Seks z eks? Ratunkuuuu, pomyślcie dwa razy. Gdzie człowieka obłęd seksualny prowadzi

Seksualnie
Seksualnie
23 kwietnia 2016
Fot. iStock/Dmitrii Kotin
 

Lubię ją, choć wśród naszych przyjaciółek uchodzi za Królową Katastrofę Miłosną. Jest jak ćma, która pędzi do ognia, kobieta gnana impulsami i potrzebami, za które ponosi zawsze ogromną cenę, bo gdyby chociaż była Królową Lodu. Ale gdzie tam. Pani Emocja. Pani „On się na pewno zmieni”, „On mnie kocha, ale jeszcze/ już/ na chwilę o tym nie wie”.

Niedawno porzucił ją kolejny facet. Jestem wredną świnią, ale niektóre kobiety naprawdę same się o to proszą, otwierając się przed mężczyzną jak książka, dając mu wszystko, łącznie z opieką i opierunkiem, na tu i teraz. I potem się dziwią, że on fruu, najadł się, napił, spuścił napięcie ( taaaaa) i frunie dalej. No ale dobrze, pan zniknął, przyjaciółki ruszają z odsieczą. Jest wino, są chusteczki w odpowiedniej ilości, kino, piknik, lody, znów wino, wódka jak trzeba i  oczywiście pocieszania. Słowa, słowa, słowa. Uff. Weekend się kończy, przyjaciółki ruszają do swoich zadań (życia) przekonane, że Pani Emocja pewien etap życia ma zamknięty i możemy iść dalej wierząc, że tego następnego faceta nie wpuści do domu i duszy dwa dni po tym jak wyląduje z nim w łóżku czy zacznie z nim pisać.

Uff. O my, naiwne. We wtorek wieczór pani Emocja przysyła SMS: „Przyjechał po rzeczy, był seks, było bosko”.  Oddycham głęboko, życie uczy mnie cierpliwości i pokory. „No to dobrze” odpisuję, choć myślę: „Zrobił cię w bambuko, a ty się z nim bzykasz”. Mamy jednak XXI wiek, nie będę czepliwa. Ale już w środę pani Emocje dzwoni i łka. „Nie pisze, nic nie pisze”. Nie wierzę własnym uszom.

Ale pytam ( racjonalnie)

– Miał zadzwonić?

– Nie.

– To jak się rozstaliście?

– No wyszedł.

– Powiedział coś po seksie?

– No nie. Że napiłby się kawy. (aaaaaaaaaaaaaaa)

– A jak doszło do tego seksu? Przepraszał, prosił?

– No nie, ja powiedziałam, żeby nie wychodził i zaczęłam go dotykać.

Ratuuuunku, Boże, daj mi cierpliwość. Przecież piłam cały weekend próbując jej wytłumaczyć, że ma patrzeć w przyszłość. Biedna moja wątroba i biedna moja dusza.

Pytam, czy to widzi. Że zaczynamy wszystko od początku. Jesteśmy w cholernym punkcie wyjścia. Ona jest. Przypomniała sobie, że było jej z nim dobrze w łóżku (teraz jeszcze lepiej, bo wiadomo, że najlepsze to, co utracone). To nie jest dobre przypomnienie, bo ma go nie lubić, a nie pragnąć. Seks z nim jest jak kolejne sztachnięcie – tylko oddala ją od ozdrowienia. Znowu musimy przejść przez to samo.

Dlaczego tyle kobiet jest masochistkami? Dlaczego, no dlaczego? Czy jak raz ktoś nas kopnął w tyłek, to nie wystarczy? Musi skopać nas znowu?

Skąd się bierze ta straszliwa tendencja?

Nie jestem przeciwniczką uprawiania seksu z eks (nie, jedna jestem), ale przecież nikomu nie mogę go zabronić. Ale NIE WOLNO sobie tego robić, gdy wciąż kogoś kochamy, a on nas nie. To jak wziąć nóż i zacząć gmerać w świeżej ranie. Może od razu przypalimy sobie tę ranę kwasem? Skoro tak nam dobrze idzie krzywdzenie siebie.

