Miłość przychodzi wtedy, gdy rozumiesz, że razem jest cieplej… Piękny film o miłości

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
15 kwietnia 2016
Fot. Screen zFacebooka / Bright side/
 

Czy to już miłość? Kiedy zaczyna się naprawdę?

„Miłość…

… zaczyna się po prostu od rozmowy

…  albo gdy potrzebujesz ochrony przed deszczem…

… lub przed wiatrem…

… i wtedy gdy zrozumiesz, że razem jest cieplej…

… i gdy „czujecie się” nawzajem…

To niesamowite uczucie, to uczucie wsparcia, czułość. To uczucie, że twoja bajka dopiero się rozpoczyna”.

Zobaczcie ten piękny film.

Źródło: Facebook Bright Side


A kim jest stara panna? Stara panna to ta, co to jej w życiu nie wyszło. Nikt jej nie chciał, więc jest sama

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 kwietnia 2016
Fot.Splitshire / Daniel Nanescu / CC0 Public Domain
 

No cóż, jestem starą panną. Mam 31 lat i raczej żadnych widoków w najbliższym czasie na stały i poważny związek. Nie myślę, że jestem jakaś wybrakowana. Po prostu jakoś nie trafił się facet, o którym pomyślałabym poważnie. To też nie jest tak, że zostałam jakoś zraniona czy haniebnie porzucona w przeszłości – też nie. Może po prostu nie miałam szczęścia do facetów. Nigdy nie poczułam jakiegoś takiego WOW, żeby zacząć myśleć o wspólnej przyszłości.

Czy jestem wybredna? Chyba trudno określić. Jedno jest pewne – kurczę, nie umiem kalkulować. Czasami słyszę: „Wiesz, moja znajoma ma brata, właśnie wrócił z zagranicy. Ma mieszkanie, dobrze zarabia. Pasowalibyście do siebie”. A we mnie nie ma ani krzty takiej kalkulacji, że ważne, żeby miał dobrą pracę, chatę i jeszcze do tego był przystojny. A może ja jednak powinnam tak myśleć… Kiedyś nawet zalogowałam się na portalu randkowym, ale wytrzymałam tam może pięć minut. Ilość wiadomości, jaka mnie zalała i ich jakość, wprawiły mnie najpierw w osłupienie, a chwilę później w zażenowanie. Być może powinnam dać więcej czasu sobie i nieznanym mi facetom. Ale z drugiej strony mam też dosyć randek, podczas których dyskretnie zerkam na zegarek, odliczając minuty, kiedy będę mogła już wyjść bez urażenia tego, który siedzi naprzeciwko mnie.

10-letnia córka mojej kuzynki powiedziała mi ostatnio: „Ciociu, wiesz, jak dorosnę, chciałabym być taka jak ty. Gdy spytałam dlaczego, usłyszałam: „Bo ty masz fajnie, wracasz z pracy i masz spokój i jeszcze dodatkowo masz czas, żeby robić różne fajne inne rzeczy”. A ja jej mówię, że to wcale nie jest tak fajnie. Próbowałam jej wytłumaczyć, że faktycznie masz spokój, możesz sobie tym swoim czasem dowolnie dysponować i jakby sama o sobie stanowić. Jednak, kiedy przychodzą takie chwile, gdy chcesz się zwierzyć drugiej osobie, z tego, co cię gniecie, albo podzielić się z czymś fajnym, to nie masz do kogo gęby otworzyć. I to już nie jest fajne. To ta czarna strona tego, co wydaje się być takie super.

Dlaczego stara panna?

To takie niemodne i staroświeckie. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu starymi pannami były kobiety, które w wieku 25. lat nie miały męża obok siebie i dla nich podobno już nie było ratunku. Zobacz, gdybyś dostała do opisania dwie kobiety:„Anna lat 31 z Wrocławia, singielka” i „Anna lat 31 z Wrocławia, stara panna”. Do której pałałabyś większą sympatią?

Singielka, to twór taki trochę usprawiedliwiający i wprawiający stare panny w lepszy nastrój. Bo kim jest singielka? Kobietą świadomą siebie, stawiającą na swój rozwój. Taką, która wie, czego chce i swój stan cywilny wybiera z pełną odpowiedzialnością i bagażem konsekwencji. Singielka ma piękne, czyste mieszkanie, często kota, który czeka na nią, kiedy wraca do domu. I ona rzadko mówi, że jej źle w byciu samą, raczej uparcie powtarza, że to jej wybór.

