Seks Związek

Drogi „Były”, szanowny „Eks”, dlaczego udajesz, że mnie nie kochałeś?

Seksualnie
Seksualnie
18 października 2015
Fot. iStock
 

Kochany, nie to, że akurat uczepiłam się jakoś szczególnie ciebie. Relacje miłosne niosą w sobie ryzyko rozpadu i złości, święta nie byłam, snu ci zabrałam wiele, zgryzot trochę przyniosłam. Pamiętam dzień, gdy powyłączałeś telefony, stałam pod twoim blokiem, była 15.00, lał deszcz, zupełnie jak dzisiaj, dzwoniłam, pukałam. W końcu otworzyłeś, w tym strasznym szlafroku. Niedawno  widziałam takie w szpitalu u T., gdzie ludzie poubierani w nie sunęli korytarzami, ledwo żywe dowody choroby, krok przed jakimś końcem, wolę nie wiedzieć jakim.

Coś jest jednak schyłkowego w tych szlafrokach, bo ty, przebrany w niego, też byłeś zapowiedzią końca. Tylko, że ten koniec dotyczył naszej miłości. I  ton pełen pretensji: zawiodłaś, oszukałaś. I  ulubione zwroty: „zawsze” „nigdy”. I ja, w tej toksycznej namiętności, nie umiejąca jeszcze odwrócić się, wzruszyć ramionami. Ech, wszyscy znamy te znajomości, młodość w nich przoduje. Choć, przysięgam, widziałam niedawno znużoną życiem pięćdziesięciolatkę, która rzuciła talerzem w męża- nie męża i zdarzyło się to w eleganckiej restauracji. Smutny był to widok. Dojrzałość już jednak powinna wymagać klasy i opanowania tych szarpiących emocji. Przepraszam, że jestem taka wymagająca, dla siebie też jestem.

W każdym razie MY. Miłego złego początki. Zupełnie jak w „Chemii” Prokopowicza, którą wczoraj obejrzałam. „Umiesz tańczyć? Śmiać się umiesz? A żyć?” – pytała ona. Ja też wciąż o coś pytałam. I lubiłam cię zaskakiwać. I doprowadzać do momentu, w którym wyznawałeś, że mimo swojego wieku nigdy nie miałeś takiej kochanki, tak dobrej, tak namiętnej. My kobiety jesteśmy czasem takie głupie, tak bardzo chcemy być wyjątkowe. Jakże to narcystyczne i zupełnie niemożliwe. No, ale jak jesteś bardzo młoda, to o tym nie wiesz, ja też nie wiedziałam. Dlatego tak trudno było mi uwierzyć potem, po twoim SMS-ie: „Wciąż cię bardzo kocham, ale już chcę ułożyć sobie życie, nie z tobą to z kimś innym”, że jednak to zrobiłeś – ułożyłeś.

I nawet nie mam o to pretensji, naprawdę, ale wolałabym, żebyś mnie pamiętał, a nie skreślał i udawał, że nawet twoją koleżanką nigdy nie byłam. Nie wiem, po co urządzamy sobie takie końce, jakby poznania nie było, nie było miłości. To twój wstyd, lęk, poczucie winy?

Miły mój, zanim powiesz znów swojej aktualnej, że byłam do kitu, że nigdy mnie nie kochałeś, albo kochałeś tylko trochę. Zanim prychniesz przyjaciołom, że ja to jednak pomyłka, wypadek– nazywaj, jak chcesz. Zanim znów przewrócisz oczami na dźwięk mojego imienia. Albo udasz, że takiego imienia ty doprawdy nie słyszałeś. To ja ci tylko troszeczkę rzeczy przypomnę…

Oszalałeś dla mnie. Tak, przysięgam. Jakbyś nie wymazał tego ze swojej pamięci, pamiętałbyś. To był czas, gdy byłam jedyna, wyjątkowa i tym podobne. Sporo zrobiłeś, by mnie zdobyć. No wiesz, te bilety do miasta w A., na które w ogóle nie miałeś pieniędzy. I czasu też na to nie miałeś. Jednak przyleciałeś tam? Pamiętasz? Całowaliśmy się w windzie hotelu, mówiłeś, że zrobiłbyś dla mnie wszystko. A ten pensjonat zasyfiony pamiętasz? Dowód na to, że namiętność nie potrzebuje porządku, czystości, gdzieś ma porządne łóżko. A gdy w emocjach latałeś po płyty, czytałeś moje smsy i wyobrażałeś sobie, że w NICZYM jest jednak COŚ. A potem przepraszałeś.