Kochane,

Nie uprawiamy seksu z byłym, gdy:

– wciąż coś czujemy, a wiemy, że raczej z drugiej strony nie ma tego samego. A nawet jeśli jest to on (ona też, bo przecież mężczyźni też uprawiają seks z byłą) nie planuje powrotu.

– wierzymy, że on dzięki temu coś zrozumie. Nie, dobry seks nie zmusi byłego partnera do powrotu. Może tylko sprawić mu przyjemność. Może też sprawić, że on stwierdzi, że fajnymi kochankami jesteśmy. I co z tegoooo? Chyba to wiemy, co?

– nie jesteśmy w stanie ponieść konsekwencji. Seks bez zobowiązań może być pociągający, ale tylko wtedy, gdy każde z was ubiera się potem i niczego nie oczekuje. Naprawdę niczego nie oczekuje. A nie tylko mówi, że NICZEGO nie oczekuje.

Zanim seksualna chemia zaleje ci mózg, proszę, zadaj sobie cztery święte pytania.

1. Dlaczego wciąż myślisz o byłym? ( jeśli wciąż go kochasz, w życiu nie idź z nim do łóżka. Jeśli ty odeszłaś, ale nie chcesz wrócić– w życiu nie idź z nim do łóżka).

2. Dlaczego zerwaliście?

Błagam, nie sypiaj z kimś, kto cię zranił. Powyżej dwudziestego roku życia nie należy sypiać z wrogiem.

3. To tylko seks – czy coś więcej?

4. Czy naprawdę chcesz się obudzić z nim rano i przeżyć kolejny dzień ze świadomością, że w jakimś sensie wróciłaś do punktu wyjścia?

P.S. A wy, drodzy Byli i Byłe– jeśli macie ochotę na seks z eks, a widzicie, że po drugiej stronie jest zaangażowana osoba– poszukajcie gdzie indziej seksualnego spełnienia. Po kiego mieszać komuś w głowie? Zanim powiecie: „Jesteśmy dorośli” to pomyślcie, że może dorosłość to niezawracanie dupy (nomen omen) komuś kto was wciąż kocha.


Jak mieć dobry seks? Odrzuć „fast”, wrzuć „slow”. Oj, nie udawaj, że tego nie chcesz

Seksualnie
Seksualnie
7 maja 2016
Slow sex... W łóżku nie ma przyzwoitości. Nie istnieje w ogóle coś takiego. Można wszystko
Fot. iStock/oleg66
 

Gdy przeczytałam tytuł książki „Slow sex. Uwolnij miłość” trochę zwątpiłam. Nienawidzę poradników seksualnych, nienawidzę tego, co dziś z seksem robimy.

Nie znoszę tekstów o seksie w gazecie, choć sama ich wiele napisałam. „Jak zrobić mu dobrze?”, „jak zrobić jej dobrze”, „dziesięć pomysłów na mega seks”. Ble i ble, ble. Nie znosiłam też długi tej drugiej strony– książek o Kamasutrze, długim, powolnym tantrycznym odlocie.

My w ogóle nie specjalnie lubimy o TYM rozmawiać. Robimy to wszyscy. Żyjemy w czasach, gdy podobno nie ma żadnego tabu. Otwartość seksualne jest modna i oczywista. Ci, którzy „otwarci” nie są – siedzą cicho. No dobra, nie tak cicho, bo są pierwsi do wyśmiewania książek i tekstów o seksie. Problem w tym, że niewielu z nas wie, co to jest DOBRY seks . Nie, dobrego seksu nie mierzy się ilością seksualnych partnerów, czasem trwania stosunku, ilością pozycji czy nawet liczbą granic, które przekroczyć potrafimy.

Dobry seks to zadowolenie, poczucie bliskości z drugą osobą, satysfakcja. Nawet bez orgazmu. To nieudawanie, mówienie szczerze i oddanie kontroli. Ilu z nas to umie? Podobno gwarancją dobrego seksu jest tzw. slow sex. Slow to odwrócenie „pośpiechu”, „bylejakości”.

