Miłość namiętna, miłość toksyczna. Przeżyj ją i idź dalej. Zupełnie gdzie indziej

Seksualnie
Seksualnie
2 listopada 2015
Fot. Pexels / Katie Salerno /
Fot. Pexels / Katie Salerno / CC0 Public Domain
 

„Czy w pani życiu jest coś więcej czy tylko emocje?”, pyta terapeutka. Przerabiamy przypadek P. w te i wewte.  Aż czasem dziwię się, czy ci terapeuci nie są zmęczeni. Tyle podobnych historii.  Mężczyzna Niewłaściwy – tak zwykłam o nim mawiać. I wszystko co Niewłaściwemu przypisane. Namiętność, seks, drżenia i takie tam. Ech, zbyt jestem już dorosła, by wierzyć, że w miłości rozedrganej znajdę kawałek tak potrzebnego mi spokoju.

Rozbrajam więc Niewłaściwego na czynniki pierwsze. Co czuję, myślę, co robię w związku z nim. Po co mi to? Co robi, czuje i myśli on, też analizuję, choć wiadomo, że nikogo nie powinno to obchodzić. Fatalnie zauroczone kobiety są jednak takie przewidywalne.  Muszą wiedzieć CO ON CZUJE. Jakby to było takie ważne – wystarczy, że w ogóle bierzemy udział w teatrze przyciąganie, odpychanie, odchodzenie, zawracanie, przychodzenie. Pierwszy plus z posiadania Niewłaściwego – terapia. No proszę, czy to nie złamane serce pcha nas w ramiona państwa Plastry Dusz. Nadzieja na zmiany. No cóż, muszę starać się bardziej. Terapeutka mówi, że nie mogę pracować nad swoją skłonnością do Niewłaściwych (jaka skłonność wredna kobieto!), dopóki trwam w takim związku. Jeśli rzucę Niewłaściwego przyjrzę się swoim relacjom z ojcem, matką. Coś zrozumiem. Zieeeew.

Spróbowałaby sama  zrezygnować z seksu, o jakim jej się pewnie nie śniło, z drżenia, z uniesienia. Z poczucia, że orbitujesz, choć świat jest taki przeciętny.

M., moja przyjaciółka, królowa Katastrofa mówi, że dzięki uniesieniom żyje. Nie chce normalnych związków, nie chce nudy. „Żyć to kochać trudno” – powtarza. Ale ona jest zwariowana, kiedyś najpewniej dopadnie ją obłęd, nie mam wątpliwości.  Jednak boję się obłędu, tą drogą nie idę.  W gazetach pełno mądrych i mniej mądrych teksów o niewłaściwych miłościach. Sama jestem nimi jednak mądra za krótko. Nawet wiedza psychologiczna nie daje mi siły, choć tak dobrze znam słowo: „mechanizm”. Bo sami nie potrafimy być blisko, bo trudny ojciec, bo matka nie taka, bo czujemy, że nie zasługujemy na miłość, bo mamy borderline, srajlajn. Powiedz pani mojej tęsknocie, że jest wymyślona, ciału, że mu się wydaje. Na pewno wszyscy we mnie uwierzą, wyciszą się, uspokoją.

Odnajduję w Niewłaściwym pewien sens jednak. Odnajduję w nim pewną radość istnienia, dochodzenia do  samoświadomości.

No więc POCZĄTEK

Ach, zwykle jest bardziej niż piękny. Uderzenie pioruna. Trzask, prast, pozamiatane. Wpadasz w wir czekania, drżenia, pisał, nie pisał, dzwonił, nie dzwonił. No proszę, oto ty, pani racjonalna. Wow, wciąż żyjesz. Kusząca to rzecz, prawda? Wiedzieć, że się żyje, gdy już się myślało, że jest się martwym.

