozsądku. Serio. Może to i brzmi dość banalnie, ale kiedy macie takie same priorytety lub przynajmniej rozumiecie swoje wzajemne potrzeby, będzie łatwiej.

Jedno z was zawsze się spóźnia

Zawsze byłam tą osobą, która się spóźniała. Na randkę, rodzinny obiad, do kina. Miałam to po tacie, on spóźnił się nawet na własny pogrzeb. No dobra, była to wina świateł, ale ja także zawsze na nie zwalam! Wszystko zmieniło się w momencie, kiedy zaczęłam umawiać się z moim obecnym facetem. On też się spóźnia. Jak szalony. Dlatego, kiedy umawiamy się na 17, dobrze wiemy, że spotkamy się najwcześniej o 17.15. Ale pewnie nie byłoby tak kolorowo, gdyby spóźniało się tylko jedno z nas. Bo teoretycznie spóźnić można się raz, ale cały czas to ponoć obraza majestatu…


 

 

źródło: Bustle.com


Lifestyle

Zawsze byłeś taki łagodny i silny. Pamiętam jak słuchałeś, bo ty zawsze słuchałeś nas w wyjątkowy sposób

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
31 sierpnia 2016
Fot, iStock/AntonioGuillem
 

Tato,

To takie dziwne, że dziś w tym jeszcze bardziej dorosłym życiu, chciałbym cię zawołać najgłośniej jak to możliwe, zupełnie tak, jakbyś mógł za chwilę przybiec do mnie, usiąść obok, być. Ale dziś jesteś już w innej podróży, takiej, z której nie da się zawrócić. My też zaczynamy inną podróż, podróż w nieznane.

Zawsze byłeś taki łagodny i silny. Pamiętam jak słuchałeś. To ważne, bo ty zawsze słuchałeś nas w wyjątkowy sposób. Uważnie i ciepło. Byłeś Tato naszym oparciem i stałością. Nawet, gdy nasze trudne rozmowy zamieniały się we wspólne milczenie. Bardzo żałuję, że już ich nie będzie. Że teraz cisza będzie już tylko smutkiem.

Tato, Tatusiu,

Tak bardzo chcę ci podziękować za to, co nam wszystkim ofiarowałeś. Tak bezinteresownie, na zawsze, tego nie da się odebrać. Dzięki temu już zawsze będziesz z nami.

Dziękuję ci za to, że pokazałeś nam razem z mamą, czym jest prawdziwa miłość. Choć tak trudno byłoby w tym Wam dorównać. To taka lekcja, której nikt oprócz was nie mógłby nam dać. Wyszłyśmy z domu, który był miłością. Miłością chciałoby się rzec doskonałą. Ciepłą, wyrozumiałą, czasem nieidealną – a jednak najważniejszą i najpewniejszą na całym świecie. Wiemy już, czego naprawdę warto szukać. I jeszcze bardziej lękamy się, bo wiemy jakie to trudne.

Dziękuję ci za to, że pokazałeś nam swoim życiem, że dobro istnieje – i że zawsze warto go bronić. Mieć swoje zasady, walczyć o nie. Dziękuję ci za każdy dzień, spacer, rozmowę. Za wspólne radości, za twoje ramię. I ten uśmiech. Bo kiedy Tato się śmiałeś, tak pięknie śmiały się twoje oczy, nawet gdy były zmęczone. I za tego czerwonego mercedesa, który tak mi się podobał w sklepie z zabawkami, gdy byłam mała. Pamiętam, gdy przyniosłeś go do domu i zrobiłeś z niego kabriolet. Specjalnie dla mnie.

Już zawsze będziemy wspominać z uśmiechem te wszystkie dobre chwile. Nasze małe i wielkie „szczęścia”. Momenty, gdy robiłeś rzeczy, które kochałeś. I łzy wzruszenia, gdy po raz pierwszy brałeś na ręce wnuki.

Mam nadzieję Tato, że w twoim niebie będzie to wszystko, co wypełniało twoje serce radością, nadzieją, wiarą. Głęboko wierzę, że znajdziesz tam wszystko, co było dla ciebie ważne.

Odszedłeś nagle, zbyt szybko. Mówimy, że nie byłyśmy na to gotowe, choć dziś wiem, że na śmierć ukochanej osoby być gotowym nie można. Zbyt wiele słów nie zostało jeszcze wypowiedzianych, zbyt wiele chwil nam skradziono. Tak wiele pustki zostało po tobie, pustki, którą próbujemy oswoić. A przecież mieliśmy jeszcze tyle razy do siebie zadzwonić, pośmiać się, powzdychać. Tak zwyczajnie, po ludzku popłakać nad rozlanym mlekiem i pospierać o politykę. A potem, a potem znów cieszyć się sobą nawzajem.

Dziś na każdym kroku czuję twój brak. Chcę cię o coś zapytać – bo przecież przez całe życie, to właśnie ty potrafiłeś na te wszystkie pytania odpowiedzieć, to właśnie ty na nie odpowiadać chciałeś. A gdy nie znałeś odpowiedzi, to nic nie szkodziło – przecież mogliśmy usiąść i poszukać. Nie było sytuacji, w której nie byłoby rozwiązania. Teraz, gdy tak rozpaczliwie szukamy nadziei, bez twojej rady jeszcze bardziej czujemy się bezradne.

