Siedem rzeczy, które każda para powinna mówić sobie codziennie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 sierpnia 2016
Fot. iStock/sanjeri
 

Wiecie, że najczęstszą przyczyną rozwodów i rozstań jest brak komunikacji? Przecież gdybyśmy ze sobą rozmawiali, to wiele tych złych rzeczy w związku by się nie wydarzyło. Zamiast rozmawiać ze sobą zwierzamy się przyjaciółce, jak nam źle, mówimy koleżance, jaki nasz facet jest cudowny, zamiast jemu to powiedzieć.

No tak, ale on już jest, zaklepany jak w przy zabawie w chowanego i nic więcej właściwie robić nie trzeba. A przecież Ameryki nie odkryję pisząc, że nad miłością trzeba pracować, trzeba ją pielęgnować i o niej nie zapominać, bo inaczej pójdzie sobie w diabły, tam, gdzie będzie jej lepiej.

Dużo tej miłości nie trzeba, wystarczy chociażby kilka słów codziennie powtarzanych, by czuć, że ona nadal między wami jest, że o niej pamiętacie i pozwolicie odejść.

„Jestem z tobą, pamiętaj”

To słowa, które oznajmiają wsparcie dla partnera czy partnerki. Hej, jestem tutaj, co by się nie działo, stoję za tobą murem, popieram cię i nie zostawię. Świadomość takiego wsparcia daje poczucie bezpieczeństwa, buduje zaufanie i intymność.

„Kocham cię”

Jak często mówimy to sobie na początku związku? Kocham cię rano, kocham cię w południe i wieczorem. A później wydaj nam się dziwne powtarzanie tych słów, podobno im dłużej ze sobą jesteśmy, tym rzadziej wyznajemy sobie miłość. A tak nie powinno być. Mówienie sobie codziennie „kocham cię” podnosi jakość relacji.

„Przepraszam”

To jedno z najważniejszych słów, jakie powinniśmy sobie mówić, kiedy mamy świadomość popełnianych błędów, kiedy pod wpływem emocji, krzywdzimy drugą osobę. „Przepraszam” to oznaka dojrzałości. Naukowcy dowodzą, że umiejętność przepraszania buduje zaufanie w związku i jest oznaką szacunku dla partnera.

„Co czujesz?”

Najczęściej pytamy, co robiłeś/robiłaś, co się wydarzyło, a tak rzadko pytamy o uczucia, a przecież chcąc utrzymać bliskość i intymność związku, to właśnie pozwolenie na wyrażenie swoich emocji powinno być dla nas najważniejsze. Czasami nie pytamy, bo boimy się usłyszeć, że to my jesteśmy przyczyną gorszego nastroju, ale powiedzenie: „Co się dzieje?” może być wstępem do szczerej rozmowy.

„Dziękuję”

Jak często dziękujemy sobie za drobne rzeczy, za kawę zrobioną rano, za śniadanie, czy przygotowany obiad. To takie drobne rzeczy, które ktoś z myślą o nas i dla nas robi, a my jesteśmy wdzięczni i doceniamy te starania, a mówiąc „dziękuję” dajemy temu wyraz, ta druga osoba czuje się doceniona i zauważona.

„Dobranoc”

Nawet po ciężkim dniu, kiedy życzymy naszej drugiej połówce dobrej nocy w ten sposób dajemy sygnał, że nasz związek się dla nas liczy, jest powyżej pewnych wydarzeń, emocji, tego wszystkiego, co się wydarzyło w ciągu dnia.

„Dzień dobry”

Niby nic, niby takie oczywiste, ale mówienie „dzień dobry”, to dodawanie sobie otuchy, to sygnał: „Hej, życzę ci dobrego dnia i gdyby działo się coś złego, to tutaj jestem”. Nie zapominajmy o tym.

Tylko tyle. Siedem prostych rzeczy, które możemy mówić sobie każdego dnia tym samym pogłębiając naszą relację, przyjaźń i bliskość. Mówicie sobie te słowa?


Lenistwo? Skądże znowu! To inteligencja!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
14 sierpnia 2016
fot. iStock/Vladimir Piskunov
 

Pora podziękować amerykańskim naukowcom! Dzięki najnowszym badaniom możesz pożegnać się z wyrzutami sumienia dotyczącymi lenistwa. Okazuje się, że może być ono oznaką większej inteligencji. Brzmi dobrze, czyż nie?

Opublikowane w Journal of Health Psychology badania dowodzą, że ludzie spędzający więcej czasu na robieniu zupełnie niczego mają większy iloraz inteligencji od tych, którzy ciągle są w ruchu. Powód? Inteligentni szybciej się nudzą.