Albo inna wersja (też częsta). On jest taki opiekuńczy, taki wyjątkowy, tak słucha, tak rozumie. No po prostu nikt taki nie jest. Gdzie ci mężczyźni. Wyginęli, serio. Ale on jest. Uff. I ty go spotkałaś. Prawdziwa z ciebie księżniczka. No cóż, Niewłaściwy nie ma na początku słabości. Jest jak pierdolony ideał stworzony na podobieństwa boga, najlepszego kochanka, przyjaciela w jednym. Jesteś w raju. Niewłaściwy daje ci na początku tak dużo, że to aż zatyka. Nie możesz oddychać i lubisz jego najukochańsze wyznania: „Jesteś jedyna”. Dla ciebie wszystko: „Rzucę żonę, ucieknę na koniec świata, do innego kraju, ucieknę na noc, skrzywdzę każdego, będę czekał. Jesteś inna”. Każdy Niewłaściwy ma swoje ulubione frazy. Jest naszym marzeniem. Mój miał się mną opiekować. Obiecywał. I być zawsze. Hmm….

Kładł mi głowę na brzuchu i kochał mnie ciut za długo, ciut zbyt gorąco. I za bardzo mówił, że jestem piękna. Trochę się bałam nawet. Ale Niewłaściwy zrobi wszystko, żebyś mu zaufała.

No więc: POŚWIĘCENIE

Przychodzi cicho, nawet go nie słyszysz. Jakoś tak rezygnujesz z siebie. Albo z rzeczy ważnych– no wiesz, chcesz, żeby flow z początku trwał. Ta głowa na brzuchu, to, że nigdy tak nie czuł, nie pragnął. Zieeeew. Każda pragnie być choć na chwilę Królową. Niewłaściwy to daje. Potem wycofuje się cichutko, albo wymaga coraz więcej. Albo tak ci się wydaje. W każdym razie z symbiozy wpadacie w rozdział pt. gra. Tego nie miałabyś z Właściwym. Kto, co i dla kogo. Ile. Szaleństwo miłosne zamienia się w matematykę. A ty trochę przepraszasz. Ba, przepraszasz bardzo. Że źle coś powiedziałaś, że powiedziałaś za mało, za dużo. Jeszcze nie widzisz siebie w lustrze, ale już trochę świrujesz. Przecież normalna TY powiedziałaby: „Ej stary, wal się”. Normalna Ty stawia granice i nie przejmuje się fochami. No ale wszyscy to rozumiemy. Ideał ma focha. Walczysz. Chcesz wrócić do początku. Cóż, pękło. Tam już byliście. Z naciskiem na słowo BYLIŚCIE( przeszły, dokonany). Nawet nie widzisz, ile dla niego poświęcasz.

No więc: UPOKORZENIE

Czy zdrowa psychicznie kobieta wyje przez faceta? Czy go o coś prosi?Czy rzuca wszystko i biegnie do niego? Nie może pracować? Pokonuje ileś kilometrów tylko po to, że udowodnić mu, że nie jest chora, że nie zdradziła, że to z nim jest w ciąży… cokolwiek. Błaga, prosi, przeprasza, chociaż nic nie zrobiła? Czy zdrowa psychicznie kobieta robi wszystko, żeby coś wytłumaczyć? Ups. Nie robi. Relacja z Niewłaściwym zamienia się w upokorzenie– nawet jeśli on kocha cię bardzo. Ale to nie jest normalne, gdy prosisz: „Wysłuchaj mnie”. On: „Czego chcesz?!”. Ty: „Kocham cię, proszę”. On:„ Nie wierzę, kochasz tylko siebie”. Srututu. Lądujecie na planecie: przemoc. Nawet jeśli oboje cierpicie. Nawet jeśli on wyznaje ci miłość. Haloooooo, miłość to nie jest żadne nie wierzę/ jestem zazdrosny, ranisz mnie. Miłość to nie jest manipulacja. Czujemy chyba pewną różnicę między zdaniem: „Czuję się samotny, bo często rozmawiasz z kimś innym, potrzebuje cię, jest mi przykro”, a: „Jesteś dziwką, suką, kobietą bez serca. Tyle ci daję, ty mi nic”. Czujemy?