Razem z tobą, trochę umarło nasze dzieciństwo. Na zawsze zmieniło się tak wiele, dla nas wszystkich. Przestał istnieć świat, który znałyśmy. Teraz musimy nauczyć się go na nowo.

Dziś z trudem cię żegnamy, a smutek i ból przeplatają się z niezrozumiałym dla nas spokojem. Wiemy, że tam gdzie się wybrałeś, ten spokój czeka na ciebie. I że kiedyś znów się spotkamy.

Nie ma w nas jeszcze zgody na twoje odejście, bo przecież zawsze będziesz z nami – w nas, w naszych dzieciach, w tych wszystkich drobiazgach, które zostały takie nieważne, do bólu zwykłe, wcześniej jakby niewidzialne. My zawsze będziemy pamiętać, a ty Tato, jeśli tylko możesz – bądź z nami w tym jeszcze bardziej dorosłym życiu i tak jak zawsze to robiłeś, pomóż nam w tym proszę, chociaż odrobinę.

Kochamy Cię,

P.S. Teraz Niemen, na pewno zagra dla Ciebie prywatny koncert.

 


Lifestyle

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o zdrowym odżywaniu, ale nie wiecie, kogo zapytać i gdzie szukać

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
31 sierpnia 2016
Fot. iStock/annebaek

Wydawałoby się, że o zdrowiu i odżywaniu napisano już wszystko, że każdy z nas posiada choćby minimalna wiedzę z tego zakresu, bo nie sposób przy natłoku informacji przejść obok niej obojętnie. Jednak jest ktoś, kto wie zdecydowanie więcej, a w dodatku z ogromną przyjemnością dzieli się swoją wiedzą z innymi. Kto jeszcze nie słyszał o Arturze Topolskim, powinien jak najszybciej to zmienić. To dietetyk, od którego bloga naprawdę nie sposób się oderwać. A kto wie, może i przy okazji zmienić swoje nawyki żywieniowe i zdrowotne.

Ewa Raczyńska: Czy zapanowała moda na zdrowe odżywianie? 

Artur Topolski: Myślę, że obecnie mamy już dość silnie zakorzenioną modę na zdrowe odżywianie oraz zdrowy tryb życia. Obecnie często możemy spotkać się z różnymi programami w telewizji, które tworzone są w celu informowania nas o składnikach znajdujących się w żywności.

Bardziej świadomie wybieramy to, co jemy?

Zdecydowanie tak, coraz więcej osób wie, co kryje się w składzie popularnych produktów. Często dostaję wiadomości, w których ludzie dopytują mnie o skład danego produktu. Tak samo w swoim otoczeniu coraz częściej spotykam ludzi, którzy interesują się zdrową żywnością, co przekłada się na ich świadome wybory.

Czy mamy w ogóle szansę zdrowo się odżywiać w całym tym zalaniu nas chemią w żywności?

Tak, ale wiadomo, że nie będziemy mieć takich efektów, jak w przypadku prowadzenia swojego własnego ogródka, gdzie będziemy pewni, co stosujemy. Wybierając ekologiczne produkty, możemy w znacznym stopniu ograniczyć sztuczne konserwanty, barwniki, czy aromaty. Według badań naukowych zdrowa żywność jest około 30 procent lepsza od tej tradycyjnej, to jest olbrzymia różnica.

Wydaje mnie się, że najczęściej zniechęca nas czas, jaki musimy poświęcić zdrowemu odżywianiu – bo kojarzy nam się z uprawianiem własnych warzyw, szukaniem odpowiednich produktów… A może się mylę? 

Większości osób zdrowe odżywianie raczej nie kojarzy się z własną uprawą, lecz z dużymi zmianami w diecie, czy rezygnacją ze słodyczy. Ponadto myślę, że najczęściej zniechęca nas czytanie składu i znajomość składników z „czarnej listy”. Każdy z nas wie, że taki proces jest czasochłonny, a my mamy go coraz mniej.

Najczęstsze błędy żywieniowe, jakie na co dzień popełniamy?

Sięganie w pośpiechu po przekąski, fast foody, słodycze i przetworzoną żywność. Ponadto większość z nas nie potrafi powstrzymać się przed podjadaniem 3-4 godziny przed snem. Według statystyk przeciętny Polak spożywa za dużo mięsa, a za mało owoców.

Pięć, a może więcej produktów, które powinny znaleźć się w naszej diecie codziennie?

Przede wszystkim owoce, które dostarczają nam witamin. Poza owocami warto dodać do naszej diety zielone warzywa, które są bogate w witaminę C, A i K, są one niezbędne do utrzymania prawidłowej odporności oraz procesu krwiotwórczego. Ponadto powinniśmy jeść znacznie więcej produktów, które mają kwasy omega, czyli na przykład ryby. Warto również spożywać orzechy włoskie, które dostarczają nam dużych ilości błonnika. Dobrze jest również pić zieloną herbatę zamiast napojów słodkich, w których jest pełno cukru.