Umierałeś z zazdrości. Wciąż coś sobie wyobrażałeś. Musiałam koić twoje paranoje i wciąż tłumaczyć, że przecież to z tobą jestem, chcę być, będę.

Było nam dobrze. Przysięgam, kochałeś seks ze mną. W rytmie Yoko Ono czy moich zupełnie innych kawałków. Mówiłeś: „Kocham każdy kawałek ciała i kochać  będę”. Tańczyłam czasem dla ciebie. „Ruszasz się jak ja, jesteś jak ja”, śmiałeś się. Chciałam posadzić ci kwiaty na balkonie, w twoich płytach wciąż zostawiałam liściki miłosne. Powiedziałeś nawet, że nikt nigdy poza Ż. nie pisał tak pięknie do ciebie.

Lubiłeś poranki ze mną. Wychodziłeś po gazety, robiłeś jajecznicę, którą przynosiłeś do łóżka. Pamiętasz? Mówiłeś: „Jedz, jedz, musisz jeść”, twierdziłeś, że wyglądam jak z obozu koncentracyjnego. Tak, wiem, byłam wtedy strasznie chuda.

Ale kochałeś to moje chude ciało, moje małe piersi i w sekundę sprawiałeś, że niewiele było poza tobą.

Gotowaliśmy razem też,  zamykaliśmy się u ciebie i udawaliśmy, że świata to za bardzo jednak nie ma, nie odbieraliśmy telefonów. Poznałam dzięki tobie „Sześć stóp pod ziemią” i wiele innych seriali. Nauczyłeś mnie, że w odpoczywaniu nie ma nic złego.

Wciąż mówiłeś do mnie o uczuciach. No wiesz, że kochasz, że tylko ja, że tak bardzo, że wyjątkowo. Śmiałam się zawsze: „Hej, wiem, ile ich miałeś wcześniej”, a ty mówiłeś: „Nawet jak odejdziesz, chcę cię mieć blisko, chcę być twoim przyjacielem”.

Obiecywałeś. Miliony rzeczy obiecywałeś. Że wynajmiemy mieszkanie, że naprawdę o mnie zawalczysz, że będę pewna i bezpieczna, że nie muszę się o nic nigdy więcej martwić.

I nie to, że się czepiam. Tylko trochę się dziwię, że były słowa, życie, a została wrogość. Rozczarowałam cię,  zawiodłam,  ale naprawdę fajnie szanować kogoś, dla kogo się kiedyś umierało. Nie uważasz, mój Chłopaku? Żal mi tych wszystkich żon, mężów niekochanych, słów niedotrzymanych i tych które wypowiadamy, a za które nie bierzemy później żadnej odpowiedzialności.

Och, proszę, skończ z tym, że życie przemija i codziennie inne są słowa. To nie flow, to nieodpowiedzialność.

Dlatego widzisz, Miły, choć już dawno cię nie kocham, uśmiecham się na dźwięk twojego imienia, ogarnia mnie wzruszenie, gdy widzę twoje zdjęcie na Facebooku, zawsze pytam przyjaciół, co u ciebie słychać. I nigdy nie mówię nikomu, że cię nie kochałam i kogoś kocham bardziej, bo to tak, jakbym sama sobie zaprzeczała. A pamięć mam dobrą, odpowiadam za swoje słowa z kiedyś, nawet jeśli są prawdą tamtej chwili. Jednej chwili.

