Lifestyle

„Najtrudniej jest stanąć ramię w ramię ze śmiercią i z pokorą oddawać jej tych, po których właśnie przyszła?”. Portrety: Aldona – Siostra śmierci

Poli Ann
Poli Ann
20 marca 2019
Fot. iStock / francescoch
 

(…)  Na oddziale paliatywnym panuje idealna cisza. Słychać tylko maszyny. Ich jednostajny szmer czy pikanie. Niekiedy pikania brak. Czasem szept słabego pacjenta lub szloch, krzyk najbliższych, kiedy po kogoś przychodzi śmierć. Aldona do tej ciszy przywykła. Chyba nie umiałaby już pracować gdzie indziej. Na chirurgii czy intensywnej. Ta cisza stwarza powagę. Powagę sytuacji, bo gdy człowiek umiera, cisza jest czasem najlepszym komentarzem.

Aldona jest silna. Wewnątrz i na zewnątrz. Zresztą musi. To nie jest praca dla słabeuszy. Każde odejście przeżywa. Pamięta każdego pacjenta i jego rodzinę. Historię choroby, dawki leków i salę, w której leżał.

Każdą śmierć odreagowuje w kuchni. Świetnie gotuje. Gdy dzieci i mąż wstają rano, a na stole stoi bogate śniadanie, w piekarniku piecze się ciasto, a na kuchence grzeje się gar zupy i patelnia z jakimś mięsem, to już wiedzą, że znów ktoś zmarł, a Aldona nie mogła spać.

To szalenie wyczerpująca praca. Musi być pielęgniarką, psychologiem i nierzadko księdzem w jednym. Rodziny boją się śmierci, potrzebują rozmowy, czasem ostrego słowa, by stanąć do pionu. Niekiedy po prostu wysłuchania albo przytulenia.

Tuliła dyrektorów, adwokatów, robotników, lekarzy, nauczycieli, policjantów czy księży. Jak matka, która pomaga przejść ich bliskim na drugą stronę. Czasem bardziej pomaga żywym niż zmarłym. (…)

*całość tekstu dostępna w tomiku opowiadań „Portrety” – premiera już w grudniu 2019!

 


Lifestyle

Gabriela, Wanda, Agnieszka, Łucja, Tosia. Jedyne czego pragną to zniknąć… GWAŁT

Poli Ann
Poli Ann
21 marca 2019
 

G abriela,
W anda,
A gnieszka,
Ł ucja,
T osia,

Gabriela
W
A
Ł
T

(…) Nie wie, ile leżała na ziemi. Nie wie, kto to był. Pamięta tylko, że był silny, duży i ciężki. Że bolało i krew z niej ciekła.

Na czworakach doczołgała się do chałupy. Matka czekała. Ojciec też. Dał jeszcze w twarz, że się po nocach puszcza. Matka umyła. Położyła do łóżka. Nic nie wyjaśniła. Wiedziała, co się stało. Gabriela jedynie instynktownie czuła, że coś złego. Że to krzywda nie tylko z tego wieczoru. Że przekreśli szansę na dobre zamążpójście, bo kto będzie chciał taką, co z chłopami po nocach używa. Nikt nie wysłucha. Matka zbyt słaba, by ją bronić, będzie tylko ukradkiem ocierać łzy nad tym, jak szybko komuś niewinnemu można zniszczyć życie.

G
Wanda
A
Ł
T

(…) Wraca do domu szybko. Do mamy i brata. W ręku siatka z chlebem i mięsem. Nagle zatrzymuje się przy niej czarne auto. Szofer otwiera drzwi. Hans zaprasza do środka. Wanda przyspiesza. Boi się. Zaczyna biec. Gubi siatkę z jedzeniem. Z młodym, wysportowanym i wykarmionym mężczyzną nie ma szans. On siłą zaciąga ją do samochodu. Dłonią trzyma za usta, by ją uciszyć. Ma skórzane rękawiczki. Czuje jak Wanda gryzie go w palce. To go podnieca jeszcze bardziej. Już w aucie szybko rozpina jej płaszcz. Guziki spadają na podłogę. Rozrywa bluzkę. Widok drobnych, aksamitnych, młodych piersi sprawia, że nie jest w stanie się opanować. Każe szoferowi jechać w boczną ulicę i wysiąść na papierosa. Na tylnym siedzeniu jest sporo miejsca. Rozdziera jej pończochy. Jedyne. Bezcenne. Te, które cerowała tyle razy. Jest brutalny. Chce ją posiąść. Nie słyszy jej krzyków. Nie czuje jej paznokci, które drapią jego twarz. Tyle o niej marzył. Kończy po paru minutach. Dla Wandy niemal wieczność. Bezwładnie leży, gdy on wciąga spodnie. Ma na tyle litości, że z auta wypchnie ją dopiero pod domem. (…)

