Lifestyle Psychologia

15 rzeczy, które uważni robią inaczej. Pewne rzeczy w życiu są jak ludzie: przychodzą i odchodzą

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
29 stycznia 2021
Fot. iStock
 

Trenujesz uważność? Wiesz na czym dokładnie polega obecność, bycie tu i teraz? Potrafisz w pełni przeżywać każdy moment i cieszyć się tym, co masz? Nie pragniesz ciągle więcej, bo doceniasz to, co już zdobyłeś? Gratuluję, dokonałeś jednej z najtrudniejszych w życiu rzeczy: osiągnąłeś wewnętrzną harmonię. A może chcesz się takiego właśnie podejścia do życia nauczyć? Wez sobie do serca piętnaście poniższych wskazówek.

15 rzeczy, które uważni robią inaczej – ty też możesz się tego nauczyć

1. Nie biorą swoich myśli tak bardzo na serio.

2. Nie starają się unikać emocji lub zaprzeczać im.

3. Rozumieją, że róże rzeczy, jak ludzie – przychodzą i odchodzą.

4. Robią jedną rzecz na raz, nie starając się złapać dziesięciu srok za ogon.

5. Zamieniają codzienne obowiązki w wydarzenia warte zapamiętania.

6. Praktykują bycie ciekawym (świata, ludzi, zjawisk).

7. Lubią przebywać na zewnątrz i zachwycają się naturą.

8. Cieszą się każdym kęsem posiłku, który spożywają.

9. Kiedy czytają, nie robią tego pobieżnie, ale naprawdę koncentrują się na tekście.

10. Słuchając innych, są w pełni obecni, nie starając się kontrolować ani oceniać.

11. Kiedy pracują albo się uczą, robią sobie mały przerwy.

12. Potrafią się śmiać z samych siebie.

13. Skupiają się na tym, co robią.

14. Podważają ekscytujące doniesienia, wierzą w siłę spokoju i doświadczenie empiryczne.

15. Karmią i ciało i duszę.


Lifestyle Psychologia

Chcę wam opowiedzieć historie trzech kobiet. Agaty, Olgi i Magdy, które miały wybór i go dokonały

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 stycznia 2021
Portrait of young woman praying.
 

“Gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz…”. Zawsze wychodziłam z założenia, że o sprawach ważnych, które wywołują wiele emocji, trzeba rozmawiać bez nich. Czasami nawet odłożyć palący temat na chwilę, by móc przyjrzeć się z boku.

Od dawna w naszym kraju ulegamy emocjom, czytamy z rozpalonymi polikami nagłówki artykułów i dajemy się ponieść językowi na tu i teraz, krzykliwemu, agresywnemu, często pogardliwemu. Zastanawiam się, czy to pokłosie tego, że nie uczono nas (i nadal się tego nie robi) samodzielnego myślenia, wyciągania wniosków, umacniania się w naszych, a nie czyichś poglądach. A gdyby nawet, to przecież powtarzano nam: pamiętaj, szanuj drugiego człowieka. Mój tata dodawał: jak nie będziesz szanować siebie, nikt nie będzie ciebie szanował.

Przyglądam się temu, co się dzieje w naszym kraju. Widzę budynek Trybunału Konstytucyjnego otoczony barierkami, tak jak kilka miesięcy wcześniej otoczony został nimi Sejm.

Nie chcę dyskutować o słuszności protestów, o języku, o polityce i Kościele, który nie ma co ukrywać oddziałuje na nasz rząd z ogromną siłą. Chcę wam opowiedzieć historię Agaty, Olgi i Magdy.

Agata

Agata długo starała się o dziecko. Kilka lat badań, uciążliwego leczenia, które sprawia, że kobieta staje się karuzelą, na której krzesełkach zasiadają hormony bawiąc się przy tym znakomicie. Tylko one. Bo Agata była kłębkiem nerwów. Mówiono jej wokół: wyluzuj, stresując się, nie zajdziesz w ciążę. A ona miała ochotę drapać i krzyczeć, że oni gówno wiedzą, przez co przechodzi.

Dla jej małżeństwa to też nie była łatwa próba. Aż w końcu, wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewała, test ciążowy pokazał dwie kreski. Radość mieszała się z ogromnym strachem, bo co jak coś pójdzie nie tak. Co, jak dziecko okaże się chore po tych latach leczenia… Każda wizyta u lekarza była dla niej prawdziwą torturą. Oczywiście, że próbowała sobie tłumaczyć, że nie ma się czym martwić, że przecież czuje się świetnie i w końcu, że nie ma do końca wpływu na to, jeśli dziecko nie będzie rozwijać się prawidłowo.

