Romans? Jaki romans? Kiedy wyjechałeś, postanowiłam za nas oboje, że to koniec

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 października 2016
Romans? Jaki romans? Kiedy wyjechałeś, postanowiłam za nas oboje, że to koniec
Fot. iStock / m-gucci

Nie, nie marzę o tobie po nocach, leżąc tuż obok niego. Nie wyobrażam sobie wcale twoich czułych rąk zamiast jego dotyku, gdy rozpala mnie namiętność. Snu z powiek nie spędza mi pytanie: „co by było gdyby”… Gdybym rzuciła to wszystko, odeszła, pobiegła do ciebie, wybrała nadzieję na nowe życie, a nie walkę o moje małżeństwo.

Czasem tylko (częściej na jesieni niż wiosną) stajesz się moją myślą, gdy zawinięta w koc popijam gorącą herbatę z cytryną i miodem, dokładnie taką, jaką sama nauczyłam cię pić. I ta myśl o tobie ogrzewa mnie mocno, na chwilę, czasem dłuższą. A potem gaśnie, kiedy patrzę w oczy mojego męża i czuję się tak, jakbym zrobiła coś niewybaczalnego, potwornego. A przecież między nami nic nie było…

Żadnych zwierzeń, wyznań żadnych

Poznaliśmy się kilka lat temu. Oboje na życiowych zakrętach. Outsiderzy, samotni, niedzisiejsi, niepoprawni romantycy. Na tym koniec podobieństw. Bo tak właściwie to jesteśmy z dwóch różnych światów, prawda? Dzieli nas o wiele więcej niż te tysiące kilometrów, życie, codzienność, czy daty urodzenia. A jednak już pierwszego dnia rozmawialiśmy jak dobrzy znajomi, rozumiejąc się bez słów, wyczuwając podświadomie, że łączą nas te same bolesne doświadczenia. Nie, nie zakochałam się w tobie. Głowę i serce miałam zajętą NIM. Powiedziałam ci o tym i rozczulił mnie błysk rozczarowania w twoich brązowych oczach. Taki niespodziewany, niezręczny. Dalej chciałeś być obok. Być moim przyjacielem.

Wróciłam do domu, do niego, do miłości odnalezionej w nim po latach, jak do bezpiecznej przystani. Zabrałam tylko wspomnienie o miłym znajomym, o bratniej duszy. Ale marzyłam o stabilizacji u jego boku. Zgodziłam się być żoną, mieć dom, uwierzyłam w przeznaczenie.

Czy to na pewno to? – myślałam potem nieraz w chwilach kryzysu, rozdarcia, rozczarowania związkiem, który miał być przecież tym, na całe życie. I znowu, na jedną chwilę, stawałeś mi przed oczami. Wolałam je zamknąć, przegonić ten obraz.

Ktoś poprosił, żebym wyszła po ciebie na lotnisko, oprowadziła po mieście, bo znam twój język. Przytuliłeś mnie mocno. Czułam, jak szybko biło twoje serce pod flanelową koszulą. Usłyszałam jak głos drży ci ze wzruszenia. Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że naprawdę czujesz do mnie coś więcej. Że w jakiś sposób jestem dla ciebie ważniejsza niż powinnam. Odsunęłam to od siebie. Niedługo miałam wyjść za mąż.

Jak para nastolatków rozśmieszaliśmy się nawzajem, jak para znajomych piliśmy razem białą kawę, zagryzając chrupiącymi herbatnikami i jeszcze mocniej śmiejąc się z tego chrupania. Lubiłam cię, chciałam grać w otwarte karty. To dlatego poznałam cię z NIM.

Nigdy nie zapomnę tego wieczoru tuż przed twoim odjazdem. Zaprosiliśmy cię razem do siebie, ale to do mnie przyszedłeś. Mówiłeś mi to każdym gestem i spojrzeniem. Nigdy w życiu nie byłam w tak absurdalnej sytuacji, tak mocno między dwoma mężczyznami. Tak niezręcznie. „Nigdy więcej” – myślałam. Wtedy widziałam cię ostatni raz przed moim ślubem. Nie odwiozłam cię na poranny samolot, wymyśliłam jakiś durny pretekst, stchórzyłam. Wtedy przemówiłeś. Napisałeś wiadomość, która mogłaby wywrócić moje życie do góry nogami. Taką, o jakiej marzy każda zakochana kobieta. Ja nią nie byłam. Kiedy wyjechałeś, postanowiłam za nas oboje, że to koniec tej znajomości.