G
W
Agnieszka
Ł
T

(…) Agnieszka siedzi na brzegu wanny. Zapłakana. Nie pierwszy raz. Znów przyszedł po kieliszku. Znów śmierdzący i spocony obudził ją w nocy. Zawsze tak samo. Wie, że lubi spać na brzuchu, więc wchodzi w nią od tyłu. Tak po prostu. Bo jest napalony, a żona ma słuchać męża. Bez niego gniłaby na wsi, doiła krowy i harowała w polu. A tu ma luksusy o jakich mogła tylko marzyć. (…)

 

G
W
A
Łucja
T

(…) Łucja w dzikim pędzie ucieka. Odpycha przerażonego lokatora z piwnicy. Wypada z klatki. Biegnie do domu. Roztrzęsiona. Zapłakana. Córka znów staje na wysokości zadania. Wie, że trzeba reagować. Matka się wstydzi. Nie chce na policję. Bliźniaki mają po 10 lat, mogą zostać sami. Córka siłą wyprowadza ją z mieszkania. Na osiedlu jest mały komisariat. Zgłoszą.

Przesłuchanie jest bolesne. Dużo pytań. Czuje się jak przestępca, a nie jak ofiara. Monitoringu w bloku jeszcze nie mają. Znajdą świadka zdarzenia. Może coś ustalą. Ale jak nie zgwałcił to jaki to gwałt. Uciekła przecież. Za napaść mogą ukarać co najwyżej, bo dowodów nie ma. Ani śladów pobicia, ran, nasienia, krwi. (…)

G
W
A
Ł
Tosia

(…)  Tosia przesłuchiwana jest sama. Czuje się bardzo niekomfortowo. Łańcuch pytań ją dusi. Może kusiła, namawiała? Była przecież po drinku. Była zalotna, frywolna, wysyłała sygnały?Jak była ubrana, pomalowana? Mini i mocny makijaż? No to działa na płeć przeciwną. Chyba była tego świadoma? Czy znała chłopaka, czy byli parą? Czy ma wielu przyjaciół? Jakie utrzymuje z nimi stosunki? Czy jest aktywna seksualnie? Zmęczony policjant po czterdziestce zadaje pytania bez jakichkolwiek emocji. Jakby pytał o godzinę. Czasem westchnie, coś mruczy pod nosem. Kolejna naiwna, co to życie ją zaskoczyło. Było siedzieć w domu, a nie z gołą dupą po dyskotekach latać. (…)

*całość tekstu dostępna w tomiku opowiadań „Portrety” – premiera już w grudniu 2019!


Lifestyle

Portrety: Chuda – życie z Hashimoto

Poli Ann
Poli Ann
20 marca 2019
Fot. iStock / yulkapopkova

A ja jestem chuda! Napisz to, podkreśl na czerwono albo i wytłuść czcionką. – mówi. Faktycznie jest szczuplutka. Taką figurę ma się w liceum, a nie po trzydziestce i ciąży. Jednej co prawda, ale jednak.

I napisz, że taka po prostu jestem. Mówi szybko, głośno z uśmiechem. Trochę wariatka, ale pozytywna.

Ważę tyle od 15 roku życia. W ciąży przytyłam 7 kg. Wyniki książkowe, synek mały, ale zdrowy. 10 punktów w skali Apgar.