Badania prenatalne… Czuła, że coś jest nie tak. Coś z serduszkiem. Niby bije, niby za każdym razem słyszała te miarowe uderzenia. Kiedy lekarz jej mówił, że wada jest rozległa, że dziecko może nie dożyć porodu i sugeruje terminację ciąży…, miała wrażenie, że kręcony jest jakiś film, który ona ogląda zza niebieskiego ekranu. Niewiele pamięta z tego czasu. Czarna rozpacz, tyle dziś jest w stanie powiedzieć. I żal do siebie, że jak mogła oglądać łóżeczka w internecie, zastanawiać się, jaki wózek najlepiej kupić, przecież było za wcześnie.

Konsultacja. Drugi lekarz nie był aż tak pewny diagnozy, mówił, że można poczekać, ale czas dany na wyjaśnienia, może stać się zagrożeniem dla Agaty.

Trzeci lekarz. Chociaż wszyscy wokół chcieli odebrać Agacie nadzieję. “Po co ci to, przecież już wszystko wiesz, czas ucieka”. Tym razem było jednak inaczej. Jedno badanie, kolejne. Usłyszała: “Poczekałbym… na tym etapie rozwoju płodu, nie miałabym 100-procentowej pewności, a tę zapewne chciałaby Pani usłyszeć”. Mówili, że uczepiła się tej informacji, jak tonący brzytwy, ale przecież ona czuła, szóstym zmysłem wiedziała, że musi być dobrze. Miała wybór i go dokonała. Dała szansę sobie i dziecku. Dziś jej córka trzy lata. Jest okazem zdrowia, rezolutną dziewczynką.

Olga

Olga o tym, że jej synek ma zespół Downa dowiedziała się dwa dni po porodzie. Niczego nie pamięta z tamtego okresu. Pamięta zaniepokojoną twarz lekarza. “Musimy zabrać go na dodatkowe badania” – usłyszała. Jeszcze raz ją pytano, czy ciąża przebiegała prawidłowo. A później padło: trisomia 21. A dla niej świat zniknął i ona przestała na chwilę istnieć.

“To był najtrudniejszy czas w moim życiu” – opowiadała mi jakiś czas temu. “Byłam wściekła, przerażona, smutna i rozczarowana. To taki natłok emocji, których nie jesteś nawet w stanie nazwać”. Depresja, leki. “Wiesz, najbardziej się bałam, że on umrze, bałam się go kochać, bo myślałam, że za chwilę może go z nami nie być. Wiem, że to irracjonalne, bo przecież na zespół Downa się nie umiera, ale ja tak miałam”.

Przeszła wszystkie etapy żałoby. Musiała pogodzić się ze stratą marzeń, planów, wizji tego, jak będzie wyglądała jej przyszłość jako matki zdrowego dziecka. Było niedowierzanie, później złość i bunt, aż w końcu przyszła akceptacja. “Ona mnie wyzwoliła. To taka ulga, kiedy możesz sobie i światu głośno powiedzieć: moje dziecko ma zespół Downa” po prostu tak jest, kiedy staje się to stwierdzeniem faktu.

Chciała drugiego dziecka, bo pragnęła rodzeństwa dla swojego syna. Gdy zaszła w ciążę była spokojna, przecież teraz wszystko musiało pójść dobrze.

Nie było. Zespół Turnera. To on jest przyczyną około 10 proc. samoistnych poronień, zaledwie jeden procent płodów dożywa porodu… Olga miała wybór. Nie, on nigdy nie jest łatwy, bo co, jeśli lekarze się mylą, jeśli jednak urodzi dziecko, choć ciężko chore?

Płacze. “Nie wiem, dlaczego lecą mi łzy. Decyzja była przemyślana, okupiona rozmowami z lekarzami, z moim mężem, rodzicami, przyjaciółką. Nieprzespanych kilka nocy przy spokojnym oddechu jej śpiącego, już wtedy czteroletniego syna”. Zdecydowała się na aborcję. “Wzięłam pełną odpowiedzialność za swoją decyzję i dziś wiem, że byłaby ona taka sama”.