Tak, znam wiersz Szymborskiej „Przepraszam starą miłość, że tą nową uważam za pierwszą”, ale jestem już zbyt poważna i dorosła, by używać go jako usprawiedliwienia na zapomnienie.

Pamiętam cię. Czy mógłbyś pamiętać też mnie?:) Byłoby doprawdy milej.


Seks Związek

Miłość namiętna, miłość toksyczna. Przeżyj ją i idź dalej. Zupełnie gdzie indziej

Seksualnie
Seksualnie
2 listopada 2015
Fot. Pexels / Katie Salerno / CC0 Public Domain
 

„Czy w pani życiu jest coś więcej czy tylko emocje?”, pyta terapeutka. Przerabiamy przypadek P. w te i wewte.  Aż czasem dziwię się, czy ci terapeuci nie są zmęczeni. Tyle podobnych historii.  Mężczyzna Niewłaściwy – tak zwykłam o nim mawiać. I wszystko co Niewłaściwemu przypisane. Namiętność, seks, drżenia i takie tam. Ech, zbyt jestem już dorosła, by wierzyć, że w miłości rozedrganej znajdę kawałek tak potrzebnego mi spokoju.

Rozbrajam więc Niewłaściwego na czynniki pierwsze. Co czuję, myślę, co robię w związku z nim. Po co mi to? Co robi, czuje i myśli on, też analizuję, choć wiadomo, że nikogo nie powinno to obchodzić. Fatalnie zauroczone kobiety są jednak takie przewidywalne.  Muszą wiedzieć CO ON CZUJE. Jakby to było takie ważne – wystarczy, że w ogóle bierzemy udział w teatrze przyciąganie, odpychanie, odchodzenie, zawracanie, przychodzenie. Pierwszy plus z posiadania Niewłaściwego – terapia. No proszę, czy to nie złamane serce pcha nas w ramiona państwa Plastry Dusz. Nadzieja na zmiany. No cóż, muszę starać się bardziej. Terapeutka mówi, że nie mogę pracować nad swoją skłonnością do Niewłaściwych (jaka skłonność wredna kobieto!), dopóki trwam w takim związku. Jeśli rzucę Niewłaściwego przyjrzę się swoim relacjom z ojcem, matką. Coś zrozumiem. Zieeeew.

Spróbowałaby sama  zrezygnować z seksu, o jakim jej się pewnie nie śniło, z drżenia, z uniesienia. Z poczucia, że orbitujesz, choć świat jest taki przeciętny.

M., moja przyjaciółka, królowa Katastrofa mówi, że dzięki uniesieniom żyje. Nie chce normalnych związków, nie chce nudy. „Żyć to kochać trudno” – powtarza. Ale ona jest zwariowana, kiedyś najpewniej dopadnie ją obłęd, nie mam wątpliwości.  Jednak boję się obłędu, tą drogą nie idę.  W gazetach pełno mądrych i mniej mądrych teksów o niewłaściwych miłościach. Sama jestem nimi jednak mądra za krótko. Nawet wiedza psychologiczna nie daje mi siły, choć tak dobrze znam słowo: „mechanizm”. Bo sami nie potrafimy być blisko, bo trudny ojciec, bo matka nie taka, bo czujemy, że nie zasługujemy na miłość, bo mamy borderline, srajlajn. Powiedz pani mojej tęsknocie, że jest wymyślona, ciału, że mu się wydaje. Na pewno wszyscy we mnie uwierzą, wyciszą się, uspokoją.

Odnajduję w Niewłaściwym pewien sens jednak. Odnajduję w nim pewną radość istnienia, dochodzenia do  samoświadomości.

No więc POCZĄTEK

Ach, zwykle jest bardziej niż piękny. Uderzenie pioruna. Trzask, prast, pozamiatane. Wpadasz w wir czekania, drżenia, pisał, nie pisał, dzwonił, nie dzwonił. No proszę, oto ty, pani racjonalna. Wow, wciąż żyjesz. Kusząca to rzecz, prawda? Wiedzieć, że się żyje, gdy już się myślało, że jest się martwym.