Nasz przeciętny stosunek seksualny trwa około 20 minut. Najczęściej właśnie w sobotę wieczorem. Mało kto z nas jest wtedy z tą drugą osobą NAPRAWDĘ.

Chcesz być w łóżku szczęśliwy w łóżku? Przeczytaj… Slow sex i…

Nie ma chemii…

Albo inaczej: chemia to iluzja, moment. Jeśli myślisz, że można ja mieć wciąż od nowa– to tak. Ale z nowymi partnerami. Czy to cię zbliża do prawdziwej bliskości? Nie. To bzdury, że jest zauroczenia, a potem to wszystko mija. Do łóżka wkrada się nuda. Jeśli dwoje ludzi nie czuje do siebie pożądania, to jest to wynik tylko tego, że żadne z nich nie inwestuje w relację. Ja nie inwestuję, ty nie inwestujesz. Nie ma pożądania. To nie brak chemii, to tylko brak zainteresowania.

Dopóki wciąż coś do siebie czujecie, możecie nad tym pracować.

Jeśli chcesz mieć dobry seks, zrozum, że chemia na dłużej nie istnieje

Udawanie…

Przyznanie się, że nie mamy dobrego seksu, jest podobno bardzo trudne. Lepiej zaszyć się pod kołdrę. Mówić o bólu głowy i dużej ilości pracy zawodowej. Dlaczego nie przyznajemy się przed sobą, że mamy słaby seks?

– bo się wstydzimy (nawet przed sobą)

– bo się boimy (tego co się za brakiem seksu kryje – na przykład totalnej samotności, pustki, bólu, braku miłości)

– bo nie chcemy konfrontacji (z tym co wyżej)

Dopóki będziesz udawać, nie masz nawet szans na prawdziwą intymność. A dobry seks, to no cóż…. jedna z najważniejszych rzeczy w życiu

Czym jest dla ciebie seks?

Ale tak szczerze, bez ściem. Jest wentylem bezpieczeństwa, sportem, potrzebą kontroli, poszukiwaniem bliskości? Zdobywaniem kogoś?

Wiele osób ma problemy z seksualnością, bo nigdy nie odpowiedziało sobie na pytanie czym dla nich jest seks. Seks uprawiamy z miliona powodów. Zaspokojenie seksualne jest tylko jednym z nich.

Musisz wiedzieć, czym jest dla ciebie seks, jeśli chcesz mieć dobry seks.

Czy umiesz o tym mówić? Co robisz, gdy czujesz się sfrustrowany?

Czy rozmawiasz o tym, czym jest dla ciebie seks. Czy umiesz to powiedzieć osobie z którą sypiasz. „ Jesteś jak kłoda”, „Gdybyś umiał, to byłabym w raju”. To są słowa przemocowe, jest w nich ocena. Jestem w łóżku mało aktywna, bo on nie umie sprawić, żebym była bardziej. Mam problemy z erekcją, bo ona mało się stara.

Nikt poza nami nie ponosi odpowiedzialności za nasze życie erotyczne….

Jeśli oceniasz – nie ma dialogu.

Jeśli proponujesz: „Popracujmy nad tym”, a on/ ona mają to gdzieś – to znaczy, że w jakimś sensie mają też gdzieś związek z tobą.

Jeśli kogoś kochamy – staramy się.

Robimy to nawet, gdy nie kochamy, ale nam zależy.

Jeśli chcesz mieć dobry seks, musisz mówić

Czy umiesz dotykać?

Dotyk to jedna z naszych najważniejszych potrzeb. Głaskanie, przytulanie, pieszczenie. Ludzie bez dotyku są nieszczęśliwi, a jednocześnie niewielu z nas potrafi dotykać. Dotykanie trwa długo, wymaga czasu, skupienia się na kimś.

Dotykanie to coś więcej poza ugniataniem pośladków czy machinalnym pieszczeniem. To poznawanie ciała drugiej osoby. Erotyczne, ale nie tylko.