Magda

Ma dwójkę nastolatków, ona sama dobiega 40-tki. “Taka stara, a taka głupia” – mówi, zresztą od znajomego lekarza usłyszała: “To ty nie wiesz, skąd się biorą dzieci”, gdy zadzwoniła, że jest w ciąży, ale nie jest pewna czy chce urodzić i jaki ma wybór.

“W naszym małżeństwie źle się działo od kilku lat, ale wiesz, jak jest. Dajesz szansę jedną, drugą, kolejną, bo masz nadzieję, że może jednak coś się zmieni, że w końcu wrócicie na dawne tory. Ale się nie udaje, a ty masz już tyle lat, że wiesz, że kolejne dziecko nie rozwiąże tych wszystkich problemów, nie może stać się narzędziem wspólnych przepychanek”.

Od początku była pewna swojej decyzji. Każda kobieta zna co najmniej jedną kobietę, która dokonała aborcji, choć nawet o tym nie wie, bo przecież o tym się nie mów. Zadzwoniła do przyjaciółki mówiąc spokojnym i stanowczym tonem, że ma problem, czy mogą się spotkać, czy ona może jej pomóc. Przyjechała natychmiast. “Okazało się, że zna dziewczynę, która miała zabieg”. Szybki telefon, numer do lekarza, wizyta za dwa dni. Niesamowity jest ten cały język szyfrów: mam problem, przyjaciółka mówiła, że najlepiej do pana… Nie może paść słowo ciąża, to wiesz, a lekarz doskonale wyczuwa o co ci chodzi”.

Magda mówi, że aborcja w Polsce to kwestia ceny, to ona determinuje twój wybór.

Protest

Każda z nich – Agata, Olga i Magda szły w proteście Strajku Kobiet.

Agata, bo pomimo swoich doświadczeń nigdy nie chciałaby, żeby kobiety ponosiły odpowiedzialność decyzji lekarzy.

Olga, która wie, że możliwość wyboru nie powinna podlegać ocenie, że tu nikt nie jest za ani przeciw… Cały czas chodzi o wybór.

Magda, bo uważa, że nikt nie może patrzeć na świat tylko w czarno-białym obrazku. Że jest tak wiele odcieni naszego życia, które nie powinny podlegać niczyjej oceny, że każdy powinien brać odpowiedzialność za swoje decyzje i wybory i do nich mieć prawo.


Lifestyle Psychologia

Starałem się, ale naprawdę nie wiem, co jeszcze mógłbym zrobić lepiej, żeby Cię zatrzymać. Cierpiałem, bo odeszłaś, ale wciąż chciałaś być blisko

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 stycznia 2021
Fot.iStock

Odeszłaś. Stało się. Przyjechałaś któregoś dnia nieco wcześniej z pracy. Kiedy wróciłem do domu, miałaś spakowaną tę dużą walizkę. Tę, którą braliśmy zawsze, kiedy wyjeżdżaliśmy razem. Pomyślałem, że to jakaś niespodzianka. Albo żart. Potem zobaczyłem wyraz twojej twarzy i zrozumiałem, że coś się stało, że to na poważnie. Nie chciałaś długich pożegnań, rozmów i tego, żebym błagał cię byś została. Chciałaś odejść natychmiast, rozstać się, jak to ujęłaś, bezboleśnie. Cóż, ty szybko znalazłaś nową miłość. Ja nadal za tobą tęsknię.

W twoim odejściu najtrudniejsze były nasze spotkania. Odeszłaś, ale chciałaś nadal być blisko. Tłumacząc mi, że odchodzisz, zapewniałaś, że nadal mnie kochasz, że przecież będziesz obok. Jako przyjaciółka. Przyjaciółka? Myślisz, że można z dnia na dzień wyciąć sobie z głowy uczucia do kobiety, z którą łączą cię wspólne przeżycia, wspomnienia, wspólne życie przez kilka lat? Myślisz, że naprawdę ktoś to potrafi? Może ten, kto nie kochał na serio. Kto nie planował wspólnej przyszłości, nie myślał: MY.

W tamtym momencie jednak, jedyne co czułem to to, że nie mogę dać ci tak odejść, że chcę o nas zawalczyć. Wziąłbym wszystko, co mi proponowałaś, bo wciąż miałem nadzieję. Tym bardziej, że naprawdę nie wiedziałem dlaczego mnie zostawiłaś.