– Romans, jaki romans? – myślałam wtedy. Romans to pójście na całość, seks i namiętność. Dzisiaj myślę, że skrywane emocje, nawet niewypowiedziane, niespełnione mogą wyrządzić tyle samo szkody. Nie, nadal cię nie kochałam.

Wciąż jesteś 

Lata mijają. Wyszłam za mąż, za Niego. To nie jest łatwa miłość, to jest miłość z odchodzeniem (i moim i jego). Walczę o nią, nawet wbrew sobie. Bywam nieszczęśliwa, zrozpaczona, wypalona. Czasem brak mi już sił. Dlatego ta nasza znajomość jest dla mojej miłości niebezpieczna. Bo łatwo jest wybrać coś nowego, zamiast walczyć o to, by naprawić to stare. A jednak na nowo wpuściłam cię do swego życia. I nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, prócz może tej dziwnej próżności, że dla kogoś jeszcze jestem stale i uparcie najważniejsza. Okrutne to, wiem. Bo ty wciąż nie masz nikogo. Bo wciąż dajesz mi znak, że gdybym tylko chciała, jesteś obok. Wciąż przewijasz się przez moje życie, zjawiasz nieoczekiwanie, przylatujesz, gdy to tylko możliwe, proponujesz spotkanie tylko na kawę, na lotnisku, choćby na pięć minut. Bo przecież jesteśmy tylko znajomymi. Wciąż jesteś obok.

Ciekawi mnie co będzie, gdy w końcu odnajdziesz swoje miejsce, odejdziesz, pokochasz kogoś innego. Chcę tego, wiesz? Bo dopóki będziesz sam, dopóki będziesz wysyłał te słowa: „fajnie patrzeć w niebo, na którym są te same gwiazdy, na które ty patrzysz”, dopóki  wracasz, gdzieś na dnie serca czuję niepokój. I jestem już tym zmęczona. Choć nadal cię (nie) kocham.


16 rzeczy, których nie powinniśmy mówić ukochanej osobie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
7 października 2016
16 rzeczy, których nie powinniśmy mówić ukochanej osobie
Fot. iStock / ArtMarie

Szczerość w związku? Jasne, że jest najważniejsza. Są jednak rzeczy, o których lepiej nie mówić, bo te mogą zranić, a wypowiedzianych słów nie da się cofnąć. Dlatego lepiej dwa razy pomyśleć niż powiedzieć to, czego będziemy naprawdę żałować, a co w partnerze zostawi głęboką ranę… Czasami trudną do zabliźnienia.

Czego nie powinniśmy mówi sobie nawzajem?

Ty zawsze jesteś taki…

To zdanie zazwyczaj kończy się negatywnym komentarzem:

Zawsze jesteś taki uparty

Zawsze musisz być taki nieczuły

Zawsze tak robi/mówisz

Używanie „zawsze”, „nigdy” determinuje krytykę, zdaje się być czymś nieodwracalnym.

Dlaczego nie jesteś taka, jak…

Nigdy nie powinniśmy porównywać partnera do kogoś innego. Chcielibyście, żeby wytykano wam, że ktoś jest lepszy? Więc dlaczego nie jesteś z tym kimś?

Chciałabym, żebyś był bardziej…

Zabawny, oszczędny, towarzyski… Wpisać można cokolwiek. Pytanie – czy kochasz i akceptujesz kogoś takim, jakim jest, czy chcesz go zmieniać?

Nieważne, zrobię to

Ucięcie w ten sposób rozmowy jest umniejszaniem nasze relacji, brakiem szacunku dla drugiej osoby i jej lekceważeniem. A czy ten, co kocha, chciałby być lekceważonym?

Niczego nie potrafisz zrobić dobrze?

Ile razy w złości to zdanie ciśnie nam się na usta? A przecież to nic innego, jak poniżenie partnera, pokazanie naszej nad nim wyższości… Naprawdę tego chcesz?