W dotyku powinna być czułość, ciepło, troska.

Czy puszczasz kontrolę?

To jest największa zaleta slow sex. Puszczenie kontroli. Czyli nie gramy, nie myślimy jak kogoś zaspokoić, jak wyglądamy w łóżku, czy jesteśmy świetni, dobrzy. Czy się staramy. Nie musisz się starać. Jeśli coś musisz, to tylko się poddać.

Być dobrym w łóżku. A co to znaczy?

Może jedyną cechą dobrego kochanka jest otwartość. Przeczytałam piękne zdanie. „Młoda dziewczyna nie musi być doświadczona. Jej otwartość to zgoda na to, że może zdarzyć się wszystko. Zamiast machinalnych gestów czy ruchów, jest po prostu odpuszczenie i poddanie się chwili.

Dzieje się to, co się dzieje, może zdarzyć się wszystko.

Czy wiesz jakie masz przekonania i jak one wpływają na twój seks?

Grzeczna dziewczynka powinna”, „Seks analny to dziwactwo” , „BDSM to ohyda”. W łóżku nie ma przyzwoitości. Nie istnieje w ogóle coś takiego. Można wszystko. Jedyną granicą są potrzeby drugiej strony. Jego „nie”. Czy twoje nie.

Ale też dużo kobiet godzi się na seks analny czy przemoc, bo chcą pokazać, że są fajne i otwarte. Dobry seks to nie jest udawanie.

Jeśli czegoś nie chcesz – po prostu tego nie rób.


Na podstawie książki: „Slow sex. Uwolnij miłość”. Rozmowa Hanny Rydlewskiej z Martą Niedźwiecką


Niewiele mężatek ma świetny seks. Mało ludzi go ma. Dlaczego to jest takie cholerne tabu?

Seksualnie
Seksualnie
17 kwietnia 2016
Fot. iStock / coloroftime

W naszym świecie otwartość w sprawach seksu jest atutem. Co ja mówię, otwartość seksualna jest obowiązkiem. Zalewają mnie gazety mówiące o tym jak mu zrobić dobrze (jej już rzadziej), jak uprawiać seks analny, oralny, taki, owaki. Jak, jak, jak. Ta masowość seksu sprawia, że technicznie wszyscy wiem jak, a praktycznie…. no cóż, praktycznie działa to tylko w początkowej fazie miłości, działa też, gdy miłość jest zakazana. Na przykład w romansach.

Ostatnio rozmawiałam z pewnym mężczyzną. Opowiadał o swojej kochance. Mówił: w łóżku raj, w łóżku obłęd, gry, ekstaza. Co to są te ogólne słowa? Gotowość do eksperymentowania, przekraczania kolejnych granic, dochodzenia w seksie do momentu, gdy naprawdę odlatujesz i jesteś tylko sam z tą osobą. Z waszymi instynktami. No albo w ogóle cię nie ma. Czy taki seks jest pisany tylko niektórym?

Kiedyś myślałam, że tak. Że to tylko moja wyjątkowość (czyt. wspaniałej kochanki) i wyjątkowość moich partnerów sprawia, że lewitujemy. Oni mówią, że jestem „naj”, że nigdy aż tak. I ja im mówię to samo. Nie dlatego, że jestem cholerną kłamczuchą tylko dlatego, że tak myślę. Czuję to. Dopiero po rozstaniu znajduję wady. Tamten mało robił mi dobrze (no cóż z tego, że wcześniej tego nie widziałam? Kochał się za to tak wolno, że wow), inny za bardzo kochał ostry seks (wtedy myślałam, że odtwarzamy najlepszy BDSM).

Tak, zakochanie łaskawe jest dla seksu. Fascynacja też.

Jakże wielkie było moje rozczarowanie, gdy zrozumiałam, że wszyscy „dobrzy” kochankowie grają mniej więcej w podobną grę. Bo rozmawiałam z bliskimi kobietami, bo rozmawiałam z mężczyznami. Prawie każdy z nas miał kiedyś obłędny seks. Mówił, że nigdy aż tak i tak mocno. Przekraczał granice i tak dalej.