Albo inna wersja (też częsta). On jest taki opiekuńczy, taki wyjątkowy, tak słucha, tak rozumie. No po prostu nikt taki nie jest. Gdzie ci mężczyźni. Wyginęli, serio. Ale on jest. Uff. I ty go spotkałaś. Prawdziwa z ciebie księżniczka. No cóż, Niewłaściwy nie ma na początku słabości. Jest jak pierdolony ideał stworzony na podobieństwa boga, najlepszego kochanka, przyjaciela w jednym. Jesteś w raju. Niewłaściwy daje ci na początku tak dużo, że to aż zatyka. Nie możesz oddychać i lubisz jego najukochańsze wyznania: „Jesteś jedyna”. Dla ciebie wszystko: „Rzucę żonę, ucieknę na koniec świata, do innego kraju, ucieknę na noc, skrzywdzę każdego, będę czekał. Jesteś inna”. Każdy Niewłaściwy ma swoje ulubione frazy. Jest naszym marzeniem. Mój miał się mną opiekować. Obiecywał. I być zawsze. Hmm….

Kładł mi głowę na brzuchu i kochał mnie ciut za długo, ciut zbyt gorąco. I za bardzo mówił, że jestem piękna. Trochę się bałam nawet. Ale Niewłaściwy zrobi wszystko, żebyś mu zaufała.

No więc: POŚWIĘCENIE

Przychodzi cicho, nawet go nie słyszysz. Jakoś tak rezygnujesz z siebie. Albo z rzeczy ważnych– no wiesz, chcesz, żeby flow z początku trwał. Ta głowa na brzuchu, to, że nigdy tak nie czuł, nie pragnął. Zieeeew. Każda pragnie być choć na chwilę Królową. Niewłaściwy to daje. Potem wycofuje się cichutko, albo wymaga coraz więcej. Albo tak ci się wydaje. W każdym razie z symbiozy wpadacie w rozdział pt. gra. Tego nie miałabyś z Właściwym. Kto, co i dla kogo. Ile. Szaleństwo miłosne zamienia się w matematykę. A ty trochę przepraszasz. Ba, przepraszasz bardzo. Że źle coś powiedziałaś, że powiedziałaś za mało, za dużo. Jeszcze nie widzisz siebie w lustrze, ale już trochę świrujesz. Przecież normalna TY powiedziałaby: „Ej stary, wal się”. Normalna Ty stawia granice i nie przejmuje się fochami. No ale wszyscy to rozumiemy. Ideał ma focha. Walczysz. Chcesz wrócić do początku. Cóż, pękło. Tam już byliście. Z naciskiem na słowo BYLIŚCIE( przeszły, dokonany). Nawet nie widzisz, ile dla niego poświęcasz.

No więc: UPOKORZENIE

Czy zdrowa psychicznie kobieta wyje przez faceta? Czy go o coś prosi?Czy rzuca wszystko i biegnie do niego? Nie może pracować? Pokonuje ileś kilometrów tylko po to, że udowodnić mu, że nie jest chora, że nie zdradziła, że to z nim jest w ciąży… cokolwiek. Błaga, prosi, przeprasza, chociaż nic nie zrobiła? Czy zdrowa psychicznie kobieta robi wszystko, żeby coś wytłumaczyć? Ups. Nie robi. Relacja z Niewłaściwym zamienia się w upokorzenie– nawet jeśli on kocha cię bardzo. Ale to nie jest normalne, gdy prosisz: „Wysłuchaj mnie”. On: „Czego chcesz?!”. Ty: „Kocham cię, proszę”. On:„ Nie wierzę, kochasz tylko siebie”. Srututu. Lądujecie na planecie: przemoc. Nawet jeśli oboje cierpicie. Nawet jeśli on wyznaje ci miłość. Haloooooo, miłość to nie jest żadne nie wierzę/ jestem zazdrosny, ranisz mnie. Miłość to nie jest manipulacja. Czujemy chyba pewną różnicę między zdaniem: „Czuję się samotny, bo często rozmawiasz z kimś innym, potrzebuje cię, jest mi przykro”, a: „Jesteś dziwką, suką, kobietą bez serca. Tyle ci daję, ty mi nic”. Czujemy?