Wszystko w porządku

Nie ma nic złego w tych słowach, gdy faktycznie tak jest. Jednak mówienie: nic się nie dzieje, kiedy kipią w nas emocje, gdy nie chcemy mówić o swoich uczuciach nie jest niczym dobrym…

Dobra, zapomnij o tym

Kiedy rozmawiacie, a ty tracisz cierpliwość, nie dążysz do wyjaśnienia konfliktu/sporu. To nie jest sposób, to po raz kolejny pokazanie lekceważenia drugiej osoby i spłycanie relacji.

Wyglądasz strasznie

To zdanie nie ma płci. Powiedzenie zarówno kobiecie jak i mężczyźnie, ze źle wygląda, może być dla obu równie raniące. Poza tym krytyczne słowa co do wyglądu partnera, które nic poza jego poniżeniem nie wnoszą, są naprawdę zbędne.

Jeśli mnie kochasz, kup mi…./zabierz mnie…

To jawna manipulacja. Jak można w imię miłości kogoś prosić, by coś nam kupił, by zabrał nas do kina, restauracji? Naprawdę chciałabyś, żeby twój partner zrobił ci jakąś przyjemność po takim tekście?

Nigdy nie będę dla ciebie wystarczająco dobra

Jak możesz tak o sobie mówić? Jeśli ktoś cię kocha, to znaczy, że akceptuje ciebie taką, jaką jesteś i to jest największa wartość takiej miłości.

To wszystko twoja wina

Zamiast obarczać partnera odpowiedzialnością za to, jak się czujesz, lepiej powiedz o swoich emocjach, o tym co cię boli, z czym ci źle.

Jeśli się nie zmienisz, odejdę

Czy to realna groźba? Czy naprawdę odejdziesz, jak partner się nie zmieni, nie zrobi tego, czego od niego oczekujesz? Jeśli nie, daj sobie spokój z tym tekstem. Na nikim nie będzie robił wrażenia…

Nie muszę tego mówić, przecież wiesz, że cię kocham

Jakby słowo „Kocham cię” było mało znaczące, a jednak jest ważne. Każdy z nas czeka co jakiś czas chce usłyszeć, że jest kochanym. Tak po prostu. Bez zbędnych komentarzy.

Powinieneś wiedzieć, jak się czuję

Otóż nie powinien i nie musi wiedzieć. Nie jest w naszej skórze, ma inną wrażliwość, inną emocjonalnością. Dopóki nie powiemy, co czujemy – nie ma szans, żeby się domyślił.

Czynisz mnie kompletną

To może jest dobre w filmach, ale nie w realnym życiu. Bycie uzupełnieniem drugiej osoby jest toksyczne, sprawia, że nie umiemy funkcjonować oddzielnie, wiąże nas z partnerem jakimś obowiązkiem wspólnego bycia, co może być niszczące dla związku.

Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie

Niby miłe, romantyczne, ale powtarzane komuś kogo kochamy przybiera kształt szantażu – nie odchodź, jak mnie zostawisz, moje życie nie będzie nic warte. Czy to nie za duża odpowiedzialność dla drugiego człowieka?

Do tej listy pewnie każdy z nas dopisałby jeszcze niejedno zdanie… Warto o nich pamiętać.


11 seriali idealnych na długie, jesienne wieczory

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
7 października 2016
Fot. iStock/vicnt
Fot. iStock/vicnt

Jesień w pełni – i choć żal wakacyjnego luzu, słońca i ciepła, to serialowi fani zacierają ręce i rezerwują swoje ulubione miejsce na kanapie. Bo gdy za oknem szaro, zimno i mokro, a wieczór zaczyna się coraz szybciej, najlepsze, co można zrobić, to włączyć swój ulubiony serial i z kubkiem gorącej herbaty oddać się historii rozgrywanej na małym ekranie. A wybierać jest z czego, bo seriale to dzisiaj niemały procent telewizyjnych produkcji – oto kilka naszych podpowiedzi.