Masz kilka prostych zasad zdrowego odżywiania się, które każdy może wprowadzić w swoje życie?

Jasne. Po pierwsze jeść cztery – pięć małych posiłków dziennie. Po drugie nie jeść przed snem. Ograniczyć cukier, słodycze, czerwone mięso i tłuszcze zwierzęce. Nie jeść przetworzonej żywności. Ograniczyć spożywanie alkoholu i soli. Pić dwa litry płynów dziennie. Jeść dużo owoców i warzyw. Spożywać pieczywo pełnoziarniste. Wbrew pozorom, to nie jest wcale trudne.

Czy na każdą z chorób, dolegliwości można znaleźć produkt, który pozwoli zadbać nam o zdrowie?

Myślę, że tak. Mamy wysyp przeróżnych preparatów, które są niemal na wszystko. Trzeba pamiętać, że nie każdy preparat spełnia swoje zadanie. Mało kto wie, ale tylko 20-30 procent suplementów jest dopuszczonych do sprzedaży przez GIS. Pozostała część jest w trakcie sprawdzania,  wyjaśniania lub posiadają inne substancje niż te podane w składzie (często niedozwolone).

Nie boisz się posądzenia o szarlataństwo – wiesz, na zasadzie – nie jedzcie tabletek, zaparzcie lepiej pokrzywę i będziecie zdrowi.

Absolutnie się nie boję, ponieważ w swoich artykułach nie piszę o odstawieniu leków, czy innych preparatów zaleconych przez lekarza. Suplementy diety są tak tworzone, aby nie integrowały z lekami. Czasami są jednak wyjątki, wtedy też piszę to w artykule. Ponadto na tym między innymi polega dietetyka, zamiast jedzenie tabletek z ekstraktem pokrzywy, która dodatkowo zawiera chemiczne składniki pomocnicze, można samemu zrobić taki preparat. Chciałbym również zaznaczyć, że informacje, które znajdują są na moim blogu mają swoje odzwierciedlenie w badaniach naukowych.

Skąd taka pasja i szeroka wiedza na temat zdrowego odżywiania się?

Wszystko zaczęło się od mojego dzieciństwa, kiedy to poznałem kilka osób, które mówiły mi, jak wygląda produkcja żywności w wielkich fabrykach.

W swoich artykułach zamieszczam wiedzę pozyskaną przede wszystkim z dietetyki, książek o tej tematyce, a także zagranicznej bibliotece biotechnologii, gdzie znajdują się dziesiątki tysięcy badań w wersji elektronicznej.

Niedawno zdałeś egzaminy, jesteś już pełną par dietetykiem, czym chcesz kierować się w swojej pracy, z jakimi problemami ludzie najczęściej się do ciebie zgłaszają.

Przede wszystkim kieruję się dobrem osoby, która się do mnie zgłasza. Staram się ukierunkować każdy detal diety pod daną osobę i jej preferencje. Najczęściej ludzie piszą do mnie z prośbą o dietę na odchudzanie lub na przybranie masy.

Pomimo powtarzania, jak ważne jest zwracanie uwagi, na to, co jemy, my bezmyślnie wpychamy w siebie i co najgorsze w dzieci niezdrowe jedzenie, myślisz, że jest szansa, że w końcu to zrozumiemy?

Myślę, że już pomału to rozumiemy, co tak naprawdę jemy. Coraz częściej spotykam osoby świadome i to w przeróżnym wieku, jak i te 20-letnie, a także te 60-letnie. Mamy małych dzieci są bardziej uważne, starannie selekcjonują to, co mogą  jeść ich pociecha, ponadto prawo jest bardziej rygorystyczne, co do jedzenia dla maluszków. Tam nie mogą znajdować się składniki, których jest pełno w żywności dla osób starszych. Nieco inaczej jest wśród starszych dzieci, w tym przypadku często nie potrafimy odmówić im słodyczy, czy nawet fast foodów. Ale pomału zaczyna się to wszystko zmieniać i do tego też dążę.


 

Artur Topolski

Artur Topolski

Artur Topolski – dietetyk, autor bloga arturtopolski.pl na którym można znaleźć dosłownie wszystko o zdrowiu i odżywianiu się z naciskiem na jak najbardziej naturalne produkty. Chcesz czytać artykuły Artura Topolskiego? Polub jego profil na Facebooku – kliknij.


Zobacz także

"Chcesz żebym nie dożyła twojego wesela?!". Czyli czego lepiej nie mówić singielce / Singielki są szczęśliwsze - mówią naukowcy

„Chcesz żebym nie dożyła twojego wesela?!”. Czyli czego lepiej nie mówić singielce

Przepis na świąteczny piernik

Przepis na świąteczny piernik

Choć nikt nas tak nie denerwuje tak jak oni i czasami mamy ochotę zabić, to nie wyobrażamy sobie bez nich życia. Za co kochamy mężczyzn?