Biegaj sobie moja piękna za  nim, ale mniej poczucie, że to nie jest facet, który z tobą zostanie. Miłość nie stawia za wiele warunków, miłość znosi słabości, przebacza. I tak dalej. Słowo – tak właśnie jest.

No więc: ZDROWIENIE

Albo on cię rzuca (ba, bywa, że dla Innej– nowej Księżniczki, nowej jedynej), albo ty doczłapujesz się do pojęcia: normalność, prawdziwa więź, zaufanie. I rozumiesz,  no cóż, rozumiesz, że Niewłaściwy jest iluzją, pomyłką, złudzeniem. Smuteczek trochę, prawdziwa miłość jest taka zwyczajna.  Nie ma niej w teatru, za wiele scen też nie ma. Jest pewność, której z Niewłaściwym nie ma.

Bo Niewłaściwy to drżenia, uniesienia, flow. Poczucie, że jesteś w raju.

Srutututu. Tututusrutu.

P.S Odeszłam od Niewłaściwego. Dziś jestem z Właściwym. Cieplej, lepiej, bezpieczniej. Bez snów o Tamtym. Nie żałuję. Taką miłość jednak warto przeżyć choć raz. Choćby po to, żeby więcej nie chcieć jej już przeżywać. I pomagać koleżankom, które są w tej matni pt.: „Nie mam rozumu”. Choć wiemy wszystkie, że nikt i nic wtedy nie pomoże. Trzeba tylko paczki chusteczek, przytulenia, czasem wina. Bez słów: „Chyba cię poje….ało”. No poje*ało. Może chociaż dla tego seksu warto? Minie. M I N I E. Ale pod jednym warunkiem: nie wpadamy wciąż w te same sidła. Nie ulegamy złudzeniom. Chyba, że jesteśmy moją M. i sensem życia jest powtarzania zdania: „Umrę z miłości, odlecę, tylko to mnie interesuje”.

Dziewczyny, te które interesuje normalność – chodźcie ze mną:)


„Byłeś dowodem wegetacji mojego małżeństwa, dowodem, że bywam bardziej niż świetna w łóżku”. O tym dlaczego kobieta zdradza

Seksualnie
Seksualnie
10 listopada 2015
Fot. iStock / ozgurdonmaz
Fot. iStock / ozgurdonmaz
 

Dlaczego kobieta zdradza? Definicje i fakty w gazetach.  Że coraz częściej, że z powodu pustki w związku, że z powodu pustki w sobie. W liczbach, w historiach odnajduję siebie, nas.

Nie szukam usprawiedliwień.  Prawie zapomniałam. Z a p o m n i a ł a m. Byłeś dowodem wegetacji mojego małżeństwa, dowodem, że bywam bardziej niż świetna w łóżku, dowodem na słabości, instynkty, dowodem, że czuję i kocham. Dowodem na to, że wybieram. Bo w końcu nie wybrałam ciebie. Wybrałam  swoje dziecko. I rodzinę. Zawróciłam. Choć śniłeś mi się miesiącami. Ale wolę nie czuć, niż się niszczyć/cię niszczyć.

Początek

„To dziwki zdradzają”, powiedział ktoś. „Zdrada, to zło”, wyznał młodszej koleżance jej chłopak. Dojrzałość uczy braku definicji. Ze zdrady czasem zostają zgliszcza, czasem miłość jak u mojej przyjaciółki, zawsze przemiana. No wiesz, w tę albo w tamtą stronę.