Dla lubiących dramaty

„Chirurdzy” („Grey’s Anatomy”)

Za tym serialem stoi Shonda Rhimes, kobieta, która potrafi tak napisać scenariusz odcinka, że widz w ciągu 45 minut zdąży rozryczeć się ze trzy razy, roześmiać do rozpuku, wzruszyć, wkurzyć, a na końcu zostać w ciężkim szoku i niepewności do następnego tygodnia. „Chirurdzy” właśnie rozpoczęli swój 13 sezon, więc jeśli ktoś nie widział, ma co nadrabiać. Akcja serialu skupia się na… młodych chirurgach (to w pierwszym sezonie, bo przez lata zdążyli się już nieco zestarzeć), którzy poznają tajniki medycyny, miłości i życia.  Ratują życia, leczą i operują, a poza tym popełniają błędy, kochają się, nienawidzą, kłócą, godzą, wpadają w tarapaty i przeżywają chwile szczęścia. I tak w kółko, od lat, a mimo to przyciągają przed telewizory miliony. Czy potrzeba lepszej rekomendacji?

„House of Cards”

Czyli serial, w którym zaglądamy za kulisy wielkiej polityki. Senator Frank Underwood po wyborach miał zostać sekretarzem stanu, ale niestety – nowy prezydent złożonej obietnicy nie dotrzymał. Niestety dla pana prezydenta, bo senator nie jest typem osoby, która zapomina, wybacza i nastawia drugi policzek. Będzie knuł, manipulował, oszukiwał i planował zemstę. Plejada fantastycznych aktorów z Kevinem Spacey i Robin Wright na czele to obok wciągającej fabuły jeden w wielu atutów produkcji. A swoją drogą, Frank to gość, który posłów z naszego podwórka rozłożyłby na łopatki i to tak, że nawet by się nie zorientowali.

„W garniturach” („Suits”)

Mike Ross jest nieprzeciętnie inteligentny, bystry i na dodatek ma fotograficzną pamięć – co raz przeczyta zapamięta na zawsze. Bez problemu zostałby prawnikiem, ale wiadomo – w serialu nie może być zbyt łatwo, więc zamiast prawdziwych studiów jest podrobiony dyplom, oszustwo, wielka tajemnica i praca w renomowanej kancelarii adwokackiej u boku Harvey’a Specter’a, gwiazdy palestry z Manhattanu. Są też piękne kobiety, walka o stanowiska, ludzkie dramaty i emocje związane nie tylko z pracą zawodową.

Z kryminalną akcją i dreszczykiem emocji

„Sherlock”

Sherlocka Holmesa nie trzeba nikomu przedstawiać (mam nadzieję). Serial jest uwspółcześnioną wersją historii o słynnym detektywie i jego przyjacielu/ pomocniku Watsonie. Mamy Londyn, mamy morderstwa i zagadki, niepowtarzalny klimat i Benedicta Cumberbatch’ a w roli głównej. Każdy odcinek to godzina wybornej rozrywki,  której nie oprze się nawet najbardziej wymagający miłośnik seriali.

„Broadchurch”

Spokojne życie tytułowego nadmorskiego miasteczka w Wielkiej Brytanii zostaje przerwane przez morderstwo nastoletniego chłopca. Każdy z mieszkańców staje się podejrzanym, a śledztwo pokaże, że nawet pozornie mili i sympatyczni ludzie, mają swoje kościotrupy schowane w szafie. Kto zabił, dlaczego i czy prowadzący śledztwo odkryją prawdę? Będziecie naprawdę zaskoczeni zakończeniem! Mroczna atmosfera, świetni aktorzy i tajemnicza fabuła sprawiły, że produkcja została zauważona przez krytyków, zdobyła kilka nagród, a nawet doczekała się amerykańskiej wersji (o której wspominać jednak nie warto).

„Długa noc” („The Night Of”)

Tegoroczna produkcja HBO  z pewnością zasługuje na uwagę, bowiem przyciąga od pierwszego odcinka i do ostatniego trzyma w niepewności. Nazir, student pochodzenia pakistańskiego, spędza szaloną noc z nieznajomą dziewczyną – piją, palą, niegrzecznie się bawią i łamią wszelkie zasady, jakie do tej pory panowały w muzułmańskiej rodzinie chłopaka. Nad ranem Naz niczego nie pamięta, a swoją towarzyszkę znajduje martwą. Zostaje oskarżony o morderstwo, a jego obrońca zostaje Jack Stone, przeciętny adwokat z nieprzeciętną alergią na stopach. Ten ośmioodcinkowy serial to jeden z najciekawszych i najlepiej zrobionych, jakie miałam okazję zobaczyć i z czystym sumieniem polecam go każdemu – jest po prostu wybitny.