Naukowcy doszli to takich spostrzeżeń robiąc badania na grupie studentów. Zadali im dwa pytania: czy lubią wykonywać zadania, które wymagają wymyślania nowych rozwiązań oraz czy zawsze robią tylko tyle, ile muszą.

Wśród badanych naukowcy wyznaczyli grupę kontrolną, składającą się z 30 „myślicieli” i 30 tych, którym takiego określenia nie mogli przypisać. W ciągu siedmiu dni wszyscy studenci nosili urządzenie, które na bieżąco badało ich aktywność,  przesyłając zebrane informacje do badaczy. Wyniki? Zaskakujące! Aktywniejsze były osoby o niższym poziomie inteligencji. Specjaliści uważają, że może to być wynik pracy mózgu, który nie obciążony stałym procesem myślowym szuka dodatkowej aktywności. Dlatego też „inteligenci” wolą rzucić się na kanapę i oglądać telewizję.

Następnym razem, kiedy ktoś będzie narzekał na twoje lenistwo, grzecznie odpowiedz, że to po prostu cecha ludzi inteligentnych!


 

źródło: Digest.bps.org.uk


„Z panią w środku to auto będzie najpiękniejsze”. Czyli jak baba samochód kupowała…

Małgorzata Mueldner
Małgorzata Mueldner
13 sierpnia 2016
Fot. iStock/gruizza

Taki to jest moment w moim życiu, że wszystko zamieniam na mniejsze. Pies jest mniejszy, mniejszy będzie też dom, moje przyjaciółki podpowiadają jeszcze, że kolejny mąż powinien być… młodszy. Może łatwiej będzie mu zaakceptować mniejszy samochód, bo panowie w moim wieku mają dziecinne zamiłowanie do wszystkiego, co większe i niespodziewanie więcej od życia oczekują.

– Amortyzatory nadają się do wymiany, akumulator też, w niedalekiej przyszłości trzeba wymienić belkę podtrzymującą silnik – informuje mnie pan i umawia termin naprawy.

Siedzę i patrzę na niego totalnie oszołomiona wizją zbliżającej się katastrofy …finansowej. Przyjechałam na rutynowy przegląd i chciałam wyczyścić klimatyzację, bo to ważne, a tu zawieszenie w rozsypce, a silnik niebawem zgubię. Jakoś ten silnik przemówił do mojej wyobraźnie najmocniej i wyraźnie go widzę… na kostce brukowej przed domem. – Jak to możliwe, przecież to jest bardzo dobry samochód, duży, odporny i od zawsze serwisowany tu, u państwa? – pytam ciągle niedowierzając.

– Ten samochód ma dziewięć lat i bardzo duży przebieg to, co się pani dziwi? W jednych butach też pani chodzi przez tyle lat? Dobrze pani radzę, proszę się go pozbywać, bo kosztownych napraw będzie tylko więcej – informuje mnie przedstawiciel autoryzowanego serwisu.

Mknę autostradą, trochę jakby mniej pewnie, i rozmyślam o tych dziewięciu latach, które minęły sama nie wiem kiedy. Na szczęście podróż do domu minęła… spokojniej. Zaparkowałam i spojrzałam na samochód. Postarzało się biedaczysko – mi przybyło zmarszczek, a jemu kilka rys. Poza tym wygląda normalnie, jak używany samochód. Trochę jest brudny w środku i na, zewnątrz, ale nie zaniedbany – po prostu przykurzony brakiem czasu. Poklepałam go po masce jak wiernego przyjaciela i postanowiłam, że czas się rozstać.

Decyduję działać szybko, na szczęście nie w kwestii męża, i wyruszam do Warszawy, żeby wycenić swoje możliwości. Mam jedno kryterium – nowy samochód musi być nowy, z gwarancją. Nie mam siły na pchanie używanego i nikogo, kto pchać go będzie. Nie jestem też wystarczająco asertywna, żeby prowadzić dyskusje z panami mechanikami. Jednak im więcej salonów odwiedzam, tym bardziej tracę przeświadczenie, że obrana przeze mnie droga jest słuszna. Oglądam nawet urocze autko, ale nie dla kogoś, kto nosi torebkę większą od siebie. A do samochodu, oprócz kobiecych niezbędników, trzeba zmieścić nastolatka z nieproporcjonalnie długimi nogami, psa (i to nie yorka), i jeszcze niekiedy cztery koty.

Tego samego dnia oglądam jeszcze małe suzuki, ale oferta przerasta mnie finansowo i gdy chcę już opuścić salon, sprzedawca obok zagaduje: – A może nissan? Po chwili odbywam jazdę testową niezbyt pięknym autkiem, ale za to w towarzystwie uroczego pana Kamila. Jedziemy i rozmawiamy sobie o psach, o tym, że życie z dala od dużych miast jest lepsze, a ludzie serdeczniejsi. Czyli poruszam takie tematy… bardzo adekwatne do jazdy testowej. Pan Kamil wskazuje jedynie na fakt, że samochód jest fajny i ma przyciemnione tylne szyby, co daje poczucie intymności.