On podobnie mówi do niej: „chcę cię mieć”, ona do niego: „ jestem twoja” czy różne wariacje tych samych zdań; chcę cię pieprzyć, chcę się pieprzyć. Bardziej eleganckie, mniej eleganckie. Ale to wszystko jest do siebie bardzo podobne.

Na trzeźwo (bez podniecenia, bez intymności) brzmi tanio i pretensjonalne. W samym akcie seksualnym jest to coś najlepszego na świecie. To wszystko sprawia, że jesteśmy spełnieni.

Coś natomiast beznadziejnego dzieje się w większości stałych związków. To może być małżeństwo, ale nie musi. Najlepsze jest to, że niewiele osób się z tym naprawdę konfrontuje. Używamy takich mniej więcej słów: „seks nie jest najważniejszy” (no może, ale jest ważny), „liczą się inne wartości” (a dlaczego nie mogą liczyć się wszystkie), „To już nie te lata” (na miłość boską, czy my jesteśmy w grobie już?), „Wolę wsparcie niż namiętność” (a czemu nie wolisz wsparcia i namiętności?).

Najczęściej dzieje się tak. Namiętność w związku umiera powoli. Na początku tego nie zauważamy. Po prostu rzadziej się kochamy, po prostu zasypiamy bez tej potrzeby, po prostu śpimy pod oddzielną kołdrą, po prostu dawno się nie dotykaliśmy. Byłam ostatnio zszokowana, gdy dowiedziałam się, że dzieje się tak między parą 26- latków. Było fajnie razem przez pół roku teraz właściwie się nie bzykają. Oniemiałam. Oboje piękni, ludzie sukcesu, seksualność od nich bije. Dlaczego jej nie realizują? Dlaczego nic z tym nie robią tylko kopią pod dywan, choć oboje mówią, że seks jest dla nich ważny. Ważny? Dlatego przestali się dotykać? Oni chcą zakładać rodzinę?

To normalne, natura… wzdychamy. Gówno prawda, obudźcie się. Takie życie w zaprzeczeniu swojej seksualności ma zawsze konsekwencje.

Część z nas „rozszczepia się”

Jedną część realizuje w domu (część pt. fajny związek), drugą (tę seksualną) poza domem. Robią to zarówno kobiety jak i mężczyźni. Dziś od dziewczyny, która jest kosmetyczką usłyszałam: „nawet nie wiesz, ile kobiet zdradza”. Przychodzą do niej klientki, które wprost mówią: kocham męża, ale seksu szukam gdzie indziej.

Absurdalne jest to, że mój kolega, który mówił o ekstazie z kochanką jednocześnie latami nie kochał się z żoną. Ona miała go za zimnego pracoholika, mężczyznę nieobecnego, z problemami z potencją. „Bo on taki biedny” mówiła. „Tyle kłopotów”. Jasne. Bardzo biedny. I bardzo zmęczony. Za to u tamtej brykał jak szalony.

Część z nas po prostu się zamraża

 Przenosi swoje popędy na pracę, sport. Ci są w związku szczęśliwi, ale tak naprawdę są jak tykająca bomba zegarowa. Często bardzo agresywni w pracy dla innych ludzi. A potem wystarczy przypadek, nagły wybuch, a dalej jest już tajfun i tornado. To ci niby spokojni, poukładani. Za to jak ich trafi w sekundę pakują walizki, zbierają do pudła stare fotografie i znikają. Zostawiając pobladłą żonę/ męża w totalnym szoku. Ale jak to? Przecież byliśmy taaaacy szczęśliwi. Tak, bardzo szczęśliwi. Tylko nikt nie pamięta, kiedy miał prawdziwy orgazm, nikt nie pamięta, kiedy miał miejsce akt seksualny dłuższy niż pięć minut.