Może to słabość, a może pragnienie miłości? Może… Ty wiesz, że on– zanim go zdradziłam– nie przytulał i nie kochał mnie miesiącami. Tak rzadko mówimy komuś, że cierpimy. Cierpiałam. Nie jestem suką, nie jestem wyrachowana. Tonęłam w samotności i nieobecności mężczyzny, którego wybrałam na męża.  Znasz jego wszystkie słowa, i to jak mijał mnie w życiu, i w łazience. Bez cienia emocji. No cóż, daleko mi do męczennicy. Do zdrady też mi było daleko, ale podszedłeś mnie przyjaźnią. „Nie, jednak nie mogę. Nie chcę tęsknić, kochając się z mężem. Nie chcę go przytulać i myśleć o tobie, nie chcę krzywdzić” – napisałam. Zaprosiłeś mnie na koncert, a ja już przeczuwałam zapomnienie. „To tylko koncert”, mamiłeś mnie. Tylko koncert – pomyślałam.

Zawsze jest ten początek. Kawa, kino, zwyczajność. Bez zapowiedzi rewolucji. Obiecywałeś: „Nie ukradnę cię, rozumiem, będę”.

W końcu wylądowałam u ciebie na kolacji w za szerokich dżinsach i okropnej pomarańczowej koszulce. Chciałabym, żebyś myślał, że mam luz, że jestem taka zwyczajna.  Ale ty mówiłeś, że jestem nadzwyczajna. Zostałam na noc, pamiętasz?  Choć wtedy się nie kochaliśmy, zasnęłam wtulona w twoje ściany i w słowa: nic nie chcę.

Rano zrobiłeś mi kawę. „Jesteś wyjątkowa”, stwierdziłeś.

Głupie –  te baby tak łatwo nakarmić  słowami.

Smutne – mój mąż był wtedy z dzieckiem na wakacjach.

Po początku

A dzień potem, po nocy bez seksu mówiłeś, że mam prawo czuć. I że kiedyś też zdradziłeś żonę, i miałeś małe dziecko. Żałowałeś, gubiłeś się.  Za tym popłynęłam. Za tym: „jestem z tobą” I: rozumiem. I  z–a– k– o– ch–a–ł–a–m  się. I ty też się zakochałeś.

Początek zdrady nigdy nie jest dramatem. Zawsze jest uniesieniem. Mieliśmy swoje wyjazdy, moje ucieczki do mieszkania na ulicy S. , gdzie odnajdywałam kawałki siebie z kiedyś. No wiesz: nie matki, nie żony, nie utyranej codziennością kobiety. Ładnie pomagałeś mi to poskładać. W za szerokich dżinsach znalazłeś moje ucieczki przed atrakcyjnością, na brzuchu mój cholerny smutek, na udach pragnienie otwartości. Wino sprawiało, że zostałam mistrzynią zapominania.

No wiesz, że komu innemu to obiecywałam. Siebie.

„Jestem dla ciebie wyspą”, twierdziłeś.

„Jesteś w łóżku najbardziej”, wyznawałeś. A ja lubiłam zabierać cię w rejony, w których nigdy nie byłeś, chociaż byłeś już prawie wszędzie. Może zabrałam cię tam, gdzie kochałeś po raz pierwszy?

Bo byłam tak ci oddana, tak zakochana…

Środek

„Odejdź”, prosiłeś. Zostaw jego, psa, mieszkanie, weź dziecko. Potem już tylko krzyczałeś. Że mam TO zrobić. Ten krzyk oddalił mnie od ciebie. Oddalił też lęk, że mam dla egocentrycznego uniesienia zniszczyć rodzinę. Kiciu, pakuj walizeczki, mama się zakochała, od dzisiaj masz nowy domek, a mama ma nowego chłopaka, no wiesz, życie. „Jesteś tchórzem”, wrzeszczałeś. „Ludzie się rozstają”. Trudno odmówić ci racji. Wtedy już nie byliśmy bardzo blisko. W mieszkaniu na S. odnajdywałam tylko seks. Tak, najlepszy. Tak, ze słowami, których być może nie usłyszę nigdy więcej, z bliskością, o której będę pamiętać na starość.