– A czy ja wyglądam na osobę, która potrzebuje intymność na tylnej kanapie samochodu? – pytam. – Chodziło mi o to, że nie widać bałaganu w środku – odpowiada oblany rumieńcem sprzedawca.

Docieramy na miejsce, panowie robią wycenę mojego Nissana i przedstawiają ofertę na zakup nowego. Doliczają wszystkie możliwe zniżki, promocje i wychodzi na to, że wóz znajduje się w moim zasięgu. Grzecznie jednak dziękuję, bo jeśli kupuję ponownie Nissana, to lojalność każe mi dokonać transakcji w salonie, w którym od lat serwisuję moje auto.

– Pani Małgosiu – zwraca się do mnie w ten sposób jeden z ważnych dyrektorów, bo przecież jesteśmy niemalże przyjaciółmi – niechętnie przyjmiemy pani samochód w rozliczeniu, my celujemy w … inny segment klienta. Może pani nie przeszkadza, że jest zarysowany na zderzaku, ale nam owszem. Dodatkowo nie mamy dla pani dobrej oferty na zakup nowego, gdyby pani miała nieco większe środki może…, ale w tym wypadku proszę szukać rozwiązana w innych salonach. Acha i jeszcze musiałaby pani go oddać do porządnego czyszczenia, on nosi ślady użytkowania.

– Pewnie, że nosi. Ten samochód do tego służy – odpowiadam i dziękuję za poświęcony mi czas. – Ja jednak nie rozumiem, dlaczego ludzie są takimi dupkami. Po wszystkich latach współpracy i po ilości pieniędzy, które zarobili na mnie w tym cholernym serwisie, powinni zawalczyć o stałego klienta – wypłakuję się do J.

– Moja droga to zwykłe ch…, nie przejmuj się, jest rozwiązanie – musisz ponownie udać się do uroczego pana Kamila z konkurencji. Nie mam już czasu na wyprawy do Warszawy, więc dzwonię i dowiaduję się, że bez problemu mogę oddać samochód w rozliczeniu, w dodatku bez czyszczenia! Ustalam z panem Kamilem kolor, który nieco dyktuje cenę i po chwili dostaję maila z fakturą.

Uradowana dzwonię do J. i opisuję, jaki kolor wybrałam. – A co jest jeszcze w tej wersji? – zagaduje. – No wszystko… tzn. chyba wszystko, zaraz zadzwonię i się dopytam – odpowiadam.

Pan Kamil spokojnie potwierdza, że samochód ma sterowanie radiem w kierownicy, i tak radio też ma! Ma jeszcze fajne światła do jazdy dziennej i klimatyzację manualną cokolwiek bądź to znaczy. Wyśmienicie! Dokonałam jednak przemyślanego zakupu!

– Ma wszystko – dumnie raportuje do J.

– A jaki ma silnik? – pyta J., która trochę się zna na samochodach.

– A skąd ja mogę wiedzieć? – odpowiadam.

– To zadzwoń i dowiedz się, bo mam obawy, zwłaszcza patrząc na cenę, że sprzedają ci samochód bez silnika – śmieje się J.

Piszę, więc do pana Kamila zapytanie o silnik, a on przesyła wszelkie parametry samochodu i dodatkowo zdjęcia. – Ten samochód ma silnik i to dobry. Zrobiłem jeszcze kilka zdjęć… dla koleżanek – odpowiada.

„Kupiłam” rozsyłam wiadomość do dziewczyn, a one odpisują: „Jest The Best”. Dobrze znam ich upodobania, tym bardziej doceniam sposób, w jaki reagują. – Jesteście kochane, zawsze akceptujecie wszystkie moje wybory – mówię im wieczorem. – O nie, nie wszystkie – dodają i wybuchamy śmiechem, bo doskonale wiem, o kim myślą.

– Wie pan ten samochód jest najnudniejszym modelem Nissana – mówię nazajutrz podczas składania niezbędnych podpisów. – Z panią w środku będzie jednak najładniejszy na świecie – odpowiada kurtuazyjnie sprzedawca. I właśnie te słowa upewniają mnie, że dokonałam najlepszego wyboru!


Zobacz także

Nagle dociera do ciebie, że to, co zawsze było dla ciebie najważniejsze – miłość, w twoim życiu nie istnieje

10 powodów, dla których nie jesteś szczęśliwa w związku

Odeszłam od męża. Chciałabym powiedzieć ci tylko tych kilka rzeczy