A kim jest stara panna? Stara panna to ta, co to jej w życiu nie wyszło. Nikt jej nie chciał, więc jest sama. Ja to nawet kota mieć nie mogę, bo mam alergię. I starej pannie wcale nie jest dobrze w tym staropanieństwie. Nie, żebym narzekała, czy marudziła, choć jak każdy miewam gorsze dni. Ale jasne, że chciałabym mieć kogoś obok siebie, kogoś do kogo mogłabym się wieczorem przytulić, z kim porozmawiać, pośmiać się, a nawet pokłócić. Samej nie jest fajnie. Obojętnie co by kto nie mówił – nie jest. To kicha. I zdania nie zmienię, choć nie chodzę po mieście i nie mówię: „Cześć jestem starą panną”. Po co tym kogoś zamęczać. Mówienie prawdy prosto w oczy jest mało komfortowe dla tego, kto słucha i dla tego, kto mówi.

Mam tyle lat, że znajomi wokół biorą śluby, koleżanki rodzą dzieci. Mówią mi: „Jeny ty to masz dobrze. Wracasz do domu, cisza, spokój, nikt ci nie gania, nie biega, nic od ciebie nie chce”. Jasne, dobrze. Tak im się tylko wydaje. A ja bym chciała wracać i mieć bajzel w mieszkaniu, pięć pralek tygodniowo do wstawienia, nie wiedzieć, w co włożyć ręce i żeby ktoś wkurzał cię z rana. Oni wszyscy tak mówią, a przecież gdyby zaproponować im: „To chodź, zamienimy się”, to może by przystali na jeden dzień, nooo może góra na weekend. Nikt nie chce się zamienić ze starą panną, bez względu na to, jak bardzo jej w danym momencie zazdrości wolności i spokoju. No nikt nie chce być starą panną. Bo co mi pozostaje, kiedy zamykam drzwi mieszkania? Ewentualnie sąsiadowi, który kicha za cienką ścianą budynku powiedzieć: „Na zdrowie” i liczyć, że może usłyszy i odpowie. Taka namiastka, że jednak nie jestem taka całkiem sama i jak najdzie mnie potrzeba mogę pokrzyczeć z nadzieją, że ktoś pode mną, nade mną lub z boku mnie usłyszy i zrozumie, i zapuka w ścianę w ramach pocieszenia. Zawsze to coś.

Nie ma we mnie jednak zazdrości, kiedy słyszę, że znajomi się zaręczyli, albo, że przyjaciółka jest w ciąży. No każdy ma swój los. I tyle.

Na szczęście mam fantastycznych przyjaciół, którzy nie wykluczają mnie ze swojego towarzystwa ze względu na moje staropanieństwo. Ale jak rozmawiam z koleżankami, które są w podobnej sytuacji do mojej, to zdarzają się na przykład dylematy przy wspólnych wyjazdach: „To gdzie tę starą pannę położyć spać, z kim? Jako trzecią?”. Cóż, bywa niezręcznie.

Jestem starą panną i dużo pracuję, i na razie tak trwam. Ale z wiekiem zaczynam się zastanawiać, ile ja tak jeszcze mogę trwać. Idziesz siłą rozpędu, ale jak już się nad tym wszystkim pochylasz, to myślisz sobie, że dobrze by było coś zmienić. No bo kurczę, nie da się całe życie iść samemu, bo nudno trochę. Z drugiej strony myślę sobie, że facet, który jest samotny ma zdecydowanie mniej przytyków. On robi karierę. Jest kawalerem, rzadko nazywany starym.

Jedno mnie czasami przestrasza. W końcu nie jestem jeszcze taka stara, ale kiedy wokół ciebie tworzą się kluby matek, kiedy koleżanki rozmawiają o urokach macierzyństwa, a ty nie bardzo jak masz się do tej rozmowy włączyć, to myślisz w panice, że może  ja nigdy nie dołączę do tego klubu matek. Nagle czujesz, że ludzie są na innym etapie życia i zaczynasz się denerwować, że nie wiadomo, czy ty do tego etapu dojdziesz… Trochę przerażająca perspektywa.