Poza tym już tylko raniłeś. Nie, nie winię cię. Ja wracałam do dawnej siebie, Ty byłeś tam, gdzie obiecywałam ci, że też dojdę. Nienawidziłeś mojego dziecka, męża, nienawidziłeś każdej chwili, która zabiera mnie od ciebie – choć przecież byłam z tej miłości dużo gorszą matką, przyjaciółką, wszystkim. Bo żoną już w ogóle nie byłam. A on nawet udawał, że tego nie widzi. Przepraszam, nie mogłam zabrać mojego dziecka do kogoś, kto byłby zazdrosny o to, że jestem matką.

„Jesteś piękna, kocham cię” – mówiłeś.

„Dlaczego mówisz mi to tylko w łóżku?” – pytałam.

„Bo tylko w łóżku jesteś  moja” – odpowiadałeś.

Taka prawda o nas.

Koniec

Już grałeś nawet zazdrością. Więc to ja postanowiłam zawalczyć o rodzinę. Powiedziałam mężowi o tobie, powiedziałam, że zwariowałam, że nie wiem kim jestem i co będzie. I że jeśli chce być ze mną musi mi pomóc. Kamienie spadały mi z serca. Znów przypominałam sobie, że kłamstwo krzywdzi tylko nas, że niszczy, a prawda jest wybawieniem. I wie to każdy, kto miesiącami tkwił w zakłamaniu.

I on zaczął walczyć. Zapisał nas na terapię, ciągle mi mówił, że kocha. Był. Nie bardzo potrafiłam się odnaleźć w tym – jego dotyk, który zapomniałam, na początku budził wstręt – przecież uwielbiałam tylko twój dotyk, i tylko ciebie. Mogłam oszukać głowę – reszty już nie.

Ale rozmawialiśmy, rozmawialiśmy. On robił to, czego ty zrobić nie chciałeś – słuchał i był.

„Ale wy się nigdy nie rozwiedziecie”, spytało mnie dziecko.

„Nie”, odpowiedziałam. I byłam gotowa umrzeć za tę ulgę na jego twarzy, sprzedać ciebie i każde swoje uniesienie. Jestem przede wszystkim matką – pomyślałam.

I ta nasza rozmowa ostatnia i SMS: „Wciąż bardzo cię kocham, ale chcę ułożyć sobie życie. Z tobą albo bez ciebie”. „To beze mnie”, odpisałam.

I cóż z tego, że miesiącami płakałam. Wiem, że potrafiłam być odpowiedzialna. Jeśli nie na początku, to na końcu. Nie pytasz mnie dziś już o nic. I choć nie chcesz wiedzieć – nie żałuję wyboru. Choć nikt już mnie nie odnajduje w za dużych dżinsach i nikt nie szuka niczego na moim brzuchu.

Jestem żoną, matką, kobietą domową. Jestem jedną z tych kobiet, której zazdrości się stabilizacji.

„Współczuję ci tego braku miłości”, powiedziałbyś.

Nie martw się. Dzięki tobie zrozumiałam, że bardzo kocham męża. I wiem, że to on potrzyma mnie za rękę, gdy będę umierać – ty nawet nie zadzwonisz.

Dla ciebie ważniejsza była urażona duma.

Dla niego zawsze najważniejsza będę ja.

Po to też jest zdrada – rozwala ci życie, ale dowiadujesz się, co jest ważne. Niezależnie od tego co to jest.

Uściski,

Miłość Dawna. Twoja. Słomka.


Drogi „Były”, szanowny „Eks”, dlaczego udajesz, że mnie nie kochałeś?