Biegaj sobie moja piękna za  nim, ale mniej poczucie, że to nie jest facet, który z tobą zostanie. Miłość nie stawia za wiele warunków, miłość znosi słabości, przebacza. I tak dalej. Słowo – tak właśnie jest.

No więc: ZDROWIENIE

Albo on cię rzuca (ba, bywa, że dla Innej– nowej Księżniczki, nowej jedynej), albo ty doczłapujesz się do pojęcia: normalność, prawdziwa więź, zaufanie. I rozumiesz,  no cóż, rozumiesz, że Niewłaściwy jest iluzją, pomyłką, złudzeniem. Smuteczek trochę, prawdziwa miłość jest taka zwyczajna.  Nie ma niej w teatru, za wiele scen też nie ma. Jest pewność, której z Niewłaściwym nie ma.

Bo Niewłaściwy to drżenia, uniesienia, flow. Poczucie, że jesteś w raju.

Srutututu. Tututusrutu.

P.S Odeszłam od Niewłaściwego. Dziś jestem z Właściwym. Cieplej, lepiej, bezpieczniej. Bez snów o Tamtym. Nie żałuję. Taką miłość jednak warto przeżyć choć raz. Choćby po to, żeby więcej nie chcieć jej już przeżywać. I pomagać koleżankom, które są w tej matni pt.: „Nie mam rozumu”. Choć wiemy wszystkie, że nikt i nic wtedy nie pomoże. Trzeba tylko paczki chusteczek, przytulenia, czasem wina. Bez słów: „Chyba cię poje….ało”. No poje*ało. Może chociaż dla tego seksu warto? Minie. M I N I E. Ale pod jednym warunkiem: nie wpadamy wciąż w te same sidła. Nie ulegamy złudzeniom. Chyba, że jesteśmy moją M. i sensem życia jest powtarzania zdania: „Umrę z miłości, odlecę, tylko to mnie interesuje”.

Dziewczyny, te które interesuje normalność – chodźcie ze mną:)


Seks Związek

„Lubię, że byłeś w każdym miejscu mojego ciała, że znasz mnie grubą i chudą, z małymi piersiami i wielkimi”. Pochwała miłości małżeńskiej

Seksualnie
Seksualnie
11 października 2015
Fot. iStock

Jest noc i w sumie nie wiem czy powinnam o tym pisać, bo jednak leżysz obok i bardziej śpisz, niż mnie pragniesz i bardziej pod kołdrą swoją niż wspólną. Złości mnie to czasem.

Staję wtedy w kuchni i zaczynam wywód znudzonej żony. „Nie pociągam cię, nie zauważasz mnie”, przewracasz oczami, mówisz, że zauważasz i że pociągam. Wiem, bywam taka męcząca, a ty taki znużony.

Jednak zapominasz i ja zapominam o tej męczącej codzienności, gdy znów znajdujemy się w tym punkcie swojej miłości, który jest i namiętnością, i uniesieniem, i przywiązaniem jednocześnie. Jak na przykład wtedy, w Barcelonie, gdy snuliśmy się po plaży, a potem ty mówiłeś, że musimy chodzić, zwiedzać, oglądać, a ja wciągałam cię w ciemne uliczki i mówiłam: „Chodź, chcę seksu, nikt nas nie zobaczy, co tam chodzenie. Noooo wolisz chodzić, czy jednak być bardziej ze mną?” Małe manipulacje, które wtedy wydają ci się uwodzeniem. I wybierasz wtedy mnie, jak zawsze, jak kiedyś.

Lubię, że wciąż to potrafimy. Uciekać do łazienki w rodzinne święta. Albo kochać się, gdy za ścianą moja mama zawieszona nad serialem kryminalnym, a ty w rytmie moich słów: „Boże, tam jest mama, zwariowałeś, nie mogę, czuję się jak nastolatka, umrę ze wstydu, jeśli ona to słyszy”, idziesz gdzie chcesz, gdzie ja chcę, gdzie nieraz już byliśmy. I nie musimy szukać wspólnej drogi, bo dawno już znaleźliśmy ich setki.