No i jeszcze rodzina. Stara panna powinna w końcu do domu przywieźć faceta. Moja akurat nie naciska i nie dopytuje jakoś bardzo, choć w tym roku w święta padło znaczące: „No to oby za rok było nas więcej”. Kiedy mój brat zaczyna temat braku faceta przy moim boku, mówię mu: „Brat, w każdej porządnej rodzinie musi być jedna ciotka stara panna”. I tak ucinam dyskusję, bo o czym tu dyskutować. Za to mojej przyjaciółce rodzice mówią, że w sumie to już pal sześć z tym mężem, ale żeby chociaż wnuki były.

A faceci? To na pewno nie jest temat zamknięty. Wręcz przeciwnie. No ale nie będę się zabijać wychodząc z założenia, że lepiej z byle kim niż z nikim. To ja jednak wolę z nikim niż z byle kim.


P.S. Chcesz wiedzieć jak toczy się życie starej panny, wejdź na jej facebookowy profil.


„Chcę dla siebie jak najlepiej”. Naprawdę? 14 rzeczy, którymi gmatwamy sobie życie

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
15 kwietnia 2016
„Chcę dla siebie jak najlepiej". Naprawdę? 14 rzeczy, którymi gmatwamy sobie życie
Fot.Splitshire / Daniel Nanescu / CC0 Public Domain

Nawet jeśli mówisz: „walczę o siebie”, „chcę dobrze” to jeszcze nic nie znaczy. Jedno to marzyć o spokoju i szczęściu, drugie to je osiągnąć (np. swoją pracą). Często jest tak, że tylko wydaje nam się, że robimy wszystko dla swojego dobra.  A tak naprawdę sobie szkodzimy. Oto lista rzeczy, które mają na nas autodestrukcyjny wpływ. I nie, to nie jest czyjaś wina, że one „się dzieją”. Robimy to na własne życzenie… a potem musimy walczyć z konsekwencjami i problemami, które z tego wynikają. A mogłoby być tak prosto…

1. Pozwalamy się ranić. Każdemu. Dziecku, partnerowi, szefowi, współpracownikami. Uważamy, że tak musi być, zakopujemy pod dywan i udajemy, że nic się nie stało.

2. Uważamy, że na miłość trzeba zasłużyć. Jak tylko się odpowiednio postaramy to…..

3. Porzucamy dobry związek mówiąc: „to nuda”.

4. Rezygnujemy z działania  (nie rywalizujemy).

5.  Odraczamy nasze obowiązki („później to zrobię”).

6. Ulegamy pokusom.

7. Mamy skłonność do zachowań ryzykownych– np. wyprzedzamy na zakręcie, przejeżdżamy na czerwonym świetle.

8. Uzależniamy się od różnych substancji– leków, alkoholu, jedzenia.

9. Nie mówimy – innym ludziom – w racjonalny sposób o tym co czujemy.

10. Staramy się być dla wszystkich mili.

11. Jesteśmy niemili, praktykujemy postawę, że każdy ma coś do ukrycia.

12. Mamy swoją definicję miłości, życia, pracy i uważamy, że to inni mają się dostosować (brak elastyczności i miękkości poglądów).

13. Rezygnujemy z dobrej pracy.

14. Sami ranimy bliskie osoby.

Dlaczego sobie to robimy?

– z powodu niskiej samooceny, która sprzyja lekceważeniu siebie i nietroszczeniu się o siebie. Badania pokazują, że osoby o braku poczuciu własnej wartości sami prowokują niepowodzenia, żeby móc powiedzieć o sobie: „jestem beznadziejny, wiedziałem”.

– z powodu dzieciństwa. Im mniej się nami opiekowano, otaczano troską tym rzadziej uważamy, że na troskę zasługujemy.

– bo nie potrafimy sprostać własnym standardom. Podświadomie sami więc podkładamy sobie kłody pod nogi.


Zobacz także

„Wiedziałam, że jest zły. Kłamałam, żeby go usprawiedliwić. Byłam jedyną z tych głupich kobiet, które kochają za bardzo”

II Koktajl Kobiet Sukcesu – potencjał kobiecy i różne jego wymiary

Życie jest słodko-kwaśne jak wiśnia, ale ciasto z wiśni rozpływa się w ustach! Prosty i pyszny przepis