Seksualnie
Seksualnie
18 października 2015
Fot. iStock
Fot. iStock

Kochany, nie to, że akurat uczepiłam się jakoś szczególnie ciebie. Relacje miłosne niosą w sobie ryzyko rozpadu i złości, święta nie byłam, snu ci zabrałam wiele, zgryzot trochę przyniosłam. Pamiętam dzień, gdy powyłączałeś telefony, stałam pod twoim blokiem, była 15.00, lał deszcz, zupełnie jak dzisiaj, dzwoniłam, pukałam. W końcu otworzyłeś, w tym strasznym szlafroku. Niedawno  widziałam takie w szpitalu u T., gdzie ludzie poubierani w nie sunęli korytarzami, ledwo żywe dowody choroby, krok przed jakimś końcem, wolę nie wiedzieć jakim.

Coś jest jednak schyłkowego w tych szlafrokach, bo ty, przebrany w niego, też byłeś zapowiedzią końca. Tylko, że ten koniec dotyczył naszej miłości. I  ton pełen pretensji: zawiodłaś, oszukałaś. I  ulubione zwroty: „zawsze” „nigdy”. I ja, w tej toksycznej namiętności, nie umiejąca jeszcze odwrócić się, wzruszyć ramionami. Ech, wszyscy znamy te znajomości, młodość w nich przoduje. Choć, przysięgam, widziałam niedawno znużoną życiem pięćdziesięciolatkę, która rzuciła talerzem w męża- nie męża i zdarzyło się to w eleganckiej restauracji. Smutny był to widok. Dojrzałość już jednak powinna wymagać klasy i opanowania tych szarpiących emocji. Przepraszam, że jestem taka wymagająca, dla siebie też jestem.

W każdym razie MY. Miłego złego początki. Zupełnie jak w „Chemii” Prokopowicza, którą wczoraj obejrzałam. „Umiesz tańczyć? Śmiać się umiesz? A żyć?” – pytała ona. Ja też wciąż o coś pytałam. I lubiłam cię zaskakiwać. I doprowadzać do momentu, w którym wyznawałeś, że mimo swojego wieku nigdy nie miałeś takiej kochanki, tak dobrej, tak namiętnej. My kobiety jesteśmy czasem takie głupie, tak bardzo chcemy być wyjątkowe. Jakże to narcystyczne i zupełnie niemożliwe. No, ale jak jesteś bardzo młoda, to o tym nie wiesz, ja też nie wiedziałam. Dlatego tak trudno było mi uwierzyć potem, po twoim SMS-ie: „Wciąż cię bardzo kocham, ale już chcę ułożyć sobie życie, nie z tobą to z kimś innym”, że jednak to zrobiłeś – ułożyłeś.

I nawet nie mam o to pretensji, naprawdę, ale wolałabym, żebyś mnie pamiętał, a nie skreślał i udawał, że nawet twoją koleżanką nigdy nie byłam. Nie wiem, po co urządzamy sobie takie końce, jakby poznania nie było, nie było miłości. To twój wstyd, lęk, poczucie winy?

Miły mój, zanim powiesz znów swojej aktualnej, że byłam do kitu, że nigdy mnie nie kochałeś, albo kochałeś tylko trochę. Zanim prychniesz przyjaciołom, że ja to jednak pomyłka, wypadek– nazywaj, jak chcesz. Zanim znów przewrócisz oczami na dźwięk mojego imienia. Albo udasz, że takiego imienia ty doprawdy nie słyszałeś. To ja ci tylko troszeczkę rzeczy przypomnę…

Oszalałeś dla mnie. Tak, przysięgam. Jakbyś nie wymazał tego ze swojej pamięci, pamiętałbyś. To był czas, gdy byłam jedyna, wyjątkowa i tym podobne. Sporo zrobiłeś, by mnie zdobyć. No wiesz, te bilety do miasta w A., na które w ogóle nie miałeś pieniędzy. I czasu też na to nie miałeś. Jednak przyleciałeś tam? Pamiętasz? Całowaliśmy się w windzie hotelu, mówiłeś, że zrobiłbyś dla mnie wszystko. A ten pensjonat zasyfiony pamiętasz? Dowód na to, że namiętność nie potrzebuje porządku, czystości, gdzieś ma porządne łóżko. A gdy w emocjach latałeś po płyty, czytałeś moje smsy i wyobrażałeś sobie, że w NICZYM jest jednak COŚ. A potem przepraszałeś.