Lubię, że byłeś w każdym miejscu mojego ciała, że znasz mnie grubą i chudą, z małymi piersiami i wielkimi, zmęczoną walką ze sobą, albo na haju sobą. Gdy zamykasz mi oczy i mówisz to „tak cię k**wa zawsze kocham”. Ale ja przecież wiem, jak bardzo nie umiesz mówić. O to kocham nieustannie robię awantury, dlaczego tak rzadko, dlaczego tylko we mnie. To takie nie – feministyczne, szukać drogi do twoich słów tylko w łóżku, tylko erotycznie. Z drugiej strony, przecież wiesz, że wcale o to nie dbam. Bo jestem i suką, i żoną, feministką i kurą domową, kochanką świetną i kochanką zmęczoną. Jestem wszystkim w tym naszym życiu, wszystkie je miałeś, wszystkich doświadczyłeś. To dlaczego ja bym miała nie doświadczać jakiegoś ciebie?

Lubię, że nie muszę udawać. No wiesz, bez tego całego teatru kobiety bez skazy. Moje ciało zmęczone, moje ciało niedostatecznie wymyte, wyprane, przygotowane. Moja dusza wcale nie silna, moja perfekcja wymyślona, moja wiedza bardziej czyjaś niż własna. Podobno namiętność w poznaniu umiera. Nasza przecież też umiera czasem, więc potem, po tych rozstaniach, znów czujemy, jakbyśmy zupełnie od nowa. Ale ty już wiesz, że jestem taka zwyczajna i że nic nie muszę. Ale potrafię cię zabrać tam, gdzie ludzie rzadko trafiają, bo rzadko potrafią być tak blisko, intymnie. I tam już nic ci nie brakuje.

Lubię twoje ciało, które znam może bardziej niż siebie i swoją głowę. Te zgłębienia, bruzdy, mięśnie, które godzinami wypracowujesz pokonywaniem siebie. Rzeczami, które są mi obce, których nie rozumiem, bo wiesz, że szybciej niż ty się poddaję, szybciej uciekam na kanapę i częściej używam frazy „O nie, nie mam siły”.

I lubię te nasze odloty, o których nikomu nie mówimy, w słowach, których wstydziłabym się powtórzyć rano przy kawie, nie dlatego, że jestem taka wstydliwa, tylko dlatego, że wolę jak te słowa zostają w naszych nocach. I wyobrażam sobie, że nikt inny ich używa, choć przecież wiem, że nie mam racji. Ale to przecież prawo człowieka uważać, że jego miłość jest jedyna.

Tak, czasem męczę się tą miłością. Jest taka normalna. Nie napiszę rzeczy wielkich kochając ciebie, nie dojdę do szczytu cierpienia, gdzie od zawsze mnie ciągnie. Nie umrę z rozpaczy, nie odrodzę się na nowo. Nawet twoje wady są takie zwyczajne, że nie można utkać z nich dramatu.

Nasza miłość nie jest teatrem, którego czasem pragnę – nie dotykasz mnie przy znajomych, nie umierasz z zazdrości, nie robisz scen, które kojarzą się z wielką miłością. Mi też się kojarzą, przepraszam, jestem taka egzaltowana i tyle filmów głupawch o miłości obejrzałam.

Więc przepraszam, że cię czasem prowokuję i ciągnę do świata, którego nie lubisz i emocji, o których nie chciałeś wiedzieć Niestety, lubię spotykać się w pół drogi. Ale może, gdyby nie ja, miałbyś seks nudny i zwyczajny, może, gdyby nie ja, w ogóle byś nie mówił o uczuciach, może, gdyby nie ja, nie mówiłbyś, że małżeństwo jest szczęśliwe, bo takie żywe i wciąż inne.

Bo gdyby nie Ty – to wolę nie wiedzieć.