Część z nas po prostu dostosowuje się do tej formy życia

 Nie zdradzi partnera, nie odejdzie, będzie zawsze w jakimś poczuciu „braku”. Albo totalnie tę część swojej osobowości stłamsi. To są ci, którzy mówią, że seks jest ważny, że to nuda, że tylko dla nastolatków, że śmieszny, że nic takiego, że te pozycje i w ogóle to wszystko. A fuj. Miałam taką koleżankę. Szkoda tylko, że gdy wspominała swój dawny romans dostawała wypieków na twarzy i miała przyspieszony oddech. Kogo oszukiwała? Bo przecież nie mnie. Siebie.

Jest też część ludzi dla których seks naprawdę nie jest taki ważny

Jeśli jesteś taką osobą – w porządku. Ale czy żyjesz z osobą, która czuje to samo? Czy nie zabierasz jej czegoś ważnego? Być może najważniejszego, bo dobry seks to coś więcej niż sport. To uczenie się siebie, to pewność siebie, świadomość siebie, zdrowie, kontakt ze sobą, prawdziwa bliskość i milion albo więcej innych rzeczy.

A na koniec kilka obrazków z życia wziętych

A. nie uprawia seksu od dwóch lat. Jej mąż nie chce. A nie, przepraszam, czasem uprawiają. Seks trwa trzy minuty. I to ona daje, on bierze. Potem zakłada spodnie i mówi: „zajarałbym fajka”.

Hmm…

B. uprawia kiepski seks raz w tygodniu. Patrzy wtedy w sufit. Trochę jęczy, trochę mruczy. Uff. Koniec.

Hmm…

C. ma męża pracoholika. Człowiek sukcesu, świetny facet. Seks? Nie, on nie jest ważny. Ona tylko często płacze. Częściej pije wino.

Hmm….

D. zdradził kiedyś mąż. Zdradził ja nawet więcej niż raz. Ona mówi, że wszystko w porządku. Wybaczyła. Tak, kochają się. Ona zamyka mocno oczy i stara się wyłączyć mózg. Bo jednak wciąż pamięta jego wiadomości z tamtymi. Ale przecież nic się nie stało.

Hmm…

E. ukochany właściwie nie dotyka. Ona czasem wyrzuci to z siebie, ale najczęściej rzuca: „no co ja poradzę?”

Hmm…

F. uprawia seks nudny. Mówi: okej. Ale gdzieś w środku czuje, że chciałaby znów. Poczuć swoje ciało, mieć naprawdę orgazm. Nikomu nie mówi, śmieje się z romansów. Jest złośliwa i ironiczna. I nawet nie chce zobaczyć, że ten brak jej namiętności bardzo jej w życiu przeszkadza.

G. bardzo kocha żonę, oj bardzo. Po nocach ogląda pornograficzne strony internetowe, a do koleżanki po pijaku pisze: przeleciałbym cię.

F. nic nie pisze. Ma zasady. Boi się nawet nawet myśleć: chciałbym inaczej. Odpowiedzialność, odpowiedzialność, odpowiedzialność. Ale czy odpowiedzialność to zapominanie o sobie?

Hmm…

I nie, ten tekst nie ma być poradniczy, nie ma w nim konkluzji, bo sfera seksualna jest tak delikatna, że każde radzenie jest ciut żenujące.

Ale proszę, nie śmiejcie się z  :

– seksuologów

– coachów seksualnych

– ludzi, którzy pracują z ciałem, masażystów, rehabilitantów, i wszystkich tych, którzy chcą nam pomóc ten seks odkryć.

Szczęśliwi ci, których seks jest namiętny, gorący, ostry i wspaniały. Niech oni mówią co daje. Bo szkoda słuchać tego czego seks nie daje….

Bo to są kłamstwa, którymi koimy swój lęk.

Lepiej być ze sobą szczerym niż obudzić się w momencie, gdy ktoś pakuje walizki, my pakujemy walizki albo nagle rozumiemy, że bliżej nam do Śpiącej Królewny niż do świadomej siebie i swojej seksualności kobiety XXI wieku (czy inna wersja dla uśpionych mężczyzn).

Nad tym można pracować. Ale trzeba być ze sobą szczerym.