Umierałeś z zazdrości. Wciąż coś sobie wyobrażałeś. Musiałam koić twoje paranoje i wciąż tłumaczyć, że przecież to z tobą jestem, chcę być, będę.

Było nam dobrze. Przysięgam, kochałeś seks ze mną. W rytmie Yoko Ono czy moich zupełnie innych kawałków. Mówiłeś: „Kocham każdy kawałek ciała i kochać  będę”. Tańczyłam czasem dla ciebie. „Ruszasz się jak ja, jesteś jak ja”, śmiałeś się. Chciałam posadzić ci kwiaty na balkonie, w twoich płytach wciąż zostawiałam liściki miłosne. Powiedziałeś nawet, że nikt nigdy poza Ż. nie pisał tak pięknie do ciebie.

Lubiłeś poranki ze mną. Wychodziłeś po gazety, robiłeś jajecznicę, którą przynosiłeś do łóżka. Pamiętasz? Mówiłeś: „Jedz, jedz, musisz jeść”, twierdziłeś, że wyglądam jak z obozu koncentracyjnego. Tak, wiem, byłam wtedy strasznie chuda.

Ale kochałeś to moje chude ciało, moje małe piersi i w sekundę sprawiałeś, że niewiele było poza tobą.

Gotowaliśmy razem też,  zamykaliśmy się u ciebie i udawaliśmy, że świata to za bardzo jednak nie ma, nie odbieraliśmy telefonów. Poznałam dzięki tobie „Sześć stóp pod ziemią” i wiele innych seriali. Nauczyłeś mnie, że w odpoczywaniu nie ma nic złego.

Wciąż mówiłeś do mnie o uczuciach. No wiesz, że kochasz, że tylko ja, że tak bardzo, że wyjątkowo. Śmiałam się zawsze: „Hej, wiem, ile ich miałeś wcześniej”, a ty mówiłeś: „Nawet jak odejdziesz, chcę cię mieć blisko, chcę być twoim przyjacielem”.

Obiecywałeś. Miliony rzeczy obiecywałeś. Że wynajmiemy mieszkanie, że naprawdę o mnie zawalczysz, że będę pewna i bezpieczna, że nie muszę się o nic nigdy więcej martwić.

I nie to, że się czepiam. Tylko trochę się dziwię, że były słowa, życie, a została wrogość. Rozczarowałam cię,  zawiodłam,  ale naprawdę fajnie szanować kogoś, dla kogo się kiedyś umierało. Nie uważasz, mój Chłopaku? Żal mi tych wszystkich żon, mężów niekochanych, słów niedotrzymanych i tych które wypowiadamy, a za które nie bierzemy później żadnej odpowiedzialności.

Och, proszę, skończ z tym, że życie przemija i codziennie inne są słowa. To nie flow, to nieodpowiedzialność.

Dlatego widzisz, Miły, choć już dawno cię nie kocham, uśmiecham się na dźwięk twojego imienia, ogarnia mnie wzruszenie, gdy widzę twoje zdjęcie na Facebooku, zawsze pytam przyjaciół, co u ciebie słychać. I nigdy nie mówię nikomu, że cię nie kochałam i kogoś kocham bardziej, bo to tak, jakbym sama sobie zaprzeczała. A pamięć mam dobrą, odpowiadam za swoje słowa z kiedyś, nawet jeśli są prawdą tamtej chwili. Jednej chwili.

Tak, znam wiersz Szymborskiej „Przepraszam starą miłość, że tą nową uważam za pierwszą”, ale jestem już zbyt poważna i dorosła, by używać go jako usprawiedliwienia na zapomnienie.

Pamiętam cię. Czy mógłbyś pamiętać też mnie?:) Byłoby doprawdy milej.