Nie powiedziałaś nigdy jasno, dlaczego chcesz się rozstać. Odchodząc, mówiłaś tylko, że jesteśmy ze sobą długo, że chcesz spróbować czegoś innego, że zaczynasz się dusić, że jesteśmy za blisko. Ale ja nigdy w żadem sposób cię nie ograniczałem… Miałaś swoje grono przyjaciół, z którym czasem się widywaliśmy razem, a czasem wychodziłaś z nimi sama. Miałaś swój sport, inne zajęcia. Nie byłem typem faceta-bluszcza, który kontroluje i żąda całej twojej uwagi.  Zresztą, ciągle planowałaś coś nowego. Ze swoim ustabilizowanym trybem życia musiałem być po prostu dla ciebie za nudny. Dlaczego nigdy mi tego nie powiedziałaś? Że chcesz czegoś więcej od naszego związku?

Odchodząc, nie powiedziałaś też, że mnie już nie kochasz, że coś się zmieniło. Zapewniałaś mi, że to tylko wyprowadzka, że potrzebujesz więcej przestrzeni, ale przecież wciąż będziemy blisko.

Cały czas czułem, że jestem takim kołem ratunkowym, na wypadek, gdyby coś nie poszło po twojej myśli, gdybyś przestraszyła się samotności albo gdyby nie udało ci się znaleźć kogoś innego. to nie było komfortowe uczucie.

Przez pierwszy tydzień cię nie widziałem, wysłałaś tylko SMS z informacją, że wpadniesz po resztę rzeczy. Przygotowałem twoje książki, albumy. Kosmetyków w łazience nie tknąłem, zawsze cię to denerwowało, kiedy je przestawiałem.

Kiedy przyszłaś, miałaś łzy w oczach. Nie chciałem wykorzystać tego momentu, starałem się być opanowany, spokojny. Spytałem jak sobie radzisz, jak się czujesz. Rzuciłaś mi się w ramiona i staliśmy tak dobre kilka minut. Potem oderwałaś się gwałtownie i pobiegłaś pakować resztę twoich ubrań. Spytałaś, czy kogoś mam. Po tygodniu od naszego rozstania! Jakby nasz związek nic dla mnie nie znaczył…

Czas mijał, dzwoniłaś i pisałaś coraz częściej. Wpadałaś, żeby pogadać, albo raczej, żeby się wygadać. Jak wtedy, gdy byliśmy razem. Mówiłaś o złośliwej koleżance z pracy, o tym jak denerwuj cię twoja matka i o tym, że marzysz o wakacjach. Słuchałem, to Ci wystarczało. Przytulałaś mnie na pożegnanie i całowałaś w policzek. To było trudne, bardzo. Ale nie chciałem naciskać. Pisałaś SMSy: Pamiętaj, że między nami jest juz tylko miłość platoniczna. A potem przychodziłaś i chciałaś, żebym Cię mocno przytulił, bo było ci smutno. Dziś myślę, że to było okrutne z twojej strony.

Pewnego wieczora zapytałem, czy zostaniesz na kolację. Przestraszyłaś się, krzyczałaś, że przecież już dawno nie jesteśmy parą. Ale zostałaś. Zrobiłem twój ulubiony makaron, obejrzeliśmy twoją ulubioną komedię. Wychodząc pocałowałaś mnie, w usta. Wtedy próbowałem cię zatrzymać, porozmawiać. Prosiłem o kolejną szansę. Albo o to, żebyś określiła jasno czego potrzebujesz. Uciekłaś. Napisałaś potem mnóstwo wiadomości, że musimy przestać się widywać, że tak będzie lepiej. Zgodziłem się z tobą. Ale wciąż mnie potrzebowałaś… Nikt mnie nie zna tak jak ty – mówiłaś…

Trzy tygodnie temu przestałaś dzwonić. Pomyślałem, że pewnie potrzebujesz czasu, żeby sobie wszystko poukładać, że to dobrze, bo przemyślisz swoje uczucia do mnie i zrozumiesz czego potrzebujesz. Od tego czasu się nie odzywasz.

Dziś na Facebooku widziałem twoje zdjęcia z NIM. Wyglądasz na szczęśliwą. Ja wciąż nie mogę zapomnieć.


Zobacz także

7 letnich nawyków, które warto praktykować przez cały rok

Naucz się odpoczywać

Najlepsze z najlepszych. 7 polskich hoteli, które uwielbiamy!

Zapraszamy na kort! 8 korzyści, jakie przyniesie ci gra w tenisa ziemnego