Inaczej poczułam się trzy lata temu. W listopadzie. Pamiętam, bo myślałam, że to od pogody albo ze stresu. Byłam mobbingowana przez szefa, który oczekiwał wyników kosztem poświęcenia rodziny i zdrowia. Byłam ciągle zmęczona, senna i poddenerwowana. Libido na minusie. I te lodowate dłonie. Nawet po gorącej kąpieli było mi zimno. Dookoła bliscy mówili, że to z tej chudości. Tłuszczu brak to nie ma co grzać, powtarzała moja pulchna mama doprowadzając mnie do szału. Czemu? Bo do jasnej Anielki znam moje ciało i wiem, że coś było nie halo, ale weź wyjaśnij to tym niechudym, którzy każdą Twoją dolegliwość przypisują niskiej wadze. No para idzie uszami. I nosem!

A jak zauważyłam po ubraniach, że przytyłam i wyraziłam to na forum to już było używanie. Pewnie w uszach albo opuszkach palców, znów śmiali się najbliżsi, ponownie irytując mnie nieziemsko. Bo jak głodny ma się z sytym dogadać? Ja czułam natomiast, że jestem w innym ciele i ono mnie nie słucha. Robi co chce, zmienia formę. Kilka kilo do przodu, potem zjazd. Bez żadnej przyczyny. Potrafiłam się rano nie mieścić w spodnie, które jeszcze poprzedniego dnia zakładałam bez problemu.

Podkreślam uprzejmie, że na wieczór nie zjadłam kilograma chipsów z miską lodów i słoikiem nutelli na deser. No szlag by to trafił. Menopauza? Za wcześnie. Ciąża? Wykluczona. Poszłam więc do lekarza, a ten mi wykład robi o cyklu menstruacyjnym, bo to na pewno od tego. I nie słucha, gdy mu tłumaczę, że ja w trakcie cyklu nie odczuwam żadnych zmian i, że wahania wagi mają miejsce kilka razy w miesiącu, w przeciwieństwie do miesiączki. Spojrzał na mnie pobłażliwie i pomyślał pewnie, że przyszła idiotka, i aferę o trzy kilogramy robi. Dla świętego spokoju dał skierowanie na tsh, a gdy ten wyszedł w normie na poważnie zaczęłam się zastanawiać, czy w jakąś paranoję nie popadam.

Zimno jednak było mi nadal, humor pod psem, obowiązki małżeńskie niewypełnione, włosy przerzedzone, a portki raz wiszą, raz ledwo na tyłek wciskam. Co jest, ja się pytam? W końcu trafiam do endokrynologa i z lekkim zawstydzeniem mówię mu, jak się czuję. I choć nadal jestem chuda to nie wyśmiewa mnie tylko poszerza diagnostykę o kolejne parametry. I jak byk, czarno na białym stoi, że mam przeciwciała antyTPO wystrzelone w kosmos, inne ft3 i ft4 też poza skalą.

Witamy na planecie Hashimoto!!!!

Tyle się o tym słyszy, co druga celebrytka to ma, aż mi się krzyczeć chce: „Mam i ja!”. Owszem nie mam nadwagi, drugiej ciąży nie planuję, ale usłyszeć, że się ma przewlekłe zapalenie tarczycy i, że bez leków się nie da, to uśmiech znika z twarzy.

Tak więc mam hashi. Jesteśmy razem od 3 lat, w bardzo bliskiej relacji. Nazywam tę chorobę czule, żeby się z nią zaprzyjaźnić. Wcinam tabletki co rano, humor nadal zmienny, bo być stabilnym z Hashimoto to jak oczekiwać, że nad polskim morzem zapanują tropikalne upały. Na stałe, podkreślam! Życie z Hashimoto to ciągły spacer na bardzo cienkiej linie, wahania wagi, problemy skórne, biegunki i zaparcia, uczucie zimna lub gorąca. Dwa miesiące stabilizacji, potem góry i doliny. Nudno nie jest. Gdzie tam!

Chuda jestem nadal. W porywach do szczupłej. Tyroksyna podkręca mi metabolizm, a potem nagle zwalnia. Uczę się swojego ciała i tańczę jak hashi mi zagra. Czasem to chocholi taniec.
Nauczyłam się mieć w nosie komentarze innych. Lubię moją wagę piórkową. Wyniki mam w porządku. A czy za dziesięć lat hashi nie podaruje mi w promocji kilkudziesięciu kilogramów, to tego nie wiem. Więc póki co jest nas dwie, chuda i hashi, i nie pozostaje mi nic innego jak żyć sobie w tym duecie, i próbować nie spaść z tej cienkiej liny na mój póki co chudy tyłek.