Fot. iStock/ DavidCallan

Fot. iStock/ DavidCallan

Z innego świata

„Wikingowie” („Vikings”)

Serial opowiada historię Ragnara Lothbroka – wikinga marzącego o dalekich podbojach i odkryciu nieznanych części świata. Legenda mówi, że jest on bezpośrednim potomkiem Odyna, boga wojny i wojowników. I coś w tym musi być, bo Ragnar jest waleczny, nieustraszony i gotowy do tego, by za topór chwycić. Brodaci, długowłosi mężczyźni, silne i niezależne kobiety, bogowie, walka i nieustająca akcja – oto, co was czeka. Dla szczególnie wrażliwych i nie lubiących przemocy może być to trudne przeżycie, ale warto spróbować.

„Gra o tron” („Game of Thrones”)

Serial, będący adaptacją książek George’a R.R. Martina, to prawdziwe zjawisko, które sprawia, że ludzie szaleją i zamieniają się w telewizyjnych maniaków. I nic w tym dziwnego, bo historia walki o żelazny tron to rozrywka na najwyższym poziomie. Są smoki, czary, podstępne intrygi, tajemnice, romanse i morderstwa. Lepiej nie przywiązywać się do bohaterów, bo mogą szybko zakończyć swój żywot lub okazać się zupełnie inni niż byśmy chcieli. Bo w Westeros pewne jest tylko jedno – winter is coming! Jeśli nie macie zbyt wiele czasu, lepiej nie włączajcie tego serialu – na jednym odcinku trudno poprzestać!

„Downton Abbey”

No dobra, koniec z byciem niegrzecznym i swojskim, czas na wyciągnięcie porcelany dla gości i przypomnienie zasad savoir vivre’u.  Oto bowiem przenosimy się do angielskiej posiadłości lorda Grantham i jego rodziny i wraz z nimi będziemy obserwować zmiany zachodzące na świecie i w społeczeństwie na przełomie XIX i XX wieku. Jeśli brzmi to dla was nudno, to jesteście w wielkim błędzie, bo serial przyciąga przed ekran niczym magnes i nim się obejrzycie, będzie o 17 popijać herbatę z imbryczka i mówić z brytyjskim akcentem lepiej niż sama królowa.

Zawsze dobre    

„Przyjaciele” („Friends”)

Do nadrobienia lub obejrzenia po raz kolejny pozycja idealna, dzięki której jesienna chandra pozostanie terminem znanym tylko ze słyszenia. Najlepszy serial wszechczasów – nie waham się użyć tego sformułowania! Jeśli kogoś nie śmieszy, to znak, że ma poważne problemy z poczuciem humoru i powinien nad sobą popracować. Sześcioro przyjaciół, dwa mieszkania, jedna ulubiona kawiarnia i dziesięć sezonów wypełnionych największymi gwiazdami filmów i telewizji. Tego nie da się dobrze opisać, to trzeba po prostu zobaczyć i poczuć!

Doktor House” („House”)

Jest wredny, bezczelny, nieczuły, cyniczny i ironiczny. Uważa, że wszyscy kłamią, oszukują i są idiotami. Manipuluje, gra, kombinuje, wkurza wszystkich dookoła i zjada leki przeciwbólowe niczym dropsy.  A przy tym jest genialnym diagnostą, który przyciągnął przed telewizory miliony widzów i sprawił, że co drugi fan serialu rozpoznawał w zwykłym bólu głowy toczeń/ guza mózgu/ chorobę papuzią/ chorobą autoimmunologiczną/ raka lub coś bardzo egzotycznego, co trudno wymówić. Kto nie zna – niech nie przyznaje się głośno i czym prędzej nadrobi! Jesień dopiero się zaczyna, czasu jest całkiem sporo 😉


Zobacz także

Fot. iStock/shironosov

Wszystko to potrzebne, każda łza i każda radość. Bo gdy otwieram oczy i słyszę jak mój mąż krząta się już po kuchni, to wiem. Wiem czym jest miłość

Fot. iStock

W co dziś gramy? Co najczęściej usłyszysz podczas małżeńskiej kłótni?

Fot.  Screen z YouTube / Pablo Picasso

„W nadziei trwam, że zjawi się ktoś…”. Złamałaś serce? Koniecznie obejrzyj ten film, nie zawsze można pokonać czas